Filtrowanie wszystkich postów po tagu "konta." Wyczyść filtr

Co brać pod uwagę przy wyborze któregoś z bankowych produktów depozytowych? I czy naprawdę liczy się tylko oprocentowanie?

Największy problem, jaki mam z lokatami i kontami oszczędnościowymi, to zgromadzenie pieniędzy, które mógłbym na nie włożyć :). Bo poza tym, to naprawdę bardzo proste produkty. Można je znaleźć niemal w każdym banku i w większości przypadków funkcjonują one na podobnych zasadach.

Bankowe depozyty to fajne miejsce dla pierwszych oszczędności. Ryzyko jest małe, płynność stosunkowo duża (zwłaszcza w przypadku kont oszczędnościowych) i przy odrobinie wysiłku można znaleźć takie rozwiązania, które dadzą choćby niewielką przewagę nad inflacją. A to już coś.

Konta oszczędnościowe – kiedy ROR to za mało

Konto w banku do przede wszystkim ROR. Ale są też wyspecjalizowane produkty, które kosztem pewnych ograniczeń, pozwalają pieniądzom lepiej pracować. To konta oszczędnościowe.

Na samym ROR wiele nie zarobisz. To konto do robienia przelewów, płacenia rachunków, bieżących rozliczeń, otrzymywania pensji i obsługi pozostałych usług finansowych w banku. Natomiast wbrew nazwie, rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy do oszczędzania nie służy.

Praktycznie w każdym przypadku, jeżeli chodzi o oprocentowanie, to konto oszczędnościowe wygrywa z ROR-em. Jedyny przypadek, w którym ROR zarabia więcej niż konto oszczędnościowe, to promocje.

Jeżeli masz już konto w danym banku, to do założenia rachunku oszczędnościowego wystarczy kilka klików. Żadnych dodatkowych umów (wszystko powinna załatwiać umowa ramowa z bankiem), dokumentów, potwierdzeń… No i prowadzenie takiego rachunku jest zwykle bezpłatne.

Nie musisz się też ograniczać do jednego rachunku. W jednym banku możesz mieć kilka kont oszczędnościowych (każdy bank ma inny limit, zazwyczaj w przedziale 2-5). Ja nie lubię, gdy wszystkie moje oszczędności są w jednym miejscu, na jednym koncie i nie wiem dokładnie ile na jaki cel mam odłożone. Dlatego na każdym koncie oszczędnościowym trzymam środki przeznaczone na co innego.

Oszczędności średnio- i krótkoterminowe

No właśnie, przeznaczenie środków na różnych kontach oszczędnościowych. Ja stosuję u siebie taki system, że mam oddzielne konto na każdy z krótko- i średnioterminowych celów, które mam zaplanowane w swoich finansach.

Pamiętam, że co roku są Święta Bożego Narodzenia (a wiele osób przypomina sobie o tym dopiero w połowie grudnia). Od kilku lat zapisuję swoje wydatki, więc wiem na co przygotować swój budżet. I tyle staram się do grudnia odłożyć na koncie oszczędnościowym.

Mam nadzieję, że za jakieś 8-7 miesięcy Apple pokaże nowego iPada mini z Retiną i pewnie będę chciał go kupić tuż po premierze. Więc od dziś na jednym ze swoich kont oszczędnościowych będę odkładał po 200 zł miesięcznie właśnie na ten cel.

Pewnie sam masz podobne wydatki, o których wiesz, że nastąpią w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Święta, ubezpieczenie samochodu, nowy zestaw podręczników szkolnych dla dziecka, nowy komputer…

Według mnie, konta oszczędnościowe zostały stworzone właśnie dla takich celów. Dla oszczędzania na wydatki, które będą miały miejsce za kilka-kilkanaście miesięcy oraz na takie wydatki, które nie idą w dziesiątki tysięcy, tylko w kilkaset złotych lub kilka tysięcy złotych. Tak, aby przez najbliższe miesiące można było ten cel oszczędnościowy zrealizować.

Masz inny pomysł na wykorzystanie kont oszczędnościowych? Proszę, podziel się nim w komentarzu!

Płynność, głupcze!

Konta oszczędnościowe w tym lepsze są od lokat, że oferują większą płynność. W każdej chwili możesz zasilić konto – bez konieczności zakładania nowego produktu finansowego w banku, nowej lokaty.

W każdej chwili możesz też wypłacić środki. Ale tutaj dwie ważne uwagi!

Po pierwsze, z kont oszczędnościowych nie warto robić przelewów zewnętrznych, do innych banków. Takie przelewy są najczęściej płatne i kosztują tyle, że to po prostu się nie opłaca – taki przelew neguje całą „pracę” naszych oszczędności. Banki zdecydowanie nie chcą, byś traktował konto oszczędnościowe jako rachunek do bieżących rozliczeń. Jeżeli chcesz przelać pieniądze na zewnątrz, to zawsze lepszą drogą jest przelew wewnętrzny na ROR, a dopiero potem do innego banku.

Druga rzecz to właśnie przelewy wewnętrzne, w ramach banku, w którym masz konto oszczędnościowe.  Tu też nie ma pełnej dowolności.

Trzeba brać pod uwagę to, jak funkcjonują banki. Potrzebują one naszych pieniędzy, depozytów, do bieżącego funkcjonowania. W ich interesie jest, abyśmy trzymali w bankach pieniądze jak najdłużej (i jak najtaniej dla banków).

Zresztą, wystarczy przypomnieć, że długość depozytów była jedną z osi konfliktu między KNF a bankami – KNF twierdziła, że banki nie utrzymują właściwej równowagi między kredytami (gdzie duży, jeżeli nie największy, udział mają wysokie kredyty hipoteczne, często brane na kilkadziesiąt lat), a lokatami (gdy u szczytu popularności były krótkie „lokaty jednodniowe”). Wkrótce potem musieliśmy pożegnać się z naszymi ulubionymi „lokatami antybelkowymi”.

Ale wracając do kont oszczędnościowych… Bank nie może pozwolić sobie na to, byśmy mogli wyprowadzać pieniądze z produktów depozytowych bez żadnych konsekwencji kiedy tylko nam się zamarzy. Gdyby tak było, banki znów sprowadziłyby na siebie gniew KNF, a poza tym byłoby to dla nich kompletnie nieopłacalne (na blogach finansowych na pewno pojawiłyby się od razu opisy systemów jak zoptymalizować swoje konta, tak aby wszelkie nadwyżki zawsze automatycznie lądowały na koncie oszczędnościowym, a n ROR pojawiały się tylko gdy będzie taka potrzeba).

Stąd ograniczenie, które możemy znaleźć w większości banków: bezpłatny jest tylko pierwszy przelew wewnętrzny w danym miesiącu. Kolejne, zależnie od banku, w którym masz konto – 1 zł, 5 zł, 10 zł... To sprawia, że nie opłaca się często sięgać po takie oszczędności. A już na pewno nie warto stosować kont oszczędnościowych do codziennych rozliczeń.

Jednak mimo tych ograniczeń (nieopłacalne przelewy zewnętrzne, ograniczone przelewy wewnętrzne) konta oszczędnościowe i tak oferują większą płynność niż lokaty. Zresztą, w podbramkowej sytuacji można przełknąć te 1 zł czy 5 zł opłaty za dodatkowy przelew. To pewnie i tak mniejsza strata niż np. zrywać półroczną lub roczną lokatę, zwłaszcza pod koniec jej trwania, i stracić odsetki.

Oczywiście za tę płynność płacimy. Konta oszczędnościowe są najczęściej gorzej oprocentowane niż lokaty. W typowym banku ta „progresja oprocentowania depozytów” wygląda tak:

  • Najniższe oprocentowanie ma ROR (0% lub bardzo blisko)
  • Średnie oprocentowanie można znaleźć na kontach oszczędnościowych (w dobrych bankach można nawet znaleźć oferty powyżej inflacji)
  • Oszczędności najlepiej pracują na lokatach (za dobrą ofertę można uznać lokatę z oprocentowaniem przewyższającym inflację o 2 punkty procentowe)

Każdy z tych produktów działa trochę inaczej i warto go wykorzystywać do nieco innych celów. W domowych finansach znajdzie się miejsce i dla ROR, i dla konta oszczędnościowego, i dla lokaty.

Fot. Flickr / 401K 2012

Ogólne Szukasz konta dla siebie? Zobacz, co wziąć pod uwagę!

  • 6 listopada 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

Zacznę od zupełnie oczywistej rzeczy. Oferta kont na polskim rynku jest ogromna – szukając konta osobistego dla siebie mamy do wyboru dosłownie kilkadziesiąt różnych opcji. Każda ze swoją taryfą opłat i prowizji, regulaminem, indywidualnymi promocjami.

I jakby tego było mało, to praktycznie w każdym tygodniu coś się na tym rynku zmienia. Jeden bank modyfikuje oprocentowanie depozytów na ROR, inny dodaje nowe warunki korzystania z konta, a kolejny właśnie rusza z nową promocją i zaczyna oferować atrakcyjne bonusy.

Jest jeszcze jedno utrudnienie. Ostatnio banki coraz częściej i coraz śmielej stawiają klientom warunki. Zobowiązanie do przelewania pensji, konieczność wykonywania określonej liczby transakcji kartą debetową, utrzymywanie odpowiedniego salda na koncie – to tylko kilka przykładów. Niespełnienie tych warunków najczęściej kończy się jakąś kilkuzłotową opłatą.

Banki coraz bardziej chcą przywiązać nas do siebie na stałe i najlepsze oferty zachowują dla tych, co zdecydują się mieć w tym banku swoje główne konto. Powoli kończy się era, w której mogliśmy mieć po kilka darmowych kont w różnych bankach, tak „na wszelki wypadek”. Teraz, jeżeli nie korzystasz z konta, to będziesz za nie płacić.

Tym samym decyzja, którą podejmujemy przy wyborze konta dla siebie, staje się o wiele ważniejsza niż dotychczas. Jak więc dokonać dobrego wyboru?

Dla mnie osobiście liczą się dwie rzeczy:

  • Wynik finansowy, którym kończą się moje kontakty z bankiem
  • Wygoda z codziennego korzystania

Wynik finansowy - ile zarobię na tym koncie?

W kontaktach z bankiem chcę wychodzić na plus: zarabiać na lokatach (ponad inflację), nie płacić za podstawowe usługi bankowe (lub płacić jak najmniej) i łapać się na poszczególne bonusy dołączane do konta.

Z grubsza, to ile można zarobić na korzystaniu z usług bankowych, pokazuje nasz ranking kont (jest już listopadowa edycja!). Wszystkie taryfy opłat i prowizji banków, które analizujemy, sprowadzamy właśnie do tego jednego najważniejszego wskaźnika: wyniku finansowego. Ile zarobisz i ile zapłacisz bankowi.

To oczywiście trochę się zmienia w zależności od tego, jak intensywnie korzystasz z rachunku. Jeżeli często robisz przelewy przez internet, a w danym banku przelewy akurat są płatne, to oczywiście korzystanie z takiego konta będzie dla Ciebie odpowiednio bardziej kosztowne. Stąd różne profile, np. dla przeciętnego klienta, dla aktywnego klienta, dla osoby nastawionej na oszczędzanie…

Ale na tym historia się nie kończy.

Nasz ranking z zasady nie bierze pod uwagę czasowych promocji. A te potrafią być bardzo korzystne, trwać nawet kilka miesięcy lub mogą w ogóle być na stałe przywiązane do konta.

Promocja „Oszczędzam na rachunkach” w Credit Agricole zapewnia 10% zwrotu wartości domowych rachunków przez kolejne 5 miesięcy. Cashback w Alior Sync (uwaga na ograniczenie wchodzące w życie z początkiem nowego roku!) zaszyty jest w regulaminie konta jako „program lojalnościowy”. Bonus do pensji wypłacany w „Koncie z premią” w BGŻ to też promocja, praktycznie na stałe przypisana do konta (bank tylko od czasu do czasu zmienia warunki tej promocji).

Przykładów znaleźć można jeszcze co najmniej kilka. Fajnie, że banki wychodzą z nowymi pomysłami na uatrakcyjnienie oferty. No bo ile można mówić o darmowych przelewach czy braku opłaty za wydanie karty debetowej. Tym bardziej, że każda taka promocja to okazja do tego, by – dzięki bankowi – wygenerować jakieś dodatkowe oszczędności w domowym budżecie.

Tyle, że – no właśnie – owo „bogactwo” promocji trochę utrudnia analizę rynku. Gdy banki ścigały się na ścinanie opłat, wszystko było proste. W banku A trzeba płacić 8 zł za konto, w banku B opłaty nie ma – każdą pozycję z TOiP można było wziąć i porównać z innymi. Teraz nie jest to już takie proste.

Każda promocja jest inna. Nawet patrząc na wyżej wymienione przykłady: w jednej obniżysz sobie rachunki za internet, telefon czy wodę, w innej zyskasz, gdy będziesz często kupować przez internet, a w kolejnej największe korzyści osiągniesz, jeżeli na Twoje konto w miesiącu przychodzi co najmniej jeden duży przelew.

A na tym kreatywność banków przecież się nie kończy, bo są jeszcze zwroty wydatków na paliwo (Meritum) i zakupy spożywcze (Millenium), jest mSaver i masa innych rzeczy, każda inna.

To nie są oferty, które można łatwo porównać.

Jak więc dojść do tego, która oferta jest najlepsza? Taryfy opłat i prowizji to podstawa i od tego – niezależnie od wszelkich promocji – warto zacząć. Natomiast wszelkie bonusy trzeba już analizować w kontekście własnej, indywidualnej sytuacji.

I tu bardzo przydaje się prowadzenie domowego budżetu, najlepiej w Kontomierzu :). Z archiwalnych danych możesz wtedy wyciągnąć wpływy i wydatki za poprzedni miesiąc (lub inny dowolny okres) i przyłożyć to do warunków wybranej promocji. Taka analiza pozwoli Ci stosunkowo szybko (i trafnie!) odpowiedzieć na pytania:

  • Czy wydajesz wystarczająco dużo na zakupy spożywcze, by opłaciło Ci się konto w Millenium?
  • Czy robisz zakupy w internecie na tyle często, by w ogóle zawracać sobie głowę cashbackiem w Syncu?
  • Ile będziesz mógł wyciągnąć z promocji Credit Agricole, gdy przedstawisz im swoje rachunki za wodę, internet, telefon, gaz i prąd?

Prowadzenie budżetu domowego to nie tylko kontrola wydatków. To także istotna pomoc w podejmowaniu ważnych finansowych decyzji. Gromadzenie danych o własnych wpływach i wydatkach daje wiedzę, która naprawdę często się przydaje i pozwala podejmować trafne decyzje.

Na koniec, skoro mowa o promocjach ,to każda z nich ma swój regulamin, ograniczenia i warunki, które trzeba spełnić, by wziąć w niej udział. Regulamin promocji to kolejna, obok TOiP, lektura obowiązkowa przed założeniem konta w wybranym banku.

Wygoda w codziennym korzystaniu

Wygoda to kryterium, którego już w ogóle nie da się zmierzyć.

System transakcyjny to ekstremalnie ważna rzecz, zwłaszcza w przypadku konta, które ma być Twoim głównym rachunkiem. Głównym, więc często będziesz robić z niego przelewy, będziesz robić zakupy z kartą tego banku (więc będziesz sprawdzać wyciągi z karty w internecie), wpiszesz w system odbiorców stałych, czyli pewnie dostawców internetu, prądu, spółdzielnię itp.

To będzie konto, na które codziennie lub prawie codziennie będziesz się logować. Więc lepiej, byś za każdym razem nie musiał zaciskać zębów przebijając się przed brzydki, niepraktyczny lub przestarzały system transakcyjny.

Jak sprawdzić, czy bank będzie Ci pod tym względem pasować? Są chlubne przykłady banków, które udostępniają wersje demonstracyjne swoich kont. Oto kilka z nich:

Na tej podstawie można już jakoś ocenić jak będzie się współpracowało z danym bankiem.

--

Oferta banków robi się coraz bardziej indywidualna. Nie można jednoznacznie wskazać: "to jest najlepszy bank". Dla każdego "najlepszy" oznacza co innego, bo kryteria zrobiły się o wiele bardziej subiektywne. Od oceny systemu transakcyjnego, po dopasowanie warunków konta do własnego budżetu domowego.

Przy wyborze trzeba się więc trochę bardziej namęczyć, ale dzięki temu można zapewnić sobie większe korzyści.

Fot. Flickr / Images_of_money

Ogólne Festiwal podwyżek w bankach... a to jeszcze nie koniec!

  • 9 października 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comments

Sytuacja na rynku produktów bankowych, a szczególnie w segmencie, który najbardziej nas interesuje – kont osobistych – wciąż się zmienia. Zawsze miło jest nam przekazywać informacje o nowych ofertach, promocjach i podwyżkach oprocentowania depozytów.

Jednak w ostatnich miesiącach rynek zmienił kierunek. Zamiast udogodnień, obniżek – dostajemy podwyżki i nowe opłaty. Banki, które kiedyś płaciły po 100 zł za otworzenie konta, dziś sięgają do naszych kieszeni.

Ostatnio podwyżki opłat za podstawowe rachunki wprowadziły lub zakomunikowały co najmniej trzy banki – Citi, Kredyt Bank i Alior Bank (zmiany wchodzą w życie od początku listopada).

W Aliorze podwyżki są chyba najbardziej bolesne i zagmatwane. Bank nie tylko wprowadza nowe opłaty i podwyższa stare, ale ogólnie czyni całą tabelę opłat i prowizji mniej czytelną. Od listopada, w zależności od tego jak korzystasz z konta osobistego (i różnych produktów finansowych dookoła niego) możesz co miesiąc zostawiać bankowi od 0 zł do nawet 25 zł!

Wielkość opłat zależy w głównej mierze od tego, czy aktywnie korzystasz z konta czy nie. W Aliorze nazywa się to warunkiem „głównego banku” (wyjaśnienie tutaj). W skrócie: jeżeli przelewasz na konto swoje wynagrodzenie lub trzymasz oszczędności/inwestycje o wartości powyżej 10 tys. zł, to masz w banku taryfę ulgową.

Jak prezentują się opłaty wprowadzane od listopada?

Opłata za prowadzenie konta osobistego – nowość. Wcześniej było 0 zł. Teraz będzie 8 zł, chyba, że spełniasz warunek „głównego banku”.

Opłata miesięczna za kartę debetową – zostaje po staremu. 9 zł dla nieaktywnych klientów, 5 zł dla tych, dla których Alior jest „głównym bankiem”.

Opłata miesięczna za kartę kredytową – podwyższona do 8 zł. Można zostać z niej zwolnionym, jeżeli wykonujesz co najmniej 4 transakcje bezgotówkowe w miesiącu.

No i teraz konto może być całkiem darmowe, jeżeli przelewasz na nie pensje lub trzymasz tam oszczędności, ale nie masz żadnej karty (kredytowej ani debetowej). Tak może wyglądać np. sytuacja osoby, która ma w Aliorze konto osobiste połączone z rachunkiem maklerskim, gdzie trzyma akcje i certyfikaty o wartości co najmniej 10 tys. zł.

Możesz płacić 5 zł, jeżeli jesteś aktywnym klientem, masz kartę debetową i kartę kredytową, z której aktywnie korzystasz.

W najgorszym przypadku bank zażąda co miesiąc 25 zł! Od klientów z kartą debetową, kartą kredytową i kontem, z którego nie korzystają.

Bank w ten sposób próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony – czyści swój portfel  klientów, zniechęcając opłatami tych nieaktywnych. W interesie banku jest to, aby klienci korzystali jak najczęściej z największej gamy produktów: niech mają osad na koncie, niech płacą kartami w sklepach (z czego bank ma wyraźne korzyści).

Z drugiej strony – taki ruch można odczytać jako pompowanie wyniku finansowego pod ewentualną sprzedaż banku.

Dla banku to same korzyści. A co to oznacza dla nas, klientów?

Jeżeli jesteś aktywnym klientem Aliora, to Twoja sytuacja praktycznie się nie zmienia. Natomiast przed ważną decyzją (w końcu chodzi o nawet 12x25zł=300zł rocznie!) stoją osoby, które z konta osobistego w Aliorze korzystały rzadko, mają je „na wszelki wypadek” lub zapomniały o nim w momencie, w którym bank wypłacił im premię za otwarcie konta.

Wyjścia są trzy:

  • spełnić warunek „głównego banku” i związać się silniej z Alior Bankiem,
  • zmienić konto osobiste na „Konto Alior Rachunki bez opłat” – bez opłaty za prowadzenie rachunku, bez miesięcznej opłaty z kartę (zamiast tego: opłata za wydanie karty 10 zł) i dostęp tylko do wybranych bankomatów (Euronet, Cash4Yyu, Alior),
  • zamknięcie konta.

Czy klienci pozostałych banków są bezpieczni? Niekoniecznie!

Podwyżki w Citi, Kredyt Banku i Aliorze to być może tylko wstęp i otwarcie furtki do podwyżek w kolejnych bankach. Pretekst do wprowadzania kolejnych opłat jest na wyciągnięcie ręki. Mianowicie, chodzi o regulację opłat intercharge, czyli „prowizji”, którą płacą właściciele sklepów od każdej transakcji bezgotówkowej w ich terminalach.

Te opłaty w Polsce są wysokie, znacznie wyższe niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Europejska średnia to 0,7%. U nas – 1,7%. Średnio tyle sprzedawca musi sobie odjąć od marży przy każdym zakupie bezgotówkowym. W jeszcze gorszej sytuacji są właściciele małych sklepów, gdzie opłaty te sięgają nawet 3%!

Do walki o obniżki tych opłat stanął Narodowy Bank Polski wraz z Ministerstwem Finansów, a ostatnio włączają się w to politycy różnych partii. I choć kompromisu nadal nie ma, a – jak to bywa z politykami – o wspólny, rozsądny projekt trudno, to kierunek został wytyczony: opłaty mają być mniejsze i bardziej zbliżone do unijnej średniej.

Na pierwszy rzut oka: fajnie, może nawet dzięki temu odrobinę spadną ceny w sklepach. Z tym, że w bankach nic nie ginie, a już na pewno nie opłaty. To, co banki stracą na niższych opłatach intercharge pobieranych od sprzedawców, z pewnością odbiją sobie w inny sposób. A najłatwiej będzie wprowadzić dodatkowe opłaty dla właścicieli kart i zabrać im dotychczasowe bonusy (np. cashback).

Dlatego teraz, niezależnie od tego, gdzie masz konto, warto być szczególnie czujnym i przynajmniej raz w miesiącu przeglądać komunikaty banków. Informacje o podwyżkach powinny być na stronach internetowych banków, a dodatkowo dołączane do przesyłanych wyciągów lub wysyłane mailowo. Przeoczenie takiej informacji może w przyszłości dużo kosztować!

Fot. Flickr / epSos.de 

Ogólne Konto oszczędnościowe czy lokata?

  • 4 czerwca 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

Gdzie trzymać oszczędności? Często zadawałem sobie to pytanie mając tylko tyle środków, że w grę wchodziła praktycznie tylko jedna opcja.

Nawet mając niewiele oszczędności warto się zastanowić i przejrzeć dostępne oferty, by wyciągnąć z tych pieniędzy jak najwięcej. I nawet nie chodzi o to, by w banku X zarobić kilka groszy miesięcznie więcej niż w banku Y. Raczej po to, by wyrobić sobie dobry nawyk zarządzania finansami osobistymi.

Im większe oszczędności, tym większe znaczenie ma oprocentowanie i tym bardziej boli trzymanie oszczędności w miejscach, które dają zysk mniejszy niż inflacja. Moim zdaniem warto jak najwcześniej zacząć przeglądać dostępne oferty pod katem najlepszych parametrów i dopasowania do własnego stylu zarządzania finansami.

Wiem, że mi to bardzo pomogło i nauczyło szacunku do każdej złotówki.

A teraz do rzeczy. Masz ten pierwszy tysiąc (lub kilka) i zastanawiasz się, co z nim zrobić, by wyjść na tym jak najlepiej.

Uważam, że dla takich pierwszych oszczędności najlepsze są bezpieczne, bankowe depozyty. Inwestowanie i bardziej ryzykowne instrumenty można wziąć pod uwagę, gdy ten cały osobisty system finansowy się już ustabilizuje (a dobrym znakiem takiej stabilizacji, jest odpowiedni fundusz awaryjny).

Dobrą podpowiedzą przy budowaniu takiego osobistego systemu finansowego jest nasz najnowszy ranking kont osobistych.

W każdym razie – do wyboru zostają praktycznie dwa produkty: konta oszczędnościowe i lokaty. ROR-ów nie biorę pod uwagę, bo najczęściej są nisko oprocentowane (jeżeli w ogóle) i generalnie powinny służyć do bieżących rozliczeń, a nie do gromadzenia oszczędności.

Kilka rzeczy, które warto wziąć pod uwagę:

Horyzont czasowy. Proste pytanie: kiedy będziesz potrzebować tych pieniędzy? Jeżeli w ciągu najbliższych 1-2 miesięcy lub nawet „w każdej chwili”, to wybierz kont oszczędnościowe.

Także w przypadku, gdy są to pieniądze „na czarną godzinę”, przeznaczone na nagłe, niespodziewane wydatki. Wtedy będziesz potrzebować szybkiego dostępu do tych pieniędzy. Przy zrywaniu lokat banki dają sobie 1 dzień roboczy na zwrot środków, więc konto oszczędnościowe ze stałym dostępem do pieniędzy jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem.

Natomiast jeżeli przewidujesz, że w najbliższym czasie nie będziesz potrzebować tych pieniędzy, to wybierz lokatę. Te z reguły są lepiej oprocentowane.

Płynność. Czy otrzymujesz wypłatę regularnie? Czy twoje wpływy na konto są przewidywalne? Jeżeli tak, to świetnie – nie musisz się martwić o to, by zawsze mieć pod ręką rezerwę na wypadek utraty płynności.

Za to jeżeli pieniądze dostajesz nieregularnie, często żyjesz od „pierwszego do pierwszego”, a twój budżet domowy dopina się dosłownie „na styk” – bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie konto oszczędnościowe.

Cel oszczędności. Na co oszczędzasz? To pytanie jest też mocno związane z horyzontem inwestycyjnym. Jeżeli celem twoich oszczędności są duże wydatki, odległe w czasie (wkład własny na mieszkanie, samochód), to lepiej rozejrzeć się za jakimiś fajnymi lokatami. A jeżeli odkładasz oszczędności na sierpniowy urlop, to lepsze będzie konto oszczędnościowe.

Ja w tym momencie biorę pod uwagę jeszcze jedną rzecz. Jeżeli mam ustalone kilka krótko- i średnioterminowych celów finansowych, to chcę mieć we wszystkim porządek. Nie chcę by pieniądze na letni wyjazd mieszały mi się ze środkami, które odkładam na nowy komputer. Dlatego często korzystam z kont oszczędnościowych, które pozwalają na wpisanie dodatkowego opisu lub nazwy konta. Za tę drobną wygodę jestem nawet w stanie „zapłacić” nieco niższym oprocentowaniem.

Oprocentowanie. Te wszystkie powyższe rozwiązania mają sens w sytuacji, gdy oprocentowanie lokat utrzymuje się powyżej typowego oprocentowania kont oszczędnościowych. I tak jest zazwyczaj – konta oszczędnościowe dają zarobić średnio o 1-2 punkty procentowe mniej niż lokaty. Banki w ten sposób rekompensują sobie fakt, że w każdej chwili możesz wypłacić pieniądze lub przenieść się do innego banku.

Tymczasem dzisiaj mamy akurat taką sytuację, że niektóre konta oszczędnościowe dorównują, lub nawet przewyższają najlepsze lokaty. Tak jest z kontem w dbNET (8,1% brutto) i BGŻ Optima (6,5% brutto). Oba te konta mają swoje haczyki (dostępność dla nowych klientów, tylko nowe środki) i niedogodności (taki-sobie system transakcyjny, niewygodny token), ale niewątpliwą zaletą jest to, że łączą w sobie bezpośredni dostęp do środków z atrakcyjnym oprocentowaniem.

Fot. Flickr / Images_of_Money. 

Wypoczęci po Świętach? No to czas wrócić do porządkowania swoich finansów domowych…

To trzecia część serii o gruntownym przeglądzie swoich produktów finansowych. W poprzednich częściach czyściliśmy pozostałości po erze antybelek oraz porządkowaliśmy posiadane lokaty.

Tym razem chodzi o to, by odchudzić swój portfel. Ale nie przez wyrzucanie drobniaków (choć to też się przyda), ale przez pozbywanie się kart kredytowych i debetowych, których już od dawna nie używasz.

I przy okazji – kont bankowych, do których te karty są przypisane.

Takie zapomniane konta, karty i inne produkty finansowe to miejsce, w którym bardzo łatwo nadziać się na jakąś opłatę lub prowizję.

To działa w bardzo prosty sposób. Nie używasz takiego konta, zapominasz o nim. W związku z tym nie śledzisz dokładnie wiadomości od banku, nie wiesz o zmianach w taryfie opłat i prowizji.

W pewnym momencie zaczynają się zmiany, które dotyczą Twojego konta. To, które było wcześniej darmowe – teraz jest darmowe pod warunkiem przelewu wynagrodzenia. Karta do konta, która wcześniej kosztowała 0 zł, teraz ma dodatkową opłatę, z której można być zwolnionym po zrobieniu nią zakupów za 100 zł.

Bank zaczyna naliczać opłaty.

To mogą być nawet drobne kwoty. Kilka złotych miesięcznie za konto, kolejne kilka za kartę.

Na koncie już od dawna nie trzymasz żadnych pieniędzy (inaczej pewnie byś o nim pamiętał), więc na rachunku pojawia się debet.

Ten problem nie istnieje, jeżeli automatycznie importujesz dane swoich kont do Kontomierza. Aplikacja zwraca uwagę na pobrane opłaty wysyłając alert.

Przez pierwsze kilka miesięcy nic się nie dzieje. Bank po prostu generuje wyciągi z coraz wyższym debetem. Pierwszego miesiąca -9 zł, drugiego -18 zł, kolejnego -27 zł – i tak dalej.

Teraz wyobraź sobie, że ten proceder trwa kilka-kilkanaście miesięcy.

W końcu to bank przypomina sobie o Tobie. Oprócz naliczonej opłaty za konto dolicza karę za debet. W grę wchodzą także dodatkowe opłaty za wysyłane monity.

W ten sposób, całkiem nieświadomie, stajesz się dłużnikiem banku.

Konto lub karta, z których nie korzystałeś ani razu przez ostatni rok, nagle kosztują Cię kilkaset złotych!

Lepiej uniknąć takiego scenariusza, prawda?

Dlatego poświęć chwilę na przypomnienie sobie, z jakich produktów bankowych korzystałeś kiedyś, ale dziś nie są Ci już potrzebne. Tylko po prostu zostawiłeś je aktywne „na wszelki wypadek”.

Zwłaszcza, że pewnie jako świadomy klient, często zmieniałeś banki i szukałeś najlepszych ofert. Czasem warunkiem uzyskania dobrego oprocentowania na lokacie było założenie bezpłatnego rachunku. Czasem założyłeś konto, bo sam bank za to płacił 100 zł lub więcej.

Po takich akcjach można zostać z niepotrzebnymi kontami w co najmniej kilku bankach.

Lepiej je wszystkie pozamykać. Dla własnej wygody i spokoju.

Fot. Flickr / windsordi 

Ogólne Zarabiaj więcej z nowym Kontomierzem!

To już ostatnia część przeglądu nowych funkcji w Kontomierzu. Poprzednio zaprezentowaliśmy Wam przejrzyste podsumowanie finansów, możliwości wykonywania szczegółowych analiz i sposoby na kontrolowanie budżetu.

Dziś - kilka metod na to, by zarobić z nowym Kontomierzem.

A dokładnie trzy metody: zarabianie na kontach, na lokatach i na polecaniu Kontomierza.

Zarabiaj na kontach

Porównywanie ofert, liczenie ewentualnych zysków i przebijanie się przez taryfy opłat i prowizji to żmudna i nudna czynność. Dlatego Kontomierz robi to wszystko za Was.

Na podstawie aktualnej oferty banków, a także danych, które importujecie do Kontomierza, aplikacja przedstawia rekomendacje.

Zyski ze zmiany konta

Oczywiście najważniejszą informacją jest zysk, który możecie mieć po zmianie konta. Ten może czasem wynosić nawet kilkaset złotych rocznie. Tę informację podajemy na pierwszym miejscu.

Ale to nie wszystko! Każdej takiej rekomendacji możecie przyjrzeć się dokładniej - wystarczy kliknąć. W ten sposób otrzymacie dokładne porównanie Waszego aktualnego konta z tym rekomendowanym. Wraz ze zwróceniem uwagi na wszystkie istotne zapisy z taryfy opłat i prowizji - tak, by nie zaskoczył Was żaden haczyk.

Oprócz tego możecie skorzystać z porównywarki kont. Wpisując w formularz dane jakie Was interesują oraz opisując swój sposób korzystania z konta otrzymacie ściśle sprofilowaną rekomendację.

Zarabiaj na lokatach

Gdzie najkorzystniej zdeponować środki? Która lokata jest obecnie najlepsza? Kontomierz porówna ile zarabiacie trzymając swoje środki na obecnych kontach i lokatach z aktualną ofertą na rynku.

Zyski z założenia lokaty

Oferty zmieniają się cały czas, więc warto często przeglądać to zestawienie.

Zarabiaj w programie partnerskim

Cały czas zapraszamy do udziału w naszym programie partnerskim! Możecie w nim zarabiać polecając Kontomierz nowym użytkownikom. Rekomendując Kontomierz np. na Facebooku czy na własnym blogu możecie korzystać z naszych bannerów reklamowych.

--

Dzięki tym kilku sposobom możecie tak zoptymalizować swoje finanse, bieżące środki i depozyty, by pieniądze pracowały dla Was jak najciężej.

Ogólne 7 powodów by zmienić bank

  • 12 listopada 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

7 powodów by zmienić bank

Polacy rzadko zmieniają banki i przenoszą swoje główne konta do konkurencji. 

Czyżby dlatego, że banki mają taką świetną ofertę, dbają o lojalność swoich klientów i potrafią dostosować się do naszych indywidualnych wymagań?

Nie sądzę!

Najczęściej spotykane promocje to te, które dotyczą tylko nowych klientów. Ktoś, kto ma konto w danym banku już od dawna raczej nie może liczyć na dodatkowe profity – ewentualnie jakieś drobne nagrody za polecanie banku znajomym.

Warto, przynajmniej od czasu do czasu, rozejrzeć się po bankach – może któryś będzie miał ofertę znacznie lepiej dopasowaną do naszych wymagań?

A jest się o co bić, bo według raportu Komisji Europejskiej, Polacy średnio za utrzymanie i korzystanie z konta płacą aż 73 euro rocznie!

Może już za długo dajesz zarabiać swojemu bankowi? Oto 7 sygnałów ostrzegawczych mówiących o tym, że najwyższa pora przynajmniej zapoznać się z ofertą konkurencji.

1. Płacisz bankowi (za dużo)

Może jestem radykałem, ale uważam, że jeżeli za utrzymanie konta płacisz bankowi cokolwiek, to przepłacasz. To samo dotyczy przelewów zewnętrznych i karty debetowej.

Jak dla mnie – te podstawowe usługi powinny być w standardzie za darmo.

Żyjemy w końcu w czasach, kiedy banki płacą za założenie u nich konta, a nawet za wykonywanie podstawowych operacji na rachunku (przelewy, zlecenia stałe, płatności kartą).

Takie oferty można znaleźć w BOŚ Banku (Konto bez Kantów – ale tu trzeba sobie policzyć, czy korzystaniem z konta „zarobimy” na abonament), czy też ostatnio w getinonline (Konto Skarbonkowe).

Z drugiej strony nie ma co iść za daleko w tym poszukiwaniu totalnej bezpłatności. Nie trzeba od razu skreślać płatnych kont – o ile bank za te pieniądze, które mu zostawiamy w abonamencie i innych opłatach, oferuje usługi na przyzwoitym poziomie.

2. Niekompetentna obsługa doprowadza Cię do szału

Byłeś kiedyś w takiej sytuacji, gdzie dzwoniłeś na infolinię w swoim banku z jakimś problemem i nikt nie potrafił Ci pomóc?

Mimo zasięgania porad u innych konsultantów, przełączania z działu do działu – nic?

Nawet obiecywali Ci, że zadzwonią za kilka dni, po prostu potrzebują czasu na zapoznanie się z sytuacją. No ale nie zadzwonili…

Sam mam konta w różnych bankach i moją pierwszą linią kontaktu jest zazwyczaj telefon. Muszę przyznać, że dostrzegam różnice między tym jak rozmawia się z pracownikami infolinii różnych banków.

W jednym potrafią obiecywać zajęcie się sprawą, ale jak dzwonię drugi raz z tym samym problemem to nikt nic nie wie, a w systemie nie ma śladu po poprzednim zgłoszeniu.

W innym banku gdy mam problem i konsultant akurat nie potrafi go rozwiązać, to obiecuje kontakt w ciągu kilku dni. I ten kontakt następuje, a osoba z którą rozmawiam zna szczegóły mojej sprawy.

I nawet nie chodzi mi tutaj o odradzanie jednego banku i polecanie innego konkretnego banku. Natomiast jeżeli widzisz, że obsługa w Twoim banku kuleje, to warto wiedzieć, że nie wszędzie tak jest.

3. Obsługa nie doprowadza do szału. Ona nie istnieje!

A może w ogóle nie udało Ci się dodzwonić do banku? 

Próbowałeś kilka razy, raz nawet czekałeś całe kilkanaście minut przy telefonie słuchając miłych melodyjek i nic – „wszyscy nasi konsultanci są w tej chwili zajęci”.

Poddajesz się i zamierzasz załatwić swoją sprawę w oddziale. Nawet wyjdziesz w tym celu prędzej z pracy…

Chyba, że w Twojej najbliższej okolicy nie ma oddziału Twojego banku.

Wtedy masz problem.

Zazwyczaj się tego nie dostrzega, zwłaszcza w przypadku kont / banków głównie internetowych. Większość rzeczy załatwiamy sami lub przez telefon.

Ale czasami zdarzają się takie awaryjne sytuacje lub większe problemy, które można załatwić tylko osobiście.

4. Jesteś lojalnym klientem, ale bank ma to za nic

Ostatnio w modzie były promocje, w których za założenie nowego konta w danym banku można było dostać 100 zł lub nawet większą kwotę.

Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że dotyczyło to kont, które już od jakiegoś czasu były obecne na rynku. Jaki sygnał daje taka promocja obecnym klientom?

„Już cię złowiliśmy, więc nie przeszkadzaj gdy łapiemy nowych klientów!”

Z drugiej strony są też banki, które potrafią docenić swoich klientów. Lub przynajmniej wykazać jakieś minimalne zainteresowanie lojalnymi użytkownikami ich kont.

I nie mam tu na myśli natarczywych telefonów z kolejnymi propozycjami kredytów i ubezpieczeń.

Za to dobrym przykładem są loterie, które od czasu do czasu organizuje mBank. Wszyscy klienci tego banku mogą wziąć w niej udział – wystarczy płacić kartą i zarejestrować swoją transakcję. Mały, miły gest – a cieszy.

5. To nie jest bank dla Ciebie

A może, najzwyczajniej w świecie, wybrałeś dla siebie zły bank?

Nie dlatego, że to ogólnie jest marny bank, tylko dlatego, że jego oferta skierowana jest raczej do innego typu klientów.

Tak jakby zmuszać kogoś, kto mógłby większość operacji wykonać sam przez Internet, do grzecznego czekania w kolejce w oddziale PKO BP. Chociaż jest to, oczywiście, skrajny przykład.

Ale są i takie mniej skrajne.

Przykładowo, jeżeli jesteś klientem nastawionym na oszczędzanie, a Twój bank po prostu nie ma dobrej oferty depozytowej. Lokaty oprocentowane są marnie, a o dziennej kapitalizacji nikt tam jeszcze nie słyszał.

Albo bardzo lubisz płacić bezgotówkowo, masz nawet kartę kredytową i potrafisz z niej właściwie korzystać (nie przenosisz zadłużenia na kolejny miesiąc), ale Twój bank nie oferuje nic specjalnego w tym zakresie. Ot, karta, można płacić i tyle. Do tego okres bezodsetkowy o dość przeciętnej długości. 

A cashback, a programy rabatowe, zniżki…? W innych bankach.

6. Bank nagle zmienia zasady

Wszystko może nawet układać się całkiem dobrze. Jesteś zadowolony z banku, konto jest fajne i funkcjonalne, inne usługi też nie są złe…

Do czasu. Bank może bardzo łatwo zrezygnować ze swojej dobroduszności i coś co wcześniej było bezpłatne, może zacząć kosztować.

Ostatnie przykłady to Polbank i Inteligo.

Polbank przemianował swój bezpłatny rachunek gotówkowy na Mistrzowskie Konto Osobiste, dał oprocentowanie na poziomie 3%, ale wprowadził także miesięczny abonament – 6 zł. Do tego zaprosił Justynę Kowalczyk, aby opowiadała nam w telewizji jaki to jest dobry deal.

Z kolei Inteligo idzie śladem Aliora i wprowadza miesięczną opłatę za kartę debetową. Posiadacze tej karty będą płacić za nią po 4 zł, chyba że w danym miesiącu wykonają nią transakcje bezgotówkowe na co najmniej 100 zł. Na osłodę Inteligo rezygnuje z opłaty za prowadzenie konta.

Dobre i to – gdy Alior wprowadzał i podwyższał opłatę za kartę debetową to nie dał żadnej furtki na jej uniknięcie.

7. Twój własny powód

Jest też masa innych powodów, które mogą skłonić do przeniesienia swojego głównego konta, lub chociaż do pozbycia się kont, które są tylko balastem.

W każdym banku denerwuje co innego. Mnie chociażby do szału doprowadza toporność systemu transakcyjnego Polbanku. Teraz, gdy dodatkowo wprowadzają opłaty za podstawowy rachunek, mam jeszcze więcej powodów by zakończyć z nimi współpracę.

Ważne jest jednak, by nie ulec myśleniu że „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Przed podjęciem decyzji o zmianie banku warto dokładnie zapoznać się z ofertą kont na rynku (tu bardzo pomocny może być nasz Ranking ROR).

Zwłaszcza jeżeli myślisz o przeniesieniu swojego głównego konta.

Na pewno nie wymieniłem tutaj wszystkich motywacji, które mogą kierować kimś, kto chce zmienić konto. Jakie Waszym zdaniem mogą być kolejne powody do zmiany banku?

Fot. Flickr / Candida.Performa

Ogólne Każdy grosz się liczy, czyli optymalizacja odsetek

  • 27 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comments

Każdy grosz się liczy, czyli optymalizacja odsetekNa rynku finansowym coraz więcej jest lokat i kont oszczędnościowych z codzienną kapitalizacją odsetek. Powoli staje się to standardem, któremu opierają się tylko najbardziej konserwatywne banki.

Warto przyjrzeć się ofertom kont i lokat z codzienną kapitalizacją odsetek, bo często dają one więcej niż widać na papierze.

Codzienna kapitalizacja daje wiele korzyści

Łatwiej jest uniknąć „podatku Belki”. Ze względu na zaokrąglenia do pełnych złotych „podatek Belki” nalicza się gdy odsetki wyniosą 2,50 zł lub więcej. Jako że przy codziennej kapitalizacji dostajesz odsetki tylko za jeden dzień, a nie – jak to typowo bywało – za cały miesiąc, możesz na taką lokatę lub konto włożyć znacznie więcej pieniędzy i nie martwić się podatkiem.

Procent składany działa szybciej. Odsetki są codziennie dopisywane do kapitału, więc już następnego dnia pracuje dla Ciebie więcej pieniędzy. Dzięki temu szybciej uzbierasz kwotę, która umożliwi Ci otrzymywanie jeszcze większych odsetek (tylko uważaj, by nie przekroczyć progu, od którego liczy się podatek).

Masz możliwość optymalizacji odsetek. To jest już kreatywne oszczędzanie na całego. Nominalne oprocentowanie konta oszczędnościowego może wynosić 4,05% w skali roku (jak np. w eurobanku), ale można z niego wyciągnąć prawie dwa razy więcej! Jak to zrobić?

Jeden grosz robi wielką różnicę

Nieprzypadkowo pisałem o eurobanku, bo tam można założyć aż 15 kont oszczędnościowych – każde z codzienną kapitalizacją i każde z oprocentowaniem 4,05% w skali roku. Dlaczego możliwość założenia wielu rachunków jest tak ważna? O tym za chwilę.

Wróćmy tymczasem do samej idei optymalizacji. Co to takiego?

W przypadku optymalizacji odsetek, podobnie jak przy „podatku Belki”, wykorzystujemy zaokrąglenia stosowane przez bank w ten sposób, aby nasze pieniądze zarabiały jak najwięcej.

Odsetki w banku zaokrąglane są do pełnych groszy.

Trzymajmy się przykładu eurobanku. Jeżeli na koncie oszczędnościowym w tym banku zdeponujesz kwotę 45,06 zł to nie dostaniesz żadnych odsetek. Przy obecnym oprocentowaniu powinieneś otrzymać dokładnie 0,49 grosza, ale jako że odsetki zaokrąglane są do pełnych groszy, to otrzymujesz 0 gr.

Ale wystarczy że dołożysz jeszcze 1 gr i razem będziesz mieć kwotę 45,07 zł. Wtedy Twoje dzienne odsetki wyniosą 1 gr. A to dlatego, że według kalkulacji należne Ci odsetki były wyższe niż 0,5 grosza, więc zostały zaokrąglone w górę do 1 gr.

Oznacza to efektywne oprocentowanie ok. 8,1% w skali roku.

A jako, że możesz założyć aż 15 takich kont oszczędnościowych, to łącznie możesz zdeponować 676,05 zł na ponad 8% w skali roku.

Jeżeli więc masz mały kapitał i zastanawiasz się gdzie najlepiej ulokować takie pieniądze - rozważ właśnie tę opcję. Obecnie na rynku trudno znaleźć lepsze miejsce dla takiej kwoty.

Oczywiście dla większych pieniędzy jest trudniej. Najwięcej można wycisnąć z małych kwot. Potem zaokrąglenia działają już na naszą niekorzyść.

Bo mamy te 45,07 zł na koncie i dostajemy 1 gr odsetek dziennie. A jaką kwotę trzeba mieć, by przy tym oprocentowaniu otrzymywać np. 2 gr dziennie? Odpowiedź to 135,19 zł. Nie ma tak łatwo, że wystarczy zdeponować dwa razy więcej, by otrzymać dwa razy wyższe odsetki.

Optymalizować możesz nie tylko konta oszczędnościowe, ale także lokaty.

Dobrym przykładem jest Lokata Optymalna w Open Finance – w wersji 6-miesięcznej oprocentowana na 5% w skali roku. Kwota minimalna lokaty to 500 zł. Codzienna kapitalizacja odsetek.

No i możesz zdeponować te 500 zł. Otrzymasz wtedy 7 gr odsetek dzienne, co oznacza efektywne oprocentowanie w wysokości 5,11% w skali roku. To i tak więcej niż nominalne oprocentowanie, ale można je jeszcze podnieść!

Jeżeli zdeponujesz dokładnie 547,51 zł to otrzymasz już 8 gr odsetek, czyli efektywne oprocentowanie Twoich oszczędności wyniesie 5,33%. Jeżeli dysponujesz większą kwotą, np. w okolicach 10 000 zł i zamierzasz zdeponować to na lokacie, to zamiast całość wrzucać do jednego worka – możesz to rozdzielić na kilka lokat i w efekcie zarobić więcej.

W największym skrócie – optymalizacja to takie manipulowanie kapitałem na lokacie lub koncie, aby otrzymać więcej, niż nominalne oprocentowanie.

Czy jest się o co bić?

W tym momencie pojawia się pytanie – czy warto się w coś takiego bawić dla marnego jednego grosza? Dla niektórych takie działania pewnie nie mają sensu – przy stosunkowo dużym kapitale optymalizacja odsetek to margines. Na tyle mały, że nie warto sobie zawracać tym głowy.

Natomiast dla osób, które obracają mniejszym kapitałem, rzędu kilku tysięcy złotych, jest to kwestia warta co najmniej przemyślenia.

Trzeba mieć na uwadze dwie rzeczy:

  • Przy małym kapitale największą różnicę i tak robią własne regularne dopłaty. Tego się nie przeskoczy i nawet nie wiadomo jak wysokie oprocentowanie oszczędności, jak doskonale zoptymalizowane konta i lokaty – i tak to jest nic, w porównaniu z tym, co możesz sam sobie dopłacić. Możesz zdeponować 1000 zł na 20% rocznie i dostaniesz po roku 200 zł (upraszczając nie biorę pod uwagę ew. zysku z procentu składanego). Ale te 200 zł możesz dopłacić sobie przecież już dziś, albo przy następnej wypłacie.
  • Z drugiej strony przy małym kapitale trzeba szanować każdy pieniądz. Jeżeli jest okazja by wycisnąć trochę więcej z własnych oszczędności, to czemu z niej nie skorzystać? Zwłaszcza, gdy nic to nie kosztuje, poza kilkoma chwilami na założenie kont (zazwyczaj i tak odbywa się to bez wychodzenia z domu).

No i ten ostatni argument mnie przekonuje, więc sam tak robię. Lokaty rozdzielam na optymalne "paczki", a na kontach oszczędnościowych trzymam kwoty dające mi dokładnie 1 gr dziennie. Na razie nie obracam dużym kapitałem, więc takie zoptymalizowane odsetki dają zauważalny efekt.

Pisałem o eurobanku, więc dla jasności muszę jeszcze zastrzec, że aby otworzyć tam konta oszczędnościowe trzeba mieć też podstawowy ROR – Konto Online. Standardowa opłata za prowadzenie tego konta wynosi 4 zł miesięcznie, ale można to obejść – dwa najprostsze sposoby to:

  • Jeden przelew zewnętrzny przychodzący na którekolwiek z kont – w wysokości co najmniej 800 zł. Może to być też przelew z własnego konta z innego banku. Jest to więc bardzo łatwy sposób na ominięcie opłaty.
  • Łączne saldo wszystkich lokat i rachunków w eurobanku powyżej 10 000 zł. Można i tak, ale skoro piszę tu o optymalizacji i trzymaniu tam ok. 650 zł, to raczej ta opcja nie wchodzi w grę.

A co Wy sądzicie o tej metodzie mnożenia swoich oszczędności? Jest warta wysiłku, czy to tylko taka fanaberia?

Fot. SXC.HU / zbyszek80

Ogólne Konto na miarę. Jak wybrać najlepsze konto bankowe?

  • 13 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 9 comments

konto bankowe na miaręJednym z wielkich dobrodziejstw, ale jednocześnie i wielkich przekleństw wolnego rynku jest możliwość prawie nieograniczonego wyboru.

Dotyczy to również kont bankowych, których na polskim rynku finansowym jest bez liku. Samych banków jest przecież mnóstwo, a każdy z nich ma w ofercie po kilka kont, każde dla innego rodzaju klientów.

Na szczęście oznacza to, że wśród takiego bogactwa ofert jest duża szansa, że uda nam się znaleźć konto, które spełni większość naszych oczekiwań.

Z drugiej strony, trzeba liczyć się z koniecznością przejrzenia masy informacji. Łatwo więc przeoczyć jakiś istotny szczegół.

A co trzeba brać pod uwagę? 

Określ własne potrzeby 

Nie ma jednego idealnego, uniwersalnego konta, które spełni oczekiwania wszystkich klientów jednocześnie.

Trzeba więc zacząć od siebie i zadać sobie kilka pytań.

Oczywiście, jeżeli korzystałeś już kiedykolwiek z kont bankowych to masz ułatwione zadanie, bo wiesz co było dobre, a czego brakowało. Zakładając swoje pierwsze konto jest trochę trudniej, ale zestaw pytań, który trzeba sobie zadać, jest praktycznie taki sam:

W jaki sposób będę korzystać z konta?

W tym miejscu rysuje się najwidoczniejszy podział między różnymi typami oczekiwań. 

Są klienci tradycyjni, konserwatywni, którzy operacje bankowe wolą zlecać w oddziale – tam płacą rachunki, robią przelewy itp. Wolą płacić gotówką, a karty płatnicze służą im głównie do wybierania pieniędzy z bankomatów.

Po drugiej stronie stoją klienci internetowi, którzy większość operacji bankowych wykonują samodzielnie, przez Internet. Wizyta w placówce banku to ostateczność.

Jeżeli przeważają u Ciebie cechy klienta tradycyjnego, to wybierając swój bank zwróć przede wszystkim uwagę na to, czy w Twojej bliskiej okolicy jest oddział banku. Jeżeli nie, to do kosztu każdej operacji będziesz musiał doliczyć koszt dojazdu i czas spędzony na dotarciu do banku.

Jeżeli jesteś klientem internetowym, to oczywiście bank musi mieć sprawny, przejrzysty i niezawodny internetowy serwis transakcyjny. Bez tego nie ma w ogóle o czym mówić. Czytasz jakoś tego bloga, więc dla ułatwienia założę, że bliżej Ci właśnie do tego segmentu klientów.

No ale dość tych oczywistości. Na co jeszcze zwracać uwagę?

Jakie transakcje najczęściej wykonuję?

Przeglądając różne zestawienia i rankingi kont bankowych można natknąć się na stwierdzenie, że wszelkie kalkulacje kosztów obsługi konta zostały oparte na typowym „koszyku transakcji” klienta. I tutaj zazwyczaj występuje wyliczenie liczby przelewów, wypłat z bankomatów, wizyt w oddziale itp.

Najlepiej przeprowadzić taką symulacyjną kalkulację dla siebie. Oto rzeczy, które warto wziąć pod uwagę (warto – bo często bywają one płatne) przy tego typu obliczeniach:

 • liczba przelewów wewnętrznych (w ramach własnego banku)

liczba przelewów zewnętrznych (do innych banków)

liczba zleceń stałych (rachunki, stałe opłaty)

liczba wypłat z obcych bankomatów

suma/liczba płatności kartą

Najlepiej policzyć to w skali jednego miesiąca. Potem „tylko” trzeba sprawdzić, który bank policzy najmniej za taki zestaw. A najlepiej oczywiście, żeby nie liczył sobie za to ani grosza.

Jak możesz ograniczyć koszty?

I tutaj dochodzimy do przekopywania się przez oferty.

Niezależnie od tego jak długie są taryfy opłat i prowizji i jak drobnym drukiem wypisane są wszelkie opłaty – zawsze przed podpisaniem umowy zapoznaj się dokładnie z każdą z nich. A banki są bardzo kreatywne w wymyślaniu coraz ciekawszych kosztów i nie odpuszczą zanim nie wyjdą na swoje.

Zazwyczaj jest tak, że mamy sytuację „coś za coś”. Czyli przykładowo - bank nie pobiera opłat za przelewy, za to życzy sobie stałego abonamentu za konto w wysokości kilku złotych. Albo konto jest darmowe, ale za kartę do niego trzeba już zapłacić.

Na szczęście są sposoby, by zneutralizować niektóre koszty, lub nawet trochę zarobić na samym posiadaniu i korzystaniu z konta.

Weźmy całkiem fajne Konto Online w eurobanku. „Domyślnie” jest płatne i kosztuje 4 zł miesięcznie. Ale jeżeli zasilasz je regularnie co miesiąc kwotą 800 zł lub więcej, to będzie już bezpłatne. A może to być nawet przelew z własnego konta w innym banku!

Co więcej, ten ROR jest oprocentowany (obecnie na 3,5% w skali roku), więc jeżeli trzymasz na nim jakieś pieniądze (np. odłożone na rachunki), to po miesiącu możesz spodziewać się jakiejś kwoty odsetek. Jest to zawsze jakiś sposób na „ograniczenie” miesięcznej opłaty.

Inny przykład to Konto bez Kantów w Banku Ochrony Środowiska. Miesięczny abonament to aż 10 zł, ale można go skutecznie zneutralizować korzystając aktywnie z konta i dołączonej do niego karty. 

Można nawet wyjść na plus i w ekstremalnym przypadku „zarobić” na korzystaniu z tego konta do 50 zł miesięcznie. Jednak, żeby mieć na to szanse, trzeba naprawdę aktywnie korzystać z konta i generować spore obroty na karcie płatniczej – dlatego trzeba sobie wszystko samemu dokładnie policzyć, czy się to opłaci.

A jeżeli dużo płacisz kartą, to zainteresuj się też bankami, które oferują usługę cash back (zwaną też money back). Polega ona na tym, że za każdą transakcję kartą (bezgotówkową – nie dotyczy to wypłat z bankomatów), otrzymujesz zwrot ułamka sumy transakcji. Zazwyczaj są to okolice 1%. Taki stały rabat na wszystkie zakupy. Bardzo fajna rzecz, z której sam korzystam.

Nie daj się złapać

Ale to nie koniec dobrego.

Bo co z tego, że przeczytałeś dokładnie taryfę opłat i prowizji, skoro obowiązuje ona tylko w promocji? 

Jest kilka typowych (i wcale nie tanich) chwytów, na które trzeba uważać przy zakładaniu konta.

Wybierając konto patrz na całą ofertę banku. W świetle tego co pisałem powyżej o porównywaniu niezliczonej liczby kont, musi brzmieć to strasznie. Jak to – to teraz jeszcze trzeba sprawdzić inne produkty? Po co?

Zakładając w banku swoje główne konto, na które będzie przychodzić pensja, z którego będziesz płacić rachunki itp., pewnie też kiedyś będziesz chciał skorzystać z innych produktów. Z karty kredytowej, ubezpieczenia, czy rachunku maklerskiego. A nie ukrywajmy, że wygodnie jest mieć wszystkie produkty finansowe „pod jednym dachem”.

Banki to wiedzą i na tym wygodnictwie nieźle zarabiają. Darmowy ROR jest często tylko wabikiem na klientów, a wszystkie pozostałe produkty po prostu muszą zarabiać, więc muszą też kosztować. Często całkiem sporo. Warto więc mieć na uwadze także to, jakimi produktami bankowymi możemy być zainteresowani w najbliższej przyszłości i co nasz bank ma do zaoferowania w tym zakresie.

Nie daj się cross-sellingowi. Nawet jeżeli nie rozważasz skorzystania z jakiś produktów w przyszłości, nie licz, że bank nie będzie zawracał Ci tym głowy. Na samych RORach banki kokosów nie zbiją, więc będą chciały zaoferować Ci jak najwięcej dodatkowych produktów. Zakładasz konto? To może od razu zechcesz kartę kredytową, debet, a może ubezpieczenie NNW? Wszystko oczywiście płatne. Najgorzej, gdy taki dodatkowy, płatny produkt, jest też obowiązkowy. Należy wystrzegać się takich ofert.

Uważaj też na wszelkie oferty promocyjne. Często można natknąć się na ograniczone czasowo, niesamowite promocje. Np. konto przez pierwsze kilka miesięcy jest darmowe, jednak potem trzeba już grzecznie płacić abonament, który może wynieść nawet kilkanaście złotych miesięcznie.

Bank może też kusić wysokim oprocentowaniem na koncie, ale znów – tylko przez jakiś promocyjny czas, a potem oprocentowanie spada znacznie poniżej średniej. Taka początkowa korzyść okazuje się być bardzo ulotna.

Bank płaci Tobie, a później Ty bankowi. Ostatnio całkiem modne jest płacenie klientom za założenie konta w banku (robił to np. Alior, BZ WBK) lub nawet za samo wykonywanie transakcji na koncie (wspomniane Konto bez Kantów w BOŚ). Ale bank to przecież nie organizacja charytatywna i nie będzie bezinteresownie obsypywał klientów pieniędzmi. Zostając z takim bankiem na dłużej, prędzej czy później oddasz mu to, co dostałeś na początku – w formie abonamentu, czy dodatkowych opłat lub prowizji.

Rozmyśliłeś się? Zapłać! Promocje działają, „stówa” za założenie konta też jest całkiem niezłą zachętą. Ale gdy już opłaty dadzą się we znaki i zaczniemy myśleć o przeniesieniu konta gdzieś indziej, warto sprawdzić, czy bank nie przyszykował nam jakiejś opłaty pożegnalnej. A potrafi ona wynieść nawet 50 zł! Jest też często uzależniona od „stażu” klienta w banku (im dłużej masz konto, tym mniej potem płacisz za jego zamknięcie).

Co może pomóc w wyborze?

No cóż, jest tego trochę. Trzeba wiedzieć jak będzie korzystało się z konta, potem trzeba przejrzeć oferty, wczytać się w taryfy opłat, regulaminy promocji… To przecież sporo pracy!

Na szczęście można sobie trochę ułatwić zadanie.

Przeróżni pośrednicy finansowi, media i serwisy internetowe regularnie prowadzą rankingi kont, czy też udostępniają porównywarki ofert banków. To całkiem przydatne narzędzie (choć pewnie też nie idealne). 

Taki ranking może być dobrą wskazówką jakimi ofertami warto się zainteresować, a które z miejsca odrzucić i ułatwić sobie wybór.

Nikt nie będzie przecież przeglądał ofert wszystkich banków, wszystkich kont od góry do dołu.

Za to my, w jednym z kolejnych wpisów, przyjrzymy się różnym rankingom kont bankowych. Który ma najlepszą metodologię, który jest najbardziej aktualny i w końcu - który najtrafniej wskaże najlepsze konto bankowe?

O tym już wkrótce na blogu!

 

(foto: stock.xchng vygnyo)

Ogólne Bezpłatne konto z cashbackiem w Millennium

Bank Millennium jest mi o tyle bliski, że miałem w nim swój pierwszy rachunek osobisty - wieki temu - bo jeszcze jako nastolatek. Potem weszła opłata 2zł za utrzymanie i natychmiast zamknąłem konto. Być może po kilkunastu latach warto otworzyć je ponownie - Konto Internetowe Millennium znajduje się obecnie na drugim miejscu w naszym rankingu kont "dla Kowalskiego".

Pierwsze miejsce w rankingu zajmuje Konto Osobiste w Toyota Banku ale zniechęca mnie tam obowiązkowy token przy logowaniu do systemu transakcyjnego. To jest wybitnie niewygodne. Co więcej, właśnie ze względu na tokeny Kontomierz nie importuje automatycznie historii rachunków z Toyota Banku.

W Millennium kuszące jest to, że przy ogólnie bezpłatnym koncie, bank zwraca 1% zakupów kartą (cashback). Prowadzenie rachunku i przelewy przez Internet są bezpłatne, podobnie jak karta debetowa (o ile zapłaci się nią min. 100zł). Konkurencyjne konta z cashbackiem (poza wspomnianą Toyotą) są generalnie droższe.

Wadą - przynajmniej w porównaniu do eKONTA, z którego korzystam teraz - jest mniejsza dostępność bezpłatnych bankomatów. Bezpłatne są tylko natywne bankomaty Millennium. Bankomaty Cash4You i BZWBK kosztują 1zł, pozostałe 5zł.

Inna upierdliwość to logowanie. Nie rozumiem po co wymagane są losowe cyfry PESEL-u. Przecież ten numer nie jest tajny, więc to przed niczym nie zabezpiecza, tylko spowalnia logowanie i uniemożliwia użycie menadżera haseł.

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies