Filtrowanie wszystkich postów po tagu "gpw." Wyczyść filtr

Taką szansę daje ETF. Obecnie mamy dostępne dwa ETF-y oparte o kurs zagranicznych indeksów – jeden na niemiecki DAX i drugi na amerykański S&P 500. Oprócz tego jest też fundusz związany z polskim WIG 20.

Dla przypomnienia: ETF czyli Exchange Traded Fund to fundusz notowany na giełdzie, który kupić i sprzedać można tylko za pośrednictwem rachunku maklerskiego. Głównym zadaniem ETF-ów jest naśladowanie indeksów.

Funduszem ETF handlujemy na giełdzie, do czego niezbędny jest rachunek maklerski. Wiążą się więc z tym dodatkowe koszty (których nie ma przy funduszu indeksowym).

W naszych kalkulacjach musimy uwzględnić ewentualny abonament za prowadzenie rachunku, oraz przede wszystkim prowizje maklerskie za kupno i sprzedaż (zazwyczaj ok. 0,4% za jedną transakcję). 

Oznacza to, że w fundusz ten nie warto jednorazowo inwestować mniej niż ok. 800-1000 zł (zależnie od prowizji biura maklerskiego). Za niższe kwoty będziemy płacić minimalne prowizje wyrażone w złotówkach, które procentowo pochłoną większą część inwestowanej kwoty (w porównaniu do standardowych prowizji).

Opłata za zarządzanie jest już ujęta w wycenie funduszu i wynosi 0,5% w skali roku.

Do tego należy uwzględnić jeszcze spread, czyli różnicę między najlepszą ceną kupna, a najlepszą ceną sprzedaży.

Ponadto, w odróżnieniu od tradycyjnych funduszy, nie możemy kupować „ułamków” jednostek uczestnictwa (a jedna jednostka ETF ma wartość 1/10 wartości indeksu).

Gdy polska giełda zachowuje się istotnie słabiej niż indeksy zagraniczne, ETF może być dobrym wyjściem dla niektórych inwestorów. Przynajmniej przez pewien czas.

Cechy charakterystyczne ETF

ETF jest instrumentem płynnym. Jego notowania są ciągłe i w każdej chwili podczas sesji można kupić bądź sprzedać jednostki. Nie ma efektu poślizgu – od razu znamy cenę transakcji.

Opłaty są stosunkowo niskie – istotnie niższe, niż w przypadku zwykłych funduszy akcji. Roczna inwestycja to koszt rzędu 1,5-2% inwestowanej kwoty.

Żaden bank nie ma wyłączności na sprzedaż jednostek ETF. Jeżeli tylko masz rachunek maklerski w Polsce, to masz możliwość handlowania ETF.

W odróżnieniu od kontraktów terminowych na WIG 20, fundusz ETF uwzględnia dywidendy.

Tak jak oferta funduszy inwestycyjnych jest szeroka (mamy do wyboru dziesiątki, jeśli nie setki różnych funduszy i subfunduszy), tak obecnie ETF-y mamy tylko trzy.

Fundusze ETF otwierają nowe możliwości dla inwestorów – także dla tych, którzy dysponują jeszcze małym kapitałem. Jednostki można kupić nawet za mniej niż 100 zł (ale warto pamiętać, że przy małych kwotach rośnie rola prowizji maklerskiej)

Fot. Flickr / LendingMemo

Ogólne Szkolne błędy inwestorów. Czy też je popełniasz?

  • 19 sierpnia 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comments

Inwestowania na giełdzie trzeba się nauczyć. Raczej nie jest to jedna z tych umiejętności, do których można mieć wrodzony talent. A jak to z nauką bywa – ta często ma miejsce na błędach. Chybione transakcje, źle ustawione stop lossy, błędnie zidentyfikowany trend… Co jeszcze może się przytrafić początkującym inwestorom?

1. Podejmowanie decyzji pod wpływem emocji

Nie strategia, nie przemyślane decyzje, tylko emocje kierują podejmowanymi transakcjami. Do tego dochodzi cała gama zachowań z tym związanych: sprawdzanie notowań co kilka minut, nerwowość w czasie gdy nie mamy dostępu do bieżących kursów, a w weekendy myślenie tylko o tym jak giełdy otworzą się w poniedziałek.

Rozwiązanie: Jeżeli musisz co chwilę sprawdzać notowania, to znak, że stawka jest zbyt duża. Możesz ograniczyć wpływ emocji odpowiednio zmniejszając wielkość pozycji.

2. Są pieniądze, jest transakcja

Gotówka na rachunku maklerskim parzy w ręce. Okazją do zakupu staje się posiadanie wolnych środków na rachunku, a nie faktyczna sytuacja na rynku.

Rozwiązanie: Zadaj sobie pytanie - czy kupujesz dlatego, że akurat masz na to pieniądze, czy dlatego, że tak właśnie podpowiada Twoja strategia?

3. Uzależnianie nastroju od sytuacji na giełdzie

Jeżeli ceny idą we właściwą stronę - to danego dnia masz dobry humor. A jeśli rynek się Tobą nie zgadza, to nastrój dramatycznie się obniża. Pół biedy, jeżeli ta prawidłowość dotyczy tylko inwestora. Gdy rynek idzie w przeciwnym kierunku niż oczekiwaliśmy, łatwo też zarazić bliskich swoim obniżonym nastrojem.

Rozwiązanie: Sprawdzaj notowania rzadziej, np. raz w tygodniu. Jeżeli gra na giełdzie powoduje nerwowość i wahania nastroju to zmniejsz pozycję.

4. Monitorowanie postępów tylko wtedy, gdy jest dobrze

Zapisywanie, opisywanie i śledzenie transakcji szło dobrze, dopóki nie zaczęły się straty. Wtedy spadające słupki w Excelu przestały bawić, a zaczęły frustrować. A po co przysparzać sobie dodatkowej irytacji - sama strata nie wystarczy?

Rozwiązanie: Ustal sobie rutynę (np. podsumowanie sytuacji portfela finansowego raz w tygodniu czy w miesiącu – w określony dzień) i trzymaj się jej niezależnie od tego, co się dzieje. Nie tworzysz podsumowań po to, by się uśmiechać do wykresów, tylko po to, by wyciągać wnioski (i to właśnie głównie z błędów).

5. Nieustawianie stop lossów

Zabezpieczanie się zleceniami ograniczającymi straty to podstawowe narzędzie, które chroni nas przed gwałtownym spadkiem kursów. Realizacja straty zawsze boli – ale szybkie cięcie spadających pozycji jest zdecydowanie lepsze niż trwanie z daną spółką w trendzie spadkowym przez kolejne miesiące

Rozwiązanie: ustawiaj stop lossy :).

6. Inwestowanie w rzeczy, których się nie rozumie

Fundusze, ETFy, akcje, obligacje, opcje, kontrakty… instrumentów inwestycyjnych jest całe mnóstwo i każdy z nich opiera się na określonych zasadach. Korzystaj z tych instrumentów dopiero wtedy, gdy poznasz te zasady. Jak nie wiesz jak coś działa – to nie inwestuj.

Podobną zasadę można przyjąć też do pojedynczych spółek lub branż, w których działają. Nie inwestuj, jeżeli nie wiesz czym zajmuje się dana spółka. Kupuj udziały dopiero wtedy, gdy lepiej zrozumiesz charakter działania wybranej firmy i jej sytuację rynkową. Z tą drobną uwagą, że tutaj inwestorzy kierujący się przede wszystkim analizą techniczną mogą wnieść swój sprzeciw ;).

Rozwiązanie: inwestuj w to, na czym się znasz.

Ta lista na pewno nie jest wyczerpująca. Jakie jeszcze błędy popełniają inwestorzy? Czekamy na Wasze komentarze!

Fot. Flickr / kenteegardin

Ogólne Co PIT-8C i PIT-38 mówią o Twoich inwestycjach?

Do końca lutego biura maklerskie powinny były przesłać zestawienie PIT-8C za 2014 rok. A w nim najważniejszą informację – czy poprzedni rok na GPW zakończyliśmy stratą czy zyskiem.

Dla wielu inwestorów przegląd PITów 8C i późniejsze wypełnianie PIT-38 to jedyna okazja do tego, by podsumować swoje wyniki. I także – po części zrewidować kalkulacje rentowności swoich inwestycji.

W ciągu roku łatwo zapomnieć o podatku od zysków kapitałowych – biuro maklerskie nie nalicza ich automatycznie. Kwoty zyskownych transakcji cieszą oko, ale później trzeba wziąć jeszcze pod uwagę 19% podatku. I na takie obliczenia przychodzi czas właśnie między lutym a kwietniem.

Jeżeli nie prowadzicie stałej ewidencji swoich giełdowych inwestycji, to takie roczne podsumowanie jest bardzo przydatne. Zwłaszcza, że wartości w polach nr 47. (dochód) i 48. (strata) czasami potrafią otworzyć oczy na rzeczywiste efekty podejmowanych inwestycji.

To dobry pretekst do tego, aby pomyśleć o swoich decyzjach i strategiach inwestycyjnych w bardziej ogólnym ujęciu.

Jeżeli zakończyliście rok z zyskiem

Warto przejrzeć swoje transakcje i wyszukać te, które okazały się najbardziej opłacalne. Co nami kierowało, gdy podejmowaliśmy decyzję o zakupie i sprzedaży? Dlaczego wybraliśmy akurat ten walor? Dlaczego akurat w tym momencie? Chwila refleksji i odpowiedzi na te pytania dadzą nam informację o tym, co zadziałało w naszej strategii.

Te odpowiedzi najłatwiej będzie znaleźć, jeżeli systematycznie prowadziliśmy dzienniczek naszych inwestycji. To nawyk, który możemy szczególnie polecić. W takim dzienniczku zapisuje się dane każdej transakcji (wszystkie podstawowe: data, walor, kurs, ilość, strona transakcji), a oprócz tego krótką notatkę wyjaśniającą czemu zdecydowaliśmy się wykonać tę transakcję.

Dzięki takiemu dzienniczkowi można w stosunkowo łatwy sposób prześledzić historię naszych inwestycji oraz zyskać wgląd w kontekst każdej decyzji. Dzięki temu mamy szanse odkryć pewne wzorce własnych zachowań i procesów decyzyjnych, które często pojawiają się przy zyskownych lub stratnych transakcjach.

Bardzo ważne jest też to, by odpowiedzieć sobie na pytanie czy nasze zyski wynikały z trzymania się własnej strategii inwestycyjnej, czy może pochodziły (też) z transakcji, które w tę strategię się nie wpisywały? I czy tak naprawdę faktycznie mamy jakąkolwiek strategię, czy może nasze transakcje są raczej impulsywne?

Jeżeli w 2014 osiągnęliśmy zysk z naszych inwestycji, to tę dobrą wiadomość trzeba też niestety zrównoważyć złą. Od zysku należy odliczyć 19% podatku i wpłacić wymaganą kwotę (pozycja 42. w PIT-38) do Urzędu Skarbowego najpóźniej do 30 kwietnia.

Patrząc na ogólną kwotę zysku możemy też zadać sobie pytanie czy ten zysk był warty wysiłku, który włożyliśmy w jego wypracowanie. Inwestowanie na giełdzie to ryzyko, stres i czas poświęcony na analizy. Być może gdybyśmy nasze zasoby skierowali gdzieś indziej (np. gdybyśmy zaangażowali się w dodatkową pracę) to zarobilibyśmy więcej?

Jeżeli zakończyliście rok stratą

Zakończenie roku na minusie powinno być zdecydowaną przesłanką do tego, aby szczegółowo przejrzeć swoje transakcje. Skąd wzięły się te straty? Czy podejmowaliśmy działania, które miały szansę na ograniczenie wielkości tych strat? Czy zamykaliśmy pozycje na stop-lossie, zgodnie z założoną wcześniej „strategią wyjścia” czy może jednak takie decyzje podejmowaliśmy na bieżąco?

Tu również przyda się dzienniczek inwestora. Jeżeli go nie prowadzicie, to polecamy zacząć – będzie bardzo pomocny przy wyciąganiu wniosków po zakończeniu 2015 roku.

Kończąc rok ze stratą warto też wrócić do pytania, czy nasze finanse miałyby się inaczej, gdyby czas i wysiłek włożony w transakcje na giełdzie zainwestować inaczej. Może warto rozważyć inne ścieżki?

Mały zysk lub niezależnie jak duża strata nie zawsze powinny jednak prowadzić do odpowiedzi „tak” na to pytanie. Jeżeli celowo wchodzimy na giełdę z małym kapitałem, a naszym głównym założeniem jest zdobycie doświadczenia w inwestowaniu, to jest rzeczą naturalną, że będziemy ponosić straty lub ewentualne zyski będą stosunkowo małe. Prawdziwym zyskiem jest tu jednak wiedza, którą w ten sposób nabywamy.

Podobnie jeżeli „rolujemy” straty na kolejny rok (zamykając stratne pozycji na ostatniej sesji liczonej do 2014 i otwierając je ponownie na pierwszej sesji w 2015) i dokonujemy w ten sposób optymalizacji podatkowej. W takim przypadku roczne zestawienie nie da nam pełnego obrazu.

--

W każdym razie, niezależnie od tego po której stronie bilansu zakończyliście 2014 rok na Giełdzie Papierów Wartościowych, to warto aby ten doroczny rytuał wypełniania PIT-38 był też pretekstem do tego, aby przemyśleć swoje cele i strategie inwestycyjne na nadchodzące miesiące.

Fot. Flickr / agrilifetoday

Giełda kusi. Zwłaszcza gdy czytasz o sytuacjach, kiedy ktoś w kilka dni zarobił tyle ile w rok na lokacie. Albo nawet i więcej.

Idąc za tą pokusą łatwo zapomnieć, że inwestowanie na giełdzie wymaga rzetelnej i racjonalnej analizy. Tymczasem często górę potrafią brać emocje i chęć zysku.

Dlatego też dziś przypominamy kilka podstawowych zasad, którymi warto kierować się przy grze na giełdzie.

Zasada 1 – dywersyfikuj

Złota zasada aby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka.

Oglądając wykresy spółek notujących ostatnio spektakularne wzrosty łatwo popaść w pułapkę myślenia „gdybym miał wszystko zainwestowane w te akcje to miałbym teraz tyyyyyyyle pieniędzy”. Tyle tylko, że to ma więcej wspólnego z grą na loterii niż z grą na giełdzie.

Takie gwałtownie rosnące wykresy miło się ogląda, ale to tyle. Nie ma sensu się tym kierować i inwestować całości kapitału w jedną spółkę i liczyć, że ta wystrzeli o 40% z dnia na dzień.

Dywersyfikacja to sposób na ograniczenie ryzyka. Gorsze wyniki w jednym sektorze nie pogrążą całego Twojego portfela.

Dywersyfikować inwestycje można na mnóstwo sposobów, zależnie od wielkości portfela i zaangażowania w dane rynki.

Możesz dywersyfikować instrumenty inwestycyjne, dobierając takie bardziej i mniej ryzykowne. Lub spółki – większe i mniejsze, bez skupiania całego kapitału w jednej branży czy w spółkach z jednego indeksu. Możesz mieć w portfelu nie tylko akcje, ale też chociażby certyfikaty na surowce lub fundusze ETF (na polskie i zagraniczne indeksy). Możliwości jest mnóstwo.

Zasada 2 – kontroluj wielkość pozycji

Na jaką stratę jesteś gotów?

Łatwo przesadzić już na samym początku. Na GPW dostępne są instrumenty inwestycyjne, że nawet mając mały kapitał można na szalę położyć znacznie, znacznie więcej. To tak zwany mechanizm dźwigni finansowej – przykładowo składasz depozyt zabezpieczający w wysokości 1000 zł, ale grasz tak jakbyś obracał kwotą dziesięć razy większą.

Tak działają na przykład kontrakty terminowe.

Daje to szansę na wielokrotnie większy zysk, niż gdybyśmy mieli inwestować sumę, którą faktycznie mamy. Ale także ewentualna (nieuchronna?) strata będzie tyle razy bardziej bolesna.

Także emocje przy większych kwotach są o wiele większe. Zwłaszcza, gdy nawet drobny ruch indeksu może zmienić wartość Twojego portfela o kilkanaście procent.

Emocje i ryzyko warto ograniczać.

Zasada 3 – rozłóż zakupy w czasie

Czyli jak nie kupować na górce i nie sprzedawać na dołku.

Załóżmy, że masz wolne 10000 zł i chcesz zacząć grać na giełdzie. Co robisz?

Pewnie analizujesz wybrane spółki i instrumenty finansowe i zastanawiasz się jak rozsądnie rozłożyć między nie te całe dziesięć tysięcy.

Do tych rozważań warto dodać jeszcze jeden wymiar – wymiar czasu. Czyli nie tylko W CO chcesz zainwestować, ale też KIEDY – w jakich odstępach czasu.

Mając do dyspozycji większą kwotę bezpieczniejszym rozwiązaniem jest kupowanie wybranych walorów w rozłożonych w czasie transzach. W odróżnieniu od wrzucenia całej kwoty na giełdę już pierwsze dnia.

W ten sposób unikniesz ryzyka, że dokonałeś swoich zakupów akurat w najmniej odpowiednim momencie.

Zasada 4 – miej strategię wyjścia

Już w momencie zakupu miej plan na to, jak zadziałasz, gdy rynek pójdzie na południe bądź na północ. Bądź przygotowany na cięcie strat i wiedz przy jakim kursie chcesz się wycofać z rynku.

Każde zlecenie zabezpieczaj stop lossem.

To taka siatka bezpieczeństwa i mechanizm, który automatycznie wyrzuci Cię z rynku, gdy coś pójdzie zdecydowanie nie po Twojej myśli.

Przy ustawianiu stop lossa zadecyduj na jaką stratę jesteś gotów i w którym momencie chcesz powiedzieć „stop”. Założenia mogą być różne, choćby na przykład takie:

  • nie dopuścić do straty przekraczającej 10% na danej pozycji
  • nie dopuścić do straty większej niż 2% wartości portfela inwestycyjnego
  • jeżeli przesuwać stop lossa to tylko w górę (podążając za wzrostem cen) - nigdy w dół

Wśród graczy giełdowych popularne jest powiedzenie „tnij straty szybko, a zyskom pozwalaj rosnąć”. Pewnie nie wzięło się z niczego i trochę racji w nim jest. Ale są też sytuacje, w których również zyski warto ciąć.

Zasada 5 – nie inwestuj dopóki nie zaoszczędzisz

Najważniejszą zasadę zostawiliśmy na koniec. Nie inwestuj dopóki nie uzbierasz wcześniej odpowiednich oszczędności.

Gra na giełdzie niesie ze sobą zbyt duże ryzyko, aby kierować tam wszystkie swoje oszczędności. Zanim kupisz pierwsze akcje powinieneś uzbierać odpowiedni fundusz awaryjny. Tak, aby niespodziewane wydatki nie miały wpływu na Twoja strategię inwestycyjną (a nikt nie chce sprzedawać akcji w niekorzystnym momencie, bo akurat zepsuła się lodówka).

Posiadanie oszczędności da Ci też tak potrzebny na giełdzie spokój. GPW to duże emocje. Na rachunkach demonstracyjnych tego nie czuć, ale obracając prawdziwymi pieniędzmi te mechanizmy są zupełnie inne. Emocje mają istotny wpływ na to jak podejmujemy decyzje.

Posiadanie oszczędności ogranicza negatywne emocje. Nie ma presji, że byt Twojej rodziny zależy od wyniku Twojej kolejnej inwestycji. Nie ma też ryzyka, że nieudana inwestycja  zniweczy wszystkie Twoje oszczędności.

Fot. Flickr / mick62

Ogólne Fundusze ETF - dobry instrument finansowy na początek?

  • 7 listopada 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

Rozproszyć ryzyko, zainwestować w cały indeks (nie ograniczając się jedynie do polskiej giełdy!), zaczynając nawet od niewielkich kwot. A do tego inkasować dywidendy ze spółek. Tym kuszą fundusze ETF.

ETF naśladuje kurs indeksu: WIG 20, niemieckiego DAX lub amerykańskiego S&P 500. „Naśladują” to tu słowo-klucz. To znaczy, że nie będziesz lepszy od rynku… ale nie będziesz też gorszy. A skoro problem bycia gorszym niż rynek ma ok. 70% funduszy inwestycyjnych, to jest to ETF wydaje się całkiem korzystnym rozwiązaniem.

Jak to działa w praktyce?

Możesz zainwestować w cały indeks, z niskim progiem wejścia, bez konieczności wystawiania kapitału na zbyt duże ryzyko (np. lewarowanie kontraktami terminowymi).

ETF to wprawdzie fundusz, ale nie działa on tak, jak każdy inny fundusz inwestycyjny. Oto podstawowe różnice:

1. Nie kupisz go jak normalnego funduszu. Musisz mieć rachunek maklerski. To oznacza, że musisz liczyć się z prowizją za nabycie i sprzedaż jednostek (typowo od 0,25% do 0,39%).

2. Cały czas obowiązuje prowizja minimalna, więc musisz dokładnie skalkulować swoją minimalną inwestycję, by już na samym początku nie stracić na prowizjach. To znaczy, że strategia sprawdzająca się przy innych funduszach – dokupywanie jednostek co miesiąc za np. 100 zł – tu będzie nieopłacalna.

3. W przeciwieństwie do typowych funduszy inwestycyjnych, nie możesz kupować „ułamków” jednostek. W przypadku ETF musisz kupować całe jednostki.

4. Jedna jednostka Lyxor ETF WIG 20 jest warta 1/10 wartości indeksu, więc jeżeli wczoraj indeks WIG 20 wyniósł 2 435 pkt, to jedna jednostka będzie kosztować 243,50 zł. Mogą pojawić się pewne różnice, związane np. z prowizjami za zarządzanie i „tracking error”.

Łatwo policzyć, że w ETF trzeba zainwestować co najmniej 1 000 zł (4 jednostki) by nie stracić na prowizjach maklerskich (prowizje minimalne wyrażone kwotowo!).

5. Fundusze ETF są płynniejsze niż typowe fundusze inwestycyjne. Zawierając transakcję na ETF od razu wiesz po jakiej cenie zostanie rozliczona. W zwykłych funduszach od złożenia zlecenia do rozliczenia transakcji mija kilka dni. Jeżeli masz pecha i w międzyczasie rynek wykona gwałtowny ruch nie w tę stronę co trzeba – możesz stracić.

Jak kupić ETF?

Proces zakupu jednostek ETF jest bardzo prosty i wygląda dokładnie tak samo jak zakup akcji.

Wystarczy zalogować się na swój rachunek maklerski, przejść do zakładki składania zleceń kupna i wybrać walor. ETF na WIG20 ma ticker ETFW20L, na DAX – ETFDAX, a na S&P 500 – ETFSP500.

Potem zostaje tylko wpisanie ile jednostek i za jaką cenę chcemy kupić.

Odmiennie niż w przypadku typowych funduszy inwestycyjnych, tu nie mamy pewnośći, że nasze zlecenie zostanie zrealizowane. Działają tu takie same zasady, jak w przypadku akcji - jeżeli dla naszego zlecenia kupna nie znajdzie się odpowiednie zlecenie sprzedaży, to transakcja nie zostanie rozliczona.

Dobre na początek?

Fundusze ETF są stosunkowo przyjaznym instrumentem dla początkujących inwestorów. Nie oferują dźwigni finansowej (w przeciwieństwie do kontraktów terminowych, które mogłyby rozważać osoby chcące inwestować w indeks), więc dużo łatwiej kontrolować własne straty.

Odpada też konieczność analizy całego koszyka spółek – wystarczy nam analiza wybranego indeksu. Jednocześnie, mimo posiadania tylko jednego instrumentu, nasz portfel jest stosunkowo zdywersyfikowany. Ryzyko jest rozproszone i duża strata na jednej spółce nie będzie ważyć aż tak istotnie na stanie naszego rachunku.

Na funduszu ETF możemy realizować też takie same zlecenia, jak na akcjach – czyli np. zlecenie stop-loss. To coś, co jest niedostępne w przypadku typowych funduszy inwestycyjnych.

Mamy wiec kilka zalet. A jak podjąć decyzję? Warto zadać sobie kilka pytań:

  • Czy mam co najmniej 1 000 zł wolnych środków na tę inwestycję?
  • Czy kupując cały indeks WIG 20 mój portfel nie przechyli się za mocno w stronę największych spółek?
  • Czy mam odpowiednią wiedzę o rynkach zagranicznych by inwestować w DAX lub SP500?
  • Czy to dobry moment na zajmowanie długiej pozycji na tych indeksach?
  • Czy akceptuję ryzyko związane z taką inwestycją?

Fot. Flickr / SimonQ錫濛譙

Właśnie trwają zapisy na akcje spółki Energa dla inwestorów indywidualnych. Zlecenie w domu maklerskim można złożyć jeszcze do 2 grudnia do 23:59.

Tej firmy chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Energa jest producentem i dystrybutorem energii.

Cena maksymalna akcji została ustalona na 20 zł. Każdy inwestor indywidualny może zapisać się na maksymalnie 1500 akcji, co oznacza złożenie zlecenia o wartości 30 000 zł.

Dla inwestorów indywidualnych przeznaczono 15% akcji z oferty z możliwością zwiększenia o kolejne 5 punktów procentowych (decyzja o tym ma zapaść 3 grudnia). Według harmonogramu, akcje powinny pojawić się na rachunkach 10 grudnia, a dzień później ma nastąpić debiut na warszawskim parkiecie.

Czy warto się zapisać?

Przy ofercie publicznej Energi mamy do czynienia z zupełnie innym ryzykiem niż w przypadku jeszcze nie tak dawnej oferty PKP Cargo. Tam na debiucie udało się zarobić ok. 18%, co powszechnie uznano za duży sukces. Paradoksalnie, udało się to osiągnąć mimo (a może właśnie dzięki temu?) stosunkowo dużemu sceptycyzmowi wobec oferty i samej marki PKP.

W przypadku Energi sytuacja jest niemal odwrotna. Zainteresowanie inwestorów indywidualnych jest duże, spółka budzi zaufanie (w końcu energii będziemy potrzebować już zawsze), a marka jest powszechnie kojarzona.

Tylko czy dla nas – potencjalnych inwestorów indywidualnych – to dobrze czy źle?

Już na pierwszy rzut oka widać, że oferta jest popularna. Biura maklerskie zakładają o wiele więcej nowych rachunków niż zwykle. Zapewne część dla nowych klientów, a część dla osób, dla których 1500 akcji to za mało i zapisują się „na ciotki i wujków”.

Co więcej, już po transzy dla dużych inwestorów indywidualnych widać, że po akcje jest już duża kolejka. Pula akcji dla dużych inwestorów (5% akcji z oferty, maksymalny zapis na 120 tys. zł) rozeszła się w kilka godzin.

Apetyty są duże. Na pewno będziemy mieli do czynienia z redukcją. Na szczęście, nie będzie to redukcja proporcjonalna, jak w przypadku trwającej właśnie oferty Newag. Zamiast tego zostanie ustalony maksymalny limit akcji (niższy niż początkowe 1500), który może otrzymać inwestor.

Załóżmy, że będzie to 500 akcji. Ci, co zapisali się na więcej niż ten limit, otrzymają 500 walorów, a różnica zostanie zwrócona na rachunek. Natomiast każdy, kto zapisał się na 500 akcji lub mniej, dostanie dokładnie tyle ile chciał.

Im mniej akcji, tym mniejszy wpływ wyniku procentowego na nominalną wartość naszej inwestycji. Jeżeli zysk na debiucie wyniesie 10%, to przy maksymalnym zapisie otrzymalibyśmy 3000 zł (minus prowizje i podatek). Po redukcji do 500 akcji byłoby to już tylko 1000 zł.

Oczywiście, działa to w dwie strony. Ewentualna strata też byłaby niższa.

Jeżeli miałbym coś przewidywać, to nie nastawiałbym się na zysk większy niż właśnie te 1000 zł – w przypadku tych osób, które otrzymały maksymalną liczbę akcji już po uwzględnieniu redukcji.

W każdym razie, jeżeli jesteśmy już niemal pewni tego, że redukcja nastąpi, to warto rozważyć, czy jest w ogóle sens składać maksymalny zapis i blokować całe 30 000 zł. Pewnie nie. Jeżeli przewidujesz redukcję 50%, to może lepiej zapisać się właśnie na 750 akcji, a pozostałe środki w tym czasie zaangażować w inny sposób. 

Ogólne PKP Cargo - dziś debiut. Będzie zysk?

  • 30 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comments

Kolejna spółka prywatyzowana w ramach Akcjonariatu Obywatelskiego debiutuje na giełdzie.

Tym razem padło na PKP Cargo. Markę PKP kojarzy chyba każdy w Polsce (i najczęściej są to skojarzenia negatywne). PKP Cargo już mniej. To kolejowy przewoźnik towarowy. A, co istotne dla inwestorów, to spółka przynosząca zyski i planująca zyski w kolejnych latach, co wcale nie jest takie oczywiste, jeżeli chodzi o firmy z grupy PKP.

Inwestorzy indywidualni mogli zapisać się na maksymalnie 245 akcji po cenie 68 zł. To wartości już po uwzględnieniu redukcji (można było składać zapisy na maksymalnie 500 walorów po cenie 74 zł). Według biur maklerskich, średni zapis wynosił około 150 akcji, czyli inwestorzy indywidualni przeznaczali na ofertę środki w okolicach 10 tys. złotych.

Sprzedać dziś czy trzymać?

Oczekiwania, jeżeli chodzi o dzisiejszy dzień, są bardzo podobne do innych ofert publicznych realizowanych w ramach Akcjonariatu Obywatelskiego. Za każdym razem, gdy przy takiej okazji czytam blogi finansowe i różne analizy, to oczekiwania skupiają się wokół magicznego progu 10 procent zysku już na pierwszej sesji.

Tak jest i tym razem.

Co więcej, wśród analityków ankietowanych przez Gazetę Giełdy Parkiet, nie było nikogo, kto przewidywałby cenę niższą niż 68 zł. Za to najwięksi optymiści mówią nawet o 78 zł (cały czas mowa o cenach na zamknięciu notowań na debiucie). To co, gwarantowany zysk? Wszyscy wiemy, że nie ma takich rzeczy.

Historyczne wyniki IPO w ramach Akcjonariatu Obywatelskiego wyglądają jednak całkiem nieźle. Trzy z sześciu spółek dały zysk już na debiucie. Jeżeli były straty, to niewielkie. Aż się prosi, by sprowadzić to wszystko do prostej szansy pół-na-pół :) - ale niestety, w grę wchodzi jeszcze cała masa innych czynników. Od koniunktury na rynku poczynając, na kondycji samej spółki kończąc.

 

Debiut już za kilka minut, więc zaraz się o wszystkim przekonamy.

A Wy zapisaliście się na akcje PKP Cargo? Sprzedajecie już dziś, czy zamierzacie trzymać dłużej?

Fot. GG Parkiet

Ogólne OFE (niemal) rozmontowane. Co dalej z emeryturami?

Dziś nie ma ważniejszego tematu. Premier Donald Tusk wraz z Ministrem Finansów Jackiem Rostowskim ogłosili plan zmian w systemie emerytalnym. W zasadzie przedstawili kolejny krok do rozmontowania obecnego systemu.

Uwaga: oficjalnego projektu zmian jeszcze nie ma – poniższe informacje dotyczą wyłącznie tego, co przedstawiono na konferencji prasowej. Możliwe, że pewne założenia jeszcze zdążą się zmienić.

Tymczasem: co wiemy?

Obligacje przechodzą z OFE do ZUS. Dotychczas OFE inwestowały zarówno w akcje, jak i w obligacje Skarbu Państwa. Teraz to się zmieni. Po pierwsze, cała część obligacyjna zostanie przeniesiona do ZUS. Czyli Rząd umorzy obligacje i zapisze ich wartość na subkontach ZUS.

Po drugie, OFE nie będą już inwestować w obligacje. Pozostaje rynek kapitałowy, czyli de facto OFE staną się akcyjnymi TFI.

Dotychczasowe zaangażowanie OFE w akcje pozostanie bez zmian. Ta część Twoich emerytalnych oszczędności, która dotychczas była zainwestowana w akcje zostaje w funduszach.

Ale: możesz zadecydować, co stanie się z kolejnymi składkami przekazywanymi do OFE. Zostanie wprowadzona zasada dobrowolności: możesz zadecydować, że chcesz zostać w OFE. Wtedy 2,92% Twojego wynagrodzenia brutto będzie inwestowane w akcje. Możesz też wybrać, aby całość Twoich składek była przekazywana do ZUS. Wtedy te 2,92% dołączy do pozostałej kwoty przekazywanej do ZUS. Na decyzję będziemy mieć 3 miesiące od oficjalnego zapisania zmian w ustawie.

Na 10 lat przed datą przejścia na emeryturę Twoje środki zgromadzone w OFE zaczną być przekazywane do ZUS. Co roku 1/10 zgromadzonego kapitału. To ZUS będzie wypłacał emerytury.

Jak Wam podobają się te propozycje? Giełda oceniła je jednoznacznie:

Czy te zmiany rozwiązują strukturalne problemy, które towarzyszą naszemu systemowi emerytalnemu? Nie. Po prostu zamieniamy dług jawny w ukryty.

Co więcej, wszystkie te propozycje zostały ogłoszone w konwencji: zła, ryzykowna gra na giełdzie vs. bezpieczny ZUS. I że to wszystko niby "dla dobra obywateli". 

Może jednak są jakieś dobre strony? Na przykład ta dobrowolność – to chyba dobrze, gdy mamy możliwość samodzielnego wyboru. Tak, bardzo dobrze, ale…

Czy Twoja decyzja ma znaczenie?

Z trzech powodów NIE:

Policzmy: przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w II kwartale 2013 wyniosło 3600 zł z małym hakiem. 2,92% od tego to nieco ponad 100 zł. 1200 zł rocznie. Przy inwestowaniu w akcje takie kwoty mają minimalne znaczenie. Waga akcyjnej części Twojej emerytury będzie relatywnie niewielka, niezależnie od tego jak OFE fantastycznie wypadałyby w przyszłości.

Trzeba też pamiętać o wprowadzanej właśnie zasadzie „suwaka”. Na 10 lat przed przejściem na emeryturę Twoje środki z OFE będą stopniowo przesuwane do ZUS. Prędzej czy później całość Twoich emerytalnych oszczędności się tam znajdzie. I nie oszukujmy się, te pieniądze nie będą tam czekały na Ciebie przez te 10 lat. Będą zwyczajnie na bieżąco wypłacane tym, który wówczas będą pobierać świadczenia. Tobie zostanie jedynie obietnica, że w przyszłości otrzymasz to, co jest wirtualnie zapisane w księgach ZUS.

Ponadto, możemy być pewni, że Rząd nie będzie nam ułatwiał pozostania w OFE. Pojawiły się już propozycje, aby domyślnie każdy przechodził do ZUS. Natomiast jeżeli chcesz zostać w OFE, to musisz iść do najbliższego inspektoratu ZUS i złożyć pisemny wniosek na odpowiednim urzędowym formularzu. Który pewnie nie będzie czytelny ani łatwy do wypełnienia dla przeciętnego obywatela. Nie wspominając o tym, że to dodatkowe zawracanie głowy.

Ale możemy podjąć decyzję o pozostaniu w OFE z jednego powodu: by dać wyraz sprzeciwu zmianom jakie są wprowadzone i sprzeciwu wobec samego stylu, w jakim te decyzje są ogłaszane.

A co nam pozostaje poza tym? Samodzielne odkładanie na własną emeryturę. Coś, do czego zachęcamy Was regularnie. Ostatnie decyzje Rządu to kolejny dowód na to, że tak naprawdę nie ma innej drogi, jeżeli nie chcemy „biedować” na emeryturze. Wypłaty świadczeń za 20-30 lat będą na pewno o wiele niższe niż te dzisiejsze. Dzisiejsze rozmontowywanie OFE powinno być przede wszystkim poważnym impulsem do samodzielnego oszczędzania dla tych, którzy jeszcze tego nie robią.

Zaś dla tych, którzy już od dawna nie wierzyli w Państwowe emerytury, tak naprawdę nic się nie zmieniło.

keep calm

Ogólne Czy warto inwestować małe kwoty na giełdzie?

Ludzie są niecierpliwi. To naturalne, że ktoś kto odłożył te pierwsze kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych, szuka najlepszego, najkorzystniejszego miejsca dla swoich pieniędzy. Zwłaszcza dzisiaj, gdy oprocentowanie depozytów bankowych wydaje się niskie, stopy zwrotu z inwestycji na giełdzie sprawiają wrażenie szczególnie atrakcyjnych.

Tylko czy zwracanie się ku GPW już na tym etapie ma w ogóle jakikolwiek sens?

Zaskakuje mnie, że dla kogoś, kto odłożył te kilkaset złotych, pierwszym domyślnym kierunkiem jest giełda.

Zapytania Google, dzięki którym czytelnicy trafiają na ten blog, potrafią być wyjątkowo naiwne. Bo przecież osoba, która wpisuje w Google “jak zainwestować 500 zł na GPW” to nie jest ktoś, kto zapewnił już sobie bezpieczeństwo finansowe, ma fundusz awaryjny na nieprzewidziane wydatki, jest spokojny o wysokość swojej emerytury, ma odłożone środki na przyszłe większe wydatki… a te 500 zł to nadwyżka ponad to.

To raczej ktoś, komu te kilkaset złotych ostało z rocznej premii lub dostał w nowym roku podwyżkę i będzie miał co miesiąc dodatkowe kilkaset złotych luzu w domowym budżecie. Słowem: ktoś, dla kogo są to najprawdopodobniej pierwsze oszczędności. I nie ma na nie pomysłu.

To znaczy ma, ale niestety najczęściej tym pomysłem jest giełda. “Bo tam zarabia się więcej niż na lokacie”, “bo tam szybko pomnożę swoje oszczędności”, “bo znajomy zarabia na giełdzie, więc ja też mogę”.

GPW to ogólnie nie najlepsze miejsce dla pierwszych oszczędności.

To znaczy, to może być dobre miejsce, ale tylko pod jednym warunkiem. Wtedy, gdy masz po prostu zamiar nauczyć się giełdy, zobaczyć o co w tym całym “parkiecie” chodzi i sprawdzić jak sobie radzisz z inwestowaniem prawdziwych pieniędzy (w odróżnieniu od rachunków demo), jakie emocje temu towarzyszą i czy w ogóle potrafisz sobie z tym poradzić. Wtedy te kilkaset złotych będzie zainwestowanych bardziej w edukację niż w papiery wartościowe, ale to akurat jedna z lepszych inwestycji.

Ale nie można, po prostu nie wolno nastawiać się na nie-wiadomo-jakie zyski z tych 300 zł. To nie działa w ten sposób.

Pierwsze kilkaset złotych oszczędności – a nawet pierwsze kilka tysięcy! – powinno służyć budowie funduszu awaryjnego i zabezpieczenia finansowego na wypadek nieprzewidzianych wydatków. Bezpieczeństwo finansowe jest dużo więcej warte niż niepokój o wartość własnych inwestycji na giełdzie.

Dlatego dla niewielkich kwot (kilkaset złotych) najlepszym miejscem są konta oszczędnościowe. Dla trochę większych pieniędzy (kilka tysięcy złotych) – lokaty. Oprocentowanie nie powala, ale na tym etapie stopa zwrotu ma najmniejsze znaczenie. Niech pokryje inflację i będzie dobrze.

Najważniejsze jest regularne generowanie “górek” i dokładanie kolejnych złotówek do istniejących oszczędności. I trzymanie się w miarę z daleka od tego, co się odłożyło. O wiele łatwiej jest dołożyć do własnych oszczędności kolejne 50 zł, niż osiągnąć na giełdzie 10% zysku z 500 zł.

Tak naprawdę, to dopóki twoje oszczędności nie osiągną pułapu kilkudziesięciu tysięcy złotych, to o wiele większe znaczenie ma regularne odkładanie kolejnych kwot, a nie stopa zwrotu.

Fot. Flickr / Images_of_money

Ogólne Kryzysowy konkurs: jaki będzie kurs WIG 20?

  • 30 sierpnia 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

 

Kryzysowy konkurs

Porobiło się. 

WIG 20 jest 500 punktów niżej niż jeszcze kilka tygodni temu. Minister finansów sugeruje, że może zaczyna się nam drugi kryzys. RPP nie zamierza obniżać stóp procentowych. Ben Bernanke nie chce już drukować dolarów...

Krótko mówiąc: dużo się ostatnio dzieje.

W tych nie najlepszych okolicznościach (przynajmniej dla posiadaczy akcji) mamy do Was kolejne pytanie: co dalej? Czy mamy już bessę, czy może ostatnie spadki to po prostu znaczna korekta wcześniejszych wzrostów? Czy w najbliższym czasie będziemy widzieć więcej czerwonego, czy zielonego koloru w arkuszach notowań?

I żeby było ciekawiej - rozpoczynamy kolejny konkurs, w którym nagrodzimy najtrafniejszą prognozę rozwoju sytuacji na rynku.

Jesteśmy strasznie ciekawi, czy wśród naszych czytelników i użytkowników Kontomierza więcej jest pesymistów czy optymistów. Czy sądzicie, że w najbliższym czasie WIG 20 będzie niżej, czy wyżej niż teraz?

Zadanie konkursowe to: jak najtrafniej przewidzieć kurs WIG 20 na zamknięciu notowań w dniu 12.09.2011.

Tak jak zwykle, na Wasze typy czekamy na naszej stronie na Facebooku.

Dla zwycięzcy mamy oczywiście nagrodę - książkę o tematyce finansowej z wydawnictwa Onepress.

Podsumowanie zasad

1. Wasze typy przyjmujemy od dziś (30.08.2011) do środy 07.09.2011 do godziny 23:59.

2. Zadanie: jak najtrafniej wytypować kurs WIG 20 na zamknięcie notowań w poniedziałek 12.09.2011. Dokładność: do dwóch miejsc po przecinku.

3. Pod uwagę bierzemy tylko te typy, które zostały wpisane w komentarzach pod tym konkursowym wpisem na Facebooku. Tylko jeden typ na osobę.

4. Jeśli dwie lub więcej osób podadzą ten sam kurs, pod uwagę weźmiemy tylko ten z komentarza, który został umieszczony jako pierwszy. Więc niekoniecznie warto czekać do ostatniej chwili.

5. Głównym zwycięzcą zostanie osoba, która najtrafniej przewidzi kurs WIG 20. Nagroda: książka o tematyce finansowej z wydawnictwa Onepress.

--

Naprawdę warto wziąć udział - można wygrać fajną książkę za wpisanie kilku cyferek :). Zapraszamy więc na nasz fanpage i życzymy powodzenia!

Fot. Flickr / Travel Aficionado

 

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies