Filtrowanie wszystkich postów po tagu "jak oszczędzać pieniądze." Wyczyść filtr

4 filary systematycznego oszczędzania

Całkiem niedawno pisaliśmy o korzyściach płynących ze stosowania w praktyce zasady „płać sobie najpierw”.

Dla przypomnienia – chodzi o uczynienie z oszczędzania swojego priorytetu i pierwszego celu, na jaki przeznaczamy nasze pieniądze, gdy tylko przyjdzie wypłata. Dzięki temu zaczynasz w ogóle oszczędzać (bo masz z czego! – w przeciwieństwie do sytuacji, gdyby zostawić oszczędzanie na sam koniec miesiąca, kiedy to zostaje niewiele)…

„Płacenie sobie najpierw” sprawia też, że musimy nauczyć się przeżyć cały miesiąc za mniej. Dzięki temu podchodzimy do naszych wydatków ze zdecydowanie większą uwagą. Pieniądze nie idą już na byle co. Zamiast tego każdej złotówce dokładnie się przyglądamy. Wszak mamy ich mniej!

Korzyści są znaczne i jak najbardziej warto wdrożyć tę zasadę w swój miesięczny cykl zarządzania domowymi finansami. Dziś powiemy jak do tego podejść i jak to zrobić.

1. Zacznij powoli, ale zacznij. Jak z wdrażaniem wszystkich pozytywnych nawyków w życie, nie warto zaczynać od radykalnych zmian. Nikt nie wymaga od Ciebie byś nagle zaczął odkładać 30% swojej pensji od razu na początku miesiąca. Zacznij od drobnych kwot.

Nawet nie zauważysz, że Ci ich brakuje w miesięcznym budżecie.

Dopiero, gdy już wyrobisz sobie nawyk i zaczniesz się czuć komfortowo z odkładaniem części swojej wypłaty, gdy tylko wpłynie na twoje konto, to wówczas zwiększ sumę miesięcznych oszczędności.

Wbrew pozorom, małe kroki mogą zaprowadzić cię naprawdę daleko.

2. Tnij wydatki. Krok drugi, to krytyczne spojrzenie na swój własny budżet. Może są w nim jakieś niepotrzebne wydatki? (Na pewno są!) Poszukaj takich wycieków z portfela i innych okazji do – nawet drobnych – oszczędności.

Być może warto zmniejszyć pakiet kablówki lub internetu? Albo zmienić operatora komórkowego na tańszego, a bank na darmowy? Możliwości jest wiele.

Gdy już zidentyfikujesz takie oszczędności i wprowadzisz je w życie, to podlicz dokładnie ile konkretnie pieniędzy zostało ci dzięki temu w portfelu. I te sumę dodaj do dotychczasowej, którą odkładałeś w ramach „płacenia sobie najpierw”.

3. Dodatkowe dochody. Nie ma lepszego sposobu na bogacenie się niż poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodu. Zarządzanie domowym budżetem nie kończy się przecież tylko na oszczędzaniu!

Bądź otwarty na takie okazje do dodatkowego zarobku. A nawet nie ograniczaj się do biernej otwartości – aktywnie szukaj okazji do zarobienia dodatkowych pieniędzy.

A gdy już taką okazję wykorzystasz, to zarobione w ten sposób pieniądze również dołóż do comiesięcznego przelewu na konto oszczędnościowe w ramach „płacenia sobie najpierw”.

4. Korzystaj z promocji bankowych i z produktów oszczędnościowych. Dodatkowe kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt złotych można zarobić nawet nie wychodząc z domu. Śledź na bieżąco oferty banków i sprawdzaj czy któryś na przykład nie płaci dodatkowej premii za otwarcie konta czy lokaty. Jeżeli skorzystasz z takiej oferty, to pamiętaj, by też coś zaoszczędzić z takiej premii.

Pamiętaj też o produktach oszczędnościowych. Pieniądze, które odkładasz na początku miesiąca, powinny pracować i przynosić dodatkowy zysk. Nie przelewaj tych odsetek na ROR. Zamiast tego pozostaw je na koncie oszczędnościowym. Dzięki temu wykorzystasz w pełni zalety procentu składanego.

Fot. Flickr / captain.orange

Ogólne Zacznij świadomie myśleć o swoich finansach

Wielu ludzi nadal myśli o swoich finansach tylko dwa razy w miesiącu. Pierwszy raz – tuż po otrzymaniu wypłaty. Część odkładają na rachunki, a z resztą ruszają na zakupy (na które czekali przecież cały miesiąc!). Drugi raz – na jakiś tydzień przed wypłatą. Pieniądze się kończą i trzeba jakoś wymyślić za co przeżyć te kilka dni – a zazwyczaj nie jest to zadanie proste.

Typowy miesiąc to spirala w dół. Od wizyty w galerii handlowej, wyjść do kina i jedzenia na mieście – do zakupów w dyskontach i częstszych obiadów i rodziców lub teściów. A potem przychodzi wypłata i cały cykl zaczyna się od nowa.

W kwestii pieniędzy warto być świadomym. Świadomym tego, na jakim etapie jesteśmy, na jakie wydatki możemy sobie pozwolić i ile nas dzieli od założonych wcześniej celów.

Jeżeli chcesz załatać swój budżet, to śledź swoje wydatki. Wszystkie i zawsze. Bądź świadomy tego, na co idą Twoje pieniądze. To jedno mniej przyjemnych uczuć, kiedy patrzysz na stan swojego konta i zastanawiasz się, starasz się sobie przypomnieć na co wydałeś swoje pieniądze. I nie możesz.

Jak zwalczyć to uczucie raz na zawsze?

Notowanie swoich wydatków to podstawa. Nie ważne jak to zrobisz – na kartce papieru, w arkuszu kalkulacyjnym, czy w naszej aplikacji do zarządzania budżetem domowym. Znajdź sposób najwygodniejszy dla siebie i taki, który będzie działał u Ciebie.

Na początku zapisywanie wydatków może wydawać się  dziwne i nawet trochę męczące, ale  po kilku dniach wejdzie Ci to w krew i nawet nie będziesz zwracał na to uwagi. O ile będziesz konsekwentny.

Tylko czy samo zapisywanie wydatków cokolwiek zmienia? Przecież to tylko kolejne liczby na kartce papieru,  czy na ekranie komputera.

Paradoksalnie, te kilka liczb zmienia bardzo wiele. Zmienia Ciebie i Twoje podejście do finansów. A jak to działa?

Już sam fakt monitorowania własnych finansów sprawia, że wydajemy mniej. Tak, to aż takie proste. W każdej chwili wiesz ile pieniędzy wydałeś (i na co) i ile pozostało Ci do dyspozycji.

Całkiem inaczej wyglądają zakupy osoby, która wchodzi do sklepu z kartą kredytową w ręku („na pewno coś jeszcze zostało na limicie”) i śmiało rusza między sklepowe alejki. A całkiem inaczej wygląda to w przypadku osoby, która wchodzi do sklepu z myślą „zostało mi tyle-a-tyle pieniędzy, kupię to czego potrzebuję [tutaj miejsce na listę zakupów] i wychodzę”.

Do tego jeden nawyk pociąga za sobą kolejny. Skoro zapisujesz wydatki, to naturalne jest, że na zakupy idziesz z listą. Jeśli konsekwentnie się jej trzymasz, to właśnie odkryłeś sposób na przechytrzenie wszystkich marketingowców i merchendiserów. Kupisz tylko to, czego potrzebujesz, zamiast tego co sklep akurat chce byś kupił. Oszczędności pojawiają się same.

Natychmiastową ulgę w portfelu poczujesz też zostawiając w domu, lub całkowicie rezygnując z karty kredytowej. Zamiast tego – gotówka. Znów chodzi o świadomość. Udowodniono naukowo, że płacąc kartą (a w szczególności kredytową) wydajemy więcej. Dlaczego? Bo w momencie zakupu nie widzimy tego, jak pieniądze znikają z konta. Akt kupowania i akt wydawania pieniędzy są rozdzielone, a związek przyczynowo-skutkowy między nimi bardziej odległy.

Dlatego, jeśli szukasz oszczędności, najlepszą metodą płatności na początek będzie gotówka. Gdy ponownie skojarzysz kupowanie z wydawaniem pieniędzy Twoje zakupy będą wyglądać całkiem inaczej. Będą świadome.

Większość z nas ma emocjonalny stosunek do pieniędzy. Lubimy kupować, ale nie lubimy wydawać pieniędzy, rozstawać się z nimi. Stąd to nieprzyjemnie uczucie kiedy płacisz gotówką przy kasie – oddajesz komuś swoje pieniądze. Efekt Twojej ciężkiej pracy. Szukając oszczędności, to uczucie jest bardzo ważne. Powstrzyma Cię przed wydawaniem za dużo!

Zakupy to jedno, ale jest jeszcze przecież całe mnóstwo obszarów życia, w których świadomość pomaga znaleźć oszczędności. I to takie, które będą widoczne bardzo szybko.

Ważne są nawet drobne detale.

Czy wiesz, że gdy jedziesz samochodem i naciskasz hamulec, to dosłownie wyrzucasz pieniądze w błoto? Marnujesz paliwo, które spaliłeś po to, by się rozpędzić. Oczywiście nie namawiam Cię do całkowitego zaprzestania hamowania, bo to może się źle skończyć ;). Ale wtedy, kiedy możesz, to hamuj silnikiem. Nie spalasz wtedy ani kropli paliwa.

To tylko dobry nawyk, który wystarczy sobie wyrobić. Nie trzeba go okupować dosłownie żadnymi wyrzeczeniami!

Możesz zacząć oszczędzać już dziś, już podczas dojeżdżania do najbliższego czerwonego światła po drodze z pracy.

To przykład na realne, konkretne działanie. Niestety często poprzestajemy na sferze abstrakcyjnych deklaracji, takich jak „będę jeździć oszczędnie”, „będę oszczędzać na ogrzewaniu” i tym podobnych. Tylko niewielki odsetek ludzi przekuwa te deklaracje na konkrety i naprawdę zaczyna jeździć ekonomicznie, czy wdrażać do swojego życia inne dobre nawyki.

Przejście od deklaracji do działania, od abstrakcji do konkretów jest trudne. Najtrudniejszy jest moment tuż przed początkiem, potem już idzie z góry.

Najlepszym sposobem na przełamanie tej bariery jest zacząć już teraz. Chcesz natychmiastowych oszczędności? – to natychmiast weź się do działania! Znajdź inne obszary swojego życia, gdzie marnujesz pieniądze tylko i wyłącznie z powodu złych nawyków. I zacznij w ich miejsce wprowadzać te dobre przyzwyczajenia. Niech to będą nawet drobne rzeczy – tak jak większa dyscyplina w gaszeniu świateł w nieużywanych pomieszczeniach, oszczędzanie wody, czy chodzenie na zakupy ze ściśle określoną listą.

Ważne, by systematycznie takie dobre nawyki wprowadzać w życie. Ich efekt będzie się kumulował i z czasem poczujesz, że faktycznie zostaje Ci więcej pieniędzy w portfelu.

„Płać sobie w pierwszej kolejności” to jedna z podstawowych zasad dobrego zarządzania swoimi finansami osobistymi. Warto ją często przypominać – bo się po prostu sprawdza i pomaga oszczędzać pieniądze. Więcej – pomaga nawet zarobić dodatkowe pieniądze.

Na czym polega ta zasada? To proste. Za każdym razem, gdy otrzymujesz pensję na swoje konto ROR, Twoim pierwszym przelewem powinien być ten na własne konto oszczędnościowe.

Nie na rachunki za prąd czy internet, nie na raty kredytów – w pierwszej kolejności powinieneś zadbać o własne oszczędności. Dopiero potem możesz zająć się wydawaniem pieniędzy na inne cele.

Ile odkładać? Nie ma jednej, uniwersalnej wartości, która sprawdziłaby się w każdej sytuacji. To, ile powinieneś miesięcznie oszczędzać, zależy od Twojej sytuacji rodzinnej, mieszkaniowej i – oczywiście – zawodowej i finansowej. Ale jeżeli mamy polecić jakiś punkt wyjścia, to spróbuj odłożyć 10%.

Zaraz mamy koniec miesiąca, więc typowy okres wypłacania wynagrodzeń. Spróbuj podejść właśnie w ten sposób do tej najbliżej wypłaty – zanim przeznaczysz te pieniądze na cokolwiek, postaraj się najpierw odłożyć 10% na osobne konto oszczędnościowe.

Dlaczego warto to robić? Korzyści są znaczące.

1. Po pierwsze – będziesz oszczędzać . Właściwie nie da się budować bezpieczeństwa finansowego, wolności finansowej, czy po prostu rodzinnego majątku – nie odkładając gdzieś jakiejś części swoich dochodów. Dzięki płaceniu sobie najpierw przekonasz się też, że oszczędzanie jest możliwe.

2. Nauczysz się żyć za mniej. Od przyszłego miesiąca będziesz mieć do dyspozycji 90% swojej wypłaty zamiast pełnych 100%. Będziesz musiał dopasować do tego swój budżet, a także styl życia. Na początku może wydawać się to trudne i wymagające pewnych poświęceń tu-i-tam, ale z czasem zauważysz, że ten nowy, oszczędniejszy tryb życia wchodzi ci w krew. Staje się przyzwyczajeniem, czymś normalnym.

3. Oszczędzanie staje się priorytetem. Oszczędzanie pieniędzy to pierwsza rzecz, którą robisz, po otrzymaniu pensji. Pierwsza czyli najważniejsza. A dzięki temu, że robisz to na samym początku miesiąca, masz pełną kontrolę nad tym, ile w tym miesiącu odłożysz. Porównaj to z sytuacją, w której czekasz do końca miesiąca – by odłożyć „to, co zostanie”. Zazwyczaj nie zostaje za wiele, prawda? I do końca miesiąca nie wiesz ile tak naprawdę zostanie.

Od teraz będzie inaczej. Oszczędności, a więc i bezpieczeństwo finansowe, wchodzą na pierwszy plan.

4. Będziesz wydawać pieniądze bardziej uważnie. Masz do dyspozycji mniej środków co miesiąc, więc musisz przykładać więcej uwagi do tego, na co je przeznaczasz. Jeżeli do tej pory nie prowadziłeś budżetu domowego, to „płacenie sobie najpierw” może cię do tego przekonać.

5. Oszczędzanie staje się nawykiem. A nawet w pewnym sensie automatyzmem. Wypłata wpływa na konto – przeznaczam część na oszczędności. Prosty związek przyczynowo-skutkowy. Jeden lub dwa miesiące i wszystko będzie działać jak w zegarku. Nawet nie zauważysz, że co miesiąc masz nieco mniej pieniędzy do wydania niż wcześniej.

Gdy o tym pomyśleć, to widać jak dużą rolę przy oszczędzaniu pieniędzy odgrywa wyrabianie sobie właściwych, pozytywnych nawyków. Jasne, na początku mogą one wydawać się dziwne, niewygodne, czy nawet w pewien sposób ograniczające nasze dotychczasowe swobody. A potem mija kilka miesięcy i to wszystko staje się normą. Z tym pozytywnym efektem, że teraz możemy obserwować przyrost naszych oszczędności na kontach oszczędnościowych czy w produktach inwestycyjnych.

Warto sobie takie korzystne nawyki wyrabiać i dbać o to, by konsekwentnie postępować w zgodzie z nimi.

Fot. Flickr / Philippe Put

Ogólne Droga do pierwszych oszczędności

Jak zgromadzić pierwsze oszczędności? Na przykład pierwszy tysiąc złotych – jako zaczątek naszego funduszu awaryjnego? Taka kwota potrafi stanowić pewne wyzwanie, zwłaszcza gdy miesięczny budżet jest już i tak wystarczająco napięty lub przy stosunkowo niskich dochodach. A osoby zadłużone gotowe są pomyśleć, że nie pora myśleć o oszczędnościach – najpierw trzeba pozbyć się długów.

Tymczasem niekoniecznie. I przy napiętym budżecie i przy niskich dochodach łatwo pomyśleć, że „nie mamy z czego oszczędzać”. Jednak zdecydowanie częściej niż nie, okazuje się że z budżetu można wykrzesać jeszcze co najmniej kilkanaście/kilkadziesiąt złotych w skali miesiąca.

Trzeba jednak włożyć w to trochę wysiłku i jednocześnie zachować pewną dyscyplinę.

Z długami sprawa jest nieco bardziej zagmatwana. Na logikę wydawać by się mogło, że odłożenie na bok tysiąca lub dwóch tysięcy złotych to swego rodzaju marnotrawstwo. Po co trzymać te kwotę na lokacie oprocentowanej na 2-3% w skali roku, skoro do spłaty czekają kredyty na kilkanaście procent? To się przecież nie kalkuluje.

Celem tych pieniędzy nie jest jednak zarabianie, nie jest zysk. Mają one za to stanowić dla nas poduszkę finansową – zabezpieczenie przed nieprzewidzianymi wydatkami. Uchronią nas przed koniecznością zaciągania kolejnych kredytów w momencie, gdy nagle będziemy potrzebowali pieniędzy. To bardzo ważne, by decydując się na walkę z zadłużeniem nie dopuścić do powiększania się salda kredytów i zaciągania nowych zobowiązań. Ten tysiąc czy dwa odłożone na bok mają w tym nam pomóc.

A jak znaleźć ten tysiąc w swoim już i tak napiętym budżecie? Oto kilka naszych propozycji:

1. Obniż rachunki za media. Dziś w gospodarstwach domowych posiadamy całe multum abonamentów – telewizja, internet, jeden lub więcej abonamentów telefonicznych, itp. To całkiem duże pole do oszczędności. Warto zadzwonić do dostawców i zapytać o tańsze oferty. By oszczędzić pieniądze możemy zdecydować się na niższy pakiet lub całkowicie zrezygnować z pewnych usług.

Warto też rozejrzeć się po rynku i porównać dostępne oferty. Być może konkurencja będzie miała dla nas korzystniejszą ofertę cenową niż dotychczasowy dostawca.

2. Poza dostawcami usług do gospodarstwa domowego przejrzyj oferty innych produktów, z których korzystasz. W szczególności zwróć uwagę na konta bankowe – jeżeli płacisz coś za ich utrzymanie, za kartę debetową lub przelewy, to jest to wskazówka by przenieść się do innego, darmowego banku. To kolejne kilka-kilkanaście złotych więcej w kieszeni każdego miesiąca.

3. Każdego dnia odkładaj określoną kwotę. Jednocyfrową – zacznij od 2 zł dziennie. Na pewno przeżyjesz bez 2 zł. Jeżeli ten eksperyment się powiedzie, to stopniowo zwiększaj te codzienne oszczędności – do 5 zł czy nawet 10 zł.

4. Jeżeli jeździsz samochodem, to masz dostępne co najmniej trzy formy oszczędności. Możesz przesiąść się do komunikacji publicznej. Możesz przesiąść się też na rower.

A jeżeli nie masz możliwości by zrezygnować z samochodu, to naucz się zasad ekonomicznej jazdy.

5. Używaj 20% mniej (oczywiście “na oko”) – wszystkiego: nie wsypuj całej miarki proszku do prania, tylko trochę mniej niż zalecają, tak samo z płynem zmiękczającym, płynem do zmywania naczyń i ogólnie całą chemią gospodarczą. Na pewno nie odczujesz różnicy w działaniu, a zaoszczędzisz co nieco. Dotyczy to także produktów spożywczych, typu cukier, czy sól (zdrowo ograniczać!)

6. Na zakupy idź tylko z góry określoną listą, najedzony, czytaj etykiety cenowe, a zwłaszcza porównuj cenę/kg czy cenę/l na różnych opakowaniach – opłaci się.

7. Szukaj darmowych alternatyw. Na przykład jeżeli prenumerujesz prasę. Przesiądź się na elektroniczne wydania i portale informacyjne.

Podchodząc konsekwentnie do sprawy, to korzystając z powyższych porad zaoszczędzenie tysiąca złotych powinno być kwestią najwyżej kilku miesięcy. Powodzenia!

Fot. Flickr / GotCredit

Bezpieczeństwo finansowe to jeden z najistotniejszych celów, do których powinniśmy dążyć zarządzając swoimi osobistymi finansami. Pieniądze nie powinny być źródłem niepokoju, a niespodziewane wydatki nie powinny wywracać naszego budżetu do góry nogami i nie powinny stanowić zagrożenia dla naszej bieżącej płynności finansowej.

Takie poczucie bezpieczeństwa można osiągnąć na kilka sposobów. Na blogu często pisaliśmy o funduszu bezpieczeństwa czy funduszu awaryjnym, czyli o najsolidniejszej poduszce finansowej, którą możemy sobie zapewnić. Ale perspektywa odłożenia oszczędności, które pozwolą przeżyć 6 czy 12 miesięcy bez stałego źródła dochodu, może wydawać się onieśmielająca. Przynajmniej na początku. W końcu chodzi o całkiem duże kwoty.

Ale jest jeszcze inna metoda – i chcemy Wam ją dziś przedstawić. To budżetowanie o miesiąc do przodu.

Rzecz sprowadza się do tego, aby zgromadzić tyle oszczędności, aby przeżyć cały miesiąc bez konieczności sięgania po dochód za ostatni miesiąc. W kolejnym miesiącu wydajemy zaś poprzednią pensję nie sięgając po środki z bieżącej wypłaty.

Czyli mamy trzy kroki:

1. Oszczędzasz równowartość wydatków na 1 miesiąc

2. W nadchodzącym miesiącu swoje wydatki finansujesz wyłącznie z tych środków, swoją bieżącą pensję odkładając na bok

3. W kolejnym miesiącu swoje wydatki finansujesz z pensji, którą odłożyłeś miesiąc wcześniej, bieżącą wypłatę odkładając na bok

Jakie są korzyści?

Przede wszystkim bufor finansowy. Masz teraz oszczędności, po które możesz sięgnąć w nagłych wypadkach. W przypadku utraty stałego źródła dochodu będziesz mieć więcej czasu na znalezienie alternatywy.

Taki bufor finansowy to pierwszy krok do osiągnięcia bezpieczeństwa finansowego i jednocześnie punkt wyjścia dla stworzenia funduszu bezpieczeństwa, o którym wspominaliśmy wcześniej. Wykonanie tego pierwszego kroku jest niezmiernie istotne – z jednej strony zaczniesz aktywnie działać na rzecz poprawy swojej sytuacji finansowej, a także odczujesz realne korzyści jakie daje posiadanie oszczędności na nieprzewidziane wydatki. To działa motywująco i skłania do kolejnych kroków w tym kierunku.

Wzmocnienie nawyku aby nie wydawać więcej niż się zarabia. To jedna z naczelnych zasad finansów osobistych. Ustawiając sobie konkretny cel na dany miesiąc – wydatki w kwocie nie większej niż wysokość poprzedniej wypłaty – przybliżasz się do realizacji tej zasady.

A to prowadzi do kolejnej korzyści – wydając wyłącznie środki z poprzedniej pensji nie będziesz mieć potrzeby finansowania swoich zakupów kredytem. Kredyt konsumpcyjny czy też utrzymywanie (nie mówiąc już o zwiększaniu) zadłużenia w karcie kredytowej to rzeczy, których zdecydowanie powinniśmy unikać, jeżeli chcemy by nasze osobiste finanse wyszły na prostą.

Bieżąca wiedza o wysokości wydatków. Taki cel wymusza też bieżące śledzenie ponoszonych w danym miesiącu wydatków.

No dobrze. Korzyści są w miarę jasne. Ale jak w ogóle dojść do tego momentu, w którym rzeczywiście mamy na koncie te wyjściowe oszczędności, by przeżyć za nie ten pierwszy miesiąc?

Jak zaoszczędzić te pieniądze?

Pierwszym krokiem powinna być staranna analiza własnych wydatków. Tylko wiedząc ile pieniędzy wydajesz miesięcznie będziesz mógł określić ile oszczędności potrzebujesz, by przeżyć jeden typowy miesiąc. Taka analiza własnych finansów ma też szansę ujawnić wydatki, które nie są niczym innym, tylko wyciekami z portfela. Jeżeli przy tej okazji uda Ci się te wycieki zatamować – to tym lepiej!

Do takiego śledzenia i analizy własnych wydatków naturalnie polecamy Kontomierz :).

Stwórz plan. W ile miesięcy chcesz dojść do stanu, w którym ze swoich oszczędności możesz sfinansować cały miesiąc życia? Na podstawie tego założenia określ ile musisz odkładać co miesiąc by w zaplanowanym czasie dojść do finalnej kwoty.

Pamiętaj, że takie „oszczędzanie” to wcale nie tylko odkładanie jakiegoś ułamka swojej pensji co miesiąc, czy stopowanie niepotrzebnych wydatków. Jest też druga strona. Możesz przyśpieszyć proces tworzenia swojego buforu bezpieczeństwa poprzez poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodu czy sprzedaż rzeczy, których już nie potrzebujesz, na Allegro.

Konsekwentnie realizuj swój plan. Dbaj o to, by co miesiąc monitorować swoje postępy.

Fot. Flickr / photosteve101

Gdy mamy po dwadzieścia, dwadzieścia-kilka lat decyduje się wiele ważnych, życiowych kwestii. To najczęściej czas, w którym znajdujemy pierwszą pracę, zaczynamy zarabiać pierwsze „poważne” pieniądze, wyprowadzamy się od rodziców, itp.

Za tymi kamieniami milowymi stoją duże, życiowe decyzje. Decyzje, które mogą mieć potem ogromny wpływ na nasze finanse, a ich konsekwencje będziemy odczuwać jeszcze przez kolejne lata.

Pierwsza praca – czy szukać od razu czegoś w branży, czy na razie wziąć coś na przeczekanie, byle cokolwiek zarabiać? Zarobki – na co je przeznaczać, ile oszczędzać, gdzie lokować i w co inwestować oszczędności? Mieszkanie – odwieczny dylemat: kupować czy wynajmować?

Każda sytuacja jest inna, więc uniwersalnych odpowiedzi na te pytania niestety nie ma. Ale tak jak nie możemy powiedzieć Wam co robić, tak z dużą pewnością możemy wskazać co najmniej kilka rzeczy, których lepiej nie robić na początku swojego dorosłego życia.

Finansowe błędy młodości:

Oszczędzanie zbyt późno. Mając dwadzieścia-kilka lat łatwo sobie powiedzieć, że „mam jeszcze dużo czasu na oszczędzanie”. A jeżeli ta wymówka nie zadziała, to zawsze można jeszcze posłużyć się argumentem, że „to dopiero moja pierwsza praca – zacznę oszczędzać, gdy będę zarabiać trochę więcej”.

Wyrobienie sobie nawyku odkładania choć niewielkiej części zarobków to jednak rzecz, o którą warto zadbać jak najwcześniej. Z aspektu finansowego – tak, aby maksymalnie skorzystać z mechanizmu procentu składanego, ale też dla aspektu psychologicznego – pierwsze oszczędności dają jakieś poczucie bezpieczeństwa, a już na pewno poczucie odpowiedzialności za własne finanse. A jeżeli chodzi o pieniądze, to matematyka przecież bardzo często ustępuje psychologii.

Życie na kredyt. Wraz z pierwszymi zarobkami zyskujemy zdolność kredytową. Gdy bank tylko odnotuje w swoim systemie regularne przelewy z tytułu wynagrodzenia, to aktywnie zacznie oferować najróżniejsze produkty kredytowe. Kartę kredytową, linię debetową w koncie, czy też kredyt konsumpcyjny.

Finansowanie bieżącej konsumpcji kredytem to jeden z najgorszych pomysłów, na który można wpaść. I to nie dotyczy tylko dwudziestolatków, ale właściwie każdego. Natomiast w młodości takie kredyty są bardzo odczuwalną kulą u nogi.

Kredyt nakłada na nas wielomiesięczne zobowiązanie wobec banku. A jeżeli dopiero wchodzimy na rynek pracy, to nasza sytuacja jest jeszcze na tyle niepewna, że  branie na siebie takiego zobowiązania jest obarczone dużym ryzykiem.

Duże zakupy. Za duże i za wcześnie. W wieku dwudziestu-paru lat wielu z nas wpada też na pomysł by kupić samochód lub mieszkanie – a najlepiej to jedno i drugie :). To są bardzo istotne finansowe decyzje, które będą miały wpływ na nasze budżety jeszcze na wiele lat do przodu.

Samochód to przecież nie tylko koszt zakupu, ale też utrzymania, paliwa i ubezpieczeń (a składki dla młodych kierowców są przecież najwyższe). Jednocześnie, samochód niekoniecznie jest zakupem pierwszej potrzeby – zwłaszcza jeżeli mieszka się w mieście i ma się dostęp do transportu publicznego.

A mieszkanie to już w ogóle inna liga. Tu też łatwo o błąd, a każda pomyłka będzie miała potem długotrwałe konsekwencje. Najłatwiej dać się złapać w pułapkę myślenia, że pierwsze mieszkanie powinno być już tym docelowym. Za tym idą konkretne wymagania odnośnie metrażu, liczby pokoi, lokalizacji i szeregu innych czynników.

Podejmując decyzję o zakupie mieszkania bazując na tej właśnie przesłance łatwo skończyć z mieszkaniem, które jest zdecydowanie za duże jak na nasze potrzeby, jak i zbyt drogie jak na nasze finansowe możliwości.

Brak funduszu awaryjnego. Posiadanie oszczędności przeznaczonych na nieprzewidziane wydatki powinno być naszym pierwszym celem finansowym. Bez takich środków nasza sytuacja finansowa jest istotnie mniej stabilna, istnieje też większe ryzyko, że popadniemy w długi.

Ufanie doradcom finansowym. Doradcy finansowi czy sprzedawcy w bankach często będą oferować swoje usługi i porady w zakresie zarządzania oszczędnościami. Będą prezentować oferty funduszy i polis inwestycyjnych, podpierając to za każdym razem wykresem obrazującym imponujące zyski.

Oddanie odpowiedzialności za własne finanse takim „doradcom” to duży błąd. Nikt lepiej nie zadba o Twoje pieniądze lepiej niż Ty sam/sama. Porady od „doradców” i bankierów najczęściej służą przede wszystkim dbaniu o interes banku, nie Twój. Warto mieć to na uwadze.

Fot. Flickr / Tax Credits

Na tym blogu chyba już nie musimy nikogo przekonywać, że budżet domowy to narzędzie niezbędne do zarządzania własnymi finansami. Pozwala uporządkować domowe rachunki, zyskać kontrolę nad wydawanymi pieniędzmi i umożliwia zatkanie najróżniejszych, często wcześniej nie dostrzeganych, wycieków z portfela.

Ale czy każdy budżet realizuje zadania, jakie przed nim stawiamy? Przyjrzyjmy się temu, jakie korzyści powinien dawać nam taki budżet. Czy na pewno wykorzystujemy pełen potencjał tego narzędzia?

Działanie. Prowadzenie budżetu domowego to realne działanie na rzecz lepszego zarządzania swoimi pieniędzmi. Daje to bardzo istotny efekt psychologiczny – zyskujemy poczucie, że „coś” robimy.

Zarządzanie finansami potrafi czasem być deprymujące. Rozmawiając ze znajomymi zdarzało się nam usłyszeć, że „wolę nie prowadzić budżetu domowego, bo boję się tego, co w nim znajdę”. Konfrontacja ze stanem własnych finansów, stanem któremu czasem może być daleko do doskonałości, bywa trudna.

Ale ci, którzy prowadzą budżet, zapisują swoje wydatki, mają już to za sobą. Mają przewagę. A to daje już dużą szansę na to, że za tym pierwszym krokiem pójdą kolejne na drodze do poprawy stanu własnych finansów.

Kontrola. Zarządzanie finansami domowymi to tak właściwie proces przejmowania i utrzymywania kontroli nad własnymi pieniędzmi. Tak aby mieć realny wpływ na to ile, kiedy i na co wydajemy – zamiast dostosowywać się do tego ile zostaje nam w portfelu na koniec miesiąca. I tu przydaje się nam domowy budżet.

Daje on wiedzę o tym, na co wydajemy pieniądze i jest jednocześnie narzędziem do tego, aby mądrze planować przyszłe wydatki.

Punkt wyjścia do dalszych działań. Budżet domowy to podstawa do planowania przyszłych działań w zarządzaniu domowymi finansami. Mając historię naszych dochodów i wydatków z ostatnich miesięcy jesteśmy w stanie przewidzieć jak nasza sytuacja będzie rysować się w najbliższej przyszłości. Gdzie pojawi się kolejny duży cykliczny wydatek, ile będą kosztować nas kolejne Święta i ile oszczędności będziemy w stanie wygenerować z przyszłych wypłat.

Bezpieczeństwo finansowe. Pieniądze zdecydowanie mogą być źródłem niepewności, czy nawet strachu. Zwłaszcza gdy nasza przyszła sytuacja finansowa jest dla nas niewiadomą.

Budżet domowy to narzędzie do zmniejszania tego obszaru niepewności. Mówi on dokładnie o tym, czego możemy spodziewać się w przyszłości, a przynajmniej o tym ile pieniędzy będziemy potrzebować w kolejnym miesiącu.

Oczywiście, realizacja tego założenia nie zawsze jest w pełni możliwa. Przy pracy na własny rachunek, od faktury do faktury, często ciężko jest dokładnie przewidzieć swoją sytuację finansową nawet na miesiąc do przodu.

Ale druga strona budżetu – wydatki – nadal pozostaje tym, co można kontrolować i do pewnego stopnia przewidywać. Budżet pokaże Ci też ile minimalnie musisz zarobić, by pokryć swoje typowe wydatki. Powie Ci ile masz luzu z budżecie i jaką obniżkę dochodów możesz „unieść” bez większych konsekwencji.

Nawyk oszczędzania. Prowadzenie budżetu domowego „automagicznie” wyrabia pewne nowe nawyki związane z oszczędzaniem. Mając gdzieś z tyłu głowy świadomość tego, że nasze wydatki są zapisywane – i kontrolowane – zaczynamy nieco inaczej podchodzić do zakupów. Bardziej oszczędnie.

Tych korzyści jest całkiem sporo, a to i tak pewnie nie jest jeszcze pełna lista. No to teraz jak się upewnić, że nasz budżety wykorzystuje ten cały potencjał. Na jakie rzeczy zwracać uwagę, byśmy mogli wyciągnąć jak najwięcej rzetelnych informacji z naszego budżetu domowego?

Uczciwość. To naczelna zasada przy prowadzeniu domowego budżetu. Musimy być uczciwi wobec siebie i z pełną otwartością zapisywać wszystkie wydatki. Czasem można być solidnie zdziwionym tym, jak trudny bywa to proces. Tym trudniejszy, im bliżej jesteśmy ustalonego wcześniej limitu wydatków w ciągu miesiąca.

W budżecie domowym powinien znaleźć się każdy poniesiony przez nas wydatek, bez „zatajania” niczego. Tylko w ten sposób będziemy mieli w pełni rzetelne informacje na temat stanu naszych finansów.

Systematyczność. Prowadzenie budżetu domowego powinno być jak nawyk. Najlepiej taki, który realizujemy codziennie. Zostawianie sobie zapisywania wydatków na koniec miesiąca czy nawet tygodnia to nie zawsze najlepszy pomysł. Przez cały ten czas uzbiera się na pewno cała góra rachunków do spisania. Taki stos paragonów potrafi być deprymujący. Poza tym, a co jeśli coś nam umknie, albo o czymś zapomnimy? Budżet wówczas będzie niekompletny.

Informacje. Czy nasz budżet daje nam wszystkie podstawowe informacje? Ile zarabiamy, ile wydajemy, jak nasze wydatki rozkładają się na poszczególne kategorie wydatków?

Do tego jaki mamy „luz” w budżecie? – czyli różnicę między dochodami a wydatkami. To środki, które możemy poświęcić na oszczędności, a w sytuacji problemów finansowych to nasz margines bezpieczeństwa.

Czy kategorie wydatków są sensowne? Powinny jak najmniej na siebie „nachodzić”, być czytelne, łatwe w interpretacji i na tyle precyzyjne, by dostarczały nam dokładnie tych informacji o strukturze naszych wydatków, jakich potrzebujemy. Czy są wyczerpujące i dopasowane do naszego profilu wydatków?

To najbardziej podstawowe rzeczy, które warto mieć na uwadze prowadząc domowy budżet. A co Wy byście dopisali do tej listy?

Fot. Flickr / Ken Teegardin

Na początku marca mój „główny bank” przywitał mnie taką oto wiadomością:

„Informujemy, że w marcu na rachunkach oszczędnościowych prowadzonych w złotych ustalona została stawka oprocentowania w wysokości 0,94%.”

Nic fajnego. Oprocentowanie w skali roku poniżej jednego procenta, a jak od tego odliczyć jeszcze podatek od zysków kapitałowych, to ostatecznie wychodzi coś w okolicach 0,76% rocznie netto.

Cóż, mogło być gorzej. Gdybym miał konto oszczędnościowe w PKO BP, to nie dość, że oprocentowanie byłoby jeszcze niższe (0,80% brutto w skali roku), to bank na dodatek pobierałby jeszcze miesięczną opłatę za prowadzenie tego konta (1zł)!

Na pierwszy rzut oka oprocentowanie depozytów bankowych – zarówno kont oszczędnościowych jak i lokat terminowych – nie rozpieszcza oszczędzających. Oczywiście taka sytuacja ma bezpośredni związek z tym, że obecnie mamy deflację, a Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej podejmują działania, które mają na celu doprowadzić wskaźnik cen do pożądanego poziomu (+2,5% plus/minus jeden punkt procentowy).

Działają więc obniżając stopy procentowe. Po ostatniej obniżce te są teraz najniższe w historii. W ślad za tym idą banki i tam, gdzie mogą, obniżają oprocentowanie depozytów. W przypadku kont oszczędnościowych mogą takiej zmiany dokonać praktycznie od razu, zaś w przypadku lokat w terminie odnowienia depozytu. Szczęśliwi mogą być ci, których banki „gwarantowały” oprocentowanie, przynajmniej przez jakiś czas.

Wykluczając wszelkie promocje dla „nowych klientów” mamy teraz zatem konta oszczędnościowe oprocentowane w okolicach 1-2% brutto w skali roku, a lokaty terminowe na 2-3-4% brutto w skali roku.

To niedużo, ale czy na pewno powinno nas to zniechęcać do tej formy oszczędzania? Moim zdaniem nie. Oto kilka powodów.

Deflacja

Przy deflacji na poziomie 1,6% nawet trzymanie pieniędzy w przysłowiowej skarpecie pozwala nam utrzymać wartość pieniądza w czasie. To, co banki dają na kontach oszczędnościowych i lokatach to dodatkowy bonus ponad to.

Trzymając środki na koncie oszczędnościowym oprocentowanym na 1% brutto w skali roku realnie „zarabiamy” teraz 2,41% (1,6% deflacji + 1% oprocentowania * 0,81 („podatek Belki”)). Ponad dwa punkty procentowe ponad wskaźnik cen to i tak nieźle, jak na bankowe depozyty.

Tutaj jednak ważna uwaga – oficjalny wskaźnik cen może być różny od naszego własnego. GUS liczy swoje statystyki na podstawie przeciętnego „koszyka zakupowego”, a ten może mieć inną strukturę niż nasze własne wydatki.

Odkładanie pieniędzy jest ważniejsze niż oprocentowanie

Gdy zaczynamy oszczędzać, a nawet gdy już wykonaliśmy kilka kroków na tej drodze i poruszamy się w dolnych kwotach pięciocyfrowych, to i tak najważniejsze znaczenie dla wartości naszych oszczędności ma regularne odkładanie pieniędzy.

Polowanie na oferty i promocje, byle urwać gdzieś procent czy pół procenta może być fajnym hobby i dawać satysfakcję, że tak dobrze poruszamy się po rynku, ale tak naprawdę nie zmieni to naszej sytuacji. Nie w krótkim terminie i nie przy niskiej ogólnej kwocie oszczędności.

To, co ma największe znaczenie, to zobowiązanie się przed sobą i dyscyplina w regularnym odkładaniu pewnej kwoty pieniędzy. Czy to na konto oszczędnościowe, czy na lokatę, czy nawet w gotówce.

10 000 zł trzymane na rachunku oszczędnościowym oprocentowanym na 1% brutto w skali roku zwiększa Twoją sumę oszczędności o niecałe 7 zł miesięcznie. Gromadzenie oszczędności pójdzie dużo szybciej, jeżeli nie zostawimy wszystkiego w rękach banków i oprocentowania, a sami będziemy regularnie dokładać kolejne sumy. Już 50 zł miesięcznie robi wielokrotną różnicę!

Dla pewnych oszczędności depozyt bankowy to najlepsze miejsce

Skoro bankowe depozyty tak mało teraz płacą, to może lepiej rozejrzeć się za innymi formami pomnażania oszczędności? Może warto teraz przeznaczyć więcej środków na inwestycje? To na pewno dobry trop – ale nie dla każdego i nie dla wszystkich naszych środków.

Są takie rodzaje oszczędności, którym nie powinno przeszkadzać niskie oprocentowanie i których lepiej nie wystawiać na ryzyko wahań kursów giełdowych czy notowań funduszy.

Przede wszystkim chodzi o fundusz awaryjny. To pieniądze, które powinniśmy mieć możliwie zawsze pod ręką na wypadek nieprzewidzianych sytuacji, które nagle będą wymagać od nas wyłożenia dodatkowej sumy pieniędzy. Celem funduszu awaryjnego nie jest zarabianie, tylko zapewnianie nam poczucia bezpieczeństwa finansowego i stabilizacji.

Dopóki te pieniądze nie tracą na wartości w czasie, to jest dobrze. W obecnej sytuacji na rynku ten warunek nadal jest spełniony.

To samo można powiedzieć o wszelkich oszczędnościach celowych. Jeżeli oszczędzamy na nową lodówkę, telewizor, wakacje, święta czy jakikolwiek inny cel, to takich pieniędzy też nie warto narażać na dodatkowe ryzyko. Tu konta oszczędnościowe i lokaty pełnią funkcję szufladek, w których porządkujemy nasze oszczędności: na koncie X są środki na ubezpieczenie samochodu, a na koncie Y na wkład własny na mieszkanie.

Fot. Flickr / Images_of_money

Dzień, w którym wypłata wpływa na nasze konto to jeden z najbardziej krytycznych momentów dla naszych osobistych finansów. To czas, w którym mamy okazję zastanowić się nad każdą posiadaną złotówką zanim ją jeszcze wydamy.

W nowy miesiąc możemy z jednej strony wejść bez żadnego planu. Wtedy kolejne 30 dni będzie dla nas niewiadomą i nie będziemy mieli chociażby tej przybliżonej wiedzy o tym, jak będzie wyglądał w przyszłości stan naszego konta. Pozwolenie na to, by sprawy szły swoim dowolnym biegiem i liczenie na to, że na koniec miesiąca zostanie nam mimo wszystko jakaś kwota, którą będziemy mogli zaoszczędzić, rozwiązaniem optymalnym na pewno nie jest.

Rozwiązaniem zdecydowanie lepszym jest naturalnie domowy budżet. Taki budżet to nie tylko narzędzie do gromadzenia wiedzy o naszych finansach. To nie tylko rejestr naszych historycznych wydatków. To również – w pewnym sensie – narzędzie do przewidywania i kształtowania przyszłości naszych finansów.

Dane historyczne o transakcjach gromadzimy także – a może przede wszystkim – po to, by na ich podstawie wnioskować i przewidywać o przyszłej strukturze naszych wydatków. Patrząc na to, jak układał nam się domowy budżet w poprzednich miesiącach, możemy zaplanować nasze wydatki na nadchodzący miesiąc.

W Kontomierzu służy do tego moduł „Planuj”.

Najbardziej klasycznym ujęciem planowania wydatków jest ustawienie sobie, a następnie monitorowanie limitów wydatków w poszczególnych kategoriach zakupów. To możecie ustawić sobie w zakładce „Budżety”. Kontomierz pokaże Wam wtedy jakie wydatki sobie założyliście, ile do dzisiaj realnie na tę kategorię wydaliście oraz jak wygląda zaawansowanie kosztowe w tej kategorii. Ta ostatnia rzecz mówi o tym, czy jest ryzyko, że przekroczycie swój budżet – biorąc pod uwagę dotychczasowe wydatki i to ile dni zostało jeszcze do końca miesiąca.

Tu również możecie przejrzeć swoje zdefiniowane budżety dla zeszłych miesięcy. Dzień wypłaty to dobry moment, by przyjrzeć się takim historycznym danym i zadać sobie kilka pytań, które pomogą ustawić sobie właściwe cele na kolejne dni:

  • Ile wydawałem na poszczególne kategorie wydatków w zeszłych miesiącach?
  • Czy gdzieś nie zmieściłem się w swoim budżecie?
  • Jeżeli tak, to dlaczego? Czy był to jednorazowy przypadek czy miesiąc-w-miesiąc przekraczam tu swój limit?
  • Co mogę z tym zrobić? Czy przyczyną są zbyt ambitne limity czy za mała kontrola nad wydatkami w tej kategorii?

Dzień wypłaty to też najodpowiedniejszy moment na to, aby zadbać o swoje oszczędności. To już wtedy powinniśmy wygospodarować zaplanowaną kwotę, którą chcemy odłożyć i oddzielić ją od budżetu na bieżące wydatki. Przez kolejne 30 dni powinniśmy żyć za to, co nam zostanie już po wygospodarowaniu założonej kwoty na oszczędności.

Dlaczego to takie ważne? Odłożenie odpowiednich oszczędności już na początku miesiąca daje nam przewidywalność – wiemy dokładnie o ile zwiększy się stan naszych oszczędności każdego miesiąca. Gdybyśmy zostawili to na koniec miesiąca i oszczędzanie „z tego, co zostało”, to najprawdopodobniej zróżnicowanie byłoby tu znacznie większe, zaś same kwoty odłożonych oszczędności niższe.

Wyciągnięcie sobie z budżetu kwoty na oszczędności już na początku miesiąca daje też motywację do tego, by zmieścić się w tym, co nam zostanie po takiej operacji.

To wszystko znane jest jako zasada „najpierw płać sobie”.

W Kontomierzu co miesiąc uaktualniamy nasz ranking lokat. Zatem jeżeli co miesiąc generujecie w swoich budżetach jakieś oszczędności, to nasz ranking jest bardzo dobrym źródłem informacji o tym, gdzie te pieniądze można najkorzystniej zdeponować.

Kolejnym krokiem w kierunku jak największej przewidywalności naszych miesięcznych budżetów to spisanie wydatków stałych. Czyli takich, które są stosunkowo niezmienne (i nieuniknione) z miesiąca na miesiąc. Sam wliczam tu między innymi kwoty za wynajem mieszkania, internet, gaz, energię i opłaty spółdzielni. Te trzy ostatnie rachunki mają drobne wahania kwot z miesiąca na miesiąc, ale z grubsza jestem w stanie założyć ile średnio w miesiącu wydaję na każde z tych mediów. Mogę to zrobić chociażby wyciągając średnią z danych historycznych.

Takie wydatki stałe możecie zapisać w Kontomierzu w zakładce „Planer”. Wówczas otrzymacie powiadomienie przed każdą zbliżającą się płatnością tego typu oraz ogólną informację o tym, ile ten typ wydatków Was kosztuje w danym miesiącu. Do Planera możecie też wpisać kwoty przewidywanych dochodów. Dzięki temu będziecie mieć już komplet danych i wiedzę o tym jaki jest udział wydatków stałych w Waszym miesięcznym budżecie i ile zostaje Wam na wydatki płynne.

Podsumowując, dzień wypłaty to najlepszy moment na to, aby:

  • od razu odłożyć zaplanowaną kwotę jako oszczędności
  • założyć odpowiednie kwoty wydatków stałych
  • a w przypadku wydatków płynnych, tam gdzie to wskazane, nałożyć sobie miesięczne limity i regularnie je monitorować

Fot. Flickr / comedy_nose

By zmaksymalizować nasze zyski i oszczędności musimy regularnie dbać o nasze pieniądze. Nie wystarczy tu samo prowadzenie budżetu i rejestrowanie wydatków. Zbierane dane trzeba analizować i wyciągać wnioski.

A jeżeli chcesz jak najwięcej wyciągnąć z bankowych promocji i jednocześnie jak najmniej płacić za swoje konta i karty, to powinieneś regularnie przeglądać rynkowe oferty.

Jest wiele spraw związanych z pieniędzmi, którymi trzeba się regularnie zajmować i do których warto co jakiś czas wracać. Oto kilka z tych rzeczy, które możesz zrobić już dziś.

1. Przelej część środków ze swojego ROR na konto oszczędnościowe. I zapomnij o tych pieniądzach – nie wypłacaj ich. Żyj za to, co zostanie Ci na ROR.

To realizacja zasady „najpierw płać sobie”. Jeżeli chcesz oszczędzać, to „wydatek” na oszczędności powinieneś ponosić w pierwszej kolejności. Swoje koszty życia będziesz wtedy musiał dostosować do tego, co zostanie.

2. A skoro już mówimy o ROR-ach, to sprawdź czy przypadkiem nie przepłacasz za swoje konto.

3. Masz kartę kredytową i czujesz, że ułatwia Ci ona wydawanie pieniędzy, których nie masz? Weź nożyczki i przetnij ją w połowie. A w banku zamknij/zastrzeż tę kartę.

4. Przejrzyj swoją listę kategorii wydatków. Czy na pewno się sprawdza? Czy pasuje do Twojego stylu życia i Twojej obecnej struktury wydatków?

5. Przy kategoriach wydatków przyjrzyj się także swoim limitom, które nakładasz sobie na różne typy wydatków. Czy na pewno się ich trzymasz? Co robisz, gdy je przekraczasz? A jeżeli przekraczasz, to czy to jednorazowa „wpadka”, czy regularna tendencja?

6. Sprawdź, czy jest jakaś kategoria, na której powinieneś szczególnie skupić swoją uwagę. Szukaj takich wydatków, które mają stosunkowo duży udział w Twoim budżecie, wydatków na których wysokość masz duży wpływ (czyli nie są to wydatki stałe) i na wydatki, których ograniczenie przyniesie też inne pozytywne efekty, nie tylko finansowe (np. ograniczenie jedzenia w fast foodach – zyskujemy i pieniądze i lepszą dietę).

7. Zrób sobie jedzenie do pracy na jutro – unikniesz korzystania ze stołówki lub zamawiania sobie czegoś do pracy. Wyjdzie taniej, a i pewnie też zdrowiej.

8. Masz wolne środki? Rozejrzyj się za najlepszym oprocentowaniem dla swoich oszczędności.

9. Przejrzyj strony operatorów komórkowych. Może któryś ma lepszą ofertę niż Twoja obecna i warto przenieść numer?

10. Jeździsz samochodem? Zobacz jak możesz obniżyć koszty eksploatacji.

11. Rozejrzyj się po swoim mieszkaniu i poszukaj drobnych wycieków z portfela. Czy kran jest niedokręcony i cieknie z niego woda? Czy urządzenia elektroniczne wyłączasz „na dobre” czy zostawiasz jedynie w trybie czuwania? Ten drugi nadal zużywa energię, przez co płacisz za energię, nawet gdy nie korzystasz z danego sprzętu.

12. Potrzebujesz dodatkowych pieniędzy? Może są rzeczy, które nie są Ci już potrzebne, a które mógłbyś z powodzeniem wystawić na Allegro?

13. Na kolejnych zakupach spożywczych spisz ceny produktów, które kupujesz najczęściej. Następnym razem odwiedź inny sklep w okolicy i porównaj kwoty – być może w tym innym miejscu jest taniej?

14. Nie zaczynaj „od jutra”, „od poniedziałku”, czy „od przyszłego miesiąca”. Spośród pozycji powyżej na pewno jest co najmniej jedna rzecz, którą możesz zrobić już dzisiaj.

Fot. Flickr / DafneCholet

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies