Filtrowanie wszystkich postów po tagu "finanse osobiste." Wyczyść filtr

Im więcej zarabiasz, tym więcej wydajesz – wydaje się, że to całkiem naturalna kolej rzeczy, prawda? W końcu zarabiamy te pieniądze właśnie po to, by je potem wydawać.

Wszystko jest w porządku – dopóki wydatki nie zaczną rosnąć szybciej niż zarobki.

To jednak wcale nie jest takie łatwe! Niby zarabiamy coraz więcej, a pod koniec miesiąca i tak brakuje pieniędzy. Gdzie się podziały? Jak to możliwe, że mimo większych dochodów nadal pojawiają się problemy finansowe?

Zadawałeś sobie kiedyś te pytania?

Zwiększenie dochodów może uruchomić cały szereg mechanizmów, które w długiej perspektywie stają się szkodliwe dla naszych domowych finansów. Zarabiamy więcej, więc być może rzadziej będziemy patrzeć i porównywać ceny różnych produktów (bo w końcu teraz stać nas na więcej). Rzadziej przyglądamy się naszemu domowemu budżetowi (bo nie ma już takiej presji na szukanie oszczędności). Częściej korzystamy z karty kredytowej (bo wraz z wyższymi dochodami bank zaproponował kartę z wyższym limitem).

Pojawiają się nowe wydatki, które wcześniej wydawały się niepotrzebne, lub kwalifikowały się jako kosztowna fanaberia. Zanikają pewne stare, ale przydatne nawyki (np. prowadzenie domowego budżetu).

Do tego dochodzą różne – wydawałoby się – drobiazgi. Częstsze jedzenie na mieście, kawa po drodze do pracy i różne inne nowe, niewielkie wydatki, które na koniec miesiąca sumują się do coraz większych kwot.

I tym sposobem to, ile wydajemy zrównuje z wyższymi dochodami. Jedne wydatki ciągną za sobą kolejne, a raz osiągnięty poziom życia to coś, do czego bardzo łatwo się przyzwyczaić.

Tak właśnie działa inflacja stylu życia.

Sztuką jest znalezienie równowagi między naturalnym polepszeniem stylu życia wynikającym z wyższych dochodów, a nadmiernymi i zbyt szybko rosnącymi wydatkami. Gdzie jest linia między racjonalnym wydawaniem pieniędzy?

Wszystko sprowadza się do prostego równania:

dochody – wydatki = oszczędności

Wydatki nie powinny przekraczać naszych dochodów. Naturalne jest, że wraz z wyższymi dochodami pozwalamy sobie na wydawanie większej ilości pieniędzy – ale nie należy zapominać o oszczędnościach. Te nie powinny być mniejsze niż przed podwyżką. Najłatwiej odwołać się do procentów – i zachować podobny udział oszczędności w domowym budżecie jak przed zwiększeniem dochodów.

Jak nie dać się życiu ponad stan?

Ustal sobie – procentowo – część pensji, którą przeznaczysz na oszczędności. W ten sposób zabezpieczysz się przed przejedzeniem całej podwyżki.

Żyj o podwyżkę do tyłu. Dopasuj swój styl życia (więc i budżet) do poziomu dochodów, które miałeś przed ostatnim awansem.

Nie rezygnuj z monitorowania swoich wydatków. Pielęgnuj wszystkie dotychczasowe dobre nawyki finansowe, takie jak prowadzenie domowego budżetu, wybieranie się na zakupy z wcześniej ustaloną listą, planowanie większych wydatków z wyprzedzeniem, itd.

Nie patrz na innych. To Twoje życie i Twoje pieniądze – nie musisz ich wydawać w taki sposób i w takim tempie jak pozostali.

Pamiętaj o swoich finansowych celach. Tym bardziej, jeżeli jednym z nich są oszczędności (np. na emeryturę, na wkład własny na mieszkanie, na edukację dzieci, itp.)

Nie trać oszczędności z pola widzenia. Niech nadal będą na pierwszym miejscu – zgodnie z zasadą „najpierw płać sobie”. Odkładaj na bok pewną pulę pieniędzy od razu po otrzymaniu wypłaty.

Działaj rozsądnie. Kupuj rzeczy dlatego, że ich potrzebujesz, a nie dlatego, że teraz Cię na nie stać.

Nie daj sobie wmówić, że skoro więcej zarabiasz, to możesz teraz więcej pożyczyć od banku. Sprzedawcy będą próbowali namówić Cię na debet w rachunku czy wyższy limit w karcie kredytowej. Ale przecież nie o to chodzi, by wyższe dochody wpędzały Cię w nowe kredyty konsumenckie!

Fot. Flickr / ota_photos

Ogólne Finanse osobiste na długim dystansie

Jest takie stare chińskie przysłowie: najlepszy moment na to, by zasadzić drzewo był 20 lat temu. Kolejny najlepszy jest dziś.

Inwestorzy dziś trochę się tym przysłowiem bawią, nadając mu bardziej aktualny ton: najlepszy moment na sprzedaż chińskich akcji był 20 dni temu. Kolejny najlepszy jest dziś.

A my oczywiście zasadzanie drzewa zamienilibyśmy na oszczędzanie. Bo ten nawyk najlepiej wyrobić sobie jak najwcześniej. A jeżeli ktoś jeszcze nie oszczędza, to powinien zacząć już dziś. A o tym, jak uruchomić w sobie ten nawyk oszczędzania już w tej chwili, pisaliśmy już jakiś czas temu.

Dlaczego czas ma tak duże znaczenie? Bo finanse osobiste i odkładanie pieniędzy to gra długodystansowa. To dziś podejmujemy decyzje i wybory, które będą miały istotny wpływ na nasze życie za 10, 20 czy 30 lat.

Możemy zrobić prezent przyszłemu sobie, lub istotnie utrudnić mu życie.

Możemy wpaść w pułapkę inflacji stylu życia dziś, tylko po to by zdać sobie później sprawę jak bardzo ten model był nie do utrzymania na dłuższą metę.

Możemy obciążyć swój budżet zadłużeniem i kolejnymi kredytami konsumpcyjnymi. W ten sposób fundujemy sobie kolejne lata spędzone na płaceniu rat.

Albo – możemy dziś wydawać nieco mniej, by zapewnić sobie więcej luzu i spokoju w przyszłości. To jest w zasadzie jedna z najtrudniejszych rzeczy – odraczanie gratyfikacji, płacenie teraz za komfort, który ma dopiero nadejść. Jak o tym pomyśleć, to jest to zupełna odwrotność długu – dostajemy coś teraz, ale płacić będziemy za to jeszcze przez wiele kolejnych miesięcy, jeżeli nie lat.

Łatwiej więc sprawić sobie radość dziś, niż ułatwić życie swojej wersji siebie za 10 lat.

Ale jeżeli chcemy zgromadzić jakiś majątek, mieć oszczędności, zapewnić sobie spokojniejszą emeryturę – to nie możemy myśleć tylko o tym, co jest dzisiaj. Musimy wyjść poza perspektywę obecnej i być może kolejnej wypłaty. Musimy myśleć długodystansowo. I na ten dystans musimy mieć swój własny plan.

Co warto w takim planie uwzględnić?

Na pewno oszczędności na emeryturę. Niepewność emerytury to dziś poważny społeczny problem – w mediach doceniany niestety dość rzadko, zazwyczaj tylko przy kolejnych zmianach prawa wokół emerytur i OFE, czy nieprawidłowości w ZUS.

Tymczasem trendy demograficzne działają na naszą niekorzyść. Już to samo w sobie stanowi duży problem. Od kilku lat mamy jednak do czynienia z kolejną rzeczą, która stawia wysokość naszej emerytury pod znakiem zapytania. To sytuacja na rynku pracy i popularność umów śmieciowych. Oszczędności na składkach emerytalnych pewnie zemszczą się w przyszłości.

Dlatego nasz długodystansowy plan po prostu musi obejmować emerytury. To jest cel, na który powinniśmy odkładać nasze oszczędności.

Myśląc w perspektywie wielu lat – dziesięciu czy dwudziestu – nie możemy zapominać, że przez ten czas wiele może się stać. Mogą się oczywiście stać rzeczy dobre, ale też pewnie mogą przytrafić się nam jakieś nieszczęścia. A te mają to do siebie, że wymuszają sięgnięcie do portfela.

Dobrze być przygotowanym na takie sytuacje i niezapowiedziane wydatki. Nagła utrata pracy, choroba, kosztowna naprawa samochodu – takie rzeczy się zdarzają, czy tego chcemy czy nie. Warto być na nie przygotowanym posiadając odpowiednio wysoki fundusz awaryjny.

Ponadto, jeżeli to, co zarabiamy, jest jedynym lub głównym źródłem utrzymania dla naszej rodziny, warto rozważyć też ubezpieczenie na życie.

Nie zapominajmy też o tym, że oprócz tego, by dbać o stan konta i oszczędności, odpowiednio dbać też o rzeczy, które zdążyliśmy już kupić. Odpowiednie i regularne serwisowanie samochodu może nam później zaoszczędzić kosztownych napraw, gdy w wyniku wcześniejszych zaniechań dojdzie do jakiejś poważniejszej awarii.

Na całym tym długim dystansie będą też rzeczy, na których nie powinniśmy oszczędzać. W szczególności na zdrowiu i jedzeniu. To dwa aspekty, gdzie oszczędność dzisiaj, będzie mścić się w przyszłości. W najlepszym wypadku nieco gorszą kondycją i samopoczuciem, a w gorszym scenariuszu – złym stanem zdrowia i koniecznością ponoszenia wydatków z tym związanych.

Fot. Flickr / comedy_nose

Już za tydzień Blue Monday. Poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia przyjął się jako najbardziej depresyjny dzień roku.

To wtedy kumulują się same negatywne czynniki. Pogoda (wciąż krótki dzień, mało światła), nadchodzące raty kredytów branych w związku ze świątecznymi wydatkami, no i psychologicznie obciążająca świadomość niedotrzymania noworocznych postanowień.

Jak sobie z tym poradzić?

Cóż, pogody nie zmienimy. Mamy jednak nadzieję, że między innymi dzięki Kontomierzowi nie macie problemów z dopięciem domowego budżetu na początek roku :). To, co jeszcze możemy zrobić, to wesprzeć Was w utrzymaniu i realizacji Waszych noworocznych postanowień.

Po pierwsze: miej plan

Plan, czyli szereg celów do wypełnienia. Ważne tylko, aby te cele – opis tego, co chcesz osiągnąć – były właściwie zarysowane. Tak aby ułatwiały, a nie utrudniały cały proces.

Wbrew temu co można znaleźć w wielu poradnikach psychologicznych, wyobrażanie sobie (wizualizacja) sukcesu wcale nie zwiększa motywacji, a wręcz przeciwnie. Efektem ponownie jest rozleniwienie. Samo wyobrażenie sukcesu potrafi bowiem działać równie nagradzająco jak sam sukces. Paradoksalnie obniża to motywację do jego osiągnięcia.

Cel aby był motywujący i skuteczny, musi spełniać kilka warunków. Musi być...

Konkretny. Cel musi jasno wskazywać na to, co chcesz osiągnąć. Nie ma tu miejsca na ogólniki typu „chcę być bogaty”. Formułując cel określ jasno do czego dążysz, dlaczego akurat właśnie do tego i w jaki sposób zamierzasz do tego dojść. Na przykład: osiągnięcie aktywów w wysokości 3 mln złotych w dzisiejszych pieniądzach.

Mierzalny. Postawiony raz cel musi podlegać od czasu do czasu weryfikacji. By móc właściwie ocenić swoje postępy musisz być w stanie je zmierzyć, określić dokładnie stan wykonania. Wyznacz własne kryteria, kamienie milowe, coś co pozwoli Ci określić na jakim etapie jesteś. Zarządzaj własnym celem.

Określony w czasie. To w sumie kontynuacja mierzalności. Cel musi mieć deadline, nie może ciągnąć się w nieskończoność. Wyznacz sobie granicę czasową, moment w którym określisz czy udało się, czy nie.

Możliwy, osiągalny. Z tym warunkiem mam pewien problem, bo to typowy „złoty środek”. Dobry cel, to taki, który nie jest ani za prosty do osiągnięcia, ani nie jest niemożliwy. Osiągnięcie go wymaga pewnego wysiłku, ale jest wykonalne.

Istotny. Musi być dla Ciebie ważny. Powinien też współgrać z wartościami jakie wyznajesz w życiu. Wbrew tematyce bloga, nie musi chodzić koniecznie o pieniądze. Warto zadać sobie kilka pytań na temat tego, co jest dla nas naprawdę istotne.

Po drugie: nie zrażaj się porażką

Zmiana nawyków finansowych, przejęcie kontroli nad własnym budżetem i budowanie bezpieczeństwa finansowego to nie są łatwe zadania. Nie wszystko będzie udawać się już od pierwszego dnia. Gdzieś przegapimy paragon, innego dnia damy się złowić na promocję i impulsywne zakupy, a ostatecznie na koniec miesiąca możemy nawet wydać więcej niż sobie założyliśmy.

Tylko, że to nie jest duży problem. To naturalny proces. Trzeba się z tym pogodzić. Początek drogi będzie trudny, ale im dłużej będziemy próbować, tym więcej wprawy nabierzemy i tym większe nasze szanse na sukces.

Po trzecie: miej swój cel zawsze na oku

Zapisz sobie swój cel. I umieść swoje postanowienia gdzieś w widocznym miejscu: przyklej samoprzylepną kartkę na ścianie nad biurkiem, przypnij magnesem do lodówki, cokolwiek… Miej swój cel zawsze na oku – tak, aby zawsze coś Ci o nim przypominało.

Po czwarte: aktywnie walcz z wymówkami

Nie pozwalaj na to, aby wymówki miały jakikolwiek wpływ na Twoje decyzje finansowe, na Twoje nawyki i realizację Twoich celów.

Bardzo łatwo znaleźć powód, dla którego się czegoś nie zrobiło. Łatwo się usprawiedliwiać, łatwo znaleźć pozornie-racjonalne uzasadnienie dla swojej bezczynności czy zaniechań.

Ale dobrze wiemy, że taka postawa w długim terminie prowadzi do jeszcze większych kłopotów.

Po piąte, być może najważniejsze: szukaj wsparcia z zewnątrz

Wszystkie nowe nawyki potrzebują czegoś, co będzie motywować do ciągłego ich podtrzymywania. Czasem będzie to nagroda – za zachowanie zgodne z nowym postanowieniem. Czasem będzie to lekkie „szturchnięcie” i przypomnienie – „hej, teraz powinieneś zrobić to i to!”

Nikt nie zrobi tego lepiej niż Twoi bliscy i znajomi, którzy w jakiś sposób towarzyszą Ci w tej pozytywnej przemianie. Szukaj wokół siebie ludzi, którzy mają na Ciebie dobry wpływ, skłaniają do działania lub po prostu swoją własną postawą dają dobry przykład.

Otaczaj się takimi ludźmi, a będzie Ci dużo łatwiej dążyć do własnego sukcesu.

Fot. Flickr / comedy_nose

Ogólne Trzy zasady finansów osobistych, które są zawsze aktualne

Jeżeli zastanawiasz się od czego zacząć walkę z nadmiernymi wydatkami, to zacznij tutaj. Opisane niżej zasady to właściwie taka „podstawa teoretyczna” pod oszczędzanie. Mówią o tym, do czego powinniśmy dążyć i jak powinniśmy myśleć o własnych finansach.

Wszystkie inne narzędzia i wpisy na blogu – o tym, jak wybrać najlepsze konto, jak oszczędzać na ogrzewaniu, jak oszczędnie kupować w internecie itp. itd. – to przykłady na to, jak te teoretyczne zasady realizować w praktyce.

Wydawaj mniej niż zarabiasz

To absolutnie najważniejsza zasada domowych finansów. Jeżeli chcesz przejąć kontrolę nad swoim domowym budżetem to musisz zacząć właśnie od zdeterminowanego dążenia do wdrożenia tej zasady w życie. Nie ma innego wyjścia.

Jeżeli wydajemy więcej niż zarabiamy, to znaczy, że żyjemy ponad stan (lub od drugiej strony: zarabiamy za mało, by utrzymać obecny styl życia). W ten sposób przejadamy oszczędności lub nawet popadamy w kredyty.

Zwłaszcza jeżeli doszło już do tej ostatniej rzeczy, to najwyższa pora by podjąć drastyczne kroki:

  • przeciąć nożyczkami kartę kredytową – płacić tylko gotówką
  • całkowicie zaprzestać kredytowania konsumpcji kredytami – żadnych kredytów gotówkowych
  • wydajemy tylko to, czym dysponujemy w danym miesiącu – bez pożyczek, kredytów i sięgania po oszczędności

To też powinien być dla nas sygnał, by zadać sobie pytanie, czy aby na pewno wszystkie nasze wydatki są w pełni uzasadnione. O tym, jak racjonalizować wydatki (racjonalizować – czyli niekoniecznie bezwzględnie ciąć wszystko, co się da), przeczytacie w wielu miejscach na naszym blogu.

Wiele zbędnych wydatków bierze się z braku świadomości. Po prostu nie wiesz ile i na co wydajesz – a potem na koniec miesiąca okazuje się, że na coś brakuje.

Można temu zapobiec! Doskonałym rozwiązaniem jest budżet domowy.

Prowadź budżet domowy

Zapisywanie wydatków i zestawianie ich z przychodami to świetna metoda na to, by zyskać prawdziwą świadomość finansową. Gdy po raz pierwszy sporządzisz swój domowy budżet, to będzie to jedno z tych doświadczeń, o których mówi się, że naprawdę otwierają oczy.

Nie musisz od razu zaczynać od skrupulatnego zapisywania wszystkiego co do grosza. Możesz prowadzić budżet miesięczny, możesz też robić duże podsumowanie własnych finansów raz na rok. Możesz też założyć konto w Kontomierzu i pozwolić, by większość czynności związanych z budżetowaniem dokonywała się automatycznie.

Niezależnie od metody, którą wybierzesz, najważniejsze jest to, że zyskasz świadomość ile wydajesz i ile Ci z tego zostaje. Odpowiesz sobie na pytania:

  • czy na pewno wydaję mniej niż zarabiam?
  • czy buduję własny majątek, czy może jednak przejadam własne oszczędności?
  • w jakim tempie buduję swoje oszczędności/spłacam kredyty?

To są rzeczy, których nie widać na pierwszy (ani nawet na drugi, czy trzeci) rzut oka po zalogowaniu się na swój ROR. To wszystko od razu widać natomiast w Kontomierzu w panelu cash flow i historia majątku.

Najpierw płać sobie

Ograniczanie wydatków to jedno, ale przecież chcemy też generować jakieś oszczędności, prawda?

Żyjąc od pierwszego do pierwszego nie ma na to szans. Pod koniec miesiąca zawsze wychodzisz na zero, albo nawet na coś zaczyna Ci brakować. Mogłoby się wydawać, że nie masz z czego oszczędzać.

To niekoniecznie taka oczywista sprawa…

W tym miejscu zastosowanie ma zasada „najpierw płać sobie”.

Nie warto czekać z odkładaniem pieniędzy na koniec miesiąca! Myślenie „odłożę z tego, co mi zostanie” to jeden z największych wrogów oszczędzania. Z takich obietnic zazwyczaj zostaje niewiele.

Zamiast tego najlepiej uczynić oszczędzanie głównym priorytetem – pierwszą rzeczą, którą robimy z pieniędzmi w momencie, gdy otrzymujemy wypłatę.

Najlepiej jeszcze tego samego dnia przelać pieniądze na konto lub lokatę i o tych oszczędnościach zapomnieć. Tych pieniędzy już nie ma – do końca miesiąca musimy przeżyć za to, co nam teraz zostało.

To ma kilka pozytywnych efektów. Pierwszy – oczywisty: w końcu naprawdę oszczędzamy pieniądze. Ale to nie koniec.

Narzucamy sobie pewne ograniczenie – mamy w miesiącu do dyspozycji mniej pieniędzy niż dotychczas. Zależy, na co możemy sobie pozwolić, będzie to na przykład 5%, 10% czy 20% mniej niż zazwyczaj. Budżet, który wcześniej na koniec miesiąca ledwo się spinał i wychodził na zero, trzeba teraz jakoś do tych warunków dostosować.

Ograniczenia wyzwalają kreatywność.  Gdy postawimy siebie w ten sposób pod ścianą, to zaczynamy zauważać rozwiązania, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Mamy większą motywację do tego, by prześledzić oferty banków i sprawdzić, gdzie zapłacimy mniej za konto. Tak samo z kablówką, internetem, abonamentem telefonicznym i innymi regularnymi wydatkami. Musimy przeżyć za mniej, więc włożymy więcej wysiłku w to, by wydać mniej – porównamy oferty, sprawdzimy warunki lub spróbujemy negocjować umowę u własnego operatora. Otwierają się całkiem nowe możliwości – podobnie w pozostałych kategoriach domowego budżetu.

Ale to nadal nie koniec pozytywnych efektów. Bo gdy nałożymy na siebie pewne ograniczenia (takie jak mniejsza kwota do dyspozycji w miesiącu), to dzieje się jeszcze jedna dobra rzecz. Ograniczenia wypychają nas poza naszą strefę komfortu.

Wcześniej na zakupach miałeś opory przed negocjowaniem cen? Teraz, gdy masz mniej do wydania, być może będziesz musiał się przełamać i poszukać oszczędności także w ten sposób.

Wcześniej w ogóle nie rozważałeś  dodatkowej pracy czy jakiegoś dorywczego zajęcia? Teraz może przyjrzysz się możliwością zdobycia dodatkowych dochodów.

To tylko kilka przykładów.

Fot. Flickr / Hub

Wracamy po dłuuugiej majówce! I od razu bierzemy się do pracy nad budżetem domowym.

Jeżeli jesteś na bieżąco z naszą serią o porządkowaniu domowych finansów, to pewnie przejrzałeś już swoje konta, karty i lokaty i pozbyłeś się tego, co niepotrzebne lub po prostu drogie.

Ale produkty finansowe to tylko jedna strona medalu. Po drugiej stronie są jeszcze rzeczy, na które mamy największy wpływ: wydatki i miesięczny budżet.

A tam też można zawsze znaleźć kilka rzeczy, które wymagają uwagi.

Wiosna to dobry moment na przyjrzenie się swoim finansom z bliska. Jesteśmy już po dużych zimowych wydatkach (święta, ogrzewanie…), a jeszcze przed wakacjami i długimi urlopami. W związku z tym miesięczne wydatki są najbardziej przeciętne jak tylko mogą być. To znaczy, że w domowym budżecie nie ma żadnych dodatkowych pozycji, które istotnie odbiegałyby od średniej.

Do przeglądu budżetu warto podejść od dwóch stron:

  1. Znaleźć niepotrzebne wydatki.
  2. Zweryfikować ustalone przez siebie kategorie wydatków.

Szukamy niepotrzebnych wydatków

Podstawowym celem prowadzenia domowego budżetu jest zwiększenie świadomości na temat tego, na co i ile pieniędzy wydajesz. Tworzysz własne kategorie wydatków (lub pozostajesz przy tym, co podpowiada Kontomierz), zapisujesz/importujesz każdą transakcję i w efekcie otrzymujesz pełną rozpiskę: ile, gdzie i na co wydałeś pieniądze.

Kolejny krok to weryfikacja rzeczywistych wydatków z planami. Prowadząc budżet, jedną z podstawowych czynności jest właśnie planowanie. Na początku każdego miesiąca warto poświęcić pół godziny i dokładnie rozpisać ile pieniędzy zamierzasz przeznaczyć w ramach każdej z Twoich kategorii zakupów.

Pewne rzeczy wiesz od razu: wszelkie abonamenty, czynsze, raty są z reguły stałe. Inne wydatki musisz oszacować (np. na jedzenie, na rozrywkę itp.).

Tak skonstruowany budżet da Ci kolejną informację: w którym miejscu przekraczasz wydatki, a gdzie masz jeszcze „luz”.

I to jest właśnie moment, w którym należy przejść od teorii do praktyki.

Zwłaszcza, jeżeli w danej kategorii wydatków przekraczasz limit już od kilku miesięcy.

Z czego wynika ta rozbieżność?

  • czy w danym miesiącu zdarzyło się coś szczególnego, co uniemożliwiło Ci trzymanie się planu?
  • czy Twoje plany są zbyt optymistyczne?
  • jaka jest skala zjawiska – przekraczasz budżet tylko o kilka złotych, czy może o wiele więcej?
  • jak ta rozbieżność wpływa na Twój cały budżet – czy mimo to nadal się bilansuje?

Warto zadać sobie te kilka pytań. Ale to jeszcze nie wszystko. Jest jeszcze coś, czego nie wyczytasz z tabelek w Excelu czy podsumowania w Kontomierzu.

To rzeczy, z których nie korzystasz, a za które wciąż płacisz. Z przyzwyczajenia, na wszelki wypadek, czy po prostu dotychczas nie chciało Ci się nic z tym robić.

Weź pod szczególną uwagę wszelkiego rodzaju abonamenty:

  • czy Twój plan taryfowy w komórce jest odpowiedni, czy może co miesiąc zostajesz z kilkudziesięcioma niewydzwonionymi minutami?
  • czy oglądasz te wszystkie kanały telewizyjne, czy może warto zmniejszyć pakiet?
  • czy masz jakieś płatne konta bankowe, z których już nie korzystasz?
  • prenumeraty magazynów, których już nie czytasz lub co najwyżej przeglądasz?
  • karta na siłownię, z której korzystałeś ostatni raz przy okazji noworocznych postanowień?

To są naprawdę konkretne oszczędności.

Upraszczamy budżet

Pieniądze to jedno, ale warto spojrzeć na swój budżet pod jeszcze jednym kątem.

Wielu ludzi zniechęca się do budżetowania, bo to zbyt nudne, pracochłonne lub wymagające zbyt dużej skrupulatności.

To zazwyczaj wynika z całkiem niewłaściwego podejścia: ogromnej dokładności, mnożenia kategorii na każdy możliwy wydatek. W efekcie budżet domowy staje się coraz bardziej czasochłonnym obowiązkiem.

A przecież można to sobie znacznie ułatwić! Kontomierz automatycznie importuje Twoje transakcje kartami płatniczymi i nadaje im kategorie wydatków. Większość pracy jest już wykonana za Ciebie.

A co jeżeli prowadzisz budżet „ręcznie”? Warto co jakiś czas robić gruntowny przegląd ustalonych wcześniej kategorii wydatków. I pozbywać się tych, w ramach których nic się nie działo przez ostatnie miesiące.

Tak, aby zawsze mieć porządek w domowych finansach. Skuteczny budżet to prosty budżet.

Fot. Flickr / 401K 

Ogólne Pułapki finansowe: podsumowanie

W ostatniej serii artykułów opisywaliśmy kilka pułapek finansowych, które czyhają na domowy budżet. Takich pułapek jest bardzo dużo, tak jak sposobów na wyciekanie pieniędzy w portfela. Na pewno nie opisaliśmy wszystkich –  ale wskazaliśmy kilka najważniejszych.

Oto cztery groźne pułapki finansowe – wraz ze sposobami na to, jak ich unikać:

1.

Wydawanie pieniędzy, których (jeszcze) się nie ma. W tę pułapkę bardzo łatwo wpaść. Wystarczy pomyśleć „zapłacę za to z przyszłej pensji”. Lub z kilkunastu przyszłych pensji, w końcu rata kredytu nie wydaje się taka wysoka.

Kredyty oczywiście „są dla ludzi”, ale jednak lepiej – gdy ma się taką możliwość – nie wydawać pieniędzy, których się nie ma. Zamiast tego odłożyć zakup, czasem na kilka miesięcy, i zapłacić z odłożonych pieniędzy.

Dzięki temu budżet ma większą elastyczność, a brak stałych zobowiązań finansowych to kolejny krok do bezpieczeństwa finansowego.

2.

Życie od pierwszego do pierwszego na pewno nie przybliża nas do takiego poczucia bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie. Wydatki ważniejsze niż oszczędności, niecierpliwe czekanie na wypłatę, a jak ta spóźni się kilka dni – to dramat. Brzmi znajomo?

Ten cykl życia od wypłaty do wypłaty trzeba jak najszybciej przerwać. Cierpi na tym nie tylko domowy budżet ale także samopoczucie (stres!).

Pierwszym krokiem do wyjścia z tej finansowej pułapki powinno być przestrzeganie zasady „najpierw płać sobie”. Gdy otrzymasz wypłatę, określoną część odłóż na oddzielne konto i nie wydawaj tych pieniędzy. Tak dopasuj swój budżet domowy, by pozostałych pieniędzy wystarczyło do końca miesiąca.

3.

Konieczne będzie oszczędzanie. Ale nie oszczędzanie na wszystkim! To dość zdradliwa pułapka finansowa, bo można w nią wpaść – paradoksalnie – przez zapał do oszczędzania.

Wybieranie najtańszych rozwiązań i produktów może na pierwszy rzut oka wydawać się racjonalne (w końcu prowadzi to do konkretnych, widocznych już dziś oszczędności). Tak jednak nie jest, gdyż w dłuższym okresie okazuje się, że rachunek jest znacznie wyższy niż cena produktu.

Tak jest, przykładowo, z oszczędzaniem na jedzeniu. Niewłaściwa dieta, tanie produkty (pełne chemii i różnych „wypełniaczy”) to szybki sposób na pogorszenie stanu zdrowia. A odbudowanie zdrowia potrafi dużo kosztować.

Podobnie z oszczędzaniem na jakości. Prędzej czy później przyjdzie za to zapłacić. Dobrą strategię przedstawił w jednym z komentarzy Zoom:

Niestety, jakość kosztuje. Ja mam taką strategię - rzeczy których używam często (sprzęt audio, rower, komputer, odzież outdoor) i są ważne dla mnie kupuję wysokiej jakości, w pozostałych przypadkach oszczędzam.

4.

Brak płynności finansowej. Takie „życie na krawędzi”, bez żadnego marginesu bezpieczeństwa na wypadek nagłych, awaryjnych sytuacji. Wszystkie pieniądze wydawane są od razu albo zamrożone w różnych inwestycjach. Fundusz awaryjny?  - nie istnieje.

To duże niebezpieczeństwo dla domowych finansów, bo każda nieprzewidziana sytuacja i dodatkowy wydatek powoduje konieczność nagłego szukania pieniędzy. A to oznacza, że czasami trzeba będzie wycofać się z inwestycji w złym momencie lub pogodzić się z utratą odsetek ze zrywanych lokat. To i tak w miarę komfortowa sytuacja – gdy można wesprzeć budżet środkami z likwidowanych inwestycji.

Gdy takich nie ma trzeba szukać pieniędzy gdzieś indziej – najczęściej w banku, płacąc duże odsetki.

Fot. Flickr / Images of money 

Ogólne Pułapki finansowe: przeinwestowanie i brak płynności

O tym, że przekredytowanie jest jedną z większych katastrof finansowych, która może się nam przydarzyć, wiadomo nie od dziś. Gdy raty kredytów zabierają ponad połowę domowego budżetu, to zaczyna robić się niebezpiecznie.

Na drugim końcu skali jest przeinwestowanie. Na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie: jeżeli ktoś inwestuje, to znaczy, że generuje regularne górki i z jego finansami musi być wszystko w porządku?

Otóż nie zawsze! I to nie tylko dlatego, że inwestując można też stracić.

Każdy budżet domowy powinien mieć pewną płynną rezerwę. Coś na nieprzewidziane wydatki i inne awaryjne sytuacje.

Posiadając już jakieś oszczędności można ulec pokusie, by wszystkie wolne środki zainwestować – w lokaty, fundusze, giełdę, czy jeszcze inne z wielu możliwych instrumentów finansowych. W końcu oszczędności powinny zarabiać, a nie leżeć na nieoprocentowanym RORze.

Problem w tym, że wtedy pieniądze są zamrożone w tych wszystkich inwestycjach i dostęp do nich jest utrudniony. Co jeżeli nagle potrzebujemy gotówki? Lokatę trzeba będzie zerwać, pożegnać się z odsetkami i poczekać na przelew środków z banku. Z funduszy i giełdy trzeba będzie wyjść – i to wcale nie musi być najlepszy moment na zakończenie inwestycji. Najczęściej jest to najgorszy moment.

To nie koniec. Czasami z różnych inwestycji najzwyczajniej nie można wyjść – pod groźbą bolesnych kar. Tak jest ze wszystkimi „programami systematycznego oszczędzania”, gdzie deklarujemy miesięczną składkę, a wpłacane środki zamrażane są na kilka lub kilkanaście lat. Chcesz wyjść wcześniej? Musisz pożegnać się z większością wpłaconych składek.

Inwestycje to także ryzyko. Można stracić część lub całość środków. Dlatego w agresywne i ryzykowne instrumenty finansowe należy angażować tylko te środki, na których stratę możemy sobie pozwolić.

Chcąc zarobić godzimy się na ryzyko.

I choć zwrot z inwestycji może wydawać się kuszący, to i tak polecamy, by część środków trzymać w łatwo dostępnym miejscu.

Zawsze dobrze jest mieć pewien zapas gotówki. Nie dlatego, że chcemy Was teraz straszyć jakimiś czarnymi scenariuszami i kryzysową niewypłacalnością banków.  Po prostu, czasem zdarzają się takie prozaiczne sytuacje jak awaria bankomatu (który na przykład bez powodu zatrzyma kartę i na zwrot trzeba będzie czekać kilka dni). Takie przypadki przychodzą najczęściej wtedy, gdy akurat ekspresowo potrzeba gotówki. Lepiej zaoszczędzić sobie stresu.

Pozostałą część awaryjnych środków najlepiej przechowywać na łatwo dostępnym koncie. Takim, do którego mamy kartę debetową i możemy w każdej chwili mieć dostęp do pieniędzy. Chodzi o to, by w nagłych sytuacjach mieć możliwość szybkiej reakcji.

Fundusz awaryjny służy właśnie do tego, by być poduszką finansową w nagłych przypadkach. Ma być zabezpieczeniem i ma być łatwo dostępny. Nie musi zarabiać.

Co oczywiście nie oznacza, że ten ROR, na którym leżą awaryjne środki, nie ma być oprocentowany. W ofertach banków nadal można znaleźć takie rachunki osobiste, które oferują kilkuprocentowe odsetki w skali roku. Niestety poniżej inflacji, ale zawsze coś.

Kompromisowym rozwiązaniem może być konto oszczędnościowe podpięte pod taki łatwo dostępny ROR. Obecnie najlepsze konta oszczędnościowe są oprocentowane w okolicach inflacji lub nieznacznie wyżej.

A co jeżeli nie masz wolnych środków, a mimo to szukasz jakiegoś finansowego zabezpieczenia? Rozwiązaniem mogą być produkty kredytowe, w których płacisz tylko za wykorzystany limit. A jako że będziesz z tych środków korzystać tylko w awaryjnych sytuacjach, to przez większość czasu pozostaną nienaruszone.

Przykładem takich produktów jest debet (linia kredytowa w koncie, która pozwala na tymczasowe zejście „pod kreskę”) lub karta kredytowa.

Najczęściej jednak nie są to produkty darmowe. W przypadku debetu płaci się roczną prowizję za udostępnienie kredytu (np. 2% od całkowitej sumy przyznanego limitu). W przypadku większości kart kredytowych trzeba liczyć się z opłatą roczną.

Zachowanie płynności w domowym budżecie jest bardzo ważne, zwłaszcza gdy mamy jakieś stałe i nieprzesuwalne wydatki, takie jak rata kredytu mieszkaniowego. Wtedy, w sytuacji awaryjnej, zamiast dzwonić do banku i negocjować przesunięcie terminu, możemy sięgnąć do środków odłożonych właśnie na takie okoliczności.

Fot Flickr / Images of money 

Ogólne Waszym zdaniem: Czy wizerunek banku ma znaczenie?

Czy liczą się opinie o banku, czy po prostu najlepsza oferta?

Wybierając najlepsze konto przyglądam się taryfom opłat i prowizji, szukam haczyków, ukrytych opłat, wypróbowuję wersję demonstracyjną serwisu transakcyjnego. Szukając lokat patrzę na oprocentowanie, czas trwania i – jeszcze do niedawna – kapitalizację.

To wszystko wpływa na moją decyzję. A co z opiniami o banku? Czy mają znaczenie w sytuacji, gdzie liczą się głównie złotówki?

Czy zmiana wizerunku PKO BP z pomocą Szymona Majewskiego przekonała Was, że to dynamiczny i nowoczesny bank?

Czy historie o poszkodowanych przez bank klientach mają wpływ na to, komu powierzacie swoje pieniądze? Na przykład ostatni przykład jednego z klientów Getinu, któremu skradziono dokumenty, a bank nie przekazał tej informacji do rejestru dokumentów zastrzeżonych. A w międzyczasie złodzieje wyłudzali kredyty i „pracowali” na negatywną historię poszkodowanego klienta w BIK i rejestrach nierzetelnych dłużników.

Winę Getinu orzekł sąd nakazując wypłatę 20 tys. zł odszkodowania.

Oczywiście, od czasu do czasu takie przypadki przewijają się przez media i blogi. Pewnie każdy bank ma coś na sumieniu – źle obsłużonego klienta, nieudzielanie pełnych informacji (lub nawet wprowadzanie w błąd, np. przez telefonicznych konsultantów), błędy systemu transakcyjnego powodujące problemy z księgowaniem transakcji (np. brak zwrotu środków z zakończonej lokaty)…

Można wymieniać długo. Część z tych historii trafia do opinii publicznej, część nie. Część żali klientów jest uzasadniona, a części sami są sobie winni – niedokładnie czytając umowy.

Ale trzeba przyznać, że akurat Getin mocno pracuje na swoją negatywną opinię.

Tylko, czy to ma znaczenie przy podejmowaniu decyzji o założeniu konta czy lokaty?

Zastanawia mnie to szczególnie w kontekście sytuacji mBanku. Z jednej strony głośna sprawa „Nabitych” (klientów, którzy kwestionują zapisy umowy kredytowej pozwalające na ustalanie oprocentowania kredytów przez Zarząd banku) i procesy zbiorowe klientów z bankiem. Z drugiej strony mBank konsekwentnie wskazywany jest jako najlepszy bank internetowy...

A czy Wy, wybierając produkty bankowe, liczycie jedynie koszty i zyski, czy może kierujecie się też opiniami o danym banku?

Fot. Flickr / 401K 

Ogólne Nie ma jednej właściwej drogi

  • ... do niezależności finansowej
  • ... do bogactwa
  • ... do wyjścia z długów
  • ... do bezpieczeństwa finansowego
  • ... do zarabiania na giełdzie

Wybierz cokolwiek z powyższej listy, a znajdziesz stu ekspertów i dwa razy więcej recept i sprawdzonych sposobów. I faktycznie, każdy z nich pewnie gdzieś się kiedyś sprawdził. Raz lub dwa.

Chcesz spłacić długi? Zacznij od tego najwyżej oprocentowanego, na tym zyskasz najwięcej. Albo zastosuj metodę kuli śniegowej i najpierw spłacaj najmniejsze długi – dzięki temu szybciej będziesz miał z głowy drobne rzeczy i będziesz mógł skupić się na dużych kredytach. Albo od razu zacznij rozglądać się za kredytem konsolidacyjnym.

Potrzebujesz bezpieczeństwa finansowego? Już dziś zacznij odkładać na emeryturę. Albo weź się za budowanie funduszu awaryjnego. Możesz też wybrać opcję, w której (za drobną opłatą) pewien stopień bezpieczeństwa finansowego zapewni Ci bank – z linią kredytową w rachunku osobistym lub limitem na karcie kredytowej.

Chcesz mieć milion na koncie? Możesz wybrać drogę długą, ale bezpieczną – konsekwentnie odkładając jakąś sumę pieniędzy i inwestując ją w mało ryzykowne instrumenty (lokaty, obligacje). Możesz też pójść drogą szybszą, ale niepewną – inwestując w akcje, lub nawet podejmując większe ryzyko – grając na instrumentach z dźwignią finansową, takimi jak kontrakty terminowe lub forex.

Dla jednych osób najlepszym sposobem na zarządzanie finansami w związku będzie wspólne konto. Inni nie wyobrażają sobie wrzucania wszystkiego do jednego worka i pozostają przy oddzielnych rachunkach.

Która droga jest lepsza? Każda się pewnie kiedyś sprawdziła. W określonych warunkach, dla danej konkretnej osoby.

Każdy z nas jest inny. Mamy różną tolerancję na ryzyko, więc wybieramy różne inwestycje. Ktoś lepiej będzie czuł się z oszczędnościami na kontach oszczędnościowych i w lokatach, bo nie może znieść widoku strat na rachunku maklerskim. Dla kogoś innego będzie to strata czasu i marnowanie okazji.

Każdy z nas ma inne doświadczenia. Ja przez ponad rok żyłem z długiem, który wydawał mi się niemożliwy do spłaty. Dlatego tak ważne jest dla mnie bezpieczeństwo finansowe i tak dużą rolę w moim budżecie domowym odgrywa oszczędzanie. Dlatego też częściej czytacie tutaj o odkładaniu pieniędzy niż inwestowaniu w ryzykowne instrumenty finansowe :).

Twoje doświadczenia mogą być całkiem inne. Możesz być w zupełnie innej sytuacji.

To co robić?

Jeżeli jeszcze nie wiesz co najlepiej sprawdza się u Ciebie – eksperymentuj. Wypróbowuj różne sposoby zarządzania pieniędzmi.

Płacisz gotówką? Może łatwiej będzie Ci płacić kartą i wszystkie wydatki śledzić w Kontomierzu? A może gotówka sprawia, że masz większą kontrolę nad swoimi wydatkami?

Budżet się nie dopina? Łatwiej będzie Ci ściąć jakieś wydatki, czy poszukać nowych źródeł dochodu?

Spisujesz wszystkie rachunki co do grosza? Czy może lepiej zaokrąglać?

Jest mnóstwo dróg do właściwego zarządzania swoimi finansami. Warto sprawdzić jak najwięcej z nich i przekonać się jaki system najbardziej nam odpowiada. Oczywiście, czasem nie trafimy, zarobimy lub zaoszczędzimy mniej, ale prędzej czy później uda się znaleźć optymalną drogę do realizacji swoich finansowych celów.

Fot. Flickr / freefotouk 

Ogólne Właśnie dlatego noworoczne postanowienia zawodzą

Nowy Rok sprzyja nowym planom i zamierzeniom. Mając w kalendarzu taki symboliczny nowy początek bardzo łatwo sobie powiedzieć „będę więcej oszczędzać” czy „będę lepiej kontrolować swój budżet”. Według badania TNS dla ING z takimi właśnie planami w 2012 wchodzi co piąty Polak.

Ale te noworoczne postanowienia są strasznie trudne do utrzymania. Tydzień, może dwa – a potem stary porządek wraca. Dlaczego tak często do tego dochodzi?

Odkładanie w czasie. Jeżeli nie zaczniesz teraz, to pewnie już się nie uda. Nie ważne jaki dziś dzień. Czy początek roku, czy początek tygodnia. Minie jedna okazja, to zawsze w przyszłości będzie jakaś kolejna. I tak w kółko, nie osiągając nic ze swoich planów. Większość ludzi rezygnuje już w momencie, w którym przychodzi do konkretnego działania. Przezwyciężając tę przeszkodę jest się już daleko z przodu.

Wymówki. Bardzo łatwo znaleźć powód, dla którego się czegoś nie zrobiło. Wymówki są łatwe, proste i przyjemne – zmniejszają poczucie winy i dają złudzenie, że nadal jesteśmy na dobrej drodze (akurat tylko pojawiła się drobna trudność). Tylko, że to oczywiście do niczego dobrego potem nie prowadzi.

Brak kontroli efektów. Rzeczy takie jak oszczędzanie, wydawanie mniej, kontrolowanie budżetu są świetnymi postanowieniami, bo można je policzyć. Każdego dnia możesz zobaczyć jak blisko jesteś swojego celu. Takie regularne mierzenie stanu podjętych planów jest ekstremalnie ważne. Bez tego pozostaje tylko błądzenie po ciemku i liczenie na jakiegoś autopilota, który będzie trzymał właściwy kurs.

Zbyt ambitne plany. Bardzo łatwo postawić sobie poprzeczkę zbyt wysoko i założyć sobie cele niemożliwe, lub bardzo trudne do spełnienia. Ambicja jest dobra, ale wyznaczanie sobie planu, który wymaga nieustannego, dużego wysiłku szybko prowadzi do frustracji i porzucenia wcześniejszych zamierzeń.

Złe zdefiniowanie celów. „Więcej oszczędzać” czyli ile? Czyli co robić, a czego nie? Cele muszą być konkretne i jasne. Żeby zawsze było wiadomo, w którym miejscu jesteśmy. Konkretny cel to na przykład „odkładać dodatkowe 100 zł co miesiąc w momencie wpłynięcia pensji”. Z góry wiadomo, kiedy będzie spełniony, a kiedy nie.

Brak motywacji (lub niewłaściwa motywacja). Wprowadzane zmiany powinny mieć sens i znaczenie. Nie wiedząc po co coś robimy, lub robiąc coś z niewłaściwych pobudek („bo tak wypada”) tylko sobie utrudniamy. Wprowadzane noworoczne (czy jakiekolwiek) życiowe zmiany powinny być w zgodzie z własnymi wartościami.

Brak woli. Wola jest jak mięsień i przy dużym wysiłku jej siła po prostu się wyczerpuje. Takim dużym obciążeniem dla siły woli może być chociażby zbyt restrykcyjny rygor i sztywne zasady. Dobrze co jakiś czas pozwolić sobie na więcej swobody w trzymaniu się noworocznych planów – by dać trochę odetchnąć sile woli.

Brak wsparcia. Trzymając się tematu oszczędzania pieniędzy – utrzymanie takiego nawyku może być szalenie trudne w towarzystwie osób, które z pieniędzmi postępują w dużo bardziej swobodny sposób. Nie zawsze, ale czasami pewne pozytywne zmiany mogą paradoksalnie spotykać się z negatywnymi reakcjami otoczenia.

Za dużo na raz. Gdyby „oszczędzanie pieniędzy” było jedynym postanowieniem składanym w Sylwestra to jeszcze nie byłoby tak źle. Ale zazwyczaj taki plan znajduje się w dużo liczniejszej grupie – z takimi popularnymi przykładami jak „schudnę”, „będę więcej ćwiczył”, „będę żyć zdrowiej” itd. Jedna rzecz na raz. Dopiero gdy wejdzie w nawyk, można dokładać kolejne. Inaczej szybko pojawia się zniechęcenie i z planów nici.

--

Mierząc się z tymi problemami można założyć sobie takie noworoczne cele, które jednak będą możliwe do wykonania. I przyniosą naprawdę pozytywne zmiany.

Fot. Flickr / duien

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies