Filtrowanie wszystkich postów po tagu "finanse osobiste." Wyczyść filtr

Wracamy po dłuuugiej majówce! I od razu bierzemy się do pracy nad budżetem domowym.

Jeżeli jesteś na bieżąco z naszą serią o porządkowaniu domowych finansów, to pewnie przejrzałeś już swoje konta, karty i lokaty i pozbyłeś się tego, co niepotrzebne lub po prostu drogie.

Ale produkty finansowe to tylko jedna strona medalu. Po drugiej stronie są jeszcze rzeczy, na które mamy największy wpływ: wydatki i miesięczny budżet.

A tam też można zawsze znaleźć kilka rzeczy, które wymagają uwagi.

Wiosna to dobry moment na przyjrzenie się swoim finansom z bliska. Jesteśmy już po dużych zimowych wydatkach (święta, ogrzewanie…), a jeszcze przed wakacjami i długimi urlopami. W związku z tym miesięczne wydatki są najbardziej przeciętne jak tylko mogą być. To znaczy, że w domowym budżecie nie ma żadnych dodatkowych pozycji, które istotnie odbiegałyby od średniej.

Do przeglądu budżetu warto podejść od dwóch stron:

  1. Znaleźć niepotrzebne wydatki.
  2. Zweryfikować ustalone przez siebie kategorie wydatków.

Szukamy niepotrzebnych wydatków

Podstawowym celem prowadzenia domowego budżetu jest zwiększenie świadomości na temat tego, na co i ile pieniędzy wydajesz. Tworzysz własne kategorie wydatków (lub pozostajesz przy tym, co podpowiada Kontomierz), zapisujesz/importujesz każdą transakcję i w efekcie otrzymujesz pełną rozpiskę: ile, gdzie i na co wydałeś pieniądze.

Kolejny krok to weryfikacja rzeczywistych wydatków z planami. Prowadząc budżet, jedną z podstawowych czynności jest właśnie planowanie. Na początku każdego miesiąca warto poświęcić pół godziny i dokładnie rozpisać ile pieniędzy zamierzasz przeznaczyć w ramach każdej z Twoich kategorii zakupów.

Pewne rzeczy wiesz od razu: wszelkie abonamenty, czynsze, raty są z reguły stałe. Inne wydatki musisz oszacować (np. na jedzenie, na rozrywkę itp.).

Tak skonstruowany budżet da Ci kolejną informację: w którym miejscu przekraczasz wydatki, a gdzie masz jeszcze „luz”.

I to jest właśnie moment, w którym należy przejść od teorii do praktyki.

Zwłaszcza, jeżeli w danej kategorii wydatków przekraczasz limit już od kilku miesięcy.

Z czego wynika ta rozbieżność?

  • czy w danym miesiącu zdarzyło się coś szczególnego, co uniemożliwiło Ci trzymanie się planu?
  • czy Twoje plany są zbyt optymistyczne?
  • jaka jest skala zjawiska – przekraczasz budżet tylko o kilka złotych, czy może o wiele więcej?
  • jak ta rozbieżność wpływa na Twój cały budżet – czy mimo to nadal się bilansuje?

Warto zadać sobie te kilka pytań. Ale to jeszcze nie wszystko. Jest jeszcze coś, czego nie wyczytasz z tabelek w Excelu czy podsumowania w Kontomierzu.

To rzeczy, z których nie korzystasz, a za które wciąż płacisz. Z przyzwyczajenia, na wszelki wypadek, czy po prostu dotychczas nie chciało Ci się nic z tym robić.

Weź pod szczególną uwagę wszelkiego rodzaju abonamenty:

  • czy Twój plan taryfowy w komórce jest odpowiedni, czy może co miesiąc zostajesz z kilkudziesięcioma niewydzwonionymi minutami?
  • czy oglądasz te wszystkie kanały telewizyjne, czy może warto zmniejszyć pakiet?
  • czy masz jakieś płatne konta bankowe, z których już nie korzystasz?
  • prenumeraty magazynów, których już nie czytasz lub co najwyżej przeglądasz?
  • karta na siłownię, z której korzystałeś ostatni raz przy okazji noworocznych postanowień?

To są naprawdę konkretne oszczędności.

Upraszczamy budżet

Pieniądze to jedno, ale warto spojrzeć na swój budżet pod jeszcze jednym kątem.

Wielu ludzi zniechęca się do budżetowania, bo to zbyt nudne, pracochłonne lub wymagające zbyt dużej skrupulatności.

To zazwyczaj wynika z całkiem niewłaściwego podejścia: ogromnej dokładności, mnożenia kategorii na każdy możliwy wydatek. W efekcie budżet domowy staje się coraz bardziej czasochłonnym obowiązkiem.

A przecież można to sobie znacznie ułatwić! Kontomierz automatycznie importuje Twoje transakcje kartami płatniczymi i nadaje im kategorie wydatków. Większość pracy jest już wykonana za Ciebie.

A co jeżeli prowadzisz budżet „ręcznie”? Warto co jakiś czas robić gruntowny przegląd ustalonych wcześniej kategorii wydatków. I pozbywać się tych, w ramach których nic się nie działo przez ostatnie miesiące.

Tak, aby zawsze mieć porządek w domowych finansach. Skuteczny budżet to prosty budżet.

Fot. Flickr / 401K 

Ogólne Pułapki finansowe: podsumowanie

W ostatniej serii artykułów opisywaliśmy kilka pułapek finansowych, które czyhają na domowy budżet. Takich pułapek jest bardzo dużo, tak jak sposobów na wyciekanie pieniędzy w portfela. Na pewno nie opisaliśmy wszystkich –  ale wskazaliśmy kilka najważniejszych.

Oto cztery groźne pułapki finansowe – wraz ze sposobami na to, jak ich unikać:

1.

Wydawanie pieniędzy, których (jeszcze) się nie ma. W tę pułapkę bardzo łatwo wpaść. Wystarczy pomyśleć „zapłacę za to z przyszłej pensji”. Lub z kilkunastu przyszłych pensji, w końcu rata kredytu nie wydaje się taka wysoka.

Kredyty oczywiście „są dla ludzi”, ale jednak lepiej – gdy ma się taką możliwość – nie wydawać pieniędzy, których się nie ma. Zamiast tego odłożyć zakup, czasem na kilka miesięcy, i zapłacić z odłożonych pieniędzy.

Dzięki temu budżet ma większą elastyczność, a brak stałych zobowiązań finansowych to kolejny krok do bezpieczeństwa finansowego.

2.

Życie od pierwszego do pierwszego na pewno nie przybliża nas do takiego poczucia bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie. Wydatki ważniejsze niż oszczędności, niecierpliwe czekanie na wypłatę, a jak ta spóźni się kilka dni – to dramat. Brzmi znajomo?

Ten cykl życia od wypłaty do wypłaty trzeba jak najszybciej przerwać. Cierpi na tym nie tylko domowy budżet ale także samopoczucie (stres!).

Pierwszym krokiem do wyjścia z tej finansowej pułapki powinno być przestrzeganie zasady „najpierw płać sobie”. Gdy otrzymasz wypłatę, określoną część odłóż na oddzielne konto i nie wydawaj tych pieniędzy. Tak dopasuj swój budżet domowy, by pozostałych pieniędzy wystarczyło do końca miesiąca.

3.

Konieczne będzie oszczędzanie. Ale nie oszczędzanie na wszystkim! To dość zdradliwa pułapka finansowa, bo można w nią wpaść – paradoksalnie – przez zapał do oszczędzania.

Wybieranie najtańszych rozwiązań i produktów może na pierwszy rzut oka wydawać się racjonalne (w końcu prowadzi to do konkretnych, widocznych już dziś oszczędności). Tak jednak nie jest, gdyż w dłuższym okresie okazuje się, że rachunek jest znacznie wyższy niż cena produktu.

Tak jest, przykładowo, z oszczędzaniem na jedzeniu. Niewłaściwa dieta, tanie produkty (pełne chemii i różnych „wypełniaczy”) to szybki sposób na pogorszenie stanu zdrowia. A odbudowanie zdrowia potrafi dużo kosztować.

Podobnie z oszczędzaniem na jakości. Prędzej czy później przyjdzie za to zapłacić. Dobrą strategię przedstawił w jednym z komentarzy Zoom:

Niestety, jakość kosztuje. Ja mam taką strategię - rzeczy których używam często (sprzęt audio, rower, komputer, odzież outdoor) i są ważne dla mnie kupuję wysokiej jakości, w pozostałych przypadkach oszczędzam.

4.

Brak płynności finansowej. Takie „życie na krawędzi”, bez żadnego marginesu bezpieczeństwa na wypadek nagłych, awaryjnych sytuacji. Wszystkie pieniądze wydawane są od razu albo zamrożone w różnych inwestycjach. Fundusz awaryjny?  - nie istnieje.

To duże niebezpieczeństwo dla domowych finansów, bo każda nieprzewidziana sytuacja i dodatkowy wydatek powoduje konieczność nagłego szukania pieniędzy. A to oznacza, że czasami trzeba będzie wycofać się z inwestycji w złym momencie lub pogodzić się z utratą odsetek ze zrywanych lokat. To i tak w miarę komfortowa sytuacja – gdy można wesprzeć budżet środkami z likwidowanych inwestycji.

Gdy takich nie ma trzeba szukać pieniędzy gdzieś indziej – najczęściej w banku, płacąc duże odsetki.

Fot. Flickr / Images of money 

Ogólne Pułapki finansowe: przeinwestowanie i brak płynności

O tym, że przekredytowanie jest jedną z większych katastrof finansowych, która może się nam przydarzyć, wiadomo nie od dziś. Gdy raty kredytów zabierają ponad połowę domowego budżetu, to zaczyna robić się niebezpiecznie.

Na drugim końcu skali jest przeinwestowanie. Na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie: jeżeli ktoś inwestuje, to znaczy, że generuje regularne górki i z jego finansami musi być wszystko w porządku?

Otóż nie zawsze! I to nie tylko dlatego, że inwestując można też stracić.

Każdy budżet domowy powinien mieć pewną płynną rezerwę. Coś na nieprzewidziane wydatki i inne awaryjne sytuacje.

Posiadając już jakieś oszczędności można ulec pokusie, by wszystkie wolne środki zainwestować – w lokaty, fundusze, giełdę, czy jeszcze inne z wielu możliwych instrumentów finansowych. W końcu oszczędności powinny zarabiać, a nie leżeć na nieoprocentowanym RORze.

Problem w tym, że wtedy pieniądze są zamrożone w tych wszystkich inwestycjach i dostęp do nich jest utrudniony. Co jeżeli nagle potrzebujemy gotówki? Lokatę trzeba będzie zerwać, pożegnać się z odsetkami i poczekać na przelew środków z banku. Z funduszy i giełdy trzeba będzie wyjść – i to wcale nie musi być najlepszy moment na zakończenie inwestycji. Najczęściej jest to najgorszy moment.

To nie koniec. Czasami z różnych inwestycji najzwyczajniej nie można wyjść – pod groźbą bolesnych kar. Tak jest ze wszystkimi „programami systematycznego oszczędzania”, gdzie deklarujemy miesięczną składkę, a wpłacane środki zamrażane są na kilka lub kilkanaście lat. Chcesz wyjść wcześniej? Musisz pożegnać się z większością wpłaconych składek.

Inwestycje to także ryzyko. Można stracić część lub całość środków. Dlatego w agresywne i ryzykowne instrumenty finansowe należy angażować tylko te środki, na których stratę możemy sobie pozwolić.

Chcąc zarobić godzimy się na ryzyko.

I choć zwrot z inwestycji może wydawać się kuszący, to i tak polecamy, by część środków trzymać w łatwo dostępnym miejscu.

Zawsze dobrze jest mieć pewien zapas gotówki. Nie dlatego, że chcemy Was teraz straszyć jakimiś czarnymi scenariuszami i kryzysową niewypłacalnością banków.  Po prostu, czasem zdarzają się takie prozaiczne sytuacje jak awaria bankomatu (który na przykład bez powodu zatrzyma kartę i na zwrot trzeba będzie czekać kilka dni). Takie przypadki przychodzą najczęściej wtedy, gdy akurat ekspresowo potrzeba gotówki. Lepiej zaoszczędzić sobie stresu.

Pozostałą część awaryjnych środków najlepiej przechowywać na łatwo dostępnym koncie. Takim, do którego mamy kartę debetową i możemy w każdej chwili mieć dostęp do pieniędzy. Chodzi o to, by w nagłych sytuacjach mieć możliwość szybkiej reakcji.

Fundusz awaryjny służy właśnie do tego, by być poduszką finansową w nagłych przypadkach. Ma być zabezpieczeniem i ma być łatwo dostępny. Nie musi zarabiać.

Co oczywiście nie oznacza, że ten ROR, na którym leżą awaryjne środki, nie ma być oprocentowany. W ofertach banków nadal można znaleźć takie rachunki osobiste, które oferują kilkuprocentowe odsetki w skali roku. Niestety poniżej inflacji, ale zawsze coś.

Kompromisowym rozwiązaniem może być konto oszczędnościowe podpięte pod taki łatwo dostępny ROR. Obecnie najlepsze konta oszczędnościowe są oprocentowane w okolicach inflacji lub nieznacznie wyżej.

A co jeżeli nie masz wolnych środków, a mimo to szukasz jakiegoś finansowego zabezpieczenia? Rozwiązaniem mogą być produkty kredytowe, w których płacisz tylko za wykorzystany limit. A jako że będziesz z tych środków korzystać tylko w awaryjnych sytuacjach, to przez większość czasu pozostaną nienaruszone.

Przykładem takich produktów jest debet (linia kredytowa w koncie, która pozwala na tymczasowe zejście „pod kreskę”) lub karta kredytowa.

Najczęściej jednak nie są to produkty darmowe. W przypadku debetu płaci się roczną prowizję za udostępnienie kredytu (np. 2% od całkowitej sumy przyznanego limitu). W przypadku większości kart kredytowych trzeba liczyć się z opłatą roczną.

Zachowanie płynności w domowym budżecie jest bardzo ważne, zwłaszcza gdy mamy jakieś stałe i nieprzesuwalne wydatki, takie jak rata kredytu mieszkaniowego. Wtedy, w sytuacji awaryjnej, zamiast dzwonić do banku i negocjować przesunięcie terminu, możemy sięgnąć do środków odłożonych właśnie na takie okoliczności.

Fot Flickr / Images of money 

Ogólne Waszym zdaniem: Czy wizerunek banku ma znaczenie?

Czy liczą się opinie o banku, czy po prostu najlepsza oferta?

Wybierając najlepsze konto przyglądam się taryfom opłat i prowizji, szukam haczyków, ukrytych opłat, wypróbowuję wersję demonstracyjną serwisu transakcyjnego. Szukając lokat patrzę na oprocentowanie, czas trwania i – jeszcze do niedawna – kapitalizację.

To wszystko wpływa na moją decyzję. A co z opiniami o banku? Czy mają znaczenie w sytuacji, gdzie liczą się głównie złotówki?

Czy zmiana wizerunku PKO BP z pomocą Szymona Majewskiego przekonała Was, że to dynamiczny i nowoczesny bank?

Czy historie o poszkodowanych przez bank klientach mają wpływ na to, komu powierzacie swoje pieniądze? Na przykład ostatni przykład jednego z klientów Getinu, któremu skradziono dokumenty, a bank nie przekazał tej informacji do rejestru dokumentów zastrzeżonych. A w międzyczasie złodzieje wyłudzali kredyty i „pracowali” na negatywną historię poszkodowanego klienta w BIK i rejestrach nierzetelnych dłużników.

Winę Getinu orzekł sąd nakazując wypłatę 20 tys. zł odszkodowania.

Oczywiście, od czasu do czasu takie przypadki przewijają się przez media i blogi. Pewnie każdy bank ma coś na sumieniu – źle obsłużonego klienta, nieudzielanie pełnych informacji (lub nawet wprowadzanie w błąd, np. przez telefonicznych konsultantów), błędy systemu transakcyjnego powodujące problemy z księgowaniem transakcji (np. brak zwrotu środków z zakończonej lokaty)…

Można wymieniać długo. Część z tych historii trafia do opinii publicznej, część nie. Część żali klientów jest uzasadniona, a części sami są sobie winni – niedokładnie czytając umowy.

Ale trzeba przyznać, że akurat Getin mocno pracuje na swoją negatywną opinię.

Tylko, czy to ma znaczenie przy podejmowaniu decyzji o założeniu konta czy lokaty?

Zastanawia mnie to szczególnie w kontekście sytuacji mBanku. Z jednej strony głośna sprawa „Nabitych” (klientów, którzy kwestionują zapisy umowy kredytowej pozwalające na ustalanie oprocentowania kredytów przez Zarząd banku) i procesy zbiorowe klientów z bankiem. Z drugiej strony mBank konsekwentnie wskazywany jest jako najlepszy bank internetowy...

A czy Wy, wybierając produkty bankowe, liczycie jedynie koszty i zyski, czy może kierujecie się też opiniami o danym banku?

Fot. Flickr / 401K 

Ogólne Nie ma jednej właściwej drogi

  • ... do niezależności finansowej
  • ... do bogactwa
  • ... do wyjścia z długów
  • ... do bezpieczeństwa finansowego
  • ... do zarabiania na giełdzie

Wybierz cokolwiek z powyższej listy, a znajdziesz stu ekspertów i dwa razy więcej recept i sprawdzonych sposobów. I faktycznie, każdy z nich pewnie gdzieś się kiedyś sprawdził. Raz lub dwa.

Chcesz spłacić długi? Zacznij od tego najwyżej oprocentowanego, na tym zyskasz najwięcej. Albo zastosuj metodę kuli śniegowej i najpierw spłacaj najmniejsze długi – dzięki temu szybciej będziesz miał z głowy drobne rzeczy i będziesz mógł skupić się na dużych kredytach. Albo od razu zacznij rozglądać się za kredytem konsolidacyjnym.

Potrzebujesz bezpieczeństwa finansowego? Już dziś zacznij odkładać na emeryturę. Albo weź się za budowanie funduszu awaryjnego. Możesz też wybrać opcję, w której (za drobną opłatą) pewien stopień bezpieczeństwa finansowego zapewni Ci bank – z linią kredytową w rachunku osobistym lub limitem na karcie kredytowej.

Chcesz mieć milion na koncie? Możesz wybrać drogę długą, ale bezpieczną – konsekwentnie odkładając jakąś sumę pieniędzy i inwestując ją w mało ryzykowne instrumenty (lokaty, obligacje). Możesz też pójść drogą szybszą, ale niepewną – inwestując w akcje, lub nawet podejmując większe ryzyko – grając na instrumentach z dźwignią finansową, takimi jak kontrakty terminowe lub forex.

Dla jednych osób najlepszym sposobem na zarządzanie finansami w związku będzie wspólne konto. Inni nie wyobrażają sobie wrzucania wszystkiego do jednego worka i pozostają przy oddzielnych rachunkach.

Która droga jest lepsza? Każda się pewnie kiedyś sprawdziła. W określonych warunkach, dla danej konkretnej osoby.

Każdy z nas jest inny. Mamy różną tolerancję na ryzyko, więc wybieramy różne inwestycje. Ktoś lepiej będzie czuł się z oszczędnościami na kontach oszczędnościowych i w lokatach, bo nie może znieść widoku strat na rachunku maklerskim. Dla kogoś innego będzie to strata czasu i marnowanie okazji.

Każdy z nas ma inne doświadczenia. Ja przez ponad rok żyłem z długiem, który wydawał mi się niemożliwy do spłaty. Dlatego tak ważne jest dla mnie bezpieczeństwo finansowe i tak dużą rolę w moim budżecie domowym odgrywa oszczędzanie. Dlatego też częściej czytacie tutaj o odkładaniu pieniędzy niż inwestowaniu w ryzykowne instrumenty finansowe :).

Twoje doświadczenia mogą być całkiem inne. Możesz być w zupełnie innej sytuacji.

To co robić?

Jeżeli jeszcze nie wiesz co najlepiej sprawdza się u Ciebie – eksperymentuj. Wypróbowuj różne sposoby zarządzania pieniędzmi.

Płacisz gotówką? Może łatwiej będzie Ci płacić kartą i wszystkie wydatki śledzić w Kontomierzu? A może gotówka sprawia, że masz większą kontrolę nad swoimi wydatkami?

Budżet się nie dopina? Łatwiej będzie Ci ściąć jakieś wydatki, czy poszukać nowych źródeł dochodu?

Spisujesz wszystkie rachunki co do grosza? Czy może lepiej zaokrąglać?

Jest mnóstwo dróg do właściwego zarządzania swoimi finansami. Warto sprawdzić jak najwięcej z nich i przekonać się jaki system najbardziej nam odpowiada. Oczywiście, czasem nie trafimy, zarobimy lub zaoszczędzimy mniej, ale prędzej czy później uda się znaleźć optymalną drogę do realizacji swoich finansowych celów.

Fot. Flickr / freefotouk 

Ogólne Właśnie dlatego noworoczne postanowienia zawodzą

Nowy Rok sprzyja nowym planom i zamierzeniom. Mając w kalendarzu taki symboliczny nowy początek bardzo łatwo sobie powiedzieć „będę więcej oszczędzać” czy „będę lepiej kontrolować swój budżet”. Według badania TNS dla ING z takimi właśnie planami w 2012 wchodzi co piąty Polak.

Ale te noworoczne postanowienia są strasznie trudne do utrzymania. Tydzień, może dwa – a potem stary porządek wraca. Dlaczego tak często do tego dochodzi?

Odkładanie w czasie. Jeżeli nie zaczniesz teraz, to pewnie już się nie uda. Nie ważne jaki dziś dzień. Czy początek roku, czy początek tygodnia. Minie jedna okazja, to zawsze w przyszłości będzie jakaś kolejna. I tak w kółko, nie osiągając nic ze swoich planów. Większość ludzi rezygnuje już w momencie, w którym przychodzi do konkretnego działania. Przezwyciężając tę przeszkodę jest się już daleko z przodu.

Wymówki. Bardzo łatwo znaleźć powód, dla którego się czegoś nie zrobiło. Wymówki są łatwe, proste i przyjemne – zmniejszają poczucie winy i dają złudzenie, że nadal jesteśmy na dobrej drodze (akurat tylko pojawiła się drobna trudność). Tylko, że to oczywiście do niczego dobrego potem nie prowadzi.

Brak kontroli efektów. Rzeczy takie jak oszczędzanie, wydawanie mniej, kontrolowanie budżetu są świetnymi postanowieniami, bo można je policzyć. Każdego dnia możesz zobaczyć jak blisko jesteś swojego celu. Takie regularne mierzenie stanu podjętych planów jest ekstremalnie ważne. Bez tego pozostaje tylko błądzenie po ciemku i liczenie na jakiegoś autopilota, który będzie trzymał właściwy kurs.

Zbyt ambitne plany. Bardzo łatwo postawić sobie poprzeczkę zbyt wysoko i założyć sobie cele niemożliwe, lub bardzo trudne do spełnienia. Ambicja jest dobra, ale wyznaczanie sobie planu, który wymaga nieustannego, dużego wysiłku szybko prowadzi do frustracji i porzucenia wcześniejszych zamierzeń.

Złe zdefiniowanie celów. „Więcej oszczędzać” czyli ile? Czyli co robić, a czego nie? Cele muszą być konkretne i jasne. Żeby zawsze było wiadomo, w którym miejscu jesteśmy. Konkretny cel to na przykład „odkładać dodatkowe 100 zł co miesiąc w momencie wpłynięcia pensji”. Z góry wiadomo, kiedy będzie spełniony, a kiedy nie.

Brak motywacji (lub niewłaściwa motywacja). Wprowadzane zmiany powinny mieć sens i znaczenie. Nie wiedząc po co coś robimy, lub robiąc coś z niewłaściwych pobudek („bo tak wypada”) tylko sobie utrudniamy. Wprowadzane noworoczne (czy jakiekolwiek) życiowe zmiany powinny być w zgodzie z własnymi wartościami.

Brak woli. Wola jest jak mięsień i przy dużym wysiłku jej siła po prostu się wyczerpuje. Takim dużym obciążeniem dla siły woli może być chociażby zbyt restrykcyjny rygor i sztywne zasady. Dobrze co jakiś czas pozwolić sobie na więcej swobody w trzymaniu się noworocznych planów – by dać trochę odetchnąć sile woli.

Brak wsparcia. Trzymając się tematu oszczędzania pieniędzy – utrzymanie takiego nawyku może być szalenie trudne w towarzystwie osób, które z pieniędzmi postępują w dużo bardziej swobodny sposób. Nie zawsze, ale czasami pewne pozytywne zmiany mogą paradoksalnie spotykać się z negatywnymi reakcjami otoczenia.

Za dużo na raz. Gdyby „oszczędzanie pieniędzy” było jedynym postanowieniem składanym w Sylwestra to jeszcze nie byłoby tak źle. Ale zazwyczaj taki plan znajduje się w dużo liczniejszej grupie – z takimi popularnymi przykładami jak „schudnę”, „będę więcej ćwiczył”, „będę żyć zdrowiej” itd. Jedna rzecz na raz. Dopiero gdy wejdzie w nawyk, można dokładać kolejne. Inaczej szybko pojawia się zniechęcenie i z planów nici.

--

Mierząc się z tymi problemami można założyć sobie takie noworoczne cele, które jednak będą możliwe do wykonania. I przyniosą naprawdę pozytywne zmiany.

Fot. Flickr / duien

Ogólne Kontroluj budżet i wydatki z nowym Kontomierzem

  • 18 października 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

Wraz z nowym Kontomierzem otrzymujecie jeszcze skuteczniejsze narzędzia w walce z niepotrzebnymi wydatkami.

Takie centrum kontroli nad domowym budżetem znajduje się w zakładce Oszczędzaj.

W tym miejscu możecie śledzić swój miesięczny budżet, planować przyszłe wydatki dzięki świnkom skarbonkom, ustawić sobie harmonogram płatności na bieżący miesiąc i na koniec - przejrzeć historię swojego majątku.

Kontomierz zadba o to, byście nie pominęli żadnej ważnej płatności w miesiącu, ostrzeże przed przekroczeniem budżetu i pomoże utrzymać dyscyplinę w odkładaniu na przyszłe, większe wydatki.

Kontrola nad budżetem

Pierwszy ekran to podsumowanie Waszych planów i wydatków na ten miesiąc. 

Wykresy i zestawienia pokazują Wasze założenia finansowe (całkowita kwota budżetu i w podziale na kategorie wydatków) i najważniejsze informacje - to ile wydaliście i ile jeszcze pozostało do wydania (lub o ile przekroczono budżet).

Nowy Kontomierz - budżet

Budżet można w prosty sposób modyfikować klikając "edytuj" pod właściwą kategorią na pasku bocznym.

Świnki skarbonki

Świnki skarbonki to nasz sprawdzony sposób na planowanie przyszłych, większych wydatków. I trzymanie się tego planu.

Jeżeli chcecie oszczędzać np. na nowego laptopa, czy wakacje na Krecie, czy na cokolwiek innego na co musicie odkładać kilka miesięcy, to możecie w tym celu utworzyć świnkę skarbonkę.

Zasilając ją kolejnymi wpłatami możecie potem monitorować stopień realizacji Waszych celów finansowych.

Planer

Podczas gdy budżety pokazują historię finansową, Planer pokazuje przyszłość. Możecie w nim ustalić jakich regularnych wpływów i wydatków się spodziewacie w najbliższym czasie.

Ma to co najmniej dwa praktyczne zastosowania. Dzięki temu na pewno nie przegapicie żadnej płatności - Kontomierz Wam przypomni o nadchodzącym terminie zapłaty. Poza tym, mając taki ustalony plan finansowy wiecie jak zarządzać swoim budżetem tak, aby faktycznie mieć środki na koncie wtedy, kiedy są potrzebne.

Historia majątku

Kontomierz pokazuje także historię Waszego majątku. Co miesiąc możecie obserwować jak zmienia się globalny stan Waszych finansów.

Ponadto, każdy taki miesiąc możecie opisać oddzielną notatką. Jeżeli więc w jakimś miesiącu nastąpił znaczny spadek lub wzrost Waszego stanu posiadania, możecie sobie to opisać, by w przyszłości pamiętać, skąd wzięła się taka nagła zmiana.

--

Wierzymy, że dzięki tym wszystkim narzędziom, Kontomierz jeszcze skuteczniej pomoże Wam oszczędzać pieniądze. 

Ogólne Wolność finansowa (definicja, nie poradnik)

  • 25 sierpnia 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 8 comments

Wolność finansowa

Czym jest wolność finansowa?

Ktoś powie, że chodzi o kupowanie wszystkiego, na co ma się ochotę. Ktoś inny powie, że to niezależność od innych - zwłaszcza pracodawcy. Jeszcze ktoś inny powie, że to w ogóle brak potrzeby pracy - człowiek wolny finansowo żyje z oszczędności lub z pracy innych ludzi.

Ja mam jeszcze jedną definicję.

Dla mnie wolność finansowa to brak potrzeby myślenia o pieniądzach na co dzień.

Nie muszę codziennie sprawdzać ile mam na koncie (wystarczy raz na jakiś czas - dla utrzymania kontroli).

Robiąc zakupy do domu nie muszę kierować się ceną. Zresztą, głównie kupuję jedzenie, więc tu wręcz nie powinienem kierować się ceną.

Gdybym stracił pracę mógłbym utrzymać się przez kilka miesięcy z funduszu awaryjnego.

Mam pieniądze, które mogę wydawać na jakieś większe zachcianki bez wyrzutów sumienia.

Ale nie tracę kontroli. Nadal oszczędzam i dbam o to, by moje wydatki były racjonalne.

Jednym zdaniem - pieniądze nie są zmartwieniem.

Ale nie zawsze tak było.

Jeszcze parę lat temu miałem długi - na kwoty ledwie wyobrażalne dla kogoś, kto jeszcze nawet nie skończył studiów. Wtedy pieniądze były dużym zmartwieniem. Na tyle, że nie dawały zasnąć.

Miały najwyższy priorytet. Liczyła się każda złotówka i musiałem oszczędzać na wszystkim co się da. Nawet najmniejszy zysk, najmniejsza oszczędność to było coś. O zachciankach czy wydawaniu pieniędzy bez wyrzutów sumienia mogłem najwyżej pomarzyć.

Mając takie doświadczenie za sobą potrafię docenić to, co mam teraz. Nie muszę być rentierem, nie musi być mnie stać na wszystko - wystarczy, że nie muszę się martwić pieniędzmi.

A jakie są twoje doświadczenia? Czy pieniądze to dla ciebie powód do zmartwień, czy może myślisz o nich coraz mniej? Czym dla ciebie jest wolność finansowa?

Fot. Flickr / Aliks Jendlent

Ogólne Jak wydawać pieniądze (nie za dużo i nie za mało)?

  • 24 sierpnia 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comments

Jak wydawać?

Czy dopadł cię kiedykolwiek strach przed wydawaniem pieniędzy? Może nawet nie strach, ale taki dziwny paraliż, za każdym razem gdy wyciągasz portfel z kieszeni...

"Nie mogę tego kupić (tyle wydać) - przecież oszczędzam"

I nie musi chodzić o jakiś drogi gadżet, czy coś równie niepotrzebnego. Po prostu - opór przed wydawaniem pieniędzy, niezależnie od tego na co. Odruch.

Sumiennie prowadząc budżet domowy, szukając najlepszych miejsc dla inwestowania swoich pieniędzy, oszczędzając... łatwo wpaść w pułapkę wręcz nawykowego myślenia w ten sposób przy każdych zakupach.

W pewnym momencie tak miałem. Na tyle, że granicę skąpstwa widziałem tuż przed sobą. Zapał do oszczędzania poszedł odrobinę za daleko.

Co gorsza, w moim przypadku doszedł jeszcze efekt pytania "co by teraz pomyślał mój czytelnik?" za każdym razem, gdy chciałem kupić coś droższego ;).

Jasne jest, że to niekoniecznie właściwa droga.

W zarządzaniu własnymi finansami wydawanie pieniędzy to umiejętność tak samo ważna, jak oszczędzanie.

I trzeba się jej nauczyć i skalibrować tak, by nie przesadzać w żadną stronę.

No to zacząłem szukać swojej równowagi. Miejsca, w którym czułbym się w porządku wobec swoich oszczędności, a jednocześnie pozwalać sobie na różne zachcianki.

I chyba udało mi się takie miejsce znaleźć.

Jak racjonalnie wydawać

Znalazłem swoje pięć sposobów. Może któryś sprawdzi się też u ciebie:

  1. Droższe zakupy (u mnie - głównie elektronika, lub jakieś ulepszanie roweru) - odczekać 30 dni. Jeżeli po tym czasie nadal chcę to kupić (i mam na to środki), to kupuję.
  2. Czy mnie stać? Na większe zakupy mam założony "fundusz zakupowy" na który co miesiąc przelewam ustaloną kwotę. To pieniądze, o których wiem, że mogę je wydać na cokolwiek, bez żadnych wyrzutów sumienia.
  3. Są też rzeczy, na których nie warto oszczędzać. Zdrowie, jedzenie i edukacja. Tu bezwzględny priorytet ma jakość i dbanie o siebie, a nie liczenie każdej złotówki.
  4. Nie chodzi o to, by szukać absolutnie każdej okazji do zaoszczędzenia nawet najmniejszej kwoty. Oszczędzanie nie powinno być obsesją. Po co cały czas myśleć o pieniądzach?
  5. Od pieniędzy leżących na koncie szczęścia nie przybywa. Warto oszczędzać na przyszłość, ale nie zapominając przy tym o dniu dzisiejszym.

A czy ty miałeś kiedyś problem z wydawaniem pieniędzy? Wydawałeś za dużo? A może za mało?

 Fot. Flickr / TrevinC

Ogólne Co masz w portfelu (i co to o tobie mówi)?

Co masz w portfelu?

Zawsze bawiły mnie opisy zawartości portfela przeciętnego Amerykanina. Te z serii: 7 kart kredytowych, które już ledwo mieszczą się w przegródkach - portfel jest nimi dosłownie wypchany. A do tego - oczywiście - każda z nich zadłużona pod sam limit. Lub prawie. Idealna ilustracja społeczeństwa żyjącego na kredyt.

Tyle Ameryka. A jak wygląda mój portfel?

Ogólnie, staram się utrzymywać porządek w finansach. I nawet jakoś mi się to udaje, mimo posiadania ROR-ów w 6 bankach (a kont oszczędnościowych aż bałbym się liczyć). System, jaki sobie wypracowałem, funkcjonuje całkiem dobrze. Ważną częścią tego systemu jest to, co mam w porfelu.

Niewiele tego:

  • 1 karta kredytowa
  • 1 karta debetowa
  • dowód osobisty
  • prawo jazdy
  • karta abonamentu medycznego
  • Karta Sopocka
  • gotówka: 50 zł
  • I tyle. Lekko, przyjemnie, praktycznie.

A teraz po kolei.

Wszystkie codzienne i niecodzienne zakupy staram się robić kartą kredytową. Już jakiś czas temu przeszedłem na system prawie-bezgotówkowy. Tak jest, przynajmniej dla mnie, dużo wygodniej, no i trochę korzystniej (darmowy kredyt).

Tu akurat wybrałem kartę Keep it simple w OF (0 zł za wydanie i odnowienie, do 59 dni bez odsetek), choć pewnie udałoby się na rynku znaleźć coś lepszego, z cashbackiem lub innymi bonusami. Ale zazwyczaj, aby taka wypchana bonusami karta była darmowa, trzeba na to zapracować odpowiednim obrotem. A mi się nie bardzo chce tym martwić.

Kartę spłacam co miesiąc w całości.

Kartę debetową mam w mBanku (uwaga na wchodzące właśnie w życie opłaty - 2 zł za kartę). Służy mi ona praktycznie tylko do wybierania gotówki raz, może dwa razy w miesiącu.

W związku z tym, że mam jeszcze parę ROR-ów w innych bankach, dostałem w komplecie też kilka innych kart. Ale korzystam tylko z dwóch powyższych, reszta leży w domu (i tak są powiązane z kontami, na których nic nie ma).

Dokumenty - wiadomo, podstawa. Choć pewnie znalazłoby się trochę argumentów za tym, by trzymać je gdzieś poza portfelem, np. by w razie jakiejś kradzieży kieszonkowej nie stracić i dokumentów i dostępu do pieniędzy.

Karta Sopocka - zniżki w niektórych sklepach, kawiarniach i restauracjach w Sopocie i darmowy wstęp na molo :). 

Gotówka. Tutaj mam podejście identyczne z tym, jak u kierowców dowożących pizzę. Noszę przy sobie nie więcej niż 50 zł. W zasadzie, gotówką płacę tylko za bilety komunikacji miejskiej i jakieś drobne zakupy w miejscach, gdzie nie przyjmują kart.

Całość zupełnie niepodobna do amerykańskich portfeli. Po spisaniu tego wszystkiego widzę dwie wady:

1. dokumenty w tym samym miejscu, co pieniądze - to może być trochę ryzykowne,

2. brak zapasowej karty, w razie, gdyby podstawowa odmówiła posłuszeństwa (jeszcze mi się nie zdarzyło, ale przyjmuję, że taka możliwość jest).

Pewnie niedługo coś z tym zrobię.

A jak wyglądają wasze portfele?

Fot. Flickr / shareski