Filtrowanie wszystkich postów po tagu "finanse domowe." Wyczyść filtr

Końcówka roku to naturalny okres podsumowań i refleksji nad przeszłością. Nad rzeczami, które się udały i nad tymi, które można było zrobić inaczej.

Zmieńmy na chwilę perspektywę na jeszcze dalszą i spójrzmy nie tylko na miniony rok, ale właściwie na całą historię finansową. Oto kilka rzeczy, które ja sam chciałbym wiedzieć, gdybym teraz zaczynał oszczędzać.

Zacznij jak najwcześniej

Dla niektórych to takie „przebudzenie” finansowe nadchodzi całkiem szybko – inni czekają na pierwszy kryzys lub na pierwszy list z ZUSu z wyliczeniem hipotetycznej emerytury.

Nie warto tracić czasu. Im wcześniej zaczniesz kontrolować swoje wydatki, to w tym lepszym miejscu będziesz w przyszłości. O dobre nawyki finansowe warto zadbać jak najwcześniej.

Uważaj na pułapki

Jedną z nich jest odmawianie sobie absolutnie wszystkiego. Życie w „ascezie” tylko po to, by odłożyć jak najwięcej. Bezwzględne cięcie wydatków.

Jeżeli nie jesteś pod ścianą, to ograniczanie swoich wydatków za wszelką cenę niekoniecznie będzie dobrym wyjściem.

Najprostsza analogia to odchudzanie i „efekt jo-jo”. Chcemy osiągnąć jak najwięcej jak najszybciej, wysilamy się, czynimy daleko idące poświęcenia – i przez jakiś czas efekty są dobre.

Jest to jednak strasznie wyczerpujące, zwłaszcza psychicznie. Każda pokusa jest co najmniej dwa razy silniejsza. Łatwo ulec, a za jednym następstwem od razu idą kolejne i wracamy do punktu wyjścia.

Myśląc o przyszłości nie powinno zapominać się o życiu tu i teraz. Trzeba zachować jakąś własną równowagę. I pomyśleć też o sobie i własnym samopoczuciu.

Poświęcanie wszystkiego na ołtarzu oszczędności w długiej perspektywie nie prowadzi do udanego życia.

Pułapek jest oczywiście więcej. Zastawiają je na nas sklepy, reklamy, a nawet banki. Rozsądne myślenie i mądre wydawanie pieniędzy to coś, co zdecydowanie ułatwi drogę do osiągnięcia bezpieczeństwa finansowego.

Są rzeczy, na których nie warto oszczędzać

Ten początkowy zapał w oszczędzaniu może nas zwabić w jeszcze jedną pułapkę – w szukanie oszczędności tam, gdzie zdecydowanie nie powinniśmy oszczędzać. Bezwzględne cięcie wydatków w tych obszarach może przynieść więcej szkody niż pożytku, zwłaszcza w dłuższym okresie.

Zdrowie. Wyobraź sobie sytuację, że chorujesz. Wygląda to na zwykłe przeziębienie, nic specjalnego, ale nie czujesz się za dobrze. Dość typowe o tej porze roku. Nie chcesz jednak iść do lekarza, bo pewnie przepisze jakieś drogie leki. Nie kupisz też nic bez recepty - zwykła herbata z cytryną powinna pomóc. Łatwo przewidzieć jak może się skończyć takie oszczędzanie na własnym zdrowiu.

Zresztą, nie tylko o kupowanie leków tutaj chodzi. Wszelkie zaniedbania, niezdrowy tryb życia, czy zła dieta prędzej czy później dadzą się we znaki.

Jedzenie. No właśnie, dieta. Mam już za sobą ten etap, w którym chciałem odchudzić swoje wydatki poprzez kupowanie taniego jedzenia i tanich produktów. I nie był to najlepszy pomysł.

Tanie jedzenie to najczęściej takie, które ma albo bardzo krótki termin ważności (lub nawet już jest przeterminowane – takie też można znaleźć na sklepowych półkach), albo jest po prostu niezdrowe, przepełnione chemią, konserwantami lub w sztuczny sposób „ulepszane” (np. mięsa z dużą zawartością wody). Dla własnego dobra – nie warto.

Nie od razu Rzym zbudowano

Budowę pierwszych oszczędności, a potem bezpieczeństwa finansowego, trzeba zacząć od małych kroków. Terapia szokowa rzadko kiedy będzie właściwym rozwiązaniem.

Pierwsze oszczędności nie muszą być duże. Jasne – te pierwsze kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt złotych na koncie oszczędnościowym być może nie robią dużego wrażenia. Ale nie warto się tym zniechęcać. Na tym etapie liczy się przede wszystkim regularność. I nabranie właściwej perspektywy. Przecież nie planujesz oszczędzać i inwestować przez dwa tygodnie, rok, tylko – np. mając w perspektywie emeryturę – kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat.

Krople mają więc czas by drążyć skałę. Jeżeli już dziś zaczniesz wyrabiać sobie nawyki dające nawet drobne oszczędności – a to wyłączanie urządzeń zamiast stand by, a to odkładanie nawet kilku złotych dziennie, czy mądre oszczędzanie na ogrzewaniu w domu, to w długiej perspektywie da to bardzo widoczne efekty.

Kalkulator nie zawsze wskazuje właściwe rozwiązanie

Zarówno przy oszczędzaniu, jak i przy spłacaniu kredytów pewne psychologiczne sztuczki potrafią zdziałać więcej niż skrupulatne matematyczne wyliczenia.

Przykładem niech będzie spłata kredytów metodą kuli śniegowej. Będąc zadłużonym tu i tam zaczynamy naszą walkę z kredytami od tego o najniższej wartości. Zapominamy przy tym o oprocentowaniu i o tym, że spłacając najpierw wyżej oprocentowany kredyt, oszczędzilibyśmy więcej na odsetkach.

Dlaczego tak?

Po to, aby szybko odnieść pierwszy sukces. To bardzo ważne dla podtrzymania motywacji i działania.

Jeżeli zaczęlibyśmy od kredytu o najwyższym oprocentowaniu, ale też i o wyższej sumie, dłużej trzeba czekać na moment, w którym można powiedzieć „w końcu spłaciłem”.

Spłacanie najniższego kredytu daje wyraźne poczucie zmniejszania zadłużenia.

Ale przede wszystkim zawsze pamiętaj o jednym

Wydawaj mniej niż zarabiasz. Śledź liczby, planuj wydatki i dbaj o to, by na koniec miesiąca zawsze coś zostawało. To najważniejsza zasada.

