Wywiad z autorem "Budżetu domowego"

Budżet domowy pod kontrolą - książka

W ramach tygodnia z książkami (i odpoczynku po dniu z debiutem JSW) przedstawiamy nasz wywiad z autorem „Budżetu domowego”. O samej książce już napisaliśmy parę ciepłych słów, a teraz oddajemy głos samemu autorowi – Krzysztofowi Łabendzie.

Z tego wywiadu dowiecie się między innymi o tym jaka jest najważniejsza reguła oszczędzania, jakie są przewagi kart nad gotówką, czym jest frugalizm oraz – przede wszystkim – o czym jest sama książka.

Kontomierz: Już na samym początku książki powołujesz się na badania, które jednoznacznie wskazują, że Polacy rzadko oszczędzają. Dlaczego tak się dzieje, czy oszczędzanie naprawdę jest takie trudne?

Krzysztof Łabenda: Myślę, że oszczędzanie nie jest aż „tak” trudne. Staram się przecież o tym przekonać czytelników „Budżetu domowego”.

To, że rzadko oszczędzamy wynika z wielu powodów. Sporo z nich tkwi w nas samych. Nie mamy w sobie przekonania, że nawet przy skromnych dochodach oszczędzanie jest możliwe. Brak nam nawyku systematycznego odkładania choćby drobnych kwot.

Być może ma to jakieś stare konotacje kulturowe. Jako społeczeństwo przez wieki byliśmy przekonywani o tym, że bogactwo nie jest cnotą, a grzechem, czymś podejrzanym, stojącym w opozycji do bogatego wnętrza, piękna duchowego - ta piękna, romantyczna Izabela Łęcka, jej spłukany papcio i bogaty, ale pogardzany Wokulski, czy owo stwierdzenie, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogaczowi wejść do Królestwa Niebieskiego.

Nie potrafimy także, o tym też mówię w książce, odróżnić potrzeb od zachcianek. Potrzeby powinniśmy zaspakajać. Zachcianki – możemy, o ile już nas na to stać, a nie teraz, zaraz, już! Tu też, troszeczkę ale jednak, działamy jak wygłodzony osobnik skonfrontowany z pełnym po brzegi talerzem. Rozsądek nakazuje zjeść trochę, by się nie rozchorować , a wspomnienie głodu przymusza do nadmiernej, prowadzącej do bólu brzucha konsumpcji. Skrzętnie to wykorzystują m.in. sprzedawcy wszelkiej maści kredytów. Znacie to przecież: rata jest aż tak mała, że wypada mówić o niej per „ratka”. Nasze wieloletnie „wyposzczenie”, kiedy to patrzyliśmy na to, co można mieć w „normalnym świecie” jest i przyczyną braku oszczędności i, niestety, nadmiernego zadłużenia.

Wśród powodów sprawiających, że nie oszczędzamy jest wreszcie i to, że wielu z nas odczuwa autentyczny niedostatek czy wręcz skutki biedy. Tu niewiele da się zrobić. Jeszcze cztery lata temu, nie mam pod ręką najnowszych danych, blisko 15% naszych współobywateli plasowało się na ustawowej granicy, bądź poniżej niej, ubóstwa.

Budżet domowy pod kontrolą - wywiad z autorem

W Twojej książce można znaleźć wiele rad na to jak dopiąć budżet domowy. A gdybyś miał wybrać jedną, najważniejszą zasadę w finansach osobistych, to co by to było?

Pytanie z gatunku tych „jaką książkę zabrałbyś na bezludną wyspę?” Oczywiście, gdyby to było możliwe to całą bibliotekę, a jeśli nie, to pozwólcie choć na kilka lektur.

A tak poważnie, w finansach osobistych? Z całą pewnością OSS (Opodatkuj Się Sam). W „Budżecie domowym” dość wyraźnie wskazuję realne korzyści z konsekwentnej realizacji tej zasady. Koleje życia ludzkiego bywają różne, a nic tak dobrze nie uczy jak własne i cudze doświadczenie. Miałem i ja w swoim życiu taki okres „pod wozem” i tylko dzięki temu, że przez wiele lat byłem wierny tej zasadzie mogłem go przetrwać bez lęku o rachunki do zapłacenia czy jutrzejszy obiad na stole. Oczywiście potrzeby i zachcianki zostały zrewidowane i zredukowane.

Konsekwentna realizacji zasady Opodatkuj Się Sam sprawi, że wcześniej czy później trzeba będzie dokonać sensownej dywersyfikacji własnych zasobów, tak aby pieniądze zaczęły się mnożyć same z siebie ale i by w sytuacji kryzysowej wszystkie one nie zniknęły któregoś dnia, ku naszej rozpaczy, niczym sen złoty. Systematycznie oszczędzać i odpowiednio inwestować pamiętając, jak mówią słowa starej piosenki, że „niecierpliwość złym doradcą”.

Gdyby ktoś chciał zacząć zmieniać swoje finanse i oszczędzać od teraz – jakie powinny być jego lub jej pierwsze kroki?

Oczywiście zaczynamy od lektury mojej książki. Ona powinna ułatwić dokonanie swoistego rachunku sumienia. Musimy bowiem w miarę precyzyjnie uświadomić sobie skąd się biorą i jakich kwotach moje pieniądze (to dość łatwe zadanie) i, a to już jest bardziej trudne, na co je wydaję.

Kolejne pytanie brzmi: czy rzeczywiście muszę wydawać takie kwoty i w takim celu?

Popatrzcie: w moim domu wszyscy mamy telefony komórkowe, gdzie taryfy dobraliśmy odpowiednio do naszych potrzeb. Któregoś dnia zorientowaliśmy się, że o ile te telefony odzywają się dość często, a i my z nich korzystamy, o tyle nasz stacjonarny telefon milczy. Jeśli już zadzwoni, to nasz rozmówca, częściej jest to pani, chce nas zaprosić na prezentację „cudownych garnków” czy „uzdrawiającej pościeli”. Nawet nie zauważyliśmy kiedy telefon stacjonarny stał się nam niepotrzebny i … już go nie mamy, a w budżecie domowym pozostało kilkadziesiąt złotych miesięcznie.

To tylko przykład pewnego sposobu myślenia. Przywykliśmy częstokroć do tego, że za coś płacimy, nie zauważamy tego wydatku. Może pora zadać sobie pytanie: czy muszę? Parę razy w swej książce mówię o niepotrzebnym wydawaniu pieniędzy na papierosy. No właśnie: czy muszę? Wiem co mówię, nie palę już ponad piętnaście lat.

Gdzie według Ciebie przebiega granica między oszczędzaniem, frugalizmem, a skąpstwem? Jak jej nie przekroczyć?

„Pieniądze nie dają szczęścia. Dają je dopiero zakupy.” Coś w tym jest.

Oszczędzanie dla samego oszczędzania nie ma sensu. Kiedy już zapewnimy sobie pewne poczucie bezpieczeństwa (np. dzięki metodzie OSS na tzw. czarną godzinę zgromadzimy trzykrotność naszych miesięcznych dochodów, a to uważam za niezbędne minimum) możemy się nieco zająć naszymi zachciankami czy potrzebami, których zaspokojenie może być odłożone w czasie.

W „Budżecie domowym” namawiam do definiowania celów jakie chcemy osiągnąć i takiego postępowania by je zrealizować w rozsądnym czasie. Życie jest tylko jedno i ono ma być przyjemnym na tyle, na ile jest to możliwe. Mamy także pewne obowiązki wobec naszych najbliższych, choćby małoletnich dzieci, i oszczędzanie powinno ułatwić ich realizację.

Pieniądze zawsze są „po coś” i w moim rozumieniu nie obejmuje to sytuacji „mieć by mieć”. To jest skąpstwo – ograniczanie potrzeb, rezygnacja z przyjemności, w sytuacji gdy nie jest to konieczne, i czerpanie jedynej satysfakcji z obserwowania jak rośnie moje bogactwo. Jedynym celem życia nie może być mieć i mnożyć pieniądze. To może doprowadzić do różnych dewiacyjnych zachowań, np. chorobliwego gromadzenia tzw. „przydasi” – to się może kiedyś przydać.

Co się tyczy frugalizmu, zjawiska dość młodego i raczej obcego mojemu pokoleniu niezbyt aktywnemu w blogosferze, to powiem tak. Frugaliści nie są z całą pewnością społecznością jednorodną. Jeśli uznamy, że frugalista jest osobą prowadzącą oszczędny tryb życia i jednocześnie dbającą w tym celu o zdrowie - aspekt ekologiczny, czasem trudny do realizacji (nie każdy ma możliwość prowadzenia własnych upraw) – i modny wygląd np. dzięki stosowaniu swapping parties, a do tego osobą nie redukującą do minimum czy wręcz zera przyjemności i zachcianek, to jestem za. Wy takie osoby nazywajcie frugalistami, a ja pozostanę przy staromodnym terminie „oszczędny”.

Jeśli frugalistą jest się z konieczności, bo tak się ułożyła sytuacja materialna i ten frugalizm to wymiana doświadczeń np. między nadmiernie zadłużonymi, czy też wzajemne kontakty i porady wymieniane przez gospodynie domowe mające problemy z tym jak przeżyć „od pierwszego do pierwszego”, to dla mnie określenie „frugalista” jest tu nieco na wyrost.

Jeśli frugalizm ma oznaczać tzw. „turystykę społeczną”, a więc kaprys zblazowanych bogatych, to trudno mi to zaakceptować.

Zatem frugaliści, oszczędni, żyją świadomie, z wyboru starając się wydawać mniej na zaspakajanie potrzeb i definiują to, co w ich odczuciu potrzeba nie jest. Akceptuję to, jeśli ten styl nie oznacza całkowitej czy choćby nadmiernej rezygnacji z „uroków życia”.

Oszczędzanie jest sposobem na życie, skąpstwo jest czymś patologicznym, a furgalizm zdrowo pojmowany może być sposobem na życie, zwłaszcza w kryzysie.

Budżet domowy pod kontrolą

Czy możesz zdradzić, czy były jakieś porady, które ostatecznie nie znalazły się w książce? Coś, co rozważałeś, ale ostatecznie wykluczyłeś, bo było zbyt kontrowersyjne lub zbyt daleko idące ?

W zasadzie nie. Ludzie są przecież różni i to co dla jednych może być szokujące inni mogą uznać za naturalne. To co ktoś uzna za nieosiągalne (np. inwestycje giełdowe) dla innych jest „chlebem powszednim”.

W świecie finansów osobistych nie ma, no przynajmniej ja nie znam, szokujących rad czy recept postępowania. Gdyby się ta moja opowieść o budżecie domowym potoczyła inaczej nie miałbym oporów np. przed opisaniem wielce ryzykownych papierów jakimi są tzw. „papiery śmieciowe” o wysokim, nawet bardzo, stopniu ryzyka, ale i ,w razie sukcesu, dające wielkie zyski. Musiałbym jednak zachować chłodny obiektywizm prezentując takie instrumenty.

Nie wiem, czy gdybym tę książkę pisał dziś, to chciałbym opowiedzieć czytelnikowi o nowym pomyśle na uniknięcie „podatku Belki” poprzez nabywanie od banków weksli (w miejsce lokat) płatnych po pewnym czasie i odpowiednio oprocentowanych. To, tak się dziś może wydawać, jest sposób na ominięcie podatku od zysków kapitałowych. Na końcu, po wielokrotnym rolowaniu weksla trzeba ten podatek oczywiście zapłacić, ale tylko raz, a nie po każdym upływie terminu na jaki ulokowano pieniądze. Konstrukcja ciekawa, ale czy się upowszechni?

Czy to, że takie książki jak ta zaczynają się pojawiać, to znak że w Polsce jednak zaczyna się moda na oszczędzanie i rozsądne gospodarowanie domowym budżetem?

Nie tylko mam nadzieję, ale wręcz jestem przekonany, że tak!

Wierzę, że już dojrzeliśmy, dorośliśmy do tego by dostrzegać realną wartość pieniądza, potrzebę stabilizacji finansowej. Uczymy się żyć z budżetem domowym.

Spadła ostatnimi czasy np. ilość kart kredytowych w naszych portfelach. To z pewnością efekt bardziej ostrożnej polityki banków, ale też – i jestem o tym przekonany – efekt racjonalizacji naszych postaw. Nie jest nam już wszystko jedno gdzie ubezpieczamy samochód, zakładamy rachunek bankowy itd. Okres fascynacji mija, czas na normalność.

No właśnie… Ile kart masz w portfelu? A bardziej serio – jesteś raczej zwolennikiem plastikowych pieniędzy, czy może gotówki? Czy któraś z tych form płacenia za zakupy bardziej sprzyja oszczędzaniu?

Kart mam kilka. Kiedyś miałem zdecydowanie więcej, ale dokonałem racjonalnych wyborów. Jeden z banków „bardzo płakał” kiedy oddawałem mu platynową kartę zatrzymując sobie w portfelu jedynie złotą. Ta mi wystarcza, a bank stracił kilkaset złotych rocznie.

Jasne, że zdecydowanie wolę „plastik.” Wygodnie, bezpiecznie, a jak się dobrze ponegocjuje z bankiem to i bezpłatnie.

Gotówka to kłopot. Dla wszystkich. Dla mnie, bo muszę jej pilnować, a jak ja ukradną to przepadnie bezpowrotnie, bo nie pracuje. Dla sklepów – trzeba ją zabezpieczać, chronić przed kradzieżą, przechowywać, odprowadzać do banków. Dla banków – trzeba ją liczyć , sortować, przechowywać i strzec, usuwać destrukty.

Karta płatnicza, jakakolwiek, nie ma tych wad, jest zdecydowanie bardziej bezpieczna w użyciu. Porównajcie proszę ile trwa zapłata za coś co kosztuje np. 34 zł i 23 grosze kiedy płaci się banknotem o nominale 50 zł i kiedy rachunek realizujemy kartą zbliżeniową. W tym drugim przypadku rzeczywiście tyle ile trwa wymówienie tego słowa: ”bip”

Karta płatnicza plus Internet to realne oszczędności np. 5% wartości ubezpieczenia samochodu kupowanego w ten sposób czy 20% sprzętu AGD kupowanego w sklepie internetowym i opłacanego kartą.

Namawiam serdecznie do rozsądnego korzystania z „plastikowych pieniędzy”. Poczytajcie o tym w „Budżecie domowym”. Zajrzyjcie też może do mojej książki „Zakupy po polsku. Ochrona praw i formy płatności”. Tu znajdziecie informacje i o instrumentach płatniczych jakimi się w życiu posługujemy i o prawach konsumenta.

 Fot. sxc.hu / elvinstar, Gerbera 

dodaj własny »

9 komentarze czytelników

  1. anonim

    polecamy artykuł

    28 sierpnia 2011 13:35

  2. winamax jouer sans telecharger

    Wow i can say that this is another great article as expected of this blog.Bookmarked this site..

    30 listopada 2015 15:06

  3. beard products

    The website is looking bit flashy and it catches the visitors eyes. Design is pretty simple and a good user friendly interface.

    8 grudnia 2015 15:22

  4. classic binary options

    This is really a nice and informative, containing all information and also has a great impact on the new technology. Thanks for sharing it

    9 grudnia 2015 14:51

  5. http://relationshipfix.org/romantic-lovebird-or-playful-sex-kitten-4-ways-to-reveal-her-oft-hidden-dating-persona/

    Wonderful illustrated information. I thank you about that. No doubt it will be very useful for my future projects. Would like to see some other posts on the same subject!

    9 grudnia 2015 18:17

  6. japanese green tea

    Great Article it its really informative and innovative keep us posted with new updates. its was really valuable. thanks a lot.

    10 grudnia 2015 14:52

  7. Delaware Real Estate

    Your music is amazing. You have some very talented artists. I wish you the best of success.

    4 stycznia 2016 09:25

  8. Limo Service CT

    Thanks you very much for sharing these links. Will definitely check this out..

    12 stycznia 2016 12:54

  9. <a href="http://jobgp.com/">jobs and recruiting</a>

    This is really a nice and informative, containing all information and also has a great impact on the new technology. Thanks for sharing it,

    17 marca 2016 08:10

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies