Karta kredytowa to jeden z bardziej kontrowersyjnych produktów finansowych. Dla jednych może być bardzo przydatnym narzędziem w domowym budżecie, a dla innych - pierwszym krokiem do pętli zadłużenia.
Kiedyś, gdy sam miałem długi – unikałem kart kredytowych. Priorytetem była spłata istniejącego zadłużenia, bez dokładania do tej sumy kolejnych kwot. I nawet okres bezodsetkowy mnie nie przekonywał.
Dług to dług.
A karta kredytowa – i stąd bierze się większość kontrowersji – skonstruowana jest tak, by o tym fakcie zapominać. W końcu, aż do dnia spłaty możesz bezkarnie płacić pieniędzmi banku.
W międzyczasie bieżące środki leżą na koncie osobistym lub oszczędnościowym i nie widzisz ile wydajesz i ile ci zostało. Żeby to sobie policzyć musisz się doklikać do którejś zakładki w systemie transakcyjnym.
Nie dość, że płacąc plastikiem nie zobaczysz – w momencie zakupu – jak gotówka znika z portfela, to jeszcze przez blisko dwa miesiące nie widzisz jak znika z konta.
Przyjemność zakupów jest całkowicie odłączona od nieprzyjemności rozstawania się z pieniędzmi.
Maksymalny okres bezodsetkowy to dziś okolice 50-kilku dni. Ale zawsze musisz pamiętać, że ten czas liczy się od pierwszego dnia cyklu rozliczeniowego, a nie od daty transakcji! Dlatego zawsze trzeba pilnować harmonogramu – a to już zadanie, z którym nie wszyscy sobie radzą.
Korzystając z karty kredytowej trzeba się pilnować trochę bardziej niż płacąc zwykłą debetówką lub gotówką.
--
Po wyjściu z długów i odzyskaniu kontroli nad własnym budżetem zacząłem – na początku bardzo ostrożnie – korzystać z kart kredytowych.
Ten kawałek plastiku stał się dla mnie sposobem na dodatkowe kilka złotych oszczędności. Cenię sobie drobny zwrot 1% wartości dokonanych transakcji bezgotówkowych oraz to, że w czasie gdy obracam pieniędzmi banku, moje bieżące środki mogą pracować na dodatkowe odsetki.
Dzięki takim – nawet niewielkim – bonusom z karty kredytowej miałem środki, by zacząć budować fundusz awaryjny.
Istotnym bonusem było też to, że teraz praktycznie całą historię zakupów mam w wersji elektronicznej – i mogę ją sobie przeglądać w systemie transakcyjnym banku czy w Kontomierzu (dostając jednocześnie czytelne zestawienie ile i na co wydaję).
Płacąc kartą kredytową zawsze trzymam się dwóch zasad:
- spłacać całe zadłużenie w okresie bezodsetkowym
- nie wydawać pieniędzy, których nie mam (każda płatność kartą musi mieć pokrycie w bieżących środkach)
--
A czy Wy korzystacie z kart kredytowych? Czemu zdecydowaliście się na ten produkt finansowy?
Polecacie oferty jakichś konkretnych banków?
Jakich zasad się trzymacie płacąc kartą kredytową? Wyciągacie ją z portfela przy każdych zakupach, czy są jakieś kategorie wydatków, gdzie wolicie płacić gotówką?
Fot. Flickr / 401K ![]()
11 komentarze czytelników
Ricky
Jak na blogu finansowym widze dyskusje o zasadsnosci kart kredytowych to od razu trace zaufanie do bloga.
14 lutego 2012 09:22
Mag222
Jesli trzymasz sie tych zasad i zawsze splacasz w okresie bezodsetkowym to oznacza ze nie potrzebna ci karta kredytowa przyjacielu.
14 lutego 2012 09:28
Krzysztof
@Mag222
Dlaczego nie? Z bonusów, rabatów i odsetek od środków, które w międzyczasie pracują, mam dodatkowe kilkaset złotych rocznie.
Do czego Twoim zdaniem służy karta kredytowa? Chyba nie do zadłużania się?
14 lutego 2012 10:40
MAG222
Pojedyncze jednostki potrafia byc zdyscyplinowane na tyle aby pilnowac terminow oraz splacac zadluzenie w terminie. Ale duza wiekszosc ludzi spoteguje tylko konsumpcje poniewaz jak sam zauwazyles nie ma nieprzyjemnosci utraty pieniedzy w momencie zakupu i ludzie czujac ze nie "wydaja" wydaja wiecej. Osobiscie nigdy nie mialam karty i chyba nikt mnie nie namowi :)
Z tym "kilkaset zlotych rocznie" to chyba lekko przesadziles ;)
14 lutego 2012 13:27
Krzysztof
Faktycznie, zapanowanie nad kartą kredytową to mniej-lub-bardziej trudna umiejętność. Bez właściwej dyscypliny można sobie zrobić dużą krzywdę - przecież już spóźnienie się ze spłatą jeden dzień uruchamia całą maszynę odsetkową.
"Kilkaset złotych rocznie" to żadna przesada. Co prawda chodzi o "kilkaset" z tych niższych rejonów, ale jednak:
robiąc miesięcznie zakupy za ok. 1000 zł, do tego w roku jeden lub dwa większe zakupy (rower, wakacje, komputer, telefon, remont - zawsze coś się znajdzie) - 300-400 zł mogę sobie "dorobić".
14 lutego 2012 15:41
fitz
Ja korzystam z KK w podobny sposob, co autor wpisu - KK z cashbackiem, splacana zawsze w grace period. Wiadomo, wszystko zalezy od dyscypliny, ale na ta akurat w temacie zakupow nie moge narzekac.
Swoja droga, kontomierz tu pomaga - bo widac od razu, ze te pieniadze jednak z konta znikaja (czy raczej rachunek KK obciaza globalne saldo).
15 lutego 2012 10:01
ps
Karty kredytowe to swietna sprawa pod warunkiem, ze potrafi sie nad nimi panowac. Prawda jednak jest, ze jezeli ktos ma regularne zarobki miesiac-w-miesiac to korzystanie z karty kredytowej ma male uzasadnienie. Nie zmienia to faktu, ze w dzisiejszych czasach ciezko jest *nie* uzywac kart kredytowych chociazby ze wzgledu na platnosci online.
A propos - kontomierz moglby miec bardziej dopracowany system sledzacy wydatki z karty kredytowych i informujacy o terminach splat :) W tym momencie posluguje sie arkuszem kalkulacyjnym, bo tak mi latwiej heh.
15 lutego 2012 11:09
LK
Ja czekam aż kontomierz wprowadzi obsługę transakcji z KK
15 lutego 2012 13:00
Sebastian Cezary
Tak jak spora część z poprzedników, jeśli człowiek nie ma gorączki kupowania, tendencji do życia ponad stan, rozumie zasady oprocentowania, okresy spłat, to karta jest przydatna wpp to koszty.
15 lutego 2012 13:01
fitz
LK - ale przeciez ma obsluge transakcji. Brakuje - fakt - obslugi rzeczy typu obciazenia/uznania rachunku karty (u mnie nie widac na przyklad cashbacku).
No i faktycznie, przydaloby sie automatyczne generowanie alertow na dzien splaty karty ;)
20 lutego 2012 13:49
Wojtek
Ja kartą zasiliłem ostatnio brokera forex. Efekt: ledwo spłaciłem stratę przed upływem karencji. Uważajcie na karty, ale przede wszystkim na własną głupotę.
26 lutego 2012 16:53