Fot. Flickr / bayasaa (CC-BY 2.0)

Ogólne Uporządkuj swoje finanse przed końcem roku

Rok zbliża się do końca, ale jeszcze jest czas na to, aby zadbać o korzystniejszy bilans roku 2016 i lepsze wejście w 2017. Jeszcze jest czas na ponowne przejrzenie rocznych celów finansowych, jeszcze jest szansa zweryfikować świąteczny budżet, jeszcze nie jesteśmy na tyle zabiegani, że możemy na spokojnie pomyśleć o swoich planach na nadchodzący rok.

Roczne podsumowanie

Końcówka roku to naturalny czas na wszelkiego rodzaju podsumowania. Ale w tym momencie nie interesują nas największe hity i najlepsze filmy. Warto się za to przyjrzeć własnym decyzjom finansowym. Które z nich okazały się hitem, a które kitem? Co się nam opłaciło, a co miało kosztowne konsekwencje? No i być może przede wszystkim: jakie lekcje możemy wyciągnąć z tego na przyszłość?

Taka refleksja na koniec roku to moment, w którym możemy się wiele nauczyć. O sobie, o tym jak podejmujemy decyzje, o tym do jakich wniosków dochodzimy. Mając dystans i patrząc na własne wybory sprzed miesięcy możemy dostrzec rzeczy, których w tamtym momencie nie widzieliśmy, konsekwencje, których nie przewidywaliśmy. To naprawdę wielka wartość.

Zdecydowanie warto się tak ze sobą szczerze rozliczyć na koniec roku.

Świąteczny budżet

Masz już zaplanowane świąteczne wydatki? A może to dopiero przed Tobą? Jakkolwiek by nie było, jeszcze jest szansa (ponownie) spojrzeć na liczby i upewnić się, że wyjazdy (niektórzy mają dużo podróżowania przed sobą na święta!), wigilijna kolacja i prezenty nie zrujnują Twojego budżetu.

Szkoda byłoby wchodzić w nowy rok z nowymi długami.

Plan na 2017

Nie – w 2017 rok powinieneś lub powinnaś wejść nie z długami, ale z konkretnym planem finansowym. Niech te nadchodzące 12 miesięcy zbliży Cię do osiągnięcia stabilizacji finansowej, zamiast Cię od tego oddalać.

Zacznij od… kalendarza. Miesiąc po miesiącu przeanalizuj, jakie duże i cykliczne wydatki Cię czekają. Planując miesięczny budżet takie duże koszty, które ponosimy nie co miesiąc, ale na przykład raz lub dwa razy w roku, często nam uciekają.

Przyjrzyj się w szczególności:

  • składce na ubezpieczenie samochodu. Być może w tym roku chcesz zapłacić ją w jednej racie, by zaoszczędzić? Jak wcześnie musisz zacząć odkładać na ten cel, by się udało?
  • wydatkom świątecznym. Czy możesz je sfinansować z bieżącej pensji? Jeżeli nie, to ile musisz oszczędzać co miesiąc przez cały rok, by pokryć swoje potrzeby finansowe w tym zakresie?
  • urlopowym wyjazdom. Do lata jeszcze daleko, ale już teraz warto przyjrzeć się temu tematowi i zacząć planować budżet na ewentualne wycieczki i weekendowe wypady.
  • rodzice mogą się też zainteresować wydatkami związanymi ze szkolną wyprawką.
  • rocznym abonamentom i subskrypcjom. Czy wszystkie będzie warto odnowić w przyszłym roku? Ustaw sobie przypomnienia w kalendarzu, z odpowiednim wyprzedzeniem, by sprawdzić status każdej takiej subskrypcji na chwilę przed jej wygaśnięciem. Być może warto będzie wyłączyć opcję automatycznego przedłużania jakiegoś abonamentu.

Domowy budżet

Czy już go prowadzisz? Mamy nadzieję, że tak! Koniec roku to też okazja, by sprawdzić co w tym budżecie zadziałało, a co nie. Zarówno od strony technicznej, jak i tej finansowej.

Od strony technicznej: sprawdź, czy wszystkie Twoje kategorie wydatków mają sens. Wraz z kolejnymi miesiącami i latami, zmianami w życiu prywatnym i zawodowym, struktura naszych wydatków w naturalny sposób się zmienia. Przybywają nowe kategorie, inne odchodzą w zapomnienie. Upewnij się, że Twoje drzewko kategorii dotrzymuje tempa Twojemu życiu.

Od strony finansowej: sprawdź jak sobie poradziłaś lub poradziłeś z trzymaniem się swoich celów finansowych na ten rok. Jak często – jeśli w ogóle – przekraczałeś lub przekraczałaś limity w swoim budżecie? Które kategorie wydatków się do tego najczęściej i/lub najbardziej przyczyniały?

Warto poświęcić jeden wieczór pod koniec roku i przeanalizować swój budżet w taki sposób, miesiąc po miesiącu.

Fot. Flickr / Dafne Cholet (CC-BY 2.0)

„Życie na krawędzi” czasem wydaje się kuszące, niektórzy wręcz poszukują tego dreszczu emocji i adrenaliny. Ale jeżeli chodzi o finanse, to życie na krawędzi zapaści domowego budżetu – i to miesiąc w miesiąc – to coś, czego jak najbardziej warto unikać.

Tymczasem nasz kraj jest pełen ryzykantów. Żyją od pierwszego do pierwszego, nigdy nie wiedzą, czy starczy im pieniędzy do końca miesiąca. A gdy nie starcza, to posiłkują się kredytami i pożyczkami. Często na bardzo wysoki procent.

Według ostatnich badań CBOS aż 41% mieszkańców Polski ma do spłaty jakieś kredyty lub pożyczki. To bardzo dużo!

Naturalnie, czasami „życie od pierwszego do pierwszego” to konieczność. Pieniędzy jest „na styk” i trudno zbudować jakiekolwiek rezerwy mimo prób, oszczędzania i cięć „do kości”. Ale zdarza się i tak, że jest to efekt nienajlepszego zarządzania własnymi finansami i poleganiu na poradach różnej maści „doradców” – którzy to jednak niekoniecznie mają na względzie nasze dobro.

Na przykład kupno zbyt dużego mieszkania, zadłużanie się pod korek i wzięcie na siebie kredytu hipotecznego tak wysokiego jak na to tylko pozwalała zdolność kredytowa to prosta droga na skazanie się na tryb „od pierwszego do pierwszego”.

Polegamy na opiniach „doradców” i „bankierów”, tymczasem ich zadaniem jest robić biznes, a nie dbać o finanse klienta. Sprzedawca w banku czy u pośredników finansowych otrzymuje prowizję zależną od tego ile Ty zapłacisz bankowi. A im większy kredyt, tym więcej płacisz. Rzadko kiedy bankowcy zadają sobie trud rzetelnej analizy domowych finansów klienta, by na tej podstawie podsunąć najlepsze możliwe rozwiązanie.

No ale kredyt mieszkaniowy to dla większości z nas zazwyczaj „jednorazowa” sprawa. A coś bardziej codziennego? Na przykład gdy kolejne wydatki okazują się ważniejsze niż oszczędności. Zawsze znajdzie się coś, na co można wydać pieniądze. Spełnienie zachcianki „tu i teraz” całkowicie przysłania korzyści, które można odnieść w przyszłości – oszczędzając. Wyrzuty sumienia po impulsywnych zakupach nie biorą się znikąd.

Do tego dochodzi  w pełni wykorzystany limit na karcie kredytowej. I to jest jego naturalny stan w naszym bilansie. Nie zero – tak jak powinno być – tylko zadłużenie „pod korek”. Miesięczne spłaty zamiast chronić przed przekroczeniem grace period, po prostu ponownie otwierają drogę do rozbuchanych wydatków i bezrefleksyjnych zakupów.

Nałóżmy na to różne „niezdrowe” nawyki i będziemy mieli komplet finansowych grzechów. Trudno rozstać się z przywilejami i przyjemnościami, do których się przyzwyczailiśmy. Nawet gdy chodzi o taki drobiazg jak latte w drodze do pracy czy „jedzenie na mieście” w co drugi, co trzeci dzień.

Takie niewielkie wydatki biorące się z tych nawyków nawarstwiają się i skutecznie przyczyniają się do tego, że na koniec miesiąca pieniędzy zaczyna brakować.

Zrywanie z tymi nawykami zazwyczaj zaczyna się od postanowienia „w następnym miesiącu będzie inaczej”. I zazwyczaj na tym się kończy.

Nic się nie zmienia i cykl powtarza się w kolejnym miesiącu. Znów ledwie starcza do pierwszego i znów sobie powtarzamy, że najwyższy czas na zmianę no bo „ile tak można?”

Jak się z tego wyrwać?

  • Zacznij działać. Wyjdź poza sferę deklaracji i planów i podejmij właściwe działania. I zacznij teraz – nie odkładaj na jutro, na początek tygodnia, na kolejny miesiąc. Na naszym blogu znajdziesz mnóstwo przykładów, od zmiany codziennych nawyków, przez bardziej świadome zakupy, po tworzenie domowego budżetu. A poza tym? – te kilka przykładów poniżej będą świetnym punktem wyjścia.
  • Najpierw płać sobie. Za każdym razem, gdy dostajesz wypłatę (lub: klient płaci fakturę) odkładaj część dla siebie – jako oszczędności. A wszystkie swoje mniej lub bardziej konieczne wydatki finansuj z tego, co zostanie. Już w pierwszym miesiącu zauważysz różnicę.
  • Zacznij budować fundusz awaryjny. Nawet małymi krokami, choćby po 50 zł czy 100 zł miesięcznie. Niespodziewane wydatki to jeden z najczęstszych czynników, który sprawia, że domowy budżet jakoś nie może wyjść na plus pod koniec miesiąca.
  • Rób zakupy z listą. Kupuj tylko to, co potrzebne. Ograniczając w ten sposób impulsywne zakupy uzyskasz więcej luzu w budżecie.
  • A może to nie wydatki są problemem tylko druga strona bilansu? Sprawdź możliwości zwiększenia swoich dochodów.

Fot. Flickr / Infomastern

Ogólne Czy warto automatyzować własne finanse?

  • 17 listopada 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comments

Musimy pamiętać o coraz większej liczbie rzeczy.

Rachunki za internet, wodę, energię, kablówkę, telefon, czynsz, rata kredytu, spłata karty… Faktur do zapłacenia co miesiąc jest całe mnóstwo. Do tego konta bankowe – im więcej ich mamy, tym więcej rzeczy musimy mieć pod kontrolą. Czy na pewno w tym miesiącu spełniliśmy wszystkie warunki darmowości konta lub wszystkie wymagania promocji, w której bierzemy udział?

Głowa może od tego rozboleć.

Tylko czy rozwiązaniem wszystkich tych problemów jest daleko idąca automatyzacja i przełączenie naszych finansów w tryb autopilota? A może jest jakiś złoty środek?

Zalety automatyzacji finansów

Część z tych rzeczy można zlecić autopilotowi – ustawić szereg cyklicznych przelewów i poleceń zapłaty (jeżeli mamy taką możliwość), włączyć automatyczną spłatę karty – i gotowe. Przynajmniej część miesięcznych płatności będzie dziać się bez naszego udziału.

Dzięki temu zapłacimy rachunki na czas, będziemy mieli pewność, że spełniamy wszystkie warunki bankowych promocji i będziemy mieli spokojniejszą głowę.

Więcej! – możemy nawet ustawić stałe zlecenie przelewania części środków z ROR na konto oszczędnościowe, przez co zautomatyzujemy też nasze oszczędzanie. Co miesiąc będziemy odkładać określoną kwotę.

No i oczywiście możecie przyśpieszyć i zautomatyzować prowadzenie budżetu domowego dzięki Kontomierzowi. Przelewy i płatności kartą z importowanych kont zostaną automatycznie zarejestrowane i skategoryzowane w Waszym profilu. Nie musicie pamiętać o tym, by spisywać swoje bezgotówkowe wydatki. Wszystko dzieje się automatycznie.

Wyłącz autopilota

Tylko czy powierzenie całego zarządzania własnymi finansami autopilotowi to dobry pomysł? Nie zawsze. Działa tu ten sam mechanizm, co przy płatnościach kartą kredytową. Tam nie czujemy, że wydajemy pieniądze – w kasie wręczamy kawałek plastiku, a kartę spłacić musimy dopiero za miesiąc. Słabnie związek przyczynowo-skutkowy między zakupami a zmniejszaniem stanu naszego konta i oszczędności.

Jeżeli automatyzujemy nasze płatności za miesięczne rachunki, robimy właściwie to samo. Przestajemy czuć, że wydajemy te pieniądze. Dzieje się to gdzieś w tle, poza naszą uwagą.

A skoro tracimy pewne wydatki z oczu, to czy na pewno jesteśmy w stanie je kontrolować?

Złoty środek – regularny przegląd osobistych finansów

No ale z drugiej strony – tak jak pisałem na początku – od wykonywania wszystkich finansowych obowiązków i czynności manualnie, bez pomocy żadnych automatów, może rozboleć głowa. Czy da się tu znaleźć jakiś złoty środek?

Warto przyjrzeć się źródłu tego problemu – nadmiarowi comiesięcznych wydatków i warunków do spełnienia. Jeżeli tego jest za dużo, by ogarniać to „ręcznie” to być może trzeba z czegoś zrezygnować?

Telewizja kablowa, serwisy subskrypcyjne, prenumeraty – te rzeczy powinny pójść na pierwszy ogień. Rezygnacja z przynajmniej kilku usług, które wymagają regularnych płatności, przyniesie dwie korzyści. Łatwiejsze zarządzanie własnymi finansami (bo będzie mniej rzeczy, nad którymi musimy mieć kontrolę) i więcej pieniędzy w portfelu co miesiąc.

Podobnie z kontami bankowymi. Jeżeli część trzymamy tylko jako „zapasowe” konta, a jednocześnie wymagają one od nas spełnienia jakiegoś rodzaju warunku (np. by zostać zwolnionym z miesięcznej opłaty), to warto rozważyć rezygnację z takich kont w ogóle.

Ograniczanie wydatków, także tych cyklicznych, to ważny element zarządzania domowymi finansami. Im mniej rzeczy musimy kontrolować, tym łatwiej nad nimi zapanować.

Oczywiście, nie chcemy Was całkowicie zniechęcać do automatyzacji finansów. W samej automatyzacji nie ma nic złego – zagrożenie kryje się natomiast w powierzaniu wszystkiego autopilotowi i korzystania z tego jako wymówki do nie poświęcania uwagi własnym finansom.

A ta uwaga jest bardzo ważna. Podobnie jak refleksja nad tym jak wydajemy swoje pieniądze.

W przypadku Kontomierza rozwiązanie jest akurat bardzo proste. Rejestrowanie (i kategoryzowanie) wydatków odbywa się automatycznie i to niewątpliwa korzyść i oszczędność czasu. Tylko, że prowadzenie domowego budżetu to nie tylko wpisywanie wydatków do tabelki. To o wiele więcej.

Dlatego zachęcamy do częstego analizowania własnych finansów. Bieżące monitorowanie wydatków w poszczególnych kategoriach, analizowanie trendów czasowych, obserwowanie przyrostu własnych oszczędności i wartości netto – to rzeczy, które warto robić często. Po to, by mieć świadomość aktualnego stanu swojego domowego budżetu i by mieć dane, dzięki którym możemy wyciągać wnioski na przyszłość.

Nie zostawiajcie wszystkiego autopilotowi – logujcie się, analizujcie i wyciągajcie wnioski.

Fot. Flickr / ralphbijker

Ogólne Święta i inne regularne wydatki. Jesteście na nie gotowi?

  • 26 października 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 21 comments

Jest w ciągu roku co najmniej kilka takich okazji, co do których możemy być pewni, że będą im towarzyszyć zwiększone wydatki. Więcej – często nawet wiemy dokładnie (lub w rozsądnym przybliżeniu), ile będzie to pieniędzy.

Urodziny, OC/AC, święta – to tylko kilka z przykładów okazji, czy „wydarzeń”, które powtarzają się z coroczną regularnością. Mamy 12 miesięcy by się na nie przygotować – jednak czy każdy z nas korzysta z tej szansy? Czy może jednak zamiast regularnie odkładać pieniądze, odkładamy to na ostatnią chwilę?

O takich wydatkach przede wszystkim należy wiedzieć i mieć na nie przeznaczony budżet. Oczywiście dotyczy to wyłącznie wydatków, których się spodziewamy.

Planowane wydatki

Takie spodziewane wydatki możemy podzielić na dwa typy:

1. Wydatki regularne, czyli takie, które zawsze trafiają się w określonych miesiącach w roku. Mogą to być na przykład:

  • wydatki związane ze świętami
  • prezenty urodzinowe
  • odnowienie ubezpieczenia samochodu
  • wydatki związane z urlopem i wakacyjnymi wyjazdami
  • przeglądy i naprawy pojazdów
  • wyprawka szkolna

2. Wydatki nieregularne, które mogą mieć miejsce w dowolnym czasie w roku. To będą przede wszystkim wszelkie wydatki celowe – czyli takie zakupy, na które odkładamy już od jakiegoś czasu i w danym miesiącu podejmujemy decyzję, że idziemy do sklepu i dokonujemy transakcji.

Tu też łatwo sobie wyobrazić przykłady. Nowy smartfon, telewizor, czy nawet samochód. Duże, istotne zakupy, z myślą o których nosimy się od dłuższego czasu. Tylko czy za tym myśleniem idzie też odkładanie pieniędzy?

Takim kosztem nieregularnym mogą być też ubrania. Typowo raczej nie kupujemy ich w każdym miesiącu, trudno więc ustalić sobie tu jakiś konkretny cel wyrażony w złotówkach. Natomiast w skali roku suma wydatków z tej kategorii może być znacząca.

Praca z kalendarzem

Te dwa typy wydatków trzeba sobie wypisać. Najlepiej wziąć kalendarz i zastanowić się nad każdym miesiącem: jakiego jednorazowego wydatku mogę się tu spodziewać? w jakiej kategorii? ile będzie mnie to kosztować?

Spisz sobie wszystkie tego typu wydatki, wraz ze spodziewanymi kwotami (wydatki jednorazowe, regularne). Do tego dodaj wszystkie większe zakupy, które jeszcze planujesz w tym roku (wydatki jednorazowe, nieregularne).

Taka lista da Ci stosunkowo pełny obraz tego jakie wydatki czekają Cię w najbliższych miesiącach i jaka kwota będzie Ci potrzebna.

Zsumuj tę kwotę wszystkich jednorazowych wydatków i podziel wynik przez 12.Tyle musisz odkładać co miesiąc, by w skali roku sfinansować wszystkie te plany. Dla bezpieczeństwa załóż też sobie pewien margines błędu – na przykład 10% – na wypadek, jeżeli jakiś wydatek Ci umknął.

Dlaczego wcześniejsze odkładanie pieniędzy jest tak ważne?

Duże wydatki mają istotne znaczenie dla naszej płynności finansowej. Gdy w jednym miesiącu pojawia się nowy, jednorazowy wydatek na kilkaset złotych, tysiąc, kilka tysięcy – lub więcej, to jest to znaczące obciążenie.

Jeżeli nie jesteśmy na to przygotowani, nie mamy odłożonych pieniędzy i nie jesteśmy w stanie sfinansować tych zakupów z bieżących środków, to pojawia się szereg „pokus”, które niekoniecznie pokierują nasze finanse w dobrą stronę. Bo taki duży wydatek można pokryć z funduszu awaryjnego, z oszczędności na inny cel, lub ze środków z kredytu.

Tylko czy konsumpcja jest warta tego, by odbierać sobie poczucie bezpieczeństwa finansowego lub skazywać się na przepłacanie za kredyt? Naszym zdaniem nie – dlatego, jak zwykle, zachęcamy do regularnego oszczędzania. 

Fot. Flickr / DafneCholet

Ogólne Świadome oszczędzanie: krytyczna analiza własnych wydatków

  • 14 października 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comments

Na początku sierpnia zachęcaliśmy Was do myślenia o swoich finansach w sposób bardziej świadomy. Tak, aby częściej podchodzić do wydawania własnych pieniędzy z namysłem. Pomaga w tym gotówka – bo wtedy naprawdę czujemy, że wydajemy pieniądze (zamiast być niemile zaskoczonym stanem konta pod koniec miesiąca). Pomaga też robienie list zakupów – bo bardziej świadomie (a przez to mniej) wydajemy, gdy zawartość koszyka przemyślimy przed wejściem do sklepu. Pomaga też znajomość zasad oszczędnej jazdy samochodem.

Tego typu dobre nawyki i sytuacje, w których dłuższa refleksja nad sensownością danego zakupu pomaga w oszczędzaniu można wymieniać jeszcze długo. Możecie przejrzeć archiwum naszego bloga – na pewno znajdziecie jeszcze mnóstwo innych przykładów :).

Natomiast dzisiaj chcielibyśmy namówić Was do kolejnego kroku. Do tego, by wyjść trochę ponad plany i budżety i spojrzeć na własne wydatki w nieco bardziej refleksyjny sposób.

Często bywa tak, że o zakupach – mniejszych lub większych – zapominamy niedługo po odejściu od kasy czy kliknięcia „zamów” na stronie sklepu internetowego. Transakcja ląduje w Kontomierzu, podnosi słupki na wykresach wydatków, zbliża nas do miesięcznych limitów – i to właściwie tyle.

A przecież można z tego wyciągnąć dużo więcej dla siebie! Nie trzeba poprzestawać na suchych liczbach i tabelkach – za to zdecydowanie warto poświęcić im chwilę namysłu.

Spójrzcie na swoje wydatki i zadajcie sobie te pytania:

1. Czy to był zakup zaplanowany czy impulsywny?

Odpowiedź na to pytanie pozwoli Wam stwierdzić, czy impulsywne zakupy to coś, co mocno miesza Wam w budżecie. Jeżeli wiele z Waszych zakupów następuje w wyniku impulsu, to jest to sygnał, że wprowadzając większą dyscyplinę będziemy mieli szansę znaleźć dodatkowe oszczędności w budżecie. Warto zacząć od chodzenia na zakupy z listą.

To pomoże Wam też dowiedzieć się jaką naprawdę kontrolę macie nad własnymi wydatkami. Im więcej takich impulsywnych zakupów, tym bardziej trzeba się pilnować w przyszłości.

2. Jak ten zakup wpłynął na moją płynność finansową w tym miesiącu?

Czy ten zakup nie zagroził realizacji najważniejszej zasady domowych finansów – by nie wydawać więcej niż się zarabia? I podobnie – czy ten wydatek nie przyczynił się do przekroczenia limitów, które ustawiliście sobie w budżecie?

Odpowiedzi na te pytania wskażą Wam wydatki lub całe kategorie, które wymagają szczególnej kontroli.

3. Czy na pewno tego potrzebowałem?

Czasami warto wrócić do jakiegoś zakupu po upływie kilku tygodni lub miesięcy. Bo często bywa tak, że kupujemy coś, co w dniu transakcji wydaje nam się niezbędne i konieczne – a po upływie pewnego czasu rzucamy to w kąt i zapominamy o tym. Ile masz w domu takich „zapomnianych” zakupów?

Warto w ten sposób krytycznie spojrzeć na swoje nawyki zakupowe. Rozejrzyjcie się wokół siebie i poszukajcie takich „koniecznych-a-wkrótce-potem-zapomnianych” rzeczy. Co je łączy? Co mają ze sobą wspólnego? Spróbujcie poszukać kilku takich cech.

Pomoże Wam to w przyszłości zidentyfikować takie pozornie-potrzebne zakupy zanim jeszcze wydacie pieniądze. Odstąpienie od tego typu transakcji to droga do kolejnych oszczędności.

4. Czy kupiłem właściwą ilość?

A może zakup był jak najbardziej potrzebny i uzasadniony, ale nie trafiliśmy z oszacowaniem potrzebnej ilości? Najlepszy przykład to zakupy spożywcze. Jeżeli regularnie wyrzucasz zepsute jedzenie z lodówki, to znaczy że kupujesz czegoś za dużo.

Tak samo jest ze wszelkim kupowaniem na zapas. Nie zawsze jest to najlepsza decyzja finansowa (na przykład dlatego, że to większy jednorazowy wydatek, który w efekcie obniża naszą płynność finansową w danym miesiącu).

5. Czy dostałem to, czego oczekiwałem?

Warto też zastanowić się nad tym, czy na pewno byliśmy zwyczajnie zadowoleni z danego zakupu. To zaskakujące jak często ludzie powtarzają te same błędy i wracają do rozwiązań, o których wiedzą, że już kiedyś się nie sprawdziły.

Fot. Flickr / Images_of_Money

Nie zawsze podejmujemy właściwe decyzje finansowe. Nawet jeżeli wiemy, że coś w naszym budżecie nie gra, to unikamy zmian. Bo tak jest wygodniej, bo tak jest łatwiej, bo tak.

Zmiana nawyków finansowych może oznaczać rezygnację z kilku przyjemności, zmianę stylu życia (np. koniec życia na kredyt), czy nałożenie na siebie większej dyscypliny jeżeli chodzi o wydawanie pieniędzy.

To nie zawsze jest łatwe i przyjemne. Dlatego wtedy pojawiają się wymówki i usprawiedliwienia. Czy niektóre z poniższych brzmią znajomo?

„Budżet? Jaki budżet?”

Brak wiedzy o przepływach finansowych w naszym własnym budżecie to prosta droga do tego, aby pieniądze wyciekały nam z portfela.

Budżet domowy to podstawa. Nieważne jak go prowadzisz: w Excelu, w Microsoft Money, w Kontomierzu, czy jakkolwiek inaczej. Ważne, że w ogóle go prowadzisz.

Taki budżet domowy to sprawdzony sposób na śledzenie własnych pieniędzy i pilnowanie, by nie wydawać więcej niż się zarabia. To przecież tak naprawdę najważniejsza zasada domowych finansów – dbać o to, by wydatki nie przekraczały zarobków. Ale żeby tego pilnować, musimy wiedzieć ile zarabiamy i ile wydajemy – choćby w najbardziej ogólnym ujęciu. I w tym właśnie pomaga domowy budżet.

„Jeszcze za wcześnie na myślenie o emeryturze”

Mając 20-, 30-, czy nawet 40-kilka lat emerytura może wydawać się całkiem odległą myślą. Tym bardziej, że rząd dba o to, byśmy do emerytury mieli jak najdalej przesuwając wiek emerytalny.

Tymczasem o emeryturze warto pomyśleć jak najwcześniej.  Najlepiej gdy za tym myśleniem idzie też odkładanie pierwszych pieniędzy na ten cel. Choćby niewielkich. Bowiem im więcej czasu damy takim oszczędnościom, tym większą wartość będą one miały w momencie przechodzenia na emeryturę. Tak działa procent składany, o którym już jakiś czas temu pisaliśmy na naszym blogu.

Za to im później zaczynasz, tym większe kwoty będziesz musiał odkładać co miesiąc, by zapewnić sobie ten sam poziom życia na emeryturze. Zdecydowanie warto zacząć oszczędzać na emeryturę zanim nasze prywatne miesięczne „składki” przerodzą się w naprawdę wysokie kwoty.

„Po co w ogóle zmieniać bank?”

Banki często zmieniają swoje oferty i taryfy opłat. Bank, w którym od lat trzymamy konto z wygody i przyzwyczajenia może być daleko w tyle za najlepszymi ofertami na rynku. Biorąc pod uwagę tylko najbardziej podstawowe produkty, w bankach zostawiamy od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych rocznie. Za same ROR-y i karty! A do tego dochodzą “stracone” zyski z lepiej oprocentowanych lokat i kont bankowych.

Warto mieć oczy szeroko otwarte i wypatrywać korzystniejszych ofert.

„Kupuję mieszkanie na całe życie”

Zakup mieszkania to taka okoliczność, przy której strategia “kupić raz, a dobrze” może się zdecydowanie nie sprawdzić. Przy kupowaniu mieszkania dobrze myśleć na kilka lat do przodu. Ale czy koniecznie trzeba myśleć o tym jak o zakupie na “całe życie”?

W ten sposób łatwo kupić mieszkanie zbyt duże jak na nasze obecne potrzeby. Od razu zakładamy dodatkowe pokoje na kolejne pokoje i metraż, który będzie odpowiedni dla dużej rodziny. Nawet jeżeli nasze życie jest na daleko wcześniejszym etapie, niż założenia, które właśnie podejmujemy.

Do czego to prowadzi? Do tego, że zostajemy z za dużym mieszkaniem jak na nasze potrzeby i – przede wszystkim – z za dużym kredytem jak na nasze obecne możliwości.

Z zakupem mieszkania nie warto też się śpieszyć. Czasem bardziej opłaca się pozostanie kilka lat dłużej na wynajmowanym niż podejmowanie zobowiązania finansowego na kilkaset tysięcy złotych, gdy jeszcze nie jesteśmy na to gotowi.

„Zapłacę za to z następnej pensji”

Finansowanie bieżącej konsumpcji kredytem to bardzo zły pomysł. Zamiast oszczędzać – zadłużamy się. Jesteśmy niecierpliwi i zamiast uzbierać pieniądze na nowy zakup – kupujemy teraz, a płacimy potem w ratach kredytowych. Obciążamy swój miesięczny budżet kolejnym regularnym zobowiązaniem i ograniczamy tym samym własne możliwości.

Najgorzej, gdy taki styl życia wejdzie w krew. Raty kredytów będą stanowić znaczną część miesięcznych wydatków, środki na karcie kredytowej wyczerpane pod limit… - w takiej sytuacji zdecydowanie nie będziemy gotowi na żadne nieprzewidziane wydatki czy okoliczności (jak np. utrata pracy). Kredyty czynią nasz budżet zdecydowanie mniej elastycznym.

Fot. Flickr / pictures of money

Notowanie i analizowanie własnych lub rodzinnych wydatków z początku może wydawać się trudnym i czasochłonnym zadaniem. Stos papierów z jednej strony i kolejne tabelki w Excelu do wypełnienia z drugiej. Zupełnie jakbyś nie wychodził z biura – a przecież jesteś w domu!

Nic bardziej mylnego! Budżetowanie może być proste, a po pierwszych kilku dniach lub tygodniach całkowicie wchodzi w nawyk i przestajesz to postrzegać jako dodatkowy obowiązek. A jeżeli korzystasz z Kontomierza, to cały proces masz jeszcze bardziej ułatwiony – większość rzeczy dzieje się automatycznie, a po Twojej stronie pozostaje „tylko” wprowadzenie założeń i limitów wydatków w życie.

Jak nie zrazić się do prowadzenia budżetu domowego już przy pierwszym podejściu?

Dobrze wiemy, że pierwsze wrażenie jest niezwykle ważne. Może zadecydować o tym, czy uczynisz spisywanie wydatków częścią swojej codziennej rutyny lub całkowicie porzucisz ten pomysł. Jak zwiększyć szanse na to pierwsze?

Nie zaczynaj zbyt ambitnie. Nie musisz śledzić każdego grosza. Nie musisz tworzyć skomplikowanej (ale precyzyjnej) listy kategorii wydatków. Możesz skorzystać z domyślnej, proponowanej przez Kontomierz, lub wymyślić swoją – prostą, zawierającą kilka pozycji.

Nie musisz też nakładać sobie limitów na absolutnie każdą kategorię wydatków. Zacznij powoli – zidentyfikuj jedną, od której zaczniesz. Najlepiej, żeby to było coś, na co masz bezpośredni wpływ, a jednocześnie widzisz, że chyba wydajesz na to trochę za dużo pieniędzy.

Dopiero gdy przyzwyczaisz się do wydawania pieniędzy z uwzględnieniem tego jednego limitu, zacznij szukać kolejnych. Nie wszystko na raz! – lepiej działać po kolei, ale systematycznie.

Największy błąd, który możesz popełnić na początku, to postawienie sobie poprzeczki zbyt wysoko. Skomplikowana struktura budżetu, liczne i bardzo wygórowane limity wydatków – to potrafi skutecznie zniechęcić do zajmowania się domowym budżetem.

Pamiętaj, że prowadzenie domowego budżetu i kontrolowanie wydatków nie powinno odbierać ci radości z życia. Jeżeli zaczniesz na siłę ograniczać jak najwięcej wydatków, to budżet domowy będzie kojarzył Ci się wyłącznie źle – z ograniczeniami i poświeceniami.

Nie bez powodu prowadzenie budżetu porównuje się do stosowania się do diety. Jeżeli pozbawisz się zbyt wielu przyjemności, a w ich miejsce wprowadzisz wyłącznie ostre i ambitne limity, to prędzej czy później da o sobie znać efekt jo-jo.  Przyjdzie taki moment, że powiesz sobie, że dość tych ograniczeń, że coś Ci się od życia należy – i pójdziesz na takie zakupy, że cały twój budżet wywróci się do góry nogami. Potem będzie Ci bardzo trudno wrócić do wcześniejszej rutyny.

To może oznaczać, że miesięcznie oszczędzić np. 200 zł zamiast 300 zł. Ale lepiej oszczędzać nieco mniej (ale nadal oszczędzać) niż odbierać sobie absolutni wszystkie przyjemności.

Budżet ma sprowadzić Cię na ziemię. Nierealistyczne oczekiwania temu na pewno nie pomogą. Czasem warto odłożyć własne ambicje na bok i wypracować założenia, które są łatwiejsze do spełnienia – i jednocześnie łatwiejsze do utrzymania w długim terminie.

Jeżeli postawisz sobie zbyt ambitne cele i limity, to budżet przestanie działać jak należy. Ani się obejrzysz i zaczniesz sam siebie oszukiwać. Intencjonalnie „zapomnisz” o jakimś wydatku lub naciągniesz trochę fakty i przypiszesz mu kategorię, w której jesteś jeszcze daleko od założonego limitu. Obraz, który miał dać Ci budżet domowy, zacznie się powoli rozmywać, przez co to narzędzie przestanie dobrze spełniać swój cel.

Pamiętaj, o głównym celu, dla którego prowadzisz budżet domowy. Ma Ci on pomóc w realizacji zasady, by wydawać mniej niż się zarabia.

Nie potrzebujesz do tego skomplikowanych narzędzi i tabel. Nie potrzebujesz wyczerpującej listy kilkudziesięciu kategorii wydatków. Nie musisz nakładać żelaznych ograniczeń na absolutnie każdy wydatek. A limity wydatków nie muszą odbierać Ci radości z życia. Prowadzenie domowego budżetu naprawdę może być prostsze niż Ci się wydaje.

Fot. Flickr / theglobalpanorama

Ogólne 4 filary systematycznego oszczędzania

Całkiem niedawno pisaliśmy o korzyściach płynących ze stosowania w praktyce zasady „płać sobie najpierw”.

Dla przypomnienia – chodzi o uczynienie z oszczędzania swojego priorytetu i pierwszego celu, na jaki przeznaczamy nasze pieniądze, gdy tylko przyjdzie wypłata. Dzięki temu zaczynasz w ogóle oszczędzać (bo masz z czego! – w przeciwieństwie do sytuacji, gdyby zostawić oszczędzanie na sam koniec miesiąca, kiedy to zostaje niewiele)…

„Płacenie sobie najpierw” sprawia też, że musimy nauczyć się przeżyć cały miesiąc za mniej. Dzięki temu podchodzimy do naszych wydatków ze zdecydowanie większą uwagą. Pieniądze nie idą już na byle co. Zamiast tego każdej złotówce dokładnie się przyglądamy. Wszak mamy ich mniej!

Korzyści są znaczne i jak najbardziej warto wdrożyć tę zasadę w swój miesięczny cykl zarządzania domowymi finansami. Dziś powiemy jak do tego podejść i jak to zrobić.

1. Zacznij powoli, ale zacznij. Jak z wdrażaniem wszystkich pozytywnych nawyków w życie, nie warto zaczynać od radykalnych zmian. Nikt nie wymaga od Ciebie byś nagle zaczął odkładać 30% swojej pensji od razu na początku miesiąca. Zacznij od drobnych kwot.

Nawet nie zauważysz, że Ci ich brakuje w miesięcznym budżecie.

Dopiero, gdy już wyrobisz sobie nawyk i zaczniesz się czuć komfortowo z odkładaniem części swojej wypłaty, gdy tylko wpłynie na twoje konto, to wówczas zwiększ sumę miesięcznych oszczędności.

Wbrew pozorom, małe kroki mogą zaprowadzić cię naprawdę daleko.

2. Tnij wydatki. Krok drugi, to krytyczne spojrzenie na swój własny budżet. Może są w nim jakieś niepotrzebne wydatki? (Na pewno są!) Poszukaj takich wycieków z portfela i innych okazji do – nawet drobnych – oszczędności.

Być może warto zmniejszyć pakiet kablówki lub internetu? Albo zmienić operatora komórkowego na tańszego, a bank na darmowy? Możliwości jest wiele.

Gdy już zidentyfikujesz takie oszczędności i wprowadzisz je w życie, to podlicz dokładnie ile konkretnie pieniędzy zostało ci dzięki temu w portfelu. I te sumę dodaj do dotychczasowej, którą odkładałeś w ramach „płacenia sobie najpierw”.

3. Dodatkowe dochody. Nie ma lepszego sposobu na bogacenie się niż poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodu. Zarządzanie domowym budżetem nie kończy się przecież tylko na oszczędzaniu!

Bądź otwarty na takie okazje do dodatkowego zarobku. A nawet nie ograniczaj się do biernej otwartości – aktywnie szukaj okazji do zarobienia dodatkowych pieniędzy.

A gdy już taką okazję wykorzystasz, to zarobione w ten sposób pieniądze również dołóż do comiesięcznego przelewu na konto oszczędnościowe w ramach „płacenia sobie najpierw”.

4. Korzystaj z promocji bankowych i z produktów oszczędnościowych. Dodatkowe kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt złotych można zarobić nawet nie wychodząc z domu. Śledź na bieżąco oferty banków i sprawdzaj czy któryś na przykład nie płaci dodatkowej premii za otwarcie konta czy lokaty. Jeżeli skorzystasz z takiej oferty, to pamiętaj, by też coś zaoszczędzić z takiej premii.

Pamiętaj też o produktach oszczędnościowych. Pieniądze, które odkładasz na początku miesiąca, powinny pracować i przynosić dodatkowy zysk. Nie przelewaj tych odsetek na ROR. Zamiast tego pozostaw je na koncie oszczędnościowym. Dzięki temu wykorzystasz w pełni zalety procentu składanego.

Fot. Flickr / captain.orange

Ogólne Zacznij świadomie myśleć o swoich finansach

Wielu ludzi nadal myśli o swoich finansach tylko dwa razy w miesiącu. Pierwszy raz – tuż po otrzymaniu wypłaty. Część odkładają na rachunki, a z resztą ruszają na zakupy (na które czekali przecież cały miesiąc!). Drugi raz – na jakiś tydzień przed wypłatą. Pieniądze się kończą i trzeba jakoś wymyślić za co przeżyć te kilka dni – a zazwyczaj nie jest to zadanie proste.

Typowy miesiąc to spirala w dół. Od wizyty w galerii handlowej, wyjść do kina i jedzenia na mieście – do zakupów w dyskontach i częstszych obiadów i rodziców lub teściów. A potem przychodzi wypłata i cały cykl zaczyna się od nowa.

W kwestii pieniędzy warto być świadomym. Świadomym tego, na jakim etapie jesteśmy, na jakie wydatki możemy sobie pozwolić i ile nas dzieli od założonych wcześniej celów.

Jeżeli chcesz załatać swój budżet, to śledź swoje wydatki. Wszystkie i zawsze. Bądź świadomy tego, na co idą Twoje pieniądze. To jedno mniej przyjemnych uczuć, kiedy patrzysz na stan swojego konta i zastanawiasz się, starasz się sobie przypomnieć na co wydałeś swoje pieniądze. I nie możesz.

Jak zwalczyć to uczucie raz na zawsze?

Notowanie swoich wydatków to podstawa. Nie ważne jak to zrobisz – na kartce papieru, w arkuszu kalkulacyjnym, czy w naszej aplikacji do zarządzania budżetem domowym. Znajdź sposób najwygodniejszy dla siebie i taki, który będzie działał u Ciebie.

Na początku zapisywanie wydatków może wydawać się  dziwne i nawet trochę męczące, ale  po kilku dniach wejdzie Ci to w krew i nawet nie będziesz zwracał na to uwagi. O ile będziesz konsekwentny.

Tylko czy samo zapisywanie wydatków cokolwiek zmienia? Przecież to tylko kolejne liczby na kartce papieru,  czy na ekranie komputera.

Paradoksalnie, te kilka liczb zmienia bardzo wiele. Zmienia Ciebie i Twoje podejście do finansów. A jak to działa?

Już sam fakt monitorowania własnych finansów sprawia, że wydajemy mniej. Tak, to aż takie proste. W każdej chwili wiesz ile pieniędzy wydałeś (i na co) i ile pozostało Ci do dyspozycji.

Całkiem inaczej wyglądają zakupy osoby, która wchodzi do sklepu z kartą kredytową w ręku („na pewno coś jeszcze zostało na limicie”) i śmiało rusza między sklepowe alejki. A całkiem inaczej wygląda to w przypadku osoby, która wchodzi do sklepu z myślą „zostało mi tyle-a-tyle pieniędzy, kupię to czego potrzebuję [tutaj miejsce na listę zakupów] i wychodzę”.

Do tego jeden nawyk pociąga za sobą kolejny. Skoro zapisujesz wydatki, to naturalne jest, że na zakupy idziesz z listą. Jeśli konsekwentnie się jej trzymasz, to właśnie odkryłeś sposób na przechytrzenie wszystkich marketingowców i merchendiserów. Kupisz tylko to, czego potrzebujesz, zamiast tego co sklep akurat chce byś kupił. Oszczędności pojawiają się same.

Natychmiastową ulgę w portfelu poczujesz też zostawiając w domu, lub całkowicie rezygnując z karty kredytowej. Zamiast tego – gotówka. Znów chodzi o świadomość. Udowodniono naukowo, że płacąc kartą (a w szczególności kredytową) wydajemy więcej. Dlaczego? Bo w momencie zakupu nie widzimy tego, jak pieniądze znikają z konta. Akt kupowania i akt wydawania pieniędzy są rozdzielone, a związek przyczynowo-skutkowy między nimi bardziej odległy.

Dlatego, jeśli szukasz oszczędności, najlepszą metodą płatności na początek będzie gotówka. Gdy ponownie skojarzysz kupowanie z wydawaniem pieniędzy Twoje zakupy będą wyglądać całkiem inaczej. Będą świadome.

Większość z nas ma emocjonalny stosunek do pieniędzy. Lubimy kupować, ale nie lubimy wydawać pieniędzy, rozstawać się z nimi. Stąd to nieprzyjemnie uczucie kiedy płacisz gotówką przy kasie – oddajesz komuś swoje pieniądze. Efekt Twojej ciężkiej pracy. Szukając oszczędności, to uczucie jest bardzo ważne. Powstrzyma Cię przed wydawaniem za dużo!

Zakupy to jedno, ale jest jeszcze przecież całe mnóstwo obszarów życia, w których świadomość pomaga znaleźć oszczędności. I to takie, które będą widoczne bardzo szybko.

Ważne są nawet drobne detale.

Czy wiesz, że gdy jedziesz samochodem i naciskasz hamulec, to dosłownie wyrzucasz pieniądze w błoto? Marnujesz paliwo, które spaliłeś po to, by się rozpędzić. Oczywiście nie namawiam Cię do całkowitego zaprzestania hamowania, bo to może się źle skończyć ;). Ale wtedy, kiedy możesz, to hamuj silnikiem. Nie spalasz wtedy ani kropli paliwa.

To tylko dobry nawyk, który wystarczy sobie wyrobić. Nie trzeba go okupować dosłownie żadnymi wyrzeczeniami!

Możesz zacząć oszczędzać już dziś, już podczas dojeżdżania do najbliższego czerwonego światła po drodze z pracy.

To przykład na realne, konkretne działanie. Niestety często poprzestajemy na sferze abstrakcyjnych deklaracji, takich jak „będę jeździć oszczędnie”, „będę oszczędzać na ogrzewaniu” i tym podobnych. Tylko niewielki odsetek ludzi przekuwa te deklaracje na konkrety i naprawdę zaczyna jeździć ekonomicznie, czy wdrażać do swojego życia inne dobre nawyki.

Przejście od deklaracji do działania, od abstrakcji do konkretów jest trudne. Najtrudniejszy jest moment tuż przed początkiem, potem już idzie z góry.

Najlepszym sposobem na przełamanie tej bariery jest zacząć już teraz. Chcesz natychmiastowych oszczędności? – to natychmiast weź się do działania! Znajdź inne obszary swojego życia, gdzie marnujesz pieniądze tylko i wyłącznie z powodu złych nawyków. I zacznij w ich miejsce wprowadzać te dobre przyzwyczajenia. Niech to będą nawet drobne rzeczy – tak jak większa dyscyplina w gaszeniu świateł w nieużywanych pomieszczeniach, oszczędzanie wody, czy chodzenie na zakupy ze ściśle określoną listą.

Ważne, by systematycznie takie dobre nawyki wprowadzać w życie. Ich efekt będzie się kumulował i z czasem poczujesz, że faktycznie zostaje Ci więcej pieniędzy w portfelu.

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies