Filtrowanie wszystkich postów po tagu "budżet domowy." Wyczyść filtr

„Płać sobie w pierwszej kolejności” to jedna z podstawowych zasad dobrego zarządzania swoimi finansami osobistymi. Warto ją często przypominać – bo się po prostu sprawdza i pomaga oszczędzać pieniądze. Więcej – pomaga nawet zarobić dodatkowe pieniądze.

Na czym polega ta zasada? To proste. Za każdym razem, gdy otrzymujesz pensję na swoje konto ROR, Twoim pierwszym przelewem powinien być ten na własne konto oszczędnościowe.

Nie na rachunki za prąd czy internet, nie na raty kredytów – w pierwszej kolejności powinieneś zadbać o własne oszczędności. Dopiero potem możesz zająć się wydawaniem pieniędzy na inne cele.

Ile odkładać? Nie ma jednej, uniwersalnej wartości, która sprawdziłaby się w każdej sytuacji. To, ile powinieneś miesięcznie oszczędzać, zależy od Twojej sytuacji rodzinnej, mieszkaniowej i – oczywiście – zawodowej i finansowej. Ale jeżeli mamy polecić jakiś punkt wyjścia, to spróbuj odłożyć 10%.

Zaraz mamy koniec miesiąca, więc typowy okres wypłacania wynagrodzeń. Spróbuj podejść właśnie w ten sposób do tej najbliżej wypłaty – zanim przeznaczysz te pieniądze na cokolwiek, postaraj się najpierw odłożyć 10% na osobne konto oszczędnościowe.

Dlaczego warto to robić? Korzyści są znaczące.

1. Po pierwsze – będziesz oszczędzać . Właściwie nie da się budować bezpieczeństwa finansowego, wolności finansowej, czy po prostu rodzinnego majątku – nie odkładając gdzieś jakiejś części swoich dochodów. Dzięki płaceniu sobie najpierw przekonasz się też, że oszczędzanie jest możliwe.

2. Nauczysz się żyć za mniej. Od przyszłego miesiąca będziesz mieć do dyspozycji 90% swojej wypłaty zamiast pełnych 100%. Będziesz musiał dopasować do tego swój budżet, a także styl życia. Na początku może wydawać się to trudne i wymagające pewnych poświęceń tu-i-tam, ale z czasem zauważysz, że ten nowy, oszczędniejszy tryb życia wchodzi ci w krew. Staje się przyzwyczajeniem, czymś normalnym.

3. Oszczędzanie staje się priorytetem. Oszczędzanie pieniędzy to pierwsza rzecz, którą robisz, po otrzymaniu pensji. Pierwsza czyli najważniejsza. A dzięki temu, że robisz to na samym początku miesiąca, masz pełną kontrolę nad tym, ile w tym miesiącu odłożysz. Porównaj to z sytuacją, w której czekasz do końca miesiąca – by odłożyć „to, co zostanie”. Zazwyczaj nie zostaje za wiele, prawda? I do końca miesiąca nie wiesz ile tak naprawdę zostanie.

Od teraz będzie inaczej. Oszczędności, a więc i bezpieczeństwo finansowe, wchodzą na pierwszy plan.

4. Będziesz wydawać pieniądze bardziej uważnie. Masz do dyspozycji mniej środków co miesiąc, więc musisz przykładać więcej uwagi do tego, na co je przeznaczasz. Jeżeli do tej pory nie prowadziłeś budżetu domowego, to „płacenie sobie najpierw” może cię do tego przekonać.

5. Oszczędzanie staje się nawykiem. A nawet w pewnym sensie automatyzmem. Wypłata wpływa na konto – przeznaczam część na oszczędności. Prosty związek przyczynowo-skutkowy. Jeden lub dwa miesiące i wszystko będzie działać jak w zegarku. Nawet nie zauważysz, że co miesiąc masz nieco mniej pieniędzy do wydania niż wcześniej.

Gdy o tym pomyśleć, to widać jak dużą rolę przy oszczędzaniu pieniędzy odgrywa wyrabianie sobie właściwych, pozytywnych nawyków. Jasne, na początku mogą one wydawać się dziwne, niewygodne, czy nawet w pewien sposób ograniczające nasze dotychczasowe swobody. A potem mija kilka miesięcy i to wszystko staje się normą. Z tym pozytywnym efektem, że teraz możemy obserwować przyrost naszych oszczędności na kontach oszczędnościowych czy w produktach inwestycyjnych.

Warto sobie takie korzystne nawyki wyrabiać i dbać o to, by konsekwentnie postępować w zgodzie z nimi.

Fot. Flickr / Philippe Put

Ogólne Droga do pierwszych oszczędności

Jak zgromadzić pierwsze oszczędności? Na przykład pierwszy tysiąc złotych – jako zaczątek naszego funduszu awaryjnego? Taka kwota potrafi stanowić pewne wyzwanie, zwłaszcza gdy miesięczny budżet jest już i tak wystarczająco napięty lub przy stosunkowo niskich dochodach. A osoby zadłużone gotowe są pomyśleć, że nie pora myśleć o oszczędnościach – najpierw trzeba pozbyć się długów.

Tymczasem niekoniecznie. I przy napiętym budżecie i przy niskich dochodach łatwo pomyśleć, że „nie mamy z czego oszczędzać”. Jednak zdecydowanie częściej niż nie, okazuje się że z budżetu można wykrzesać jeszcze co najmniej kilkanaście/kilkadziesiąt złotych w skali miesiąca.

Trzeba jednak włożyć w to trochę wysiłku i jednocześnie zachować pewną dyscyplinę.

Z długami sprawa jest nieco bardziej zagmatwana. Na logikę wydawać by się mogło, że odłożenie na bok tysiąca lub dwóch tysięcy złotych to swego rodzaju marnotrawstwo. Po co trzymać te kwotę na lokacie oprocentowanej na 2-3% w skali roku, skoro do spłaty czekają kredyty na kilkanaście procent? To się przecież nie kalkuluje.

Celem tych pieniędzy nie jest jednak zarabianie, nie jest zysk. Mają one za to stanowić dla nas poduszkę finansową – zabezpieczenie przed nieprzewidzianymi wydatkami. Uchronią nas przed koniecznością zaciągania kolejnych kredytów w momencie, gdy nagle będziemy potrzebowali pieniędzy. To bardzo ważne, by decydując się na walkę z zadłużeniem nie dopuścić do powiększania się salda kredytów i zaciągania nowych zobowiązań. Ten tysiąc czy dwa odłożone na bok mają w tym nam pomóc.

A jak znaleźć ten tysiąc w swoim już i tak napiętym budżecie? Oto kilka naszych propozycji:

1. Obniż rachunki za media. Dziś w gospodarstwach domowych posiadamy całe multum abonamentów – telewizja, internet, jeden lub więcej abonamentów telefonicznych, itp. To całkiem duże pole do oszczędności. Warto zadzwonić do dostawców i zapytać o tańsze oferty. By oszczędzić pieniądze możemy zdecydować się na niższy pakiet lub całkowicie zrezygnować z pewnych usług.

Warto też rozejrzeć się po rynku i porównać dostępne oferty. Być może konkurencja będzie miała dla nas korzystniejszą ofertę cenową niż dotychczasowy dostawca.

2. Poza dostawcami usług do gospodarstwa domowego przejrzyj oferty innych produktów, z których korzystasz. W szczególności zwróć uwagę na konta bankowe – jeżeli płacisz coś za ich utrzymanie, za kartę debetową lub przelewy, to jest to wskazówka by przenieść się do innego, darmowego banku. To kolejne kilka-kilkanaście złotych więcej w kieszeni każdego miesiąca.

3. Każdego dnia odkładaj określoną kwotę. Jednocyfrową – zacznij od 2 zł dziennie. Na pewno przeżyjesz bez 2 zł. Jeżeli ten eksperyment się powiedzie, to stopniowo zwiększaj te codzienne oszczędności – do 5 zł czy nawet 10 zł.

4. Jeżeli jeździsz samochodem, to masz dostępne co najmniej trzy formy oszczędności. Możesz przesiąść się do komunikacji publicznej. Możesz przesiąść się też na rower.

A jeżeli nie masz możliwości by zrezygnować z samochodu, to naucz się zasad ekonomicznej jazdy.

5. Używaj 20% mniej (oczywiście “na oko”) – wszystkiego: nie wsypuj całej miarki proszku do prania, tylko trochę mniej niż zalecają, tak samo z płynem zmiękczającym, płynem do zmywania naczyń i ogólnie całą chemią gospodarczą. Na pewno nie odczujesz różnicy w działaniu, a zaoszczędzisz co nieco. Dotyczy to także produktów spożywczych, typu cukier, czy sól (zdrowo ograniczać!)

6. Na zakupy idź tylko z góry określoną listą, najedzony, czytaj etykiety cenowe, a zwłaszcza porównuj cenę/kg czy cenę/l na różnych opakowaniach – opłaci się.

7. Szukaj darmowych alternatyw. Na przykład jeżeli prenumerujesz prasę. Przesiądź się na elektroniczne wydania i portale informacyjne.

Podchodząc konsekwentnie do sprawy, to korzystając z powyższych porad zaoszczędzenie tysiąca złotych powinno być kwestią najwyżej kilku miesięcy. Powodzenia!

Fot. Flickr / GotCredit

Ogólne Finanse osobiste na długim dystansie

Jest takie stare chińskie przysłowie: najlepszy moment na to, by zasadzić drzewo był 20 lat temu. Kolejny najlepszy jest dziś.

Inwestorzy dziś trochę się tym przysłowiem bawią, nadając mu bardziej aktualny ton: najlepszy moment na sprzedaż chińskich akcji był 20 dni temu. Kolejny najlepszy jest dziś.

A my oczywiście zasadzanie drzewa zamienilibyśmy na oszczędzanie. Bo ten nawyk najlepiej wyrobić sobie jak najwcześniej. A jeżeli ktoś jeszcze nie oszczędza, to powinien zacząć już dziś. A o tym, jak uruchomić w sobie ten nawyk oszczędzania już w tej chwili, pisaliśmy już jakiś czas temu.

Dlaczego czas ma tak duże znaczenie? Bo finanse osobiste i odkładanie pieniędzy to gra długodystansowa. To dziś podejmujemy decyzje i wybory, które będą miały istotny wpływ na nasze życie za 10, 20 czy 30 lat.

Możemy zrobić prezent przyszłemu sobie, lub istotnie utrudnić mu życie.

Możemy wpaść w pułapkę inflacji stylu życia dziś, tylko po to by zdać sobie później sprawę jak bardzo ten model był nie do utrzymania na dłuższą metę.

Możemy obciążyć swój budżet zadłużeniem i kolejnymi kredytami konsumpcyjnymi. W ten sposób fundujemy sobie kolejne lata spędzone na płaceniu rat.

Albo – możemy dziś wydawać nieco mniej, by zapewnić sobie więcej luzu i spokoju w przyszłości. To jest w zasadzie jedna z najtrudniejszych rzeczy – odraczanie gratyfikacji, płacenie teraz za komfort, który ma dopiero nadejść. Jak o tym pomyśleć, to jest to zupełna odwrotność długu – dostajemy coś teraz, ale płacić będziemy za to jeszcze przez wiele kolejnych miesięcy, jeżeli nie lat.

Łatwiej więc sprawić sobie radość dziś, niż ułatwić życie swojej wersji siebie za 10 lat.

Ale jeżeli chcemy zgromadzić jakiś majątek, mieć oszczędności, zapewnić sobie spokojniejszą emeryturę – to nie możemy myśleć tylko o tym, co jest dzisiaj. Musimy wyjść poza perspektywę obecnej i być może kolejnej wypłaty. Musimy myśleć długodystansowo. I na ten dystans musimy mieć swój własny plan.

Co warto w takim planie uwzględnić?

Na pewno oszczędności na emeryturę. Niepewność emerytury to dziś poważny społeczny problem – w mediach doceniany niestety dość rzadko, zazwyczaj tylko przy kolejnych zmianach prawa wokół emerytur i OFE, czy nieprawidłowości w ZUS.

Tymczasem trendy demograficzne działają na naszą niekorzyść. Już to samo w sobie stanowi duży problem. Od kilku lat mamy jednak do czynienia z kolejną rzeczą, która stawia wysokość naszej emerytury pod znakiem zapytania. To sytuacja na rynku pracy i popularność umów śmieciowych. Oszczędności na składkach emerytalnych pewnie zemszczą się w przyszłości.

Dlatego nasz długodystansowy plan po prostu musi obejmować emerytury. To jest cel, na który powinniśmy odkładać nasze oszczędności.

Myśląc w perspektywie wielu lat – dziesięciu czy dwudziestu – nie możemy zapominać, że przez ten czas wiele może się stać. Mogą się oczywiście stać rzeczy dobre, ale też pewnie mogą przytrafić się nam jakieś nieszczęścia. A te mają to do siebie, że wymuszają sięgnięcie do portfela.

Dobrze być przygotowanym na takie sytuacje i niezapowiedziane wydatki. Nagła utrata pracy, choroba, kosztowna naprawa samochodu – takie rzeczy się zdarzają, czy tego chcemy czy nie. Warto być na nie przygotowanym posiadając odpowiednio wysoki fundusz awaryjny.

Ponadto, jeżeli to, co zarabiamy, jest jedynym lub głównym źródłem utrzymania dla naszej rodziny, warto rozważyć też ubezpieczenie na życie.

Nie zapominajmy też o tym, że oprócz tego, by dbać o stan konta i oszczędności, odpowiednio dbać też o rzeczy, które zdążyliśmy już kupić. Odpowiednie i regularne serwisowanie samochodu może nam później zaoszczędzić kosztownych napraw, gdy w wyniku wcześniejszych zaniechań dojdzie do jakiejś poważniejszej awarii.

Na całym tym długim dystansie będą też rzeczy, na których nie powinniśmy oszczędzać. W szczególności na zdrowiu i jedzeniu. To dwa aspekty, gdzie oszczędność dzisiaj, będzie mścić się w przyszłości. W najlepszym wypadku nieco gorszą kondycją i samopoczuciem, a w gorszym scenariuszu – złym stanem zdrowia i koniecznością ponoszenia wydatków z tym związanych.

Fot. Flickr / comedy_nose

Bezpieczeństwo finansowe to jeden z najistotniejszych celów, do których powinniśmy dążyć zarządzając swoimi osobistymi finansami. Pieniądze nie powinny być źródłem niepokoju, a niespodziewane wydatki nie powinny wywracać naszego budżetu do góry nogami i nie powinny stanowić zagrożenia dla naszej bieżącej płynności finansowej.

Takie poczucie bezpieczeństwa można osiągnąć na kilka sposobów. Na blogu często pisaliśmy o funduszu bezpieczeństwa czy funduszu awaryjnym, czyli o najsolidniejszej poduszce finansowej, którą możemy sobie zapewnić. Ale perspektywa odłożenia oszczędności, które pozwolą przeżyć 6 czy 12 miesięcy bez stałego źródła dochodu, może wydawać się onieśmielająca. Przynajmniej na początku. W końcu chodzi o całkiem duże kwoty.

Ale jest jeszcze inna metoda – i chcemy Wam ją dziś przedstawić. To budżetowanie o miesiąc do przodu.

Rzecz sprowadza się do tego, aby zgromadzić tyle oszczędności, aby przeżyć cały miesiąc bez konieczności sięgania po dochód za ostatni miesiąc. W kolejnym miesiącu wydajemy zaś poprzednią pensję nie sięgając po środki z bieżącej wypłaty.

Czyli mamy trzy kroki:

1. Oszczędzasz równowartość wydatków na 1 miesiąc

2. W nadchodzącym miesiącu swoje wydatki finansujesz wyłącznie z tych środków, swoją bieżącą pensję odkładając na bok

3. W kolejnym miesiącu swoje wydatki finansujesz z pensji, którą odłożyłeś miesiąc wcześniej, bieżącą wypłatę odkładając na bok

Jakie są korzyści?

Przede wszystkim bufor finansowy. Masz teraz oszczędności, po które możesz sięgnąć w nagłych wypadkach. W przypadku utraty stałego źródła dochodu będziesz mieć więcej czasu na znalezienie alternatywy.

Taki bufor finansowy to pierwszy krok do osiągnięcia bezpieczeństwa finansowego i jednocześnie punkt wyjścia dla stworzenia funduszu bezpieczeństwa, o którym wspominaliśmy wcześniej. Wykonanie tego pierwszego kroku jest niezmiernie istotne – z jednej strony zaczniesz aktywnie działać na rzecz poprawy swojej sytuacji finansowej, a także odczujesz realne korzyści jakie daje posiadanie oszczędności na nieprzewidziane wydatki. To działa motywująco i skłania do kolejnych kroków w tym kierunku.

Wzmocnienie nawyku aby nie wydawać więcej niż się zarabia. To jedna z naczelnych zasad finansów osobistych. Ustawiając sobie konkretny cel na dany miesiąc – wydatki w kwocie nie większej niż wysokość poprzedniej wypłaty – przybliżasz się do realizacji tej zasady.

A to prowadzi do kolejnej korzyści – wydając wyłącznie środki z poprzedniej pensji nie będziesz mieć potrzeby finansowania swoich zakupów kredytem. Kredyt konsumpcyjny czy też utrzymywanie (nie mówiąc już o zwiększaniu) zadłużenia w karcie kredytowej to rzeczy, których zdecydowanie powinniśmy unikać, jeżeli chcemy by nasze osobiste finanse wyszły na prostą.

Bieżąca wiedza o wysokości wydatków. Taki cel wymusza też bieżące śledzenie ponoszonych w danym miesiącu wydatków.

No dobrze. Korzyści są w miarę jasne. Ale jak w ogóle dojść do tego momentu, w którym rzeczywiście mamy na koncie te wyjściowe oszczędności, by przeżyć za nie ten pierwszy miesiąc?

Jak zaoszczędzić te pieniądze?

Pierwszym krokiem powinna być staranna analiza własnych wydatków. Tylko wiedząc ile pieniędzy wydajesz miesięcznie będziesz mógł określić ile oszczędności potrzebujesz, by przeżyć jeden typowy miesiąc. Taka analiza własnych finansów ma też szansę ujawnić wydatki, które nie są niczym innym, tylko wyciekami z portfela. Jeżeli przy tej okazji uda Ci się te wycieki zatamować – to tym lepiej!

Do takiego śledzenia i analizy własnych wydatków naturalnie polecamy Kontomierz :).

Stwórz plan. W ile miesięcy chcesz dojść do stanu, w którym ze swoich oszczędności możesz sfinansować cały miesiąc życia? Na podstawie tego założenia określ ile musisz odkładać co miesiąc by w zaplanowanym czasie dojść do finalnej kwoty.

Pamiętaj, że takie „oszczędzanie” to wcale nie tylko odkładanie jakiegoś ułamka swojej pensji co miesiąc, czy stopowanie niepotrzebnych wydatków. Jest też druga strona. Możesz przyśpieszyć proces tworzenia swojego buforu bezpieczeństwa poprzez poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodu czy sprzedaż rzeczy, których już nie potrzebujesz, na Allegro.

Konsekwentnie realizuj swój plan. Dbaj o to, by co miesiąc monitorować swoje postępy.

Fot. Flickr / photosteve101

Na tym blogu chyba już nie musimy nikogo przekonywać, że budżet domowy to narzędzie niezbędne do zarządzania własnymi finansami. Pozwala uporządkować domowe rachunki, zyskać kontrolę nad wydawanymi pieniędzmi i umożliwia zatkanie najróżniejszych, często wcześniej nie dostrzeganych, wycieków z portfela.

Ale czy każdy budżet realizuje zadania, jakie przed nim stawiamy? Przyjrzyjmy się temu, jakie korzyści powinien dawać nam taki budżet. Czy na pewno wykorzystujemy pełen potencjał tego narzędzia?

Działanie. Prowadzenie budżetu domowego to realne działanie na rzecz lepszego zarządzania swoimi pieniędzmi. Daje to bardzo istotny efekt psychologiczny – zyskujemy poczucie, że „coś” robimy.

Zarządzanie finansami potrafi czasem być deprymujące. Rozmawiając ze znajomymi zdarzało się nam usłyszeć, że „wolę nie prowadzić budżetu domowego, bo boję się tego, co w nim znajdę”. Konfrontacja ze stanem własnych finansów, stanem któremu czasem może być daleko do doskonałości, bywa trudna.

Ale ci, którzy prowadzą budżet, zapisują swoje wydatki, mają już to za sobą. Mają przewagę. A to daje już dużą szansę na to, że za tym pierwszym krokiem pójdą kolejne na drodze do poprawy stanu własnych finansów.

Kontrola. Zarządzanie finansami domowymi to tak właściwie proces przejmowania i utrzymywania kontroli nad własnymi pieniędzmi. Tak aby mieć realny wpływ na to ile, kiedy i na co wydajemy – zamiast dostosowywać się do tego ile zostaje nam w portfelu na koniec miesiąca. I tu przydaje się nam domowy budżet.

Daje on wiedzę o tym, na co wydajemy pieniądze i jest jednocześnie narzędziem do tego, aby mądrze planować przyszłe wydatki.

Punkt wyjścia do dalszych działań. Budżet domowy to podstawa do planowania przyszłych działań w zarządzaniu domowymi finansami. Mając historię naszych dochodów i wydatków z ostatnich miesięcy jesteśmy w stanie przewidzieć jak nasza sytuacja będzie rysować się w najbliższej przyszłości. Gdzie pojawi się kolejny duży cykliczny wydatek, ile będą kosztować nas kolejne Święta i ile oszczędności będziemy w stanie wygenerować z przyszłych wypłat.

Bezpieczeństwo finansowe. Pieniądze zdecydowanie mogą być źródłem niepewności, czy nawet strachu. Zwłaszcza gdy nasza przyszła sytuacja finansowa jest dla nas niewiadomą.

Budżet domowy to narzędzie do zmniejszania tego obszaru niepewności. Mówi on dokładnie o tym, czego możemy spodziewać się w przyszłości, a przynajmniej o tym ile pieniędzy będziemy potrzebować w kolejnym miesiącu.

Oczywiście, realizacja tego założenia nie zawsze jest w pełni możliwa. Przy pracy na własny rachunek, od faktury do faktury, często ciężko jest dokładnie przewidzieć swoją sytuację finansową nawet na miesiąc do przodu.

Ale druga strona budżetu – wydatki – nadal pozostaje tym, co można kontrolować i do pewnego stopnia przewidywać. Budżet pokaże Ci też ile minimalnie musisz zarobić, by pokryć swoje typowe wydatki. Powie Ci ile masz luzu z budżecie i jaką obniżkę dochodów możesz „unieść” bez większych konsekwencji.

Nawyk oszczędzania. Prowadzenie budżetu domowego „automagicznie” wyrabia pewne nowe nawyki związane z oszczędzaniem. Mając gdzieś z tyłu głowy świadomość tego, że nasze wydatki są zapisywane – i kontrolowane – zaczynamy nieco inaczej podchodzić do zakupów. Bardziej oszczędnie.

Tych korzyści jest całkiem sporo, a to i tak pewnie nie jest jeszcze pełna lista. No to teraz jak się upewnić, że nasz budżety wykorzystuje ten cały potencjał. Na jakie rzeczy zwracać uwagę, byśmy mogli wyciągnąć jak najwięcej rzetelnych informacji z naszego budżetu domowego?

Uczciwość. To naczelna zasada przy prowadzeniu domowego budżetu. Musimy być uczciwi wobec siebie i z pełną otwartością zapisywać wszystkie wydatki. Czasem można być solidnie zdziwionym tym, jak trudny bywa to proces. Tym trudniejszy, im bliżej jesteśmy ustalonego wcześniej limitu wydatków w ciągu miesiąca.

W budżecie domowym powinien znaleźć się każdy poniesiony przez nas wydatek, bez „zatajania” niczego. Tylko w ten sposób będziemy mieli w pełni rzetelne informacje na temat stanu naszych finansów.

Systematyczność. Prowadzenie budżetu domowego powinno być jak nawyk. Najlepiej taki, który realizujemy codziennie. Zostawianie sobie zapisywania wydatków na koniec miesiąca czy nawet tygodnia to nie zawsze najlepszy pomysł. Przez cały ten czas uzbiera się na pewno cała góra rachunków do spisania. Taki stos paragonów potrafi być deprymujący. Poza tym, a co jeśli coś nam umknie, albo o czymś zapomnimy? Budżet wówczas będzie niekompletny.

Informacje. Czy nasz budżet daje nam wszystkie podstawowe informacje? Ile zarabiamy, ile wydajemy, jak nasze wydatki rozkładają się na poszczególne kategorie wydatków?

Do tego jaki mamy „luz” w budżecie? – czyli różnicę między dochodami a wydatkami. To środki, które możemy poświęcić na oszczędności, a w sytuacji problemów finansowych to nasz margines bezpieczeństwa.

Czy kategorie wydatków są sensowne? Powinny jak najmniej na siebie „nachodzić”, być czytelne, łatwe w interpretacji i na tyle precyzyjne, by dostarczały nam dokładnie tych informacji o strukturze naszych wydatków, jakich potrzebujemy. Czy są wyczerpujące i dopasowane do naszego profilu wydatków?

To najbardziej podstawowe rzeczy, które warto mieć na uwadze prowadząc domowy budżet. A co Wy byście dopisali do tej listy?

Fot. Flickr / Ken Teegardin

Dzień, w którym wypłata wpływa na nasze konto to jeden z najbardziej krytycznych momentów dla naszych osobistych finansów. To czas, w którym mamy okazję zastanowić się nad każdą posiadaną złotówką zanim ją jeszcze wydamy.

W nowy miesiąc możemy z jednej strony wejść bez żadnego planu. Wtedy kolejne 30 dni będzie dla nas niewiadomą i nie będziemy mieli chociażby tej przybliżonej wiedzy o tym, jak będzie wyglądał w przyszłości stan naszego konta. Pozwolenie na to, by sprawy szły swoim dowolnym biegiem i liczenie na to, że na koniec miesiąca zostanie nam mimo wszystko jakaś kwota, którą będziemy mogli zaoszczędzić, rozwiązaniem optymalnym na pewno nie jest.

Rozwiązaniem zdecydowanie lepszym jest naturalnie domowy budżet. Taki budżet to nie tylko narzędzie do gromadzenia wiedzy o naszych finansach. To nie tylko rejestr naszych historycznych wydatków. To również – w pewnym sensie – narzędzie do przewidywania i kształtowania przyszłości naszych finansów.

Dane historyczne o transakcjach gromadzimy także – a może przede wszystkim – po to, by na ich podstawie wnioskować i przewidywać o przyszłej strukturze naszych wydatków. Patrząc na to, jak układał nam się domowy budżet w poprzednich miesiącach, możemy zaplanować nasze wydatki na nadchodzący miesiąc.

W Kontomierzu służy do tego moduł „Planuj”.

Najbardziej klasycznym ujęciem planowania wydatków jest ustawienie sobie, a następnie monitorowanie limitów wydatków w poszczególnych kategoriach zakupów. To możecie ustawić sobie w zakładce „Budżety”. Kontomierz pokaże Wam wtedy jakie wydatki sobie założyliście, ile do dzisiaj realnie na tę kategorię wydaliście oraz jak wygląda zaawansowanie kosztowe w tej kategorii. Ta ostatnia rzecz mówi o tym, czy jest ryzyko, że przekroczycie swój budżet – biorąc pod uwagę dotychczasowe wydatki i to ile dni zostało jeszcze do końca miesiąca.

Tu również możecie przejrzeć swoje zdefiniowane budżety dla zeszłych miesięcy. Dzień wypłaty to dobry moment, by przyjrzeć się takim historycznym danym i zadać sobie kilka pytań, które pomogą ustawić sobie właściwe cele na kolejne dni:

  • Ile wydawałem na poszczególne kategorie wydatków w zeszłych miesiącach?
  • Czy gdzieś nie zmieściłem się w swoim budżecie?
  • Jeżeli tak, to dlaczego? Czy był to jednorazowy przypadek czy miesiąc-w-miesiąc przekraczam tu swój limit?
  • Co mogę z tym zrobić? Czy przyczyną są zbyt ambitne limity czy za mała kontrola nad wydatkami w tej kategorii?

Dzień wypłaty to też najodpowiedniejszy moment na to, aby zadbać o swoje oszczędności. To już wtedy powinniśmy wygospodarować zaplanowaną kwotę, którą chcemy odłożyć i oddzielić ją od budżetu na bieżące wydatki. Przez kolejne 30 dni powinniśmy żyć za to, co nam zostanie już po wygospodarowaniu założonej kwoty na oszczędności.

Dlaczego to takie ważne? Odłożenie odpowiednich oszczędności już na początku miesiąca daje nam przewidywalność – wiemy dokładnie o ile zwiększy się stan naszych oszczędności każdego miesiąca. Gdybyśmy zostawili to na koniec miesiąca i oszczędzanie „z tego, co zostało”, to najprawdopodobniej zróżnicowanie byłoby tu znacznie większe, zaś same kwoty odłożonych oszczędności niższe.

Wyciągnięcie sobie z budżetu kwoty na oszczędności już na początku miesiąca daje też motywację do tego, by zmieścić się w tym, co nam zostanie po takiej operacji.

To wszystko znane jest jako zasada „najpierw płać sobie”.

W Kontomierzu co miesiąc uaktualniamy nasz ranking lokat. Zatem jeżeli co miesiąc generujecie w swoich budżetach jakieś oszczędności, to nasz ranking jest bardzo dobrym źródłem informacji o tym, gdzie te pieniądze można najkorzystniej zdeponować.

Kolejnym krokiem w kierunku jak największej przewidywalności naszych miesięcznych budżetów to spisanie wydatków stałych. Czyli takich, które są stosunkowo niezmienne (i nieuniknione) z miesiąca na miesiąc. Sam wliczam tu między innymi kwoty za wynajem mieszkania, internet, gaz, energię i opłaty spółdzielni. Te trzy ostatnie rachunki mają drobne wahania kwot z miesiąca na miesiąc, ale z grubsza jestem w stanie założyć ile średnio w miesiącu wydaję na każde z tych mediów. Mogę to zrobić chociażby wyciągając średnią z danych historycznych.

Takie wydatki stałe możecie zapisać w Kontomierzu w zakładce „Planer”. Wówczas otrzymacie powiadomienie przed każdą zbliżającą się płatnością tego typu oraz ogólną informację o tym, ile ten typ wydatków Was kosztuje w danym miesiącu. Do Planera możecie też wpisać kwoty przewidywanych dochodów. Dzięki temu będziecie mieć już komplet danych i wiedzę o tym jaki jest udział wydatków stałych w Waszym miesięcznym budżecie i ile zostaje Wam na wydatki płynne.

Podsumowując, dzień wypłaty to najlepszy moment na to, aby:

  • od razu odłożyć zaplanowaną kwotę jako oszczędności
  • założyć odpowiednie kwoty wydatków stałych
  • a w przypadku wydatków płynnych, tam gdzie to wskazane, nałożyć sobie miesięczne limity i regularnie je monitorować

Fot. Flickr / comedy_nose

Ogólne Podsumowanie roku 2014 - 10 najchętniej czytanych artykułów

To był niewątpliwie ciekawy rok, jeżeli chodzi o rynek finansowy w Polsce. W 2014 staliśmy przed wyborem ZUS czy ZUS+OFE, patrzyliśmy jak spada oprocentowanie naszych oszczędności w związku z rekordowo niskimi stopami procentowymi, mieliśmy też okazję zobaczyć jak w praktyce wygląda wypłata gwarancji depozytów z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego przy bankructwie kolejnych SKOK-ów. Pewnym „historycznym” wydarzeniem było też pierwsze odnotowanie deflacji.

Te i inne tematy poruszaliśmy w ciągu ostatnich 12 miesięcy na blogu i na naszej stronie na Facebooku. Tak aby jednocześnie pomóc Wam być na czasie z najnowszymi wiadomościami dotyczącymi finansów, ale także by przy okazji „przemycać” kilka ponadczasowych artykułów. Takich, które zawsze będą aktualne, bo zawierają porady dotyczące oszczędzania i mądrego zarządzania swoimi domowymi finansami, które można zastosować właściwie w każdej chwili.

Dziś przygotowaliśmy dla Was podsumowanie najczęściej czytanych artykułów z bloga z 2014 roku. I to zestawienie bardzo fajnie pokazuje, jak ta zasada łączenia tematów aktualnych z ponadczasowymi działa w praktyce.

Jeżeli jesteście nowymi czytelnikami naszego bloga, to te artykuły to bardzo dobre miejsce, by zacząć poznawać temat oszczędzania i domowego budżetu. A jeżeli czytacie nas już od jakiegoś czasu? – na pewno też skorzystacie na ponownej lekturze, niektóre rzeczy warto stale sobie przypominać :).

#1 Pięć sposobów na duże oszczędności

W tym tekście przyglądaliśmy się możliwościom na to, by zaoszczędzić duże kwoty za jednym zamachem. I tak jak zazwyczaj skupiamy się na regularnym i systematycznym oszczędzaniu, tak tutaj szczególną uwagę poświęciliśmy jednorazowym zakupom, ale za duże kwoty. Gdyż to właśnie takie zakupy są doskonałą okazją do tego, aby zaoszczędzić duże kwoty.

#2 Na co pozwalają ci twoje oszczędności? Zasada mnożenia przez 25

A gdyby tak do końca życia mieć „z głowy” wydatki w pewnych kategoriach? Prenumeraty czasopism, abonamenty telewizyjne czy telefoniczne… Można tak do tego podejść, jeżeli te wydatki będziemy finansować z odsetek z naszych oszczędności. W tym artykule liczymy ile pieniędzy potrzeba, aby odsetki z lokat finansowały niektóre cykliczne zakupy.

#3 Trzy zasady finansów osobistych, które są zawsze aktualne

To jest jeden z tych artykułów, od którego najlepiej zacząć poszerzanie swojej wiedzy w temacie finansów osobistych i zarządzania domowym budżetem. Tu przypominamy trzy najważniejsze rzeczy, o których warto zawsze pamiętać, gdy w grę wchodzi oszczędzanie i wydawanie własnych pieniędzy. To najlepszy punkt wyjścia i fundament, na którym można potem budować swoje bezpieczeństwo finansowe.

#4 Chcesz wydawać mniej? Płać gotówką!

Wyniki badań pokazują, że faktycznie w sklepach wydajemy mniej, gdy do dyspozycji mamy tylko gotówkę, a nie możemy wesprzeć się „plastikowym” pieniądzem.

#5 60 tysięcy złotych to majątek przeciętnego Polaka. To dużo czy mało?

Opublikowany w środku roku raport Global Wealth Databook pokazuje, że majątek netto przeciętnego Polaka to około 60 tysięcy złotych. Tyle pieniędzy statystycznie mamy na plusie po odjęciu wszystkich kredytów i finansowych zobowiązań.

W sytuacji, gdzie tak wiele osób ma w swoim „portfelu” wielotysięczne kredyty hipoteczne, te 60 tysięcy na plusie wydaje się całkiem pozytywnym wynikiem. Choć oczywiście w skali całej Europy nadal bardzo odstajemy.

#6 Pięć cech, które pomagają w skutecznym zarządzaniu domowymi finansami

Oszczędzanie pieniędzy i dbanie o domowy budżet to wbrew pozorom nie tylko czysta matematyka i księgowość. To także psychologia – gdy w grę wchodzą pieniądze bardzo wiele zależy od naszych osobistych cech i postaw. W tym artykule przyglądamy się jakie cechy pomagają w mądrym zarządzaniu domowymi finansami i podpowiadamy jak te cechy ćwiczyć.

#7 Jak oszczędzać na zakupach? Triki dla kupujących online

Jeżeli robicie zakupy przez internet, to ten artykuł na pewno Wam się przyda.

#8 Spłata długów. W jakiej kolejności pozbywać się kredytów i innych zobowiązań finansowych?

To bardzo ważne, aby do spłaty różnych finansowych zobowiązań podejść w odpowiedni sposób. Taki, który będzie skuteczny i da nam jak największą szansę na sukces. Sposobów na to jest kilka – u każdego z nas może sprawdzić się nieco inne podejście. Czasem wystarczy polegać na prostej matematyce i zacząć od długów generujących największe obciążenie dla domowego budżetu. A innym razem, gdy potrzebujemy szybkiego sukcesu i motywacji do dalszych działań, warto najszybciej spłacić najmniejszy kredyt.

#9 Trzy miesiące na wybór: ZUS czy OFE?

W tym roku staliśmy przed wyborem instytucji, do której trafiać będą nasze składki emerytalne. Mogliśmy zdecydować się na kombinację ZUS i OFE lub wybrać tylko ZUS. Nasza przyszła emerytura to rzecz niezmiernie ważna, dlatego tym bardziej szkoda, że ten wybór był w dużej mierze iluzoryczny i niewiele znaczący. Ostatecznie wszystkie nasze środki i tak trafią do ZUS.

#10 Czy 3% na lokacie to dziś dużo czy mało?

Okazuje się, że przy tak niskiej inflacji (lub nawet deflacji) efektywnie zarabiamy na dzisiejszych lokatach więcej, niż gdy ich oprocentowanie było znacznie większe (ale również i inflacja była zdecydowanie wyższa).

Fot. Flickr / WherezJeff

W tygodniu bywam w sklepie spożywczym cztery, może pięć razy. To typowe, „codzienne” zakupy i raz na kilka dni wizyta w hipermarkecie po jakieś większe zapasy. Rachunki z tych miejsc miesiąc w miesiąc stanowią jedną z najbardziej istotnych części mojego budżetu. Tuż po wydatkach stałych związanych z mieszkaniem i rachunkami za media.

Jeżeli coś ma tak znaczny udział w domowym budżecie, to znak, że na pewno musi być tu pole to równie istotnych oszczędności.

I tak jest w istocie. Na wizytach w sklepach i hipermarketach możemy sporo zaoszczędzić. Jest na to co najmniej kilka sposobów.

Warto zdać sobie sprawę, że w sklepach rzadko kiedy cokolwiek jest przypadkowe. Począwszy od ułożenia towaru, przez układ alejek, po towarzyszącą zakupom muzykę – wszystko jest ściśle zaplanowane, szczególnie w hipermarketach i dużych, sieciowych sklepach. To efekt pracy psychologów i marketerów, który ma nas skłonić do jednego – do wydawania więcej (niż planowaliśmy).

Szczególne nasilenie tych technik będziemy mogli zaobserwować już za moment – podczas okresu przedświątecznego. To wtedy duże sklepy notują największe obroty, toteż sięgną po każdy trik z podręcznika marketingowca tylko po to, byśmy włożyli do koszyka więcej niż chcemy.

No dobrze, może trochę to przejaskrawiam, tym niemniej warto mieć świadomość niektórych technik, na które możemy się natknąć podczas wizyty w sklepie.

Przez co wydajemy więcej?

Układ sklepu. Ułożenie towarów w sklepach nie jest przypadkowe. Przy wejściu zazwyczaj znajdziemy towary sezonowe i promocyjne. Towary „pierwszej potrzeby”, takie jak na przykład pieczywo, kupimy na końcu sklepu, bo w ten sposób w drodze będziemy mieć okazję by natknąć się na szereg innych towarów. I być może akurat „przypomni się” nam, że akurat czegoś jeszcze potrzebujemy.

Miejsce na półce. Sklepy nie poprzestają na kierowaniu ścieżkami, po których podążamy między alejkami. Ważne jest też po jakich ścieżkach wędruje nasz wzrok. Na wysokości oczu ułożone są bowiem towary, które handlowcy chcą sprzedać w pierwszej kolejności. To, czego my – jako klienci – możemy faktycznie potrzebować, często jest układane na dolnych półkach, poza zasięgiem „pierwszego rzutu oka”.

Wózek. Najczęściej w jednym słusznym rozmiarze – bardzo dużym. Niewielkie, codzienne zakupy włożone do takiego wózka wyglądają skromnie. Wyzwala to w nas wrażenie, że może kupiliśmy czegoś za mało lub o czymś zapomnieliśmy.

Z tymi i innymi technikami możemy walczyć. Jako konsumenci też mamy szereg metod, które pomagają nam przeciwstawiać się zakusom na zawartość naszych portfeli.

Jak wydawać mniej na zakupach?

Zakupy z listą. To pierwsza i najważniejsza zasada.  Nie ma sensu ganiać godzinę po sklepie i po drodze „przypominać sobie” o kolejnych potrzebnych rzeczach do domu. Ale lista to nie tylko oszczędność czasu. To przede wszystkim oszczędność pieniędzy – konsekwentne trzymanie się własnego planu pomaga nam kupić tylko to, czego naprawdę potrzebujemy i nie wydać ani złotówki więcej.

Nie warto jeździć na małe zakupy do hipermarketu. W ten sposób zwiększamy ryzyko, że kupimy za dużo.

Mądre korzystanie z promocji. Nie ma sensu demonizować promocji i twierdzić, że to jedynie sposób na wyciagnięcie od nas pieniędzy. Od czasu do czasu w przecenie jest towar, którego potrzebujemy – warto skorzystać z takiej okazji. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy promocja staje się dla nas pretekstem do kolejnych zakupów – na przykład, gdy wybieramy się do sklepu skuszeni promocją z gazetki, a „przy okazji” kupujemy cały szereg innych rzeczy w cenach, które wcale nie muszą być dla nas korzystne.

Zakupy często robimy w pośpiechu. A tu przecież tak bardzo przydaje się chwila na zastanowienie! Chłodna refleksja i pytanie „czy naprawdę tego potrzebuję?” to sprawdzony sposób na oszczędności.

Jeżeli zakupy, to tylko z pełnym żołądkiem... Dlaczego? Bo uczucie głodu sprawia, że kupujemy więcej. I że stołujemy się w restauracjach lub, co gorsza, w fast foodach w centrum handlowym. A to kolejne wydatki, poświęcony czas (połączony z jedzeniem w pośpiechu). Nie wspominając już o złej diecie.

... ale z pustym portfelem. Planowanie dużych zakupów tuż po wypłacie to też często zły pomysł. Mamy wtedy poczucie, że stać nas na więcej – więc kupujemy więcej. Czasem więcej niż byśmy chcieli czy potrzebowali, co oznacza dla nas po prostu niepotrzebny wydatek.

Fot. Flickr / Michalel W. May

Ogólne Czy warto trzymać gotówkę w domu?

  • 29 października 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 23 comments

Choć może trafniejszym pytaniem powinno być „czy gotówka powinna być częścią twojego funduszu awaryjnego?” O takim funduszu na nieprzewidziane wydatki piszemy regularnie, gdyż jest to jeden z podstawowych składników zdrowych, zrównoważonych finansów domowych.

Ideą funduszu awaryjnego jest to, byśmy byli – przynajmniej częściowo – finansowo przygotowani na różne niespodziewane sytuacje, które wymagają od nas jakiegoś finansowego zaangażowania. Czyli chcemy być możliwie gotowi na różne niekorzystne scenariusze.

A jaki jest najczarniejszy scenariusz? Potrzebujemy pieniędzy szybko, nagle, a zapłacić musimy gotówką lub nie mamy dostępu do pieniędzy z konta (bo system transakcyjny nie działa, bankomat ma awarię itp.) Różne rzeczy mogą się wydarzyć.

Zatem jeżeli chcemy być przygotowani i na taką ewentualność, to przyda nam się gotówka.

Plusy gotówki w funduszu awaryjnym:

Spokój i poczucie bezpieczeństwa. Fundusz awaryjny może być też ratunkiem w przypadku kryzysu finansowego – takiego ogólnokrajowego, nie ograniczonego jedynie do naszego prywatnego portfela. Wprawdzie według prowadzonych ostatnio stress testów nasze banki nie powinny mieć problemów z wypłacalnością, no ale kto wie jak będzie wyglądać ich sytuacja gdy dojdzie do prawdziwego runu na banki. Wówczas ci, którzy posiadają przynajmniej część oszczędności w gotówce, będą mieli przewagę nad innymi. Natomiast ci, którzy wszystkie swoje pieniądze powierzyli bankom, będą w znacznie trudniejszej sytuacji.

Gotówka nie przypomina o sobie tak często jak stan konta w serwisie transakcyjnym. Z pieniędzmi w funduszu awaryjnym jest tak, że lepiej w ogóle nie pamiętać, że takie środki mamy. Przypominać o nich możemy sobie tylko w chwili, gdy są naprawdę potrzebne – w sytuacji podbramkowej. Jeżeli oszczędności w gotówce mamy schowane w jakiejś kasetce ukrytej gdzieś w mieszkaniu, to tym lepiej dla nas. Zupełnie inaczej niż trzymanie pieniędzy na koncie oszczędnościowym opisanym jako „fundusz awaryjny”. Wtedy przy każdym logowaniu do banku widzielibyśmy te pieniądze i musielibyśmy walczyć z pokusą podebrania kilku złotych z funduszu („przecież za miesiąc _sobie_ to oddam”).

Dostępność w każdej chwili. Z gotówką nie jesteśmy uzależnieni od kaprysów bankomatów czy serwisów transakcyjnych. Mamy też pewność, że jest to środek płatniczy akceptowany w każdym punkcie sprzedaży.

Ale są też minusy:

Środki w gotówce nie są oprocentowane. Teraz, gdy mamy deflację, to właściwie nie powinno być problemem. Nasze oszczędności, mimo że w gotówce, nie będą tracić na wartości. Ale taki stan nie będzie trwał wiecznie i prędzej czy później gotówka będzie przegrywać z inflacją. Poza tym jest to też koszt utraconej korzyści – nawet jeżeli nie tracimy (bo jest deflacja) to też nie zarabiamy tych kilku procent rocznie, które moglibyśmy zarabiać gdyby pieniądze leżały na przykład na koncie oszczędnościowym.

Gotówkę można ukraść. A potem niemal niemożliwe jest namierzenie jej. W takim, skrajnie negatywnym przypadku, włamanie do mieszkania może skutkować nie tylko utratą dobytku, ale także części oszczędności życia.

To jaką część funduszu awaryjnego trzymać w domu w gotówce?

Bo przecież chyba nie wszystko…?

Jeżeli zdecydowaliście się trzymać część środków „na czarną godzinę” jako gotówkę w domu, to trzeba się zastanowić też nad tym jaka to powinna być kwota. Gdy mowa o funduszu awaryjnym, to zalecamy aby – jako całość – obejmował on mniej-więcej kwotę trzymiesięcznych wydatków. To jest plan minimum, ale tak na dobrą sprawę możemy założyć, że taki typowy fundusz na nieprzewidziane sytuacje odpowiada kwocie od 3 do 6 miesięcy wydatków.

Trzymanie całej takiej kwoty w gotówce mogłoby być problematyczne. Z jednej strony czasem zdarza się, że musimy wykonać nagle pilny przelew, więc posiadanie jakiś środków na koncie to zawsze dobry pomysł. Z drugiej strony nie każdy czuje się komfortowo mając duże kwoty gotówki „pod opieką”.

Myślę, że rozsądnym punktem wyjścia jest trzymanie w gotówce około 20-25% środków z funduszu awaryjnego. Da nam to przynajmniej pewną elastyczność jeżeli chodzi o nagłe wydatki, które wymagają natychmiastowego dysponowania gotówką. Jednocześnie trzymając większą część środków na oprocentowanym koncie nie tracimy potencjalnych odsetek i jesteśmy gotowi na finansowe sytuacje awaryjne, które wymagają np. wykonania przelewu.

Naturalnie, warto przepuścić to przez filtr własnej indywidualnej sytuacji i potrzeb. Fundusz awaryjny ma dawać nam poczucie finansowego bezpieczeństwa. Zatem jeżeli wydaje się Wam, że będziecie się czuli pewniej z większą kwotą gotówki pod ręką, to nic nie stoi na przeszkodzie by zwiększyć jej udział w strukturze tego funduszu.

Fot. Flickr / massdistraction

Ogólne Jak oszczędzać na ogrzewaniu? - 9 porad

  • 5 października 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 17 comments

Z początkiem października rozpoczął się u mnie sezon grzewczy. Właściwie każdego dnia w moim bloku w rurach niesie się echo odgłosu kręcenia termostatem ;).

U Was sezon grzewczy pewnie też się właśnie zaczął lub zacznie się lada chwila.

To dobry moment na to, by przypomnieć szereg porad na to, jak oszczędzać na ogrzewaniu. Te porady dają konkretne oszczędności. W przypadku kawalerki, w której mieszkam, ogrzewanej przez CO, co roku udaje mi się wygenerować solidne oszczędności. W sezonie grzewczym 2012/2013 było to 413,81 zł, a w sezonie 2013/2014 – 395,77 zł. To wartość nadpłaty w stosunku do prognoz spółdzielni. Te kilkaset złotych przy rocznym rozliczeniu to zawsze miła ulga dla mojego budżetu domowego :).

W większych mieszkaniach i domach, te oszczędności mogą być nawet wielokrotnie wyższe. Wystarczy pamiętać o kilku podstawowych rzeczach – i przede wszystkim nie marnować ciepła.

1. Nie pozwalaj ciepłu uciekać

Zadbaj o swoje okna. W chłodniejszy dzień zamknij je i sprawdź dłonią czy gdzieś w okolicy futryny okna nie wpada do mieszkania zimne powietrze.

Być może Twoje okna wymagają regulacji lub dodatkowego uszczelnienia.

2. Wietrz krótko, ale intensywnie

Lepiej i efektywniej jest wietrzyć krótko, ale intensywnie – otwierając wszystkie okna na kilka minut i pozwalając na krótki przeciąg.

Długie wietrzenie, oprócz wymiany powietrza, wyziębia całe pomieszczenie (wychładzają się ściany i meble), zwiększając tym samym koszty jego ponownego ogrzania.

3. Podczas wietrzenia „zakręcaj” wszystkie grzejniki

Nawet na te pięć czy dziesięć minut intensywnego wietrzenia grzejniki warto ustawiać na najniższą możliwą wartość. Bieżące ogrzewanie wpadającego do mieszkania zimnego powietrza to marnowanie pieniędzy.

4. Nie zasłaniaj grzejników

Na umiejscowienie grzejników w mieszkaniu wielkiego wpływu już raczej nie mamy, mamy za to wpływ na to, co wokół tych grzejników się znajduje.

Aby zapewnić optymalną cyrkulację powietrza i efektywne wykorzystanie grzejnika, ten nie powinien być niczym zasłonięty. Czyli nie powinny stać przed nim kanapa, szafka czy inne meble. Nie powinien być też zasłonięty firanami czy długimi zasłonami.

5. Nie ogrzewaj mieszkania gdy nie ma nikogo w domu

W większych rodzinach pewnie trudniej jest to zorganizować, co chwila ktoś wchodzi i wychodzi i rzadko kiedy nikogo nie ma w domu. Ale mieszkając samemu lub we dwójkę łatwo to dograć (o ile wychodzi się i wraca z pracy o w-miarę-podobnych porach).

Zakręcanie grzejników przed wyjściem z domu to nawyk, który łatwo wprowadzić w życie. Jedyny koszt to pamiętanie o tym, że przed wyjściem trzeba wykonać jeszcze jedną czynność. Niestety nie mam „inteligentnych” termostatów, które mógłbym raz-na-zawsze zaprogramować (albo takich, które same nauczyłyby się moich zwyczajów – jak Nest), więc muszę robić to ręcznie.

6. Na noc ogrzewaj mniej intensywnie niż w dzień

Ten nawyk da dwie korzyści za jednym zamachem. Pierwsza jest oczywista – zmniejszenie temperatury na czas snu to kolejne pole do oszczędności na ogrzewaniu.

Ale jest jeszcze druga korzyść – niższa temperatura w sypialni ułatwia zasypianie.

7. Zadbaj o to, by nie odczuwać chłodu

Ta porada brzmi trochę tak, jakby chodziło o trening jakiejś supermocy. A to zupełnie nie tak. Mamy duży wpływ na to, jak odczuwamy temperaturę w mieszkaniu – przez to jak się ubieramy.

Jeżeli po mieszkaniu lubisz chodzić boso i w lekkim stroju, to by znaleźć komfort termiczny będziesz potrzebować więcej ciepła z grzejników niż ktoś, kto po mieszkaniu chodzi w swetrze i ciepłych kapciach.

8. Rozpoczęcie sezonu grzewczego to nie nakaz włączenia grzejników na maksimum

Sam nie włączam grzejników od razu gdy tylko na klatce pojawi się ogłoszenie, że rozpoczął się sezon grzewczy. Zazwyczaj przez cały październik udaje mi się nie dotykać termostatów, chyba, że robi się już wyjątkowo zimno jak na tę porę roku.

9. Optymalizuj zużycie ciepła w pomieszczeniach

Rzadko używane pomieszczenia lepiej ogrzewać mniej. Nie ma potrzeby ogrzewania pokoi, w których o danej porze dnia nikt nie przebywa. Ale tutaj trzeba uważać. Ciepło ma to do siebie, że lubi wędrować tam, gdzie go nie ma. Różnica temperatur między pomieszczeniami przekraczająca 4 st. jest już nieefektywna.

Fot. Flickr / Images_of_Money

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies