Filtrowanie wszystkich postów po tagu "domowe oszczędności." Wyczyść filtr

Wiosenne porządki w finansach osobistych

Wiosenne porządki w finansach osobistych

W kalendarzu i za oknami w końcu mamy wiosnę! A wraz z nią zbliża się doroczny rytuał wiosennych porządków, wyrzucania niepotrzebnych rzeczy i doprowadzania wszystkiego do ładu. Ogólnie rzecz biorąc – jedno wielkie sprzątanie po zimie i przygotowanie się na nadejście lata.

Chcielibyśmy Was zachęcić do zrobienia takich wiosennych porządków także w finansach osobistych. Zawsze znajdzie się coś, czego warto się pozbyć, lub chociaż zoptymalizować.
 

Zamknij niepotrzebne rachunki

Przede wszystkim konta osobiste i oszczędnościowe. Nieustannie zachęcamy Was do poszukiwania najlepszych okazji i takich rachunków, na których Wasze oszczędności lub środki bieżące będą oprocentowane najwyżej.

Takie okazje jednak z czasem się kończą, banki obniżają oprocentowanie (ostatnio szczególnie często, nawet mimo podwyżki stóp procentowych) i po tych wszystkich najlepszych ofertach zostają martwe rachunki. Żadnych środków, żadnych wpływów, ani innych operacji.

Z nieaktywnymi rachunkami można zrobić dwie rzeczy. Można je zostawić „na wszelki wypadek”, bo może kiedyś akurat ten bank znów przedstawi jakąś korzystną ofertę. Ma to tylko sens, jeżeli konto jest bezpłatne – za utrzymywanie martwego rachunku nie ma co płacić.

Ale i tu nie mamy gwarancji, że taki stan będzie trwał wiecznie. Dobrze znamy przypadki, gdzie banki za wcześniej bezpłatne konto nagle wprowadzają opłaty (np. jakiś czas temu Polbank).

Jest jeszcze co najmniej jeden powód, dla którego jednak nie warto trzymać nieaktywnych rachunków. Jest on całkiem prozaiczny – hasła i loginy. Jeżeli macie je zapisane w bezpiecznym miejscu, to nie ma problemu. Jeżeli jednak trzymacie je tylko i wyłącznie w pamięci, to po dłuższym czasie niekorzystania z konta może pojawić się problem z przypomnieniem sobie danych do logowania. A to oznacza rozpoczynanie procedury odzyskiwania hasła/loginu, która w niektórych bankach może nawet wymagać wizyty w oddziale.

Pozbądź się nieużywanych kart

Warto pójść krok dalej i wraz z likwidacją kont pozbyć się także niepotrzebnych kart z portfela. Z debetów kami sprawa jest prosta – jeżeli nie korzystam z konta, do którego jest podpięta, to nie ma potrzeby nosić ze sobą karty.

Karty kredytowe, których nie używasz, powinieneś zamknąć tym bardziej. Przyznane limity w kartach obniżają Twoją ogólną zdolność kredytową (nawet jeżeli w danej chwili nie masz zadłużenia na karcie – banki zazwyczaj liczą zdolność kredytową tak, jakby limit był wykorzystany). Do tego z kartami kredytowymi najczęściej wiążą się opłaty roczne. Te kilkadziesiąt złotych można zaoszczędzić!

W zwolnione miejsce w portfelu radzimy włożyć kartę "Na co ci to?" :).

Dodatkowe usługi w ramach rachunków

W bankach mamy nie tylko rachunki, ale też często po kilka różnych usług podpiętych do jednego konta.

Jedną z częściej oferowanych usług do konta osobistego jest debet – linia kredytowa w rachunku. Na pierwszy rzut oka – fajna sprawa: możliwość zejścia „pod kreskę” w awaryjnych sytuacjach, zazwyczaj niższe oprocentowanie niż w kredytach gotówkowych i to naliczane tylko od wykorzystanego debetu, a nie od całości. Taka poduszka finansowa może się przydać „na wszelki wypadek”.

Jest jednak kilka „ale”. Po pierwsze opłata roczna – ok. kilka procent od całości przyznanego limitu (uwaga na ostatnią podwyżkę w mBanku!). Jest to pole do potencjalnych oszczędności. Po drugie – jeżeli potrzebujesz środków w sytuacji „awaryjnej”, to kredyt powinien być ostatnią „instancją”. W pierwszej kolejności podejmij środki z funduszu awaryjnego (jeśli go nie masz, to zacznij go budować już dziś). W drugiej kolejności odłóż zaplanowane większe zakupy na później, a środki na nie odłożone przeznacz na „awarię”.

Do banku jeszcze długa droga…

Jeżeli więc debet nie jest Ci absolutnie potrzebny, to jak najbardziej warto z niego zrezygnować.

W podobny sposób można przyjrzeć się innym usługom dołączanym do kont, takich jak chociażby różne ubezpieczenia. Czy naprawdę są Ci potrzebne? Czy suma ubezpieczenia jest odpowiednia? Czy poczucie bezpieczeństwa jest warte wpłacanej co miesiąc składki?

Przejrzyj swoje inwestycje

Początek wiosny może być też dobrym momentem na przejrzenie własnych inwestycji. Zdecydowanie warto robić taki gruntowny przegląd od czasu do czasu.

Posiadasz jednostki funduszy inwestycyjnych? Policz ich stopę zwrotu za ostatni rok i zobacz jak radziły sobie w porównaniu do różnych benchmarków. Jeżeli np. inwestujesz w fundusze akcji polskich spółek to ich wyniki można zestawić z wynikami indeksu WIG.

Ogólne stopy zwrotu z posiadanych funduszy możesz sprawdzić w swoim profilu w Kontomierzu.

Inwestujesz na giełdzie? Sezon publikacji raportów rocznych (za 2010 rok) spółek trwa – warto się z nimi zapoznać i sprawdzić jak radziły sobie spółki, których akcje masz w portfelu.

A może w ostatnim czasie zmieniła się Twoja sytuacja życiowa? Czy wymaga to zmiany Twojej strategii inwestycyjnej?

Wszystko oczywiście bez żadnych gwałtownych ruchów!

Abonamenty za usługi

Na koniec odejdźmy na chwilę od internetowych systemów transakcyjnych i sprawdźmy inne abonamenty i usługi, za które płacimy co miesiąc.

Abonamenty na usługi, z których nie masz czasu korzystać, nie są warte wydawanych pieniędzy! Weźmy takie karnety do siłowni, czy na basen. Fajnie jest mieć możliwość skorzystania z nich, ale często nie ma na to czasu. No i powiedzmy sobie szczerze – już posiadanie samej takiej karty do siłowni daje poczucie „dbania o siebie”, nawet jeszcze przed pierwszym treningiem. Niestety łatwo zadowolić się samym tym poczuciem :).

Ostatecznie trzeba podjąć decyzję – albo korzystamy aktywnie z takich usług, albo rezygnujemy z abonamentów.

Kablówka, Internet i telefon – nieśmiertelne trio. Za każdą z tych usług łatwo przepłacić, zwłaszcza jeżeli wybierze się za wysokie pakiety/abonamenty. Te usługi warto przejrzeć, zwłaszcza, jeśli w niedługim czasie kończy Ci się umowa. Dostawcy już na pewno mają w ofercie najnowsze cenniki i promocje na 2011 rok.

Przy wyborze oferty lepiej nie brać od razu najwyższych pakietów. Zazwyczaj zdecydowanie łatwiej jest podwyższyć abonament, niż go obniżyć. Kluczem jest dopasowanie usług do własnych potrzeb / potrzeb rodziny. Czy potrzebujesz więc dostępu do Internetu z prędkością 100 Mb/s? Pewnie nie…

A Waszym zdaniem jakim jeszcze usługom finansowym warto się przyjrzeć w ramach wiosennych porządków?

Fot. Flickr / velo_city

Ogólne Na co Ci impulsywne zakupy?

Na co ci impulsywne zakupy?

Taka historia na pewno zdarzyła się co najmniej raz każdemu. Zwykle zaczyna się niewinnie – wchodzisz do sklepu z zamysłem kupienia kilku rzeczy do domu. Kończy się jednak zdziwieniem, gdy ekspedientka nabija na kasę kolejne produkty, a suma do zapłaty jest znacznie wyższa niż to, co wcześniej zakładałeś.

Coś po drodze nie zagrało.

Tym czymś pewnie były zakupy pod wpływem impulsu. Dają co prawda przyjemną chwilową ulgę, ale w dalszej perspektywie widać niestety chudszy portfel. A i może pojawią się nawet jakieś wyrzuty sumienia…

Czas powiedzieć sobie wprost – ulegamy impulsom. I choćby nie wiem za jak silnych i odpornych na pokusy byśmy się uważali i tak od czasu do czasu trafi się jakiś słabszy dzień, kiedy dla poprawienia humoru kupimy jakąś całkiem niepotrzebną rzecz. W takich sytuacjach naszej silnej (a chwilowo osłabionej) woli przydałaby się drobna pomoc.

Sprzedawcy doskonale wiedzą jak wykorzystać takie chwilowe słabości na swoją korzyść. Drobne produkty przy kasach, eksponowanie promocji i okazji – to wszystko pułapki zastawiane na naszą silną wolę. Czasami się ugniemy, czasami nie.

Czy można zwiększyć swoje szanse w walce z impulsami? Można!

Najlepszym sojusznikiem w walce z impulsywnymi zakupami jest chwila na zastanowienie.

Tak się niefortunnie składa, że najczęściej żyjemy w pośpiechu i w taki sam sposób robimy zakupy. Do tego dochodzi zmęczenie po pracy, inne obowiązki i tak dalej… Więc w sklepie przełączamy się na autopilota.

A wtedy bardzo łatwo wrzucić do koszyka coś, czego wcale wcześniej nie planowaliśmy kupować.

Jak więc zyskać tę chwilę na zastanowienie – i oszczędzić pieniądze ograniczając impulsywne zakupy?

Ruszamy z akcją „NA CO CI TO?”

Na co ci to - karta do druku

Pomysł na tę akcję zrodził się podczas jednego z naszych ostatnich konkursów na Facebooku, gdzie Jolanta zaproponowała bardzo ciekawy sposób na ograniczanie wydatków.

Zasada jest bardzo prosta, ale skuteczna – powstrzymujemy się przed impulsywnymi zakupami zadając sobie jedno pytanie „na co ci to?”.

Takie proste pytanie naprawdę potrafi zdziałać cuda!. Wyłącza sklepowego autopilota i z powrotem przestawia nas w tryb racjonalnego myślenia. A wraz z tym włącza większą świadomość zakupową.

I nagle część rzeczy w koszyku okazuje się być zupełnie niepotrzebna. Na co mi to? – Na nic! Dobrze, gdy jest jeszcze czas, by odłożyć je z powrotem na półkę. :)

A jeżeli chcesz się poczuć jeszcze lepiej, to podczas odkładania tych zbędnych produktów podlicz ile one wszystkie w sumie kosztowały. Właśnie oszczędziłeś te pieniądze!

Przygotowaliśmy kilka takich przełączników uruchamiających racjonalne podejście do zakupów. To „przypominajki” w formacie karty kredytowej, idealnie pasujące do portfela. A na nich kluczowe pytanie: „na co ci to?”.

Na co ci to - karta do druku

Zapiszcie je sobie na dysku (prawy klik - zapisz obraz jako...), wydrukujcie i włóżcie do portfela. Dostaniecie +10 do odporności na impulsywne zakupy :).

Wystarczy rzut oka na taką przypominajkę i już wiadomo o co chodzi. To szansa na zastanowienie się nad sensownością zakupu jeszcze zanim sięgniemy po pieniądze.

Dołącz do akcji!

To naprawdę skuteczna i bezkosztowa metoda na oszczędności i lepsze samopoczucie.

Dołączcie z nami do akcji NA CO CI TO na Facebooku! Chcemy namówić jak najwięcej osób do takiego lepszego podejścia do zakupów.

Ogólne Świadome finanse domowe - artykuł w Equity Magazine

  • 1 marca 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

Equity Magazine na iPada

Właśnie ukazał się najnowszy numer Equity Magazine, a w nim nasz artykuł o świadomym prowadzeniu domowego budżetu.

Equity Magazine to elektroniczny magazyn o finansach, inwestycjach i oszczędzaniu. W gronie redaktorów są najlepsi polscy blogerzy, piszący na co dzień o inwestowaniu, giełdzie i oszczędzaniu pieniędzy.

Jeżeli interesujecie się finansami, a zakładam że tak, to naprawdę warto sięgnąć po ten magazyn.

Oczywiście – całość jest dostępna za darmo.

A co w najnowszym numerze?

Przede wszystkim jedna wielka innowacja, czyli wydanie w multimedialnej wersji na iPada. Magazyn-aplikację możecie pobrać z tej strony.

A jeśli nie macie iPada, to nie szkodzi :). Zamieszczone w numerze artykuły już wkrótce powinny pojawić się na stronie głównej Equity Magazine.

W najnowszym numerze znajdziecie nasz artykuł – Świadome finanse domowe, czyli jak szukać natychmiastowych oszczędności. Dowiecie się z niego przede wszystkim tego, jak zarządzać domowym budżetem nie myśląc za często o pieniądzach.

W końcu bezpieczeństwo finansowe to przede wszystkim spokój i stan, w którym nie musimy martwić się o pieniądze. W przeciwieństwie do czasu, kiedy spędzają one nam sen z powiek, a własny portfel musimy lustrować dokładniej niż Urząd Skarbowy.

W osiągnięciu tego pozytywnego stanu pomoże Wam kilka prostych metod, które opisujemy w artykule.

 

Equity Magazine iPad - okładka

Jeżeli inwestujecie na giełdzie, to z pewnością zainteresują Was takie artykuły jak Narzędzia giełdowego wróżbity czy Ukryta gra w arkuszu zleceń, w których autorzy przedstawiają swoje narzędzia i metody na analizowanie sytuacji na rynku.

Znajdziecie tam też materiały dotyczące ryzyka inwestycyjnego, piramid finansowych, czy nawet tak egzotycznych tematów jak import z Chin.

W sumie w najnowszym numerze Equity Magazine znajdziecie aż 14 artykułów. Gorąco zachęcamy do pobrania i czytania :).

Ogólne Po co Ci telewizor?

Po co Ci telewizor?

Tak naprawdę – po co?

By oglądać programy informacyjne, z których nic konkretnego nie wynika? Codzienne kłótnie polityków? Programy rozrywkowe, seriale?

Telewizor to złodziej wolnego czasu. I pieniędzy.

Kiedy następnym razem pomyślisz sobie, że „nie masz czasu” zastanów się nad tym, ile tego czasu oddajesz telewizji.

Bo przeciętny Polak spędza przed telewizorem średnio cztery godziny dziennie!

Masa czasu, z którym można przecież zrobić dużo ciekawsze rzeczy.

Więc co tak naprawdę telewizja wnosi do twojego życia?

Ja widzę głównie rachunki. Kablówka, telewizja cyfrowa, pakiety kanałów, z których się nie korzysta wcale lub bardzo rzadko.

I pewnie jeszcze rata za tę nową, czterdziestodwucalową plazmę za 3 000 zł.

I rachunki za energię, którą taki ekran pożera w bardzo szybkim tempie.

Sam już wypisałem się z tej zabawy.

Nie oglądam telewizji, nie mam telewizora. Już dobre kilka miesięcy!

I żyję.

Jeśli potrzebuję wiadomości – czytam w Internecie.

Jeśli mam ochotę na serial lub jakiś program – najpewniej znajdę go za pośrednictwem jednej z wielu internetowych stron VOD (także tych darmowych).

Jeśli chcę obejrzeć coś na dużym ekranie – idę do kina.

Jak dla mnie – całkiem niezły układ.

Nie chcesz działać aż tak radykalnie? Są też sposoby na drobniejsze oszczędności!

Zrezygnuj z pozostawiania telewizora w trybie stand-by. Wyłączanie go „na dobre” to oszczędność rzędu ok. 20-30 zł rocznie. Jak zwykle – raczej niewiele, ale siłą takich drobnych oszczędności jest to, że można ich znaleźć wiele. A razem dają już poważne sumy.

Zmniejsz abonament kablówki na mniejszy. Pewnie i tak nie wykorzystujesz nawet połowy tych kanałów, które masz zamówione. Oszczędność może wynieść np. 25 zł miesięcznie.

Zanim wypożyczysz jakiś film przez płatne VOD sprawdź, czy nie ma go w Internecie – w serwisach VOD, które oferują m.in. darmowe filmy. Co prawda trzeba wtedy obejrzeć kilka reklam, ale to przecież nic strasznego.

A jak wygląda sytuacja u Was? Macie w ogóle telewizor w domu? Często oglądacie telewizję?

Fot. Flickr / DieselDemon

Ogólne Gotuj z Kontomierzem - oszczędności w kuchni

Oszczędności w kuchni

To nie jest blog kulinarny.

Niech nie zmyli Was obrazek ani tytuł – nie zmieniliśmy profilu i nie będziemy podawać przepisów na kurczaka curry, czy na sałatkę grecką.

Zamiast tego mamy dla Was kilka przepisów na mniejsze i większe oszczędności w kuchni.

Najłatwiej szukać oszczędności na czynnościach, które powtarzamy codziennie. Nawet drobne sumy wywalczone tu i tam po kilkuset powtórzeniach dadzą w końcu zauważalne kwoty.

Gotowanie to jedna z takich czynności.

Codzienny obiad, kolacja, co najmniej kilka herbat i/lub kaw. Nawet kilka groszy zaoszczędzone na każdej z tych rzeczy będzie miało w skali roku duży wpływ na Wasz budżet.

A nie będziemy tu mówić tylko o groszowych sprawach.

Przede wszystkim trzeba ograniczyć wszelkie marnotrawstwo.

Nie marnuj ciepła

Gotując potrawy bez przykrycia marnujesz masę ciepła. Zamiast tego gotuj pod przykryciem. Potrawy ugotują się szybciej, a Ty oszczędzisz ok. 15% energii/gazu.

Gotowanie pod przykryciem ma jeszcze jedna zaletę. Dzięki niemu także wilgoć zatrzymywana jest w garnku. Para unosząca się garnków zwiększa wilgoć w pomieszczeniu, a przez to wzmaga uczucie zimna. A naturalnym odruchem gdy w mieszkaniu jest zimno – jest przekręcenie termostatu o poziom wyżej… Gotując pod przykryciem oszczędzasz także na ogrzewaniu!

Jeżeli pieczesz coś w piekarniku, to nie otwieraj drzwiczek. W ten sposób nagromadzone ciepło ucieka, a pieczenie trwa dłużej i zużywa więcej energii.

Nie marnuj energii

Jeżeli planujesz zakup sprzętów kuchennych, to zwracaj uwagę na klasę energetyczną urządzeń. Wybieraj te, z najwyższą klasą energetyczną czyli A+ lub A++. To sprzęt, którego będziesz używać przez lata, warto więc zainwestować trochę więcej na początku, by z czasem zyskać więcej.

Ta zasada dotyczy także wszelkich większych zakupów. Nie warto oszczędzać na jakości, bo to zawsze kończy się tak samo – niewygodą w użytkowaniu, usterkami, rozczarowaniem i szybką wycieczką do sklepu po nowy model.

Oczywiście nie chodzi o to, by kupować wszystko co najdroższe. Nie mylcie płacenia za jakość płaceniem za markę (choć czasem można tu postawić znak równości). Na pewno znacie przykłady tańszych rzeczy, dobrej jakości. Jeżeli możecie polecić tanie, ale jednocześnie dobre sprzęty kuchenne – to czekamy na Wasze propozycje w komentarzach.

Gotując na płycie elektrycznej właściwie dobieraj rozmiar garnków do rozmiarów pola grzewczego. Garnek nie powinien być mniejszy niż płytka grzewcza, na której stoi.

Gdy pieczesz w piekarniku, na ostatnie kilkanaście minut możesz go spokojnie wyłączyć. Zgromadzone w środku ciepło wystarczy, by dokończyć pieczenie.

Nie marnuj zimna

W kuchni liczy się też zimno – czyli lodówka. Nie zostawiaj jej otwartej zbyt długo, bo ponowne „wyziębienie” wnętrza pochłonie niepotrzebnie dużo energii.

Staraj się nie wstawiać do lodówki ciepłych potraw – pozwól im najpierw ostygnąć.

A jeżeli dopiero planujesz swoją przyszłą kuchnię, to koniecznie zadbaj o to, by lodówka nie znajdowała się blisko źródła ciepła. W im chłodniejszym miejscu będzie stać, tym bardziej będzie wydajniejsza.

Nie marnuj wody

Jeżeli zmywasz w zmywarce, to korzystaj z programów ekonomicznych. A przy wyborze takiego sprzętu do swoich kryteriów wyboru dopisz koniecznie klasę zmywania i zużycia wody. Podobnie jak z klasą energetyczną – warto dołożyć i kupić wydajniejszy sprzęt, niż potem przez lata płacić za swoje „oszczędności”.

Nie marnuj jedzenia

Gotuj tylko tyle, ile potrzebujesz. Nikt nie lubi wyrzucać zmarnowanego jedzenia przygotowanego „na zapas”. W końcu jest to coś, za co zapłaciłeś – a teraz ląduje w śmietniku. Bez sensu.

Rozplanuj sobie posiłki na kolejne kilka dni. Dzięki temu będziesz dokładnie wiedzieć czego potrzebujesz, nic się nie zmarnuje, a do tego będziesz mieć gotową listę zakupów (i oszczędzisz nie kupując zbędnych rzeczy).

Przygotowuj tylko tyle jedzenia ile potrzeba.

A gotując wodę na herbatę lub kawę, nie gotuj od razu całego czajnika. Zamiast tego nalej tylko tyle, ile potrzebujesz. Jeden kubek herbaty to ok. 250 ml wody.

Nie oszczędzaj na jedzeniu

Natomiast w żadnym wypadku nie powinno się oszczędzać na jedzeniu. To jedne z tych „oszczędności”, które w dłuższym terminie mogą się tylko źle skończyć. I w najlepszym wypadku oznaczają utratę pieniędzy, a w gorszym – także zdrowia.

Zwracaj uwagę na to co jesz i co jedzą Twoi domownicy. Najtańsze jedzenie najpewniej oznacza dużą zawartość konserwantów i innej szkodliwej chemii, czy wody (w mięsach). Nic smacznego.

Sprawny sprzęt, dobry sprzęt

Dbaj o swoją kuchnię. Regularnie czyść garnki i płyty grzewcze. Brud na denkach i płytach grzewczych ogranicza przewodzenie ciepła, co prowadzi do zwiększonego zużycia energii.

Często czyść czajnik z kamienia.

Regularnie rozmrażaj lodówkę. Zbyt duża warstwa szronu znacznie zmniejszy jej efektywność. Do tego – co jakiś czas sprawdzaj uszczelki w lodówce. Nie warto, by ciepło niepotrzebnie z niej uciekało.

A czy Wy macie jakieś swoje sposoby na oszczędności w kuchni?

Fot. Flickr / Old Shoe Woman

Ogólne 7 sposobów na niższe rachunki za ciepło

Niższe rachunki za ogrzewanie

Zima ostatnio trochę odpuściła, ale do wiosny jeszcze daleko. Jest jeszcze trochę czasu by powalczyć o niższe rachunki za ogrzewanie. A jest o co!

Ogrzanie nawet małej kawalerki to w zimie koszt, który może wynieść około 150-200 zł miesięcznie. Niemało. Kilka miesięcy sezonu grzewczego i mamy poważną sumę. A im większe mieszkania i domy – tym większe wydatki. Według niektórych badań, roczne przeciętne wydatki polskich rodzin na ogrzewanie typowego mieszkania w bloku mogą wynieść nawet 3 500 zł (badanie 4P Research Mix)!

Tę kwotę można jednak zbić o kilka lub nawet kilkanaście procent stosując pewne dobre nawyki.

Myślmy realnie. Nie spodziewam się, że po przeczytaniu jednego artykułu w Internecie rzucicie się do wymiany okien na szczelniejsze, ocieplania domu czy modernizacji wentylacji.

Oszczędności wynikające z działań „infrastrukturalnych”, choć ważne, zostawmy na kiedy indziej. Skupmy się na rzeczach, które możecie zrobić już teraz, bez istotnych nakładów finansowych.

1. Unikaj długotrwałego wietrzenia pomieszczeń.

Lepiej i efektywniej jest wietrzyć krótko, ale intensywnie – otwierając wszystkie okna na kilka minut i pozwalając na krótki przeciąg. Podczas wietrzenia zawory grzejników powinny być ustawione na minimum (gwiazdka).

Długie wietrzenie, oprócz wymiany powietrza, wyziębia całe pomieszczenie (wychładzają się ściany i meble), zwiększając tym samym koszty jego ponownego ogrzania. A jeśli jeszcze w tym czasie mamy włączone grzejniki to dosłownie wyrzucamy pieniądze przez okno.

2. Dbaj o swoje grzejniki.

Grzejnik nie powinien być zasłonięty meblami czy zasłonami – utrudnia to cyrkulację powietrza i właściwe rozprowadzanie ciepła po pomieszczeniu. Ciepłe powietrze ma lecieć w stronę pomieszczenia, a nie do okna (przez które potem łatwo przeniknie na zewnątrz).

Dodatkowo, grzejniki warto regularnie odkurzać – zbierający się na nich kurz zmniejsza efektywność grzejników (utrudnia cyrkulację powietrza).

Dbaj też o to, by odpowietrzać kaloryfer.

3. Bierz ciepło z zewnątrz i nie daj mu uciec.

W dzień odsłaniaj zasłony i pozwól słońcu nieco nagrzać pomieszczenie. Na noc zasłaniaj okna – zmniejszy to tempo, w jakim ciepło ucieka z mieszkania.

4. Komfort cieplny to ok. 18-22 stopnie

Warto spróbować przyzwyczaić się do temperatur z dolnego końca tej skali. Każdy stopień w górę to ok. 5-7% większe koszty, więc już nawet drobna zmiana oznacza oszczędności.

Oczywiście nie chodzi o to, by cały dzień drżeć z zimna, a po mieszkaniu chodzić tylko w swetrze! Natomiast drobna korekta w dół oznacza konkretne oszczędności – bez odczuwalnej utraty komfortu.

5. Optymalizuj zużycie ciepła w ciągu doby.

Gdy nikogo nie ma w domu – nie warto ogrzewać mieszkania. Jasne, fajnie jest wrócić po pracy do ciepłego domu, ale za ten komfort płaci się ogrzewaniem pustych pomieszczeń przez 8-10 godzin. Chyba jednak nie warto.

Na noc też można ustawić niższą temperaturę. W nocy lepiej się śpi, gdy temperatura jest nieco niższa niż w dzień. Taka już nasza biologia – zazwyczaj łatwiej jest zasnąć w temperaturze 19 stopni niż 23 stopni. Jakość snu też jest lepsza.

Posiadacze programowalnych termostatów mają bardzo ułatwione zadanie. :)

6. Optymalizuj zużycie ciepła w pomieszczeniach.

Rzadko używane pomieszczenia lepiej ogrzewać mniej. Nie ma potrzeby ogrzewania pokoi, w których o danej porze dnia nikt nie przebywa. Ale tutaj trzeba uważać. Ciepło ma to do siebie, że lubi wędrować tam, gdzie go nie ma. Różnica temperatur między pomieszczeniami przekraczająca 4 st. jest już nieefektywna.

7.  Monitoruj swoje działania.

Jeżeli masz zainstalowane na kaloryferach podzielniki ciepła, to praktycznie z dnia na dzień możesz obserwować efekty swoich działań i wdrażania kolejnych dobrych nawyków.

Jeśli możesz, to spisuj miesięczne koszty ogrzewania. Nic tak nie wzmacnia nowych, dobrych nawyków jak świadomość, że naprawdę działają i przynoszą dobre efekty.

A czy wy oszczędzacie ciepło? Macie na to jakieś swoje sposoby?

Fot. Flickr / waldopepper

Ogólne Żeby samochód palił mniej

Ekonomiczna jazda samochodemW związku z podwyżką VAT, od nowego roku podrożeje wiele towarów i usług. Cena benzyny może wzrosnąć dodatkowo wskutek planowanej likwidacji ulgi w akcyzie dla producentów paliw. Wstępne szacunki nie są optymistyczne – w 2011 roku za każdy litr wlany do baku zapłacimy nawet kilkanaście groszy więcej.

Dla kierowcy, który tankuje jednorazowo na stacji 30 litrów benzyny oznacza to rachunek wyższy o około 3,5 zł. Zakładając, że odwiedza on stacje trzy razy w miesiącu – jego koszty w skali roku wzrosną o niemal 130 zł. Jeżeli jeździ więcej – z portfela wypłynie mu odpowiednio większa kwota.

Podwyżkę podatków mogą wykorzystać producenci i sprzedawcy paliw. Mogą oni podnieść ceny w większym stopniu, bo klienci mają świadomość, że ceny wzrastają wskutek zmiany przepisów. Ostateczny wzrost cen, a co za tym idzie także kosztów użytkowania samochodów jest więc trudny do oszacowania.

Warto już dzisiaj zastanowić się w jaki sposób zniwelować wpływ podwyżki. Przedstawiamy 7 propozycji, które pomogą Wam zmniejszyć koszty paliwa:

1. Tankuj paliwo na zaufanych stacjach – często tańsze paliwo jest gorszej jakości, a na pełnym baku przejedziemy mniej kilometrów. Inspekcja Handlowa okresowo kontroluje jakość paliw, a wyniki tych badań można znaleźć np. na stronie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

2. Sprawdzaj ciśnienie w oponach – jego odpowiedni poziom wpływa z resztą nie tylko na ilość spalanego paliwa, ale także na bezpieczeństwo jazdy oraz stan techniczny samych opon. Szacuje się, że ciśnienie w oponach mniejsze od optymalnego o 0,5 bara zwiększa zużycie paliwa o 3-4 proc.

3. Staraj się jeździć równomiernie – częste przyspieszanie i hamowanie powoduje, że zużyjemy więcej paliwa. Szczególnie w jeździe miejskiej nie ma sensu rozwijanie wysokich prędkości, bo za chwilę możemy być zmuszeni do zatrzymania się przed światłami czy w korku. Warto także zachowywać odpowiedni odstęp od poprzedzającego pojazdu.

4. Zmieniaj biegi – staraj się jeździć na możliwie wysokim biegu. Gwałtowne rozpędzanie się na niskim biegu prowadzi do większego zużycia paliwa.

5. Hamuj silnikiem – nie musisz używać hamulca, by zmniejszyć prędkość. Zdjęcie nogi z gazu czy redukcja biegu spowoduje, że zwolnisz i jednocześnie zaoszczędzisz paliwo.

6. Zmniejsz obciążenie – im więcej niepotrzebnych rzeczy wozisz w samochodzie, tym więcej paliwa będzie on spalał. Nie ma potrzeby wożenia w samochodzie zgrzewki wody mineralnej, dużych opakowań płynów do spryskiwaczy czy szeregu innych rzeczy, które znajdują się w bagażnikach naszych samochodów.

7. Zostaw samochód na parkingu – jeżeli dojazd do celu zapewnia komunikacja publiczna dobrej jakości lub jeżeli możesz iść na piechotę czy pojechać rowerem, to warto zostawić samochód pod domem. Pisaliśmy o tym przy okazji tematu ekonomicznego dojeżdżania do pracy.

A jakie są Wasze sposoby na ograniczenie kosztów paliwa? Zapraszam do zostawiania pomysłów w komentarzach.

Fot. SXC.HU / bigevil600

Ogólne Pracujmy i oszczędzajmy

Wyższa emeryturaKontynuujemy wczorajszy temat dot. siły regularnego oszczędzania. Dzisiaj poświęcimy trochę czasu oszczędnościom przymusowym, czyli składkom emerytalnym. Postaramy się także policzyć jak na wysokość świadczenia wpłynie podniesienie wieku emerytalnego o kilka lat.

W marcu średnia emerytura wypłacana przez ZUS wynosiła 1645 zł brutto. Świadczenia z nowego systemu mogą być jeszcze niższe, a zatem warto zastanowić się w jaki sposób można wpłynąć na ich wysokość. Oprócz dodatkowych oszczędności (np. III filar – IKE), duże korzyści osiągniemy dzięki wydłużeniu stażu pracy.

Nowe emerytury

W przyszłości zdecydowana większość emerytur w Polsce będzie wypłacana z dwóch filarów – ZUS i OFE. Wysokość świadczenia będzie zależała od ilości kapitału zgromadzonego na koncie w ZUS i w jednostkach uczestnictwa Otwartego Funduszu Emerytalnego. Odpowiednie wartości zostaną następnie podzielone przez średnią, oczekiwaną długość życia.

Jak to wygląda w praktyce? Dane statystyczne na temat przeciętnej długości życia przygotowuje GUS. Według danych za rok ubiegły, mężczyzna przechodzący na emeryturę w wieku 65 lat ma przed sobą jeszcze niemal 18 lat życia, a kobieta, która kończy pracę w wieku 60 lat będzie pobierała świadczenie przeszło 23 lata.

W tym miejscu łatwo zidentyfikować dwa duże zagrożenia dla kobiet. Po pierwsze pracują one krócej (teoretycznie uzbierają mniej składek) i dłużej pobierają świadczenie (zgromadzony kapitał zostanie podzielony na większą ilość lat). Statystyki ZUS za rok ubiegły pokazują, że 62,5 proc. kobiet i 80,5 proc. mężczyzn, którzy otrzymali w 2009 roku prawo do emerytury nie osiągnęło jeszcze ustawowego wieku (65 lat dla mężczyzn, 60 lat dla kobiet). W nowym systemie będzie to jednoznaczne z jeszcze niższym świadczeniem.

Niska aktywność zawodowa Polaków

Statystyki, które zaprezentował dzisiaj Eurostat są wręcz zatrważające. Okazuje się, że wskaźnik zatrudnienia dla osób w wieku 55-64 wynosi w Polsce 32,3 proc. Oznacza to, że zaledwie co trzecia osoba w tym wieku jest czynna zawodowo. W pozostałej części gros stanowią osoby pobierające już emeryturę. Gorszy wskaźnik w całej UE ma tylko Malta, a średnia w całej wspólnocie wynosi 46 proc.

Tymczasem nawet jeden dodatkowy rok pracy może znacząco zwiększyć wysokość świadczenia emerytalnego. Najlepiej zobaczyć to na poniższych przykładach. Przyjęliśmy zasady wyliczania emerytury wg nowego systemu (opisanego powyżej). W tym momencie część świadczeń jest obliczana na podstawie specjalnych wzorów, ale to już za kilka lat się zmieni.

Przykłady

Kobieta chcąca przejść na emeryturę w wieku 57 lat wyliczyła sobie, że jej świadczenie wyniesie 945 zł brutto. Obecnie zarabia natomiast 3.000 zł brutto. Jeżeli zdecyduje się na pozostanie w pracy jeszcze przez rok, to jej emerytura wzrośnie o 83 zł (9 proc.) miesięcznie, do kwoty 1028 zł. Jeżeli odejdzie na emeryturę w wieku 60 lat, to świadczenie wyniesie 1219 zł.

Łatwo obliczyć, że wydłużenie czasu pracy o 3 lata spowodowało w powyższym przykładzie wzrost świadczenia o niemal 30 proc.! W Niemczech wiek emerytalny wynosi 67 lat. Gdyby kobieta z naszego przykładu, pracowała do takiego właśnie wieku, to jej emerytura wyniosłaby 2258 zł. Za dodatkowych 10 lat pracy wzrosłaby więc o 139 proc.

Mężczyzna, który chciałby przejść na emeryturę w wieku 62 lat otrzymałby 1039 zł emerytury. Zarabia około 3.000 zł miesięcznie, a jeżeli wydłuży czas swojej pracy do 65 roku życia, to jego świadczenie zwiększy się do 1380 zł (33 proc.). Jeżeli z pracy odejdzie w wieku 67 lat, to będzie otrzymywał 1670 zł (+61 proc.)

Podsumowanie

Powyższe przykłady pokazują, że nawet jeden dodatkowy rok pracy może zwiększyć naszą emeryturę o niemal 10 proc. Oczywiście nie namawiam nikogo, by liczył tylko na emeryturę z ZUS i OFE, ale warto zadbać by była ona możliwie najwyższa. Jeżeli zatem czujemy się na siłach i możemy dalej pracować, to warto to robić, bo im dłużej oszczędzamy, tym większe korzyści osiągniemy.

Fot. SXC.HU / guitargoa

Drobne oszczędnościDlaczego nie oszczędzamy? Bo zarabiamy zbyt mało. To odpowiedź, którą słyszymy bardzo często, chociaż nie zawsze jest ona zgodna z prawdą. Tymczasem nawet bardzo niewielkie kwoty, odkładane regularnie, mogą przerodzić się w potężny kapitał.

Idea, która powstała w Stanach Zjednoczonych polega na odkładaniu tylko jednego dolara dziennie (lub innej niewielkiej kwoty). Po pięćdziesięciu latach oszczędzania na koncie może być nawet pół miliona dolarów. Także w Polsce pojawiły się osoby, które realizowały projekty polegające na odkładaniu 2, 5 czy 10 zł dziennie. Efekty są obiecujące.

Na pytanie „czy jesteś w stanie odłożyć 150 zł miesięcznie?” wiele osób odpowie: „mam sporo kredytów, ledwo starcza mi na najważniejsze potrzeby”. Sytuacja zmienia się, gdy zapytamy o zdolność do odłożenia... 5 zł dziennie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pieniądze jednak się znajdują. Jak to zrobić, można się przekonać czytając wpis o czynniku latte.

W przypadku oszczędności długookresowych największą niewiadomą jest przyszła stopa zwrotu. Opieranie się na danych historycznych jest jedną z metod, ale historia naszego rynku kapitałowego jest dużo krótsza niż choćby amerykańskiego, co w oczywisty sposób zmniejsza wiarygodność takich szacunków. Przyjmiemy więc dwa scenariusze: w pierwszym stopa zwrotu wyniesie 4 proc. (bardzo konserwatywne podejście), a w drugim 7 proc. (realistyczne).

Miałem już okazję o tym pisać i zapewne większość osób zdaje sobie sprawę z tego, że im dłuższy jest czas oszczędzania, tym lepszych efektów możemy się spodziewać. Dlatego proponuje jak najszybciej zacząć odkładać drobne kwoty, bo korzyści przerosną nasze oczekiwania.

Scenariusz 1. Stopa zwrotu: 4 proc. w skali roku.
 

   1 rok   5 lat  10 lat  20 lat  40 lat  50 lat
 1 zł  366,40 zł  1 958,44 zł  4 274,10 zł  10 310,34 zł  31 553,40 zł  49 972,02 zł
 2 zł  732,79 zł  3 916,87 zł  8 548,20 zł  20 620,66 zł  63 106,80 zł  99 944,04 zł
 5 zł  1 831,98 zł  9 792,18 zł  21 370,49 zł  51 551,66 zł  157 767,00 zł  249 860,09 zł
 10 zł   3 363,96 zł  19 584,35 zł  42 740,97 zł  103 103,32 zł  315 533,99 zł  499 720,19 zł


W tym przypadku sumy nie robią jeszcze wielkie wrażenia, ale z drugiej strony jeżeli będziemy odkładać złotówkę dziennie przez 50 lat, to z naszego portfela wypłynie niespełna 20 tysięcy złotych. Zysk będzie stanowił przeszło 30 tysięcy złotych.

Scenariusz 2. Stopa zwrotu: 7 proc. w skali roku.

   1 rok   5 lat  10 lat  20 lat  40 lat  50 lat
 1 zł  371,30 zł  2 091,86 zł  4 914,49 zł  14 100,36 zł  66 891,03 zł  136 580,39 zł
 2 zł  742,59 zł  4183,71 zł  9828,99 zł  28 200,72 zł  133 782,07 zł  273 160,77 zł
 5 zł  1856,48 zł  10 459,28 zł  24 572,48 zł  70 501,80 zł  334 455,16 zł  682 901,94 zł
 10 zł   3712,96 zł  20 918,56 zł  69 144,96 zł  141 003,59 zł  668 910,33 zł  1 365 803,87 zł


Wyższa stopa zwrotu przekłada się na zgromadzoną finalnie kwotę. Odkładając 10 zł dziennie, po 50 latach możemy mieć nawet 1,4 mln zł. Zaledwie złotówka dziennie pozwoli nam uzbierać 137 tysięcy złotych.

Powyższe wyliczenia zostały przeprowadzone przy założeniu „braku inflacji”. Warto zatem zwiększać co roku odkładaną kwotę o wskaźnik wzrostu cen za rok ubiegły. Jeżeli więc w danym roku inflacja wyniosła 2 proc., to w kolejnym roku zamiast 1 zł dziennie powinniśmy odkładać 1,02 zł. Jeżeli tego nie zrobimy, to chociaż po 50 latach będziemy mieć np. 137 tys. zł, to w roku 2060 kupimy za te pieniądze tyle co za dzisiejsze 50 tys. zł (przy założeniu, że inflacja będzie wynosiła średnio 2 proc. rocznie).

Osiągnięcie 4 proc. zwrotu będzie możliwe na lokacie, ale jeżeli chcemy zarabiać 7 proc. rocznie, to będziemy musieli zdecydować się np. na fundusze inwestycyjne. W takiej sytuacji będziemy skazani na odkładanie pieniędzy przez miesiąc na koncie i wpłacanie ich jednorazowo do funduszu. Zazwyczaj bowiem nie można kupić jednostek za kwotę mniejszą niż 100 zł.

Niewielkie, codzienne oszczędności prowadzą do niezłych rezultatów. Jeżeli więc możemy odkładać na rachunku oszczędnościowym 1 zł dziennie, to zamiast batonika czy słodkiej bułki przelewajmy tam swoje pieniądze. Odłożone dziesiątki czy nawet setki tysięcy złotych będą miłym dodatkiem na emeryturze czy podczas zakupu mieszkania.

Fot. SXC.HU / mallog

Ogólne Wyższy VAT - skutki dla portfela

Wzrost podatku VATŚrednio kilkanaście złotych miesięcznie – tyle szacunkowo będzie kosztowała każdego konsumenta podwyżka podatku VAT. Od przyszłego roku jego podstawowa stawka wzrośnie z 22 do 23 proc. Choć jest to tylko jeden punkt procentowy, to pobierany podatek wzrośnie o 4,5 proc.

Dzięki zmianom w podatkach do budżetu ma trafić nawet 6 mld zł dodatkowych środków rocznie. Te pieniądze znikną z naszych portfeli, co może przełożyć się na spadek konsumpcji (także wskutek gorszych nastrojów) oraz... spadek wpływów podatkowych państwa. Miejmy nadzieję, że zgodnie z zapowiedzią ta zmiana będzie miała charakter tymczasowy, a nie stały.

Towarów i usług, które są opodatkowane wg 22 proc. stawki podatku VAT jest wiele. Do najpopularniejszych można zaliczyć energię elektryczną, paliwo, usługi telekomunikacyjne czy papierosy. O ile wzrosną nasze wydatki zależy w dużej mierze od struktury naszej konsumpcji i tego jak wiele z wybieranych przez nas produktów i usług już dzisiaj opodatkowanych jest wg podstawowej stawki.

Zanim jednak wyższe podatki staną się rzeczywistością (co prawdopodobnie nastąpi od stycznia przyszłego roku) możemy zastanowić się nad oszczędnościami, które – w wariancie minimum – nie zmniejszą naszej siły nabywczej. Jeżeli więc – uśredniając – przyjmiemy, że w roku 2011 wydamy przynajmniej 160 zł więcej niż w tym roku (tylko z racji wyższego VAT-u), to powinniśmy w naszym budżecie znaleźć taką przynajmniej kwotę.

Nie powinniśmy obcinać środków przeznaczonych na oszczędności i inwestycje (nie tylko finansowe, ale także edukacyjne), a nad wszystkimi innymi powinniśmy się zastanowić. Polecam m.in. te metody, które prezentowaliśmy już na blogu jak wyłączanie urządzeń w trybie stand by czy wykorzystanie czynnika latte.

Oszczędności, które możemy w ten sposób osiągnąć powinny nam zrekompensować wyższe ceny w sklepach i wzrost wartości opłacanych rachunków. Pamiętajmy także, że małe oszczędności (rzędu kilkunastu złotych miesięcznie) w tym przypadku okażą się wystarczające, a zapewne będą dla nas mało uciążliwe.

Oczywiście możemy także liczyć na pozytywny scenariusz i oczekiwać, że handlowcy wezmą wzrost podatku VAT na siebie i po prostu zmniejszą własną marżę. Konkurencja w niektórych segmentach rynku (np. telefonia komórkowa) może powodować, że podwyżki będą tam mniejsze lub odroczone w czasie. Wszystkie skutki są jednak w tym momencie trudne do przewidzenia.

Oprócz podatku VAT na ceny mogą mieć wpływ większe oczekiwania płacowe pracowników. Logiczną reakcją na rosnące koszty życia jest wniosek o podwyżkę. W takiej sytuacji przyszłoroczna inflacja może okazać się wyższa od tegorocznej. To może z kolei pociągnąć za sobą wzrost stóp procentowych i wyższy koszt kredytów. Wyższe raty mogą skłaniać firmy do... podwyższania cen swoich produktów.

Konsekwencje podniesienia podatku VAT o zaledwie jeden punkt procentowy mogą być dużo silniejsze niż się to wydaje. Na pewno nie spowoduje to szokowego wzrostu cen, ale możemy odczuć, że wydajemy więcej niż dzisiaj. Jeżeli nie chcemy być zaskoczeni powinniśmy dokładnie przeanalizować swoje wydatki (korzystając z Kontomierza) i już teraz postarać się je zredukować.

Fot. SXC.HU / svilen001

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies