Oczywiście oszczędzanie na coś jest dużo lepsze niż oszczędzanie na czymś.
Oszczędzanie na coś
Oszczędzanie na coś wiąże się z jakimś planem na przyszłość. Można oszczędzać na wiele rzeczy i doświadczeń – dom, samochód, ślub, studia…
Oszczędzając na coś, dobrze jest rozpatrzyć kilka ważnych czynników:
- ile trzeba będzie za ten przyszły zakup zapłacić?
- kiedy?
- z czego to sfinansować – jaka część z oszczędności i (ewentualnie) jaka część z kredytów i pożyczek?
- ile i w jaki sposób mogę odłożyć oszczędności do daty zakupu?
To są najbardziej oczywiste pytania jakie istnieją, a mimo to zdumiewająca liczba ludzi je ignoruje. Preferowana taktyka to „jakoś to będzie”, „później się zobaczy” lub „odłożę tyle, ile mi zostanie na koniec miesiąca” (czyli wiadomo ile).
A potrzebny jest plan, możliwie dokładny harmonogram tego ile i w jakim czasie pieniędzy będzie odkładane. Konkret, np.: 300 zł co miesiąc. I to odkładane na początku miesiąca, przelewane na specjalnie przygotowane do tego celu konto oszczędnościowe. Pieniądze mają tam wędrować tuż po otrzymaniu wypłaty – zgodnie z podstawową zasadą oszczędzania, czyli „najpierw płać sobie”.
Oszczędzanie na czymś
Przy oszczędzaniu na czymś motywacje mogą być dużo inne – i do tego nie zawsze muszą dotyczyć przyszłości (przyszły zakup), ale także teraźniejszości (kończą się pieniądze) lub przeszłości (trzeba spłacić długi).
No i przede wszystkim, w przeciwieństwie do oszczędzania na coś, dużo częściej jest to konieczność niż wolny wybór.
Oszczędzanie na czymś trzeba rozpocząć od dokładnego przejrzenia domowego budżetu.
Na marginesie: spisywanie domowych wydatków to nawyk, który naprawdę warto sobie wyrobić - nawet jeśli nie ma się problemów z pieniędzmi – świadomość domowego budżetu to umiejętność, która bardzo się opłaca.
Intuicyjnym odruchem jest rozpoczęcie poszukiwania oszczędności od wydatków na przyjemności i rozrywkę. I to jest najczęściej dobry trop, chociaż pozornie „stałe” wydatki też można z powodzeniem ograniczyć. I to bez zbytniego uprzykrzania sobie życia.
Czasami już wprowadzenie kilku dobrych nawyków do codziennego życia może dać oszczędności, które będzie widać już przy kolejnym rachunku za energię czy wodę.
Kilka prostych przykładów to:
- gaszenie świateł w nieużywanych pokojach
- zakręcanie wody podczas mycia zębów czy golenia się
- wyłączanie urządzeń całkowicie zamiast stosowania trybu stand-by
- odłączanie nieaktywnych ładowarek z kontaktu
- oszczędzanie ciepła
- kupowanie tylko tyle, ile potrzeba – bez marnowania jedzenia
- zmiana kont bankowych na tańsze, dające więcej korzyści
- ekonomiczna jazda samochodem – hamowanie silnikiem, powolne dojeżdżanie do czerwonego światła, unikanie gwałtownego przyśpieszania
Znajdzie się pewnie tego dużo więcej. Takie niewielkie zmiany mogą być pierwszym krokiem w realizacji planu oszczędzania w domu.
Najważniejsze jest to, by wszystko dokładnie policzyć i na bieżąco monitorować efekty.
A Wy częściej oszczędzacie na czymś, czy na coś?
Fot. Flickr / Images_of_Money
2 komentarze czytelników
Sebastian Cezary
Bardzo dobry artykuł na temat oszczędzania, dobrze jest mieć rozróżnienie między tymi dwoma typami oszczędzania, można też pokusić się o dodatkowe podpunkty specyficzne dla każdego z nas. Ja oszczędzam na czymś :) Bo plany na coś są bardzo odległe póki co :)
16 stycznia 2012 07:00
MAT
Jeżeli te kilka prostych przykładów oszczędzania już weszło mi w krew co dalej?
18 stycznia 2012 13:20