Filtrowanie wszystkich postów po tagu "jak oszczędzać pieniądze." Wyczyść filtr

Przygotowujemy budżet domowy na jesienne wydatki

  • 30 sierpnia 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comments

Trudno w to uwierzyć, ale to już ostatni weekend wakacji. Szybko zleciało! Lada chwila skończy się lato i przyjdą jesień i zima. A wraz z nimi większe wydatki w przynajmniej kilku kategoriach w naszych budżetach domowych. Dobrze przygotować się do tego jak najwcześniej.

Od czego rozpocząć takie przygotowania? Najłatwiej jest przejrzeć swoje własne zestawienia finansowe z zeszłego roku i porównać wydatki w poszczególnych kategoriach ze średnimi za cały rok. W ten sposób możemy odkryć nasze „sezonowe” wydatki  i poznać – przynajmniej mniej więcej – ich wysokość.

Być może na część z tych wydatków powinniśmy zacząć oszczędzać już teraz. Im wcześniej o tym pomyślimy – tym lepiej. I tym większa szansa, że unikniemy konieczności brania drogiego kredytu gotówkowego.

W przypadku jesieni i zimy jest zawsze przynajmniej kilka kategorii budżetowych, gdzie możemy spodziewać się podwyższonych kosztów.

Większe i mniejsze remonty

Jesień to okres, w którym wykonuje się dużo prac domowych. Jakieś drobne remonty, poprawki czy porządki – akurat jest ku temu właściwy czas. Wróciliśmy z wakacji, a zima się jeszcze nie rozpoczęła.

Remont najczęściej nie jest decyzją spontaniczną (chyba, że jest spowodowany jakąś nagłą awarią – wtedy przyda się fundusz bezpieczeństwa) i nosimy się z zamiarem jego przeprowadzenia na przykład przez kilka tygodni. To czas, który warto wykorzystać nie tylko na to, by zaplanować wszystkie niezbędne prace, ale też zapewnić na to konieczne środki.

Mnie w tym roku na pewno czekają prace związane z uszczelnianiem okien. Nie zadbałem o to w zeszłym roku i pewnie straciłem przez to trochę pieniędzy na ogrzewaniu. Teraz nie zamierzam już powtarzać tego błędu.

Zwiększone koszty użytkowania mieszkania

Tym bardziej, że ogrzewanie to bardzo istotny czynnik jesiennego i zimowego budżetu. W moim przypadku, w związku z sezonem grzewczym czynsz do spółdzielni mieszkaniowej wzrasta o około 200 zł.

Z jednej strony oznacza to, że zimą i jesienią na pewno będę miał co miesiąc mniej środków do dyspozycji w porównaniu do lata i wiosny. Ale z drugiej strony – jest na czym oszczędzać. A sposobów jest co najmniej kilka.

Poza zadbaniem o odpowiednią szczelność okien i drzwi możemy zrobić jeszcze kilka rzeczy, które pomogą nam oszczędzić na kosztach ogrzewania. Im większe mieszkanie tym większe będą to oszczędności.

  • gdy wietrzymy pomieszczenia, powinniśmy robić to krótko, ale intensywnie – a za to powinniśmy unikać długotrwałego wychładzania mieszkania
  • powinniśmy zadbać o kaloryfery – nie powinny być zasłonięte innymi meblami, za to powinny być czyste i odkurzone
  • warto regulować temperaturę w ciągu doby – zmniejszać ją, gdy żadnego z domowników nie ma w mieszkaniu oraz ustawiać termostat na niższą temperaturę na noc

Wpływ jesieni i zimy na domowe rachunki zobaczymy zapewne nie tylko w przypadku ciepła. Dochodzi jeszcze elektryczność. Dni są krótsze, więc coraz szybciej włączamy oświetlenie. Poza tym pogoda jesienią i zimą najczęściej nie sprzyja wychodzeniu z domu, zatem pewnie i telewizor i komputer będą częściej włączone niż latem. To na pewno odbije się na wysokości rachunków.

Nowy rok szkolny

Zanim jeszcze na dobre rozpocznie się jesień, to już za moment rozpocznie się rok szkolny. Dla rodziców dzieci w wieku szkolnym jest to zawsze czas zwiększonych wydatków.

Przybory szkolne, podręczniki, ćwiczenia – to w sumie daje całkiem pokaźną sumę po stronie wydatków w domowym budżecie. Ponosi się ją właściwie co roku, więc tym bardziej warto przejrzeć zeszłoroczne zestawienia i sprawdzić jakich kwot możemy się teraz spodziewać.

Do tego dochodzą koszty, które nieco trudniej śledzić – np. koszty podwożenia dzieci do szkoły.

Spłata wakacyjnych kredytów

Jeżeli brałeś kredyt na wakacyjny wyjazd, to lada moment nadejdzie ta chwila, gdy trzeba będzie zacząć spłacać raty. To kolejne jesienno-zimowe obciążenie budżetu domowego, które trzeba uwzględnić i przygotować się, że będziemy mieli co miesiąc do dyspozycji mniej środków niż zazwyczaj.

Przygotowanie samochodu do zimy

Zakup zestawu opon zimowych to zawsze duży wydatek. W zależności od modelu, taki komplet może kosztować nawet kilka tysięcy złotych.

Te cenę można oczywiście zbić, ale trzeba być przy tym bardzo ostrożnym. Tak jak w każdym innym przypadku, gdy próbujemy oszczędzać na wydatkach związanych ze zdrowiem i bezpieczeństwem. Zatem jeżeli decydujemy się na wersję tańszą – zakup opon używanych – to koniecznie musimy zwrócić uwagę na takie rzeczy jak:

  • wysokość bieżnika (nie powinna być niższa niż 3 mm)
  • równomierność zużycia opon
  • wiek opon (mieszanka używana do produkcji opon zachowuje swoje właściwości przez ok. 5 lat)
  • najlepiej kupować takie opony z zaufanego źródła

To tylko niektóre z wydatków, które możemy szczególnie odczuć jesienią. A Wy jak przygotowujecie swoje budżety na tę porę roku? 

Fot. Flickr / blmiers2

Ogólne Czy 3% na lokacie to dziś dużo czy mało?

  • 19 sierpnia 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comments

Nie będę ukrywał, że jestem dużym zwolennikiem depozytów bankowych. W moim prywatnym portfelu więcej trzymam w lokatach i na kontach oszczędnościowych niż w jakimkolwiek innym instrumencie inwestycyjnym.

Gdybym miał sobie kiedykolwiek zrobić jakiś test na profil inwestora, to na pewno wniosek byłby taki, że inwestuję bardzo zachowawczo, zdecydowanie bardziej ceniąc sobie bezpieczeństwo niż niepewną szansę na wyższy zysk.

Przypuszczam, że i wśród użytkowników Kontomierza znajdzie się dużo takich osób, dla których ważny jest spokój i poczucie pewności i raczej unikają ryzyka i emocji związanych z bardziej agresywnymi formami pomnażania kapitału.

Czy gdybyśmy inwestowali teraz na giełdzie, to czy zarobilibyśmy więcej niż na naszych lokatach i kontach oszczędnościowych? Wprawdzie nie lubię gdybać, ale patrząc na roczny wykres indeksu WIG jest duża szansa, że stalibyśmy w miejscu. To, co mogłoby nas ominąć, to najwyżej szansa na jeden szczęśliwy strzał. A z tymi wiadomo jak bywa…

źródło: Stooq

A jak przy tym wyglądają lokaty? Pozornie – tak sobie. Rzut oka na nasz ranking lokat na sierpień 2014 pokazuje, że najbardziej typowe lokaty (bez szczególnych warunków do spełnienia i takie, które może założyć każdy, niezależnie od tego, czy jest już klientem banku, czy jest nowym klientem) oferują oprocentowanie w okolicach 3,0-3,5% brutto (czyli trzeba odliczyć od tego jeszcze podatek od zysków kapitałowych) w przypadku lokat 3-miesięcznych. Takie depozyty oferuje np. BNP Paribas, Meritum Bank czy banki z grupy Getin (Idea, Open, Getin). W przypadku lokat rocznych możemy liczyć na 3,5-4,0% brutto w skali roku.

Ci, którzy nie mają jeszcze kont we wszystkich możliwych bankach, mogą jeszcze jednorazowo załapać się na promocje dla „nowych klientów” i zakładać promocyjne „powitalne” lokaty oprocentowane nawet w okolicach 5% brutto rocznie. Takie promocje mają naturalnie swoje ograniczenia – najczęściej są nimi krótki czas lokaty (2-3 miesiące) i stosunkowo niski próg maksymalnej wpłaty (najczęściej w przedziale między 5 a 10 tysięcy złotych).

Ale wracając do tych „standardowych” trzech procent. To dużo czy mało? By to ocenić, trzeba na to oprocentowanie patrzeć w szerszym kontekście, przede wszystkim biorąc pod uwagę wskaźnik inflacji.

A tak się składa, że obecnie mamy deflację. Ostatnie dane GUS pokazują, że rok-do-roku produkty znajdujące się w „koszyku inflacyjnym” urzędu mają w sumie ceny niższe o 0,2% niż przed rokiem.

Co to oznacza dla oszczędzających? To, że właściwie na każdym oprocentowanym koncie i na każdej lokacie realnie zarabiamy. Tak, nawet na lokatach na 1% oferowanych przez Pekao ;).

W dzisiejszej sytuacji wystarczy więc wziąć oprocentowanie z oferty, odjąć od tego podatek i w wyniku mamy realny zysk – to, o ile wzrośnie wartość naszych oszczędności.

Te 3,0-4,0% na lokatach mogą początkowo wyglądać skromnie, ale jeżeli pomyślimy, że to właśnie o tyle bijemy wskaźnik inflacji, to jest naprawdę bardzo dobrze. Mamy dziś bardzo korzystne warunki dla oszczędzających w tym „bezpiecznym” modelu.

Dla porównania weźmy dane z 2012 roku, kiedy to banki bardzo agresywnie konkurowały oprocentowaniem depozytów, dochodząc nawet do 8,0-9,0% w skali roku na promowanych lokatach. Wtedy robiło to duże wrażenie.

Ale od tych wartości trzeba odjąć wskaźnik inflacji, który wynosił wówczas około 4%. Zatem realny zysk mieścił się w granicach ok. 4,0-5,0%. Czyli mniej-więcej tyle, ile można dziś wycisnąć z bankowych promocji!

Porównajcie sobie dzisiejsze depozyty z zestawieniem, które przygotowałem w kwietniu 2012 roku.

Pisałem wtedy tak:

"Każdy depozyt oprocentowany poniżej 5,3% brutto rocznie sprawi, że w ujęciu realnym, będziesz tracić pieniądze.

Dlaczego?

Twój kapitał będzie oprocentowany poniżej inflacji (4,3% r/r w lutym 2012), przez co po zakończeniu lokaty będziesz mógł kupić za zgromadzone środki mniej niż przed założeniem depozytu!"

Tak właśnie działa inflacja. Pięcioprocentowe lokaty, które dziś dają zarobić najwięcej, jeszcze dwa lata temu ledwie broniłyby nasz kapitał przed realną utratą wartości.

A jaką strategię warto przyjąć zakładając lokaty w tych „deflacyjnych” warunkach?

Deflacja jest dla RPP wyraźnym sygnałem do obniżenia stóp procentowych. Może – choć nie musi – być to z kolei impulsem dla banków do obniżenia oprocentowania depozytów. Dlaczego „nie musi”? Bo niższe stopy procentowe to jednocześnie większa dostępność kredytów, a kredyty udzielane przez banki muszą być odpowiednio zabezpieczone depozytami. Związek między stopami procentowymi ustalanymi przez RPP a oprocentowaniem depozytów nie jest zatem liniowy.

Dziś, tak jak z reguły w każdej innej sytuacji rynkowej, warto aby struktura naszych oszczędności była zdywersyfikowana (nie tylko pod kątem rodzaju instrumentów oszczędnościowych/inwestycyjnych) i odpowiednio elastyczna. Warto zatem mieć w portfelu lokaty o różnym terminie zapadalności: swoje oszczędności można rozdysponować między lokaty krótkie, 3-miesięczne i te dłuższe, na przykład roczne.

Da nam to odpowiednią swobodę w reagowaniu na zmieniającą się sytuację rynkową, ale też zabezpieczy część naszych oszczędności na wypadek istotnych obniżek oprocentowania depozytów w bankach.

Fot. Flickr / 401(K) 2013

To może oczywiste, ale początki bywają trudne. Zaczynasz świadomie zarządzać swoimi domowymi finansami, uczysz się budżetowania, szukasz miejsc gdzie możesz przyciąć jakieś wydatki… Musisz przy tym pozbyć się kilku starych szkodliwych nawyków i nabyć szereg nowych, pozytywnych.

Prawdopodobieństwo, że wszystko pójdzie gładko i bez potknięć jest raczej niewielkie. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy popełniamy błędy, podejmujemy złe decyzje itp. Dotyczy to także finansów.

Może jest Ci bliska taka sytuacja: od kilku dni, a może nawet tygodni skrupulatnie notujesz wydatki i prowadzisz domowy budżet. Ograniczasz niepotrzebne zakupy, wprowadzasz potrzebne cięcia. Żyjesz trochę skromniej niż wcześniej, ale przynajmniej budżet się spina. Tylko nagle przychodzi taki dzień, że jesteś w słabszej formie. Może to być po prostu gorszy dzień, chwilowy zły nastrój, czy jakieś typowe życiowe problemy. I w takim gorszym dniu idziesz na zakupy – i wydajesz więcej niż powinieneś. O wiele więcej.

I potem trzeba to uwzględnić w miesięcznym budżecie. Budżecie, który przez tę wpadkę może nagle przestać się spinać.

Przechodziłem to sam dobre kilka razy.

Jak sobie radzić w takich sytuacjach?

Nie unikaj odpowiedzialności. Nie chowaj głowy w piasek, nie przymykaj oczu na swoje błędy. Przyjmij za nie odpowiedzialność. Szukaj rozwiązań. W najlepszy wypadku uda Ci się zminimalizować finansowe konsekwencje takiej pomyłki. W najgorszym – wyjdziesz z tego z cennymi wnioskami na przyszłość.

Myśl trzeźwo. Nie panikuj. Nie podejmuj kolejnych finansowych decyzji na gorąco. Lepiej daj sobie czas na przemyślenie obecnej sytuacji, prześpij się z tym i zacznij szukać rozwiązania na spokojnie i z „chłodną głową”.

Nie traktuj błędu jako wymówki do popełniania kolejnych „pomyłek”. Nie wiem czy macie podobnie, ale u mnie jeden błąd otwiera furtkę do szeregu kolejnych. Mam tak z finansami, mam tak też z dietą. Na przykład jeżeli zjem coś, co jest niezgodne z moim planem żywienia, to już cały dzień uznaję za stracony. Więc równie dobrze mogę nakupować słodyczy i innych niezdrowych produktów, bo błąd już został popełniony. Podobnie z finansami – jeden nieplanowany wydatek ciągnie za sobą szereg kolejnych.

Takie psychologiczne mechanizmy i pułapki, które sami na siebie zastawiamy, warto nauczyć się rozpoznawać i starać się z nimi walczyć. Sam staram się myśleć w ten sposób: ok, popełniłem jeden błąd ale na tym koniec – wracam do normy już teraz, a nie od jutra.

Takie rozpoznawanie własnych zachowań jest bardzo istotne. Warto nauczyć się siebie pod tym kątem – w jakich sytuacjach wydaję najwięcej, co na to wpływa, kiedy górę nad moimi wydatkami biorą emocje zamiast rozsądku? Warto nauczyć się rozpoznawać takie wczesne sygnały ostrzegawcze – to istotna pomoc w tym, by w ogóle unikać popełniania kolejnych błędów.

Nie traktuj też błędów jako powodu do tego, by myśleć o sobie gorzej. Najgorsze, co możesz w takiej sytuacji zrobić to poddać się myśląc „nie nadaję się do tego, nie umiem w finanse, więc po co mi to całe budżetowanie…”. Wszyscy gdzieś się jakoś po drodze potykamy, to naturalne. Problem w tym, że taka pomyłka stawia nas jednocześnie przed dwoma rodzajami wyzwań. Po pierwsze, trzeba podjąć wysiłek i spróbować zminimalizować konsekwencje tej pomyłki. To już samo w sobie bywa trudne. A do tego jeszcze – po drugie – trzeba znaleźć w sobie siłę na to, by się podnieść i iść dalej we wcześniej obranym kierunku. Sprostanie tym dwóm wyzwaniom jednocześnie nie jest łatwe. Ale jest możliwe.

Jeżeli to możliwe – napraw swój błąd. Okej, może wziąłeś niepotrzebnie wyższy pakiet kablówki czy internetu. Może zrobiłeś większe zakupy przez internet, ale po chwili refleksji okazuje się, że to jednak był błąd i wcale tego nie potrzebujesz. To jeszcze nie koniec świata! Przy umowach zawieranych na odległość masz prawo odstąpić od swojej decyzji w ciągu 10 dni. Zwracasz towar w nienaruszonym stanie i dostajesz pieniądze z powrotem.

Jeżeli zapisałeś się na jakieś długoterminowe zobowiązanie – jakiś nowy/wyższy abonament, prenumeratę itp. – rozważ jakie masz opcje rozwiązania czy zmiany warunków umowy. Poznaj swoje prawa, przeczytaj dokładnie umowę i wszystkie regulaminy. Być może znajdziesz sposób na to, by zmniejszyć to finansowe obciążenie.

Fot. Flickr / TerranceDC

Czyli jakiej kwoty potrzebujesz, by mieć z głowy jedną kategorię wydatków. Na całe życie.

Co jest ostatecznym celem oszczędzania? Można powiedzieć, że oszczędzamy po to, by uniezależnić się od zewnętrznych źródeł finansowania. Oszczędzamy po to, by przy zakupach – tych mniejszych i tych większych – jak najmniej polegać na kredytach. Oszczędzamy, gdyż wiemy, że na emeryturze już raczej nie będziemy mogli polegać na stałym źródle dochodu z pracy. I tak do końca nie wiadomo czy będziemy mogli polegać na emeryturze od państwa.

To jest coś, o czym myślę, gdy piszę tu o niezależności finansowej. Ale samo pojęcie niezależności finansowej jest ulotne, niekonkretne. Nie spełnia kryteriów, które powinniśmy sobie stawiać przy wyznaczaniu sobie celów (zasada SMART itp.)

Ponadto, „niezależność finansowa na emeryturze” to cel odległy i bardzo ambitny. Jeżeli chcesz zacząć oszczędzać i ktoś teraz mówi Ci, że do osiągnięcia finansowej niezależności potrzebujesz np. miliona złotych, to może to być co najmniej demotywujące. Na początku odłożenie nawet kilkuset złotych może być wyzwaniem, więc myślenie o tej „ostatecznej” kwocie już na starcie raczej nie pomaga.

Trik, który chcę Wam tu dziś przedstawić, sprowadza tę niezależność finansową do twardych konkretów. Pokazuje, w których obszarach, w których kategoriach wydatków jesteśmy już niezależni. I ile nam brakuje do niezależności w kolejnych. I, co ważne z punktu widzenia utrzymania osobistej motywacji do oszczędzania, rozbija nam jeden duży cel na szereg mniejszych, łatwiejszych do osiągnięcia.

Załóżmy, że jesteś zapisany do jednego z serwisów streamingujących muzykę i płacisz tam abonament 10 zł miesięcznie. Rocznie wychodzi 120 zł. Stosując tu zasadę „mnożenia przez 25” dojdziesz do wniosku, że potrzebujesz 3000 zł oszczędności, by ten wydatek finansował się „sam” już do końca życia.

Jak to działa?

Przyjmujemy tu założenie, że ze swoich oszczędności osiągasz stopę zwrotu na poziomie 4% rocznie. Czyli bardzo zachowawczo – to stawka, którą oferują teraz najlepsze lokaty.

4% zwrotu oznacza, że możesz rocznie wykorzystać 4% swoich oszczędności bez naruszania głównego kapitału. Więc jeżeli chcesz mieć jakiś wydatek z głowy na dobre, to musi się on mieścić w tych czterech procentach rocznie.

Obliczamy to w dwóch krokach. W pierwszym liczymy sumę roczną w wybranej kategorii wydatków. W drugim mnożymy to przez 25 (bo 4% = 1/25).

  • Miesięczny abonament za streaming muzyki: 10 zł = 120 zł rocznie = będzie się „samo” finansować z 3000 zł oszczędności
  • Miesięczny abonament za telefon komórkowy: 30 zł = 360 zł rocznie = finansowane przez 9000 zł oszczędności
  • Miesięczny abonament za internet: 49 zł = 588 zł rocznie = finansowane 14700 zł
  • Roczna prenumerata Gazety Wyborczej: 906 zł = finansowane przez 22650 zł oszczędności

I tak dalej. Tę zasadę można przykładać do każdej wybranej kategorii wydatków i sprawdzać ile nam jeszcze brakuje to osiągnięcia niezależności finansowej w tym jednym obszarze.

To zupełnie inaczej ustawia perspektywę myślenia o oszczędzaniu. Już nie myślimy o tym, ilu milionów złotych potrzebujemy na to, by móc zrezygnować pracy lub by mieć komfortową emeryturę. Zamiast tego widzimy konkretny, osiągalny cel: np. zaoszczędzić w sumie 9000 zł, tak aby sfinansować sobie „na całe życie” wydatki na abonament telefoniczny. Mamy konkret, ustalamy ramy czasowe i możemy działać.

Z drugiej strony, ta zasada zmienia też to, jak patrzymy na nasze wydatki. Czy na pewno potrzebuję prenumeraty dziennika, skoro muszę uzbierać aż ponad dwadzieścia tysięcy złotych, by ten wydatek w całości sam finansował się z wypracowywanych odsetek? Jak wybranie niższego abonamentu (za telefon, za internet itp.) wpłynie na te obliczenia i moje cele oszczędnościowe?

Myślenie o pieniądzach w ten sposób to bardzo dobre narzędzie, które motywuje do odkładania pieniędzy i jednocześnie do racjonalizacji obecnych wydatków. Dzięki „mnożeniu przez 25” będziecie zupełnie inaczej patrzeć na kategorie wydatków w swoich budżetach domowych.

Fot. Flickr / Tax Credits

Wakacje, urlopy i wszelkie letnie wyjazdy i imprezy zazwyczaj wiążą się z dużymi wydatkami. Im większą rodzinę masz na utrzymaniu – z tym większymi kwotami trzeba się liczyć planując wakacje. Nic dziwnego, że te trzy miesiące lata to kolejny okres żniw dla firm pożyczkowych i banków oferujących szybkie kredyty gotówkowe na wakacyjne wycieczki.

Lato jeszcze nawet się nie zaczęło, a już można znaleźć całe mnóstwo reklam kredytów z wakacyjnym motywem. Wakacje to dla banków szczytowy okres, który można spokojnie porównać do tego, co dzieje się tuż przed końcem roku i świętami Bożego Narodzenia.

My na blogu Kontomierza wielokrotnie udowadnialiśmy, że od takiego napędzanego kredytami konsumpcjonizmu jest nam dość daleko. Nawet nie „dość”, a „bardzo” daleko – gdy tylko możemy, namawiamy do unikania kredytów, a zamiast tego do starannego planowania wydatków (a w przypadku dużych wydatków – planowania z dużym wyprzedzeniem) i uważnego zarządzania domowym budżetem.

Wakacyjne wydatki to doskonała okazja, by te zasady wprowadzić w życie. Oto kilka sposobów, dzięki którym można zaplanować swoje wakacje tak, by nie wymagały one posiłkowania się kredytami (a przynajmniej nie w tak dużym stopniu, jak zwykle).

Oczywiście, pierwsza rzecz, która przychodzi do głowy, to planowanie wakacyjnych wyjazdów z solidnym wyprzedzeniem. No ale mamy czerwiec, więc to rada raczej na kolejny rok. W każdym razie, zdecydowanie łatwiej jest odkładać 200 złotych co miesiąc przez rok, niż obudzić się w lipcu czy sierpniu i na ostatnią chwilę szukać w domowym budżecie trzech tysięcy na wakacyjny wyjazd.

Zależnie od tego, na jakim etapie jesteś w zarządzaniu swoimi finansami, stojąc przed „koniecznością” szybkiego znalezienia takiej kwoty, staniesz przed takimi trzema opcjami:

  1. sfinansować wyjazd ze swojego „funduszu zakupowego” (lub funduszu „celowego”, specjalnie utworzonego na potrzeby wakacyjnych wydatków) – fundusz zakupowy to pula środków, do której co miesiąc dorzuca się jakąś kwotę z perspektywą wydania tego na przyjemności/większe zakupy w przyszłości; lub jeżeli masz „celowy” fundusz przeznaczony specyficznie na wakacyjne wyjazdy, to
  2. sfinansować wakacje ze środków z „funduszu awaryjnego” – czyli tak naprawdę, to dać kredyt samemu sobie i później w ciągu roku „spłacać” go, uzupełniając z powrotem fundusz awaryjny
  3. sfinansować urlop z kredytu

Najbardziej pożądana jest oczywiście ta pierwsza opcja.

Druga oznacza już trochę sprzeniewierzanie się dobrym zasadom zarządzania domowymi finansami. Z funduszu awaryjnego powinniśmy korzystać tylko w sytuacjach podbramkowych – gdy od szybkiego uruchomienia dodatkowych pieniędzy zależy nasze „być albo nie być”. W założeniu, fundusz awaryjny to nie są pieniądze na kredytowanie bieżącej konsumpcji.

Trzecia opcja, naturalnie, zupełnie odpada – jeżeli szukamy oszczędności, to nie chcemy obciążać naszego budżetu kolejnymi odsetkami. A kredyty gotówkowe są drogie.

Zatem jeżeli opcja pierwsza jest poza naszym zasięgiem, to warto się poważnie zastanowić: czy zrezygnować z wakacji w tym roku? czy mamy możliwość znalezienia czegoś tańszego? jak inaczej możemy zorganizować sobie wolny czas latem?

Jednym z fajniejszych (a bardzo niedocenianych!) rozwiązań jest turystyka lokalna.

W pobliżu własnego miejsca zamieszkania można na ogół znaleźć wiele interesujących atrakcji (pewnie łatwo mi mówić, gdy mieszkam w Sopocie… ;) ) Sam, od kiedy aktywnie jeżdżę na rowerze, poznałem okolice swojego miejsca zamieszkania od zupełnie innej strony, odwiedziłem miejsca, których inaczej nie miałbym okazji zobaczyć i dosłownie poczułem się jak turysta we własnym mieście. Nie wydając nic na podróż, nie wydając nic na pobyt.

Turystyka rowerowa to rzecz, którą zawsze będę polecał z całego serca. W Trójmieście mamy wybrzeże z jednej strony i Trójmiejski Park Krajobrazowy z drugiej, więc na brak miejsc do rowerowych wycieczek nie możemy narzekać. Ale na pewno w promieniu 20-30 kilometrów od każdego miasta i miasteczka w Polsce da się znaleźć coś ciekawego, jakiś cel choćby jednodniowej podróży. Lasy, parki, rezerwaty przyrody, czy jeziora nad które można udać się rowerem i urządzić tam piknik – możliwości jest mnóstwo.

Ale żeby poczuć się turystą we własnym mieście niekoniecznie trzeba wsiadać na rower i pędzić X kilometrów pod górę. Można to też zrobić na spokojnie i bez intensywnego, fizycznego wysiłku.

Nie wiem, czy macie podobnie, ale przed wyjazdami turystycznymi do obcych miast, staram się być dobrze przygotowanym: przeglądam przewodniki i strony internetowe szukając miejsc, które warto odwiedzić, zwiedzić, zobaczyć. Szukając atrakcji niekoniecznie położonych wśród najbardziej uczęszczanego turystycznego szlaku.

Zazwyczaj kończy się tak, że po takiej wycieczce o odwiedzonym mieście jestem w stanie powiedzieć więcej niż o moich rodzinnych stronach. Gdybyście mnie dziś spytali, co warto zobaczyć w Kaliningradzie, to z miejsca wymieniłbym szereg ciekawych rzeczy. Ale gdybyście zapytali o Sopot, to nie wiem, czy nie odpowiedziałbym po prostu „yyy… molo?”

Okazuje się, że inwestycja w przewodnik po własnej okolicy może być całkiem trafionym pomysłem. W ten sposób można odkryć nowe miejsca, o których nawet nie mieliśmy pojęcia oraz zyskać motywację do odwiedzenia tych atrakcji, które od dawna były na naszej liście „do zobaczenia”, ale jakoś nigdy nie było okazji.

Warto być też na bieżąco z letnią ofertą kulturalną własnego miejsca zamieszkania. Lato to czas różnych lokalnych festiwali, które mogą być atrakcją nie tylko dla turystów, ale też właśnie dla osób, które tym razem postanowiły spędzić wakacje w okolicy własnego miasta. A jeżeli w Waszej okolicy nie dzieje się akurat nic ciekawego, to być może któraś z miejscowości w pobliżu organizuje jakieś interesujące wydarzenie (i tu mamy np. kolejny cel dla wycieczki rowerowej).

Jeżeli muszę spędzić wakacje „w domu” – czy to z powodu oszczędności, czy dlatego, że praca nie pozwala mi na wyjazd – to to jest właśnie moja recepta na udane lato. Maksymalne wykorzystanie lokalnych atrakcji, lepsze poznanie okolic własnego miejsca zamieszkania i szukanie zupełnie nowych tras rowerowych.

A jaki jest Wasz sposób na udane lato (bez kredytów)?

Ogólne Trzy zasady finansów osobistych, które są zawsze aktualne

Jeżeli zastanawiasz się od czego zacząć walkę z nadmiernymi wydatkami, to zacznij tutaj. Opisane niżej zasady to właściwie taka „podstawa teoretyczna” pod oszczędzanie. Mówią o tym, do czego powinniśmy dążyć i jak powinniśmy myśleć o własnych finansach.

Wszystkie inne narzędzia i wpisy na blogu – o tym, jak wybrać najlepsze konto, jak oszczędzać na ogrzewaniu, jak oszczędnie kupować w internecie itp. itd. – to przykłady na to, jak te teoretyczne zasady realizować w praktyce.

Wydawaj mniej niż zarabiasz

To absolutnie najważniejsza zasada domowych finansów. Jeżeli chcesz przejąć kontrolę nad swoim domowym budżetem to musisz zacząć właśnie od zdeterminowanego dążenia do wdrożenia tej zasady w życie. Nie ma innego wyjścia.

Jeżeli wydajemy więcej niż zarabiamy, to znaczy, że żyjemy ponad stan (lub od drugiej strony: zarabiamy za mało, by utrzymać obecny styl życia). W ten sposób przejadamy oszczędności lub nawet popadamy w kredyty.

Zwłaszcza jeżeli doszło już do tej ostatniej rzeczy, to najwyższa pora by podjąć drastyczne kroki:

  • przeciąć nożyczkami kartę kredytową – płacić tylko gotówką
  • całkowicie zaprzestać kredytowania konsumpcji kredytami – żadnych kredytów gotówkowych
  • wydajemy tylko to, czym dysponujemy w danym miesiącu – bez pożyczek, kredytów i sięgania po oszczędności

To też powinien być dla nas sygnał, by zadać sobie pytanie, czy aby na pewno wszystkie nasze wydatki są w pełni uzasadnione. O tym, jak racjonalizować wydatki (racjonalizować – czyli niekoniecznie bezwzględnie ciąć wszystko, co się da), przeczytacie w wielu miejscach na naszym blogu.

Wiele zbędnych wydatków bierze się z braku świadomości. Po prostu nie wiesz ile i na co wydajesz – a potem na koniec miesiąca okazuje się, że na coś brakuje.

Można temu zapobiec! Doskonałym rozwiązaniem jest budżet domowy.

Prowadź budżet domowy

Zapisywanie wydatków i zestawianie ich z przychodami to świetna metoda na to, by zyskać prawdziwą świadomość finansową. Gdy po raz pierwszy sporządzisz swój domowy budżet, to będzie to jedno z tych doświadczeń, o których mówi się, że naprawdę otwierają oczy.

Nie musisz od razu zaczynać od skrupulatnego zapisywania wszystkiego co do grosza. Możesz prowadzić budżet miesięczny, możesz też robić duże podsumowanie własnych finansów raz na rok. Możesz też założyć konto w Kontomierzu i pozwolić, by większość czynności związanych z budżetowaniem dokonywała się automatycznie.

Niezależnie od metody, którą wybierzesz, najważniejsze jest to, że zyskasz świadomość ile wydajesz i ile Ci z tego zostaje. Odpowiesz sobie na pytania:

  • czy na pewno wydaję mniej niż zarabiam?
  • czy buduję własny majątek, czy może jednak przejadam własne oszczędności?
  • w jakim tempie buduję swoje oszczędności/spłacam kredyty?

To są rzeczy, których nie widać na pierwszy (ani nawet na drugi, czy trzeci) rzut oka po zalogowaniu się na swój ROR. To wszystko od razu widać natomiast w Kontomierzu w panelu cash flow i historia majątku.

Najpierw płać sobie

Ograniczanie wydatków to jedno, ale przecież chcemy też generować jakieś oszczędności, prawda?

Żyjąc od pierwszego do pierwszego nie ma na to szans. Pod koniec miesiąca zawsze wychodzisz na zero, albo nawet na coś zaczyna Ci brakować. Mogłoby się wydawać, że nie masz z czego oszczędzać.

To niekoniecznie taka oczywista sprawa…

W tym miejscu zastosowanie ma zasada „najpierw płać sobie”.

Nie warto czekać z odkładaniem pieniędzy na koniec miesiąca! Myślenie „odłożę z tego, co mi zostanie” to jeden z największych wrogów oszczędzania. Z takich obietnic zazwyczaj zostaje niewiele.

Zamiast tego najlepiej uczynić oszczędzanie głównym priorytetem – pierwszą rzeczą, którą robimy z pieniędzmi w momencie, gdy otrzymujemy wypłatę.

Najlepiej jeszcze tego samego dnia przelać pieniądze na konto lub lokatę i o tych oszczędnościach zapomnieć. Tych pieniędzy już nie ma – do końca miesiąca musimy przeżyć za to, co nam teraz zostało.

To ma kilka pozytywnych efektów. Pierwszy – oczywisty: w końcu naprawdę oszczędzamy pieniądze. Ale to nie koniec.

Narzucamy sobie pewne ograniczenie – mamy w miesiącu do dyspozycji mniej pieniędzy niż dotychczas. Zależy, na co możemy sobie pozwolić, będzie to na przykład 5%, 10% czy 20% mniej niż zazwyczaj. Budżet, który wcześniej na koniec miesiąca ledwo się spinał i wychodził na zero, trzeba teraz jakoś do tych warunków dostosować.

Ograniczenia wyzwalają kreatywność.  Gdy postawimy siebie w ten sposób pod ścianą, to zaczynamy zauważać rozwiązania, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Mamy większą motywację do tego, by prześledzić oferty banków i sprawdzić, gdzie zapłacimy mniej za konto. Tak samo z kablówką, internetem, abonamentem telefonicznym i innymi regularnymi wydatkami. Musimy przeżyć za mniej, więc włożymy więcej wysiłku w to, by wydać mniej – porównamy oferty, sprawdzimy warunki lub spróbujemy negocjować umowę u własnego operatora. Otwierają się całkiem nowe możliwości – podobnie w pozostałych kategoriach domowego budżetu.

Ale to nadal nie koniec pozytywnych efektów. Bo gdy nałożymy na siebie pewne ograniczenia (takie jak mniejsza kwota do dyspozycji w miesiącu), to dzieje się jeszcze jedna dobra rzecz. Ograniczenia wypychają nas poza naszą strefę komfortu.

Wcześniej na zakupach miałeś opory przed negocjowaniem cen? Teraz, gdy masz mniej do wydania, być może będziesz musiał się przełamać i poszukać oszczędności także w ten sposób.

Wcześniej w ogóle nie rozważałeś  dodatkowej pracy czy jakiegoś dorywczego zajęcia? Teraz może przyjrzysz się możliwością zdobycia dodatkowych dochodów.

To tylko kilka przykładów.

Fot. Flickr / Hub

Ogólne Chcesz wydawać mniej? Płać gotówką!

Sam za zdecydowaną większość zakupów płacę kartą kredytową. Niezależnie od miejsca, niezależnie od kwoty – moim pierwszym wyborem zawsze jest plastik, a dopiero potem, w wyjątkowych sytuacjach, gotówka.

Co więcej, najczęściej płacę z wykorzystaniem technologii zbliżeniowej, kontrowersyjnej funkcji kart, której niektórzy bardzo chcą się pozbyć.

Jestem więc pewnie ostatnią osobą, która powinna zachwalać zalety płacenia gotówką. A jednak! Badania psychologów udowadniają, że to w jaki sposób wydajemy (gotówka czy plastik) i jakimi pieniędzmi płacimy (z kredytu czy z dostępnych środków) ma istotny wpływ na to, ile wydajemy.

Wniosek jest następujący: mniej wydajemy, gdy korzystamy z gotówki. W przeciwieństwie do płatności kartami.

Zatem jeżeli płacenie gotówką pomaga oszczędzać, to zdecydowanie warto przyjrzeć się tej formie wydawania pieniędzmi.

Płacenie gotówką boli (i tak być powinno!)

Rozstawanie się z pieniędzmi jest przykre. Powoduje coś w rodzaju psychicznego bólu (tu znów muszę powołać się na te same badania). A my, ludzie, już tak mamy, że przykrych rzeczy raczej unikamy. I tego dyskomfortu związanego z pozbywaniem się pieniędzy możemy uniknąć na co najmniej dwa sposoby:

  • wydawać pieniądze rzadziej (i/lub mniej)
  • lub zastąpić fizyczne banknoty czymś innym, żeby rozstawanie się z pieniędzmi nie było tak dosłowne

Karty płatnicze to właśnie wyraz tego ostatniego rozwiązania. Redukują psychiczny dyskomfort związany z wydawaniem pieniędzy zastępując banknoty symbolicznym kawałkiem plastiku. Do tego, karty kredytowe idą jeszcze o krok dalej niż karty debetowe.

Kupując coś przy pomocy karty debetowej możemy od razu w domu popsuć sobie przyjemność z zakupów poprzez sprawdzenie dostępnych środków na naszym ROR. Karty kredytowe odraczają ten wyrok – po nasze własne środki będziemy musieli sięgnąć dopiero w kilka tygodni po samym zakupie.

Zatem z jednej strony karty płatnicze obniżają wagę zakupów – wręczenie sprzedawcy pliku banknotów ma dużo większe znaczenie dla naszej psychiki niż przejechanie kartą po czytniku. Płatność kartą zawsze jest tak samo błaha – niezależnie od tego, czy kupujesz bułki za kilka złotych, czy telewizor za kilka tysięcy.

Wyobraźcie sobie teraz, że wchodzicie do sklepu z elektroniką i kupujecie wybrany przez siebie telewizor za 3000 zł. Wyciągacie z portfela trzydzieści stuzłotówek, uważnie przeliczacie, wręczacie plik sprzedawcy, ten przelicza jeszcze raz… Jest różnica, prawda?

W podobny sposób działają kasyna. Też obniżają wagę transakcji/zakładów zastępując banknoty żetonami. A kasyno nie kojarzy się z oszczędzaniem, prawda? ;)

Ponadto, karta kredytowa dodatkowo rozrywa związek przyczynowo-skutkowy między faktem zakupu a koniecznością zapłacenia z własnych środków. Płacimy za zakupy często z kilkutygodniowym opóźnieniem. I do tego nie pojedynczo, za każdy zakup, tylko jednym przelewem za wszystkie transakcje z danego cyklu rozliczeniowego.

To wszystko razem prowadzi do tego, że płacąc kartą jest znacznie łatwiej wydawać większe sumy pieniędzy. Zatem jeżeli chcemy znaleźć dodatkowe oszczędności w naszym budżecie, to zdecydowanie warto przyjrzeć się nie tylko temu, na co wydajemy, ale też temu w jaki sposób za to płacimy.

Metoda kopertowa

Wokół gotówki można też zorganizować cały miesięczny domowy budżet.

Metoda kopertowa przenosi zarządzanie budżetem z wirtualnych zapisów w arkuszach kalkulacyjnych do świata realnego. Polega na tym, że pieniądze przeznaczone na dane kategorie wydatków trzyma się w osobnych kopertach. Każdy wydatek w danym miesiącu finansujemy ze środków z koperty, którą mamy przeznaczoną na dany cel.

Jak wprowadzić tę metodę w życie?

Tu, jak w wielu innych przypadkach zarządzania domowymi finansami, przyda się wcześniejsza wiedza o strukturze naszych wydatków. Trzeba więc przejrzeć historię swoich wydatków z ostatnich kilku miesięcy i zobaczyć ile wydawaliśmy na poszczególne kategorie zakupów.

Pod te kategorie (np. żywność, transport i dojazdy, rozrywka, obiady na mieście, zdrowie i higiena itp.) przygotowujemy osobne koperty. Wypłacamy z konta kwotę naszych miesięcznych wydatków i rozdysponowujemy ją między poszczególne koperty.

Podczas zakupów korzystamy tylko ze środków, które mamy przeznaczone na daną kategorię wydatków w danej kopercie.

Ten system może być jednak trochę kłopotliwy. Bo co jeżeli idę do Tesco i przy jednej wizycie kupuję trochę jedzenia, jakieś kosmetyki, uzupełniam zapasy chemii gospodarczej – mam przy kasie żonglować trzema kopertami? Nie jest to najpraktyczniejsze rozwiązanie świata.

Dlatego też do systemu kopertowego można podejść inaczej – i dostępne środki na dany miesiąc rozdzielić do kopert tygodniami, a nie kategoriami wydatków. Efekt powinien być podobny.

No właśnie, na jaki efekt tu liczymy? Poza już wcześniej wspomnianymi zaletami płacenia gotówką („psychiczny dyskomfort” płacenia + zachowany związek między zakupem a wydawaniem pieniędzy), mamy tu jeszcze dodatkowy motywator do oszczędzania. Wydając pieniądze od razu widzimy, ile nam jeszcze zostało – w danej kategorii wydatków, czy w danym tygodniu. Jeżeli pieniędzy ubywa zbyt szybko, to dostajemy wczesny sygnał ostrzegawczy, że należy przystopować z wydatkami.

Kiedy jeszcze warto zrezygnować z kart?

Rozważ rezygnację z kart i przejście na płatności gotówkowe jeżeli:

  • chcesz zaoszczędzić dodatkowe pieniądze, ale nie masz pomysłu jakie wydatki można jeszcze przyciąć
  • zrezygnuj z karty kredytowej jeżeli przekraczasz okres bezodsetkowy i swoje zakupy finansujesz wysoko oprocentowanym kredytem
  • rozważ też rezygnację z karty kredytowej jeżeli mieścisz się w okresie bezodsetkowym, ale ze spłatą zadłużenia zawsze musisz czekać do kolejnej pensji (nie masz bieżących środków, którymi mógłbyś sfinansować zakupy)
  • jeżeli ponosisz dodatkowe opłaty związane z korzystaniem z kart
  • jeżeli w erze „po Snowdenie” nie chcesz przekazywać korporacjom danych o swoich zwyczajach zakupowych ;)

Naturalnie, karty nie są jednoznacznie złe. To całkiem przydatne i praktyczne narzędzie. Jednak od czasu do czasu warto rozważyć plusy i minusy jednego i drugiego sposobu płatności i zobaczyć co ma szansę sprawdzić się najlepiej w naszej indywidualnej sytuacji.

Fot. Flickr / Tax_Credits, ollily

Ludzie są różni. To, naturalnie, jedno z najbardziej oczywistych zdań, od których można zacząć tekst – ale dajcie mi szansę.

Ludzie są różni, ale w tej całej różnorodności cech, zachowań i doświadczeń można zauważyć pewne prawidłowości. Prawidłowości polegające między innymi na tym, że gdy myślimy o pewnym typie ludzi – dajmy na to: o artystach, przedsiębiorcach, czy politykach – do głowy przychodzi nam pewien zestaw cech, którymi na ogół charakteryzują się przedstawiciele danej grupy.

Tak samo jest z osobami, które skutecznie i efektywnie zarządzają swoimi finansami. Nie popadają w długi, osiągnęli finansowe bezpieczeństwo, a ich budżety w każdym miesiącu się bilansują. Tych ludzi też łączą szczególne cechy.

To naturalnie pewna generalizacja, ale wydaje mi się, że bardzo blisko jej do prawdy.

1. Cierpliwość

O cierpliwości już kiedyś pisaliśmy na tym blogu – to bardzo ważna cecha. Szczególnie ten jej aspekt związany z umiejętnością odraczania gratyfikacji, czyli podejmowania działań, których pozytywne efekty będziemy mogli dostrzec dopiero w odległej przyszłości.

To niezwykle istotne przy oszczędzaniu. Zaczynając odkładać pieniądze, nagroda w postaci bezpieczeństwa finansowego (czy innego celu finansowego, który sobie wyznaczymy) jest gdzieś daleko, daleko na horyzoncie. Mimo, że ten cel wydaje się  odległy musimy umieć znaleźć w sobie siłę, by co miesiąc cierpliwie odkładać ustalone kwoty i małymi krokami, systematycznie zbliżać się do ustanowionego celu.

2. Umiejętność wyznaczania celów

Cele są jasnym wyznacznikiem tego, czy nasze działania idą w dobrym kierunku. Zbliżamy się do wyznaczonego celu – jest dobrze. Oddalamy się – robimy coś nie-tak. Cele mówią nam też o tym, po co coś robimy, do czego dążymy. To misja, którą sobie wyznaczamy. Może nie tak spektakularna jak ratowanie świata, ale ratowanie własnych finansów to też niczego sobie zadanie.

W skrócie: cel to bardzo ważny psychologiczny mechanizm, który pomaga nam podtrzymywać motywację i konsekwentnie działać na rzecz pożądanego wyniku.

Wyznaczając sobie cele dobrze pamiętać o zasadzie SMART. Mówi ona o tym, że skuteczny cel powinien być konkretny, mierzalny, ambitny – ale jednocześnie realny do osiągnięcia i wyznaczony w konkretnych ramach czasowych.

3. Samokontrola

Samo wyznaczenie sobie celu to dopiero pierwszy krok do sukcesu. Teraz trzeba wdrożyć wszystkie nasze założenia w życie i cierpliwie pracować na pozytywny wynik. Z pewnością będzie to czasem wymagać pewnych wyrzeczeń i poświęceń. I tu w grę wchodzi właśnie samokontrola.

Najprostszy przejaw samokontroli to po prostu zadanie sobie pytania przy kolejnych zakupach – „czy na pewno tego potrzebuję?” Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to znaczy, że powinniśmy poświęcić tę daną zachciankę na rzecz naszego długoterminowego celu. Takie sytuacje pewnie będą zdarzać się dość często.

Kontrola nad domowym budżetem to właśnie pilnowanie tych wszystkich małych, codziennych wydatków.

4. Odpowiedzialność

Ta kontrola to jeden z przejawów „większej” cechy – odpowiedzialności.

W domowych finansach odpowiedzialność oznacza świadomość, że długofalowe bezpieczeństwo finansowe jest ważniejsze niż krótkoterminowe zachcianki. I że trzeba na to poświęcić czas, pracę i silną wolę.

Odpowiedzialność przejawia się także w unikaniu kredytów konsumpcyjnych. Kredyty konsumpcyjne to bardzo kosztowna droga na skróty.

Odpowiedzialność to również świadomość, że to my sami odpowiadamy za stan swoich finansów. I za konsekwencje własnych finansowych decyzji. Akceptujemy tę odpowiedzialność i nie przerzucamy jej na innych, czy na państwo.

5. Umiejętność podnoszenia się po porażkach

Dążenie do wyznaczonych celów finansowych to nie jest droga usłana samymi sukcesami. Wręcz przeciwnie. Nie ma co się oszukiwać, nie zawsze będziemy podejmować trafione decyzje finansowe. Niektóre z naszych działań mogą mieć negatywny wpływ na stan naszych finansów. Możemy popaść w długi, stracić oszczędności, czy błędnie zainwestować swoje środki. Takie rzeczy się zdarzają.

Ważne, by także w tych trudnych momentach znaleźć w sobie siłę do podejmowania pozytywnych, naprawczych działań. O tym, jak znaleźć tę siłę i motywację do zadbania o swoje finanse nawet w najtrudniejszej sytuacji – na przykład podczas wychodzenia z długów – mówił ostatnio Michał Szafrański w swoim podcaście. Polecam tę rozmowę.

--

Te cechy warto w sobie pielęgnować i je trenować. Bo zarządzanie własnymi finansami to nie tylko praca na liczbach, ale też – przynajmniej w pewnym sensie – praca nad sobą.

Tym bardziej nie ma co się zrażać, jeżeli któryś cech nam brakuje. Wszystkie rzeczy z tej listy da się wypracować.

A co Wy byście jeszcze dodali do tej listy?

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Jak oszczędzać na zakupach? Triki dla kupujących online

  • 22 kwietnia 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comments

Skoro jako czytelnicy tego bloga z definicji macie dostęp do internetu, to nie będziecie mieć nam za złe, że skupimy się tu na zakupach online? :)

Oto trzy sposoby, dzięki którym można zaoszczędzić na zakupach przez internet. W ten sposób można uczynić zakupy online bardziej opłacalnymi (zarówno pod względem pieniędzy jak i czasu) niż odwiedzanie tradycyjnych sklepów.

 

1. Bo na zakupach online też można zaoszczędzić

Popularny jest stereotyp, że zakupy online są droższe od tych tradycyjnych. Oczywistym argumentem jest tu chociażby koszt dostawy. A nawet jeżeli  koszt wysyłki można zminimalizować lub w ogóle wyeliminować (o tym za chwilę), to pozostaje jeszcze przekonanie, że ceny w sklepie online zawierają już w sobie „premię” za wygodę.

Jest w tym trochę prawdy, zwłaszcza patrząc na kategorię produktów spożywczych. Internetowe sklepy spożywcze to stosunkowo nowy rynek i pokaźne miejsce na nim zajęły marki „premium”, takie jak Piotr i Paweł czy Alma. Ale to jeszcze nie znaczy, że musi być drożej!

Jak to już bardzo często z oszczędzaniem bywa, nie liczy się tylko cena na rachunku. Jest jeszcze nasz czas poświęcony na dojazd i chodzenie po sklepie, koszt dojazdu, koszt nieplanowanych, impulsywnych zakupów itp.

Gdy nie posiadałem samochodu, to na większe zakupy wybierałem się do hipermarketu komunikacją miejską. Ale wracać autobusem z wieloma siatkami pełnymi zapasów to już żadna przyjemność. Dlatego najczęściej brałem taksówkę. Łączny koszt wynosił na pewno znacznie więcej niż koszty wysyłki, a na zakupach „straciłem” dodatkowo jeszcze całkiem sporo czasu.

Dlatego warto wszystko dokładnie sobie przeliczyć i wziąć pod uwagę wszystkie koszty, nie tylko te z paragonu. Może się okazać, że mamy pole do zaoszczędzenia nawet kilkudziesięciu złotych w skali miesiąca!

2. Minimalizacja kosztów wysyłki

A to dopiero początek. Bo i koszty wysyłki można zminimalizować! Sklepy internetowe często prowadzą taką politykę, zgodnie z którą za zamówienie od określonej kwoty nie pobierają dodatkowej opłaty za dostawę. Warto mieć to pod uwagą podczas zakupów.

Możemy to wykorzystać na swoją korzyść co najmniej na dwa sposoby.

Po pierwsze, możemy przystępować do zakupów online wtedy, gdy potrzebujemy zrobić większe zapasy. Wtedy nasze zamówienie będzie na tyle duże, że jego kwota przekroczy limit potrzebny do uzyskania zniżki na wysyłce.

Albo, przy mniejszych zakupach, możemy zorganizować się wspólnie ze znajomymi i złożyć jedno duże zamówienie. W ten sposób można rozłożyć koszt wysyłki na kilka osób lub całkowicie go wyeliminować, jeżeli zamówienie będzie odpowiednio duże.

Sam mam swój ulubiony sklep internetowy z kawą, gdzie co jakiś czas kupuję po kilka paczek dobrej, świeżo palonej kawy. Paczka 250g to koszt rzędu 20-30 zł, zaś limit uprawniający do darmowej przesyłki to 300 zł. Gdybym chciał więc z tej promocji skorzystać, to musiałbym robić za każdym razem zapasy na pół roku :).

Dlatego gdy zamierzam zamówić kawę, to przy okazji rozsyłam „newsletter” po znajomych, o których wiem, że też są entuzjastami tego napoju :).

Podobnie można robić z innymi zakupami online, np. rozkładając na kilka osób przesyłkę z Amazona. Zwłaszcza, że ten brytyjski od początku kwietnia przestał oferować darmową wysyłkę do Polski.

3. Kody rabatowe i inne promocje

Na zakupach online można też oszczędzić wykorzystując bardziej „tradycyjne” zniżki. Czyli różne kupony i kody rabatowe.

To powód, dla którego warto „lubić” profile ulubionych sklepów na Facebooku, a także zapisywać się na newsletter sklepów. Od czasu do czasu można w ten sposób trafić na okazję do zniżki.

Innymi okazjami są przeróżne „święta” zakupów online, takie jak Dzień Darmowej Dostawy, Czarny Piątek czy Cyber Poniedziałek. Zdarza się też, że sklepy organizują różne promocje i wyprzedaże na swoje „urodziny” czy inne ważne daty.

--

Dobrze pamiętać też, że przy zakupach przez internet mamy prawo do zwrotu towaru bez podania przyczyny przez 10 dni. Zdarza się, że sklepy wysyłkowe same organizują i opłacają taki zwrot. Tak dzieje się na przykład w Zalando. Oczywiście towar nie może nosić śladów użytkowania.

Trzeba mieć jednak na uwadze, że prawo odstąpienia od umowy zawartej na odległość nie przysługuje nam w wypadkach towarów, które z uwagi na ich charakter (np. produkty mrożone) nie mogą zostać zwrócone lub których przedmiot ulega szybkiemu zepsuciu (np. świeże warzywa, owoce, mięso, wędliny itp.), dostarczanej prasy.

Zobacz też: Robisz zakupy przez internet? Znaj swoje prawa!

Fot. Flickr / itsmeritesh

Ogólne Zrób wiosenne porządki z kontami, kartami i usługami

Dzisiaj rozpoczyna się astronomiczna wiosna, a to może oznaczać tylko jedno: najwyższy czas na wiosenne porządki. Nie ma jednak co się ograniczać jedynie do mieszkania, garażu czy ogrodu. Porządek warto zrobić także w domowych finansach.

Oto osiem obszarów, którym warto się przyjrzeć  przy okazji wiosennego sprzątania.

1. Porządek w dokumentacji finansowej

Dokumenty, rachunki, umowy, zeznania podatkowe, faktury… Przez lata zbiera się tego cała masa, a nasze domowe archiwum rośnie. Zresztą nic dziwnego, wszak Urząd Skarbowy wymaga, by dokumenty związane z rozliczeniami podatkowymi trzymać aż 5 lat. A to oznacza między innymi, że oprócz PIT-ów, musimy przechowywać też np. faktury za internet, na podstawie których naliczaliśmy sobie ulgę.

Warto teraz przejrzeć takie domowe archiwum dokumentów. Jeżeli trzymacie wszystko „luzem”, to najlepiej stworzyć sobie kategorie, by w razie czego móc wszystko szybko znaleźć. Albo przynajmniej wiedzieć, gdzie szukać. Takimi kategoriami mogą być np. dokumenty związane z pracą, dokumenty skarbowe, dokumenty związane z emeryturą (powiadomienia z ZUS i OFE), czy dokumenty pochodzące od funduszy inwestycyjnych.

Przy okazji takiej kategoryzacji warto też pozbyć się niepotrzebnych papierów, bo takie też pewnie gdzieś przy okazji się znajdą. Na tych dokumentach zapewne będą dane osobowe i być może inne wrażliwe dane, więc lepiej nie wyrzucać pogniecionej kartki do śmietnika. Najlepszym rozwiązaniem byłaby niszczarka, ale to raczej nie jest standardowe wyposażenie gospodarstwa domowego. W każdym razie, warto zwrócić uwagę, by dokładnie podrzeć takie dokumenty przed wyrzuceniem.

Dobrym zwyczajem jest też skanowanie i trzymanie cyfrowych kopii najważniejszych dokumentów. Tak na wszelki wypadek.

2. Porządkowanie portfela

Szuflady z dokumentami uporządkowane – to teraz czas na portfel. W tym miejscu też potrafimy trzymać nie do końca potrzebne rzeczy. Stare rachunki, dawno-nieaktualne notatki, zupełnie niewykorzystywane karty bankowe i karty rabatowe/lojalnościowe.

Robiąc porządki w portfelu warto postawić na minimalizm i zostawić w nim tylko niezbędne dokumenty i najczęściej wykorzystywane karty płatnicze i rabatowe.

3. Niepotrzebne konta i karty

Jak już pozbędziemy się niewykorzystywanych kart z portfela, to warto pójść krok dalej i zadać sobie pytanie „czy ja w ogóle potrzebuję tych kart? i czy potrzebuję kont, do których te karty są przypisane?”

Dobrze przynajmniej raz do roku przyjrzeć się wszystkim kontom i kartom, jakie posiadamy. Może zostały nam jakieś rachunki w bankach, z których nie korzystaliśmy od wielu miesięcy? Jeżeli nie korzystamy z jakiegoś banku już od dłuższego czasu, to warto rozważyć zamknięcie takiego konta. Tak na wszelki wypadek, aby taki „zapomniany” bank nagle nie przypomniał o sobie jakąś nową prowizją czy opłatą za prowadzenie konta.

4. Przejrzenie posiadanych abonamentów i subskrypcji

Jak już przyglądamy się bankom, to warto zwrócić też uwagę na inne usługi, które mamy zasubskrybowane. Czy internet o takiej prędkości naprawdę jest nam potrzebny? Czy obecny pakiet kablówki odpowiada naszym potrzebom, czy może jednak jest za szeroki i można się przerzucić na niższą, tańszą ofertę?

5. Oferty konkurencji

Przeglądając posiadane abonamenty i subskrypcje warto zastanowić się nad jeszcze jedną rzeczą. Może konkurencja ma obecnie lepszą ofertę i warto się przenieść?

Pod tym kątem warto co jakiś czas przeglądać oferty takich usług jak:

  • konta bankowe
  • dostęp do internetu
  • telewizja kablowa
  • abonament telefoniczny
  • oferty warto porównać też za każdym razem, gdy zbliża się termin przedłużenia ubezpieczenia OC/AC samochodu

Tym bardziej, że oferty dla „nowych klientów” najczęściej są bardziej korzystne niż oferta dla osób przedłużających umowę u obecnego operatora.

6. Zmiana haseł

Ostatnio pisaliśmy o podstawowych zasadach bezpieczeństwa związanych z korzystaniem z bankowości elektronicznej. Jedną z takich zasad jest okresowa zmiana haseł dostępu do systemów transakcyjnych. To jest coś, co zdecydowanie warto zrobić podczas wiosennych porządków.

7. Kategorie w budżecie domowym

Na początku zeszłego roku udostępniliśmy w Kontomierzu możliwość tworzenia własnych drzewek kategorii. Korzystaliście z tej opcji?

Teraz, po roku, warto przejrzeć i sprawdzić na ile trafnie określiliśmy nasze własne kategorie wydatków. Czy korzystamy ze wszystkich, które stworzyliśmy, czy może jednak niektóre przez większość czasu pozostają puste? A może inne są za szerokie i przypisujemy do nich zbyt wiele różnych wydatków? Lub może w ostatnim roku nasza struktura budżetu zmieniła się na tyle, że warto pomyśleć nad stworzeniem kolejnych, nowych kategorii?

Polecamy przejrzeć swoje budżety pod tym kątem.

8. Wczesny start z rozliczeniem podatkowym

Marzec i kwiecień to też czas rozliczeń z Urzędem Skarbowym. Do tej pory wszyscy powinniśmy już dostać dokumenty podatkowe od pracodawców i maklerów.

Z fiskusem warto rozliczyć się jak najszybciej. Z co najmniej dwóch powodów.

Po pierwsze, oszczędzimy w ten sposób mnóstwo czasu. Największe kolejki w urzędach robią się zazwyczaj pod koniec kwietnia, w ostatnie dni przed finalnym terminem na złożenie zeznania. Kolejki można też oczywiście pominąć całkowicie i złożyć zeznanie drogą pocztową lub elektroniczną.

Po drugie, im wcześniej złożymy zeznanie podatkowe, tym wcześniej otrzymamy zwrot nadpłaconego podatku – jeżeli taki zwrot nam przysługuje.

Fot. Flickr / 401(K) 2012 (CC-BY-SA)

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies