Filtrowanie wszystkich postów po tagu "karty płatnicze." Wyczyść filtr

Karta kredytowa to taki dziwny produkt finansowy, którego zalety są jednocześnie wadami. A przynajmniej większość z nich. Dlatego zdecydowanie nie jest to produkt skierowany do wszystkich. Równie dobrze dla jednych może to być doskonałe i wygodne uzupełnienie repertuaru narzędzi finansowych, a dla innych może to być pierwszy krok na drodze do wpadnięcia w spiralę zadłużenia.

W takim razie sprawdźmy, jakie elementy karty kredytowej mogą być dla nas tyle samo korzystne, co szkodliwe.

Łatwość i wygoda. Kartę kredytową stosunkowo łatwo dostać. Wprawdzie minęły już czasy, w których banki wciskały kredytówki dosłownie każdemu, tak dziś wyrobienie sobie karty kredytowej nie jest znowu jakąś przeszkodą nie do przeskoczenia.

Karta kredytową także bardzo łatwo się płaci. Tym bardziej, że w dniu zakupów nie płacimy przecież własnymi pieniędzmi, tylko pieniędzmi banku. Karty płatnicze ułatwiają wydawanie pieniędzy symbolicznie rozdzielając fakt płacenia za zakupy od faktycznego rozstawania się z gotówką. Karty kredytowe przenoszą to na kolejny poziom.

Nie zamrażamy gotówki. Płacąc gotówką czy kartą debetową właściwie od razu zmniejszamy sobie sumę dostępnych środków.

W przypadku karty kredytowej tak nie jest. Z bankiem rozliczymy się dopiero przy kolejnym terminie spłaty. A do tego czasu środki pozostają do naszej dyspozycji.

Taka elastyczność może być bardzo korzystna dla naszych finansów. Ale dla tych, którzy nie śledzą na bieżąco swoich wydatków może być zgubna.

Pełna historia transakcji. A skoro o śledzeniu wydatków mowa, to płacenie kartą kredytową jest dla nas korzystne o tyle, że zawsze zostawia jakiś ślad (w przeciwieństwie do gotówki). W ten sposób łatwiej jest nam śledzić wydatki czy korzystać z takich aplikacji jak Kontomierz, które właśnie opierają się na elektronicznej historii transakcji.

Z drugiej strony nie każdemu może podobać się to, że bank (a za pośrednictwem banku w pewnych przypadkach również Urząd Skarbowy) ma pełen wgląd w historię naszych wydatków. W dzisiejszych czasach, kiedy prywatność staje się coraz cenniejszą wartością, zostawianie cyfrowego śladu po każdej transakcji nie zawsze musi być pożądane.

Bonusy i promocje. Banki częściej niż w przypadku kart debetowych, wiążą karty kredytowe z różnymi promocjami i bonusami. Dodatkowe pakiety ubezpieczeń, moneyback, programy lojalnościowe i rabatowe – to wszystko ma nas dodatkowo przekonać, że korzystanie z karty kredytowej jest korzystne.

Ale skoro bank dołącza do karty takie bonusy, to znaczy, że musi mieć w tym jakiś interes. Choćby taki, że te wszystkie dodatki niekoniecznie muszą być darmowe – karta kredytowa wszak kosztuje: opłaty za wydanie, opłaty miesięczne i roczne składają się często na o wiele wyższy koszt niż w przypadku kart debetowych.

Budowanie historii kredytowej. Regularne korzystanie i spłacanie karty kredytowej może nam się przydać, gdy np. będziemy starać się o kredyt hipoteczny. Pozytywna historia kredytowa jest przecież o wiele lepsza niż brak jakiejkolwiek historii.

Ale jeżeli powinie nam się noga, spóźnimy się ze spłatą i na rachunku karty zaczną pojawiać się istotne zaległości, to historię kredytową możemy sobie też popsuć.

Co przemawia do Ciebie bardziej – wady czy zalety? Jeżeli mimo wszystko zdecydujesz się na kartę kredytową, to pamiętaj o tych podstawowych zasadach właściwego korzystania z kredytówki:

  • Najpierw podejmuj decyzję zakupową, a dopiero potem wybieraj metodę płatności. Dostępność limitu na karcie kredytowej nie powinna decydować o tym, czy coś kupisz czy nie. O tym decydować powinna faktyczna potrzeba.
  • Gdy już wydajesz pieniądze płacąc kredytówką, to dla każdej transakcji powinieneś mieć pokrycie w postaci środków na ROR. Nie kupuj rzeczy, na które aktualnie Cię nie stać. Nie zadłużają się na poczet przyszłej pensji.
  • Zawsze spłacaj zadłużenie z karty w całości w każdym miesiącu. Najlepiej ustaw w banku zlecenie automatycznej, całkowitej spłaty karty.
  • Nie używaj karty kredytowej do finansowania impulsywnych zakupów.
  • Czytaj wyciągi z karty. Powinieneś móc rozpoznać każdą transakcję. Jeśli coś się nie zgadza, to zgłoś to do banku.

Fot. Flickr / Sean MacEntee (CC-BY 2.0)

Ogólne Częściej płacisz kartą czy gotówką?

Płacenie gotówką – to przestarzały i niewygodny zwyczaj, czy może jeden z ostatnich bastionów obrony przed podatkowymi zakusami państwa z jednej strony i naszej prywatności przed bankami z drugiej?

Obecnie mamy bardzo dużo możliwości - możemy płacić przelewem, kartą debetową, kartą kredytową, gotówką, PayPalem itp. Ale podczas codziennych zakupów najczęściej mamy do wyboru albo gotówkę albo kartę. Czy wkrótce całkowicie przerzucimy się na płatności elektroniczne, czy gotówka ma jeszcze rację bytu?

Gotówka nadal ma kilka zdecydowanych zalet

Gotówka jest powszechnie akceptowana. Nie ma takiego miejsca, w którym powiedzieliby ci, że „gotówki nie przyjmujemy”. Ani takiego miejsca, gdzie powiedzieliby „płatność gotówką tylko od 20 zł”.  Nie przeszkodzi ci też żaden zepsuty terminal. Gotówką zapłacisz wszędzie (no chyba, że usłyszysz „ooo… ze 100 zł nie będę mieć jak wydać…” ;) ).

Nigdy nie wydasz więcej niż masz. Ogranicza cię to ile rzeczywiście masz pieniędzy w portfelu, a nie to ile bank przyznał ci limitu. Płacąc gotówką nie wpadniesz w zadłużenie. No chyba, że używasz karty kredytowej lub debetu na koncie, by wyciągnąć gotówkę z bankomatu. Jeżeli tak robisz, to lepiej jak najszybciej przestać!

Wydawanie pieniędzy wydaje się bardziej namacalne. Płacąc za zakupy banknotami i monetami czujesz, że wydajesz prawdziwe pieniądze. Na własne oczy widzisz, jak dany zakup wpływa na stan twoich finansów. Tymczasem, płacąc kartą trudniej jest dostrzec ten związek, co jest bezpośrednią przyczyną tego, że płacąc kartą mamy skłonność do wydawania więcej.

Nie ponosisz dodatkowych opłat. Abonament za kartę, opłata za wznowienie, prowizje – płacąc gotówką te sprawy cię nie dotyczą. Nie narazisz się też na żadne błędnie naliczone opłaty, o które musiałbyś lub musiałabyś potem walczyć z bankiem.

Masz większą swobodę. Możesz pożyczyć znajomym lub rodzinie pewną kwotę bez konieczności zwracania na to uwagi skarbówki.

Masz większą kontrolę nad prywatnością. Banki już teraz wiedzą o nas bardzo wiele i zostawianie im informacji, gdzie i za ile robimy zakupy (a taki ślad zostaje po każdej płatności kartą) to nie zawsze coś, co chcemy robić. Gotówka daje więcej anonimowości.

Są i jednak pewne niewygody

Trudniej śledzić wydatki. Jeżeli prowadzisz domowy budżet, to każdy pojedynczy wydatek musisz wprowadzić ręcznie. Z jednej strony jest to trochę dodatkowej pracy, a z drugiej strony jest to dodatkowe ryzyko, że o czymś zapomnimy.

Gotówka nie wnosi nic do historii kredytowej. Jeżeli w przyszłości planujesz jakiś większy kredyt, to pozytywna historia kredytowa w BIK może zadziałać na twoją korzyść. A taką historię możesz zbudować płacąc kartą kredytową i regularnie spłacając zadłużenie. Za to gotówka nie zostawia śladów w BIK.

Jeśli ukradną Ci lub zgubisz gotówkę to koniec. Na uratowanie bądź zwrot tych pieniędzy raczej nie masz co liczyć. Jeżeli stracisz kartę to po pierwsze masz szansę, że nikt nie dostanie się do Twoich pieniędzy (jeśli karta jest zabezpieczona kodem PIN). A po drugie możesz szybko zareagować i zastrzec kartę blokując dostęp do pieniędzy jakimkolwiek niepowołanym osobom.

Gotówka jest momentami mniej wygodna. Trzeba nosić ze sobą te wszystkie monety i banknoty, mieć na to miejsce w portfelu. W niektórych miejscach przyjmują tylko odliczone kwoty, gdzieś indziej nie będą mieli wydać reszty. Gotówka potrafi powodować mniejsze i większe niedogodności.

A jaki jest wasz wybór—częściej płacicie kartą czy gotówką?

Fot. Flickr / GillyBerlin, CC-BY 2.0

Ogólne Jak ustrzec się przed podwyżkami opłat w bankach?

  • 24 stycznia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

Początek roku nie jest dla nas – klientów banków – szczęśliwy. Usługi bankowe drożeją. Od marż na kredytach hipotecznych, przez opłaty za karty, aż po opłaty za prowadzenie kont.  Podstawowe usługi drożeją, oprocentowanie depozytów zaś maleje.

Podatek bankowy, zapowiedź ustawy związanej z kredytami we frankach szwajcarskich, czy wyższe składki do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego to tylko niektóre z czynników, które ostatnio negatywnie wpływają na kondycję banków. A te całość lub część kosztów starają się przerzucić na klientów.

Czy da się jakoś uniknąć tych dodatkowych obciążeń? Możemy „zagłosować nogami” i zmienić bank na tańszy. A co jeśli nie chcemy zaczynać od tak radykalnych korków?

Jest parę sposobów, które możemy wykorzystać, by ograniczyć wpływ ostatnich podwyżek na stan naszych kont. Oto nasze wskazówki.

Czytaj wiadomości z banku

To czas, w którym lepiej nie przegapić kolejnego komunikatu o zmianach w taryfie opłat i prowizji. Inaczej możemy się nieźle zdziwić przeglądając historię konta za miesiąc.

Warto czytać takie wiadomości, by wiedzieć co nas czeka. Podwyżka? Zmiana warunków? Wiele banków ma w swoich TOiP zapisy o opłatach za kartę lub konto, z warunkiem że z tej opłaty można zostać zwolnionym (lub może ona zostać obniżona) jeżeli spełni się określone kryteria.

Takim kryterium może być wysokość regularnych wpływów na konto, lub liczba/wartość transakcji wykonanych dołączoną do konta kartą. I w tym okresie te warunki warto mieć na oku, bo banki mogą mieć ochotę je zaostrzyć (np. podwyższyć kwotę wymaganych wpływów).

Czytanie wiadomości z banku pozwoli nam się na te zmiany przygotować i upewnić się, że spełniamy nowe warunki.

Zamknij nieużywane konta

Jeżeli posiadacie kilka kont, to dziś może być dobry moment na to, by pomyśleć o zamknięciu tych rzadziej wykorzystywanych lub w ogóle nieużywanych. Im mniej kont, tym mniejsze ryzyko, że nadziejemy się na nowe opłaty lub podwyżki istniejących.

Zamknij nieużywane karty

To samo dotyczy kart płatniczych. Te niewykorzystywane warto zamknąć. Można też pomyśleć o rezygnacji z karty kredytowej. Tu opłaty też zapewne pójdą w górę. Można też spodziewać się zaostrzenia kryteriów obniżenia lub bycia zwolnionym z takich opłat (np. kryterium rocznych obrotów na karcie).

Sprawdź ofertę swojego banku

Może ma w ofercie tańsze konto, na które możesz zmienić swoje obecne? Warto się rozejrzeć i mieć pełną świadomość tego, jakie mamy opcje.

--

Warto poświęcić chwilę na to, by zastanowić się z jakich posiadanych produktów bankowych nie korzystamy wcale lub bardzo rzadko. Które z nich zostawiliśmy bo, mogą się kiedyś przydać? Tak na wszelki wypadek? Takie produkty, w kontekście ostatnich i zapowiadanych podwyżek, mogą stać się wyciekami z naszego portfela.

Fot. Flickr / Images_of_Money

Karty płatnicze są u nas powszechne. W miastach coraz trudniej znaleźć punkt, który nie przyjmuje płatności kartą. Wszak nawet sieć dyskontów Biedronka jakiś czas temu otworzyła się na tę formę płatności

O pieniądze znajdujące się na karcie też trzeba dbać. Dbać przede wszystkim o ich bezpieczeństwo. Na szczęście karty płatnicze dają nam dużo narzędzi dzięki którym możemy zabezpieczyć swoje bieżące środki przed dostępem osób niepowołanych.

1. Chroń PIN

PIN trzeba znać na pamięć. „Ułatwianie” sobie życia ustawiając jako PIN końcówki numeru telefonu lub, daty urodzenia czy wręcz noszenie kartki z zapisanym kodem w portfelu to tylko ułatwianie zadania złodziejom. W przypadku kradzieży portfela będziemy ugotowani. Lepiej nie ryzykować.

2. Nie podawaj nikomu swojego kodu PIN

Płacąc kartą w sklepie najlepiej wpisywać kod w terminal w taki sposób, by nikt w kolejce nie mógł go podejrzeć.

Warto mieć przy tym na uwadze, że o nieuprawnione transakcje wykonane z użyciem PIN z bankiem walczy się najtrudniej. Domyślnie, to Ty za nie odpowiadasz, a bank wychodzi z założenia, że osoby trzecie poznały Twój PIN w wyniku Twojego „rażącego niedbalstwa”.

3. Ustaw limity

Zgubisz kartę, ktoś Ci ją ukradnie – zdarza się. Na wszelki wypadek warto ustawić odpowiednie ograniczenia transakcji, aby potencjalny złodziej nie mógł szybko wyczyścić całego rachunku przypisanego do karty.

W banku typowo możesz ustawić dzienne limity transakcji gotówkowych i bezgotówkowych. I jak najbardziej warto to zrobić.

4. Podczas wypłat z bankomatu zakrywaj klawiaturę

Ofiarą złodzieja można paść też podczas zwykłej wypłaty z bankomatu.

Przed włożeniem karty do urządzenia warto zwrócić uwagę czy bankomat nie ma zamontowanych dziwnie wyglądających nakładek w okolicy szczeliny na kartę oraz czy na bankomacie nie znajduje się kamerka skierowana na klawiaturę.

Tak właśnie działa „skimming”. Specjalna nakładka, przez którą przechodzi karta zanim trafi do bankomatu, skanuje i kopiuje dane z paska magnetycznego, a kamera rejestruje wpisywany PIN.

Jako dodatkowy środek bezpieczeństwa dobrze wyrobić sobie też nawyk zakrywania klawiatury drugą ręką podczas wpisywania kodu.

5. Nie trać karty z oczu

To bardzo ważne, by podczas jakichkolwiek zakupów kartą kredytową zachowywać tego typu ostrożność. Wręczając kartę sprzedawcy dajesz mu (lub jej) do ręki wszystkie dane, których potrzebuje do zrobienia zakupów przez internet na Twoje konto: numer karty, datę ważności i kod CVV (na odwrocie).

Zdjęcie karty można zrobić bardzo szybko, wystarczy tylko chwila Twojej nieuwagi. Dlatego nigdy nie trać karty z oczu!

6. Gdy stracisz kartę – zastrzeż ją

Czasem bank może sam zastrzec kartę, gdy system wychwyci transakcje, które wydadzą mu się podejrzane: np. wiele drobnych transakcji wykonanych w jednym miejscu w krótkim czasie lub kilka transakcji wykonanych w krótkich odstępach czasu, ale w miejscach tak oddalonych od siebie, że fizycznie byłoby niemożliwe by ich dokonać przy użyciu jednej karty.

To oczywiście nie zwalnia klienta z obowiązku zastrzegania karty, gdy ją straci. Warto zrobić to najwcześniej jak to tylko możliwe.

7. Regularnie przeglądaj wyciągi i historię transakcji

Warto taką rutynową kontrolę transakcji co jakiś czas przeprowadzać. Każda operacja na rachunku z karty powinna być odnotowana w systemie i opisana datą, kwotą i miejscem transakcji. Czego szukać? Nietypowych rzeczy: zakupy poza miejscem zamieszkania (podczas gdy nigdzie nie wyjeżdżałeś), serie transakcji na podobne kwoty, zakupy w sklepach, których nigdy nie odwiedzałeś…

Zgłoś swoje ewentualne wątpliwości do banku.

8. Zakupy w internecie – tylko na zaufanych stronach

Nie zostawiaj danych karty w podejrzanych miejscach. Sprawdzaj zabezpieczenia (połączenie szyfrowane) i certyfikaty stron, które proszą Cię o podanie jakichkolwiek danych z Twojej karty.

Jeżeli pierwszy raz robisz zakupy w nowym miejscu, to sprawdź opinie tego sklepu, zobacz czy na jego stronie w łatwy sposób możesz znaleźć dane kontaktowe i adres siedziby. I najlepiej, jeżeli taki sklep oferuje przyjęcie płatności kartą za pośrednictwem któregoś z popularnych systemów płatności (Przelewy24, PayPal, PayU). Dzięki temu nasza transakcja będzie bezpieczniejsza.

Fot. Flickr / Philip Taylor

Chyba każdy z nas przynajmniej raz naciął się na nierzetelnego sprzedawcę. Szczególnie łatwo o to teraz, w erze powszechności zakupów dokonywanych przez internet. Zamawiamy towar przychodzi uszkodzony, niezgodny z umową, lub nie przychodzi wcale. Co wtedy?

Gdy próby kontaktu ze sprzedawcą w żaden sposób nie przybliżają nas do rozwiązania i do odzyskania pieniędzy, warto wiedzieć, że jeszcze nie wszystko stracone. Istnieje jeszcze jedna droga do odzyskania pieniędzy – procedura chargeback.

Możemy z niej skorzystać pod warunkiem, że transakcji dokonaliśmy kartą Visa lub Mastercard. Typ karty nie ma znaczenia – może to być karta debetowa, kredytowa czy nawet przedpłacona (prepaid). Reklamacji podlegają transakcje dokonane w bankomatach oraz terminalach, przeprowadzone zarówno z fizycznym użyciem karty, jak i na odległość.

Jak działa chargeback?

A na czym polega sama procedura? To w istocie reklamacja danej transakcji. Zgłaszamy ją do banku, ten tę reklamację rozpatruje i jeżeli decyzja jest pozytywna, to pieniądze wracają na numer rachunku przypisany do karty.

Reklamację możemy zgłosić telefonicznie, osobiście w oddziale banku lub na piśmie. Trzeba być też przygotowanym na to, że bank może poprosić nas o „dokumentację sprawy” – na przykład dowód na to, że próbowaliśmy (bezskutecznie) odzyskać środki korzystając ze zwykłej procedury reklamacji u sprzedawcy. Wcześniejsze próby polubownego załatwienia sprawy istotnie zwiększają nasze szanse na pozytywne rozpatrzenie reklamacji typu chargeback.

Od tego momentu piłka jest po stronie banku. Ten, za pośrednictwem agenta rozliczeniowego, który obsługiwał transakcję, kontaktuje się ze sprzedawcą i prosi o zajęcie stanowiska w sprawie reklamacji. I tak, jeżeli na przykład rozpoczynamy procedurę chargeback dlatego, że w ogóle nie otrzymaliśmy zamawianego towaru, to na tym etapie sprzedawca zostanie poproszony o dowód wysyłki. Jeżeli go nie przedstawi, to będzie to przesłanka do uznania reklamacji.

Gdy weryfikacja sprawy u sprzedawcy zakończy się, bank podejmie ostateczne stanowisko – czy uznać chargeback czy nie.

Oto kilka sytuacji, w których możemy skorzystać z procedury chargeback:

  • gdy bankomat nie wyda pieniędzy (w części lub całości)
  • gdy anulowano transakcję, a mimo to rachunek karty został obciążony
  • gdy podejrzewamy, że transakcja powstała w wyniku oszustwa (przykładowy scenariusz: zauważamy na wyciągu podejrzaną transakcję, zgłaszamy ją do banku, ten otrzymuje od sprzedawcy dowód dokonania transakcji z rzekomo naszym podpisem – ale okazuje się, że to nie nasz podpis – w takim przypadku chargeback powinien zostać rozpatrzony na naszą korzyść)
  • powody techniczne – na przykład, gdy nastąpiła odmowa autoryzacji transakcji a mimo to rachunek karty został obciążony, akceptacja transakcji z karty, której termin ważności upłynął, dwukrotne obciążenie konta kwotą transakcji itp.
  • powody związane z dostarczeniem towarów lub usług, za które nastąpiła płatność – zamówione towary lub usługi nie były zgodne z zamówieniem, były uszkodzone lub niekompletne, lub nie zostały w ogóle dostarczone

Chargeback to potężny oręż w rękach konsumenta. Dzięki niemu możemy skuteczniej walczyć o swoje prawa. Dla banków taka procedura to jednak dodatkowy kłopot, dlatego rzadko kiedy otwarcie informują o możliwościach, jakie daje reklamacja typu chargeback. Chlubnymi wyjątkami są tu BZ WBK, mBank czy ING.

Kiedy można złożyć wniosek o chargeback?

Całą procedurę można rozpocząć już w momencie, w którym dana transakcja zostanie zaksięgowana na rachunku karty. A ile można czekać ze złożeniem reklamacji?

Visa daje limit 120 dni od dnia, w którym wystąpił problem. To niekoniecznie może być dzień transakcji (który w przypadku biletów lotniczych mógł mieć miejsce nawet kilka miesięcy temu), a np. dzień, w którym biuro podróży odwołało wycieczkę, przewoźnik odwołał loty, sprzedawca nie dostarczył towaru…

Ale Visa swoje, a banki swoje. Niektóre traktują zgłoszenie chargeback jako zwykłą reklamację. A na jej złożenie bank daje już tylko 30 dni.

W każdym razie – nie warto zwlekać i najlepiej zgłosić się do banku jak najszybciej.

Obyśmy jak najrzadziej musieli korzystać z chargebacku. Tym niemniej, warto wiedzieć, że mamy taką możliwość.

Fot. Flickr / natloans

W Kontomierzu bardzo lubimy śledzić nowinki techniczne związane z tematem finansów osobistych. W Stanach Zjednoczonych powstają coraz to nowe startupy, które obiecują zmianę w podejściu do finansów osobistych, oszczędzania i większą wygodę w zarządzaniu i dysponowaniu pieniędzmi.

Czy faktycznie mają na to szansę? Oceńcie sami. Oto dwa nowe rozwiązania, które pojawiły się całkiem niedawno i które wpisują się w ten ciekawy trend.

Digit

Chcielibyście powierzyć swoje finanse i decyzje oszczędnościowe całkowicie w ręce algorytmów i sztucznej inteligencji? Duży krok w tę stronę chce zrobić Digit – zautomatyzowane konto oszczędnościowe, które niedawno wystartowało w Stanach Zjednoczonych.

Jak to działa? Z pozoru jak normalne konto oszczędnościowe – zakładasz konto, masz podgląd jego stanu, a środki na nim są zabezpieczone przez amerykański odpowiednik Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Cała zabawa zaczyna się dopiero potem, gdy podłączysz do Digit swój ROR, a aplikacja nauczy się tego, jak obracasz pieniędzmi na koncie: jakie masz dochody, jakie masz wydatki i jak to się rozkłada w ciągu miesiąca.

Dzięki tym informacjom usługa „wie” na jakie oszczędności i w jakim terminie możesz sobie pozwolić. Wtedy co kilka dni Digit przelewa niewielką kwotę z ROR na konto oszczędnościowe.

Dostęp do pieniędzy mamy za pomocą… SMS-ów. Wysyłamy na podany numer „wypłać x dolarów” i Digit przelewa tę kwotę z powrotem na nasz ROR.

Usługa jest darmowa – ale jest też haczyk. „Konto oszczędnościowe”, na które przelewane są zaoszczędzone kwoty, nie jest oprocentowane.

Ta usługa może trochę przypominać to, co oferuje mBank z mSaverem. Tam też oszczędności są automatycznie przelewane na osobne konto. Ale Digit idzie o krok dalej. Nie przelewa stałego „zaokrąglenia” po każdej transakcji, tylko sam liczy i decyduje na jaką kwotę oszczędności faktycznie możemy sobie pozwolić.

To ciekawy trend ku temu, by uczynić oszczędzanie możliwie „bezbolesnym” i niezauważalnym. I dobre rozwiązanie, dla tych osób, dla których pierwszym argumentem przeciwko oszczędzaniu jest „nie mam z czego”.

Pozostaje tylko pytanie czy powinniśmy oddawać tak dużą kontrolę nad naszymi finansami zewnętrznym aplikacjom. Jak sądzicie?

Digit →

Stratos

Stratos to coś więcej niż wirtualna usługa. To fizyczny produkt – w formie zwykłej karty płatnicznej.

„Zwykłej” – tylko pozornie. Twórcy zaszyli w niej całą masę elektroniki – bluetooth, interfejs dotykowy i baterię, do zasilania tego wszystkiego. A mimo to całość nie różni się rozmiarami od typowej karty Visa czy Mastercard.

Na co ta cała elektronika? Stratos to karta programowalna. Użytkownicy, za pośrednictwem aplikacji, mogą zapisać na Stratosie trzy własne karty: płatnicze, kredytowe czy lojalnościowe. Docelowo ma to być sposób na odchudzenie portfela – „odchudzenie” w tym dobrym sensie – poprzez wyeliminowanie z niego zbędnych kart.

Z podobnymi pomysłami spotkaliśmy się już wcześniej. Na przykład w przypadku Coin – to też miała być rewolucyjna, programowalna „smart-karta”. Okazało się jednak, że ze względu na jej konstrukcję, nie jest przyjmowana we wszystkich terminalach płatniczych. A w przypadku takich rozwiązań – odrzucenie przez terminal czy bankomat taką kartę całkowicie dyskwalifikuje. Po co komu ryzyko, że nasza płatność w sklepie zostanie odrzucona?

W przypadku Stratos twórcy obiecują, że będzie inaczej i gwarantują, że kartę przyjmie każdy bankomat i terminal.

Stratos ma być usługą abonamentową, która będzie kosztować 95 dolarów rocznie. Czy rozwiązanie problemu „zagraconego portfela” faktycznie jest tyle warte? I czy to w ogóle jest rzeczywisty problem?

Przykład Stratos w zabawny sposób pokazuje, jak wygląda amerykański rynek kart płatniczych w porównaniu z… polskim. „Smart-karta” ma w sobie mnóstwo elektroniki, bluetooth, obsługę dotykiem, synchronizację z własną aplikacją… ale samej karcie brakuje jednego elementu, do którego polski rynek zdążył nas już przyzwyczaić. Brakuje mianowicie zabezpieczenia chipem. Stratos ma wyłącznie pasek magentyczny.

Amerykanie chcą więc iść w stronę nowoczesnych rozwiązań, ale w pewnych obszarach nadal są daleko w tyle.

No i nazwa tej usługi raczej nie przyjęłaby się na polskim rynku ;).

Stratos →

Fot. Stratos

Ogólne Chcesz wydawać mniej? Płać gotówką!

Sam za zdecydowaną większość zakupów płacę kartą kredytową. Niezależnie od miejsca, niezależnie od kwoty – moim pierwszym wyborem zawsze jest plastik, a dopiero potem, w wyjątkowych sytuacjach, gotówka.

Co więcej, najczęściej płacę z wykorzystaniem technologii zbliżeniowej, kontrowersyjnej funkcji kart, której niektórzy bardzo chcą się pozbyć.

Jestem więc pewnie ostatnią osobą, która powinna zachwalać zalety płacenia gotówką. A jednak! Badania psychologów udowadniają, że to w jaki sposób wydajemy (gotówka czy plastik) i jakimi pieniędzmi płacimy (z kredytu czy z dostępnych środków) ma istotny wpływ na to, ile wydajemy.

Wniosek jest następujący: mniej wydajemy, gdy korzystamy z gotówki. W przeciwieństwie do płatności kartami.

Zatem jeżeli płacenie gotówką pomaga oszczędzać, to zdecydowanie warto przyjrzeć się tej formie wydawania pieniędzmi.

Płacenie gotówką boli (i tak być powinno!)

Rozstawanie się z pieniędzmi jest przykre. Powoduje coś w rodzaju psychicznego bólu (tu znów muszę powołać się na te same badania). A my, ludzie, już tak mamy, że przykrych rzeczy raczej unikamy. I tego dyskomfortu związanego z pozbywaniem się pieniędzy możemy uniknąć na co najmniej dwa sposoby:

  • wydawać pieniądze rzadziej (i/lub mniej)
  • lub zastąpić fizyczne banknoty czymś innym, żeby rozstawanie się z pieniędzmi nie było tak dosłowne

Karty płatnicze to właśnie wyraz tego ostatniego rozwiązania. Redukują psychiczny dyskomfort związany z wydawaniem pieniędzy zastępując banknoty symbolicznym kawałkiem plastiku. Do tego, karty kredytowe idą jeszcze o krok dalej niż karty debetowe.

Kupując coś przy pomocy karty debetowej możemy od razu w domu popsuć sobie przyjemność z zakupów poprzez sprawdzenie dostępnych środków na naszym ROR. Karty kredytowe odraczają ten wyrok – po nasze własne środki będziemy musieli sięgnąć dopiero w kilka tygodni po samym zakupie.

Zatem z jednej strony karty płatnicze obniżają wagę zakupów – wręczenie sprzedawcy pliku banknotów ma dużo większe znaczenie dla naszej psychiki niż przejechanie kartą po czytniku. Płatność kartą zawsze jest tak samo błaha – niezależnie od tego, czy kupujesz bułki za kilka złotych, czy telewizor za kilka tysięcy.

Wyobraźcie sobie teraz, że wchodzicie do sklepu z elektroniką i kupujecie wybrany przez siebie telewizor za 3000 zł. Wyciągacie z portfela trzydzieści stuzłotówek, uważnie przeliczacie, wręczacie plik sprzedawcy, ten przelicza jeszcze raz… Jest różnica, prawda?

W podobny sposób działają kasyna. Też obniżają wagę transakcji/zakładów zastępując banknoty żetonami. A kasyno nie kojarzy się z oszczędzaniem, prawda? ;)

Ponadto, karta kredytowa dodatkowo rozrywa związek przyczynowo-skutkowy między faktem zakupu a koniecznością zapłacenia z własnych środków. Płacimy za zakupy często z kilkutygodniowym opóźnieniem. I do tego nie pojedynczo, za każdy zakup, tylko jednym przelewem za wszystkie transakcje z danego cyklu rozliczeniowego.

To wszystko razem prowadzi do tego, że płacąc kartą jest znacznie łatwiej wydawać większe sumy pieniędzy. Zatem jeżeli chcemy znaleźć dodatkowe oszczędności w naszym budżecie, to zdecydowanie warto przyjrzeć się nie tylko temu, na co wydajemy, ale też temu w jaki sposób za to płacimy.

Metoda kopertowa

Wokół gotówki można też zorganizować cały miesięczny domowy budżet.

Metoda kopertowa przenosi zarządzanie budżetem z wirtualnych zapisów w arkuszach kalkulacyjnych do świata realnego. Polega na tym, że pieniądze przeznaczone na dane kategorie wydatków trzyma się w osobnych kopertach. Każdy wydatek w danym miesiącu finansujemy ze środków z koperty, którą mamy przeznaczoną na dany cel.

Jak wprowadzić tę metodę w życie?

Tu, jak w wielu innych przypadkach zarządzania domowymi finansami, przyda się wcześniejsza wiedza o strukturze naszych wydatków. Trzeba więc przejrzeć historię swoich wydatków z ostatnich kilku miesięcy i zobaczyć ile wydawaliśmy na poszczególne kategorie zakupów.

Pod te kategorie (np. żywność, transport i dojazdy, rozrywka, obiady na mieście, zdrowie i higiena itp.) przygotowujemy osobne koperty. Wypłacamy z konta kwotę naszych miesięcznych wydatków i rozdysponowujemy ją między poszczególne koperty.

Podczas zakupów korzystamy tylko ze środków, które mamy przeznaczone na daną kategorię wydatków w danej kopercie.

Ten system może być jednak trochę kłopotliwy. Bo co jeżeli idę do Tesco i przy jednej wizycie kupuję trochę jedzenia, jakieś kosmetyki, uzupełniam zapasy chemii gospodarczej – mam przy kasie żonglować trzema kopertami? Nie jest to najpraktyczniejsze rozwiązanie świata.

Dlatego też do systemu kopertowego można podejść inaczej – i dostępne środki na dany miesiąc rozdzielić do kopert tygodniami, a nie kategoriami wydatków. Efekt powinien być podobny.

No właśnie, na jaki efekt tu liczymy? Poza już wcześniej wspomnianymi zaletami płacenia gotówką („psychiczny dyskomfort” płacenia + zachowany związek między zakupem a wydawaniem pieniędzy), mamy tu jeszcze dodatkowy motywator do oszczędzania. Wydając pieniądze od razu widzimy, ile nam jeszcze zostało – w danej kategorii wydatków, czy w danym tygodniu. Jeżeli pieniędzy ubywa zbyt szybko, to dostajemy wczesny sygnał ostrzegawczy, że należy przystopować z wydatkami.

Kiedy jeszcze warto zrezygnować z kart?

Rozważ rezygnację z kart i przejście na płatności gotówkowe jeżeli:

  • chcesz zaoszczędzić dodatkowe pieniądze, ale nie masz pomysłu jakie wydatki można jeszcze przyciąć
  • zrezygnuj z karty kredytowej jeżeli przekraczasz okres bezodsetkowy i swoje zakupy finansujesz wysoko oprocentowanym kredytem
  • rozważ też rezygnację z karty kredytowej jeżeli mieścisz się w okresie bezodsetkowym, ale ze spłatą zadłużenia zawsze musisz czekać do kolejnej pensji (nie masz bieżących środków, którymi mógłbyś sfinansować zakupy)
  • jeżeli ponosisz dodatkowe opłaty związane z korzystaniem z kart
  • jeżeli w erze „po Snowdenie” nie chcesz przekazywać korporacjom danych o swoich zwyczajach zakupowych ;)

Naturalnie, karty nie są jednoznacznie złe. To całkiem przydatne i praktyczne narzędzie. Jednak od czasu do czasu warto rozważyć plusy i minusy jednego i drugiego sposobu płatności i zobaczyć co ma szansę sprawdzić się najlepiej w naszej indywidualnej sytuacji.

Fot. Flickr / Tax_Credits, ollily

Ogólne Polska jest potęgą większą niż Stany Zjednoczone

Przynajmniej jeżeli chodzi o płatności bezgotówkowe.

Z pewnym rozbawieniem przeczytałem ostatnio o tym, że banki w Stanach Zjednoczonych zaczynają wycofywać stare karty płatnicze i zastępują je nowymi, z lepszymi zabezpieczeniami przed nieuprawionym użyciem.

Jakiego typu karty wprowadzają? Jakąś rewolucyjną nowość? Może karty biometryczne, które umożliwiają płatność jeżeli tylko rozpoznają odcisk palca właściciela? Albo coś jeszcze bardziej dalekowzrocznego?

W końcu to USA, Krzemowa Dolina, kolebka nowych technologii… No i przede wszystkim USA to kraj, w którym wszyscy płacą kartami kredytowymi. Przynajmniej tak to można sobie wyobrażać śledząc różne doniesienia zza oceanu i oglądając amerykańskie seriale.

Tymczasem, te pozory okazują się wyjątkowo mylące! Wyobraźcie sobie, że banki w Stanach dopiero teraz (mamy 2014 rok!) odchodzą od kart na podpis! I wprowadzają karty z chipem, zabezpieczone PIN-em. Coś, co w Polsce powszechnie funkcjonuje już od dobrych kilku lat.

To dla USA duża zmiana. Banki muszą wymienić karty milionom swoich klientów. A sprzedawcy powinni zainstalować terminale, umożliwiające płatność kartą z chipem. Przekonanie tych ostatnich może okazać się trudne, toteż pojawiają się pomysły na „zachęcenie” sklepów do instalacji „nowoczesnych” terminali. Na przykład takie: jeżeli w sklepie dokonano nieuprawnionej transakcji kartą na podpis, to odpowiedzialność finansową będzie ponosić nie bank (tak było dotychczas), a sklep który tę kartę przyjął.

Moim zdaniem karta na podpis to najmniej bezpieczny środek płatniczy, który mamy obecnie do dyspozycji. Kasjerzy stosunkowo rzadko sprawdzają czy podpis na karcie zgadza się z tym na potwierdzeniu transakcji. W ten sposób złodzieje mogą zrobić naprawdę duże zakupy. Będą mieli w ręku kartę dużo gorzej zabezpieczoną niż karta z kodem PIN. I pozwalającą na dużo większe zakupy niż karty zbliżeniowe (z limitem do 50 zł na pojedynczą transakcję bez potwierdzenia kodem).

To niesamowite jak Stany są daleko za nami pod względem płatności kartami i – w zasadzie – bankowości w ogóle.

Świetnie kontrastuje z tym ostatnie doniesienie z serwisu Bankier.pl. Z ostatnich danych Visy w Polsce dokonuje się prawie 20 mln transakcji zbliżeniowych. Miesięcznie! Pod tym względem jesteśmy na trzecim miejscu w Europie.

W USA tkwią jeszcze w erze kart na podpis, a my jesteśmy już kilka kroków dalej.

Jak sądzicie, czego to jest kwestia? Tego, że banki same narzucają tego typu produkty (wszak dopiero niedawno banki zaczęły na nowo dawać możliwość zamawiania kart płatniczych bez funkcji płatności zbliżeniowych)? A może jesteśmy otwarci na nowości i chętnie wypróbowujemy nowinki techniczne? A może jest jeszcze jakiś inny powód?

Mi się wydaje, że cokolwiek by nie mówić o bankach, coś w tym pędzie do nowoczesności i wyznaczania przyszłych trendów jest. Pod względem innowacyjności w bankowości jesteśmy w czołówce. I nie mam tu na myśli jedynie kart zbliżeniowych. Spójrzcie na taki mBank – to prekursor bankowości elektronicznej. I to w 100% elektronicznej, gdzie wszystko załatwiało się przez internet (ewentualnie przez infolinię lub poczta, jeżeli trzeba było wysyłać papierowe dokumenty). Bez fizycznych placówek, bez obsługi kasowej.

mBank powstał w Polsce w 2000 roku.

A w Stanach? Pierwszy bank oparty na tym modelu – Simple – został założony w roku 2009.

Źródła: The Verge, Bankier.pl

Fot. Flickr / Sean MacEntee

Ogólne Coin - jedna karta by wszystkimi rządzić?

W Kontomierzu jesteśmy wielkimi fanami rozwiązań, które pozwalają na centralne zarządzanie własnymi finansami. Rozwiązań, które ułatwiają i upraszczają cały proces kontroli własnych pieniędzy. Dlatego też z dużą ciekawością podeszliśmy do projektu Coin, który właśnie zakończył swoją turę finansowania na Kickstarterze.

Na czym to polega? Tak jak w Kontomierzu możesz mieć w jednym miejscu wszystkie swoje rachunki bankowe, tak Coin jest urządzeniem, w którym możesz mieć zapisane wszystkie swoje karty płatnicze (jest też opcja, by zapisać na Coin dane kart lojalnościowych, upominkowych i zniżkowych).

Brzmi ciekawie? O zapotrzebowaniu na taki właśnie produkt dużo mówi historia jego finansowania na Kickstarterze. Swój cel - $50 000, które twórcy zakładali uzbierać w 30 dni, udało się osiągnąć w… 40 minut!

Jak to działa?

Coin to urządzenie wielkości karty kredytowej. Z tyłu ma pasek magnetyczny, a z przodu mały wyświetlacz LCD, na którym pokazuje się informacja jakiej karty właśnie używamy (podobne rozwiązanie – wyświetlacz na karcie płatniczej – wprowadzał też ostatnio Getin). Z przodu urządzenia znajduje się także przycisk do zmiany aktywnej karty.

Coin wykorzystuje moduł Bluetooth Low Energy do łączenia się z aplikacją na telefonie. W aplikacji zapisujesz dane kart, a następnie synchronizujesz je z urządzeniem. I gotowe – można płacić.

Urządzenie może budzić jednak kilka wątpliwości.

Jeżeli postąpimy faktycznie zgodnie z ideą Coin – czyli wszystkie nasze karty zapiszemy do jednej i tylko tę jedną będziemy trzymać w portfelu, to w momencie, gdy ją stracimy, stracimy też jakikolwiek dostęp do pieniędzy. Do momentu aż znajdziemy w domu „właściwe” karty. Zresztą, kradzież karty nie jest jedynym problemem, na który musimy zwrócić tu uwagę. Urządzenie może zwyczajnie odmówić posłuszeństwa bądź terminal może go po prostu nie przyjąć. Więc tak czy inaczej lepiej nosić ze sobą też jakąś zapasową kartę.

Z drugiej strony Coin oferuje bardzo istotne udogodnienie związane z bezpieczeństwem. W momencie, gdy urządzenie zostanie nam skradzione, to wcale nie będziemy musieli dzwonić do banku i zastrzegać kart. Wystarczy, że przestaniemy synchronizować karty między aplikacją i urządzeniem. Dla złodzieja Coin będzie wówczas bezwartościowym kawałkiem elektroniki. Nie wspominając o tym, że pewnie mało który złodziej w ogóle by wiedział jak obsługiwać Coin.

Tylko, że obsługa może być problemem nie tylko dla złodziei. To byłby także z pewnością niecodzienny widok wśród kasjerów w sklepach – więc pewnie często padałyby pytania o dane właściciela na karcie oraz podpis na odwrocie (choć z praktyki wiem, że w sumie, to mało kto zwraca na to uwagę – a szkoda!).

Wysyłka Coin do użytkowników ma rozpocząć się tego lata. Cena urządzenia to $50 + $5 za wysyłkę.

Jestem ciekaw czy takie urządzenie przyjęłoby się w Polsce. Niby tu i ówdzie można przeczytać, że jesteśmy wręcz światowymi liderami w przyjmowaniu nowych technologii w bankowości. Takie stwierdzenia pojawiają się szczególnie często w kontekście PayPass i płatności zbliżeniowych.

Tylko, że popularność tego rozwiązania nie wynika raczej z tego, że my – konsumenci lubimy w Polsce takie nowinki techniczne, ale z faktu, że banki wręcz wymuszają na nas takie rozwiązanie. I właściwie każda nowa karta wydawana do konta to karta z czujnikiem zbliżeniowym. Ten brak wyboru opcji „nie zbliżeniowej” budzi zresztą ostatnio uzasadniony opór.

A jak Wy uważacie – czy taka technologia jak Coin jest przydatna? I czy miałaby szanse przyjąć się w Polsce?

Tęsknię za czasami, gdy oferty kont osobistych były proste i przejrzyste. Darmowe konto, przelewy, karta do konta bez opłat. I tyle! Bank zarabia na obracaniu pieniędzmi, które trzymane są na ROR i rachunku oszczędnościowym i nie prosi, bym mu jeszcze do tego dopłacał. Dopiero gdy wyjść ponad te podstawowe rzeczy, bank zaczynał pobierać swoje prowizje.

Tymczasem teraz w większości banków niemal każda podstawowa operacja jest opatrzona jakimiś gwiazdkami. A wszelkie dodatkowe udogodnienia i korzyści obwarowane są coraz to bardziej wymyślnymi warunkami.

Nie chcesz płacić za konto (lub przynajmniej płacić mniej niż kilkanaście złotych miesięcznie)? Przelewaj pensję w ustalonej wysokości, trzymaj w banku kilkanaście tysięcy oszczędności lub zadłuż się na kilka tysięcy.

Chcesz by karta do konta była darmowa? Rób nią zakupy na kilkaset złotych co miesiąc. Jeżeli karta była ci potrzebna tylko do wypłaty gotówki z bankomatu, to będziesz musiał za nią płacić.

Chcesz założyć konto oszczędnościowe? Uważaj na oprocentowanie progresywne (drobne oszczędności oprocentowane są nisko, a procenty „z reklam” zaczynają się dopiero od większych kwot trzymanych w banku). I załóż przy okazji ROR. Płatny.

Jak nie naciąć się na takie dodatkowe opłaty i warunki?

Więcej czasu i uwagi

Przy zakładaniu konta daj sobie więcej czasu. Przeczytaj dokładnie umowę, taryfę opłat i wszelkie dodatkowe regulaminy, które mogą towarzyszyć produktom, o które wnioskujesz w banku. Nie pakuj się w nic, czego nie rozumiesz – jeżeli coś jest niejasne, to zapytaj na infolinii lub w oddziale.

Możesz polegać na innych, ale przede wszystkim ufaj sobie. Recenzja danego konta na blogu finansowym może być wyczerpująca, rzetelna i napisana w dobrej wierze, ale po miesiącu może być już nieaktualna – bank mógł w międzyczasie zmienić ofertę. Nie polegaj w 100% też na pracownikach banku – zdarzają się przypadki, że i oni sami nie rozumieją zawiłości regulaminów produktów, które sprzedają, a i też co jakiś czas pojawiają się historie o celowym wprowadzaniu klienta w błąd (ale to najczęściej dotyczy produktów inwestycyjnych).

Dlatego wszystkie ważne informacje sprawdzaj samodzielnie.

Bądź na bieżąco z komunikatami z banku

Zakładka „wiadomości” w systemie transakcyjnym to bardzo rzadko odwiedzane miejsce. Najczęściej przychodzą tam różne „fantastyczne” oferty kredytów i innych pożyczek, a czasem nawet zwykłe reklamy! Na przykład Alior Bank co chwila zarzuca mnie jakimiś promocjami na doładowania komórek pre-paid. Zupełnie bez sensu.

A gdzieś między całym tym spamem bank przemyca ważne komunikaty. A to zmieniły się podstawowe opłaty. Albo warunki do zwolnienia z opłat za konto czy kartę (np. wzrósł limit minimalnych miesięcznych wpływów lub comiesięczne zakupy kartą muszą być większe). Albo spadło oprocentowanie moich oszczędności lub wzrosło oprocentowanie mojej karty kredytowej.

Jeżeli nie chcesz, by nagle zaskoczyły cię jakieś dodatkowe opłaty, to niestety musisz na bieżąco przeglądać komunikaty z banku. Najczęściej pojawiają się one z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, więc jest czas na to, by się dostosować. Lub zmienić bank.

Sprawdź, czy to tylko promocja

Podobnie jak w przypadku sieci komórkowych, nowi klienci często mają lepiej. Ale na krótko.

Jeżeli to twój pierwszy kontakt z danym bankiem, to na zachętę możesz otrzymać np. ofertę bardzo atrakcyjnej lokaty (w dzisiejszych warunkach „bardzo atrakcyjne” to 5-7%). Ale tylko na 2-3 miesiące. I na stosunkowo małą kwotę, np. kilka tysięcy.

Wiele banków utrzymuje oprocentowanie swoich kont oszczędnościowych jako „oprocentowanie promocyjne”. W promocji, której regulamin może się w każdej chwili zmienić.

Inne banki, np. BGŻ, na stałe wiążą swoje podstawowe konta z premiowym programem promocyjnym.

Promocje oczywiście nie są z definicji złe – o ile znasz ich regulamin i rozumiesz zasady.

Jeżeli coś jest za dobre, by było prawdziwe…

… to zwiększ czujność i poszukaj dodatkowych haczyków.  Niemal na pewno jakieś znajdziesz.

W przypadku podstawowych produktów bankowych, dzisiejszy rynkowy standard wygląda mniej-więcej tak:

  • konto osobiste z miesięczną opłatą do ok. 10 zł, z możliwością zwolnienia/obniżenia opłaty pod określonymi warunkami (np. regularne wpływy)
  • karta do konta z miesięczną opłatą ok. 2-8 zł, z możliwością zwolnienia/obniżenia opłaty pod kolejnymi warunkami (np. miesięczny minimalny limit transakcji bezgotówkowych – na określoną kwotę lub liczbę transakcji)
  • oprocentowanie oszczędności na 3-4% brutto w skali roku
  • darmowe przelewy internetowe
  • darmowy dostęp do bankowości internetowej

Jeżeli coś mocno wychodzi poza ten standard, to warto się takiej ofercie bardzo dokładnie przyjrzeć w poszukiwaniu ukrytych opłat i warunków lub np. ograniczeń czasowych.

Który bank, Waszym zdaniem, ma dziś najbardziej przejrzystą ofertę?

Fot. Flickr / thinkpanama

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies