Filtrowanie wszystkich postów po tagu "domowe oszczędności." Wyczyść filtr

Problem z różnymi pułapkami finansowymi, w które często wpadamy, jest taki, że właściwie każdy błąd i każde nienajlepsze posunięcie strasznie łatwo jest uzasadnić i zracjonalizować.

Polacy często odkładają oszczędzanie na emeryturę „na później”, lekceważą sens oszczędzania w ogóle, prowadzenie budżetu domowego wydaje się zbędnym obowiązkiem, a kredyt i zadłużanie się całkiem normalną formą finansowania zakupów.

I jakkolwiek nieracjonalna wydawałaby się taka postawa, to stoi za nią cały szereg przekonań umacniających trwanie w tym nie najkorzystniejszym dla własnych finansów stanie. Dziś rozprawiamy się

„Emerytura? Przecież ja mam dopiero … lat!”

Mając 20-, 30-, czy nawet 40-kilka lat emerytura może wydawać się całkiem odległą myślą. Tym bardziej, że rząd dba o to, byśmy do emerytury mieli jak najdalej przesuwając wiek emerytalny.

Tymczasem o emeryturze warto pomyśleć jak najwcześniej.  Pomyśleć – i zacząć odkładać pierwsze pieniądze na ten cel. Choćby niewielkie. Bowiem im więcej czasu damy takim oszczędnościom, tym większą wartość będą one miały w momencie przechodzenia na emeryturę.

Za to im później zaczynasz, tym większe kwoty będziesz musiał odkładać co miesiąc, by zapewnić sobie ten sam poziom życia na emeryturze.

To ważne zwłaszcza teraz, gdy ZUS ogłasza jak kosmicznych kwot brakuje na wypłaty emerytur. W ciągu najbliższych pięciu lat może to być nawet 400 mld złotych. Budżet państwa będzie miał spory problem z uniesieniem takich wydatków. Zdecydowanie warto pomyśleć o samodzielnym odkładaniu na emeryturę—i to niezależnie od wieku, w jakim teraz jesteśmy.

„Prowadzenie budżetu? Ja mam wszystko w głowie”

Brak wiedzy o przepływach finansowych w naszym własnym budżecie to prosta droga do tego, aby pieniądze przeciekały nam przez palce.

Budżet domowy to podstawa. Nieważne jak go prowadzisz: w Kontomierzu, w Excelu, na kartce papieru, czy jakkolwiek inaczej. Ważne, że w ogóle go prowadzisz. Bo budżet domowy to sprawdzony sposób na śledzenie własnych pieniędzy i pilnowanie, by nie wydawać więcej niż się zarabia. Dzięki niemu można dokładnie przeanalizować ile wydaliśmy na daną kategorię dóbr czy usług, oraz jak te wydatki miały się do zakładanego planu. Wycieki z portfela nie będą miały gdzie się ukryć.

„O oszczędzaniu pomyślę później—teraz mam inne rzeczy na głowie”

Zbyt późne oszczędzanie jest błędem nie tylko przy odkładaniu na emeryturę, ale też na każdy inny cel. Nawyk regularnego oszczędzania warto wyrobić sobie jak najwcześniej. Im później zaczynamy, tym więcej musimy potem nadrabiać i tym więcej musimy odkładać, by wyrobić się przed „terminem”.

Im szybciej damy szansę zadziałać procentowi składanemu, tym lepiej dla naszych finansów.

„Nic złego nie może mi się stać”

Lepiej nie lekceważyć ryzyka i mimo wszystko starać się przygotować na najgorsze. Bo bez porządnego funduszu bezpieczeństwa daleko nie zajedziemy. Pierwszy lepszy niespodziewany wydatek rozłoży nasz budżet domowy na łopatki.

Zamiast szukać pieniędzy na szybko, pożyczać od znajomych, czy posiłkować się kredytem o ile wygodniej i rozsądniej byłoby sięgnąć do własnych oszczędności—przeznaczonych dokładnie na ten cel. Fundusz na nieprzewidziane wydatki to podstawa dobrego zarządzania domowymi finansami.

„Spokojnie, przecież zadłużam się rozsądnie”

Karta kredytowa może być bardzo kosztowną pomyłką finansową. Choć banki często proponują ją swoim klientom, to zdecydowanie nie jest to produkt dla każdego. Karta kredytowa sprawdza się tylko, gdy spełnione są dwa podstawowe warunki: zawsze spłacamy całe zadłużenie w okresie bezodsetkowym oraz mamy pełną kontrolę nad tym ile wydajemy.

Jeżeli nie spłacasz całego zadłużenia co miesiąc, lub co gorsza spłacasz jedynie kwotę minimalną, to nakładasz na siebie drogi i długoterminowy kredyt. Jeżeli chcesz oszczędzać pieniądze, to jednym z pierwszych kroków powinno być zrezygnowanie z konsumpcji finansowanej zadłużeniem. A w dalszej kolejności jak najszybsza spłata karty. Nie ma co oglądać się na lokaty na 3% czy nawet 4%, skoro wisi nad nami zadłużenie oprocentowane na 12% w skali roku.

Fot. Flickr / GotCredit

Ogólne Czas na mądre oszczędzanie na jedzeniu

Niedawno pisaliśmy o tym, że oszczędzanie na jedzeniu – i kierowanie się wyłącznie ceną przy wyborze produktów spożywczych – może przynieść więcej szkody niż pożytku. Drobna oszczędność teraz to kłopoty w przyszłości, problemy z dietą i najpewniej ze zdrowiem.

Jedzenie to jednak lwia część naszych domowych budżetów. Nie może być przecież tak, że to kategoria zupełnie nie do ruszenia. Przeciwnie!—i tu znajdzie się miejsce na oszczędności. Tylko trzeba po prostu być ostrożniejszym niż w przypadku choćby wydatków na przyjemności.

Ogranicz jedzenie na mieście

Jedzenie na mieście jest drogie. Posiłki przygotowywane samodzielnie w domu wychodzą często znacznie taniej. A do tego mamy większą pewność co do rodzaju i jakości składników użytych do przygotowania potraw.

Rób duże porcje, ale nie marnuj jedzenia

Przygotuj raz, ale porcję na dwa dni. Oszczędzisz czas i zużyjesz za jednym razem więcej produktów, więc jest mniejsza szansa, że cokolwiek zostanie niewykorzystane i się zepsuje. Oczywiście, robiąc większą porcję trzeba też to jakoś rozsądnie wpisać w swój plan posiłków i też uważać, by nic nie zmarnować.

Jedzenie, składniki i równowaga

W jedzeniu bardzo ważna jest równowaga. Nie tylko w znaczeniu zrównoważonej diety, ale też to, by nie przegiąć w żadną stronę z ilością jedzenia. Czyli aby z jednej strony nie kupować za mało i nie głodzić się i z drugiej strony by nie przeszacowywać swoich potrzeb.

Jeżeli kupujemy za dużo, jeżeli kupujemy „na zapas” i tych zapasów we właściwym czasie nie wykorzystamy, to szybko odczujemy finansowo taki nawyk. Musimy to zmarnowane jedzenie i przeterminowane produkty wyrzucić. W śmietniku ląduje coś, za co zapłaciliśmy i czego nie mogliśmy wykorzystać.

Dlatego tu ważne jest planowanie i dokładne (na tyle, na ile się da) określenie potrzeb wszystkich domowników. Tak, aby przygotowywać tylko tyle jedzenia, ile potrzeba.

Jeżeli przeszacujemy potrzeby swojej rodziny i po posiłkach część jedzenia zostaje i się marnuje, to jest to wyraźny sygnał, że warto dostosować swoją listę zakupów i plan posiłków na kolejny tydzień.

Gotowanie, energia i ciepło

Przygotowując posiłki na kuchence – czy to gotując zupę czy smażąc coś na patelni – warto przykrywać garnki i patelnie. W ten sposób potrawy będą gotowe szybciej, więc zużyje się mniej energii.

Gotując na płycie elektrycznej dobrze dbać też o to, by właściwie dobrać rozmiar garnków do rozmiarów pola grzewczego. Garnek nie powinien być mniejszy niż płytka grzewcza, na której stoi, dzięki czemu energia nie będzie się marnować.

Gotując wodę dobrze pamiętać o tym, by gotować tylko tyle wody ile potrzebujemy. Ograniczając nadmiar znów zaoszczędzimy energię.

Piekąc coś w piekarniku lepiej nie otwierać drzwiczek co chwila, by sprawdzić „czy już jest gotowe”. Powietrze w środku musi wtedy zagrzać się na nowo, a proces pieczenia przedłuża się. A to oznacza większe zużycie energii i ostatecznie większe wydatki dla nas.

A skoro już o gorącym powietrzu mowa… podczas pieczenia w piekarniku, możemy wyłączyć zasilanie na ostatnie kilka minut pieczenia. Nagrzane powietrze w środku powinno wystarczyć, by spokojnie dokończyć ten proces.

Lodówka i zimno

Lodówka odpowiada za znaczną część zużycia energii w całym mieszkaniu. Dlatego na ten element wyposażenia kuchni warto zwrócić szczególną uwagę. Jak możemy dbać o to, by lodówka nie zużywała za dużo energii?

Gdy otwieramy lodówkę, róbmy to na krótko. Jeżeli zostawimy drzwi lodówki otwarte zbyt długo, to ponowne „wyziębienie” wnętrza pochłonie niepotrzebnie dużo energii.

W ogóle trzeba unikać jakiegokolwiek nagrzewania wnętrza lodówki. Nie wpuszczamy więc do środka ciepłego powietrza – trzymając lodówkę otwartą jak najkrócej, ale też nie wkładamy do środka ciepłych potraw, np. świeżo ugotowanej zupy. Ciepłym potrawom lepiej pozwolić najpierw ostygnąć.

Ważne jest też samo położenie lodówki w kuchni. Lodówka nie powinna znajdować się blisko źródła ciepła. W im chłodniejszym miejscu będzie stać, tym bardziej będzie wydajniejsza.

Fot. Flickr / rhodes

Ogólne Jak sklepy nakłaniają nas do wydawania więcej?

Można już śmiało powiedzieć, że rozpoczęliśmy sezon świątecznych zakupów. W sklepach mamy już cały zestaw dekoracji i świątecznych produktów, od Mikołajów z czekolady po choinki i bombki. Do tego niektórzy sprzedawcy podłapali tradycję zza oceanu i w piątek po Święcie Dziękczynienia zaoferowało mniejsze lub większe rabaty.

Na promocjach w „Czarny Piątek” i następującym niedługo po nim „Cyber Poniedziałku” (kolejne obniżki w sklepach internetowych) można co nieco zaoszczędzić. Jednak często dosięga nas pewien paradoks – mimo, że wszystko dookoła wydaje się przecenione, to my wydajemy więcej. Dlaczego?

Zobaczcie jakie triki stosują sklepy by skłonić na do częstszego wyciągania portfela.

1. Rabat od zawyżonej ceny

Na początek coś, co trzeba po prostu nazwać manipulacją. Zdarza się, że sprzedawca na moment przed sezonem wyprzedaży zawyża ceny swoich produktów. Po co? By oferowany później rabat wydawał się większy i atrakcyjniejszy.

A już szczytem bezczelności jest, gdy ten rzekomy „rabat” po prostu przywraca cenę do jej wcześniejszej wartości. Nam się wydaje, że oszczędzamy, a sklep sprzedaje towar po regularnej cenie.

Jak się przed tym bronić? Chyba jedynym rozwiązaniem jest porównywanie cen między sklepami, gdy planujemy jakieś większe zakupy. Jednak nie zawsze jest to możliwe.

2. … i 99 groszy

Odcięcie ostatniego grosza to numer stary jak świat. Ale ciągle działa! 9,99 zł zamiast 10 zł – niby niewielka różnica, a jednak sprawia, że czujemy że dany produkt jest istotnie tańszy, a my wydajemy mniej.

Wygląda na to, że jeszcze długo będziemy słyszeć przy kasie „mogę być winna grosik?”

3. Darmowa dostawa… od pewnej kwoty

Sklepy internetowe często oferują darmową dostawę. Jest tylko jeden haczyk – wartość naszego zamówienia musi przekroczyć określoną kwotę. W ten sposób jesteśmy zachęcani do wydawania więcej. Perspektywa „zaoszczędzenia” na kosztach dostawy sprawia, że kupujemy więcej niż faktycznie potrzebujemy i wydajemy więcej pieniędzy niż byśmy chcieli.

4. Przecenione produkty mają przyciągnąć cię do sklepu

Promocje, przeceny, oferty z gazetek zakupowych – to tak naprawdę tylko zachęta do tego, by odwiedzić sklep i zapoznać się z resztą asortymentu. Sklep może i nie zarobi za wiele na sprzedaniu nam głęboko przecenionych produktów, ale odbije to sobie na towarach w regularnej cenie, które „przy okazji” postanowimy wrzucić do koszyka.

5. Pozornie nieprzemyślany układ sklepu

Labirynt alejek i najbardziej potrzebne rzeczy ulokowane na drugim końcu sklepu – brzmi bez sensu? To celowy zabieg! W sklepie mamy spędzić jak najwięcej czasu na nogach. Być może nawet się zgubimy w wielkim sklepie. Ale każdy metr, który pokonamy po drodze, do kolejna okazja dla sklepu by zaprezentować nam kolejne produkty. A nuż coś włożymy do koszyka…

6. Promocje już na wejściu

W sklepach możemy natknąć się na promocyjne „wysepki” usytuowane tuż przy wejściu. Wyłożone są tam produkty z dużymi rabatami. Z tym, że te rzeczy to zazwyczaj nic specjalnego. Najczęściej są to jakieś drobiazgi lub po prostu „mało chodliwy” towar.

W tej ekspozycji wcale nie chodzi o to, by sprzedać jej zawartość. Jej zadaniem jest zbudowanie w klientach przekonania – już od samego przekroczenia progu – że w tym sklepie jest naprawdę tanio.

--

Jak się temu wszystkiemu przeciwstawić? Najlepiej zakupy robić po prostu świadomie – z listą i określonym budżetem. W ten sposób kupimy tylko te rzeczy, których naprawdę potrzebujemy, a nasze wydatki będą zgodne z wcześniejszymi założeniami.

Fot. Flickr / Caden Crawford

„Życie na krawędzi” czasem wydaje się kuszące, niektórzy wręcz poszukują tego dreszczu emocji i adrenaliny. Ale jeżeli chodzi o finanse, to życie na krawędzi zapaści domowego budżetu – i to miesiąc w miesiąc – to coś, czego jak najbardziej warto unikać.

Tymczasem nasz kraj jest pełen ryzykantów. Żyją od pierwszego do pierwszego, nigdy nie wiedzą, czy starczy im pieniędzy do końca miesiąca. A gdy nie starcza, to posiłkują się kredytami i pożyczkami. Często na bardzo wysoki procent.

Według ostatnich badań CBOS aż 41% mieszkańców Polski ma do spłaty jakieś kredyty lub pożyczki. To bardzo dużo!

Naturalnie, czasami „życie od pierwszego do pierwszego” to konieczność. Pieniędzy jest „na styk” i trudno zbudować jakiekolwiek rezerwy mimo prób, oszczędzania i cięć „do kości”. Ale zdarza się i tak, że jest to efekt nienajlepszego zarządzania własnymi finansami i poleganiu na poradach różnej maści „doradców” – którzy to jednak niekoniecznie mają na względzie nasze dobro.

Na przykład kupno zbyt dużego mieszkania, zadłużanie się pod korek i wzięcie na siebie kredytu hipotecznego tak wysokiego jak na to tylko pozwalała zdolność kredytowa to prosta droga na skazanie się na tryb „od pierwszego do pierwszego”.

Polegamy na opiniach „doradców” i „bankierów”, tymczasem ich zadaniem jest robić biznes, a nie dbać o finanse klienta. Sprzedawca w banku czy u pośredników finansowych otrzymuje prowizję zależną od tego ile Ty zapłacisz bankowi. A im większy kredyt, tym więcej płacisz. Rzadko kiedy bankowcy zadają sobie trud rzetelnej analizy domowych finansów klienta, by na tej podstawie podsunąć najlepsze możliwe rozwiązanie.

No ale kredyt mieszkaniowy to dla większości z nas zazwyczaj „jednorazowa” sprawa. A coś bardziej codziennego? Na przykład gdy kolejne wydatki okazują się ważniejsze niż oszczędności. Zawsze znajdzie się coś, na co można wydać pieniądze. Spełnienie zachcianki „tu i teraz” całkowicie przysłania korzyści, które można odnieść w przyszłości – oszczędzając. Wyrzuty sumienia po impulsywnych zakupach nie biorą się znikąd.

Do tego dochodzi  w pełni wykorzystany limit na karcie kredytowej. I to jest jego naturalny stan w naszym bilansie. Nie zero – tak jak powinno być – tylko zadłużenie „pod korek”. Miesięczne spłaty zamiast chronić przed przekroczeniem grace period, po prostu ponownie otwierają drogę do rozbuchanych wydatków i bezrefleksyjnych zakupów.

Nałóżmy na to różne „niezdrowe” nawyki i będziemy mieli komplet finansowych grzechów. Trudno rozstać się z przywilejami i przyjemnościami, do których się przyzwyczailiśmy. Nawet gdy chodzi o taki drobiazg jak latte w drodze do pracy czy „jedzenie na mieście” w co drugi, co trzeci dzień.

Takie niewielkie wydatki biorące się z tych nawyków nawarstwiają się i skutecznie przyczyniają się do tego, że na koniec miesiąca pieniędzy zaczyna brakować.

Zrywanie z tymi nawykami zazwyczaj zaczyna się od postanowienia „w następnym miesiącu będzie inaczej”. I zazwyczaj na tym się kończy.

Nic się nie zmienia i cykl powtarza się w kolejnym miesiącu. Znów ledwie starcza do pierwszego i znów sobie powtarzamy, że najwyższy czas na zmianę no bo „ile tak można?”

Jak się z tego wyrwać?

  • Zacznij działać. Wyjdź poza sferę deklaracji i planów i podejmij właściwe działania. I zacznij teraz – nie odkładaj na jutro, na początek tygodnia, na kolejny miesiąc. Na naszym blogu znajdziesz mnóstwo przykładów, od zmiany codziennych nawyków, przez bardziej świadome zakupy, po tworzenie domowego budżetu. A poza tym? – te kilka przykładów poniżej będą świetnym punktem wyjścia.
  • Najpierw płać sobie. Za każdym razem, gdy dostajesz wypłatę (lub: klient płaci fakturę) odkładaj część dla siebie – jako oszczędności. A wszystkie swoje mniej lub bardziej konieczne wydatki finansuj z tego, co zostanie. Już w pierwszym miesiącu zauważysz różnicę.
  • Zacznij budować fundusz awaryjny. Nawet małymi krokami, choćby po 50 zł czy 100 zł miesięcznie. Niespodziewane wydatki to jeden z najczęstszych czynników, który sprawia, że domowy budżet jakoś nie może wyjść na plus pod koniec miesiąca.
  • Rób zakupy z listą. Kupuj tylko to, co potrzebne. Ograniczając w ten sposób impulsywne zakupy uzyskasz więcej luzu w budżecie.
  • A może to nie wydatki są problemem tylko druga strona bilansu? Sprawdź możliwości zwiększenia swoich dochodów.

Fot. Flickr / Infomastern

Ogólne Święta i inne regularne wydatki. Jesteście na nie gotowi?

  • 26 października 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 21 comments

Jest w ciągu roku co najmniej kilka takich okazji, co do których możemy być pewni, że będą im towarzyszyć zwiększone wydatki. Więcej – często nawet wiemy dokładnie (lub w rozsądnym przybliżeniu), ile będzie to pieniędzy.

Urodziny, OC/AC, święta – to tylko kilka z przykładów okazji, czy „wydarzeń”, które powtarzają się z coroczną regularnością. Mamy 12 miesięcy by się na nie przygotować – jednak czy każdy z nas korzysta z tej szansy? Czy może jednak zamiast regularnie odkładać pieniądze, odkładamy to na ostatnią chwilę?

O takich wydatkach przede wszystkim należy wiedzieć i mieć na nie przeznaczony budżet. Oczywiście dotyczy to wyłącznie wydatków, których się spodziewamy.

Planowane wydatki

Takie spodziewane wydatki możemy podzielić na dwa typy:

1. Wydatki regularne, czyli takie, które zawsze trafiają się w określonych miesiącach w roku. Mogą to być na przykład:

  • wydatki związane ze świętami
  • prezenty urodzinowe
  • odnowienie ubezpieczenia samochodu
  • wydatki związane z urlopem i wakacyjnymi wyjazdami
  • przeglądy i naprawy pojazdów
  • wyprawka szkolna

2. Wydatki nieregularne, które mogą mieć miejsce w dowolnym czasie w roku. To będą przede wszystkim wszelkie wydatki celowe – czyli takie zakupy, na które odkładamy już od jakiegoś czasu i w danym miesiącu podejmujemy decyzję, że idziemy do sklepu i dokonujemy transakcji.

Tu też łatwo sobie wyobrazić przykłady. Nowy smartfon, telewizor, czy nawet samochód. Duże, istotne zakupy, z myślą o których nosimy się od dłuższego czasu. Tylko czy za tym myśleniem idzie też odkładanie pieniędzy?

Takim kosztem nieregularnym mogą być też ubrania. Typowo raczej nie kupujemy ich w każdym miesiącu, trudno więc ustalić sobie tu jakiś konkretny cel wyrażony w złotówkach. Natomiast w skali roku suma wydatków z tej kategorii może być znacząca.

Praca z kalendarzem

Te dwa typy wydatków trzeba sobie wypisać. Najlepiej wziąć kalendarz i zastanowić się nad każdym miesiącem: jakiego jednorazowego wydatku mogę się tu spodziewać? w jakiej kategorii? ile będzie mnie to kosztować?

Spisz sobie wszystkie tego typu wydatki, wraz ze spodziewanymi kwotami (wydatki jednorazowe, regularne). Do tego dodaj wszystkie większe zakupy, które jeszcze planujesz w tym roku (wydatki jednorazowe, nieregularne).

Taka lista da Ci stosunkowo pełny obraz tego jakie wydatki czekają Cię w najbliższych miesiącach i jaka kwota będzie Ci potrzebna.

Zsumuj tę kwotę wszystkich jednorazowych wydatków i podziel wynik przez 12.Tyle musisz odkładać co miesiąc, by w skali roku sfinansować wszystkie te plany. Dla bezpieczeństwa załóż też sobie pewien margines błędu – na przykład 10% – na wypadek, jeżeli jakiś wydatek Ci umknął.

Dlaczego wcześniejsze odkładanie pieniędzy jest tak ważne?

Duże wydatki mają istotne znaczenie dla naszej płynności finansowej. Gdy w jednym miesiącu pojawia się nowy, jednorazowy wydatek na kilkaset złotych, tysiąc, kilka tysięcy – lub więcej, to jest to znaczące obciążenie.

Jeżeli nie jesteśmy na to przygotowani, nie mamy odłożonych pieniędzy i nie jesteśmy w stanie sfinansować tych zakupów z bieżących środków, to pojawia się szereg „pokus”, które niekoniecznie pokierują nasze finanse w dobrą stronę. Bo taki duży wydatek można pokryć z funduszu awaryjnego, z oszczędności na inny cel, lub ze środków z kredytu.

Tylko czy konsumpcja jest warta tego, by odbierać sobie poczucie bezpieczeństwa finansowego lub skazywać się na przepłacanie za kredyt? Naszym zdaniem nie – dlatego, jak zwykle, zachęcamy do regularnego oszczędzania. 

Fot. Flickr / DafneCholet

Ogólne 4 filary systematycznego oszczędzania

Całkiem niedawno pisaliśmy o korzyściach płynących ze stosowania w praktyce zasady „płać sobie najpierw”.

Dla przypomnienia – chodzi o uczynienie z oszczędzania swojego priorytetu i pierwszego celu, na jaki przeznaczamy nasze pieniądze, gdy tylko przyjdzie wypłata. Dzięki temu zaczynasz w ogóle oszczędzać (bo masz z czego! – w przeciwieństwie do sytuacji, gdyby zostawić oszczędzanie na sam koniec miesiąca, kiedy to zostaje niewiele)…

„Płacenie sobie najpierw” sprawia też, że musimy nauczyć się przeżyć cały miesiąc za mniej. Dzięki temu podchodzimy do naszych wydatków ze zdecydowanie większą uwagą. Pieniądze nie idą już na byle co. Zamiast tego każdej złotówce dokładnie się przyglądamy. Wszak mamy ich mniej!

Korzyści są znaczne i jak najbardziej warto wdrożyć tę zasadę w swój miesięczny cykl zarządzania domowymi finansami. Dziś powiemy jak do tego podejść i jak to zrobić.

1. Zacznij powoli, ale zacznij. Jak z wdrażaniem wszystkich pozytywnych nawyków w życie, nie warto zaczynać od radykalnych zmian. Nikt nie wymaga od Ciebie byś nagle zaczął odkładać 30% swojej pensji od razu na początku miesiąca. Zacznij od drobnych kwot.

Nawet nie zauważysz, że Ci ich brakuje w miesięcznym budżecie.

Dopiero, gdy już wyrobisz sobie nawyk i zaczniesz się czuć komfortowo z odkładaniem części swojej wypłaty, gdy tylko wpłynie na twoje konto, to wówczas zwiększ sumę miesięcznych oszczędności.

Wbrew pozorom, małe kroki mogą zaprowadzić cię naprawdę daleko.

2. Tnij wydatki. Krok drugi, to krytyczne spojrzenie na swój własny budżet. Może są w nim jakieś niepotrzebne wydatki? (Na pewno są!) Poszukaj takich wycieków z portfela i innych okazji do – nawet drobnych – oszczędności.

Być może warto zmniejszyć pakiet kablówki lub internetu? Albo zmienić operatora komórkowego na tańszego, a bank na darmowy? Możliwości jest wiele.

Gdy już zidentyfikujesz takie oszczędności i wprowadzisz je w życie, to podlicz dokładnie ile konkretnie pieniędzy zostało ci dzięki temu w portfelu. I te sumę dodaj do dotychczasowej, którą odkładałeś w ramach „płacenia sobie najpierw”.

3. Dodatkowe dochody. Nie ma lepszego sposobu na bogacenie się niż poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodu. Zarządzanie domowym budżetem nie kończy się przecież tylko na oszczędzaniu!

Bądź otwarty na takie okazje do dodatkowego zarobku. A nawet nie ograniczaj się do biernej otwartości – aktywnie szukaj okazji do zarobienia dodatkowych pieniędzy.

A gdy już taką okazję wykorzystasz, to zarobione w ten sposób pieniądze również dołóż do comiesięcznego przelewu na konto oszczędnościowe w ramach „płacenia sobie najpierw”.

4. Korzystaj z promocji bankowych i z produktów oszczędnościowych. Dodatkowe kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt złotych można zarobić nawet nie wychodząc z domu. Śledź na bieżąco oferty banków i sprawdzaj czy któryś na przykład nie płaci dodatkowej premii za otwarcie konta czy lokaty. Jeżeli skorzystasz z takiej oferty, to pamiętaj, by też coś zaoszczędzić z takiej premii.

Pamiętaj też o produktach oszczędnościowych. Pieniądze, które odkładasz na początku miesiąca, powinny pracować i przynosić dodatkowy zysk. Nie przelewaj tych odsetek na ROR. Zamiast tego pozostaw je na koncie oszczędnościowym. Dzięki temu wykorzystasz w pełni zalety procentu składanego.

Fot. Flickr / captain.orange

Ogólne Jak dbać o kondycję mając ograniczony budżet?

Zdrowie to jedna z najważniejszych wartości. To oczywistość, której nie trzeba nikomu powtarzać. A jednak, jak wielu z nas może szczerze powiedzieć, że świadomie dba o swoje zdrowie i kondycję? Przejście do aktywnego działania na rzecz poprawienia swojej kondycji fizycznej to często całkiem trudny krok.

Jeszcze trudniejszy, gdy mamy pod ręką łatwą wymówkę – „Trudno mi dbać o zdrowie mając tak ograniczony budżet. Po prostu nie mam na to pieniędzy!”

Na blogu Kontomierza pisaliśmy jakiś czas temu, że na zdrowiu nie warto oszczędzać. Nadal pozostajemy przy tym zdaniu, ale dziś dodamy do niego jeszcze jeden warunek. To, że nie warto na zdrowiu oszczędzać, wcale nie znaczy, że trzeba wydawać na nie nie wiadomo jakie pieniądze. Bo nie trzeba.

Na początek przyjrzyjmy się liście rzeczy, które wcale nie są konieczne do utrzymania dobrej kondycji:

  • karta multisport czy też inny abonament do siłowni
  • sprzęt sportowy najwyższej klasy
  • lub tak naprawdę jakikolwiek sprzęt sportowy
  • ubrania sportowe topowych marek
  • robienie zakupów w drogich sklepach ze „zdrową żywnością”
  • najróżniejszych suplementów diety i innych tego typu wspomagaczy

To, co jest konieczne, to zrównoważona dieta i umiarkowana, regularna aktywność fizyczna. Wcale nie trzeba wydawać na to fortuny.

Podstawowe ćwiczenia gimnastyczne można robić w domu – bez żadnych przyrządów, bez karty do siłowni, bez osobistego trenera. Wystarczy pół godziny wolnego czasu i trochę dyscypliny, by ten nawyk codziennych lub prawie codziennych ćwiczeń sobie wyrobić.

Nie masz pomysłu jak ułożyć sobie cykl takich ćwiczeń? Ten artykuł w New York Times może być doskonałym punktem wyjścia. A dla ciekawskich jest jeszcze ten artykuł naukowy, na podstawie którego powstał tekst w NYT.

Taki cykl 12 prostych ćwiczeń, powtórzony 2-3 razy, będzie na pewno korzystniejszy dla naszego zdrowia niż kolejne pół godziny spędzone na kanapie czy przed komputerem.

Nie chcesz siedzieć cały czas w domu? To może bieganie? To sport, który ma stosunkowo niską finansową barierę wejścia – największym wydatkiem będą tu buty do biegania. I w te specjalistyczne obuwie jednak warto zainwestować (ceny w zakresie 200-400 zł). Dobrze dobrane buty istotnie zmniejszą ryzyko kontuzji. A to uraz podczas biegania wcale nie trudno. Jedna para butów w tym zakresie cenowym powinna wystarczyć na jakieś 800-900 km, więc można powiedzieć, że przy umiarkowanych treningach jest to inwestycja na lata.

Inne rozwiązanie na trening na świeżym powietrzu to publiczne, otwarte siłownie. Jeżeli macie to szczęście, że mieszkacie w okolicy jednej z takich siłowni na świeżym powietrzu, to jak najbardziej warto skorzystać. Można tam znaleźć przyrządy pomagające ćwiczyć określone partie mięśni, a korzystanie z takich siłowni jest darmowe.

A jeśli macie ochotę na aktywność mniej intensywną niż bieganie czy siłownia, to stary dobry spacer też będzie doskonałym sposobem na dostarczenie sobie jakiejś aktywności fizycznej.

Ważnym składnikiem dbania o zdrowie jest też odpowiednia, zrównoważona dieta. Zdrowe jedzenie wcale nie musi być drogie! Wręcz przeciwnie. Czasem przejście na korzystną dietę może odbić się nawet pozytywnie na naszym portfelu. Jedzenie więcej warzyw i owoców i przygotowywanie posiłków w domu będzie zdecydowanie tańsze niż częste jedzenie na mieście. A już w szczególności w fast foodach.

A Waszym zdaniem? Jakie tanie, czy nawet bezkosztowe, sposoby na utrzymanie dobrej kondycji moglibyśmy jeszcze dopisać do tej listy? Dajcie znać w komentarzach!

Fot. Flickr / Simon A. Thalmann

Bezpieczeństwo finansowe to jeden z najistotniejszych celów, do których powinniśmy dążyć zarządzając swoimi osobistymi finansami. Pieniądze nie powinny być źródłem niepokoju, a niespodziewane wydatki nie powinny wywracać naszego budżetu do góry nogami i nie powinny stanowić zagrożenia dla naszej bieżącej płynności finansowej.

Takie poczucie bezpieczeństwa można osiągnąć na kilka sposobów. Na blogu często pisaliśmy o funduszu bezpieczeństwa czy funduszu awaryjnym, czyli o najsolidniejszej poduszce finansowej, którą możemy sobie zapewnić. Ale perspektywa odłożenia oszczędności, które pozwolą przeżyć 6 czy 12 miesięcy bez stałego źródła dochodu, może wydawać się onieśmielająca. Przynajmniej na początku. W końcu chodzi o całkiem duże kwoty.

Ale jest jeszcze inna metoda – i chcemy Wam ją dziś przedstawić. To budżetowanie o miesiąc do przodu.

Rzecz sprowadza się do tego, aby zgromadzić tyle oszczędności, aby przeżyć cały miesiąc bez konieczności sięgania po dochód za ostatni miesiąc. W kolejnym miesiącu wydajemy zaś poprzednią pensję nie sięgając po środki z bieżącej wypłaty.

Czyli mamy trzy kroki:

1. Oszczędzasz równowartość wydatków na 1 miesiąc

2. W nadchodzącym miesiącu swoje wydatki finansujesz wyłącznie z tych środków, swoją bieżącą pensję odkładając na bok

3. W kolejnym miesiącu swoje wydatki finansujesz z pensji, którą odłożyłeś miesiąc wcześniej, bieżącą wypłatę odkładając na bok

Jakie są korzyści?

Przede wszystkim bufor finansowy. Masz teraz oszczędności, po które możesz sięgnąć w nagłych wypadkach. W przypadku utraty stałego źródła dochodu będziesz mieć więcej czasu na znalezienie alternatywy.

Taki bufor finansowy to pierwszy krok do osiągnięcia bezpieczeństwa finansowego i jednocześnie punkt wyjścia dla stworzenia funduszu bezpieczeństwa, o którym wspominaliśmy wcześniej. Wykonanie tego pierwszego kroku jest niezmiernie istotne – z jednej strony zaczniesz aktywnie działać na rzecz poprawy swojej sytuacji finansowej, a także odczujesz realne korzyści jakie daje posiadanie oszczędności na nieprzewidziane wydatki. To działa motywująco i skłania do kolejnych kroków w tym kierunku.

Wzmocnienie nawyku aby nie wydawać więcej niż się zarabia. To jedna z naczelnych zasad finansów osobistych. Ustawiając sobie konkretny cel na dany miesiąc – wydatki w kwocie nie większej niż wysokość poprzedniej wypłaty – przybliżasz się do realizacji tej zasady.

A to prowadzi do kolejnej korzyści – wydając wyłącznie środki z poprzedniej pensji nie będziesz mieć potrzeby finansowania swoich zakupów kredytem. Kredyt konsumpcyjny czy też utrzymywanie (nie mówiąc już o zwiększaniu) zadłużenia w karcie kredytowej to rzeczy, których zdecydowanie powinniśmy unikać, jeżeli chcemy by nasze osobiste finanse wyszły na prostą.

Bieżąca wiedza o wysokości wydatków. Taki cel wymusza też bieżące śledzenie ponoszonych w danym miesiącu wydatków.

No dobrze. Korzyści są w miarę jasne. Ale jak w ogóle dojść do tego momentu, w którym rzeczywiście mamy na koncie te wyjściowe oszczędności, by przeżyć za nie ten pierwszy miesiąc?

Jak zaoszczędzić te pieniądze?

Pierwszym krokiem powinna być staranna analiza własnych wydatków. Tylko wiedząc ile pieniędzy wydajesz miesięcznie będziesz mógł określić ile oszczędności potrzebujesz, by przeżyć jeden typowy miesiąc. Taka analiza własnych finansów ma też szansę ujawnić wydatki, które nie są niczym innym, tylko wyciekami z portfela. Jeżeli przy tej okazji uda Ci się te wycieki zatamować – to tym lepiej!

Do takiego śledzenia i analizy własnych wydatków naturalnie polecamy Kontomierz :).

Stwórz plan. W ile miesięcy chcesz dojść do stanu, w którym ze swoich oszczędności możesz sfinansować cały miesiąc życia? Na podstawie tego założenia określ ile musisz odkładać co miesiąc by w zaplanowanym czasie dojść do finalnej kwoty.

Pamiętaj, że takie „oszczędzanie” to wcale nie tylko odkładanie jakiegoś ułamka swojej pensji co miesiąc, czy stopowanie niepotrzebnych wydatków. Jest też druga strona. Możesz przyśpieszyć proces tworzenia swojego buforu bezpieczeństwa poprzez poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodu czy sprzedaż rzeczy, których już nie potrzebujesz, na Allegro.

Konsekwentnie realizuj swój plan. Dbaj o to, by co miesiąc monitorować swoje postępy.

Fot. Flickr / photosteve101

Na tym blogu chyba już nie musimy nikogo przekonywać, że budżet domowy to narzędzie niezbędne do zarządzania własnymi finansami. Pozwala uporządkować domowe rachunki, zyskać kontrolę nad wydawanymi pieniędzmi i umożliwia zatkanie najróżniejszych, często wcześniej nie dostrzeganych, wycieków z portfela.

Ale czy każdy budżet realizuje zadania, jakie przed nim stawiamy? Przyjrzyjmy się temu, jakie korzyści powinien dawać nam taki budżet. Czy na pewno wykorzystujemy pełen potencjał tego narzędzia?

Działanie. Prowadzenie budżetu domowego to realne działanie na rzecz lepszego zarządzania swoimi pieniędzmi. Daje to bardzo istotny efekt psychologiczny – zyskujemy poczucie, że „coś” robimy.

Zarządzanie finansami potrafi czasem być deprymujące. Rozmawiając ze znajomymi zdarzało się nam usłyszeć, że „wolę nie prowadzić budżetu domowego, bo boję się tego, co w nim znajdę”. Konfrontacja ze stanem własnych finansów, stanem któremu czasem może być daleko do doskonałości, bywa trudna.

Ale ci, którzy prowadzą budżet, zapisują swoje wydatki, mają już to za sobą. Mają przewagę. A to daje już dużą szansę na to, że za tym pierwszym krokiem pójdą kolejne na drodze do poprawy stanu własnych finansów.

Kontrola. Zarządzanie finansami domowymi to tak właściwie proces przejmowania i utrzymywania kontroli nad własnymi pieniędzmi. Tak aby mieć realny wpływ na to ile, kiedy i na co wydajemy – zamiast dostosowywać się do tego ile zostaje nam w portfelu na koniec miesiąca. I tu przydaje się nam domowy budżet.

Daje on wiedzę o tym, na co wydajemy pieniądze i jest jednocześnie narzędziem do tego, aby mądrze planować przyszłe wydatki.

Punkt wyjścia do dalszych działań. Budżet domowy to podstawa do planowania przyszłych działań w zarządzaniu domowymi finansami. Mając historię naszych dochodów i wydatków z ostatnich miesięcy jesteśmy w stanie przewidzieć jak nasza sytuacja będzie rysować się w najbliższej przyszłości. Gdzie pojawi się kolejny duży cykliczny wydatek, ile będą kosztować nas kolejne Święta i ile oszczędności będziemy w stanie wygenerować z przyszłych wypłat.

Bezpieczeństwo finansowe. Pieniądze zdecydowanie mogą być źródłem niepewności, czy nawet strachu. Zwłaszcza gdy nasza przyszła sytuacja finansowa jest dla nas niewiadomą.

Budżet domowy to narzędzie do zmniejszania tego obszaru niepewności. Mówi on dokładnie o tym, czego możemy spodziewać się w przyszłości, a przynajmniej o tym ile pieniędzy będziemy potrzebować w kolejnym miesiącu.

Oczywiście, realizacja tego założenia nie zawsze jest w pełni możliwa. Przy pracy na własny rachunek, od faktury do faktury, często ciężko jest dokładnie przewidzieć swoją sytuację finansową nawet na miesiąc do przodu.

Ale druga strona budżetu – wydatki – nadal pozostaje tym, co można kontrolować i do pewnego stopnia przewidywać. Budżet pokaże Ci też ile minimalnie musisz zarobić, by pokryć swoje typowe wydatki. Powie Ci ile masz luzu z budżecie i jaką obniżkę dochodów możesz „unieść” bez większych konsekwencji.

Nawyk oszczędzania. Prowadzenie budżetu domowego „automagicznie” wyrabia pewne nowe nawyki związane z oszczędzaniem. Mając gdzieś z tyłu głowy świadomość tego, że nasze wydatki są zapisywane – i kontrolowane – zaczynamy nieco inaczej podchodzić do zakupów. Bardziej oszczędnie.

Tych korzyści jest całkiem sporo, a to i tak pewnie nie jest jeszcze pełna lista. No to teraz jak się upewnić, że nasz budżety wykorzystuje ten cały potencjał. Na jakie rzeczy zwracać uwagę, byśmy mogli wyciągnąć jak najwięcej rzetelnych informacji z naszego budżetu domowego?

Uczciwość. To naczelna zasada przy prowadzeniu domowego budżetu. Musimy być uczciwi wobec siebie i z pełną otwartością zapisywać wszystkie wydatki. Czasem można być solidnie zdziwionym tym, jak trudny bywa to proces. Tym trudniejszy, im bliżej jesteśmy ustalonego wcześniej limitu wydatków w ciągu miesiąca.

W budżecie domowym powinien znaleźć się każdy poniesiony przez nas wydatek, bez „zatajania” niczego. Tylko w ten sposób będziemy mieli w pełni rzetelne informacje na temat stanu naszych finansów.

Systematyczność. Prowadzenie budżetu domowego powinno być jak nawyk. Najlepiej taki, który realizujemy codziennie. Zostawianie sobie zapisywania wydatków na koniec miesiąca czy nawet tygodnia to nie zawsze najlepszy pomysł. Przez cały ten czas uzbiera się na pewno cała góra rachunków do spisania. Taki stos paragonów potrafi być deprymujący. Poza tym, a co jeśli coś nam umknie, albo o czymś zapomnimy? Budżet wówczas będzie niekompletny.

Informacje. Czy nasz budżet daje nam wszystkie podstawowe informacje? Ile zarabiamy, ile wydajemy, jak nasze wydatki rozkładają się na poszczególne kategorie wydatków?

Do tego jaki mamy „luz” w budżecie? – czyli różnicę między dochodami a wydatkami. To środki, które możemy poświęcić na oszczędności, a w sytuacji problemów finansowych to nasz margines bezpieczeństwa.

Czy kategorie wydatków są sensowne? Powinny jak najmniej na siebie „nachodzić”, być czytelne, łatwe w interpretacji i na tyle precyzyjne, by dostarczały nam dokładnie tych informacji o strukturze naszych wydatków, jakich potrzebujemy. Czy są wyczerpujące i dopasowane do naszego profilu wydatków?

To najbardziej podstawowe rzeczy, które warto mieć na uwadze prowadząc domowy budżet. A co Wy byście dopisali do tej listy?

Fot. Flickr / Ken Teegardin

Co miesiąc dostajemy stos papierów i powiadomień o tym ile jesteśmy winni poszczególnym dostawcom. Rachunki i faktury od dostawców energii, gazu, kablówki, internetu, od operatora komórkowego i pewnie jeszcze wiele, wiele innych...

Gdyby jeszcze wszystkie przychodziły jednego dnia, to wtedy można byłoby się nimi wszystkimi zająć podczas jednej sesji w systemie transakcyjnym banku i mieć sprawę z głowy na miesiąc.

Byłoby też zdecydowanie łatwiej, gdyby faktury od dostawców zawsze przychodziły na tę samą kwotę każdego miesiąca. Niestety, faktury za energię, gaz czy za telefonię komórkową opiewają co miesiąc na różne kwoty, w zależności od tego jak wyglądało nasze zużycie w danym miesiącu.

Czyli każdą fakturę trzeba mieć na oku, przyjrzeć się każdej kwocie i wklepać odpowiednie przelewy w system transakcyjny. To całkiem dużo informacji, które trzeba śledzić, a zlecanie przelewów zawsze zabiera kilka chwil cennego czasu.

Zastanawialiście się kiedyś, ile czasu marnujemy na płaceniu rachunków? Trzeba upewnić się co jest już zapłacone, a co jeszcze nie, uruchomić komputer, zalogować się do konta, wpisać hasło, odebrać sms z kodem itd. I tak za każdym razem, gdy przyjdzie nowa faktura za telefon, czy rachunek za prąd. Całe szczęście, że w erze bankowości elektronicznej nie musimy już przynajmniej dreptać na pocztę z każdym rachunkiem :).

Ale opłacanie rachunków może być jeszcze łatwiejsze i właściwie niezauważalne z naszego punktu widzenia. Z pomocą przychodzą tutaj usługi banków, które pozwalają na pewną automatyzację naszych finansów. Najbardziej pomocna jest tu usługa polecenie zapłaty.

Jak działa polecenie zapłaty?

Polecenie zapłaty to usługa, która pozwala na automatyczne inicjowanie płatności z Twojego rachunku na rzecz dostawców różnych usług (np. usług telekomunikacyjnych, energii, gazu i najróżniejszych usług abonamentowych).

Jak to działa?

Pierwszym krokiem jest sprawdzenie, czy Twój dostawca jest na liście obsługiwanych wierzycieli w Twoim banku. Możliwość weryfikacji powinna pojawić się już na samym początku wypełniania wniosku o uruchomienie polecenia zapłaty.

Po wypełnieniu wniosku wszystko dzieje się już automatycznie. Z dniem terminu płatności na fakturze bank zrealizuje płatność dokładnie na tę kwotę, która widnieje na dokumencie. Ty nie musisz się martwić o nic, poza zapewnieniem wystarczających środków na ROR.

O tym, jaka to kwota, zawsze będziesz wiedzieć z wyprzedzeniem. Dostawca nadal będzie wysyłał do Ciebie faktury – tutaj nic się nie zmienia.

Dodatkowo, udzielenie upoważnienia do automatycznego obciążania Twojego rachunku kwotami z faktur wcale nie oznacza, że tracisz kontrolę nad swoimi pieniędzmi. W ciągu 56 dni od każdej płatności masz możliwość jej anulowania. Środki zostaną zwrócone na Twój ROR.

Nie tracisz też kontroli nad swoim budżetem. Przelew z polecenia zapłaty zapisuje się tak jak każdy inny przelew w historii transakcji. To oznacza, że bez problemu pojawi się też w Kontomierzu pod odpowiednią kategorią wydatków.

Co zyskujesz na takim rozwiązaniu?

Czas. Nie musisz go marnować na logowanie się do konta i przechodzenie całej procedury wykonywania przelewu za każdym razem, gdy przyjdzie do Ciebie nowy rachunek.

Spokój. Masz pewność, że wszystko jest zapłacone i o niczym nie zapomniałeś. Faktura zostanie opłacona automatycznie – terminowo i dokładnie na kwotę, na jaką opiewa. Oczywiście, o ile wcześniej na ROR znajdą się wystarczające środki.

Plan. Wysokość opłat najlepiej założyć sobie z pewnym wyprzedzeniem. Warto dbać, by na ROR zawsze znajdował się „osad” pozwalający na opłacenie wszystkich rachunków. Takiej kalkulacji można dokonać bardzo łatwo na podstawie rachunków z poprzedniego miesiąca i doliczając do tego niewielką rezerwę na wypadek jakichś wahań w wysokości poszczególnych faktur. Zapewniając od razu środki na pokrycie wszystkich rachunków już od początku miesiąca wiesz, ile pieniędzy pozostało Ci jeszcze do dyspozycji.

Ta cała wygoda jednak kosztuje i banki najczęściej pobierają miesięczną opłatę za każde polecenie zapłaty. Czy takie ułatwienie sobie życia jest warte dodatkowej złotówki lub dwóch doliczanych do każdego rachunku? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

Podsumowując, polecenie zapłaty to całkiem wygodne rozwiązanie znacznie ułatwiające proces opłacania rachunków. Warto się mu przyjrzeć i sprawdzić z jakimi dostawcami współpracuje nasz bank i jakie opłaty pobiera za tę usługę.

Fot. Flickr / kozumel

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies