Filtrowanie wszystkich postów po tagu "karty kredytowe." Wyczyść filtr

Karta kredytowa to taki dziwny produkt finansowy, którego zalety są jednocześnie wadami. A przynajmniej większość z nich. Dlatego zdecydowanie nie jest to produkt skierowany do wszystkich. Równie dobrze dla jednych może to być doskonałe i wygodne uzupełnienie repertuaru narzędzi finansowych, a dla innych może to być pierwszy krok na drodze do wpadnięcia w spiralę zadłużenia.

W takim razie sprawdźmy, jakie elementy karty kredytowej mogą być dla nas tyle samo korzystne, co szkodliwe.

Łatwość i wygoda. Kartę kredytową stosunkowo łatwo dostać. Wprawdzie minęły już czasy, w których banki wciskały kredytówki dosłownie każdemu, tak dziś wyrobienie sobie karty kredytowej nie jest znowu jakąś przeszkodą nie do przeskoczenia.

Karta kredytową także bardzo łatwo się płaci. Tym bardziej, że w dniu zakupów nie płacimy przecież własnymi pieniędzmi, tylko pieniędzmi banku. Karty płatnicze ułatwiają wydawanie pieniędzy symbolicznie rozdzielając fakt płacenia za zakupy od faktycznego rozstawania się z gotówką. Karty kredytowe przenoszą to na kolejny poziom.

Nie zamrażamy gotówki. Płacąc gotówką czy kartą debetową właściwie od razu zmniejszamy sobie sumę dostępnych środków.

W przypadku karty kredytowej tak nie jest. Z bankiem rozliczymy się dopiero przy kolejnym terminie spłaty. A do tego czasu środki pozostają do naszej dyspozycji.

Taka elastyczność może być bardzo korzystna dla naszych finansów. Ale dla tych, którzy nie śledzą na bieżąco swoich wydatków może być zgubna.

Pełna historia transakcji. A skoro o śledzeniu wydatków mowa, to płacenie kartą kredytową jest dla nas korzystne o tyle, że zawsze zostawia jakiś ślad (w przeciwieństwie do gotówki). W ten sposób łatwiej jest nam śledzić wydatki czy korzystać z takich aplikacji jak Kontomierz, które właśnie opierają się na elektronicznej historii transakcji.

Z drugiej strony nie każdemu może podobać się to, że bank (a za pośrednictwem banku w pewnych przypadkach również Urząd Skarbowy) ma pełen wgląd w historię naszych wydatków. W dzisiejszych czasach, kiedy prywatność staje się coraz cenniejszą wartością, zostawianie cyfrowego śladu po każdej transakcji nie zawsze musi być pożądane.

Bonusy i promocje. Banki częściej niż w przypadku kart debetowych, wiążą karty kredytowe z różnymi promocjami i bonusami. Dodatkowe pakiety ubezpieczeń, moneyback, programy lojalnościowe i rabatowe – to wszystko ma nas dodatkowo przekonać, że korzystanie z karty kredytowej jest korzystne.

Ale skoro bank dołącza do karty takie bonusy, to znaczy, że musi mieć w tym jakiś interes. Choćby taki, że te wszystkie dodatki niekoniecznie muszą być darmowe – karta kredytowa wszak kosztuje: opłaty za wydanie, opłaty miesięczne i roczne składają się często na o wiele wyższy koszt niż w przypadku kart debetowych.

Budowanie historii kredytowej. Regularne korzystanie i spłacanie karty kredytowej może nam się przydać, gdy np. będziemy starać się o kredyt hipoteczny. Pozytywna historia kredytowa jest przecież o wiele lepsza niż brak jakiejkolwiek historii.

Ale jeżeli powinie nam się noga, spóźnimy się ze spłatą i na rachunku karty zaczną pojawiać się istotne zaległości, to historię kredytową możemy sobie też popsuć.

Co przemawia do Ciebie bardziej – wady czy zalety? Jeżeli mimo wszystko zdecydujesz się na kartę kredytową, to pamiętaj o tych podstawowych zasadach właściwego korzystania z kredytówki:

  • Najpierw podejmuj decyzję zakupową, a dopiero potem wybieraj metodę płatności. Dostępność limitu na karcie kredytowej nie powinna decydować o tym, czy coś kupisz czy nie. O tym decydować powinna faktyczna potrzeba.
  • Gdy już wydajesz pieniądze płacąc kredytówką, to dla każdej transakcji powinieneś mieć pokrycie w postaci środków na ROR. Nie kupuj rzeczy, na które aktualnie Cię nie stać. Nie zadłużają się na poczet przyszłej pensji.
  • Zawsze spłacaj zadłużenie z karty w całości w każdym miesiącu. Najlepiej ustaw w banku zlecenie automatycznej, całkowitej spłaty karty.
  • Nie używaj karty kredytowej do finansowania impulsywnych zakupów.
  • Czytaj wyciągi z karty. Powinieneś móc rozpoznać każdą transakcję. Jeśli coś się nie zgadza, to zgłoś to do banku.

Fot. Flickr / Sean MacEntee (CC-BY 2.0)

Przynajmniej te konsumpcyjne i z karty kredytowej.

Spłata długów to duże wyzwanie. Ale jednocześnie jest też to jedna z najlepszych okazji do tego, by wyciągnąć swoje finanse domowe na prostą. Pieniądze „zainwestowane” w spłatę własnych długów to najlepszy i gwarantowany zwrot z inwestycji.

Dziś na lokacie zarobisz 2 lub może 3 – jeżeli znajdziesz dobrą ofertę – procent w skali roku. Inwestując na giełdzie lub w fundusze być może zarobisz więcej. A być może stracisz.

A spłacając dług z karty kredytowej masz gwarancję, że „zarobisz” kilkanaście procent w skali roku. Skąd ten cudzysłów? – bo spłata długów to oczywiście nie zarabianie pieniędzy, a raczej zapobieganie ich dalszej utracie.

Dług zaciągnąć jest bardzo łatwo. Banki robią bardzo wiele, by ułatwić nam zadłużanie się – nie mówiąc już o różnych firmach pożyczkowych. Problem zaczyna się, gdy miesięczne raty trzeba jakoś uwzględnić w domowym budżecie. I ten problem może trwać wiele miesięcy lub nawet lat. Co więcej, można bez większych trudności wpaść w permanentny stan życia na kredyt: ledwo spłacimy raty za telewizor, to już bierzemy kredyt na wakacje.

Raty kredytowe są stałym elementem bardzo wielu budżetów domowych.

Oczywiście, nie zawsze jest to złe zjawisko. Kredyty hipoteczne to teoretycznie najtańsza forma zadłużenia dostępna na rynku i bardzo często jedyny sposób na zakup mieszkania. To kredyt, z którym nie trzeba zaciekle walczyć. Podobne prawdziwe raty 0% - jeżeli mamy możliwość bezkosztowego rozłożenia płatności w czasie, to jak najbardziej warto z niej korzystać.

Co innego, gdy mowa o wszelkich pożyczkach, kredytach konsumpcyjnych i zadłużeniu w karcie kredytowej. Te należy zwalczać z całą mocą. Zatem, jeżeli chcesz ogarnąć swoje domowe finanse, to powinieneś zacząć właśnie od pozbycia się tego typu zadłużenia.

Takie pożyczki zdecydowanie sieją spustoszenie w domowych finansach. I utrwalają złe nawyki finansowe. Kupowanie rzeczy nie za swoje pieniądze i odkładanie płatności na przyszłość – w ten sposób robimy krzywdę swojemu przyszłemu sobie. Bo tak czy inaczej to my za te kilka miesięcy będziemy musieli ponieść koszty dzisiejszych zakupów na kredyt.

Tylko co się wtedy będzie działo? Będziemy zarabiać więcej, mniej, czy tak samo? Nasze miesięczne obciążenia będą większe czy mniejsze? Jak zmieni się w tym czasie nasza sytuacja finansowa i życiowa?

Niewykluczone, że będzie nam trudniej niż dziś. I nie dość, że nie będziemy mieli przygotowanego na tę okazję zabezpieczenia finansowego, to jeszcze będziemy mieli dodatkowe utrudnienie w postaci niespłaconych długów. A ostatnie czego potrzebujemy będąc w tarapatach finansowych to płacić za zeszłoroczne wakacje.

Czy warto brać na siebie taki zestaw dodatkowych ryzyk?

Kosztem kredytu są nie tylko odsetki. Kosztem jest także częściowa utrata poczucia spokoju i finansowego bezpieczeństwa.

Jeżeli chcesz wyciągnąć swoje finanse na prostą, to zrób dziś pierwszy krok w tym kierunku. Od teraz żadnych nowych długów.

Fot. Flickr / openDemocracy (CC BY-SA 2.0)

Ogólne Jak bezpiecznie płacić na zagranicznych wakacjach?

Skoro sezon wakacyjny jest już w pełni, to przyjrzyjmy się różnym metodom płacenia na zagranicznych wakacjach. Tych jest co najmniej kilka, od gotówki, przez standardową kartę płatniczą w PLN, po kartę podpiętą pod konto walutowe i rozliczaną w odpowiedniej walucie (np. EUR lub USD).

Każde z tych rozwiązań ma swoje wady i zalety, które dziś Wam przedstawimy.

Przede wszystkim warto kierować się zasadą, by zawsze mieć jakieś zastępcze rozwiązanie pod ręką. Tak aby w razie nieprzewidzianych okoliczności (blokada karty, kradzież gotówki) nie pozostać bez środków do życia.

Płatności na zagranicznych wakacjach to więc nie zero-jedynkowy wybór: karta czy gotówka, ale raczej odpowiednie ustawienie priorytetów.

Zapas gotówki zawsze się przyda

Z jednej strony możesz zabrać ze sobą samą gotówkę. Uniezależnisz się wtedy od ryzyka walutowego (kosztów przewalutowania każdej transakcji), opłat za wyciąganie gotówki z bankomatów (ba! nie będziesz też tracić czasu na samo szukanie bankomatu) i będziesz mieć pewność, że zapłacisz bez problemu w każdym sklepie.

Ale nie każdy lubi podróżować z taką gotówką w portfelu (a rodzinny wyjazd to koszty idące nawet w kilka tysięcy złotych).

Jakąś gotówkę mimo wszystko warto mieć ze sobą zawsze. I to nie tylko dlatego, że nie w każdym miejscu przyjmą karty, ale właśnie między innymi po to, by mieć jakieś wyjście w sytuacji, gdy stracimy dostęp do karty. A różne sytuacje się zdarzają.

Choćby to, że automaty w bankowych systemach transakcyjnych są nauczone, by blokować karty, gdy zauważą na nich „dziwne” transakcje. A za taką podejrzaną sytuację potrafią uznać to, że karta jednego dnia była używana w Polsce, a potem za granicą.

A zostać poza granicami kraju bez dostępu do pieniędzy to duży problem i jeszcze większe nerwy.

Karta płatnicza w PLN

Z korzystaniem z typowej karty debetowej dołączanej w standardzie do ROR jest ten problem, że wiążą się z tym wysokie dodatkowe opłaty. Przy transakcjach zagranicznych możemy zostać obciążeni:

  • Prowizją za przewalutowanie (płacąc w sklepie czy pobierając gotówkę z bankomatu)
  • Prowizją za wypłatę z bankomatu (i nawet banki zapewniające o bezpłatnych bankomatach na całym świecie nieco naciągają tu rzeczywistość)
  • Różnice kursowe (banki stosują wysokie spready, czyli różnice między kursem sprzedaży i zakupu)

Rzadko kiedy warto brać na siebie takie koszty. Ponadto, niekoniecznie najlepszym pomysłem jest wyjazd zagranicę z kartą, pod którą jest podpięte nasze główne konto.

Walutowa karta płatnicza

I w tym miejscu wchodzą karty walutowe. To karty debetowe związane z rachunkiem w walucie obcej. Karta rozliczana jest oczywiście w odpowiedniej walucie.

  • Znika więc koszt związany z prowizją za przewalutowanie.
  • Prowizja za wypłaty z bankomatów—z tym może być różnie.
  • Nie znika, naturalnie, koszt związany z kursem walutowym.
  • Może za to pojawić się nowy koszt—opłata roczna za odnowienie karty. Może wynosić nawet kilkadziesiąt złotych. I to jest główna wada karty walutowej.

Konto walutowe zasilamy też osobno, nie ma więc ryzyka, że w przypadku kradzieży złodziej będzie miał dostęp do wszystkich pieniędzy, które trzymamy na ROR.

Jeżeli jednak jesteśmy zdeterminowani wykorzystać wszystkie możliwości do oszczędności, to możemy postąpić w następujący sposób: wyrobić sobie kartę walutową w banku, gdzie wydanie karty jest darmowe, zabrać ją na wyjazd, a po powrocie zamknąć taką kartę by nie narażać się na opłaty roczne.

Czy Twój bank ma w ofercie kartę walutową? Jeżeli masz możliwość założenia tam rachunku w walucie obcej, to najprawdopodobniej będzie istniała możliwość wyrobienia sobie karty do takiego rachunku.

Bankomaty

Za granicą bądź szczególnie czujny przy wypłatach z bankomatów – obejrzyj dokładnie bankomat i sprawdź czy nie ma tam żadnych podejrzanych urządzeń – nakładek do skimmingu (sczytania danych karty) przy wejściu na kartę, kamerek skierowanych w stronę klawiatury, na której wpisujesz PIN. Skimming to plaga turystycznych miejscowości.

Druga rzecz, to różne zwyczaje zagranicznych bankomatów jeżeli chodzi o kod PIN. Niektóre mogą wymagać 6-cyfrowego kodu. W takim przypadku swój PIN poprzedź dwoma zerami.

Fot. Flickr / rvacapinta (CC BY 2.0)

Ogólne Częściej płacisz kartą czy gotówką?

Płacenie gotówką – to przestarzały i niewygodny zwyczaj, czy może jeden z ostatnich bastionów obrony przed podatkowymi zakusami państwa z jednej strony i naszej prywatności przed bankami z drugiej?

Obecnie mamy bardzo dużo możliwości - możemy płacić przelewem, kartą debetową, kartą kredytową, gotówką, PayPalem itp. Ale podczas codziennych zakupów najczęściej mamy do wyboru albo gotówkę albo kartę. Czy wkrótce całkowicie przerzucimy się na płatności elektroniczne, czy gotówka ma jeszcze rację bytu?

Gotówka nadal ma kilka zdecydowanych zalet

Gotówka jest powszechnie akceptowana. Nie ma takiego miejsca, w którym powiedzieliby ci, że „gotówki nie przyjmujemy”. Ani takiego miejsca, gdzie powiedzieliby „płatność gotówką tylko od 20 zł”.  Nie przeszkodzi ci też żaden zepsuty terminal. Gotówką zapłacisz wszędzie (no chyba, że usłyszysz „ooo… ze 100 zł nie będę mieć jak wydać…” ;) ).

Nigdy nie wydasz więcej niż masz. Ogranicza cię to ile rzeczywiście masz pieniędzy w portfelu, a nie to ile bank przyznał ci limitu. Płacąc gotówką nie wpadniesz w zadłużenie. No chyba, że używasz karty kredytowej lub debetu na koncie, by wyciągnąć gotówkę z bankomatu. Jeżeli tak robisz, to lepiej jak najszybciej przestać!

Wydawanie pieniędzy wydaje się bardziej namacalne. Płacąc za zakupy banknotami i monetami czujesz, że wydajesz prawdziwe pieniądze. Na własne oczy widzisz, jak dany zakup wpływa na stan twoich finansów. Tymczasem, płacąc kartą trudniej jest dostrzec ten związek, co jest bezpośrednią przyczyną tego, że płacąc kartą mamy skłonność do wydawania więcej.

Nie ponosisz dodatkowych opłat. Abonament za kartę, opłata za wznowienie, prowizje – płacąc gotówką te sprawy cię nie dotyczą. Nie narazisz się też na żadne błędnie naliczone opłaty, o które musiałbyś lub musiałabyś potem walczyć z bankiem.

Masz większą swobodę. Możesz pożyczyć znajomym lub rodzinie pewną kwotę bez konieczności zwracania na to uwagi skarbówki.

Masz większą kontrolę nad prywatnością. Banki już teraz wiedzą o nas bardzo wiele i zostawianie im informacji, gdzie i za ile robimy zakupy (a taki ślad zostaje po każdej płatności kartą) to nie zawsze coś, co chcemy robić. Gotówka daje więcej anonimowości.

Są i jednak pewne niewygody

Trudniej śledzić wydatki. Jeżeli prowadzisz domowy budżet, to każdy pojedynczy wydatek musisz wprowadzić ręcznie. Z jednej strony jest to trochę dodatkowej pracy, a z drugiej strony jest to dodatkowe ryzyko, że o czymś zapomnimy.

Gotówka nie wnosi nic do historii kredytowej. Jeżeli w przyszłości planujesz jakiś większy kredyt, to pozytywna historia kredytowa w BIK może zadziałać na twoją korzyść. A taką historię możesz zbudować płacąc kartą kredytową i regularnie spłacając zadłużenie. Za to gotówka nie zostawia śladów w BIK.

Jeśli ukradną Ci lub zgubisz gotówkę to koniec. Na uratowanie bądź zwrot tych pieniędzy raczej nie masz co liczyć. Jeżeli stracisz kartę to po pierwsze masz szansę, że nikt nie dostanie się do Twoich pieniędzy (jeśli karta jest zabezpieczona kodem PIN). A po drugie możesz szybko zareagować i zastrzec kartę blokując dostęp do pieniędzy jakimkolwiek niepowołanym osobom.

Gotówka jest momentami mniej wygodna. Trzeba nosić ze sobą te wszystkie monety i banknoty, mieć na to miejsce w portfelu. W niektórych miejscach przyjmują tylko odliczone kwoty, gdzieś indziej nie będą mieli wydać reszty. Gotówka potrafi powodować mniejsze i większe niedogodności.

A jaki jest wasz wybór—częściej płacicie kartą czy gotówką?

Fot. Flickr / GillyBerlin, CC-BY 2.0

Ogólne Nie wydawaj pieniędzy, których nie masz

Karty kredytowe, kredyty konsumpcyjne, debet w koncie, zakupy na raty… Jest tyle metod na to, by zrobić pierwszy krok w kierunku kłopotów finansowych.

Czasami trzeba się sporo natrudzić, by wśród tego wszystkiego znaleźć rozsądną drogę w zarządzaniu swoimi domowymi finansami.

Najgorzej, gdy zaczniemy przyzwyczajać się do wydawania pieniędzy, których jeszcze nie mamy. Obiecujemy sobie, że za miesiąc wszystko spłacimy – i faktycznie spłacamy, ale jednocześnie kontynuujemy zadłużanie się na kolejny okres rozliczeniowy. Czyli w istocie rolujemy nasz dług.

Bo chyba najprostszym sposobem, by dać się zwieść wydawaniu pieniędzy, których się nie ma jest przekonanie, że te pieniądze kiedyś się pojawią. Przecież za miesiąc dostanę kolejną pensję. Przecież w połowie roku mam dostać premię. A w kwietniu zwrot podatku.

W ten sposób można wydać nawet kilka wypłat do przodu!

Sprzyja temu dostępność kredytów, karta kredytowa w kieszeni – naprawdę łatwo wydawać dziś czyjeś (najczęściej banku) pieniądze. Zwłaszcza mając tak silne usprawiedliwienie jak „na pewno oddam z przyszłej wypłaty”.

Tylko co potem? Kolejne miesiące pracuje się na spłatę rat. I na odsetki, prowizje… bo przecież kredyty kosztują.

A w międzyczasie kolejne pokusy przecież nie znikają. Z portfela uciekają więc kolejne pieniądze, być może pojawiają się kolejne kredyty. Raz uruchomioną maszynę wydawania pieniędzy z przyszłości trudno zatrzymać – można żyć kilka pensji do przodu przez kilka miesięcy lub nawet lat.

Jakikolwiek nie byłby to kredyt, to i tak obciąża on domowe finanse. Spłatę rat trzeba dopisać do listy miesięcznych zobowiązań, no i oczywiście mieć za każdym razem środki na spłatę. Im więcej takich sztywnych zobowiązań, tym mniej elastyczny robi się budżet domowy. A więc mniej przygotowany na nieprzewidziane wydatki.

Jak tego unikać?

Nie wydawaj pieniędzy, których nie masz! Nieważne, że będziesz je mieć w przyszłym miesiącu. Na bieżąco monitoruj stan swoich bieżących środków. To jest Twój limit wydatków, a nie limit w karcie kredytowej (zwłaszcza, że banki proponują bardzo wysokie limity, idące nawet w kilkadziesiąt tysięcy).

Każdy większy zakup przemyśl dłużej. Nie kupuj pod wpływem impulsu. Dobrą regułą przy zakupach za kilkaset złotych / kilka tysięcy jest jeden dzień namysłu na każde 100 zł, które mamy wydać.

Spłać swoje kredyty konsumenckie do końca zanim pomyślisz o kolejnych większych zakupach.

Powiedz „nie” impulsywnym zakupom. Przed wizytami w sklepach czy galeriach handlowych zrób listę, na której zapiszesz tylko naprawdę potrzebne rzeczy, które faktycznie musisz kupić. Trzymaj się tej listy.

Zamknij i potnij swoją kartę kredytową. Wyłącz usługę linii kredytowej w koncie. Utrudnij sobie dostęp do zadłużania się.

Życie z mniejszymi obciążeniami finansowymi, bez presji banków i bez potrzeby dopasowywania się pod harmonogram rat jest naprawdę dużo łatwiejsze i przyjemniejsze!

Fot. Flickr / Sean MacEntee

Ogólne Jak ustrzec się przed podwyżkami opłat w bankach?

  • 24 stycznia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

Początek roku nie jest dla nas – klientów banków – szczęśliwy. Usługi bankowe drożeją. Od marż na kredytach hipotecznych, przez opłaty za karty, aż po opłaty za prowadzenie kont.  Podstawowe usługi drożeją, oprocentowanie depozytów zaś maleje.

Podatek bankowy, zapowiedź ustawy związanej z kredytami we frankach szwajcarskich, czy wyższe składki do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego to tylko niektóre z czynników, które ostatnio negatywnie wpływają na kondycję banków. A te całość lub część kosztów starają się przerzucić na klientów.

Czy da się jakoś uniknąć tych dodatkowych obciążeń? Możemy „zagłosować nogami” i zmienić bank na tańszy. A co jeśli nie chcemy zaczynać od tak radykalnych korków?

Jest parę sposobów, które możemy wykorzystać, by ograniczyć wpływ ostatnich podwyżek na stan naszych kont. Oto nasze wskazówki.

Czytaj wiadomości z banku

To czas, w którym lepiej nie przegapić kolejnego komunikatu o zmianach w taryfie opłat i prowizji. Inaczej możemy się nieźle zdziwić przeglądając historię konta za miesiąc.

Warto czytać takie wiadomości, by wiedzieć co nas czeka. Podwyżka? Zmiana warunków? Wiele banków ma w swoich TOiP zapisy o opłatach za kartę lub konto, z warunkiem że z tej opłaty można zostać zwolnionym (lub może ona zostać obniżona) jeżeli spełni się określone kryteria.

Takim kryterium może być wysokość regularnych wpływów na konto, lub liczba/wartość transakcji wykonanych dołączoną do konta kartą. I w tym okresie te warunki warto mieć na oku, bo banki mogą mieć ochotę je zaostrzyć (np. podwyższyć kwotę wymaganych wpływów).

Czytanie wiadomości z banku pozwoli nam się na te zmiany przygotować i upewnić się, że spełniamy nowe warunki.

Zamknij nieużywane konta

Jeżeli posiadacie kilka kont, to dziś może być dobry moment na to, by pomyśleć o zamknięciu tych rzadziej wykorzystywanych lub w ogóle nieużywanych. Im mniej kont, tym mniejsze ryzyko, że nadziejemy się na nowe opłaty lub podwyżki istniejących.

Zamknij nieużywane karty

To samo dotyczy kart płatniczych. Te niewykorzystywane warto zamknąć. Można też pomyśleć o rezygnacji z karty kredytowej. Tu opłaty też zapewne pójdą w górę. Można też spodziewać się zaostrzenia kryteriów obniżenia lub bycia zwolnionym z takich opłat (np. kryterium rocznych obrotów na karcie).

Sprawdź ofertę swojego banku

Może ma w ofercie tańsze konto, na które możesz zmienić swoje obecne? Warto się rozejrzeć i mieć pełną świadomość tego, jakie mamy opcje.

--

Warto poświęcić chwilę na to, by zastanowić się z jakich posiadanych produktów bankowych nie korzystamy wcale lub bardzo rzadko. Które z nich zostawiliśmy bo, mogą się kiedyś przydać? Tak na wszelki wypadek? Takie produkty, w kontekście ostatnich i zapowiadanych podwyżek, mogą stać się wyciekami z naszego portfela.

Fot. Flickr / Images_of_Money

Karty płatnicze są u nas powszechne. W miastach coraz trudniej znaleźć punkt, który nie przyjmuje płatności kartą. Wszak nawet sieć dyskontów Biedronka jakiś czas temu otworzyła się na tę formę płatności

O pieniądze znajdujące się na karcie też trzeba dbać. Dbać przede wszystkim o ich bezpieczeństwo. Na szczęście karty płatnicze dają nam dużo narzędzi dzięki którym możemy zabezpieczyć swoje bieżące środki przed dostępem osób niepowołanych.

1. Chroń PIN

PIN trzeba znać na pamięć. „Ułatwianie” sobie życia ustawiając jako PIN końcówki numeru telefonu lub, daty urodzenia czy wręcz noszenie kartki z zapisanym kodem w portfelu to tylko ułatwianie zadania złodziejom. W przypadku kradzieży portfela będziemy ugotowani. Lepiej nie ryzykować.

2. Nie podawaj nikomu swojego kodu PIN

Płacąc kartą w sklepie najlepiej wpisywać kod w terminal w taki sposób, by nikt w kolejce nie mógł go podejrzeć.

Warto mieć przy tym na uwadze, że o nieuprawnione transakcje wykonane z użyciem PIN z bankiem walczy się najtrudniej. Domyślnie, to Ty za nie odpowiadasz, a bank wychodzi z założenia, że osoby trzecie poznały Twój PIN w wyniku Twojego „rażącego niedbalstwa”.

3. Ustaw limity

Zgubisz kartę, ktoś Ci ją ukradnie – zdarza się. Na wszelki wypadek warto ustawić odpowiednie ograniczenia transakcji, aby potencjalny złodziej nie mógł szybko wyczyścić całego rachunku przypisanego do karty.

W banku typowo możesz ustawić dzienne limity transakcji gotówkowych i bezgotówkowych. I jak najbardziej warto to zrobić.

4. Podczas wypłat z bankomatu zakrywaj klawiaturę

Ofiarą złodzieja można paść też podczas zwykłej wypłaty z bankomatu.

Przed włożeniem karty do urządzenia warto zwrócić uwagę czy bankomat nie ma zamontowanych dziwnie wyglądających nakładek w okolicy szczeliny na kartę oraz czy na bankomacie nie znajduje się kamerka skierowana na klawiaturę.

Tak właśnie działa „skimming”. Specjalna nakładka, przez którą przechodzi karta zanim trafi do bankomatu, skanuje i kopiuje dane z paska magnetycznego, a kamera rejestruje wpisywany PIN.

Jako dodatkowy środek bezpieczeństwa dobrze wyrobić sobie też nawyk zakrywania klawiatury drugą ręką podczas wpisywania kodu.

5. Nie trać karty z oczu

To bardzo ważne, by podczas jakichkolwiek zakupów kartą kredytową zachowywać tego typu ostrożność. Wręczając kartę sprzedawcy dajesz mu (lub jej) do ręki wszystkie dane, których potrzebuje do zrobienia zakupów przez internet na Twoje konto: numer karty, datę ważności i kod CVV (na odwrocie).

Zdjęcie karty można zrobić bardzo szybko, wystarczy tylko chwila Twojej nieuwagi. Dlatego nigdy nie trać karty z oczu!

6. Gdy stracisz kartę – zastrzeż ją

Czasem bank może sam zastrzec kartę, gdy system wychwyci transakcje, które wydadzą mu się podejrzane: np. wiele drobnych transakcji wykonanych w jednym miejscu w krótkim czasie lub kilka transakcji wykonanych w krótkich odstępach czasu, ale w miejscach tak oddalonych od siebie, że fizycznie byłoby niemożliwe by ich dokonać przy użyciu jednej karty.

To oczywiście nie zwalnia klienta z obowiązku zastrzegania karty, gdy ją straci. Warto zrobić to najwcześniej jak to tylko możliwe.

7. Regularnie przeglądaj wyciągi i historię transakcji

Warto taką rutynową kontrolę transakcji co jakiś czas przeprowadzać. Każda operacja na rachunku z karty powinna być odnotowana w systemie i opisana datą, kwotą i miejscem transakcji. Czego szukać? Nietypowych rzeczy: zakupy poza miejscem zamieszkania (podczas gdy nigdzie nie wyjeżdżałeś), serie transakcji na podobne kwoty, zakupy w sklepach, których nigdy nie odwiedzałeś…

Zgłoś swoje ewentualne wątpliwości do banku.

8. Zakupy w internecie – tylko na zaufanych stronach

Nie zostawiaj danych karty w podejrzanych miejscach. Sprawdzaj zabezpieczenia (połączenie szyfrowane) i certyfikaty stron, które proszą Cię o podanie jakichkolwiek danych z Twojej karty.

Jeżeli pierwszy raz robisz zakupy w nowym miejscu, to sprawdź opinie tego sklepu, zobacz czy na jego stronie w łatwy sposób możesz znaleźć dane kontaktowe i adres siedziby. I najlepiej, jeżeli taki sklep oferuje przyjęcie płatności kartą za pośrednictwem któregoś z popularnych systemów płatności (Przelewy24, PayPal, PayU). Dzięki temu nasza transakcja będzie bezpieczniejsza.

Fot. Flickr / Philip Taylor

Chyba każdy z nas przynajmniej raz naciął się na nierzetelnego sprzedawcę. Szczególnie łatwo o to teraz, w erze powszechności zakupów dokonywanych przez internet. Zamawiamy towar przychodzi uszkodzony, niezgodny z umową, lub nie przychodzi wcale. Co wtedy?

Gdy próby kontaktu ze sprzedawcą w żaden sposób nie przybliżają nas do rozwiązania i do odzyskania pieniędzy, warto wiedzieć, że jeszcze nie wszystko stracone. Istnieje jeszcze jedna droga do odzyskania pieniędzy – procedura chargeback.

Możemy z niej skorzystać pod warunkiem, że transakcji dokonaliśmy kartą Visa lub Mastercard. Typ karty nie ma znaczenia – może to być karta debetowa, kredytowa czy nawet przedpłacona (prepaid). Reklamacji podlegają transakcje dokonane w bankomatach oraz terminalach, przeprowadzone zarówno z fizycznym użyciem karty, jak i na odległość.

Jak działa chargeback?

A na czym polega sama procedura? To w istocie reklamacja danej transakcji. Zgłaszamy ją do banku, ten tę reklamację rozpatruje i jeżeli decyzja jest pozytywna, to pieniądze wracają na numer rachunku przypisany do karty.

Reklamację możemy zgłosić telefonicznie, osobiście w oddziale banku lub na piśmie. Trzeba być też przygotowanym na to, że bank może poprosić nas o „dokumentację sprawy” – na przykład dowód na to, że próbowaliśmy (bezskutecznie) odzyskać środki korzystając ze zwykłej procedury reklamacji u sprzedawcy. Wcześniejsze próby polubownego załatwienia sprawy istotnie zwiększają nasze szanse na pozytywne rozpatrzenie reklamacji typu chargeback.

Od tego momentu piłka jest po stronie banku. Ten, za pośrednictwem agenta rozliczeniowego, który obsługiwał transakcję, kontaktuje się ze sprzedawcą i prosi o zajęcie stanowiska w sprawie reklamacji. I tak, jeżeli na przykład rozpoczynamy procedurę chargeback dlatego, że w ogóle nie otrzymaliśmy zamawianego towaru, to na tym etapie sprzedawca zostanie poproszony o dowód wysyłki. Jeżeli go nie przedstawi, to będzie to przesłanka do uznania reklamacji.

Gdy weryfikacja sprawy u sprzedawcy zakończy się, bank podejmie ostateczne stanowisko – czy uznać chargeback czy nie.

Oto kilka sytuacji, w których możemy skorzystać z procedury chargeback:

  • gdy bankomat nie wyda pieniędzy (w części lub całości)
  • gdy anulowano transakcję, a mimo to rachunek karty został obciążony
  • gdy podejrzewamy, że transakcja powstała w wyniku oszustwa (przykładowy scenariusz: zauważamy na wyciągu podejrzaną transakcję, zgłaszamy ją do banku, ten otrzymuje od sprzedawcy dowód dokonania transakcji z rzekomo naszym podpisem – ale okazuje się, że to nie nasz podpis – w takim przypadku chargeback powinien zostać rozpatrzony na naszą korzyść)
  • powody techniczne – na przykład, gdy nastąpiła odmowa autoryzacji transakcji a mimo to rachunek karty został obciążony, akceptacja transakcji z karty, której termin ważności upłynął, dwukrotne obciążenie konta kwotą transakcji itp.
  • powody związane z dostarczeniem towarów lub usług, za które nastąpiła płatność – zamówione towary lub usługi nie były zgodne z zamówieniem, były uszkodzone lub niekompletne, lub nie zostały w ogóle dostarczone

Chargeback to potężny oręż w rękach konsumenta. Dzięki niemu możemy skuteczniej walczyć o swoje prawa. Dla banków taka procedura to jednak dodatkowy kłopot, dlatego rzadko kiedy otwarcie informują o możliwościach, jakie daje reklamacja typu chargeback. Chlubnymi wyjątkami są tu BZ WBK, mBank czy ING.

Kiedy można złożyć wniosek o chargeback?

Całą procedurę można rozpocząć już w momencie, w którym dana transakcja zostanie zaksięgowana na rachunku karty. A ile można czekać ze złożeniem reklamacji?

Visa daje limit 120 dni od dnia, w którym wystąpił problem. To niekoniecznie może być dzień transakcji (który w przypadku biletów lotniczych mógł mieć miejsce nawet kilka miesięcy temu), a np. dzień, w którym biuro podróży odwołało wycieczkę, przewoźnik odwołał loty, sprzedawca nie dostarczył towaru…

Ale Visa swoje, a banki swoje. Niektóre traktują zgłoszenie chargeback jako zwykłą reklamację. A na jej złożenie bank daje już tylko 30 dni.

W każdym razie – nie warto zwlekać i najlepiej zgłosić się do banku jak najszybciej.

Obyśmy jak najrzadziej musieli korzystać z chargebacku. Tym niemniej, warto wiedzieć, że mamy taką możliwość.

Fot. Flickr / natloans

Na naszym blogu często piszemy o oszczędzaniu, polecamy najlepsze lokaty i konta do trzymania własnych oszczędności.

Ale w zarządzaniu domowymi finansami jest jeszcze druga strona medalu – długi.

Spłata długów to duże wyzwanie. Ale jednocześnie jest też to jedna z najlepszych okazji do tego, by wyciągnąć swoje finanse domowe na prostą. Jeżeli masz dług w karcie kredytowej oprocentowany na 16% w skali roku, to nie ma sensu rozglądać się w tym samym czasie za lokatami, które dziś oferują zysk w okolicach 3-4%. Spłata karty to w tym momencie gwarantowany „zysk” na bardzo wysokim poziomie.

Dług zaciągnąć jest bardzo łatwo. Banki robią bardzo wiele, by ułatwić nam zadłużanie się – nie mówiąc już o różnych firmach pożyczkowych. Problem zaczyna się, gdy miesięczne raty trzeba jakoś uwzględnić w domowym budżecie. I ten problem może trwać wiele miesięcy lub nawet lat. Co więcej, można bez większych trudności wpaść w permanentny stan życia na kredyt: ledwo spłacimy raty za telewizor, to już bierzemy kredyt na wakacje.

W ten sposób różne raty kredytowe stają się stałym elementem domowego budżetu.

Oczywiście, nie zawsze jest to złe zjawisko. Kredyty hipoteczne to teoretycznie najtańsza forma zadłużenia dostępna na rynku i bardzo często jedyny sposób na zakup mieszkania. To kredyt, z którym nie trzeba zaciekle walczyć. Podobne _prawdziwe_ raty 0% - jeżeli mamy możliwość bezkosztowego rozłożenia płatności w czasie, to jak najbardziej warto z niej korzystać.

Co innego, gdy mowa o wszelkich pożyczkach, kredytach konsumpcyjnych i zadłużeniu w karcie kredytowej. Te należy zwalczać z całą mocą. Zatem, jeżeli chcesz ogarnąć swoje domowe finanse, to powinieneś zacząć właśnie od pozbycia się tego typu zadłużenia.

Dwie rzeczy, o których dobrze pamiętać na początek:

  1. musisz zacząć już teraz – teoretyzowanie i odkładanie działania na później w niczym nie pomoże
  2. spłata długów zaczyna się od tego, że nie bierzesz już żadnych nowych kredytów – koniec z wydawaniem pożyczonych pieniędzy

Mając z tyłu głowy postanowienie o zaprzestaniu brania jakichkolwiek nowych kredytów, zabieramy się za te dotychczasowe. Niewykluczone, że Twój portfel „cierpi” na kilka różnych długów. Jak się za nie zabrać, by było to najbardziej skuteczne? Spłacać wszystkie równomiernie, czy zacząć od jakiegoś kolejnego?

W pierwszej kolejności chcemy oddalić ryzyko „utraty dachu nad głową” i pozbawienia nas rzeczy, które są niezbędne do normalnego funkcjonowania. Chcemy też uniknąć kłopotów związanych z wpisem na czarną listę dłużników.

Najwyższy priorytet powinny mieć zatem płatności, które są już przeterminowane (lub im do tego bardzo blisko). Czyli na przykład zaległe rachunki za prąd, czynsz do spółdzielni (zaległe płatności to też w pewnym sensie forma kredytowania się), czy zaległe raty kredytu hipotecznego.

Następny krok, to wyrugowanie wszelkich długów, które mamy za sprawą firm pożyczkowych. Czyli wszystkich „chwilówek”. To najdroższa forma kredytu, wielokrotnie bardziej kosztowna niż kredyt zaciągany w banku. Parabanki i firmy pożyczkowe obudowują swoje „kredyty” dodatkowymi opłatami w taki sposób, że realne koszty takiej pożyczki mogą sięgać nawet kilkuset procent rocznie!

Od zadłużenia rosnącego w tak zastraszającym tempie chcemy uwolnić się jak najszybciej. Zatem, gdy już pogasimy pożary związane z zaległymi płatnościami, na celownik powinny pójść właśnie „chwilówki”.

W tym momencie powinniśmy zostać już z długami, które ani nie są szczególnie pilne, ani ich oprocentowanie nie jest kosmiczne. Czyli w najpopularniejszym przypadku będą to różne zakupy ratalne, kredyty konsumpcyjne i zadłużenie w karcie kredytowej.

Oprocentowanie jest rozsądne (choć i tak wysokie), szczególnej presji czasowej też nie ma – mamy więc dowolność. Jak się zabrać za spłatę tej części zadłużenia? Zacząć od najdroższego kredyty, od największego, czy jeszcze jakoś inaczej?

Na tym etapie bardzo dobrze sprawdzi się metoda kuli śniegowej, o której pisaliśmy dawno, dawno temu.

Zasada kuli śniegowej polega na nadpłacaniu wybranego kredytu, by spłacić go możliwie najszybciej. Zaleca się, by w pierwszej kolejności spłacić kredyt, w którym kwota pozostała do uregulowania jest najmniejsza. Dlaczego?

Bo w zarządzaniu domowymi finansami emocje są równie ważne jak matematyka.

Matematyka podpowiadałaby, że najkorzystniej zacząć od kredytu, którego koszty są największe. I faktycznie – liczb nie oszukasz – w ten sposób mamy szansę zaoszczędzić najwięcej.

Tyle, że w grę wchodzą jeszcze emocje. A jak jesteśmy przy długach, to tych emocji może być bardzo dużo i wiele z nich może mieć negatywny charakter. Brak wiary w sukces, zniechęcenie, zmęczenie (spłata długów to wszak duży wysiłek!), zły nastrój, utrata motywacji – to, i wiele innych, odciąga nas od konsekwentnego trwania przy naszym anty-kredytowym postanowieniu. Trzeba to jakoś zrównoważyć i położyć na szali coś pozytywnego.

Tym czymś, może być sukces w walce z długami. A jak najszybciej taki sukces osiągnąć? – spłacając do końca pierwszy dług, ten najmniejszy. To daje solidnego, motywacyjnego kopa.

Gdy już tego dokonamy, kierujemy nasze siły na kolejny kredyt – znów zaczynamy od najmniejszego z tych, które nam pozostały. I tak dalej, aż do momentu, gdy spłacimy ostatni kredyt.

Tak właśnie działa metoda kuli śniegowej.

Fot. Flickr / ff137

Ogólne Chcesz wydawać mniej? Płać gotówką!

Sam za zdecydowaną większość zakupów płacę kartą kredytową. Niezależnie od miejsca, niezależnie od kwoty – moim pierwszym wyborem zawsze jest plastik, a dopiero potem, w wyjątkowych sytuacjach, gotówka.

Co więcej, najczęściej płacę z wykorzystaniem technologii zbliżeniowej, kontrowersyjnej funkcji kart, której niektórzy bardzo chcą się pozbyć.

Jestem więc pewnie ostatnią osobą, która powinna zachwalać zalety płacenia gotówką. A jednak! Badania psychologów udowadniają, że to w jaki sposób wydajemy (gotówka czy plastik) i jakimi pieniędzmi płacimy (z kredytu czy z dostępnych środków) ma istotny wpływ na to, ile wydajemy.

Wniosek jest następujący: mniej wydajemy, gdy korzystamy z gotówki. W przeciwieństwie do płatności kartami.

Zatem jeżeli płacenie gotówką pomaga oszczędzać, to zdecydowanie warto przyjrzeć się tej formie wydawania pieniędzmi.

Płacenie gotówką boli (i tak być powinno!)

Rozstawanie się z pieniędzmi jest przykre. Powoduje coś w rodzaju psychicznego bólu (tu znów muszę powołać się na te same badania). A my, ludzie, już tak mamy, że przykrych rzeczy raczej unikamy. I tego dyskomfortu związanego z pozbywaniem się pieniędzy możemy uniknąć na co najmniej dwa sposoby:

  • wydawać pieniądze rzadziej (i/lub mniej)
  • lub zastąpić fizyczne banknoty czymś innym, żeby rozstawanie się z pieniędzmi nie było tak dosłowne

Karty płatnicze to właśnie wyraz tego ostatniego rozwiązania. Redukują psychiczny dyskomfort związany z wydawaniem pieniędzy zastępując banknoty symbolicznym kawałkiem plastiku. Do tego, karty kredytowe idą jeszcze o krok dalej niż karty debetowe.

Kupując coś przy pomocy karty debetowej możemy od razu w domu popsuć sobie przyjemność z zakupów poprzez sprawdzenie dostępnych środków na naszym ROR. Karty kredytowe odraczają ten wyrok – po nasze własne środki będziemy musieli sięgnąć dopiero w kilka tygodni po samym zakupie.

Zatem z jednej strony karty płatnicze obniżają wagę zakupów – wręczenie sprzedawcy pliku banknotów ma dużo większe znaczenie dla naszej psychiki niż przejechanie kartą po czytniku. Płatność kartą zawsze jest tak samo błaha – niezależnie od tego, czy kupujesz bułki za kilka złotych, czy telewizor za kilka tysięcy.

Wyobraźcie sobie teraz, że wchodzicie do sklepu z elektroniką i kupujecie wybrany przez siebie telewizor za 3000 zł. Wyciągacie z portfela trzydzieści stuzłotówek, uważnie przeliczacie, wręczacie plik sprzedawcy, ten przelicza jeszcze raz… Jest różnica, prawda?

W podobny sposób działają kasyna. Też obniżają wagę transakcji/zakładów zastępując banknoty żetonami. A kasyno nie kojarzy się z oszczędzaniem, prawda? ;)

Ponadto, karta kredytowa dodatkowo rozrywa związek przyczynowo-skutkowy między faktem zakupu a koniecznością zapłacenia z własnych środków. Płacimy za zakupy często z kilkutygodniowym opóźnieniem. I do tego nie pojedynczo, za każdy zakup, tylko jednym przelewem za wszystkie transakcje z danego cyklu rozliczeniowego.

To wszystko razem prowadzi do tego, że płacąc kartą jest znacznie łatwiej wydawać większe sumy pieniędzy. Zatem jeżeli chcemy znaleźć dodatkowe oszczędności w naszym budżecie, to zdecydowanie warto przyjrzeć się nie tylko temu, na co wydajemy, ale też temu w jaki sposób za to płacimy.

Metoda kopertowa

Wokół gotówki można też zorganizować cały miesięczny domowy budżet.

Metoda kopertowa przenosi zarządzanie budżetem z wirtualnych zapisów w arkuszach kalkulacyjnych do świata realnego. Polega na tym, że pieniądze przeznaczone na dane kategorie wydatków trzyma się w osobnych kopertach. Każdy wydatek w danym miesiącu finansujemy ze środków z koperty, którą mamy przeznaczoną na dany cel.

Jak wprowadzić tę metodę w życie?

Tu, jak w wielu innych przypadkach zarządzania domowymi finansami, przyda się wcześniejsza wiedza o strukturze naszych wydatków. Trzeba więc przejrzeć historię swoich wydatków z ostatnich kilku miesięcy i zobaczyć ile wydawaliśmy na poszczególne kategorie zakupów.

Pod te kategorie (np. żywność, transport i dojazdy, rozrywka, obiady na mieście, zdrowie i higiena itp.) przygotowujemy osobne koperty. Wypłacamy z konta kwotę naszych miesięcznych wydatków i rozdysponowujemy ją między poszczególne koperty.

Podczas zakupów korzystamy tylko ze środków, które mamy przeznaczone na daną kategorię wydatków w danej kopercie.

Ten system może być jednak trochę kłopotliwy. Bo co jeżeli idę do Tesco i przy jednej wizycie kupuję trochę jedzenia, jakieś kosmetyki, uzupełniam zapasy chemii gospodarczej – mam przy kasie żonglować trzema kopertami? Nie jest to najpraktyczniejsze rozwiązanie świata.

Dlatego też do systemu kopertowego można podejść inaczej – i dostępne środki na dany miesiąc rozdzielić do kopert tygodniami, a nie kategoriami wydatków. Efekt powinien być podobny.

No właśnie, na jaki efekt tu liczymy? Poza już wcześniej wspomnianymi zaletami płacenia gotówką („psychiczny dyskomfort” płacenia + zachowany związek między zakupem a wydawaniem pieniędzy), mamy tu jeszcze dodatkowy motywator do oszczędzania. Wydając pieniądze od razu widzimy, ile nam jeszcze zostało – w danej kategorii wydatków, czy w danym tygodniu. Jeżeli pieniędzy ubywa zbyt szybko, to dostajemy wczesny sygnał ostrzegawczy, że należy przystopować z wydatkami.

Kiedy jeszcze warto zrezygnować z kart?

Rozważ rezygnację z kart i przejście na płatności gotówkowe jeżeli:

  • chcesz zaoszczędzić dodatkowe pieniądze, ale nie masz pomysłu jakie wydatki można jeszcze przyciąć
  • zrezygnuj z karty kredytowej jeżeli przekraczasz okres bezodsetkowy i swoje zakupy finansujesz wysoko oprocentowanym kredytem
  • rozważ też rezygnację z karty kredytowej jeżeli mieścisz się w okresie bezodsetkowym, ale ze spłatą zadłużenia zawsze musisz czekać do kolejnej pensji (nie masz bieżących środków, którymi mógłbyś sfinansować zakupy)
  • jeżeli ponosisz dodatkowe opłaty związane z korzystaniem z kart
  • jeżeli w erze „po Snowdenie” nie chcesz przekazywać korporacjom danych o swoich zwyczajach zakupowych ;)

Naturalnie, karty nie są jednoznacznie złe. To całkiem przydatne i praktyczne narzędzie. Jednak od czasu do czasu warto rozważyć plusy i minusy jednego i drugiego sposobu płatności i zobaczyć co ma szansę sprawdzić się najlepiej w naszej indywidualnej sytuacji.

Fot. Flickr / Tax_Credits, ollily

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies