Co chciałbym wiedzieć, gdybym teraz zaczynał oszczędzać

Po pierwsze, to żałuję, że nie zacząłem wcześniej. To chyba przypadłość każdej osoby, która świadomie zarządza finansach. W jakim – lepszym – miejscu mógłbym teraz być, gdybym zaczął kontrolować swoje wydatki rok, dwa, trzy lata wcześniej…?

Warto zacząć jak najwcześniej, a najlepiej już teraz.

Ale jest też kilka rzeczy, a raczej błędów, których bym nie popełnił, gdybym tylko wiedział wcześniej jak prawidłowo zarządzać swoimi pieniędzmi.

Jeżeli jesteś teraz na początku drogi do bezpieczeństwa finansowego, niezależności, bogactwa – czy jakiegokolwiek innego finansowego celu – oto kilka rzeczy, które warto wiedzieć i kilka błędów, których można się ustrzec.

W komentarzach pod wpisem o rozrzutności sloik prosił o artykuł o tym, jak oszczędzać we właściwy sposób. No to proszę bardzo! :)

Nie odmawiaj sobie wszystkiego

To pułapka, w którą bardzo łatwo wpaść, zwłaszcza na początku. „Zacząłem oszczędzać, więc muszę odkładać jak najwięcej”. A co za tym idzie? Oczywiście cięcie wydatków.

A jakie elastyczne wydatki najłatwiej od razu przyciąć? Mieszkać gdzieś trzeba, więc wynajem/rata zostaje jaka jest. Rachunki trzeba opłacać, nie ma rady. Jeść też trzeba. Co więc zostaje?

Przyjemności.

Od tego chyba najłatwiej zacząć. Naturalnie – można znaleźć tańsze mieszkanie na wynajem, można oszczędzać energię i wodę, ale tak naprawdę to przyjemności wydają się być najbardziej w zasięgu ręki.

Albo w zasięgu nożyczek. Lub noża. Zależnie czym tniesz wydatki.

Zresztą, jest to jak najbardziej racjonalne. Przyjemności zazwyczaj są dość wysoko w hierarchii potrzeb, więc oszczędności zaczyna się od nich.

Bardzo łatwo jest jednak zapędzić się za daleko w swoim zapale do oszczędzania i przyciąć wydatki na wszystkie przyjemności i zachcianki, od góry do dołu.

Można wtedy oczywiście więcej odłożyć, ale za jaką cenę?

Najprostsza analogia to odchudzanie i „efekt jo-jo”. Chcemy osiągnąć jak najwięcej jak najszybciej, wysilamy się, czynimy daleko idące poświęcenia – i przez jakiś czas efekty są dobre. 

Jest to jednak strasznie wyczerpujące, zwłaszcza psychicznie. Każda pokusa jest co najmniej dwa razy silniejsza. Łatwo ulec, a za jednym następstwem od razu idą kolejne i wracamy do punktu wyjścia.

Myśląc o przyszłości nie powinno zapominać się o życiu tu i teraz. Trzeba zachować jakąś własną równowagę. I pomyśleć trochę o sobie i własnym samopoczuciu.

Poświęcanie wszystkiego na ołtarzu oszczędności w długiej perspektywie nie prowadzi do udanego życia.

Jeszcze mały disclaimer. Zakładam tutaj, że jesteś osobą, która chce po prostu świadomie zarządzać swoimi finansami. Nie wywracając swojego stylu życia do góry nogami. 

Natomiast ktoś, kto jest w tragicznej sytuacji finansowej, potrzebuje nagle dużych pieniędzy (których obecnie nie ma), pewnie nie ma wyjścia i musi ciąć absolutnie wszystkie zbędne watki.

Są rzeczy, na których nie warto oszczędzać

Ale wróćmy jeszcze to tego nadmiernego zapału w oszczędzaniu.

Może on nas doprowadzić do cięcia wydatków, które przyniesie nam więcej szkody niż pożytku. Jest kilka takich obszarów życia, gdzie (nadmierne) oszczędności mogą prowadzić do często bardzo kosztownych konsekwencji.

Zdrowie. Wyobraź sobie sytuację, że chorujesz. Wygląda to na zwykłe przeziębienie, nic specjalnego, ale nie czujesz się za dobrze. Dość typowe o tej porze roku. Nie chcesz jednak iść do lekarza, bo pewnie przepisze jakieś drogie leki. Nie kupisz też nic bez recepty - zwykła herbata z cytryną powinna pomóc. Łatwo przewidzieć jak może się skończyć takie oszczędzanie na własnym zdrowiu.

Zresztą, nie tylko o kupowanie leków tutaj chodzi. Wszelkie zaniedbania, niezdrowy tryb życia, czy zła dieta prędzej czy później dadzą się we znaki.

Jedzenie. No właśnie, dieta. Mam już za sobą ten etap, w którym chciałem odchudzić swoje wydatki poprzez kupowanie taniego jedzenia i tanich produktów. I nie był to najlepszy pomysł. 

Tanie jedzenie to najczęściej takie, które ma albo bardzo krótki termin ważności (lub nawet już jest przeterminowane – takie też można znaleźć na sklepowych półkach), albo jest po prostu niezdrowe, przepełnione chemią, konserwantami lub w sztuczny sposób „ulepszane” (np. mięsa z dużą zawartością wody). Dla własnego dobra – nie warto.

Jakość produktów. Na pewno znasz takie powiedzenie – „biedny dwa razy traci”. Zbyt oszczędny też! Dzisiaj piszę dużo o jedzeniu, więc zostańmy przy tym temacie i za przykład weźmy patelnie. Można kupić najzwyklejsze, za kilka, kilkanaście złotych w promocji i cieszyć się z dobrej okazji.

Do pierwszego obiadu. Jedzenie się przypala, potem ciężko się to wszystko zmywa, trzeba szorować. A przede wszystkim jest to produkt marnie wykonany i po krótkim czasie trzeba będzie kupić nowy.

Można też zainwestować trochę więcej, ale kupić porządną patelnię, teflonową, gdzie nic się nie przypala, można smażyć zdrowiej – bo bez tłuszczu, a zmywanie nie jest wcale kłopotliwe. Do tego wykonanie jest bardzo dobre i będzie to sprzęt, który posłuży długi czas.

To tylko jeden przykład. Na pewno masz też jakiś własny, kiedy to poświęciłeś jakość dla niższej ceny, a potem żałowałeś?

Nadmierna skrupulatność tylko przeszkadza

Nadmierny zapał może pokrzyżować nam szyki w jeszcze inny sposób.

Przez nadmierną dokładność.

Sam dość szybko wpadłem w tę pułapkę. Oczywiście – chciałem jak najlepiej: możliwie skrupulatnie prowadzić domowy budżet, nie pominąć żadnego wydatku, spisywać wszystko co do grosza.

W teorii wygląda to świetnie – nic Ci nie umknie, wszystko zanotujesz i każda kwota będzie się zgadzać do dwóch miejsc po przecinku.

A w praktyce?

W praktyce, jak można się tego spodziewać, jest dużo trudniej. Taka wyjątkowa dokładność jest wskazana, ale moim zdaniem tylko na absolutnym początku – przez pierwszy miesiąc, może dwa miesiące prowadzenia domowego budżetu.

Ale na dłuższą metę? Nie, dziękuję.

Szybko zauważysz, że takie dokładnie spisywanie każdego grosika staje się kolejnym nużącym obowiązkiem. Po prostu nie będzie Ci się chciało prowadzić dalej własnego budżetu.

Właśnie dlatego ludzie tak często porzucają swoje budżety domowe – robi się z tego zbyt duży wysiłek.

Co zamiast tego? Chociażby daruj sobie notowanie każdej transakcji z dokładnością do jednego grosza. Zaokrąglaj – najlepiej w górę – wszelkie swoje wydatki. Zredukuj też liczbę kategorii w budżecie to niezbędnego minimum. Już samo to powinno uczynić budżetowanie prostszym.

A jeżeli kontrolujesz swoje wydatki przez Kontomierz i w większości miejsc płacisz kartą, to ten problem oczywiście Cie nie dotyczy – aplikacja sama dokładnie zliczy każdą transakcję, sama dobierze odpowiednią kategorię do każdego wydatku i przedstawi Ci to w postaci czytelnego zestawienia.

Warto ułatwiać sobie życie.

Małe kwoty mają duże znaczenie

Małe oszczędności to coś, czego często się nie widzi, lub coś co łatwo zlekceważyć. Ale nawet i takie drobne 5 zł, odkładane regularnie, potrafi się w jakimś stopniu przysłużyć do budowania bogactwa.

Chodzi przede wszystkim o nabranie właściwej perspektywy. Przecież nie planujesz oszczędzać i inwestować przez dwa tygodnie, rok, tylko – np. mając w perspektywie emeryturę – kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat.

Krople mają więc czas by drążyć skałę. Jeżeli już dziś zaczniesz wyrabiać sobie nawyki dające nawet drobne oszczędności – a to wyłączanie urządzeń zamiast stand by, a to odkładanie nawet kilku złotych dziennie, to w długiej perspektywie da to bardzo widoczne efekty.

Sam na początku to zlekceważyłem i żałuję. Ale teraz, gdy już przyzwyczaiłem się do odkładania nawet małych kwot, to praktycznie nie zauważam, bym sobie czegoś w ten sposób odmawiał, czy z czegoś rezygnował.

Nie trzeba trzymać wszystkiego w jednym banku

W sumie to nawet miło wspominam czasy, gdy miałem tylko jedno konto bankowe, a w nim wszystko – pod ROR miałem podpięte rachunki oszczędnościowe, lokaty, rachunek maklerski i kartę kredytową. Wszystko w jednym miejscu.

Było wygodnie, ale omijało mnie mnóstwo okazji na wyciśnięcie ze swoich oszczędności jak największych zysków.

Bo zazwyczaj jest tak, że w jednym banku jakiś produkt finansowy jest ponadprzeciętny, reszta jest średnia lub nie najlepsza. Jeden bank może dużo płacić za Twoje oszczędności, inny może mieć bardzo korzystną kartę kredytową, a jeszcze gdzieś indziej zapłacisz najniższe prowizje za transakcje na rachunku maklerskim.

Z tych okazji trzeba korzystać! 

Znowu wracamy do kwestii małych oszczędności i małych zysków. Myślisz, że ten 1 punkt procentowy więcej na lokacie nie zrobi różnicy? Ten 1% cashbacku w karcie kredytowej to żaden bonus? 0,25% prowizji maklerskiej to niewiele mniej niż 0,38%? 

W perspektywie kilkunastu lat też? 

No właśnie!

Psychika jest ważniejsza niż matematyka

A może oszczędzanie Ci nie w głowie, bo na razie to masz kredyty do spłacenia?

Zarówno przy oszczędzaniu, jak i przy spłacaniu kredytów pewne psychologiczne sztuczki potrafią zdziałać więcej niż skrupulatne matematyczne wyliczenia.

Przykładem niech będzie spłata kredytów metodą kuli śniegowej. Będąc zadłużonym tu i tam zaczynamy naszą walkę z kredytami od tego o najniższej wartości. Zapominamy przy tym o oprocentowaniu i o tym, że spłacając najpierw wyżej oprocentowany kredyt, oszczędzilibyśmy więcej na odsetkach.

Dlaczego tak?

Po to, aby szybko odnieść pierwszy sukces. To bardzo ważne dla podtrzymania motywacji i działania.

Jeżeli zaczęlibyśmy od kredytu o najwyższym oprocentowaniu, ale też i o wyższej sumie, dłużej trzeba czekać na moment, w którym można powiedzieć „w końcu spłaciłem”.

Spłacanie najniższego kredytu daje wyraźne poczucie zmniejszania zadłużenia.

Najlepsze jest to, co sprawdza się u Ciebie

Na koniec zostawiłem sobie - moim zdaniem - najważniejszą zasadę

To co działa w Twoim przypadku, w Twojej konkretnej sytuacji, jest najlepsze.

Ogólnie, na tym blogu opisuję różne pomysły na oszczędzanie, zarządzanie finansami, czy inwestycje. Ale to są tylko pomysły, a w żadnym wypadku nie nakazy, czy rzeczy, które sprawdzą się zawsze i w każdej sytuacji.

Nie ma takich metod, które sprawdzą się u każdego, będą pasowały do każdego stylu życia, czy do każdego portfela.

Dlatego nie bój się eksperymentować.

Próbuj różnych sposobów – jedne się sprawdzą, inne nie. Nie musisz czytać każdego poradnika i stosować każdej zawartej tam rady. Jeśli coś nie działa, to daj sobie z tym spokój, nawet mimo tego, że jakieś poradniki mówią, że jest to jakiś cudowny sposób.

Odnosi się to też do wszystkiego, co opisałem powyżej. Nie wszystko musi się sprawdzić, ale być może coś akurat Ci się przyda.

Jedyne, co mogę z całą pewnością polecić, to by zacząć już teraz. Nie odkładać wdrażania różnych dobrych nawyków na później, na przysłowiowe „jutro”.

Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, to zaprenumeruj nasz blog przez kanał RSS lub dołącz do naszej społeczności na Facebooku. Nie przegapisz żadnych nowości, ciekawostek i porad!

Fot. sxc.hu / dlritter

 


dodaj własny »

4 komentarze czytelników

  1. anonim

    Ja mam jeszcze jedną poradę:
    Lokuj oszczędności w miejscu trudno dostępnym, np. w funduszach, czy koncie bez karty, dzięki temu uniknie się chwilowych pokus. Gdy nagle zechce Ci się kupić jakiś gadżet okaże się, że musisz na pieniądze czekać 1 lub więcej dni, do tego czasu zazwyczaj ochota znika.

    15 listopada 2010 08:32

  2. Krzysztof Sobolewski

    @anonim
    Ja tak trochę robię z funduszem awaryjnym - trzymam te środki na koncie, do którego nie mam karty (co jest pewnym utrudnieniem w dostępie do tych pieniędzy). Nie mam więc pokusy by wyciągnąć szybko środki z konta, czy zapłacić za jakieś zakupy pieniędzmi z tego funduszu.

    Tylko żeby nie przesadzić w drugą stronę - jakąś płynność trzeba jednak mieć :).

    15 listopada 2010 08:45

  3. Łukasz

    Ja część inwestuje na kokos.pl, a część trzymam na koncie oszczędnościowym (bez karty).

    Podoba mi się ten pomysł aby jednak nie przesadzać z oszczędnościami. O mały włos bym się w taki tryb zagonił.

    Myślę też, że skorzystam z rady o prowadzeniu budżetu (chodzi mi o zaokrąglanie w górę). Faktycznie w ten sposób jest łatwiej "być na bieżąco" :)

    19 listopada 2010 22:54

  4. Krzysztof Sobolewski

    Cieszę się, że nasze rady Ci się przydadzą :).

    Zaokrąglanie w górę jest bardzo fajne, bo po pierwsze własnie zawsze jesteś na bieżąco, a po drugie na koniec miesiąca (czy wtedy, kiedy robisz sobie jakieś zbiorcze zestawienie swoich finansów) zawsze jesteś trochę do przodu z oszczędnościami, w stosunku do tego, na co wskazywałaby czysta matematyka.

    20 listopada 2010 13:04

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies