Filtrowanie wszystkich postów po tagu "konta bankowe." Wyczyść filtr

Czy do banków warto się przyzwyczajać? Cóż—banki na pewno przyzwyczajają się do nas i rzadko kiedy mają w swojej ofercie coś, co byłoby szczególnie atrakcyjne dla stałych klientów. W erze, gdy poszczególne banki wypłacają bonusy za przeniesienie do nich konta, lojalność nie niesie wiele korzyści—może poza pewną wygodą.

Oferty zmieniają się stosunkowo często, więc niewykluczone że już po kilkunastu miesiącach łatwo byłoby nam znaleźć coś lepszego.

Gdy bank nie zachęca do oszczędzania

Oszczędzać warto. Nawet gdy oprocentowanie wydaje się stosunkowo małe—to biorąc pod uwagę utrzymującą się już od jakiegoś czasu deflację, realnie nie wychodzimy na tych kilku procentach rocznie wcale tak źle.

Gorzej gdy bank nie zachęca do oszczędzania lub wręcz do tego zniechęca. Opisywaliśmy ostatnio przypadki, w których niektóre instytucje pobierają opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych, czyniąc odkładanie małych kwot praktycznie nieopłacalnym.

Słaba oferta depozytowa, czy takie podejście do oszczędzających jak wyżej, to sygnały, że długoterminowo nasza relacja z danym bankiem może nie mieć sensu.

Jeżeli mądrze zarządzamy naszym budżetem i regularnie generujemy nadwyżki, to prędzej czy później trzeba będzie je gdzieś ulokować. Zdecydowanie nie warto ograniczać swoich poszukiwań wyłącznie do oferty naszego głównego banku.

Widzę gwiazdki, wszędzie gwiazdki

Już od dłuższego czasu banki ukrywają opłaty i podwyżki za gąszczem warunków do spełnienia. W przekazie marketingowym niby wszystko jest za darmo – prowadzenie konta, przelewy, karta, bankomaty – wszystko za 0 zł. Tylko jak się wczytać w szczegóły oferty, to drobnym drukiem wypisane są wszystkie warunki, które trzeba spełnić, by tę darmowość utrzymać.

I tak: by mieć darmowe konto trzeba na przykład co miesiąc wpłacać na nie ustaloną kwotę i dokonać ustalonej liczby transakcji bezgotówkowych kartą debetową dołączoną do konta. A jak tych warunków nie spełnisz, to bank wyciągnie rękę nawet po kilkanaście złotych za prowadzenie konta!

Wybierając konto możemy świadomie zdecydować się na takie z warunkami – wszystko policzyliśmy i wiemy, że z łatwością spełnimy wszystkie wymagania. Wszystko gra.

Problemy zaczynają się, gdy bank zaczyna te warunki zmieniać. I już nie wystarczy przelew co miesiąc na 1000 zł, teraz potrzeba 2000 zł, pojawiają się coraz to nowe zastrzeżenia, itp.

Niewykluczone, że przyjdzie taki moment, gdy bank na tyle zaostrzy swoje wymagania, że nie będzie opłacało nam się w nim zostać. W takim przypadku lepiej poszukać czegoś nowego.

Jest zwyczajnie za drogo

Inne banki nie uciekają się do chowania opłat za listą do warunków do spełnienia, tylko komunikują wprost: konto u nas kosztuje tyle i tyle. Z jednej strony to uczciwy układ – bez gwiazdek i drobnego druku, wszystko jasno wyłożone czarno na białym w taryfie opłat i prowizji.

Gorzej, gdy jak dodamy wszystkie podstawowe opłaty do siebie: abonament za prowadzenie konta, kartę debetową i przelewy, to wyjdzie nam kilkanaście złotych w miesiącu. Na przykład płacenie bankowi 12 złotych co miesiąc oznacza wydatek 144 zł w skali roku. Te pieniądze można przecież zaoszczędzić!

Fot. Flickr, ** RCB **, CC-BY 2.0

Jeszcze parę lat temu trudno było sobie wyobrazić, że będziemy musieli płacić bankom za trzymanie naszych pieniędzy na ich kontach. Wówczas mechanizm był prosty – powierzamy bankowi swoje oszczędności, a ten oferuje nam drobny, ale zawsze jakiś zysk w postaci odsetek.

Rzecz trochę uległa zmianie gdy z polskiego rynku systematycznie zaczęły znikać darmowe ROR-y. Tym ruchem banki zaczęły nas przyzwyczajać do tego, że za ich usługi jednak trzeba płacić. Do nieoprocentowanych a potem do płatnych ROR-ów z bólem, ale jakoś się przyzwyczailiśmy.

Za to teraz wśród ofert banków coraz częściej pojawiają się już nie ROR-y, ale rachunki oszczędnościowe z efektywnie ujemnym oprocentowaniem. Zaraz zaraz—jak to?

Otóż banki zaczynają wprowadzać miesięczne opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych. To, w połączeniu z mizernym oprocentowaniem, sprawia że trzymanie oszczędności na takim koncie staje się właściwie nieopłacalne.

Na przykład w BZ WBK oprocentowanie kont oszczędnościowych to od 0,51% do 1,51% (w promocji). Jednocześnie bank żąda miesięcznej opłaty w wysokości 1 zł. A to oznacza, że na takim koncie musimy trzymać od 980 zł do 2900 zł by w ogóle wyjść na zero!

Przy dzisiejszej deflacji lepiej wyjdziemy trzymając oszczędności w skarpecie…

Opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych znajdziemy też w PKO BP i w Citi Handlowym.

Innym sposobem banków na dodatkowy zarobek na naszych pieniądzach na kontach oszczędnościowych są opłaty za przelewy z tych kont. Trzymając środki na rachunku oszczędnościowym zawieramy pewną umowę z bankiem. My zobowiązujemy się do tego, że tych pieniędzy raczej nie będziemy ruszać, a bank w zamian za to oferuje nam wyższe oprocentowanie niż na ROR. Ale nie tak wysokie jak na lokacie, która jest jeszcze większym zobowiązaniem do zostawienia pieniędzy w banku na dłuższy czas.

W praktyce działa to tak, że bank zostawia nam jeden darmowy przelew wychodzący w miesiącu, a za pozostałe pobiera dość wysoką opłatę, np. 10 zł.

Nieco inaczej jest jednak w Toyota Banku. Tam zasady są trochę bardziej zagmatwane. Standardowo konto oszczędnościowe w TB obarczone jest miesięczną opłatą w wysokości 30 zł. Z opłaty jest się jednak zwolnionym, jeżeli przez miesiąc nie podejmie się pieniędzy z konta.

W efekcie jest to więc opłata 30 zł już za pierwszy przelew wychodzący z takiego konta.

By „zarobić” na jeden taki przelew w roku musimy trzymać na takim koncie 2000 zł przez 12 miesięcy.

Przy takich ofertach trzymanie pieniędzy w domu naprawdę staje się jedną z opcji wartych rozważenia…

Fot. Flickr / GotCredit, CC-BY 2.0

O pomyłkę przy zlecaniu przelewu wcale nie tak trudno. Nawet drobny błąd przy wpisywaniu numeru konta lub sumy przelewu może nas trochę kosztować (wszak wystarczy jedno zero więcej, by zrobić dużą różnicę!) – jeżeli nie pieniędzy, to przynajmniej nerwów i czasu.

Co może pójść nie tak?

Pomyłka w danych adresowych odbiorcy. To błąd najmniej szkodliwy – z tego względu, że banki już właściwie nie sprawdzają, czy dane odbiorcy (takie jak nazwa firmy, imię i nazwisko, adres) zgadzają się z tymi, które podaliśmy w formularzu. Nie mają takiego obowiązku.

Jeżeli pomylimy się w adresie, lub nawet go nie wpiszemy (niektóre banki już w ogóle ukryły to pole), to przelew zostanie zrealizowany bez problemu.

Ale jest i druga strona tego medalu…

Bo bank zrealizuje też przelew na złe konto. Skoro bank nie patrzy na dane odbiorcy, a tylko na numer konta, to błędy w tym numerze mogą narobić nam problemów.

Błędny numer konta w przelewie może wynikać z naszej pomyłki, lub w wyniku działania złośliwego oprogramowania, które takie numery podmienia w formularzu w systemie transakcyjnym banku.

O pomyłkę o tyle trudno, że numery kont bankowych opracowane zostały w taki sposób, że każdy z nich ma swoją sumę kontrolną – zaszytą w samym numerze. Wpisanie błędnego numery ma szansę sprawić, że suma kontrolna nie będzie się zgadzać – i przelew nie zostanie wykonany. A nawet gdy jakimś cudem okaże się, że nasz „błędny” numer przeszedł tę pierwszą weryfikację, to jeszcze wcale nie jest powiedziane, że konto o tym numerze w ogóle istnieje.

Gorzej ze złośliwym oprogramowaniem, które taki numer celowo podmieni – na istniejący, podstawiony. Użytkownik do końca nie jest świadomy, że pada ofiarą oszustwa – oprogramowanie potrafi wyświetlić „prawidłowy” numer konta nawet w historii transakcji.

Może nam się jeszcze trafić pomyłka w kwocie przelewu. Tu bank zrealizuje zlecenie, o ile kwota przelewu będzie miała pokrycie w środkach dostępnych na koncie. W przypadku takiej pomyłki pozostaje nam kontakt z adresatem przelewu i prośba o wykonanie korekty.

Przelew na złe konto – jak to odkręcić?

Dobra wiadomość jest taka, że nawet jeżeli wykonaliśmy przelew na złe konto, to jeszcze nie wszystko stracone. Jest kilka dróg, którymi możemy odzyskać pieniądze. A im szybciej zadziałamy, tym prostsza będzie cała procedura.

Niektóre banki pozwalają nam samodzielnie cofnąć przelew – przed wykonaniem otrzymuje on status „do realizacji”. Na tym etapie jest jeszcze możliwość anulowania go z poziomu systemu transakcyjnego.

Część banków jednak takiej opcji niestety nie udostępnia. Już w momencie potwierdzenia przelewu, uważają go za zrealizowany i nawet od razu udostępniają wydruk potwierdzenia realizacji przelewu.

Na szczęście to jeszcze wcale nie znaczy, że pieniądze już opuściły nasz bank i są w drodze do adresata. Jeżeli uda nam się szybko skontaktować z bankiem, to być może uda nam się jeszcze cofnąć błędny przelew.

Tu kluczowa jest nasza szybka reakcja. Musimy anulować przelew (samodzielnie lub za pośrednictwem infolinii) zanim nastąpi kolejna sesja rozliczeniowa systemu Elixir.

Jeżeli się spóźnimy, a pieniądze znalazły się już na koncie odbiorcy, to z poziomu naszego banku już nic nie zrobimy. W takim przypadku musimy wykorzystać zapisy Kodeksu Cywilnego o bezpodstawnym wzbogaceniu:

Bezpodstawne wzbogacenie polega na osiągnięciu korzyści majątkowej bez podstawy prawnej kosztem innej osoby. Jest ono podstawą roszczenia majątkowego – bezpodstawnie wzbogacony jest obowiązany do wydania korzyści w naturze, a gdyby nie było to możliwe (np. gdy przedmiot wzbogacenia został zbyty, utracony lub uszkodzony) – do zwrotu jej wartości osobie, kosztem której korzyść została odniesiona (art. 405 k.c.).

Na tej podstawie powinniśmy wysłać naszemu „przypadkowemu” odbiorcy wezwanie do zapłaty. Wszak bezpodstawnie wzbogacił się naszym kosztem.

Takiego wezwania nie prześlemy jednak bezpośrednio – nie znamy przecież danych adresata (poza feralnym numerem konta), a bank nie przekaże nam danych osobowych. Bank będzie jednak służyć jako pośrednik w komunikacji między nami a odbiorcą przelewu. Za tę pomoc najprawdopodobniej każe sobie zapłacić – od kilkudziesięciu do nawet stu-kilkudziesięciu złotych.

Jeżeli w wyniku naszego błędu pieniądze trafiły na konto uczciwej osoby, to nie powinniśmy mieć problemów. Gorzej, gdy padliśmy ofiarą zaplanowanego oszusta. Pieniądze trafiły najprawdopodobniej na konto „słupa” i z dużym prawdopodobieństwem są już nie do odzyskania.

Fot. Flickr / Peter Alfred Hess, CC-BY 2.0

Ogólne Jak ustrzec się przed podwyżkami opłat w bankach?

  • 24 stycznia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

Początek roku nie jest dla nas – klientów banków – szczęśliwy. Usługi bankowe drożeją. Od marż na kredytach hipotecznych, przez opłaty za karty, aż po opłaty za prowadzenie kont.  Podstawowe usługi drożeją, oprocentowanie depozytów zaś maleje.

Podatek bankowy, zapowiedź ustawy związanej z kredytami we frankach szwajcarskich, czy wyższe składki do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego to tylko niektóre z czynników, które ostatnio negatywnie wpływają na kondycję banków. A te całość lub część kosztów starają się przerzucić na klientów.

Czy da się jakoś uniknąć tych dodatkowych obciążeń? Możemy „zagłosować nogami” i zmienić bank na tańszy. A co jeśli nie chcemy zaczynać od tak radykalnych korków?

Jest parę sposobów, które możemy wykorzystać, by ograniczyć wpływ ostatnich podwyżek na stan naszych kont. Oto nasze wskazówki.

Czytaj wiadomości z banku

To czas, w którym lepiej nie przegapić kolejnego komunikatu o zmianach w taryfie opłat i prowizji. Inaczej możemy się nieźle zdziwić przeglądając historię konta za miesiąc.

Warto czytać takie wiadomości, by wiedzieć co nas czeka. Podwyżka? Zmiana warunków? Wiele banków ma w swoich TOiP zapisy o opłatach za kartę lub konto, z warunkiem że z tej opłaty można zostać zwolnionym (lub może ona zostać obniżona) jeżeli spełni się określone kryteria.

Takim kryterium może być wysokość regularnych wpływów na konto, lub liczba/wartość transakcji wykonanych dołączoną do konta kartą. I w tym okresie te warunki warto mieć na oku, bo banki mogą mieć ochotę je zaostrzyć (np. podwyższyć kwotę wymaganych wpływów).

Czytanie wiadomości z banku pozwoli nam się na te zmiany przygotować i upewnić się, że spełniamy nowe warunki.

Zamknij nieużywane konta

Jeżeli posiadacie kilka kont, to dziś może być dobry moment na to, by pomyśleć o zamknięciu tych rzadziej wykorzystywanych lub w ogóle nieużywanych. Im mniej kont, tym mniejsze ryzyko, że nadziejemy się na nowe opłaty lub podwyżki istniejących.

Zamknij nieużywane karty

To samo dotyczy kart płatniczych. Te niewykorzystywane warto zamknąć. Można też pomyśleć o rezygnacji z karty kredytowej. Tu opłaty też zapewne pójdą w górę. Można też spodziewać się zaostrzenia kryteriów obniżenia lub bycia zwolnionym z takich opłat (np. kryterium rocznych obrotów na karcie).

Sprawdź ofertę swojego banku

Może ma w ofercie tańsze konto, na które możesz zmienić swoje obecne? Warto się rozejrzeć i mieć pełną świadomość tego, jakie mamy opcje.

--

Warto poświęcić chwilę na to, by zastanowić się z jakich posiadanych produktów bankowych nie korzystamy wcale lub bardzo rzadko. Które z nich zostawiliśmy bo, mogą się kiedyś przydać? Tak na wszelki wypadek? Takie produkty, w kontekście ostatnich i zapowiadanych podwyżek, mogą stać się wyciekami z naszego portfela.

Fot. Flickr / Images_of_Money

Bankowość elektroniczna to dziś powszechny kanał dostępu do naszych pieniędzy. Użytkowników Kontomierza chyba nie trzeba o tym przekonywać :). Ale w związku z tym, że obsługa swoich kont bankowych przez internet jest tak popularna, ten kanał dostępu często bywa on celem ataków, prób wyłudzeń loginów i haseł i innego typu nieuczciwych praktyk.

Ostatnio mogliśmy się o tym przekonać po tym, jak jeden z użytkowników mBanku podzielił się swoją historią o tym, jak stracił 40 tysięcy złotych przelewając pieniądze na numer konta podmieniony przez złodzieja.

Co dokładnie mogło się stać? Najprawdopodobniej autor nagrania przez nieuwagę zainstalował na swoim komputerze złośliwe oprogramowanie, które z jednej strony podmienia dane wejściowe przy zlecaniu przelewu (numer konta) a z drugiej sprawia, że przeglądarka internetowa nadal wyświetla „poprawny” numer konta w historii transakcji.

Wbrew temu, co twierdzi autor nagrania, kłódka w pasku adresu symbolizująca szyfrowane połączenie, nie służy zabezpieczeniu przed wyłudzeniami tego typu. Tu cały proces odbywał się na komputerze użytkownika – winę banku będzie tu bardzo trudno wykazać.

Mamy więc do czynienia z winą użytkownika? Z jednej strony tak – w końcu dopuścił do instalacji złośliwego oprogramowania na swoim komputerze. Ale z drugiej, jak zauważa Piotr Konieczny z Niebezpiecznika:

Warto też zauważyć, że ofiara z filmiku miała antywirusa. Dołożyła więc wszelkich starań, aby się zabezpieczyć, ale pechowo trafiła na zagrożenie, które jeszcze przez antywirusy nie jest rozpoznawalne.

Jak więc korzystać z bankowości internetowej tak, aby nie naciąć się na podobne oszustwa? Przypominamy szereg zasad bezpieczeństwa.

Na etapie logowania do banku

Znajduje się tam kilka ważnych rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę. Po pierwsze – sam adres. Oszuści w mailach phishingowych będą kierować nas na strony łudząco podobne do modułu logowania naszego banku.

O to podobieństwo będą dbać też odpowiednio maskując adres strony. Czyli jeżeli na przykład logujesz się do mBanku, to w pasku adresu powinien znaleźć się adres: online.mbank.pl/pl/Login

kreatywni oszuści mogą wymyślić podobne domeny, które na pierwszy rzut oka będą wyglądać niemal identycznie jak oryginał, ale zamiast do systemu transakcyjnego, będą prowadzić po prostu do modułu wyłudzającego loginy i hasła.

Łatwo sobie wyobrazić takie „kreatywne” adresy, np. „online.rnbank.pl/pl/Login” (m zamienione na r i n). O pomyłkę nietrudno.

W pasku adresu znajdują się jeszcze inne istotne rzeczy. Adres poprzedzony powinien być przedrostkiem https://, co oznacza bezpieczne połączenie.

Adres najlepiej wpisywać bezpośrednio w pasku przeglądarki, „z ręki”. Lepiej nie polegać na „ulubionych”. Skoro istnieje złośliwe oprogramowanie, które potrafi podmienić numer konta przy przelewie, to pewnie gdzieś też istnieje takie, które podmienia „ulubione” docelowe adresy logowania do stron banków internetowych.

I jeszcze jedno. Logujmy się tylko z zaufanych komputerów, takich co do których mamy pewność, że nie mają zainstalowanych żadnych keyloggerów ani innego złośliwego oprogramowania. Czyli odpadają wszelkie kafejki internetowe i publiczne biblioteki.

Przy zlecaniu przelewu

Upewnijmy się, że na pewno wpisaliśmy poprawny numer konta.

Tym bardziej, jeżeli nie wpisywaliśmy go z „ręki”, tylko kopiowaliśmy z systemowego schowka. Złośliwe oprogramowanie podmieniające numery kont bankowych w schowku to na tyle powszechny problem, że banki coraz częściej wprowadzają dodatkowe zabezpieczenie. Np. gdy wklejamy numer konta do formularza, bank prosi o ponowne wpisanie ostatniej cyfry, celem weryfikacji.

W opisywanym dziś przypadku nawet takie środki ostrożności zdałyby się jednak na nic. Dlatego ważne jest też weryfikowanie poprawności numeru konta w wiadomości SMS wysyłanej przez bank podczas zatwierdzania transakcji.

Podczas kontaktów z bankiem

W mailach od banków też warto sprawdzać, z jakiej domeny są wysyłane. Ale to o wiele za mało.

Przy elektronicznej korespondencji z bankiem najlepiej przyjąć trzy zasady:

  1. Żaden pracownik banku nie będzie prosił Cię o podanie loginu i/lub hasła za pośrednictwem maila. Jeżeli otrzymałeś mail z taką treścią, to coś musi być nie tak i warto zwiększyć czujność.
  2. Nie klikamy w mailach w linki, które prowadzą do stron logowania (banki w ogóle nie powinny takich linków zamieszczać w korespondencji). Zamiast tego, jeżeli sprawa z maila wymaga od nas zalogowania się do systemu, to logujemy się samodzielnie, „ręcznie” – według zasad opisanych wcześniej.
  3. Nie otwieramy linków i załączników z maili z podejrzanych źródeł. I to dotyczy nie tylko maili związanych z finansami, ale wszelkiej podejrzanej i spamowej korespondencji. Taki klik w link czy załącznik może ostatecznie doprowadzić do tego, że nieświadomie zainstalujemy na swoim komputerze złośliwe oprogramowanie, które otworzy drogę do pozyskania naszych danych.

Fot. Flickr / Moyan_Brenn

Co miesiąc dostajemy stos papierów i powiadomień o tym ile jesteśmy winni poszczególnym dostawcom. Rachunki i faktury od dostawców energii, gazu, kablówki, internetu, od operatora komórkowego i pewnie jeszcze wiele, wiele innych...

Gdyby jeszcze wszystkie przychodziły jednego dnia, to wtedy można byłoby się nimi wszystkimi zająć podczas jednej sesji w systemie transakcyjnym banku i mieć sprawę z głowy na miesiąc.

Byłoby też zdecydowanie łatwiej, gdyby faktury od dostawców zawsze przychodziły na tę samą kwotę każdego miesiąca. Niestety, faktury za energię, gaz czy za telefonię komórkową opiewają co miesiąc na różne kwoty, w zależności od tego jak wyglądało nasze zużycie w danym miesiącu.

Czyli każdą fakturę trzeba mieć na oku, przyjrzeć się każdej kwocie i wklepać odpowiednie przelewy w system transakcyjny. To całkiem dużo informacji, które trzeba śledzić, a zlecanie przelewów zawsze zabiera kilka chwil cennego czasu.

Zastanawialiście się kiedyś, ile czasu marnujemy na płaceniu rachunków? Trzeba upewnić się co jest już zapłacone, a co jeszcze nie, uruchomić komputer, zalogować się do konta, wpisać hasło, odebrać sms z kodem itd. I tak za każdym razem, gdy przyjdzie nowa faktura za telefon, czy rachunek za prąd. Całe szczęście, że w erze bankowości elektronicznej nie musimy już przynajmniej dreptać na pocztę z każdym rachunkiem :).

Ale opłacanie rachunków może być jeszcze łatwiejsze i właściwie niezauważalne z naszego punktu widzenia. Z pomocą przychodzą tutaj usługi banków, które pozwalają na pewną automatyzację naszych finansów. Najbardziej pomocna jest tu usługa polecenie zapłaty.

Jak działa polecenie zapłaty?

Polecenie zapłaty to usługa, która pozwala na automatyczne inicjowanie płatności z Twojego rachunku na rzecz dostawców różnych usług (np. usług telekomunikacyjnych, energii, gazu i najróżniejszych usług abonamentowych).

Jak to działa?

Pierwszym krokiem jest sprawdzenie, czy Twój dostawca jest na liście obsługiwanych wierzycieli w Twoim banku. Możliwość weryfikacji powinna pojawić się już na samym początku wypełniania wniosku o uruchomienie polecenia zapłaty.

Po wypełnieniu wniosku wszystko dzieje się już automatycznie. Z dniem terminu płatności na fakturze bank zrealizuje płatność dokładnie na tę kwotę, która widnieje na dokumencie. Ty nie musisz się martwić o nic, poza zapewnieniem wystarczających środków na ROR.

O tym, jaka to kwota, zawsze będziesz wiedzieć z wyprzedzeniem. Dostawca nadal będzie wysyłał do Ciebie faktury – tutaj nic się nie zmienia.

Dodatkowo, udzielenie upoważnienia do automatycznego obciążania Twojego rachunku kwotami z faktur wcale nie oznacza, że tracisz kontrolę nad swoimi pieniędzmi. W ciągu 56 dni od każdej płatności masz możliwość jej anulowania. Środki zostaną zwrócone na Twój ROR.

Nie tracisz też kontroli nad swoim budżetem. Przelew z polecenia zapłaty zapisuje się tak jak każdy inny przelew w historii transakcji. To oznacza, że bez problemu pojawi się też w Kontomierzu pod odpowiednią kategorią wydatków.

Co zyskujesz na takim rozwiązaniu?

Czas. Nie musisz go marnować na logowanie się do konta i przechodzenie całej procedury wykonywania przelewu za każdym razem, gdy przyjdzie do Ciebie nowy rachunek.

Spokój. Masz pewność, że wszystko jest zapłacone i o niczym nie zapomniałeś. Faktura zostanie opłacona automatycznie – terminowo i dokładnie na kwotę, na jaką opiewa. Oczywiście, o ile wcześniej na ROR znajdą się wystarczające środki.

Plan. Wysokość opłat najlepiej założyć sobie z pewnym wyprzedzeniem. Warto dbać, by na ROR zawsze znajdował się „osad” pozwalający na opłacenie wszystkich rachunków. Takiej kalkulacji można dokonać bardzo łatwo na podstawie rachunków z poprzedniego miesiąca i doliczając do tego niewielką rezerwę na wypadek jakichś wahań w wysokości poszczególnych faktur. Zapewniając od razu środki na pokrycie wszystkich rachunków już od początku miesiąca wiesz, ile pieniędzy pozostało Ci jeszcze do dyspozycji.

Ta cała wygoda jednak kosztuje i banki najczęściej pobierają miesięczną opłatę za każde polecenie zapłaty. Czy takie ułatwienie sobie życia jest warte dodatkowej złotówki lub dwóch doliczanych do każdego rachunku? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

Podsumowując, polecenie zapłaty to całkiem wygodne rozwiązanie znacznie ułatwiające proces opłacania rachunków. Warto się mu przyjrzeć i sprawdzić z jakimi dostawcami współpracuje nasz bank i jakie opłaty pobiera za tę usługę.

Fot. Flickr / kozumel

Ogólne Czy już czas zmienić bank? 3 sygnały

  • 21 października 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comments

Niby z roku na rok rośnie liczba osób, które przenoszą swoje konta bankowe, to zdecydowana większość Polaków zostaje przy swoim pierwszym banku. Według wyników Diagnozy Społecznej z 2013 tylko co czwarty ankietowany zmienił kiedykolwiek swoje konto bankowe.

A czasami taka zmiana jest bardzo wskazana. Nawet jeżeli zaczęliśmy w banku, który miał dla nas najlepszą ofertę na rynku, to taki stan na pewno nie będzie trwać latami. Oferty zmieniają się stosunkowo często, więc niewykluczone że już po kilkunastu miesiącach łatwo byłoby nam znaleźć coś lepszego.

Co może nas zmotywować do szybszej zmiany konta? Na przykład te trzy rzeczy…

1. Bank wymaga od nas coraz więcej

Od jakiegoś czasu banki ukrywają opłaty i podwyżki za gąszczem warunków do spełnienia. W przekazie marketingowym niby wszystko jest za darmo – prowadzenie konta, przelewy, karta, bankomaty – wszystko za 0 zł. Tylko jak się wczytać w szczegóły oferty, to drobnym drukiem wypisane są wszystkie warunki, które trzeba spełnić, by tę darmowość utrzymać.

I tak by mieć darmowe konto trzeba na przykład co miesiąc wpłacać na nie ustaloną kwotę i dokonać ustalonej liczby transakcji bezgotówkowych kartą debetową dołączoną do konta. A jak tych warunków nie spełnisz, to bank wyciągnie rękę nawet po kilkanaście złotych za prowadzenie konta!

Wybierając konto możemy świadomie zdecydować się na takie z warunkami – wszystko policzyliśmy i wiemy, że z łatwością spełnimy wszystkie wymagania.

Problemy zaczynają się, gdy bank zaczyna te warunki zmieniać. I już nie wystarczy przelew co miesiąc na 1000 zł, teraz potrzeba 2000 zł, co może być trudne do spełnienia.

Jeżeli bank ma wobec nas coraz wyższe wymagania, to jest to na pewno jeden z sygnałów, by zacząć rozglądać się za czymś nowym.

2. Bank jest po prostu za drogi

Niektóre banki nie uciekają się do chowania opłat za listą do warunków do spełnienia, tylko komunikują wprost: konto u nas kosztuje tyle i tyle. Z jednej strony to uczciwy układ – bez gwiazdek i drobnego druku, wszystko jasno wyłożone czarno na białym w taryfie opłat i prowizji.

Gorzej, gdy jak dodamy opłaty za prowadzenie konta, kartę debetową i przelewy, to wyjdzie nam kilkanaście złotych w miesiącu. Na przykład płacenie bankowi 12 złotych co miesiąc oznacza wydatek 144 zł w skali roku. Te pieniądze można zaoszczędzić! – trzeba tylko przeanalizować dostępne oferty.

Oczywiście, nie zawsze warto kierować się tylko ceną. Jeżeli istotne są dla nas inne czynniki (np. jakość obsługi, przejrzystość i niezawodność systemu transakcyjnego itp.), to czasem warto płacić bankowi jakiś „abonament” w zamian za dobrą jakość tych usług. Wszystko zależy od tego, co jest dla nas najważniejsze.

3. W tym banku nie da się nic załatwić

Byliście kiedykolwiek w takiej sytuacji, w której dzwoniliście na infolinię w swoim banku z jakimś problemem i nikt nie potrafił Wam pomóc? Najpierw kilka lub nawet kilkanaście minut wsłuchiwania się w melodyjkę i oczekiwania na połączenie, a gdy już uda się połączyć, to z rozmowy właściwie niewiele wynika. Strata czasu.

Może nawet konsultant obiecał, że przekaże sprawę dalej i w najbliższym czasie ktoś do nas zadzwoni z rozwiązaniem. Ale mija kilka dni i nic…

Sam mam konta w różnych bankach i moją pierwszą linią kontaktu jest zazwyczaj telefon. Cały czas dostrzegam różnice między tym jak rozmawia się z pracownikami infolinii różnych banków.

W jednym potrafią obiecywać zajęcie się sprawą, ale jak dzwonię drugi raz z tym samym problemem to nikt nic nie wie, a w systemie nie ma śladu po poprzednim zgłoszeniu.

W innym banku gdy mam problem i konsultant akurat nie potrafi go rozwiązać, to obiecuje kontakt w ciągu kilku dni. I ten kontakt następuje, a osoba z którą rozmawiam zna szczegóły mojej sprawy.

I nawet nie chodzi mi tutaj o odradzanie jednego banku i polecanie innego konkretnego banku. Natomiast jeżeli widzisz, że obsługa w Twoim banku kuleje, to warto wiedzieć, że nie wszędzie tak jest.

Jeżeli to jest czynnik, którym kierujemy się przy wyborze banku, warto spytać znajomych, którzy mają konto w banku, który rozważamy, o ich doświadczenia z kontaktem z tą instytucją.

Fot. Flickr / noluck

Ogólne Waszym zdaniem: czy opłaca się korzystać z promocji bankowych?

  • 16 września 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comments

Bankowi marketerzy co chwila wymyślają nowe promocyjne oferty, mające na celu „przyprowadzenie” do banku jak największej liczby klientów. Na takich ofertach teoretycznie zyskują wszystkie strony – bank zyskuje nowego klienta, a klient dostaje korzystniejsze warunki niż w standardowej ofercie.

Oczywiście nie dotyczy to takich promocji jak „weź kredyt i wygraj samochód” – w takich konkursach jest jeden wygrany i jest to bank. A my korzystając z takich ofert możemy wyrządzić tylko krzywdę swojemu portfelowi.

Ale są też okazje, na których my możemy wprost zyskać. Dotyczą one przede wszystkim lokat i kont ROR. Tu za spełnienie kilku wydawałoby się niezbyt wyśrubowanych warunków możemy zasilić swój portfel całkiem istotnymi kwotami.

Warto przyjrzeć się im bliżej i odpowiedzieć sobie na pytanie czy to się nam na pewno opłaca.

Lokaty

Większość promocji związanych z lokatami opiera się na podobnym schemacie: bank zaoferuje Ci promocyjne oprocentowanie, wyższe niż rynkowy standard, ale pod warunkiem, że jesteś dla tego banku nowym klientem – i nigdy wcześniej nie korzystałeś z jego usług.

Plusy

  • oprocentowanie wyższe niż dla stałych klientów danego banku, często istotnie wyższe niż rynkowy standard; w dzisiejszych warunkach takie promocyjne oprocentowanie to około 5-5,5% brutto w skali roku
  • zdarzają się oferty, w których oprócz oprocentowania bank wypłaca też dodatkową premię za założenie lokaty (np. 50 zł)

Minusy

  • nie skorzystamy z tej promocji, jeżeli już wcześniej mieliśmy jakieś produkty finansowe w danym banku
  • wybierając tę ofertę nie będziemy mogli skorzystać już potem z żadnych innych promocji tego banku skierowanych do "nowych klientów"
  • w zamian za promocyjne oprocentowanie zostawiamy w banku swoje dane – w najbliższym czasie możemy spodziewać się telefonów od telemarketerów, którzy będą namawiać nas na skorzystanie z innych produktów banku
  • promocyjne lokaty często mają swoje ograniczenia – najczęściej spotykanym jest górne ograniczenie kwoty, którą możemy wpłacić na lokatę (np. 5000 zł lub 10000 zł)
  • to najczęściej lokaty krótkoterminowe – na dwa lub trzy miesiące – więc nie możemy liczyć na podobne zyski w dłuższym terminie

Konta bankowe

Często możemy trafić też na promocje, w których bank wypłaci nam premię za samo założenie konta. Takie oferty możemy znaleźć na stronach banków a także na serwisach typu Groupon. Kwota premii to najczęściej coś w okolicach 50-100 zł.

Plusy

  • dodatkowa gotówka w portfelu w formie premii
  • zdarzają się też oferty, gdzie bank do standardowego ROR dodaje konto oszczędnościowe z promocyjnym oprocentowaniem

Minusy

  • oferta najprawdopodobniej będzie skonstruowana tak, aby „zmusić” klienta do uczynienia danego konta jego głównym
  • najczęściej spotykane wymagania to: konieczność stałych, comiesięcznych wpływów w ustalonej wysokości (dodatkowo, bank może zażyczyć sobie, by były to wpływy od pracodawcy z tytułu wynagrodzenia, więc odpadają przelewy między własnymi kontami), wyrobienie ustalonego obrotu kartą dołączoną do konta, konieczność wyrobienia w miesiącu ustalonej liczby przelewów
  • jeżeli zamierzamy uczynić dane konto swoim głównym, to najprawdopodobniej będzie się to wiązało z jednorazowym, ale kłopotliwym procesem przenoszenia swoich ustawień, zdefiniowanych odbiorców i poleceń zapłaty do nowego banku
  • polowanie na tego typu promocje i regularne z nich korzystanie doprowadzi do tego, że będziemy mieli konta w bardzo wielu bankach – i przy każdym trzeba będzie pamiętać o tym, jakie wymagania należy spełnić, aby bank nie naliczył nam dodatkowych opłat

Podsumowując, banki oferują nam dodatkowe zachęty (premie, promocyjne oprocentowanie) w zamian za szereg zobowiązań (podanie swoich danych kontaktowych, zobowiązanie do miesięcznego zasilania konta ustaloną kwotą itp.).

Waszym zdaniem

Korzystaliście kiedykolwiek z takich promocji? Czy Waszym zdaniem się to opłaca, czy może minusy tych promocji przesłaniają ich plusy? Dajcie nam znać w komentarzach!

PS. W naszym rankingu lokat domyślnie znajdują się oferty promocyjne, czyli między innymi takie skierowane tylko do „nowych klientów”. Jeżeli nie chcecie korzystać z promocji i zależy Wam na ofertach na standardowych warunkach i bez dodatkowych warunków do spełnienia, to możecie wyłączyć je z rankingu zaznaczając pole „ukryj lokaty promocyjne”.

Ogólne Waszym zdaniem: Czy darmowe konto zawsze jest najlepsze?

Kiedyś na pewno tak uważałem. Co więcej, twierdziłem nawet, że jeżeli cokolwiek płaci się bankowi za podstawowe usługi związane z kontem (prowadzenie rachunku, karta debetowa, przelewy), to się przepłaca.

Coś musiało się jednak zmienić. Teraz mam swoje główne konto w banku, który każe sobie płacić 5 zł miesięcznie za kartę debetową. I gdy znajomi pytają mnie, jakie konto bym im polecił, to tych darmowych wcale nie wymieniam w pierwszej kolejności.

Może czasy się zmieniły i coraz trudniej o porządne konto, które jednocześnie byłoby darmowe? Przecież już jakiś czas temu mBank, który przez lata kreował się na bank bez żadnych opłat (za podstawowe produkty), wprowadził opłatę za kartę (opłatę dotyczącą mniej aktywnych klientów, ale po reakcjach klientów na niektórych blogach i forach widać, że ten mit „darmowości” został jednak poważnie naruszony). A może teraz po prostu oczekuję od banków czegoś innego niż tylko niskiej ceny?

Jaki jest problem z darmowymi kontami? Coraz częściej można się przekonać, że jeżeli coś jest za darmo, to na pewno płaci się w inny sposób. Tak jak za korzystanie z darmowego Facebooka płacimy swoimi danymi, a stacjom telewizyjnym płacimy oglądając ich reklamy.

W bankach płacimy m.in. wystawiając się na cross-selling i telefony sprzedawców z kolejnymi „fantastycznymi” ofertami. Płacimy własnym czasem, czekając często po kilkanaście minut na kontakt z konsultantem na infolinii. Płacimy swoimi danymi. I wygodą, choćby musząc szukać własnego „darmowego” bankomatu po mieście, zamiast wybrać pieniądze z dowolnej maszyny. A nawet doszło już do tego, że płacimy nawet oglądając reklamy.

Oczywiście te wszystkie rzeczy robią i banki „płatne” i te „darmowe”, ale jakoś te drugie mają większą motywację by zarabiać/oszczędzać na klientach w ten sposób.

No i takie podążanie za darmowością oznacza też, że siłą rzeczy trzeba co jakiś czas zmieniać banki. Bo te dotychczas darmowe wprowadzą nowe opłaty, albo tak zmienią warunki prowadzenia konta i zwolnienia z opłat, że nie będziemy się już kwalifikować.

Naturalnie są sytuacje, w których warto powalczyć o te kilkadziesiąt czy nawet sto-kilkadziesiąt złotych rocznie, które można ugrać nie płacąc za obsługę konta. Ale to nie zawsze jest najwyższy priorytet.

A jak Wy sądzicie? Na którym miejscu na liście Waszych wymagań wobec banków jest darmowa obsługa? A ile bylibyście w stanie płacić za konto, które spełniałoby Wasze oczekiwania?

Fot. Flickr / Images_of_Money

Ogólne Czego potrzeba byś zmienił bank?

Według badań prowadzonych przez Komisję Europejską tylko co dziesiąty klient europejskich banków odczuwa potrzebę zmiany swojego głównego banku na inny.

A tych dziewięciu na dziesięciu, którzy pozostają w swoich starych bankach? Co z nimi? Okazuje się, że wstrzymują ich podstawowe przeszkody (tu już wnioski z badania przeprowadzonego przez Deloitte): niechęć do formalności związanych ze zmianą banku, związanie z obecnym bankiem także innymi produktami oraz niezbyt atrakcyjna oferta konkurencji.

Na tym tle oferta polskiego rynku bankowego nie wygląda tak źle. Mamy banki dla oszczędzających (BGŻ Optima), banki dla osób robiących dużo zakupów spożywczych (Dobre Konto w Millenium), dla kierowców (Konto Zarabiające w Meritum ze zwrotem części wydatków na paliwo), konta dla internetowych (zasiedziały mBank i chłodno przyjęty Alior Sync). No i całą masę średniaków.

Słowem: jest w czym wybierać. Co więcej, z czasem sytuacja na rynku się zmienia i dotychczasowi liderzy muszą konkurować z nowymi bankami, które chcą się wyróżnić.

A mimo to banki zmieniamy rzadko.

 

Oczywiście najsilniejszy związek z danym bankiem mają ci, których do lojalności zobowiązuje kredyt hipoteczny. Do kredytu obowiązkowy ROR (lub przynajmniej konto techniczne), a w zamian za niższą marże - zobowiązanie do comiesięcznego przelewania pensji na konto w tym właśnie banku i dodatkowa karta kredytowa w ręku.

Z takiego żelaznego uścisku banku rzeczywiście trudno jest się wyrwać.

Ale jeżeli poza kredytem hipotecznym ten bank ma do zaoferowania niewiele dobrego, to warto się zastanowić nad podjęciem tego wysiłku i poszukania innego głównego konta.

Szukasz najlepszego konta dla siebie? Sprawdź nasz najnowszy ranking ROR.

W banku, w którym masz kredyt (i do którego pracodawca przelewa twoją pensję) możesz ustawić zlecenie stałe: przelew wynagrodzenia (minus rata kredytu, minus jakaś rezerwa na wszelki wypadek - zwłaszcza w przypadku kredytów w walucie!) w dwa-trzy dni po oczekiwanym terminie przekazania wynagrodzenia.

Warto sobie to wszystko policzyć - taka zmiana często się opłaca. Zwłaszcza, jeżeli w nowym banku będziesz mieć darmowe przelewy i prowadzenie konta, darmowe wypłaty ze wszystkich bankomatów i najlepiej jeszcze zwrot części wydatków za zakupy kartą.

Przy zmianie banku warto wziąć pod uwagę jeszcze wszystkie inne produkty finansowe. Debet, karta kredytowa - w niektórych bankach można z miejsca skorzystać z oferty przeniesienia limitu kredytowego. To automatycznie zmniejsza ilość formalności (komu się chce kolejny raz iść do kadr po zaświadczenie o zarobkach...) - nowy bank zakłada, że w "starym" już wystarczająco cię sprawdzili.

Inne formalności? W zasadzie, to nie ma ich wiele. 

Jeżeli zmieniasz bank (z którym nie łączy cię żaden kredyt) to dobrze od razu rozważyć zamknięcie starego konta. Po co mieć bałagan w finansach i narażać się na ewentualne dodatkowe koszty?

Przed zamknięciem konta trzeba pamiętać o tym, by wyzerować środki na ROR i wszystkich rachunkach powiązanych. Bank nie zamknie konta, na którym jeszcze są pieniądze.

Najlepiej konto zamknąć podczas wizyty w oddziale, wtedy nic cię nie zaskoczy (np. odmowa zamknięcia konta z powodu środków, które pozostały na rachunkach) i całość można załatwić w czasie 15-20 minut.

Otwieranie nowego rachunku jest jeszcze prostsze i ze wszystkim można się uporać nie wychodząc z domu. Są banki, gdzie umowę "podpisuje się" przelewem weryfikacyjnym z innego banku (np. BGŻ Optima, Alior Sync). Tam dostajesz w pełni funkcjonalne konto już w chwilę po wypełnieniu wniosku na stronie (poza faktem, że musisz jeszcze poczekać kilka dni na dostarczenie karty pocztą).

Inne banki wyślą do ciebie kuriera, przy którym podpiszesz umowę.

Co pozostaje? Trochę pracy może być przy ponownym ustawianiu zleceń stałych i listy zdefiniowanych odbiorców, ale to praktycznie tyle.

A czy wy zmienialiście kiedyś bank? Dlaczego tak / dlaczego nie? 

Fot. Flickr / 401K 

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.