Filtrowanie wszystkich postów po tagu "budżet domowy." Wyczyść filtr

Dzisiaj rozpoczyna się astronomiczna wiosna, a to może oznaczać tylko jedno: najwyższy czas na wiosenne porządki. Nie ma jednak co się ograniczać jedynie do mieszkania, garażu czy ogrodu. Porządek warto zrobić także w domowych finansach.

Oto osiem obszarów, którym warto się przyjrzeć  przy okazji wiosennego sprzątania.

1. Porządek w dokumentacji finansowej

Dokumenty, rachunki, umowy, zeznania podatkowe, faktury… Przez lata zbiera się tego cała masa, a nasze domowe archiwum rośnie. Zresztą nic dziwnego, wszak Urząd Skarbowy wymaga, by dokumenty związane z rozliczeniami podatkowymi trzymać aż 5 lat. A to oznacza między innymi, że oprócz PIT-ów, musimy przechowywać też np. faktury za internet, na podstawie których naliczaliśmy sobie ulgę.

Warto teraz przejrzeć takie domowe archiwum dokumentów. Jeżeli trzymacie wszystko „luzem”, to najlepiej stworzyć sobie kategorie, by w razie czego móc wszystko szybko znaleźć. Albo przynajmniej wiedzieć, gdzie szukać. Takimi kategoriami mogą być np. dokumenty związane z pracą, dokumenty skarbowe, dokumenty związane z emeryturą (powiadomienia z ZUS i OFE), czy dokumenty pochodzące od funduszy inwestycyjnych.

Przy okazji takiej kategoryzacji warto też pozbyć się niepotrzebnych papierów, bo takie też pewnie gdzieś przy okazji się znajdą. Na tych dokumentach zapewne będą dane osobowe i być może inne wrażliwe dane, więc lepiej nie wyrzucać pogniecionej kartki do śmietnika. Najlepszym rozwiązaniem byłaby niszczarka, ale to raczej nie jest standardowe wyposażenie gospodarstwa domowego. W każdym razie, warto zwrócić uwagę, by dokładnie podrzeć takie dokumenty przed wyrzuceniem.

Dobrym zwyczajem jest też skanowanie i trzymanie cyfrowych kopii najważniejszych dokumentów. Tak na wszelki wypadek.

2. Porządkowanie portfela

Szuflady z dokumentami uporządkowane – to teraz czas na portfel. W tym miejscu też potrafimy trzymać nie do końca potrzebne rzeczy. Stare rachunki, dawno-nieaktualne notatki, zupełnie niewykorzystywane karty bankowe i karty rabatowe/lojalnościowe.

Robiąc porządki w portfelu warto postawić na minimalizm i zostawić w nim tylko niezbędne dokumenty i najczęściej wykorzystywane karty płatnicze i rabatowe.

3. Niepotrzebne konta i karty

Jak już pozbędziemy się niewykorzystywanych kart z portfela, to warto pójść krok dalej i zadać sobie pytanie „czy ja w ogóle potrzebuję tych kart? i czy potrzebuję kont, do których te karty są przypisane?”

Dobrze przynajmniej raz do roku przyjrzeć się wszystkim kontom i kartom, jakie posiadamy. Może zostały nam jakieś rachunki w bankach, z których nie korzystaliśmy od wielu miesięcy? Jeżeli nie korzystamy z jakiegoś banku już od dłuższego czasu, to warto rozważyć zamknięcie takiego konta. Tak na wszelki wypadek, aby taki „zapomniany” bank nagle nie przypomniał o sobie jakąś nową prowizją czy opłatą za prowadzenie konta.

4. Przejrzenie posiadanych abonamentów i subskrypcji

Jak już przyglądamy się bankom, to warto zwrócić też uwagę na inne usługi, które mamy zasubskrybowane. Czy internet o takiej prędkości naprawdę jest nam potrzebny? Czy obecny pakiet kablówki odpowiada naszym potrzebom, czy może jednak jest za szeroki i można się przerzucić na niższą, tańszą ofertę?

5. Oferty konkurencji

Przeglądając posiadane abonamenty i subskrypcje warto zastanowić się nad jeszcze jedną rzeczą. Może konkurencja ma obecnie lepszą ofertę i warto się przenieść?

Pod tym kątem warto co jakiś czas przeglądać oferty takich usług jak:

  • konta bankowe
  • dostęp do internetu
  • telewizja kablowa
  • abonament telefoniczny
  • oferty warto porównać też za każdym razem, gdy zbliża się termin przedłużenia ubezpieczenia OC/AC samochodu

Tym bardziej, że oferty dla „nowych klientów” najczęściej są bardziej korzystne niż oferta dla osób przedłużających umowę u obecnego operatora.

6. Zmiana haseł

Ostatnio pisaliśmy o podstawowych zasadach bezpieczeństwa związanych z korzystaniem z bankowości elektronicznej. Jedną z takich zasad jest okresowa zmiana haseł dostępu do systemów transakcyjnych. To jest coś, co zdecydowanie warto zrobić podczas wiosennych porządków.

7. Kategorie w budżecie domowym

Na początku zeszłego roku udostępniliśmy w Kontomierzu możliwość tworzenia własnych drzewek kategorii. Korzystaliście z tej opcji?

Teraz, po roku, warto przejrzeć i sprawdzić na ile trafnie określiliśmy nasze własne kategorie wydatków. Czy korzystamy ze wszystkich, które stworzyliśmy, czy może jednak niektóre przez większość czasu pozostają puste? A może inne są za szerokie i przypisujemy do nich zbyt wiele różnych wydatków? Lub może w ostatnim roku nasza struktura budżetu zmieniła się na tyle, że warto pomyśleć nad stworzeniem kolejnych, nowych kategorii?

Polecamy przejrzeć swoje budżety pod tym kątem.

8. Wczesny start z rozliczeniem podatkowym

Marzec i kwiecień to też czas rozliczeń z Urzędem Skarbowym. Do tej pory wszyscy powinniśmy już dostać dokumenty podatkowe od pracodawców i maklerów.

Z fiskusem warto rozliczyć się jak najszybciej. Z co najmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, oszczędzimy w ten sposób mnóstwo czasu. Największe kolejki w urzędach robią się zazwyczaj pod koniec kwietnia, w ostatnie dni przed finalnym terminem na złożenie zeznania. Kolejki można też oczywiście pominąć całkowicie i złożyć zeznanie drogą pocztową lub elektroniczną.

Po drugie, im wcześniej złożymy zeznanie podatkowe, tym wcześniej otrzymamy zwrot nadpłaconego podatku – jeżeli taki zwrot nam przysługuje.

Fot. Flickr / 401(K) 2012 (CC-BY-SA)

Ogólne Nie stać Cię na drogie prezenty? Nie kupuj ich!

Sezon przedświąteczny to tradycyjnie czas zwiększonych wydatków. Nasz budżet narażony jest praktycznie z każdej strony.

Temperatury się obniżają, więc my podkręcamy kaloryfery. Miesięczne rachunki za ogrzewanie rosną (zobacz, jak je obniżyć). Pogoda za oknem też przypomina nam, że być może warto kupić nowe ubrania na zimową porę. Co więcej, biologia podpowiada nam, by zrobić „zapasy” na zimę, więc rosną też nasze wydatki na jedzenie.

No i oczywiście Święta. W naturalny sposób wydajemy więcej na żywność (do przygotowania potraw na wigilijny stół) i na benzynę/dojazdy (dla wielu ludzi to okazja, by odwiedzić dawno nie widzianych krewnych, którzy mogą mieszkać daleko).

No i jakby tego było mało – prezenty, stos prezentów.

A to przecież nie koniec. Zaraz Nowy Rok. A to nie tylko koszty imprezy, ale także noworocznych postanowień. Sklepy sprzedające odzież sportową i akcesoria do ćwiczeń mają wtedy czas żniw :). A nam zdarza się dać namówić na  tego typu wydatki.

Bez wcześniejszego przygotowania, mało który budżet sobie z tym poradzi. Tak naprawdę, to do takiego nagromadzenia wydatków warto przygotowywać się na kilka miesięcy przed (a są tacy, co zaczynają myśleć o kolejnych Świętach już w styczniu!).

Jeżeli jednak widzimy, że nasz budżet nie jest na to wystarczająco dobrze przygotowany i na coś może zabraknąć, to lepiej zastanowić się dwa razy zanim sięgniemy po środki z funduszu awaryjnego lub damy namówić się na świąteczny kredyt. Być może uda się jakieś wydatki ograniczyć lub z niektórych w ogóle zrezygnować?

Co roku mamy tę samą historię. Wszystko wokół zdaje się krzyczeć „kupuj!”. Świąteczne reklamy w mediach, sezonowe wyprzedaże skłaniające nas do niekoniecznie potrzebnych zakupów, ozdoby i przystrojenia w galeriach handlowych i tłumy w sklepach, które utwierdzają nas w słuszności takiego postępowania. Bo skoro wszyscy ulegają takiemu świąteczno-zakupowemu nastrojowi, to chyba nie ma w tym nic złego, jeżeli my też się do tego przyłączymy, prawda?

Na blogu Kontomierza, tak jak we wcześniejszych latach, doradzamy rozwagę. Wierzymy, że można stworzyć świąteczny, rodzinny i radosny nastrój bez konieczności wciągania się w tę całą konsumpcyjną spiralę. Na pewno da się znaleźć równowagę, która będzie oznaczać zarówno udane Święta, jak i rozsądny budżet.

Świątecznych kredytów radzimy unikać jak ognia.

Podczas świątecznych zakupów, jeszcze bardziej niż zazwyczaj, warto działać według zasady „jeżeli nie stać cię na to, to tego nie kupuj”. Nie będę szedł tak daleko, jak publicystka The Guardian, która pisze, że „jeżeli ktoś nie rozumie, że możesz nie mieć pieniędzy na prezent, to ta osoba w ogóle na niego nie zasłużyła” – to bardzo ostre stwierdzenie.

Natomiast zdecydowanie nie warto zadłużać się na Święta. To najgorszy moment na podejmowanie decyzji finansowych, których konsekwencje będziemy przecież odczuwać przez najbliższe kilka miesięcy. Co najmniej.

Pośpiech, emocje, przedświąteczny stres – to z pewnością nie ułatwia podejmowania racjonalnych decyzji. I nie ma co się łudzić, że banki pomogą nam w naszych dylematach. Wręcz przeciwnie, zrobią bardzo wiele, by jeszcze nam utrudnić. Na przykład zaprezentują rzeczywiste koszty kredytu w taki sposób aby utrudnić nam rzetelne porównanie ofert (a przecież w grudniu mamy masę innych obowiązków poza czytaniem umów kredytowych). Lub będą proponować droższe produkty chętniej niż te, które nie oznaczałyby aż tak dużych kosztów (np. kredyty konsumpcyjne vs karty kredytowe). A to tylko kilka pozycji z listy świątecznych przewinień popełnianych przez banki.

Jakie są więc sposoby na bezcenny upominek, który nie musi kosztować dużo i nie oznacza konieczności wchodzenia w świąteczne kredyty konsumpcyjne?

Jacek Santorski, psycholog biznesu, radzi „Bardzo osobisty upominek, gdzieś wyszukany, który kosztował czas i energię, mógł kosztować mniej pieniędzy. To musi być upominek dedykowany, o którym pomyślano wcześniej.” Osobiste podejście najczęściej oznacza więcej niż wydanie dużej sumy pieniędzy na prezent.

Takich sposobów na pomysłowy prezent jest mnóstwo, sami proponowaliśmy kilka nieszablonowych i niedrogich upominków. A jeżeli to nie wystarczy, to w tym artykule znajdziecie m.in. linki do kolejnych 23 pomysłów. I jeszcze wcale nie jest za późno, by któryś z nich wykorzystać!

Fot. Flickr / zaimoku_woodpile

Ogólne O świątecznych prezentach warto pomyśleć już teraz

Zawsze trochę irytowałem się na fakt, że sklepy i galerie handlowe przystrajają się na Święta już w listopadzie, często już na początku tego miesiąca. Ale, w sumie, jest w tym jakiś głębszy sens – im wcześniej pomyślimy o świątecznych zakupach (przynajmniej tych prezentowych), tym więcej będziemy mieć okazji, by kupić wybrane rzeczy nieco taniej.

W idealnej sytuacji byłoby tak, że świąteczne wydatki planujemy już od… stycznia. Myślimy o tym, co chcielibyśmy kupić, z miesiąca na miesiąc odkładamy część potrzebnych na to pieniędzy, a w międzyczasie polujemy na promocje i wyprzedaże, dzięki którym wybrany prezent możemy kupić przynajmniej nieco taniej.

Szczerze mówiąc, ta sztuka jeszcze nigdy mi się nie udała.

Ale i tak lepiej obudzić się na początku grudnia niż w przeddzień Wigilii, prawda?

Początek grudnia nie jest złym terminem, ale nie jest też najlepszym. Dopiero co minęły najróżniejsze wyprzedaże związane z amerykańskim Black Friday. To zakupowe święto obchodziły także niektóre polskie sklepy, ale niestety – często te „okazje” wyglądały tak, jak ta w Empiku:

Tak właśnie niektóre sklepy wyobrażają sobie świąteczną "gwiazdkę" ;).

W poniedziałek mieliśmy też Dzień Darmowej Dostawy, o którym przypominaliśmy na naszej stronie na Facebooku. W tym dniu w sklepach wysyłkowych mogliśmy oszczędzić kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt złotych na przesyłce.

Te promocje są już za nami, ale na szczęście jeszcze nie wszystko stracone. Wciąż możemy spojrzeć na nasze świąteczne wydatki krytycznym okiem i być może gdzieniegdzie coś zaoszczędzić.

Co możesz zrobić jeszcze dziś?

Przede wszystkim – zaplanuj świąteczny budżet. Grudzień to zazwyczaj najtrudniejszy miesiąc dla naszych portfeli. Dlatego tym bardziej warto siąść z długopisem i kartką papieru (lub z Excelem lub z Kontomierzem) i wszystko starannie rozpisać.

W temacie prezentów zaplanuj ile pieniędzy na nie przeznaczysz. Pilnowanie tej ustalonej maksymalnej kwoty jest jednym z ważniejszych zadań finansowych w grudniu :). Swoje zakupy rób w ramach założonego budżetu. To jedyny sprawdzony sposób na to, aby nie być negatywnie zaskoczonym swoim stanem konta na koniec roku. Myśl o tym ile wydasz jeszcze przed zakupami, zamiast myśleć ile wydałeś odchodząc od kasy.

Jeżeli planujesz zakupy przez internet – pośpiesz się. Jak co roku, w okresie przedświątecznym sklepy wysyłkowe będą przeżywały oblężenie. Będą padać serwery, realizacja zamówień się wydłuży, a potem problemy przeniosą się na pocztę i kurierów. Przed Świętami zawsze są opóźnienia. Zawsze. Weź to wszystko pod uwagę i złóż swoje zamówienie odpowiednio wcześnie, aby potem oszczędzić sobie stresu i zastanawiania się czy przesyłka na pewno przyjdzie na czas.

Rozważ samodzielne przygotowanie prezentów. Póki jest jeszcze na to czas i możesz spokojnie poszukać pomysłów, kupić potrzebne produkty i stworzyć coś własnymi rękami. Z tego może wyjść naprawdę bardzo cenny prezent.

Nie zostawiaj zakupów na ostatnią chwilę. Po pierwsze, pośpiech jest złym doradcą. Po drugie, po co kolejny raz ładować się w te tłumy w sklepach i stać  w nieskończoność w kolejkach? Po trzecie, sklepy mogą chcieć wykorzystać Twoją sytuację – to, że Ci się śpieszy, to że koniecznie musisz teraz coś kupić, by nie zawieść swoich domowników. W jaki sposób? Oczywiście podnosząc ceny. Bądź sprytniejszy i nie daj się wciągnąć w tę grę.

Pamiętaj, że oszczędność czasu idzie w parze z oszczędzaniem pieniędzy. Jeżeli o świątecznych zakupach pomyślisz już teraz, to oszczędzisz sobie np. stania w parkingowych „korkach” przy galerii handlowej. To mniej straconego czasu i mniej zużytego paliwa.

Fot. Flickr / alliecreative

Ogólne Oszczędzanie to długotrwały proces (ale nie zniechęcaj się!)

  • 23 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comments

Na oszczędzanie i zarządzanie domowym budżetem warto patrzeć w dłuższej perspektywie. To proces, który trwa – i rzadko kiedy można go uznać za skończony. „Mam wszystko pod kontrolą – mogę przestać prowadzić domowy budżet”, „Mam już wystarczające oszczędności – teraz mogę zacząć wydawać” – nie, tak to chyba nie wygląda :).

Oszczędzanie wymaga czasu. Długów nie spłaci się w dwa tygodnie, bezpieczeństwa finansowego nie zbuduje się z dnia na dzień. Oto kilka rzeczy, o których warto pamiętać podczas tego długotrwałego procesu.

Male kwoty mają znaczenie

Łatwo zrezygnować z oszczędzania mówiąc sobie, że skoro dziś jestem w stanie odłożyć tylko niewielką kwotę miesięcznie, to tak naprawdę to przecież nic nie zmieni. Ludzie mają tendencję do lekceważenia małych kwot. Robią na nich wrażenie tylko duże zyski. A gdy z portfela wycieka kilka złotych, to przecież „to nic takiego”.

Myślenie o zarządzaniu budżetem w długim terminie oznacza przejęcie kontroli także nad tymi małymi kwotami. Te kilka złotych, które codziennie uciekają z portfela i te drobne zyski, które możesz uzyskać z cashbacku czy z innych promocji w swoim koncie osobistym, z czasem będą zmieniać się w coraz bardziej poważne sumy.

Niewielkie zyski i nawet nieduże kwoty – ale odkładane regularnie! – są głównym budulcem domowych oszczędności. A z czasem będą dodatkowo wzmacniane poprzez działanie procentu składanego.

Zysk = ryzyko

W ciągu kolejnych lat na pewno natrafisz na sytuacje, które będą wydawać się okazją do dobrej inwestycji. Czy to na giełdzie, czy na nieruchomościach, czy na innym rynku, który akurat jest w spektrum Twoich zainteresowań.

W podążaniu za takimi okazjami nie ma nic złego, jednak zawsze warto pamiętać, że szansa na zysk oznacza ryzyko - tym większe, im większe są obiecywane profity.

Małe cele

Brak ostatecznego celu warto zrekompensować sobie mniejszymi celami i wyraźnymi kamieniami milowymi, które będziemy mijać po drodze. Stawianie przed sobą zadań (najlepiej zgodnie z zasadami SMART) i wypełnianie ich to dobry sposób na utrzymanie stałego poziomu motywacji.

Takim krótkoterminowym celem może być np. odłożenie równowartości jednej pensji na fundusz awaryjny (a potem kolejny cel: 3 pensje), takie zarządzanie budżetem w skali roku, aby nie musieć zadłużać się na święta Bożego Narodzenia (jeżeli wcześniej było to problemem), czy ucięcie miesięcznych wydatków o 10%.

Zwiększaj dochody

Jednym z takich celów może też być znalezienie dodatkowego źródła dochodów. Wszak nie ma lepszego sposobu na oszczędzanie niż zwiększanie dochodów :).

To ważne z kilku powodów.

Oszczędzając prędzej czy później dojdziemy do ściany, do momentu, w którym tak naprawdę nie ma już czego ciąć. Ten stan może nadejść bardzo szybko, tym bardziej, że najczęściej powtarzaną wymówką przed prowadzeniem domowego budżetu jest „nie mam z czego oszczędzać”. Skoro po stronie wydatków doszliśmy do granicy, warto zwrócić swoją uwagę ku dochodom.

Dywersyfikacja jest ważna nie tylko w inwestycjach. W domowym budżecie też. Nawet małe, dodatkowe źródło dochodów jest kolejną cegiełką budującą bezpieczeństwo finansowe. Na przykład, gdy Twoja „główna” pensja opóźni się o kilka dni, środki z dodatkowego źródła dochodów pomogą przeczekać ten czas.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Czy te wymówki powstrzymują Cię przed oszczędzaniem pieniędzy?

  • 16 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comments

Przed oszczędzaniem pieniędzy może nas powstrzymywać wiele rzeczy. Część z nich to oczywiście czynniki obiektywne i jak najbardziej uzasadnione. Inne mogą być już zupełnie subiektywne – od stereotypów, przez różne przekonania, aż po wymówki.

Należy mi się

Przyznam Wam, że to jest pułapka, w którą sam często wpadam. Usprawiedliwiam się (a może nie powinienem?) tym, że tutaj ekstremalnie trudno utrzymać równowagę.

Bo z jednej strony, takie myślenie jest poniekąd uzasadnione. Przecież właśnie po to ciężko się pracuje – by móc to potem sobie wynagrodzić. Zakupami, wakacjami, nowym gadżetem czy czym tam jeszcze… Trudno po całym miesiącu pracy nie czuć, że zasługuje się na coś więcej niż tylko opłacenie mieszkania i innych podstawowych potrzeb życiowych.

Tylko, że gdzieś jest pewna granica. Wyznacza ją to, na co nas stać. Ale tu też jest problem, bo choć to z pozoru bardzo obiektywne kryterium, z jakiegoś powodu może być odbierane i interpretowanie całkowicie subiektywnie. Definicji można sobie stworzyć co najmniej kilka. „Stać mnie” to:

  • tyle, ile akurat mam na koncie lub w portfelu
  • to, co wyżej + oszczędności
  • wysokość limitu w karcie kredytowej lub limit debetu na koncie
  • trochę więcej niż mam na koncie, ale bez problemu do spłaty w kolejnych kilku miesiącach

Tymczasem, najlepszą pomocą w określeniu tego, na co nas stać, jest prosty domowy budżet. Lub konkretniej: planu finansowego, rozplanowania przyszłych wydatków. Stać mnie na to, co mam zaplanowane w swoim budżecie. I tyle.

Zarobię na to w przyszłości

Moje dzisiejsze zakupy sfinansuję z przyszłych pensji. Dopóki wszystko idzie w porządku, to takie życie na kilka pensji do przodu wydaje się całkiem nieszkodliwe. Na koniec miesiąca wszystko się bilansuje, raty są spłacone, więc gdzie jest problem?

Problemy zaczynają się wtedy, gdy po drodze przytrafi się coś nieprzewidywalnego. Nowy, nagły wydatek oznacza kolejne kredyty, kolejne raty i odkładanie tego symbolicznego momentu „wyjścia na zero” na kolejne miesiące do przodu.

Takie ciągłe życie na kredyt przyszłych pensji (mowa tu jednak nie o kredycie hipotecznym, a raczej o kredytach konsumenckich i innych pożyczkach) to częsta przyczyna wpadania w pętlę zadłużenia. Naturalnie, zależność nie jest taka prosta i nie każdy, kto żyje na kredyt skończy negocjując u komornika. Ale takie zarządzanie własnymi finansami to na pewno większe ryzyko, którego warto być świadomym.

Zacznę od poniedziałku / początku miesiąca / nowego roku

Zaraz wejdziemy w czas noworocznych postanowień i znowu się zacznie :). To niekończące się przekładanie i wszystkie pozytywne postanowienia przyspawane do sztywnych dat.

Dzień publikacji tego wpisu to 16 października, więc pewnie będzie mi trudno kogokolwiek przekonać do jakiejś zmiany nawyków związanych z pieniędzmi. Bo w końcu jaki jest sens zaczynać spisywanie wydatków i budżetowanie od połowy miesiąca? Przecież lepiej zaczekać do pierwszego.

Tylko, że nie.

Jeżeli czujesz, że z Twoimi finansami jest coś nie-tak, że pieniądze gdzieś „giną”, Twoja wypłata znika szybciej niż się spodziewasz (a przecież ani za dużo nie kupujesz, ani nie robisz jakichś specjalnie drogich zakupów); jeżeli chcesz zabrać się za (wcześniejszą) spłatę kredytów lub za oszczędzanie, to zacznij już teraz. To najlepsza decyzja, jaką możesz teraz podjąć.

Zachowaj dzisiejsze paragony z zakupów, stwórz sobie budżet w Excelu lub załóż konto w Kontomierzu, odłóż te symboliczne 5 zł do skarbonki. Cokolwiek, byle zacząć i zaangażować się w ten proces. I by jutro zrobić to samo, i pojutrze, i w kolejnych dniach. Nieważne, że dopiero połowa miesiąca.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Drobne wydatki, które rozsadzają Twój budżet

Z oszczędzaniem i rozsądnym gospodarowaniem domowym budżetem wiąże się taki paradoks, że nawet małe sumy potrafią mieć tu duże znaczenie. Dlatego też od czasu do czasu piszemy na blogu o tym, by odkładać nawet drobne oszczędności i by nie lekceważyć drobnych zysków.

Pozostaje jeszcze kwestia drobnych wydatków. Te pozornie niewielkie i nieszkodliwe zakupy w dłuższej perspektywie również kumulują się do poważnych kwot. Tak, te 5-10-15 zł wydawane codziennie na kawę, ciastko czy inną przekąskę na mieście ma znaczenie dla Twojego budżetu!

Z takimi drobnymi wydatkami „po drodze” czy „przy okazji” jest kilka problemów.

Po pierwsze, są niewielkie, więc łatwo je zlekceważyć. „Te 5 zł przecież nie uratuje mojego budżetu” to wymówka, która może się tu bardzo często pojawiać.

Co więcej, takich drobnych zakupów dokonujemy często w pośpiechu, np. w drodze do pracy. I nie mamy wtedy głowy do tego, by zabrać rachunek, czy zapisać wydatek w swoim notatniku, by uwzględnić później tę kwotę w swoim budżecie lub w wydatkach gotówkowych w Kontomierzu. Zwłaszcza, że takie drobiazgi najczęściej kupujemy za gotówkę, więc na wyciągu z rachunku (i w Kontomierzu) nie zostanie po tym żaden ślad.

Szybko zapominamy o takich wydanych w biegu kilku złotych… a na koniec miesiąca znów trzeba się zastanawiać „gdzie podziały się moje pieniądze?”

Albo podczas zwykłych zakupów wrzucimy do koszyka jakiś dodatkowy drobiazg, który niekoniecznie powinien się tam znaleźć. Z tym sam mam wielki problem podczas codziennych zakupów spożywczych. Od kilku lat prowadzę swój budżet w rozbiciu na trzy główne kategorie – potrzeby, zachcianki/przyjemności i oszczędności – i staram się trzymać ustalonych proporcji. Ale właśnie podczas zakupów spożywczych zdarza mi się trochę oszukiwać…

Takie codzienne kupowanie jedzenia to oczywiście kategoria „potrzeby”. Natomiast od czasu do czasu wrzucam do koszyka jakieś słodycze – a to już przecież "przyjemności" :). Tylko, że potem w domu nie chce mi się rozbijać rachunku na dwie kategorie i wszystko zaliczam do „potrzeb”. To zły nawyk - i dla mojego budżetu i dla diety :).

To kolejny problem z drobnymi wydatkami – łatwo je ukryć na jakimś większym rachunku.

Oczywiście, w walce z takimi niewielkimi wydatkami nie chodzi o to, by odmawiać sobie wszystkich drobnych przyjemności. Ale jeżeli myślisz o tym, by kontrolować swój budżet i więcej oszczędzać, to zdecydowanie warto rozważyć ograniczenie „budżetu na przyjemności”.

Jeżeli regularnie wydajesz pieniądze na takie rzeczy jak kawa, ciastka czy inne przekąski na mieście, to masz już pewne pole do oszczędności (czyli odpada kolejna popularna wymówka – „nie mam z czego oszczędzać”). Równie zdradliwym, drobnym wydatkiem mogą być aplikacje mobilne lub gry (zwłaszcza podczas wyprzedaży na Steam! ;) ). Gdy zrezygnujesz z takiego zakupu, przelej odpowiadającą mu kwotę z rachunku bieżącego na oszczędnościowe.

Kluczem jest regularność. 10 zł, które mogłoby gdzieś zniknąć w gąszczu innych zakupów czy w codziennym porannym pośpiechu, pod koniec miesiąca uskłada się na 300 zł oszczędności. A to już kwota, którą możesz przeznaczyć np. na budowanie funduszu awaryjnego.

Przyglądając się takim drobnym przyjemnościom pamiętaj, że oszczędzanie to nie bezwzględne cięcie wszystkich wydatków, tylko ich racjonalizacja.

Fot. Flickr / @Doug88888

Ogólne Ile pieniędzy trzymać w funduszu awaryjnym?

O funduszu awaryjnym pisaliśmy już kilka razy. Nie bez powodu – uważamy, że takie pieniądze odłożone „na czarną godzinę” to absolutny fundament zdrowych finansów domowych. Budowa takiego funduszu to pierwszy cel finansowy dla tych, którzy właśnie zaczynają oszczędzać.

Tak, w pewnych warunkach warto zbudować sobie przynajmniej minimalny fundusz bezpieczeństwa, nawet jeszcze przed przystąpieniem do spłacania różnych długów. Jeżeli chcesz zacząć zbijać swoje zadłużenie na karcie kredytowej, warto rozważyć inny scenariusz niż przelewanie każdej wolnej kwoty na rachunek karty.

Rozważmy taką sytuację: masz 0 zł oszczędności, 5000 zł zadłużenia na karcie kredytowej i wolny 1000 zł. Spłacić część zadłużenia na karcie, czy odłożyć gdzieś na konto oszczędnościowe?

Naturalnie, najbardziej opłaca się spłacić kartę. Mniejsze zadłużenie = mniejsze odsetki. Procentami z jakiegokolwiek konta oszczędnościowego tego nie zbilansujemy.

Tylko z osobistymi finansami jest ten problem, że czysta matematyka nie zawsze się sprawdza. W grę wchodzą jeszcze emocje. I tak jak gracze giełdowi muszą panować nad swoimi emocjami, tak osoby walczące z długami i oszczędzające powinny starać się zaprząc te emocje do pracy na własną korzyść.

Tak działa na przykład metoda kuli śniegowej w „atakowaniu” kolejnych długów.

A wracając do funduszu awaryjnego – dla niektórych ważniejsze będzie poczucie bezpieczeństwa wynikające z posiadania własnej poduszki finansowej i minimalnego zabezpieczenia w razie nieprzewidzianych wydatków. Takie niespodzianki już niekoniecznie będą musiały oznaczać konieczność powiększania zadłużenia.

Przepadnie jednak korzyść na odsetkach z kredytu, którą można byłoby osiągnąć spłacając zadłużenie wcześniej. To właśnie cena spokoju. Jedni chętnie ją zapłacą, innym bardziej pasować będzie wcześniejsza spłata. Czasami trzeba przekonać się samemu, z jakim rozwiązaniem będziemy czuć się lepiej.

Moje rozwiązanie dla powyższego dylematu (-5000 zł na karcie, +1000 zł wolnych środków)? Pociąć kartę na kawałki i zablokować sobie drogę do dalszego zadłużenia. Odłożyć 1000 zł na konto oszczędnościowe i w przypadku ewentualnych nieprzewidzianych wydatków sięgać w pierwszej kolejności po te środki. I za wszelką cenę unikać kolejnych kredytów.

Ok, fundusz awaryjny jest ważny. Czasami może mieć nawet wyższy priorytet niż spłata pewnych długów. Ale do czego powinniśmy dążyć? Jaką kwotę warto mieć odłożoną na czarną godzinę?

Powszechny konsensus i opinia, którą można znaleźć na wielu blogach finansowych jest taka, że minimum to kwota odpowiadająca trzymiesięcznym wydatkom Twojego gospodarstwa domowego. Ważne, że chodzi o wydatki, a nie trzy pensje (choć oczywiście w wielu przypadkach jest to równoznaczne). Idea jest taka, aby w razie utraty źródła utrzymania dać sobie samodzielnie radę przez te trzy miesiące.

By znać kwotę swoich miesięcznych wydatków najlepiej prowadzić budżet domowy. Jeżeli jest on wystarczająco dokładny, to można jeszcze bardziej doprecyzować kwotę niezbędną w funduszu awaryjnym – nie biorąc pod uwagę wszystkich wydatków związanych z przyjemnościami, jedzeniem na mieście i innymi rzeczami, które warto ograniczyć, gdy sytuacja zmusza do tego, by sięgać po środki na czarną godzinę. W taki sposób można określić swój własny plan minimum: jaka kwota jest mi absolutnie niezbędna by dać sobie radę przez jeden miesiąc.

Pomnóż to przez trzy i dostaniesz sumę, którą jest tym niezbędnym minimum, które warto mieć „na wszelki wypadek”.

Ale to jest minimum. Co ponad to? Niektórzy mówią, by dążyć do optimum, jakim jest równowartość 10-miesięcznych wydatków, inni przekonują by odłożyć pieniądze niezbędne na rok życia... Tak naprawdę, to tu zaczynają się osobiste preferencje i duży wpływ mają osobiste uwarunkowania. Czyli takie rzeczy jak miejsce zamieszkania, sytuacja na lokalnym/branżowym rynku pracy, to czy twoje dochody są jedynym źródłem utrzymania w gospodarstwie domowym, czy twój partner/partnerka też zarabia, czy masz dzieci, czy masz samochód itp.

Musisz trochę pobawić się w aktuariusza i określić ryzyko problemów finansowych w swojej własnej, indywidualnej sytuacji. Jeżeli dojdziesz w ten sposób do konkretnej kwoty, którą uznasz za dobre „ubezpieczenie” od finansowych problemów, to świetnie. W innym przypadku, po prostu dokładaj co miesiąc jakąś kwotę do swojego funduszu awaryjnego. Przestań wtedy, gdy będziesz czuć się z takim zabezpieczeniem komfortowo.

Fot. Flickr / 401(K) 2013

Ogólne 5 kroków do lepszego budżetu domowego

Budżet domowy to narzędzie, które ma nam służyć do bieżącej kontroli naszych wpływów i wydatków, a także pozwalać planować własne finanse na przyszłość – ze stosunkowo dużą dokładnością. Jak sprawić, by to narzędzie działało jak najlepiej?

1. Pamiętaj o tym, po co dokładnie prowadzisz budżet domowy.

Czyli: nie dlatego, że wypada i że w telewizji ostatnio całkiem często mówią o tym, że coraz więcej ludzi oszczędza. Nie. Taka motywacja niewiele Ci pomoże. Prowadzisz domowy budżet, bo chcesz wydawać mniej niż zarabiasz. To jest jego najważniejsze zadanie.

Tu warto zwrócić też uwagę na to, że budżet domowy nie jest celem samym w sobie. Od samego zapisywania wydatków w Excelu czy przeglądania podsumowań w Kontomierzu niewiele się zmieni. Budżet domowy to środek do celu. Celu, jakim – przynajmniej na początku – powinno być bezpieczeństwo i stabilizacja finansowa. By ten cel osiągnąć nie wystarczy samo zbieranie danych. Trzeba z nich jeszcze wyciągać wnioski.

2. Wyciągaj wnioski. Zapisuj swoje wydatki i oszczędności regularnie, a raz w miesiącu zrób podsumowanie. Co się udało, a co nie – i dlaczego.

Miesięczny budżet to tak naprawdę spis krótkoterminowych celów finansowych: chcę w czerwcu wydać tyle na sprawy związane z mieszkaniem, tyle na jedzenie, tyle na samochód, i tak dalej… Zapisywanie wydatków to z kolei metoda weryfikacji tych celów.

Z tego co udało się osiągnąć, a gdzie zabrakło kilku, kilkudziesięciu, czy nawet kilkuset złotych trzeba wyciągać wnioski na przyszłość. Czy plan był zbyt ambitny? Czy może warto pomyśleć o zmianie pewnych nawyków? To dobry moment, by spojrzeć krytycznie na swoje wydatki i pomyśleć, jakie masz możliwości przycięcia tych, gdzie przekroczyłeś budżet.

3. Wiedz, kiedy możesz być elastyczny, a kiedy musisz trzymać się planu co do złotówki.

Jeżeli po takiej analizie dojdziesz do wniosku, że możesz coś zmienić w swoich nawykach finansowych, to zacznij od tego. Na przykład, gdy przekraczasz budżet na zakupy spożywcze, w pierwszej kolejności sprawdź jak na takich zakupach możesz zaoszczędzić. Do sklepów wybieraj się z listą, wybieraj tańsze sieci i dokładniej przyglądaj się cenom (zwłaszcza, jeżeli wysokość rachunku przy kasie często jest dla ciebie zaskoczeniem: „Jak to, aż tyle?”)

Z drugiej strony, być może doszedłeś już do ściany. Wprowadzasz w życie rady z poradników i blogów finansowych, utrzymujesz dyscyplinę  - a jednak nadal w budżecie coś się nie spina. Wbrew pozorom, to nic strasznego. Po prostu wróć do swoich założeń i przemyśl je na nowo. Może były zbyt ambitne? Może wcześniej pominąłeś jakąś ważną informację? To naturalne, zwłaszcza na początku. Twój budżet będzie ewoluował, Twoje cele i założenia będą się zmieniać.

4. Bądź dokładny. Ale to nie oznacza, że masz być budżetowym pedantem.

Budżet domowy nie powinien być nużącym obowiązkiem. Jednak wiele osób, które zaczynają zapisywanie wydatków, właśnie do tego doprowadza. Łatwo wpaść w pułapkę maksymalnej dokładności. Zapisywanie wydatków co do grosza, tworzenie osobnej kategorii praktycznie dla każdej alejki w hipermarkecie… Łatwo doprowadzić do tego, że kończysz z kilkudziesięcioma kategoriami, które musisz uzupełniać co do grosza, a każdy rachunek ze sklepu oznacza głęboką analizę którą pozycję do której szufladki przypisać.

A to nie o to chodzi.  Twój budżet ma dawać Ci potrzebne informacje, a nie zarzucać toną danych, z którymi nie wiadomo co zrobić.

Zacznij od podstawowej listy kilku kategorii wydatków. Tam, gdzie będziesz przekraczać budżet, warto pomyśleć o większej dokładności i rozbiciu tej grupy wydatków na kilka bardziej szczegółowych.

5. Bądź realistą.

W ten sposób unikniesz kolejnej podstawowej pułapki, która czeka na osoby, które chcą oszczędzać pieniądze. Czyli nadmiernej ambicji.

Jeżeli nagle zadecydujesz, że chcesz całkowicie obciąć swoje wydatki na przyjemności (bo oszczędzanie jest najważniejsze), to takie podejście niemal na pewno się nie sprawdzi. Wytrzymasz może kilka tygodni, a potem się złamiesz. Dokładnie tak jak z różnymi dietami – jeżeli nagle radykalnie zmienisz swoje nawyki, to bardzo szybko wyczerpiesz swoją siłę woli.

Najlepiej sprawdzi się strategia małych kroków. Budżetowanie i dochodzenie do stabilizacji finansowej to długotrwały proces, który wymaga dyscypliny i cierpliwości. Nie uzdrowisz swoich finansów z dnia na dzień, ale jeżeli będziesz się trzymać swoich realistycznych założeń, to zdecydowanie zwiększasz szanse na to, że osiągniesz swój cel.

Fot. Flickr / 401(K) 2013

Ogólne Zasada 60%: elastyczny budżet domowy

  • 23 kwietnia 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 9 comments

Przy okazji różnych artykułach o kredytach hipotecznych i rekomendacji KNF na pewno trafiliście na zasadę mówiącą o tym, że bank nie powinien przyznawać klientowi kredytu, jeżeli w ten sposób jego zobowiązania kredytowe przekroczą 50% jego dochodów. Rzut oka na proporcje między wysokością spłacanych rat a dochodami to jeden ze składników badania zdolności kredytowej, nawet jeżeli banki nie muszą już automatycznie odmawiać każdemu, kto nie spełnia tego warunku.

Jeżeli połowę swojego miesięcznego budżetu przeznaczasz na spłatę kredytów, to bank najpewniej uzna, że z żadnym kolejnym obciążeniem będziesz mieć duże trudności. Może odmówić, może zażądać dodatkowych zabezpieczeń kredytu. No chyba, że twoje dochody są na tyle wysokie, że nawet po odjęciu tych 50% na koncie zostaje jeszcze całkiem sporo.

Na tej zasadzie stosowanej przez banki warto budować reguły dla własnego budżetu domowego. Spisując i kontrolując wydatki najczęściej dążymy do kilku rzeczy:

  • do uzyskania wiedzy o strukturze własnych wydatków (co później pomaga np. planować przyszłe większe zakupy)
  • do kontroli nad tym, aby nie wydawać więcej niż się zarabia (podstawowa zasada oszczędzania w ogóle)
  • do identyfikowania i eliminowania niepotrzebnych wydatków
  • do zachowania odpowiedniej elastyczności domowego budżetu

Zostańmy na chwilę przy tej ostatniej – elastyczności budżetu. Analizując twoje obciążenia kredytowe bank bada właśnie to – jak elastyczny jest twój budżet, jak duży i jak bezpieczny będziesz mieć margines, jeżeli coś pójdzie nie tak.

Tylko, że same kredyty to nie wszystko. Analizując i planując własny budżet możesz (i powinieneś) pójść o dwa kroki dalej: nie 50%, a 60% i nie tylko kredyty, ale wszystkie stałe wydatki.

Jeżeli prowadzisz regularnie własny budżet domowy, to doskonale wiesz jaką część twoich miesięcznych dochodów pochłaniają stałe opłaty. A jeżeli jeszcze nie budżetujesz, to teraz jest dobry moment by zacząć!

Stałe wydatki to przede wszystkim:

  • raty kredytów
  • opłaty za wynajem
  • czynsze (np. do spółdzielni mieszkaniowej)
  • rachunki na wodę, gaz, prąd, śmieci itp.
  • kablówka, internet, telefon
  • inne abonamenty (np. komunikacja miejska, fitness, streaming muzyki)
  • korepetycje dla dzieci
  • różne opłaty członkowskie (np. składka na Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych)
  • składki, ubezpieczenia

Ta lista może być jeszcze dużo dłuższa – najważniejsza zasada jest taka, że to stałe wydatki, które trzeba cyklicznie ponosić.

I jeżeli wydatki z twojej listy przekraczają 60% twojego budżetu, to jest to wyraźny sygnał, że struktura twoich wydatków nie jest wystarczająco elastyczna. Nagła konieczność wydania dodatkowej sumy pieniędzy, podwyżka raty czy innego zobowiązania, czy obniżenie dochodów mogą w takiej sytuacji poważnie zachwiać twoim budżetem. To nigdy nie jest dobra sytuacja.

Jak więc przyciąć budżet do tych 60%? Przede wszystkim trzeba pozbyć się myślenia, że „stałe wydatki = wydatki nie do ruszenia”. Są jak najbardziej do ruszenia, trzeba tylko przełamać kilka przyzwyczajeń.

Rat kredytów raczej nie zmienisz. Oczywiście, można negocjować z bankiem rozłożenie spłaty na więcej lat, przez co pojedyncza miesięczna rata trochę się zmniejszy. Ale jesteśmy dalecy od tego, aby radzić komuś podejmowanie takich życiowych decyzji pod wpływem jakiegoś wpisu na blogu :).

Ale to, co możesz zrobić, to np. pozbyć się swojej karty kredytowej – zwłaszcza, jeżeli ze swoim zadłużeniem wszedłeś już w płatny kredyt. Jeżeli masz więcej zobowiązań, nie zaszkodzi rozejrzeć się po rynku – może jakaś oferta konsolidacji kredytów będzie akurat dla ciebie korzystna.

Rachunki za wodę i inne media będziesz pewnie płacić zawsze, ale masz przecież wpływ na ich wysokość. Zobacz jak oszczędzać ciepło.

Kablówka, internet, telefon – może warto wybrać niższe pakiety/abonamenty? Albo w ogóle zrezygnować z telewizji?

Z biletów miesięcznych na komunikację miejską raczej trudno będzie zrezygnować. Chociaż, skoro i w kalendarzu i za oknem mamy już wiosnę, to warto wyciągnąć rower z piwnicy.

To tylko kilka przykładów. W każdym razie – jakieś pole manewru zawsze jest.

Niepotrzebne wydatki to nie tylko impulsywne zakupy, uleganie promocjom czy kupowanie niepotrzebnych rzeczy. Pieniądze można marnować też co miesiąc przy płaceniu rachunków. Dlatego także stałym wydatkom trzeba się od czasu do czasu przyglądać. I mieć je pod kontrolą.

Fot. Flickr / Images_of_money

Ogólne 5 etapów ewolucji finansowej

Każda droga do finansowej stabilizacji wygląda trochę inaczej, ale można wyróżnić pewne kamienie milowe i charakterystyczne cechy niektórych etapów.

Jeżeli kontrolujesz swój budżet, to prawie na pewno przechodziłeś już przez któryś (a może nawet kilka) z tych etapów.

1. Nieświadomość

Ten nawet przyjemny stan, kiedy pieniądze nie wydają się być problemem. Pojawiają się na początku miesiąca, a po trzydziestu dniach wychodzisz na zero (w optymistycznym scenariuszu; w pesymistycznym kończysz na minusie, choćby powiększając zadłużenie na karcie kredytowej). Co się dzieje w międzyczasie? – tego nie wiadomo.

Jedyne pozycje swojego domowego budżetu jakie znasz, to wysokość pensji i może jeszcze kwoty jakichś bardziej regularnych rachunków.

Oszczędzanie, emerytura, pieniądze na nagłe wydatki – to wszystko wydaje się być jakąś odległą abstrakcją. Albo przynajmniej czymś, o czym nie musisz (lub nie możesz) jeszcze myśleć.

I nawet nie jest istotne ile zarabiasz – nawet jeżeli Twoje zarobki są na przyzwoitym poziomie, to i tak możesz mieć kłopot z oszczędzaniem, chociażby przez inflację stylu życia.

2. Brak wiary

Ten stan może trwać nawet bardzo długo. Najczęściej do momentu jakiejś finansowej katastrofy lub mniej lub bardziej przejściowych problemów z pieniędzmi.

Rata kredytu walutowego powiększa się na tyle, że coraz trudniej dopiąć budżet, zmiana pracy, nagły duży wydatek… Możliwości jest wiele. A efekt jeden: konfrontacja z rzeczywistością.

Nieśmiało zaczynasz liczyć. Zastanawiasz się jakie wydatki możesz poświęcić, na czym możesz zaoszczędzić. Sumy, które Ci wychodzą, najczęściej są niewystarczające. Nie wierzysz, że 50 zł zaoszczędzone w jednym miejscu, 20 zł w drugim… mogą Ci jakkolwiek pomóc.

Liczysz lata do emerytury i zdajesz sobie sprawę, że na żywot rentier trzeba odkładać znacznie więcej, niż myślałeś.

(Jeżeli Twoja sytuacja finansowa była trudna od samego początku, to pewnie w ogóle nie dotyczył Cię etap pierwszy, tylko zaczynasz właśnie tutaj.)

3. Głód informacji

Ten brak wiary może Cię całkowicie zniechęcić – wtedy wracasz do punktu pierwszego. Ale jest też szansa, że Cię to zmobilizuje i zaczniesz szukać nowych rozwiązań.

To czas na lekturę wszelkich poradników, blogów, przeszukiwanie ofert banków i oglądanie programów finansowych w telewizji.

Jesteś tak zmotywowany, że mógłbyś przejrzeć całe wieloletnie archiwum tego czy innego bloga finansowego w kilka dni.

Gromadzisz informacje i porady, eksperymentujesz z różnymi sposobami na zarządzanie domowym budżetem i oszczędzanie, szukasz rzeczy, które sprawdzą się w Twojej indywidualnej sytuacji.

4. Przesada

Ten zapał może w pewnym momencie doprowadzić Cię za daleko.

Nad szukaniem najlepszych ofert bankowych spędzasz więcej czasu, niż jest to tego warte.

Jeżeli chodzi o domowe finanse, to wydaje się, że wszystko masz pod kontrolą:

  • z pensji automatycznie przelewasz odpowiednią kwotę na oszczędności
  • masz oddzielne konta na fundusz awaryjny, emeryturę, inwestycje i jeszcze kilka na przyszłe wydatki
  • swoje konta rozrzuciłeś po co najmniej kilku różnych bankach, tak aby mieć dostęp do najlepszych ofert
  • prowadzisz swój budżet domowy z ekstremalną dokładnością
  • nad każdym, nawet najdrobniejszym wydatkiem zastanawiasz się trzy razy

Ale chyba za dużo i za często myślisz o pieniądzach.

To moment, w którym Twoi bliscy i znajomi zaczynają mówić Ci, że przesadzasz i może warto trochę odpuścić.

5. Równowaga

W tym momencie są dwa wyjścia.

Gdy dojdziesz do skrajności w kontrolowaniu swoich finansów, może Cię to szybko wypalić. I wrócisz do etapu pierwszego lub drugiego.

Możesz też zacząć racjonalizować swoje podejście do finansów, tak aby pieniądze nie były centralną częścią Twojego życia. To powinien być raczej proces działający w tle, niż coś, co zabiera całą Twoją uwagę.

To oczywiście brzmi bardzo ogólnikowo, ale taka równowaga między utrzymaniem odpowiedniej kontroli nad budżetem i „normalnym” życiem to strasznie indywidualna sprawa. W każdym przypadku może to wyglądać inaczej. Ktoś może potrzebować większej dyscypliny finansowej, bo każde jej rozluźnienie prowadzi do lawiny niepotrzebnych wydatków. Ktoś inny może mniej myśleć o pieniądzach, bo i tak pewne rzeczy weszły mu w nawyk.

Trzeba szukać swojego „złotego środka”.

--

Ta droga nie zawsze jest prosta, od punktu 1. do punktu 5. Nie zawsze ma też właściwy kierunek. Łatwo wyobrazić sobie osoby, które „zapętliły” się na dwóch pierwszych etapach. Na ogół nie przejmują się swoimi osobistymi finansami, a jeżeli już pojawiają się jakieś problemy, to okres konfrontacji z rzeczywistością jest stosunkowo krótki. Problem znika lub jest wypierany. I następuje powrót do błogiej nieświadomości.

Równie dobrze, można utknąć na etapie trzecim i czwartym. Tak robią wieczni „optymalizatorzy”. Wciąż szukają coraz lepszych i bardziej efektywnych sposobów na oszczędzanie i zarządzanie pieniędzmi. Walczą dosłownie o każdy grosz.

Sam tak kiedyś robiłem, ale dziś uważam, że jest to etap, który trzeba przejść. Oszczędzanie nie może być celem samym w sobie, musi do czegoś pożytecznego prowadzić. A takie ciągłe myślenie o pieniądzach i obsesja na punkcie nawet najmniejszych kwot – to, na dłuższą metę, na pewno nie jest korzystne.

Fot. Flickr / Images_of_money

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies