Filtrowanie wszystkich postów po tagu "budżet domowy." Wyczyść filtr

Czyli jakiej kwoty potrzebujesz, by mieć z głowy jedną kategorię wydatków. Na całe życie.

Co jest ostatecznym celem oszczędzania? Można powiedzieć, że oszczędzamy po to, by uniezależnić się od zewnętrznych źródeł finansowania. Oszczędzamy po to, by przy zakupach – tych mniejszych i tych większych – jak najmniej polegać na kredytach. Oszczędzamy, gdyż wiemy, że na emeryturze już raczej nie będziemy mogli polegać na stałym źródle dochodu z pracy. I tak do końca nie wiadomo czy będziemy mogli polegać na emeryturze od państwa.

To jest coś, o czym myślę, gdy piszę tu o niezależności finansowej. Ale samo pojęcie niezależności finansowej jest ulotne, niekonkretne. Nie spełnia kryteriów, które powinniśmy sobie stawiać przy wyznaczaniu sobie celów (zasada SMART itp.)

Ponadto, „niezależność finansowa na emeryturze” to cel odległy i bardzo ambitny. Jeżeli chcesz zacząć oszczędzać i ktoś teraz mówi Ci, że do osiągnięcia finansowej niezależności potrzebujesz np. miliona złotych, to może to być co najmniej demotywujące. Na początku odłożenie nawet kilkuset złotych może być wyzwaniem, więc myślenie o tej „ostatecznej” kwocie już na starcie raczej nie pomaga.

Trik, który chcę Wam tu dziś przedstawić, sprowadza tę niezależność finansową do twardych konkretów. Pokazuje, w których obszarach, w których kategoriach wydatków jesteśmy już niezależni. I ile nam brakuje do niezależności w kolejnych. I, co ważne z punktu widzenia utrzymania osobistej motywacji do oszczędzania, rozbija nam jeden duży cel na szereg mniejszych, łatwiejszych do osiągnięcia.

Załóżmy, że jesteś zapisany do jednego z serwisów streamingujących muzykę i płacisz tam abonament 10 zł miesięcznie. Rocznie wychodzi 120 zł. Stosując tu zasadę „mnożenia przez 25” dojdziesz do wniosku, że potrzebujesz 3000 zł oszczędności, by ten wydatek finansował się „sam” już do końca życia.

Jak to działa?

Przyjmujemy tu założenie, że ze swoich oszczędności osiągasz stopę zwrotu na poziomie 4% rocznie. Czyli bardzo zachowawczo – to stawka, którą oferują teraz najlepsze lokaty.

4% zwrotu oznacza, że możesz rocznie wykorzystać 4% swoich oszczędności bez naruszania głównego kapitału. Więc jeżeli chcesz mieć jakiś wydatek z głowy na dobre, to musi się on mieścić w tych czterech procentach rocznie.

Obliczamy to w dwóch krokach. W pierwszym liczymy sumę roczną w wybranej kategorii wydatków. W drugim mnożymy to przez 25 (bo 4% = 1/25).

  • Miesięczny abonament za streaming muzyki: 10 zł = 120 zł rocznie = będzie się „samo” finansować z 3000 zł oszczędności
  • Miesięczny abonament za telefon komórkowy: 30 zł = 360 zł rocznie = finansowane przez 9000 zł oszczędności
  • Miesięczny abonament za internet: 49 zł = 588 zł rocznie = finansowane 14700 zł
  • Roczna prenumerata Gazety Wyborczej: 906 zł = finansowane przez 22650 zł oszczędności

I tak dalej. Tę zasadę można przykładać do każdej wybranej kategorii wydatków i sprawdzać ile nam jeszcze brakuje to osiągnięcia niezależności finansowej w tym jednym obszarze.

To zupełnie inaczej ustawia perspektywę myślenia o oszczędzaniu. Już nie myślimy o tym, ilu milionów złotych potrzebujemy na to, by móc zrezygnować pracy lub by mieć komfortową emeryturę. Zamiast tego widzimy konkretny, osiągalny cel: np. zaoszczędzić w sumie 9000 zł, tak aby sfinansować sobie „na całe życie” wydatki na abonament telefoniczny. Mamy konkret, ustalamy ramy czasowe i możemy działać.

Z drugiej strony, ta zasada zmienia też to, jak patrzymy na nasze wydatki. Czy na pewno potrzebuję prenumeraty dziennika, skoro muszę uzbierać aż ponad dwadzieścia tysięcy złotych, by ten wydatek w całości sam finansował się z wypracowywanych odsetek? Jak wybranie niższego abonamentu (za telefon, za internet itp.) wpłynie na te obliczenia i moje cele oszczędnościowe?

Myślenie o pieniądzach w ten sposób to bardzo dobre narzędzie, które motywuje do odkładania pieniędzy i jednocześnie do racjonalizacji obecnych wydatków. Dzięki „mnożeniu przez 25” będziecie zupełnie inaczej patrzeć na kategorie wydatków w swoich budżetach domowych.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Trzy zasady finansów osobistych, które są zawsze aktualne

Jeżeli zastanawiasz się od czego zacząć walkę z nadmiernymi wydatkami, to zacznij tutaj. Opisane niżej zasady to właściwie taka „podstawa teoretyczna” pod oszczędzanie. Mówią o tym, do czego powinniśmy dążyć i jak powinniśmy myśleć o własnych finansach.

Wszystkie inne narzędzia i wpisy na blogu – o tym, jak wybrać najlepsze konto, jak oszczędzać na ogrzewaniu, jak oszczędnie kupować w internecie itp. itd. – to przykłady na to, jak te teoretyczne zasady realizować w praktyce.

Wydawaj mniej niż zarabiasz

To absolutnie najważniejsza zasada domowych finansów. Jeżeli chcesz przejąć kontrolę nad swoim domowym budżetem to musisz zacząć właśnie od zdeterminowanego dążenia do wdrożenia tej zasady w życie. Nie ma innego wyjścia.

Jeżeli wydajemy więcej niż zarabiamy, to znaczy, że żyjemy ponad stan (lub od drugiej strony: zarabiamy za mało, by utrzymać obecny styl życia). W ten sposób przejadamy oszczędności lub nawet popadamy w kredyty.

Zwłaszcza jeżeli doszło już do tej ostatniej rzeczy, to najwyższa pora by podjąć drastyczne kroki:

  • przeciąć nożyczkami kartę kredytową – płacić tylko gotówką
  • całkowicie zaprzestać kredytowania konsumpcji kredytami – żadnych kredytów gotówkowych
  • wydajemy tylko to, czym dysponujemy w danym miesiącu – bez pożyczek, kredytów i sięgania po oszczędności

To też powinien być dla nas sygnał, by zadać sobie pytanie, czy aby na pewno wszystkie nasze wydatki są w pełni uzasadnione. O tym, jak racjonalizować wydatki (racjonalizować – czyli niekoniecznie bezwzględnie ciąć wszystko, co się da), przeczytacie w wielu miejscach na naszym blogu.

Wiele zbędnych wydatków bierze się z braku świadomości. Po prostu nie wiesz ile i na co wydajesz – a potem na koniec miesiąca okazuje się, że na coś brakuje.

Można temu zapobiec! Doskonałym rozwiązaniem jest budżet domowy.

Prowadź budżet domowy

Zapisywanie wydatków i zestawianie ich z przychodami to świetna metoda na to, by zyskać prawdziwą świadomość finansową. Gdy po raz pierwszy sporządzisz swój domowy budżet, to będzie to jedno z tych doświadczeń, o których mówi się, że naprawdę otwierają oczy.

Nie musisz od razu zaczynać od skrupulatnego zapisywania wszystkiego co do grosza. Możesz prowadzić budżet miesięczny, możesz też robić duże podsumowanie własnych finansów raz na rok. Możesz też założyć konto w Kontomierzu i pozwolić, by większość czynności związanych z budżetowaniem dokonywała się automatycznie.

Niezależnie od metody, którą wybierzesz, najważniejsze jest to, że zyskasz świadomość ile wydajesz i ile Ci z tego zostaje. Odpowiesz sobie na pytania:

  • czy na pewno wydaję mniej niż zarabiam?
  • czy buduję własny majątek, czy może jednak przejadam własne oszczędności?
  • w jakim tempie buduję swoje oszczędności/spłacam kredyty?

To są rzeczy, których nie widać na pierwszy (ani nawet na drugi, czy trzeci) rzut oka po zalogowaniu się na swój ROR. To wszystko od razu widać natomiast w Kontomierzu w panelu cash flow i historia majątku.

Najpierw płać sobie

Ograniczanie wydatków to jedno, ale przecież chcemy też generować jakieś oszczędności, prawda?

Żyjąc od pierwszego do pierwszego nie ma na to szans. Pod koniec miesiąca zawsze wychodzisz na zero, albo nawet na coś zaczyna Ci brakować. Mogłoby się wydawać, że nie masz z czego oszczędzać.

To niekoniecznie taka oczywista sprawa…

W tym miejscu zastosowanie ma zasada „najpierw płać sobie”.

Nie warto czekać z odkładaniem pieniędzy na koniec miesiąca! Myślenie „odłożę z tego, co mi zostanie” to jeden z największych wrogów oszczędzania. Z takich obietnic zazwyczaj zostaje niewiele.

Zamiast tego najlepiej uczynić oszczędzanie głównym priorytetem – pierwszą rzeczą, którą robimy z pieniędzmi w momencie, gdy otrzymujemy wypłatę.

Najlepiej jeszcze tego samego dnia przelać pieniądze na konto lub lokatę i o tych oszczędnościach zapomnieć. Tych pieniędzy już nie ma – do końca miesiąca musimy przeżyć za to, co nam teraz zostało.

To ma kilka pozytywnych efektów. Pierwszy – oczywisty: w końcu naprawdę oszczędzamy pieniądze. Ale to nie koniec.

Narzucamy sobie pewne ograniczenie – mamy w miesiącu do dyspozycji mniej pieniędzy niż dotychczas. Zależy, na co możemy sobie pozwolić, będzie to na przykład 5%, 10% czy 20% mniej niż zazwyczaj. Budżet, który wcześniej na koniec miesiąca ledwo się spinał i wychodził na zero, trzeba teraz jakoś do tych warunków dostosować.

Ograniczenia wyzwalają kreatywność.  Gdy postawimy siebie w ten sposób pod ścianą, to zaczynamy zauważać rozwiązania, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Mamy większą motywację do tego, by prześledzić oferty banków i sprawdzić, gdzie zapłacimy mniej za konto. Tak samo z kablówką, internetem, abonamentem telefonicznym i innymi regularnymi wydatkami. Musimy przeżyć za mniej, więc włożymy więcej wysiłku w to, by wydać mniej – porównamy oferty, sprawdzimy warunki lub spróbujemy negocjować umowę u własnego operatora. Otwierają się całkiem nowe możliwości – podobnie w pozostałych kategoriach domowego budżetu.

Ale to nadal nie koniec pozytywnych efektów. Bo gdy nałożymy na siebie pewne ograniczenia (takie jak mniejsza kwota do dyspozycji w miesiącu), to dzieje się jeszcze jedna dobra rzecz. Ograniczenia wypychają nas poza naszą strefę komfortu.

Wcześniej na zakupach miałeś opory przed negocjowaniem cen? Teraz, gdy masz mniej do wydania, być może będziesz musiał się przełamać i poszukać oszczędności także w ten sposób.

Wcześniej w ogóle nie rozważałeś  dodatkowej pracy czy jakiegoś dorywczego zajęcia? Teraz może przyjrzysz się możliwością zdobycia dodatkowych dochodów.

To tylko kilka przykładów.

Fot. Flickr / Hub

Ogólne Chcesz wydawać mniej? Płać gotówką!

Sam za zdecydowaną większość zakupów płacę kartą kredytową. Niezależnie od miejsca, niezależnie od kwoty – moim pierwszym wyborem zawsze jest plastik, a dopiero potem, w wyjątkowych sytuacjach, gotówka.

Co więcej, najczęściej płacę z wykorzystaniem technologii zbliżeniowej, kontrowersyjnej funkcji kart, której niektórzy bardzo chcą się pozbyć.

Jestem więc pewnie ostatnią osobą, która powinna zachwalać zalety płacenia gotówką. A jednak! Badania psychologów udowadniają, że to w jaki sposób wydajemy (gotówka czy plastik) i jakimi pieniędzmi płacimy (z kredytu czy z dostępnych środków) ma istotny wpływ na to, ile wydajemy.

Wniosek jest następujący: mniej wydajemy, gdy korzystamy z gotówki. W przeciwieństwie do płatności kartami.

Zatem jeżeli płacenie gotówką pomaga oszczędzać, to zdecydowanie warto przyjrzeć się tej formie wydawania pieniędzmi.

Płacenie gotówką boli (i tak być powinno!)

Rozstawanie się z pieniędzmi jest przykre. Powoduje coś w rodzaju psychicznego bólu (tu znów muszę powołać się na te same badania). A my, ludzie, już tak mamy, że przykrych rzeczy raczej unikamy. I tego dyskomfortu związanego z pozbywaniem się pieniędzy możemy uniknąć na co najmniej dwa sposoby:

  • wydawać pieniądze rzadziej (i/lub mniej)
  • lub zastąpić fizyczne banknoty czymś innym, żeby rozstawanie się z pieniędzmi nie było tak dosłowne

Karty płatnicze to właśnie wyraz tego ostatniego rozwiązania. Redukują psychiczny dyskomfort związany z wydawaniem pieniędzy zastępując banknoty symbolicznym kawałkiem plastiku. Do tego, karty kredytowe idą jeszcze o krok dalej niż karty debetowe.

Kupując coś przy pomocy karty debetowej możemy od razu w domu popsuć sobie przyjemność z zakupów poprzez sprawdzenie dostępnych środków na naszym ROR. Karty kredytowe odraczają ten wyrok – po nasze własne środki będziemy musieli sięgnąć dopiero w kilka tygodni po samym zakupie.

Zatem z jednej strony karty płatnicze obniżają wagę zakupów – wręczenie sprzedawcy pliku banknotów ma dużo większe znaczenie dla naszej psychiki niż przejechanie kartą po czytniku. Płatność kartą zawsze jest tak samo błaha – niezależnie od tego, czy kupujesz bułki za kilka złotych, czy telewizor za kilka tysięcy.

Wyobraźcie sobie teraz, że wchodzicie do sklepu z elektroniką i kupujecie wybrany przez siebie telewizor za 3000 zł. Wyciągacie z portfela trzydzieści stuzłotówek, uważnie przeliczacie, wręczacie plik sprzedawcy, ten przelicza jeszcze raz… Jest różnica, prawda?

W podobny sposób działają kasyna. Też obniżają wagę transakcji/zakładów zastępując banknoty żetonami. A kasyno nie kojarzy się z oszczędzaniem, prawda? ;)

Ponadto, karta kredytowa dodatkowo rozrywa związek przyczynowo-skutkowy między faktem zakupu a koniecznością zapłacenia z własnych środków. Płacimy za zakupy często z kilkutygodniowym opóźnieniem. I do tego nie pojedynczo, za każdy zakup, tylko jednym przelewem za wszystkie transakcje z danego cyklu rozliczeniowego.

To wszystko razem prowadzi do tego, że płacąc kartą jest znacznie łatwiej wydawać większe sumy pieniędzy. Zatem jeżeli chcemy znaleźć dodatkowe oszczędności w naszym budżecie, to zdecydowanie warto przyjrzeć się nie tylko temu, na co wydajemy, ale też temu w jaki sposób za to płacimy.

Metoda kopertowa

Wokół gotówki można też zorganizować cały miesięczny domowy budżet.

Metoda kopertowa przenosi zarządzanie budżetem z wirtualnych zapisów w arkuszach kalkulacyjnych do świata realnego. Polega na tym, że pieniądze przeznaczone na dane kategorie wydatków trzyma się w osobnych kopertach. Każdy wydatek w danym miesiącu finansujemy ze środków z koperty, którą mamy przeznaczoną na dany cel.

Jak wprowadzić tę metodę w życie?

Tu, jak w wielu innych przypadkach zarządzania domowymi finansami, przyda się wcześniejsza wiedza o strukturze naszych wydatków. Trzeba więc przejrzeć historię swoich wydatków z ostatnich kilku miesięcy i zobaczyć ile wydawaliśmy na poszczególne kategorie zakupów.

Pod te kategorie (np. żywność, transport i dojazdy, rozrywka, obiady na mieście, zdrowie i higiena itp.) przygotowujemy osobne koperty. Wypłacamy z konta kwotę naszych miesięcznych wydatków i rozdysponowujemy ją między poszczególne koperty.

Podczas zakupów korzystamy tylko ze środków, które mamy przeznaczone na daną kategorię wydatków w danej kopercie.

Ten system może być jednak trochę kłopotliwy. Bo co jeżeli idę do Tesco i przy jednej wizycie kupuję trochę jedzenia, jakieś kosmetyki, uzupełniam zapasy chemii gospodarczej – mam przy kasie żonglować trzema kopertami? Nie jest to najpraktyczniejsze rozwiązanie świata.

Dlatego też do systemu kopertowego można podejść inaczej – i dostępne środki na dany miesiąc rozdzielić do kopert tygodniami, a nie kategoriami wydatków. Efekt powinien być podobny.

No właśnie, na jaki efekt tu liczymy? Poza już wcześniej wspomnianymi zaletami płacenia gotówką („psychiczny dyskomfort” płacenia + zachowany związek między zakupem a wydawaniem pieniędzy), mamy tu jeszcze dodatkowy motywator do oszczędzania. Wydając pieniądze od razu widzimy, ile nam jeszcze zostało – w danej kategorii wydatków, czy w danym tygodniu. Jeżeli pieniędzy ubywa zbyt szybko, to dostajemy wczesny sygnał ostrzegawczy, że należy przystopować z wydatkami.

Kiedy jeszcze warto zrezygnować z kart?

Rozważ rezygnację z kart i przejście na płatności gotówkowe jeżeli:

  • chcesz zaoszczędzić dodatkowe pieniądze, ale nie masz pomysłu jakie wydatki można jeszcze przyciąć
  • zrezygnuj z karty kredytowej jeżeli przekraczasz okres bezodsetkowy i swoje zakupy finansujesz wysoko oprocentowanym kredytem
  • rozważ też rezygnację z karty kredytowej jeżeli mieścisz się w okresie bezodsetkowym, ale ze spłatą zadłużenia zawsze musisz czekać do kolejnej pensji (nie masz bieżących środków, którymi mógłbyś sfinansować zakupy)
  • jeżeli ponosisz dodatkowe opłaty związane z korzystaniem z kart
  • jeżeli w erze „po Snowdenie” nie chcesz przekazywać korporacjom danych o swoich zwyczajach zakupowych ;)

Naturalnie, karty nie są jednoznacznie złe. To całkiem przydatne i praktyczne narzędzie. Jednak od czasu do czasu warto rozważyć plusy i minusy jednego i drugiego sposobu płatności i zobaczyć co ma szansę sprawdzić się najlepiej w naszej indywidualnej sytuacji.

Fot. Flickr / Tax_Credits, ollily

Ludzie są różni. To, naturalnie, jedno z najbardziej oczywistych zdań, od których można zacząć tekst – ale dajcie mi szansę.

Ludzie są różni, ale w tej całej różnorodności cech, zachowań i doświadczeń można zauważyć pewne prawidłowości. Prawidłowości polegające między innymi na tym, że gdy myślimy o pewnym typie ludzi – dajmy na to: o artystach, przedsiębiorcach, czy politykach – do głowy przychodzi nam pewien zestaw cech, którymi na ogół charakteryzują się przedstawiciele danej grupy.

Tak samo jest z osobami, które skutecznie i efektywnie zarządzają swoimi finansami. Nie popadają w długi, osiągnęli finansowe bezpieczeństwo, a ich budżety w każdym miesiącu się bilansują. Tych ludzi też łączą szczególne cechy.

To naturalnie pewna generalizacja, ale wydaje mi się, że bardzo blisko jej do prawdy.

1. Cierpliwość

O cierpliwości już kiedyś pisaliśmy na tym blogu – to bardzo ważna cecha. Szczególnie ten jej aspekt związany z umiejętnością odraczania gratyfikacji, czyli podejmowania działań, których pozytywne efekty będziemy mogli dostrzec dopiero w odległej przyszłości.

To niezwykle istotne przy oszczędzaniu. Zaczynając odkładać pieniądze, nagroda w postaci bezpieczeństwa finansowego (czy innego celu finansowego, który sobie wyznaczymy) jest gdzieś daleko, daleko na horyzoncie. Mimo, że ten cel wydaje się  odległy musimy umieć znaleźć w sobie siłę, by co miesiąc cierpliwie odkładać ustalone kwoty i małymi krokami, systematycznie zbliżać się do ustanowionego celu.

2. Umiejętność wyznaczania celów

Cele są jasnym wyznacznikiem tego, czy nasze działania idą w dobrym kierunku. Zbliżamy się do wyznaczonego celu – jest dobrze. Oddalamy się – robimy coś nie-tak. Cele mówią nam też o tym, po co coś robimy, do czego dążymy. To misja, którą sobie wyznaczamy. Może nie tak spektakularna jak ratowanie świata, ale ratowanie własnych finansów to też niczego sobie zadanie.

W skrócie: cel to bardzo ważny psychologiczny mechanizm, który pomaga nam podtrzymywać motywację i konsekwentnie działać na rzecz pożądanego wyniku.

Wyznaczając sobie cele dobrze pamiętać o zasadzie SMART. Mówi ona o tym, że skuteczny cel powinien być konkretny, mierzalny, ambitny – ale jednocześnie realny do osiągnięcia i wyznaczony w konkretnych ramach czasowych.

3. Samokontrola

Samo wyznaczenie sobie celu to dopiero pierwszy krok do sukcesu. Teraz trzeba wdrożyć wszystkie nasze założenia w życie i cierpliwie pracować na pozytywny wynik. Z pewnością będzie to czasem wymagać pewnych wyrzeczeń i poświęceń. I tu w grę wchodzi właśnie samokontrola.

Najprostszy przejaw samokontroli to po prostu zadanie sobie pytania przy kolejnych zakupach – „czy na pewno tego potrzebuję?” Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to znaczy, że powinniśmy poświęcić tę daną zachciankę na rzecz naszego długoterminowego celu. Takie sytuacje pewnie będą zdarzać się dość często.

Kontrola nad domowym budżetem to właśnie pilnowanie tych wszystkich małych, codziennych wydatków.

4. Odpowiedzialność

Ta kontrola to jeden z przejawów „większej” cechy – odpowiedzialności.

W domowych finansach odpowiedzialność oznacza świadomość, że długofalowe bezpieczeństwo finansowe jest ważniejsze niż krótkoterminowe zachcianki. I że trzeba na to poświęcić czas, pracę i silną wolę.

Odpowiedzialność przejawia się także w unikaniu kredytów konsumpcyjnych. Kredyty konsumpcyjne to bardzo kosztowna droga na skróty.

Odpowiedzialność to również świadomość, że to my sami odpowiadamy za stan swoich finansów. I za konsekwencje własnych finansowych decyzji. Akceptujemy tę odpowiedzialność i nie przerzucamy jej na innych, czy na państwo.

5. Umiejętność podnoszenia się po porażkach

Dążenie do wyznaczonych celów finansowych to nie jest droga usłana samymi sukcesami. Wręcz przeciwnie. Nie ma co się oszukiwać, nie zawsze będziemy podejmować trafione decyzje finansowe. Niektóre z naszych działań mogą mieć negatywny wpływ na stan naszych finansów. Możemy popaść w długi, stracić oszczędności, czy błędnie zainwestować swoje środki. Takie rzeczy się zdarzają.

Ważne, by także w tych trudnych momentach znaleźć w sobie siłę do podejmowania pozytywnych, naprawczych działań. O tym, jak znaleźć tę siłę i motywację do zadbania o swoje finanse nawet w najtrudniejszej sytuacji – na przykład podczas wychodzenia z długów – mówił ostatnio Michał Szafrański w swoim podcaście. Polecam tę rozmowę.

--

Te cechy warto w sobie pielęgnować i je trenować. Bo zarządzanie własnymi finansami to nie tylko praca na liczbach, ale też – przynajmniej w pewnym sensie – praca nad sobą.

Tym bardziej nie ma co się zrażać, jeżeli któryś cech nam brakuje. Wszystkie rzeczy z tej listy da się wypracować.

A co Wy byście jeszcze dodali do tej listy?

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Zrób wiosenne porządki z kontami, kartami i usługami

Dzisiaj rozpoczyna się astronomiczna wiosna, a to może oznaczać tylko jedno: najwyższy czas na wiosenne porządki. Nie ma jednak co się ograniczać jedynie do mieszkania, garażu czy ogrodu. Porządek warto zrobić także w domowych finansach.

Oto osiem obszarów, którym warto się przyjrzeć  przy okazji wiosennego sprzątania.

1. Porządek w dokumentacji finansowej

Dokumenty, rachunki, umowy, zeznania podatkowe, faktury… Przez lata zbiera się tego cała masa, a nasze domowe archiwum rośnie. Zresztą nic dziwnego, wszak Urząd Skarbowy wymaga, by dokumenty związane z rozliczeniami podatkowymi trzymać aż 5 lat. A to oznacza między innymi, że oprócz PIT-ów, musimy przechowywać też np. faktury za internet, na podstawie których naliczaliśmy sobie ulgę.

Warto teraz przejrzeć takie domowe archiwum dokumentów. Jeżeli trzymacie wszystko „luzem”, to najlepiej stworzyć sobie kategorie, by w razie czego móc wszystko szybko znaleźć. Albo przynajmniej wiedzieć, gdzie szukać. Takimi kategoriami mogą być np. dokumenty związane z pracą, dokumenty skarbowe, dokumenty związane z emeryturą (powiadomienia z ZUS i OFE), czy dokumenty pochodzące od funduszy inwestycyjnych.

Przy okazji takiej kategoryzacji warto też pozbyć się niepotrzebnych papierów, bo takie też pewnie gdzieś przy okazji się znajdą. Na tych dokumentach zapewne będą dane osobowe i być może inne wrażliwe dane, więc lepiej nie wyrzucać pogniecionej kartki do śmietnika. Najlepszym rozwiązaniem byłaby niszczarka, ale to raczej nie jest standardowe wyposażenie gospodarstwa domowego. W każdym razie, warto zwrócić uwagę, by dokładnie podrzeć takie dokumenty przed wyrzuceniem.

Dobrym zwyczajem jest też skanowanie i trzymanie cyfrowych kopii najważniejszych dokumentów. Tak na wszelki wypadek.

2. Porządkowanie portfela

Szuflady z dokumentami uporządkowane – to teraz czas na portfel. W tym miejscu też potrafimy trzymać nie do końca potrzebne rzeczy. Stare rachunki, dawno-nieaktualne notatki, zupełnie niewykorzystywane karty bankowe i karty rabatowe/lojalnościowe.

Robiąc porządki w portfelu warto postawić na minimalizm i zostawić w nim tylko niezbędne dokumenty i najczęściej wykorzystywane karty płatnicze i rabatowe.

3. Niepotrzebne konta i karty

Jak już pozbędziemy się niewykorzystywanych kart z portfela, to warto pójść krok dalej i zadać sobie pytanie „czy ja w ogóle potrzebuję tych kart? i czy potrzebuję kont, do których te karty są przypisane?”

Dobrze przynajmniej raz do roku przyjrzeć się wszystkim kontom i kartom, jakie posiadamy. Może zostały nam jakieś rachunki w bankach, z których nie korzystaliśmy od wielu miesięcy? Jeżeli nie korzystamy z jakiegoś banku już od dłuższego czasu, to warto rozważyć zamknięcie takiego konta. Tak na wszelki wypadek, aby taki „zapomniany” bank nagle nie przypomniał o sobie jakąś nową prowizją czy opłatą za prowadzenie konta.

4. Przejrzenie posiadanych abonamentów i subskrypcji

Jak już przyglądamy się bankom, to warto zwrócić też uwagę na inne usługi, które mamy zasubskrybowane. Czy internet o takiej prędkości naprawdę jest nam potrzebny? Czy obecny pakiet kablówki odpowiada naszym potrzebom, czy może jednak jest za szeroki i można się przerzucić na niższą, tańszą ofertę?

5. Oferty konkurencji

Przeglądając posiadane abonamenty i subskrypcje warto zastanowić się nad jeszcze jedną rzeczą. Może konkurencja ma obecnie lepszą ofertę i warto się przenieść?

Pod tym kątem warto co jakiś czas przeglądać oferty takich usług jak:

  • konta bankowe
  • dostęp do internetu
  • telewizja kablowa
  • abonament telefoniczny
  • oferty warto porównać też za każdym razem, gdy zbliża się termin przedłużenia ubezpieczenia OC/AC samochodu

Tym bardziej, że oferty dla „nowych klientów” najczęściej są bardziej korzystne niż oferta dla osób przedłużających umowę u obecnego operatora.

6. Zmiana haseł

Ostatnio pisaliśmy o podstawowych zasadach bezpieczeństwa związanych z korzystaniem z bankowości elektronicznej. Jedną z takich zasad jest okresowa zmiana haseł dostępu do systemów transakcyjnych. To jest coś, co zdecydowanie warto zrobić podczas wiosennych porządków.

7. Kategorie w budżecie domowym

Na początku zeszłego roku udostępniliśmy w Kontomierzu możliwość tworzenia własnych drzewek kategorii. Korzystaliście z tej opcji?

Teraz, po roku, warto przejrzeć i sprawdzić na ile trafnie określiliśmy nasze własne kategorie wydatków. Czy korzystamy ze wszystkich, które stworzyliśmy, czy może jednak niektóre przez większość czasu pozostają puste? A może inne są za szerokie i przypisujemy do nich zbyt wiele różnych wydatków? Lub może w ostatnim roku nasza struktura budżetu zmieniła się na tyle, że warto pomyśleć nad stworzeniem kolejnych, nowych kategorii?

Polecamy przejrzeć swoje budżety pod tym kątem.

8. Wczesny start z rozliczeniem podatkowym

Marzec i kwiecień to też czas rozliczeń z Urzędem Skarbowym. Do tej pory wszyscy powinniśmy już dostać dokumenty podatkowe od pracodawców i maklerów.

Z fiskusem warto rozliczyć się jak najszybciej. Z co najmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, oszczędzimy w ten sposób mnóstwo czasu. Największe kolejki w urzędach robią się zazwyczaj pod koniec kwietnia, w ostatnie dni przed finalnym terminem na złożenie zeznania. Kolejki można też oczywiście pominąć całkowicie i złożyć zeznanie drogą pocztową lub elektroniczną.

Po drugie, im wcześniej złożymy zeznanie podatkowe, tym wcześniej otrzymamy zwrot nadpłaconego podatku – jeżeli taki zwrot nam przysługuje.

Fot. Flickr / 401(K) 2012 (CC-BY-SA)

Ogólne Nie stać Cię na drogie prezenty? Nie kupuj ich!

Sezon przedświąteczny to tradycyjnie czas zwiększonych wydatków. Nasz budżet narażony jest praktycznie z każdej strony.

Temperatury się obniżają, więc my podkręcamy kaloryfery. Miesięczne rachunki za ogrzewanie rosną (zobacz, jak je obniżyć). Pogoda za oknem też przypomina nam, że być może warto kupić nowe ubrania na zimową porę. Co więcej, biologia podpowiada nam, by zrobić „zapasy” na zimę, więc rosną też nasze wydatki na jedzenie.

No i oczywiście Święta. W naturalny sposób wydajemy więcej na żywność (do przygotowania potraw na wigilijny stół) i na benzynę/dojazdy (dla wielu ludzi to okazja, by odwiedzić dawno nie widzianych krewnych, którzy mogą mieszkać daleko).

No i jakby tego było mało – prezenty, stos prezentów.

A to przecież nie koniec. Zaraz Nowy Rok. A to nie tylko koszty imprezy, ale także noworocznych postanowień. Sklepy sprzedające odzież sportową i akcesoria do ćwiczeń mają wtedy czas żniw :). A nam zdarza się dać namówić na  tego typu wydatki.

Bez wcześniejszego przygotowania, mało który budżet sobie z tym poradzi. Tak naprawdę, to do takiego nagromadzenia wydatków warto przygotowywać się na kilka miesięcy przed (a są tacy, co zaczynają myśleć o kolejnych Świętach już w styczniu!).

Jeżeli jednak widzimy, że nasz budżet nie jest na to wystarczająco dobrze przygotowany i na coś może zabraknąć, to lepiej zastanowić się dwa razy zanim sięgniemy po środki z funduszu awaryjnego lub damy namówić się na świąteczny kredyt. Być może uda się jakieś wydatki ograniczyć lub z niektórych w ogóle zrezygnować?

Co roku mamy tę samą historię. Wszystko wokół zdaje się krzyczeć „kupuj!”. Świąteczne reklamy w mediach, sezonowe wyprzedaże skłaniające nas do niekoniecznie potrzebnych zakupów, ozdoby i przystrojenia w galeriach handlowych i tłumy w sklepach, które utwierdzają nas w słuszności takiego postępowania. Bo skoro wszyscy ulegają takiemu świąteczno-zakupowemu nastrojowi, to chyba nie ma w tym nic złego, jeżeli my też się do tego przyłączymy, prawda?

Na blogu Kontomierza, tak jak we wcześniejszych latach, doradzamy rozwagę. Wierzymy, że można stworzyć świąteczny, rodzinny i radosny nastrój bez konieczności wciągania się w tę całą konsumpcyjną spiralę. Na pewno da się znaleźć równowagę, która będzie oznaczać zarówno udane Święta, jak i rozsądny budżet.

Świątecznych kredytów radzimy unikać jak ognia.

Podczas świątecznych zakupów, jeszcze bardziej niż zazwyczaj, warto działać według zasady „jeżeli nie stać cię na to, to tego nie kupuj”. Nie będę szedł tak daleko, jak publicystka The Guardian, która pisze, że „jeżeli ktoś nie rozumie, że możesz nie mieć pieniędzy na prezent, to ta osoba w ogóle na niego nie zasłużyła” – to bardzo ostre stwierdzenie.

Natomiast zdecydowanie nie warto zadłużać się na Święta. To najgorszy moment na podejmowanie decyzji finansowych, których konsekwencje będziemy przecież odczuwać przez najbliższe kilka miesięcy. Co najmniej.

Pośpiech, emocje, przedświąteczny stres – to z pewnością nie ułatwia podejmowania racjonalnych decyzji. I nie ma co się łudzić, że banki pomogą nam w naszych dylematach. Wręcz przeciwnie, zrobią bardzo wiele, by jeszcze nam utrudnić. Na przykład zaprezentują rzeczywiste koszty kredytu w taki sposób aby utrudnić nam rzetelne porównanie ofert (a przecież w grudniu mamy masę innych obowiązków poza czytaniem umów kredytowych). Lub będą proponować droższe produkty chętniej niż te, które nie oznaczałyby aż tak dużych kosztów (np. kredyty konsumpcyjne vs karty kredytowe). A to tylko kilka pozycji z listy świątecznych przewinień popełnianych przez banki.

Jakie są więc sposoby na bezcenny upominek, który nie musi kosztować dużo i nie oznacza konieczności wchodzenia w świąteczne kredyty konsumpcyjne?

Jacek Santorski, psycholog biznesu, radzi „Bardzo osobisty upominek, gdzieś wyszukany, który kosztował czas i energię, mógł kosztować mniej pieniędzy. To musi być upominek dedykowany, o którym pomyślano wcześniej.” Osobiste podejście najczęściej oznacza więcej niż wydanie dużej sumy pieniędzy na prezent.

Takich sposobów na pomysłowy prezent jest mnóstwo, sami proponowaliśmy kilka nieszablonowych i niedrogich upominków. A jeżeli to nie wystarczy, to w tym artykule znajdziecie m.in. linki do kolejnych 23 pomysłów. I jeszcze wcale nie jest za późno, by któryś z nich wykorzystać!

Fot. Flickr / zaimoku_woodpile

Ogólne O świątecznych prezentach warto pomyśleć już teraz

Zawsze trochę irytowałem się na fakt, że sklepy i galerie handlowe przystrajają się na Święta już w listopadzie, często już na początku tego miesiąca. Ale, w sumie, jest w tym jakiś głębszy sens – im wcześniej pomyślimy o świątecznych zakupach (przynajmniej tych prezentowych), tym więcej będziemy mieć okazji, by kupić wybrane rzeczy nieco taniej.

W idealnej sytuacji byłoby tak, że świąteczne wydatki planujemy już od… stycznia. Myślimy o tym, co chcielibyśmy kupić, z miesiąca na miesiąc odkładamy część potrzebnych na to pieniędzy, a w międzyczasie polujemy na promocje i wyprzedaże, dzięki którym wybrany prezent możemy kupić przynajmniej nieco taniej.

Szczerze mówiąc, ta sztuka jeszcze nigdy mi się nie udała.

Ale i tak lepiej obudzić się na początku grudnia niż w przeddzień Wigilii, prawda?

Początek grudnia nie jest złym terminem, ale nie jest też najlepszym. Dopiero co minęły najróżniejsze wyprzedaże związane z amerykańskim Black Friday. To zakupowe święto obchodziły także niektóre polskie sklepy, ale niestety – często te „okazje” wyglądały tak, jak ta w Empiku:

Tak właśnie niektóre sklepy wyobrażają sobie świąteczną "gwiazdkę" ;).

W poniedziałek mieliśmy też Dzień Darmowej Dostawy, o którym przypominaliśmy na naszej stronie na Facebooku. W tym dniu w sklepach wysyłkowych mogliśmy oszczędzić kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt złotych na przesyłce.

Te promocje są już za nami, ale na szczęście jeszcze nie wszystko stracone. Wciąż możemy spojrzeć na nasze świąteczne wydatki krytycznym okiem i być może gdzieniegdzie coś zaoszczędzić.

Co możesz zrobić jeszcze dziś?

Przede wszystkim – zaplanuj świąteczny budżet. Grudzień to zazwyczaj najtrudniejszy miesiąc dla naszych portfeli. Dlatego tym bardziej warto siąść z długopisem i kartką papieru (lub z Excelem lub z Kontomierzem) i wszystko starannie rozpisać.

W temacie prezentów zaplanuj ile pieniędzy na nie przeznaczysz. Pilnowanie tej ustalonej maksymalnej kwoty jest jednym z ważniejszych zadań finansowych w grudniu :). Swoje zakupy rób w ramach założonego budżetu. To jedyny sprawdzony sposób na to, aby nie być negatywnie zaskoczonym swoim stanem konta na koniec roku. Myśl o tym ile wydasz jeszcze przed zakupami, zamiast myśleć ile wydałeś odchodząc od kasy.

Jeżeli planujesz zakupy przez internet – pośpiesz się. Jak co roku, w okresie przedświątecznym sklepy wysyłkowe będą przeżywały oblężenie. Będą padać serwery, realizacja zamówień się wydłuży, a potem problemy przeniosą się na pocztę i kurierów. Przed Świętami zawsze są opóźnienia. Zawsze. Weź to wszystko pod uwagę i złóż swoje zamówienie odpowiednio wcześnie, aby potem oszczędzić sobie stresu i zastanawiania się czy przesyłka na pewno przyjdzie na czas.

Rozważ samodzielne przygotowanie prezentów. Póki jest jeszcze na to czas i możesz spokojnie poszukać pomysłów, kupić potrzebne produkty i stworzyć coś własnymi rękami. Z tego może wyjść naprawdę bardzo cenny prezent.

Nie zostawiaj zakupów na ostatnią chwilę. Po pierwsze, pośpiech jest złym doradcą. Po drugie, po co kolejny raz ładować się w te tłumy w sklepach i stać  w nieskończoność w kolejkach? Po trzecie, sklepy mogą chcieć wykorzystać Twoją sytuację – to, że Ci się śpieszy, to że koniecznie musisz teraz coś kupić, by nie zawieść swoich domowników. W jaki sposób? Oczywiście podnosząc ceny. Bądź sprytniejszy i nie daj się wciągnąć w tę grę.

Pamiętaj, że oszczędność czasu idzie w parze z oszczędzaniem pieniędzy. Jeżeli o świątecznych zakupach pomyślisz już teraz, to oszczędzisz sobie np. stania w parkingowych „korkach” przy galerii handlowej. To mniej straconego czasu i mniej zużytego paliwa.

Fot. Flickr / alliecreative

Ogólne Oszczędzanie to długotrwały proces (ale nie zniechęcaj się!)

  • 23 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comments

Na oszczędzanie i zarządzanie domowym budżetem warto patrzeć w dłuższej perspektywie. To proces, który trwa – i rzadko kiedy można go uznać za skończony. „Mam wszystko pod kontrolą – mogę przestać prowadzić domowy budżet”, „Mam już wystarczające oszczędności – teraz mogę zacząć wydawać” – nie, tak to chyba nie wygląda :).

Oszczędzanie wymaga czasu. Długów nie spłaci się w dwa tygodnie, bezpieczeństwa finansowego nie zbuduje się z dnia na dzień. Oto kilka rzeczy, o których warto pamiętać podczas tego długotrwałego procesu.

Male kwoty mają znaczenie

Łatwo zrezygnować z oszczędzania mówiąc sobie, że skoro dziś jestem w stanie odłożyć tylko niewielką kwotę miesięcznie, to tak naprawdę to przecież nic nie zmieni. Ludzie mają tendencję do lekceważenia małych kwot. Robią na nich wrażenie tylko duże zyski. A gdy z portfela wycieka kilka złotych, to przecież „to nic takiego”.

Myślenie o zarządzaniu budżetem w długim terminie oznacza przejęcie kontroli także nad tymi małymi kwotami. Te kilka złotych, które codziennie uciekają z portfela i te drobne zyski, które możesz uzyskać z cashbacku czy z innych promocji w swoim koncie osobistym, z czasem będą zmieniać się w coraz bardziej poważne sumy.

Niewielkie zyski i nawet nieduże kwoty – ale odkładane regularnie! – są głównym budulcem domowych oszczędności. A z czasem będą dodatkowo wzmacniane poprzez działanie procentu składanego.

Zysk = ryzyko

W ciągu kolejnych lat na pewno natrafisz na sytuacje, które będą wydawać się okazją do dobrej inwestycji. Czy to na giełdzie, czy na nieruchomościach, czy na innym rynku, który akurat jest w spektrum Twoich zainteresowań.

W podążaniu za takimi okazjami nie ma nic złego, jednak zawsze warto pamiętać, że szansa na zysk oznacza ryzyko - tym większe, im większe są obiecywane profity.

Małe cele

Brak ostatecznego celu warto zrekompensować sobie mniejszymi celami i wyraźnymi kamieniami milowymi, które będziemy mijać po drodze. Stawianie przed sobą zadań (najlepiej zgodnie z zasadami SMART) i wypełnianie ich to dobry sposób na utrzymanie stałego poziomu motywacji.

Takim krótkoterminowym celem może być np. odłożenie równowartości jednej pensji na fundusz awaryjny (a potem kolejny cel: 3 pensje), takie zarządzanie budżetem w skali roku, aby nie musieć zadłużać się na święta Bożego Narodzenia (jeżeli wcześniej było to problemem), czy ucięcie miesięcznych wydatków o 10%.

Zwiększaj dochody

Jednym z takich celów może też być znalezienie dodatkowego źródła dochodów. Wszak nie ma lepszego sposobu na oszczędzanie niż zwiększanie dochodów :).

To ważne z kilku powodów.

Oszczędzając prędzej czy później dojdziemy do ściany, do momentu, w którym tak naprawdę nie ma już czego ciąć. Ten stan może nadejść bardzo szybko, tym bardziej, że najczęściej powtarzaną wymówką przed prowadzeniem domowego budżetu jest „nie mam z czego oszczędzać”. Skoro po stronie wydatków doszliśmy do granicy, warto zwrócić swoją uwagę ku dochodom.

Dywersyfikacja jest ważna nie tylko w inwestycjach. W domowym budżecie też. Nawet małe, dodatkowe źródło dochodów jest kolejną cegiełką budującą bezpieczeństwo finansowe. Na przykład, gdy Twoja „główna” pensja opóźni się o kilka dni, środki z dodatkowego źródła dochodów pomogą przeczekać ten czas.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Czy te wymówki powstrzymują Cię przed oszczędzaniem pieniędzy?

  • 16 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 5 comments

Przed oszczędzaniem pieniędzy może nas powstrzymywać wiele rzeczy. Część z nich to oczywiście czynniki obiektywne i jak najbardziej uzasadnione. Inne mogą być już zupełnie subiektywne – od stereotypów, przez różne przekonania, aż po wymówki.

Należy mi się

Przyznam Wam, że to jest pułapka, w którą sam często wpadam. Usprawiedliwiam się (a może nie powinienem?) tym, że tutaj ekstremalnie trudno utrzymać równowagę.

Bo z jednej strony, takie myślenie jest poniekąd uzasadnione. Przecież właśnie po to ciężko się pracuje – by móc to potem sobie wynagrodzić. Zakupami, wakacjami, nowym gadżetem czy czym tam jeszcze… Trudno po całym miesiącu pracy nie czuć, że zasługuje się na coś więcej niż tylko opłacenie mieszkania i innych podstawowych potrzeb życiowych.

Tylko, że gdzieś jest pewna granica. Wyznacza ją to, na co nas stać. Ale tu też jest problem, bo choć to z pozoru bardzo obiektywne kryterium, z jakiegoś powodu może być odbierane i interpretowanie całkowicie subiektywnie. Definicji można sobie stworzyć co najmniej kilka. „Stać mnie” to:

  • tyle, ile akurat mam na koncie lub w portfelu
  • to, co wyżej + oszczędności
  • wysokość limitu w karcie kredytowej lub limit debetu na koncie
  • trochę więcej niż mam na koncie, ale bez problemu do spłaty w kolejnych kilku miesiącach

Tymczasem, najlepszą pomocą w określeniu tego, na co nas stać, jest prosty domowy budżet. Lub konkretniej: planu finansowego, rozplanowania przyszłych wydatków. Stać mnie na to, co mam zaplanowane w swoim budżecie. I tyle.

Zarobię na to w przyszłości

Moje dzisiejsze zakupy sfinansuję z przyszłych pensji. Dopóki wszystko idzie w porządku, to takie życie na kilka pensji do przodu wydaje się całkiem nieszkodliwe. Na koniec miesiąca wszystko się bilansuje, raty są spłacone, więc gdzie jest problem?

Problemy zaczynają się wtedy, gdy po drodze przytrafi się coś nieprzewidywalnego. Nowy, nagły wydatek oznacza kolejne kredyty, kolejne raty i odkładanie tego symbolicznego momentu „wyjścia na zero” na kolejne miesiące do przodu.

Takie ciągłe życie na kredyt przyszłych pensji (mowa tu jednak nie o kredycie hipotecznym, a raczej o kredytach konsumenckich i innych pożyczkach) to częsta przyczyna wpadania w pętlę zadłużenia. Naturalnie, zależność nie jest taka prosta i nie każdy, kto żyje na kredyt skończy negocjując u komornika. Ale takie zarządzanie własnymi finansami to na pewno większe ryzyko, którego warto być świadomym.

Zacznę od poniedziałku / początku miesiąca / nowego roku

Zaraz wejdziemy w czas noworocznych postanowień i znowu się zacznie :). To niekończące się przekładanie i wszystkie pozytywne postanowienia przyspawane do sztywnych dat.

Dzień publikacji tego wpisu to 16 października, więc pewnie będzie mi trudno kogokolwiek przekonać do jakiejś zmiany nawyków związanych z pieniędzmi. Bo w końcu jaki jest sens zaczynać spisywanie wydatków i budżetowanie od połowy miesiąca? Przecież lepiej zaczekać do pierwszego.

Tylko, że nie.

Jeżeli czujesz, że z Twoimi finansami jest coś nie-tak, że pieniądze gdzieś „giną”, Twoja wypłata znika szybciej niż się spodziewasz (a przecież ani za dużo nie kupujesz, ani nie robisz jakichś specjalnie drogich zakupów); jeżeli chcesz zabrać się za (wcześniejszą) spłatę kredytów lub za oszczędzanie, to zacznij już teraz. To najlepsza decyzja, jaką możesz teraz podjąć.

Zachowaj dzisiejsze paragony z zakupów, stwórz sobie budżet w Excelu lub załóż konto w Kontomierzu, odłóż te symboliczne 5 zł do skarbonki. Cokolwiek, byle zacząć i zaangażować się w ten proces. I by jutro zrobić to samo, i pojutrze, i w kolejnych dniach. Nieważne, że dopiero połowa miesiąca.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Drobne wydatki, które rozsadzają Twój budżet

Z oszczędzaniem i rozsądnym gospodarowaniem domowym budżetem wiąże się taki paradoks, że nawet małe sumy potrafią mieć tu duże znaczenie. Dlatego też od czasu do czasu piszemy na blogu o tym, by odkładać nawet drobne oszczędności i by nie lekceważyć drobnych zysków.

Pozostaje jeszcze kwestia drobnych wydatków. Te pozornie niewielkie i nieszkodliwe zakupy w dłuższej perspektywie również kumulują się do poważnych kwot. Tak, te 5-10-15 zł wydawane codziennie na kawę, ciastko czy inną przekąskę na mieście ma znaczenie dla Twojego budżetu!

Z takimi drobnymi wydatkami „po drodze” czy „przy okazji” jest kilka problemów.

Po pierwsze, są niewielkie, więc łatwo je zlekceważyć. „Te 5 zł przecież nie uratuje mojego budżetu” to wymówka, która może się tu bardzo często pojawiać.

Co więcej, takich drobnych zakupów dokonujemy często w pośpiechu, np. w drodze do pracy. I nie mamy wtedy głowy do tego, by zabrać rachunek, czy zapisać wydatek w swoim notatniku, by uwzględnić później tę kwotę w swoim budżecie lub w wydatkach gotówkowych w Kontomierzu. Zwłaszcza, że takie drobiazgi najczęściej kupujemy za gotówkę, więc na wyciągu z rachunku (i w Kontomierzu) nie zostanie po tym żaden ślad.

Szybko zapominamy o takich wydanych w biegu kilku złotych… a na koniec miesiąca znów trzeba się zastanawiać „gdzie podziały się moje pieniądze?”

Albo podczas zwykłych zakupów wrzucimy do koszyka jakiś dodatkowy drobiazg, który niekoniecznie powinien się tam znaleźć. Z tym sam mam wielki problem podczas codziennych zakupów spożywczych. Od kilku lat prowadzę swój budżet w rozbiciu na trzy główne kategorie – potrzeby, zachcianki/przyjemności i oszczędności – i staram się trzymać ustalonych proporcji. Ale właśnie podczas zakupów spożywczych zdarza mi się trochę oszukiwać…

Takie codzienne kupowanie jedzenia to oczywiście kategoria „potrzeby”. Natomiast od czasu do czasu wrzucam do koszyka jakieś słodycze – a to już przecież "przyjemności" :). Tylko, że potem w domu nie chce mi się rozbijać rachunku na dwie kategorie i wszystko zaliczam do „potrzeb”. To zły nawyk - i dla mojego budżetu i dla diety :).

To kolejny problem z drobnymi wydatkami – łatwo je ukryć na jakimś większym rachunku.

Oczywiście, w walce z takimi niewielkimi wydatkami nie chodzi o to, by odmawiać sobie wszystkich drobnych przyjemności. Ale jeżeli myślisz o tym, by kontrolować swój budżet i więcej oszczędzać, to zdecydowanie warto rozważyć ograniczenie „budżetu na przyjemności”.

Jeżeli regularnie wydajesz pieniądze na takie rzeczy jak kawa, ciastka czy inne przekąski na mieście, to masz już pewne pole do oszczędności (czyli odpada kolejna popularna wymówka – „nie mam z czego oszczędzać”). Równie zdradliwym, drobnym wydatkiem mogą być aplikacje mobilne lub gry (zwłaszcza podczas wyprzedaży na Steam! ;) ). Gdy zrezygnujesz z takiego zakupu, przelej odpowiadającą mu kwotę z rachunku bieżącego na oszczędnościowe.

Kluczem jest regularność. 10 zł, które mogłoby gdzieś zniknąć w gąszczu innych zakupów czy w codziennym porannym pośpiechu, pod koniec miesiąca uskłada się na 300 zł oszczędności. A to już kwota, którą możesz przeznaczyć np. na budowanie funduszu awaryjnego.

Przyglądając się takim drobnym przyjemnościom pamiętaj, że oszczędzanie to nie bezwzględne cięcie wszystkich wydatków, tylko ich racjonalizacja.

Fot. Flickr / @Doug88888

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies