Filtrowanie wszystkich postów po tagu "motywacja." Wyczyść filtr

Potrzebujesz motywacji do oszczędzania?

Czasami nie jest łatwo nakłonić się do odkładania pieniędzy. Zwłaszcza gdy wszystko dookoła motywuje do czegoś całkiem innego…

Rzecz ma się tak... Wiesz, że warto oszczędzać. Że bez własnych odłożonych środków twoja emerytura ledwie wystarczy na życie. Że bez funduszu awaryjnego pierwszy lepszy nagły, nieprzewidziany wydatek będzie oznaczać konieczność wzięcia kredytu w banku lub zaciągnięcia pożyczki u rodziny lub znajomych. Że z własnymi oszczędnościami będziesz czuć się znacznie bezpieczniej

To wszystko wiesz. Znasz nawet pewnie mnóstwo porad jak oszczędzać pieniądze. Czytasz przecież ten blog, jak i pewnie cały szereg innych o oszczędzaniu, finansach domowych, budżecie itp. Tylko jakoś strasznie trudno jest zacząć wprowadzać to w życie. Jak to zrobić?

Zacznij już teraz

Najtrudniejszy jest moment tuż przed początkiem – potem łapiesz wiatr w żagle i jest już coraz łatwiej.

Zacznij już dziś. Nie czekaj na żadną magiczną datę – na poniedziałek, na początek tygodnia, na następną wypłatę. Jeżeli dziś podjąłeś decyzję o oszczędzaniu, to odkładaj pieniądze, a nie działania w czasie. Idź za ciosem i już teraz zrób pierwszy krok. Pamiętaj, że nie musi to być od razu jakaś wielka, radykalna zmiana. Małe kroki są jak najbardziej ok…

Zacznij od małych kroków

To zawsze jest duża pokusa. Wyobrazić sobie idealny stan i od samego początku wszystko ustawić tak, by było idealnie i optymalnie… Odkładać iks procent pensji, oszczędzać energię, paliwo itp. Tylko potem szybko okazuje się, że te wszystkie założenia – przynajmniej na początku – są nie do utrzymania, a wprowadzone zmiany zbyt gwałtowne.

Nawyk oszczędzania najlepiej wprowadzać do swojego życia powoli, bez drastycznych zmian. Tak aby nie odczuwać tych zmian we własnym stylu życia.

Nie licz na szybkie efekty

I tu zaczynają się złe wiadomości. By zauważyć pierwsze efekty, pierwsze konkretne zyski – nie tylko t psychologiczne, ale też te wyrażone w złotówkach – trzeba będzie trochę poczekać. Ten czas można spokojnie liczyć w latach.

No właśnie – te „kilkanaście” czy nawet „kilkadziesiąt” lat trochę odstrasza. A taki horyzont czasowy dla naszych oszczędności powinniśmy mieć na uwadze. Oszczędzanie to szkoła cierpliwości. Efekty nie przychodzą szybko – wręcz przeciwnie. Im dłużej czekasz, na tym większą „nagrodę” możesz liczyć.

Na początku wszystko będzie szło strasznie wolno. Pierwsze kilkadziesiąt złotych oszczędności pewnie wielkiego wrażenia nie będzie robić. I nie uratuje cię w sytuacji nagłych wydatków. Ale wraz z kolejnymi wpłatami do „skarbonki” oszczędności będą rosły coraz szybciej. Zacznie działać procent składany, odsetki będą generować kolejne odsetki i po kilku latach „zrobisz” sobie trzynastą pensję z samych zysków z oszczędności. A to już coś!

Stawiaj sobie cele i monitoruj postępy

Pierwsze kroki masz już za sobą? Zaplanuj kolejne! Dobrze jest mieć jeden główny długoterminowy cel, do którego się dąży – to wyznacza określony kierunek w działaniu. Ale równie ważne jest stawianie sobie celów krótkoterminowych, z horyzontem czasowym kilku miesięcy.

Np. uzbierać na funduszu awaryjnym 1000 zł w cztery miesiące.

Dlaczego warto stawiać sobie takie cele?

Dzięki nim możesz na bieżąco monitorować swoje postępy. Dokładnie wiesz na jakim etapie jesteś i ile ci brakuje do realizacji założonego celu. Już samo to, że tak patrzysz sobie na ręce motywuje do utrzymania dyscypliny.

Poza tym, gdy zrealizujesz jakiś cel, to daje to dużo satysfakcji. A taka „nagroda” to kolejny poważny motywacyjny dopalacz.

Dobrą metodą przy stawianiu sobie celów jest metoda SMART. Określa ona jaki skutecznie określić swoje cele. Taki cel powinien być:

  1. Konkretny – jasno sformułowany. Abstrakcyjne określenia typu „chcę być bogaty” odpadają.
  2. Mierzalny – powinieneś móc w łatwy sposób określić swoje postępy i mieć jasny warunek wykonania celu.
  3. Wykonalny – cel powinien być ambitny, ale nie do przesady. Z drugiej strony nie powinien być za łatwy. Jego wykonanie powinno wymagać wysiłku, ale powinno być w zasięgu ręki.
  4. Ważny – dobrze, gdy cel jest istotny. Skoro mówimy tutaj o pieniądzach, emeryturze i bezpieczeństwie finansowym, to ten warunek jest właściwie automatycznie spełniony.
  5. Określony w czasie – daj sobie ściśle określony czas na realizację celu. Po tym czasie zweryfikuj i oceń swoje działania.

A czy wy macie jakieś swoje sposoby na zmotywowanie siebie do oszczędzania? Jakie były wasze pierwsze kroki. A może udało wam się kogoś namówić do oszczędzania pieniędzy – jak?

Fot. Flickr / Courtney Dirks

Ogólne Daj sobie miesiąc na wdrożenie dobrych nawyków finansowych

  • 31 stycznia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comments

Prowadzenie skutecznego domowego budżetu to kwestia nawyków. Wypracowywania sobie tych dobrych i eliminowania tych złych. To zdumiewające jak wiele rzeczy, często szkodliwych, szybko wchodzi nam w krew.

Od drobiazgów, jak niewyłączanie światła w nieużywanych pomieszczeniach, przez rzeczy nieco większe – jak częste jedzenie na mieście, po tolerowanie już całkiem poważnych  wycieków z portfela.

Zaraz zaczyna się nowy miesiąc, to dobra okazja do tego, aby na poważnie zacząć walkę z negatywnymi nawykami i wzmacniać te pozytywne.

To też doskonały pretekst do tego, aby krytycznie przyjrzeć się swoim wydatkom i szerzej – tym jak zarządzamy naszymi finansami. Każde zachowanie, każdy nawyk warto prześwietlić pod kątem kilku czynników:

  • czy przybliża czy oddala mnie od moich celów finansowych?
  • czy wprowadza pozytywne czy negatywne wartości do mojego życia?
  • czy to rzecz przemyślana czy impulsywna?
  • czy jest w zgodzie z tym, jak wyobrażam sobie swoje dobre/idealne życie?
  • czy to daje widoczne, pozytywne efekty?

Co jeszcze możesz zrobić przez najbliższy miesiąc? Oto kilka pozytywnych nawyków finansowych, które zdecydowanie polecamy.

Po pierwsze – i prawdopodobnie najważniejsze – prowadź budżet domowy. Zbieraj paragony, zapisuj wydatki, analizuj i planuj swój budżet. Nawet jeżeli za te 29 dni uznasz, że to nie dla ciebie, to pod koniec zostaniesz z bardzo cennym zbiorem danych: kiedy, ile i na co wydajesz. Te informacje naprawdę często się przydają!

Odkładaj drobną, wyznaczoną sumę każdego dnia. Złotówka, pięć złotych, może więcej? Oszczędzanie warto zacząć od drobnych kroków. Jednym z nich jest… regularne odkładanie drobnych. Te kilka złotych można łatwo zaoszczędzić rezygnując z pewnych drobiazgów – np. codziennej kawy po drodze do pracy.

Robienie wszystkich zakupów z wcześniej sporządzoną listą. To jeden z najlepszych sposobów na ograniczanie wydatków. A także na spokojniejszą głowę – zastanawiając się wcześniej nad listą zakupów zyskujesz pewność, że nie zapomnisz o żadnej potrzebnej rzeczy. Oszczędzisz czas (i być może nawet pieniądze na dojazdy) nie musząc się wracać do sklepu po coś, co wypadło Ci z głowy.

Trzymanie się listy jest o tyle przydatne, że znieczula na wszystkie marketowe promocje (a promocje nie służą temu, żebyś wydał mniej, tylko by sklep zarobił więcej; ewentualnie by szybciej pozbył się produktów, którym kończy się termin ważności). Poza tym, wszelkie inne wysiłki sprzedawców, mające na celu skłonienie klientów do kupowania więcej, tracą na znaczeniu – np. specyficzne ustawianie alejek sklepowych (najpotrzebniejsze rzeczy umieszczone jak najdalej) lub ustawianie kuszących drobiazgów przy kolejkach do kas. Trzymając się listy włożymy do koszyka tylko to, czego faktycznie potrzebujemy.

Płacenie wyłącznie gotówką. Jeżeli masz w portfelu same karty kredytowe zadłużone pod limit, to jest to doskonałe rozwiązanie dla ciebie. Nie dość, że zaczniesz oszczędzać 20% przy każdym zakupie (brak kredytu = brak odsetek), to – jak wskazują kolejne badania – płacąc gotówką będziesz wydawać mniej.

--

Zacznij już od pierwszego lutego! To najkrótszy miesiąc w roku, więc trzymanie się tych dobrych nawyków finansowych przez cały luty nie powinno być takie trudne :).

Fot. Flickr / H. Michael Karshis

Ogólne Chcesz oszczędzać w 2016? Zacznij od małych kroków

  • 17 stycznia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comments

„Zacznę oszczędzać”, „będę odkładać więcej pieniędzy” – to niektóre z popularniejszych postanowień noworocznych. Jednak równie popularne jest niewłaściwe zabieranie się za te cele. Wszak to nie przypadek, że wiele z postanowień złożonych sobie 1 stycznia, wyparowuje już po kilku tygodniach.

Jednym z najczęstszych błędów jest podchodzenie do tych zadań nadmiernie ambitnie. Planujemy drastyczne cięcia w domowym budżecie, rezygnujemy ze wszystkich przyjemności, byleby tylko na koniec miesiąca odłożyć jak najwięcej pieniędzy… Ale już po dwóch lub trzech tygodniach okazuje się, że taki tryb życia jest nie do utrzymania. Wydatki przekraczają założone kwoty, gdzieś zaczyna pojawiać się rozczarowanie lub nawet poczucie porażki, aż w końcu rzucamy nasze postanowienia w kąt i wracamy do tego, co było wcześniej.

Zbyt ambitne cele to ustawianie sobie kursu na porażkę już na starcie. Zamiast tego pozytywną zmianę w domowych finansach lepiej budować na sukcesach – jakkolwiek małe by nie były.

Jednym z takich „małych sukcesów” może być ograniczenie drobnych wydatków.

Jeżeli regularnie wydajesz pieniądze na takie rzeczy jak kawa, ciastka czy inne przekąski na mieście, to masz już pewne pole do oszczędności (czyli odpada kolejna popularna wymówka – „nie mam z czego oszczędzać”). Równie zdradliwym, drobnym wydatkiem mogą być aplikacje mobilne lub gry. Gdy zrezygnujesz z takiego zakupu, przelej odpowiadającą mu kwotę z rachunku bieżącego na oszczędnościowe.

Kluczem jest regularność. 10 zł, które mogłoby gdzieś zniknąć w gąszczu innych zakupów czy w codziennym porannym pośpiechu, pod koniec miesiąca uskłada się na 300 zł oszczędności. A to już kwota, którą możesz przeznaczyć np. na budowanie funduszu awaryjnego.

Przyglądając się takim drobnym przyjemnościom pamiętaj, że oszczędzanie to nie bezwzględne cięcie wszystkich wydatków, tylko ich racjonalizacja.

No i właśnie, drobne wydatki. Tu kawa na mieście, tam jakiś dodatkowy drobiazg podczas codziennych zakupów, i tak dalej i tak dalej. Te pozornie niewielkie i nieszkodliwe zakupy, robione gdzieś „przy okazji” w dłuższej perspektywie również kumulują się do poważnych kwot. Tak, te 5-10-15 zł wydawane codziennie na kawę, ciastko czy inną przekąskę na mieście ma znaczenie dla Twojego budżetu!

Po pierwsze, są niewielkie, więc łatwo je zlekceważyć. „Te 5 zł przecież nie uratuje mojego budżetu” to wymówka, która może się tu bardzo często pojawiać.

Co więcej, takich drobnych zakupów dokonujemy często w pośpiechu, np. w drodze do pracy. Lub podczas powrotu do domu, gdy jesteśmy zmęczeni (i trudno nam zebrać sobie na tyle silnej woli, by myśleć o oszczędzaniu). W takich okolicznościach zazwyczaj nie mamy głowy do tego, by zabrać rachunek, czy zapisać wydatek w swoim notatniku, by uwzględnić później tę kwotę w swoim budżecie lub w wydatkach gotówkowych w Kontomierzu.

Szybko zapominamy o takich wydanych w biegu kilku złotych… a na koniec miesiąca znów trzeba się zastanawiać „gdzie podziały się moje pieniądze?” Wrzucamy do koszyka jakieś dodatkowe, zbędne drobiazgi, a potem szybko o nich zapominamy. A stan konta maleje…

Następnym razem, gdy będziesz robić zakupy „w biegu” z zamierzeniem kupienia czegoś, czego nie uwzględniał twój budżet, zatrzymaj się na chwilę  i zadaj sobie pytanie „czy na pewno tego potrzebuję?” Taka, nawet krótka, chwila refleksji to naprawdę skuteczny sposób obrony przed zbędnymi wydatkami.

Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze włóż do skarbonki lub przelej na konto oszczędnościowe. To małe zwycięstwo – ograniczenie drobnych wydatków – da ci zastrzyk motywacji i wzmocni twoją silną wolę na drodze do lepszego zarządzania swoimi domowymi finansami.

Fot. y xJason.Rogersx

Ogólne Nie warto przesadzać z oszczędzaniem. Zwłaszcza teraz!

  • 10 stycznia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comments

Wbrew pozorom, oszczędzanie pieniędzy też może doprowadzić nas na skraj kłopotów finansowych. Teraz, na początku roku, jesteśmy w okresie, gdy wielu ludzi stawia sobie noworoczne postanowienia i stara się w nich wytrwać. W tym momencie bardzo łatwo jest przesadzić – stawiając sobie cele zbyt ambitne, lub starając się osiągnąć je w nienaturalnie krótkim czasie.

Pół biedy, jeżeli ucierpi na tym tylko nasz zapał i energia. Gorzej, gdy złe oszczędności – na rzeczach, na których nie powinno się oszczędzać, czy za głębokie cięcia w pewnych obszarach – zaczną mieć swoje konsekwencje finansowe. Niekorzystne konsekwencje.

Bo utrzymywanie wydatków blisko niezbędnego minimum może być dobrym rozwiązaniem w sytuacji kryzysowej, ale na dłuższą metę jest szkodliwe.

Można sobie bardzo łatwo wyobrazić skutki takiej przesadnej oszczędności. Zwłaszcza teraz – zimą.

Zbyt radykalne oszczędzanie na ogrzewaniu to prosta droga do – co najmniej – przeziębienia. I na pewno sporego niezadowolenia innych domowników.

Krok dalej – oszczędzanie na lekarstwach i leczenie się domowymi sposobami może skutkować przedłużającą się chorobą (czyli dłużej nie pracujemy i nie zarabiamy), lub nawet komplikacjami i już koniecznością wizyty u lekarza i zakupu specjalnych leków. A to już może kosztować większe pieniądze.

Nieracjonalnym oszczędzaniem możemy sobie zaszkodzić na wiele sposobów.

Jednym z jaskrawszych jest oszczędzanie na jedzeniu. W tym przypadku kierowanie się wyłącznie ceną może prowadzić do problemów ze zdrowiem, gorszego samopoczucia, czy częstego uczucia zmęczenia. A to dlatego, że najtańsze produkty mają w swoim składzie dużo różnych „zapychaczy”, chemii i cukru. Tak jak napoje (cukier) w miejsce soków, czy tanie wędliny (woda) w miejsce tych lepszej jakości.

Przy zakupie jedzenia cena nigdy nie powinna być jedynym kryterium. Kontomierz to absolutnie nie jest portal dietetyczny, więc ograniczymy się tylko do ogólnego stwierdzenia: powinniśmy dbać o to, by dostarczać sobie potrzebnych składników odżywczych i witamin, nie głodzić się i mieć stosunkowo zróżnicowany jadłospis.

Kierując się jedynie ceną przy zakupie innych produktów – np. AGD czy elektroniki – skazujemy się na dość niski komfort pracy z urządzeniem. Zamiast wygody i ułatwiania sobie życia skazujemy się na frustrację. Nie wspominając o prawdopodobnie szybkiej wizycie w serwisie.

Czasami wskazane jest oszczędzić na wygodzie – wszak nie zawsze warto wydawać pieniądze na dodatkowe usprawnienia, których skuteczność może być wątpliwa. Innym razem ułatwienie sobie pracy z różnymi urządzeniami może prowadzić do oszczędności czasu i energii.

Dlatego tak ważne jest świadome robienie zakupów. Analizowanie swoich własnych potrzeb, jak i odrobienie pracy domowej i sprawdzenie oferty produktów dostępnych na rynku.

Wybierając rower (zima to akurat bardzo dobry moment na taki zakup!) też można wybrać tanią opcję za kilkaset złotych z hipermarketu, albo sprzęt dobrej, sprawdzonej firmy.

Wybór tego pierwszego to niemal na pewno mniejsze bezpieczeństwo jazdy, znacznie mniejszy komfort i szybka wymiana podzespołów. „Marketowe” rowery znane są z tego, że potrafią się dosłownie rozlecieć podczas normalnej jazdy.

Ten schemat pojawia się często wśród zakupów z różnych kategorii produktów. Wydajesz mało na starcie, ale potem dokładasz, dokładasz i dokładasz. Albo płacisz całkiem inną cenę – poświęcając zdrowie lub komfort.

To wszystko oczywiście nie oznacza, że zawsze tanie = złe. Dookoła jest mnóstwo okazji, dzięki którym można dokonać naprawdę dobrego zakupu za niską cenę.

Tym niemniej, trzeba uważać. Przyjęło się, że naciągnąć chcą nas ci, co życzą sobie wysokich cen za swoje produkty. Tymczasem, równie łatwo jest dać się naciągnąć komuś, kto sprzedaje za podejrzanie niską cenę.

Fot. Flickr / torugatoru

Już za tydzień Blue Monday. Poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia przyjął się jako najbardziej depresyjny dzień roku.

To wtedy kumulują się same negatywne czynniki. Pogoda (wciąż krótki dzień, mało światła), nadchodzące raty kredytów branych w związku ze świątecznymi wydatkami, no i psychologicznie obciążająca świadomość niedotrzymania noworocznych postanowień.

Jak sobie z tym poradzić?

Cóż, pogody nie zmienimy. Mamy jednak nadzieję, że między innymi dzięki Kontomierzowi nie macie problemów z dopięciem domowego budżetu na początek roku :). To, co jeszcze możemy zrobić, to wesprzeć Was w utrzymaniu i realizacji Waszych noworocznych postanowień.

Po pierwsze: miej plan

Plan, czyli szereg celów do wypełnienia. Ważne tylko, aby te cele – opis tego, co chcesz osiągnąć – były właściwie zarysowane. Tak aby ułatwiały, a nie utrudniały cały proces.

Wbrew temu co można znaleźć w wielu poradnikach psychologicznych, wyobrażanie sobie (wizualizacja) sukcesu wcale nie zwiększa motywacji, a wręcz przeciwnie. Efektem ponownie jest rozleniwienie. Samo wyobrażenie sukcesu potrafi bowiem działać równie nagradzająco jak sam sukces. Paradoksalnie obniża to motywację do jego osiągnięcia.

Cel aby był motywujący i skuteczny, musi spełniać kilka warunków. Musi być...

Konkretny. Cel musi jasno wskazywać na to, co chcesz osiągnąć. Nie ma tu miejsca na ogólniki typu „chcę być bogaty”. Formułując cel określ jasno do czego dążysz, dlaczego akurat właśnie do tego i w jaki sposób zamierzasz do tego dojść. Na przykład: osiągnięcie aktywów w wysokości 3 mln złotych w dzisiejszych pieniądzach.

Mierzalny. Postawiony raz cel musi podlegać od czasu do czasu weryfikacji. By móc właściwie ocenić swoje postępy musisz być w stanie je zmierzyć, określić dokładnie stan wykonania. Wyznacz własne kryteria, kamienie milowe, coś co pozwoli Ci określić na jakim etapie jesteś. Zarządzaj własnym celem.

Określony w czasie. To w sumie kontynuacja mierzalności. Cel musi mieć deadline, nie może ciągnąć się w nieskończoność. Wyznacz sobie granicę czasową, moment w którym określisz czy udało się, czy nie.

Możliwy, osiągalny. Z tym warunkiem mam pewien problem, bo to typowy „złoty środek”. Dobry cel, to taki, który nie jest ani za prosty do osiągnięcia, ani nie jest niemożliwy. Osiągnięcie go wymaga pewnego wysiłku, ale jest wykonalne.

Istotny. Musi być dla Ciebie ważny. Powinien też współgrać z wartościami jakie wyznajesz w życiu. Wbrew tematyce bloga, nie musi chodzić koniecznie o pieniądze. Warto zadać sobie kilka pytań na temat tego, co jest dla nas naprawdę istotne.

Po drugie: nie zrażaj się porażką

Zmiana nawyków finansowych, przejęcie kontroli nad własnym budżetem i budowanie bezpieczeństwa finansowego to nie są łatwe zadania. Nie wszystko będzie udawać się już od pierwszego dnia. Gdzieś przegapimy paragon, innego dnia damy się złowić na promocję i impulsywne zakupy, a ostatecznie na koniec miesiąca możemy nawet wydać więcej niż sobie założyliśmy.

Tylko, że to nie jest duży problem. To naturalny proces. Trzeba się z tym pogodzić. Początek drogi będzie trudny, ale im dłużej będziemy próbować, tym więcej wprawy nabierzemy i tym większe nasze szanse na sukces.

Po trzecie: miej swój cel zawsze na oku

Zapisz sobie swój cel. I umieść swoje postanowienia gdzieś w widocznym miejscu: przyklej samoprzylepną kartkę na ścianie nad biurkiem, przypnij magnesem do lodówki, cokolwiek… Miej swój cel zawsze na oku – tak, aby zawsze coś Ci o nim przypominało.

Po czwarte: aktywnie walcz z wymówkami

Nie pozwalaj na to, aby wymówki miały jakikolwiek wpływ na Twoje decyzje finansowe, na Twoje nawyki i realizację Twoich celów.

Bardzo łatwo znaleźć powód, dla którego się czegoś nie zrobiło. Łatwo się usprawiedliwiać, łatwo znaleźć pozornie-racjonalne uzasadnienie dla swojej bezczynności czy zaniechań.

Ale dobrze wiemy, że taka postawa w długim terminie prowadzi do jeszcze większych kłopotów.

Po piąte, być może najważniejsze: szukaj wsparcia z zewnątrz

Wszystkie nowe nawyki potrzebują czegoś, co będzie motywować do ciągłego ich podtrzymywania. Czasem będzie to nagroda – za zachowanie zgodne z nowym postanowieniem. Czasem będzie to lekkie „szturchnięcie” i przypomnienie – „hej, teraz powinieneś zrobić to i to!”

Nikt nie zrobi tego lepiej niż Twoi bliscy i znajomi, którzy w jakiś sposób towarzyszą Ci w tej pozytywnej przemianie. Szukaj wokół siebie ludzi, którzy mają na Ciebie dobry wpływ, skłaniają do działania lub po prostu swoją własną postawą dają dobry przykład.

Otaczaj się takimi ludźmi, a będzie Ci dużo łatwiej dążyć do własnego sukcesu.

Fot. Flickr / comedy_nose

Ludzka psychika potrafi działać na przedziwnych zasadach. Na przykład gdy mamy okazję do dokonania pozytywnej życiowej zmiany, to wyobraźnia mnoży przed nami przeszkody. To się nie uda, tamto nie ma sensu, tego nie warto… Bardzo łatwo sięgnąć po którąkolwiek z wymówek.

Może to działać w najróżniejszych obszarach życia. Takie wymówki można znaleźć na okazję zmiany diety na zdrowszą, na okazję częstszych ćwiczeń, częstszego czytania książek, czy na okazję rozpoczęcia oszczędzania i kontrolowania budżetu.

Niektórzy z nas boją się zmian – nawet jeżeli te zmiany mają być pozytywne.

Jak sobie poradzić z takim strachem i brakiem motywacji? Rozprawiając się z najbardziej szkodliwymi wymówkami. Oto kilka z nich – oczywiście na przykładzie oszczędzania.

Wymówka: zacznę od jutra

Oszczędzanie często zaczyna się od wielu dobrych chęci i daleko idących postanowień. I w wielu przypadkach na tym właśnie się kończy. Zdajemy sobie sprawę, że oszczędzanie jest korzystne (a samodzielne oszczędzanie na emeryturę, w obecnych warunkach, nawet nie tylko korzystne a wręcz konieczne), ale gdy z fazy rozmyślania i planowania mamy przejść do działania, to robi się trudno.

Zawsze jest jakaś okazja, by wydać te pieniądze, które w głowie zaksięgowaliśmy już jako oszczędności. Zawsze da się znaleźć jakiś (pozornie) racjonalny powód, dla którego warto odłożyć oszczędzanie na później.

Mam teraz szczególnie ciężki finansowo miesiąc – zacznę od przyszłej wypłaty.

Dziś już nie warto, jest za późno i jestem zbyt zmęczony by myśleć o pieniądzach. Jutro będę miał więcej czasu i świeży umysł - wtedy się tym zajmę.

Rozwiązanie: zacznij już teraz

Zacznij już dziś, a nawet – już teraz. Rozejrzyj się dookoła: zgaś światło w nieużywanych pomieszczeniach, dokręć kran by nie kapał, wyłącz telewizor zamiast przełączać go w tryb czuwania. To już są pierwsze oszczędności! Mało spektakularne i na pierwszy rzut oka niewidoczne, ale pamiętaj o naczelnej zasadzie oszczędzania – kropla drąży skałę.

Drobiazgi załatwione? To pójdź o krok dalej i przetnij swoją kartę kredytową, na której trzymasz zadłużenie już od wielu miesięcy.

Te rzeczy nic nie kosztują, nie wymagają ogromnych wyrzeczeń, czy wielkiej życiowej zmiany. A są już jakimś pierwszym krokiem na drodze do pełnej kontroli nad własnym budżetem.

Najgorszy jest moment tuż przed początkiem – potem idzie już łatwo.

Po prostu nie czekaj na żadną magiczną datę – na poniedziałek, na początek tygodnia, na następną wypłatę. Te wszystkie magiczne daty mają to do siebie, że zawsze są w przyszłości. Nigdy „teraz”. Jeżeli dziś podjąłeś decyzję o oszczędzaniu, to nie odkładaj działania w czasie. Idź za ciosem i już teraz zrób pierwszy krok w odkładaniu pieniędzy.

Wymówka: nie mam z czego oszczędzać

Łatwo wyobrazić sobie idealny stan i od samego początku wszystko ustawić tak, by było idealnie i optymalnie… Odkładać 20% pensji, oszczędzać energię, paliwo itp. Tylko potem szybko okazuje się, że te wszystkie założenia – przynajmniej na początku – są nie do utrzymania, a wprowadzone zmiany są zbyt gwałtowne.

Jest duża szansa na to, że jeżeli dopiero zaczynasz kontrolować swoje wydatki, to nie jeszcze masz w budżecie takiego luzu by odkładać regularnie 10% czy 20% swojej pensji. Być może nie masz nawet żadnego luzu i stąd przekonanie, że na oszczędności nie ma tu już miejsca.

Rozwiązanie: zacznij od małych kroków

Nawyk oszczędzania najlepiej wprowadzać do swojego życia powoli, bez drastycznych zmian. Tak aby nie odczuwać tych zmian we własnym stylu życia.

Chcesz zacząć działać już dziś? Zrób pierwszy mały krok i otwórz konto oszczędnościowe w swoim banku. Drugi krok – ustaw stałe zlecenie codziennego przelewu z ROR na to konto oszczędnościowe. Zacznij nawet od złotówki dziennie. W swoim portfelu tej zmiany nie odczujesz, a oszczędności zaczną powoli rosnąć.

Jeżeli to rozwiązanie się sprawdzi, to na kolejny miesiąc ustaw już stałe zlecenie na 2 złote dziennie.

Pamiętaj też, że oszczędzanie to nie tylko przelewanie pieniędzy z jednego miejsca w drugie. Chodzi o to, by było z czego to przelewać – a takie oszczędności najłatwiej znaleźć szczegółowo przyglądając się swoim wydatkom i tamując niepotrzebne wycieki z portfela.

Wymówka: nie mam czasu/ochoty by notować wszystkie wydatki

Tylko, że nie każdy na takie szczegółowe analizy ma czas i ochotę. Zresztą – gdyby chodziło tylko i wyłącznie o analizę danych, to byłoby jeszcze pół biedy. Gorzej, że te dane trzeba najpierw zgromadzić.

Trzeba pamiętać o braniu rachunku przy każdych zakupach. Trzeba pamiętać każdy najdrobniejszy wydatek. Trzeba to wszystko gdzieś wpisywać – regularnie, rzetelnie i dokładnie.

Kto dziś ma na to czas?

Rozwiązanie: pozwól technologii wykonać część pracy za Ciebie

Kontomierz powstał po to, by rozprawić się właśnie z tą wymówką. Po imporcie danych z banku większość pracy jest już wykonana: przelewy są zapisane, transakcje kartowe podliczone, a wszystkie wydatki domyślnie skategoryzowane.

Po Twojej stronie zostaje tylko lekki „tuning” tego systemu. Czyli dopisanie wszelkich wydatków gotówkowych i zweryfikowanie czy  wydatki zostały prawidłowo skategoryzowane.

Takie aplikacje do zarządzania finansami domowymi jak Kontomierz, czy podobne systemy dostępne np. w mBanku czy T-Mobile Usługi Bankowe wykonają większość pracy za Ciebie.

Wymówka: nie wierzę, że to co oszczędzę, jakkolwiek mi pomoże

Oszczędzanie pieniędzy jest mało spektakularne.

Zwłaszcza jeżeli dopiero zaczynasz i odkładasz małe kwoty. Łatwo się wtedy zniechęcić i pomyśleć, że tak naprawdę to całe odkładanie nie robi żadnej różnicy.

Tymczasem na zakupach bardzo łatwo wydać kilka złotych więcej, bo to przecież właśnie żadna różnica. Po prostu nie zauważa się tych złotówek, które uciekają z portfela – dlatego, że to takie drobne kwoty.

Jednocześnie można myśleć, że nie warto oszczędzać kilku nawet złotych dziennie, bo to nic nie da.

Rozwiązanie: ćwicz cierpliwość

Z oszczędzaniem jest tak, że efekty widać w długim terminie. Po latach.

Oszczędzanie to szkoła cierpliwości. Efekty nie przychodzą szybko – wręcz przeciwnie. Im dłużej czekasz, na tym większą „nagrodę” możesz liczyć.

Na początku wszystko będzie szło strasznie wolno. Pierwsze kilkadziesiąt złotych oszczędności nie zabezpieczy Ci emerytury ani nie przygotuje Cię na żadne nieprzewidziane wydatki. Ale wraz z kolejnymi wpłatami do „skarbonki” oszczędności będą rosły coraz szybciej. Zacznie działać procent składany, odsetki będą generować kolejne odsetki i po kilku latach „zarobisz” trzynastą pensję z samych zysków z oszczędności. A to już coś!

Fot. Flickr / 401 (K) 2013

Czyli jakiej kwoty potrzebujesz, by mieć z głowy jedną kategorię wydatków. Na całe życie.

Co jest ostatecznym celem oszczędzania? Można powiedzieć, że oszczędzamy po to, by uniezależnić się od zewnętrznych źródeł finansowania. Oszczędzamy po to, by przy zakupach – tych mniejszych i tych większych – jak najmniej polegać na kredytach. Oszczędzamy, gdyż wiemy, że na emeryturze już raczej nie będziemy mogli polegać na stałym źródle dochodu z pracy. I tak do końca nie wiadomo czy będziemy mogli polegać na emeryturze od państwa.

To jest coś, o czym myślę, gdy piszę tu o niezależności finansowej. Ale samo pojęcie niezależności finansowej jest ulotne, niekonkretne. Nie spełnia kryteriów, które powinniśmy sobie stawiać przy wyznaczaniu sobie celów (zasada SMART itp.)

Ponadto, „niezależność finansowa na emeryturze” to cel odległy i bardzo ambitny. Jeżeli chcesz zacząć oszczędzać i ktoś teraz mówi Ci, że do osiągnięcia finansowej niezależności potrzebujesz np. miliona złotych, to może to być co najmniej demotywujące. Na początku odłożenie nawet kilkuset złotych może być wyzwaniem, więc myślenie o tej „ostatecznej” kwocie już na starcie raczej nie pomaga.

Trik, który chcę Wam tu dziś przedstawić, sprowadza tę niezależność finansową do twardych konkretów. Pokazuje, w których obszarach, w których kategoriach wydatków jesteśmy już niezależni. I ile nam brakuje do niezależności w kolejnych. I, co ważne z punktu widzenia utrzymania osobistej motywacji do oszczędzania, rozbija nam jeden duży cel na szereg mniejszych, łatwiejszych do osiągnięcia.

Załóżmy, że jesteś zapisany do jednego z serwisów streamingujących muzykę i płacisz tam abonament 10 zł miesięcznie. Rocznie wychodzi 120 zł. Stosując tu zasadę „mnożenia przez 25” dojdziesz do wniosku, że potrzebujesz 3000 zł oszczędności, by ten wydatek finansował się „sam” już do końca życia.

Jak to działa?

Przyjmujemy tu założenie, że ze swoich oszczędności osiągasz stopę zwrotu na poziomie 4% rocznie. Czyli bardzo zachowawczo – to stawka, którą oferują teraz najlepsze lokaty.

4% zwrotu oznacza, że możesz rocznie wykorzystać 4% swoich oszczędności bez naruszania głównego kapitału. Więc jeżeli chcesz mieć jakiś wydatek z głowy na dobre, to musi się on mieścić w tych czterech procentach rocznie.

Obliczamy to w dwóch krokach. W pierwszym liczymy sumę roczną w wybranej kategorii wydatków. W drugim mnożymy to przez 25 (bo 4% = 1/25).

  • Miesięczny abonament za streaming muzyki: 10 zł = 120 zł rocznie = będzie się „samo” finansować z 3000 zł oszczędności
  • Miesięczny abonament za telefon komórkowy: 30 zł = 360 zł rocznie = finansowane przez 9000 zł oszczędności
  • Miesięczny abonament za internet: 49 zł = 588 zł rocznie = finansowane 14700 zł
  • Roczna prenumerata Gazety Wyborczej: 906 zł = finansowane przez 22650 zł oszczędności

I tak dalej. Tę zasadę można przykładać do każdej wybranej kategorii wydatków i sprawdzać ile nam jeszcze brakuje to osiągnięcia niezależności finansowej w tym jednym obszarze.

To zupełnie inaczej ustawia perspektywę myślenia o oszczędzaniu. Już nie myślimy o tym, ilu milionów złotych potrzebujemy na to, by móc zrezygnować pracy lub by mieć komfortową emeryturę. Zamiast tego widzimy konkretny, osiągalny cel: np. zaoszczędzić w sumie 9000 zł, tak aby sfinansować sobie „na całe życie” wydatki na abonament telefoniczny. Mamy konkret, ustalamy ramy czasowe i możemy działać.

Z drugiej strony, ta zasada zmienia też to, jak patrzymy na nasze wydatki. Czy na pewno potrzebuję prenumeraty dziennika, skoro muszę uzbierać aż ponad dwadzieścia tysięcy złotych, by ten wydatek w całości sam finansował się z wypracowywanych odsetek? Jak wybranie niższego abonamentu (za telefon, za internet itp.) wpłynie na te obliczenia i moje cele oszczędnościowe?

Myślenie o pieniądzach w ten sposób to bardzo dobre narzędzie, które motywuje do odkładania pieniędzy i jednocześnie do racjonalizacji obecnych wydatków. Dzięki „mnożeniu przez 25” będziecie zupełnie inaczej patrzeć na kategorie wydatków w swoich budżetach domowych.

Fot. Flickr / Tax Credits

Mamy już niemal połowę lutego, warto więc wrócić do obietnic, które złożyliśmy sami sobie na początku tego roku. Jak pokazują statystyki, z większością z nich rozstajemy się już w okolicach Blue Monday i niewielu noworocznych postanowień trzymamy się przez kolejne miesiące.

Ale nawet jeżeli w ostatnich tygodniach dyscyplina nas trochę zawiodła, to czy oznacza to, że mamy się poddać i ogłosić porażkę? Oczywiście, że nie.

Z postanowieniami noworocznymi jest ten problem, że są związane z konkretną datą. Siła symbolicznej deklaracji „nowy rok – nowy ja” jest ogromna. Nasza psychika bardzo lubi takie skojarzenia – jeżeli chcemy wprowadzić jakąś zmianę, zacząć coś nowego, to najlepiej „od poniedziałku”, „od pierwszego” lub właśnie „od nowego roku”.

Jeżeli jednak poważnie nam zależy na wprowadzeniu nowej, pozytywnej zmiany w swoich nawykach finansowych (lub ogólnie – w życiu), to trzeba czasem machnąć ręką na te wszystkie symbole i zwyczajnie wziąć się do działania. Mimo mniejszych lub większych porażek, które będą się przytrafiać gdzieś po drodze. Nie ma co ukrywać, że zawsze gdy będziemy próbować czegoś nowego, to ryzyko niepowodzenia będzie duże. I nie ma tu żadnego powodu do wstydu. Dopiero z czasem, z wykonaną pracą, nabytą wiedzą i praktyką pewne rzeczy będą przychodzić nam łatwiej.

Być może założyłeś sobie, że od stycznia będziesz zbierać wszystkie paragony i sumiennie przepisywać wszystkie, nawet najdrobniejsze wydatki do arkusza kalkulacyjnego. Udawało się to przez tydzień lub dwa, ale potem przegapiłeś jeden rachunek, później kilka kolejnych i na koniec miesiąca okazało się, że Twoje zapiski nijak się mają do tego, co znajduje się na Twoim koncie bankowym.

W tym momencie pojawiają się dwie możliwości. Pierwsza: możesz dojść do wniosku, że cały wysiłek był bez sensu i zaniechać dalszych starań. Druga: możesz wyciągnąć wnioski z własnych błędów i w kolejnym miesiącu zrobić pewne rzeczy lepiej.

Zmiana nawyków finansowych, przejęcie kontroli nad własnym budżetem i budowanie bezpieczeństwa finansowego to nie są łatwe zadania. Nie wszystko będzie udawać się już od pierwszego dnia. Gdzieś przegapimy paragon, innego dnia damy się złowić na promocję i impulsywne zakupy, a ostatecznie na koniec miesiąca możemy nawet wydać więcej niż sobie założyliśmy.

Tylko, że to nie jest duży problem. To naturalny proces.

Mamy więc drugi miesiąc roku. I mamy szereg noworocznych postanowień, w mniejszym lub większym stopniu spełnionych. Gdzieś po drodze mogliśmy popełnić błędy, ale to nie jest teraz najistotniejsze. Co dalej? Jak można sobie pomóc w spełnieniu różnych postanowień (nie tylko noworocznych)?

Spisz swoje cele. W fizycznej formie, na kartce papieru. Możesz powiesić tę listę na ścianie, przypiąć magnesem do lodówki lub zostawić w innym miejscu w mieszkaniu, w którym te zapiski będą dobrze widoczne. I będą Ci codziennie o sobie przypominać.

Wiedz dlaczego chcesz dokonać danej zmiany. To niezwykle istotne. Jeżeli nie jesteś do czegoś w stu procentach przekonany, jest duża szansa, że porzucić swój cel przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Formułując swoje cele pamiętaj o tym, by były one konkretne. Załóż sobie sztywną i obiektywną miarę sukcesu, na przykład „oszczędzę i odłożę w tym roku 2000 zł na fundusz awaryjny” lub „w każdym miesiącu będę prowadzić domowy budżet z pełną listą przychodów i wydatków”. Dzięki tak sprecyzowanym celom będziesz dokładnie wiedzieć czy dobrze idzie Ci ich wypełnianie.

Nie stawiaj sobie poprzeczki za wysoko. Twoje cele powinny być realistyczne. Zbyt ambitne założenia mogą paradoksalnie utrudnić Ci działanie. Z jednej strony takie nierealistyczne oczekiwania mogą sparaliżować Twoje działanie. Przy dużych celach często nie wiadomo od czego zacząć, a każdy krok naprzód wydaje się tylko kroplą w morzu potrzeb. To onieśmielające. Z drugiej strony, nawet jeżeli będziesz mieć dyscyplinę by podążać za tak ambitnym celem, Twoja siła woli może się szybko wyczerpać. Być może nie zauważysz tego od razu i nie w tym obszarze życia, którego dotyczy Twój cel, ale prędzej czy później to da o sobie znać.

Wyznacz sobie konkretne ramy czasowe. Załóż sobie jak często będziesz sprawdzać swoje postępy. To pozwoli Ci łatwo ocenić na jakim etapie jest realizacja Twoich celów.

Fot. Flickr / Tina Hsu

Ogólne 30-dniowe wyzwania na pomoc domowemu budżetowi

Prowadzenie zrównoważonego budżetu domowego to często kwestia nawyków. Pozbywania się tych złych (np. impulsywne zakupy, nadużywanie karty kredytowej…) i budowanie tych dobrych (np. budżetowanie, robienie zakupów z listą).

A jak wprowadzić taki pozytywny nawyk w codzienne życie? Tu z pomocą przychodzą 30-dniowe wyzwania, podpatrzone na zaprzyjaźnionym blogu produktywnie.pl.

O co chodzi? Wyznaczasz sobie określoną zasadę i trzymasz się jej każdego dnia przez kolejne 30 dni. Proste.

Wprawdzie, jak wskazują badania, do wykształcenia na stałe nowego nawyku potrzeba przeciętnie 66 dni. Zatem praktycznie, te 30 dni to tylko połowa drogi, ale jednocześnie dobry czas, by sprawdzić kilka rzeczy:

  • czy ten nowy nawyk w ogóle sprawdza się w praktyce?
  • czy daje widoczne/pożądane efekty?
  • czy pasuje do twojego stylu życia?

Jeżeli po miesiącu wszystko jest w porządku, wystarczy kolejne 30 dni, by zamienić wybrane zachowanie w bezwysiłkowy nawyk, który działa na autopilocie.

Pomysły?

Pozbywanie się jednej rzeczy dziennie. Tego akurat lepiej nie przekształcać w stały nawyk na całe życie, ale na 30 dni nadaje się jak najlepiej ;). „Graty” to często rzeczy, które trzymają nas przy złych nawykach.

Większość ludzi posiada co najmniej kilka-kilkanaście rzeczy, które nie są im potrzebne, których dawno lub wcale nie używali. I nawet nie trzymają ich z jakiegoś sentymentu, ale po prostu z przyzwyczajenia. A jak się głębiej zastanowić, to lista takich „gratów” potrafi się wydłużyć do nawet kilkudziesięciu przedmiotów.

A w uporządkowanym otoczeniu, gdzie mniej rzeczy odciąga naszą uwagę, lepiej się myśli i jest się bardziej produktywnym.

Zapisywanie każdego wydatku, co do złotówki, każdego dnia. Nie prowadzisz domowego budżetu? Wypróbuj to rozwiązanie przez jeden miesiąc. Nawet jeżeli uznasz, że to nie dla ciebie, to pod koniec zostaniesz z bardzo cennym zbiorem danych: kiedy, ile i na co wydajesz. Te informacje naprawdę często się przydają!

Odkładanie 5 zł każdego dnia. Oszczędzanie warto zacząć od drobnych kroków. Jednym z nich jest… regularne odkładanie drobnych. Te 5 zł można łatwo zaoszczędzić rezygnując z pewnych drobiazgów – np. codziennej kawy po drodze do pracy.

Robienie wszystkich zakupów z wcześniej sporządzoną listą. To jedno z najlepszych lekarstw na efekt „znów tyle wydałem, a praktycznie nic nie kupiłem”.

Dlaczego to działa? Rygorystyczne trzymanie się listy znieczula na wszystkie marketowe promocje (a promocje nie służą temu, żebyś wydał mniej, tylko by sklep zarobił więcej; ewentualnie by szybciej pozbył się produktów, którym kończy się termin ważności). Poza tym, wszelkie inne wysiłki sprzedawców, mające na celu skłonienie klientów do kupowania więcej, tracą na znaczeniu – np. specyficzne ustawianie alejek sklepowych (najpotrzebniejsze rzeczy umieszczone jak najdalej) lub ustawianie kuszących drobiazgów przy kolejkach do kas.

Płacenie wyłącznie gotówką. Jeżeli masz w portfelu same karty kredytowe zadłużone pod limit, to jest to doskonałe rozwiązanie dla ciebie. Nie dość, że zaczniesz oszczędzać 20% przy każdym zakupie (brak kredytu = brak odsetek), to – jak wskazują kolejne badania – płacąc gotówką będziesz wydawać mniej.

Fot. Flickr / Lhoretsë. 

Ogólne Właśnie dlatego noworoczne postanowienia zawodzą

Nowy Rok sprzyja nowym planom i zamierzeniom. Mając w kalendarzu taki symboliczny nowy początek bardzo łatwo sobie powiedzieć „będę więcej oszczędzać” czy „będę lepiej kontrolować swój budżet”. Według badania TNS dla ING z takimi właśnie planami w 2012 wchodzi co piąty Polak.

Ale te noworoczne postanowienia są strasznie trudne do utrzymania. Tydzień, może dwa – a potem stary porządek wraca. Dlaczego tak często do tego dochodzi?

Odkładanie w czasie. Jeżeli nie zaczniesz teraz, to pewnie już się nie uda. Nie ważne jaki dziś dzień. Czy początek roku, czy początek tygodnia. Minie jedna okazja, to zawsze w przyszłości będzie jakaś kolejna. I tak w kółko, nie osiągając nic ze swoich planów. Większość ludzi rezygnuje już w momencie, w którym przychodzi do konkretnego działania. Przezwyciężając tę przeszkodę jest się już daleko z przodu.

Wymówki. Bardzo łatwo znaleźć powód, dla którego się czegoś nie zrobiło. Wymówki są łatwe, proste i przyjemne – zmniejszają poczucie winy i dają złudzenie, że nadal jesteśmy na dobrej drodze (akurat tylko pojawiła się drobna trudność). Tylko, że to oczywiście do niczego dobrego potem nie prowadzi.

Brak kontroli efektów. Rzeczy takie jak oszczędzanie, wydawanie mniej, kontrolowanie budżetu są świetnymi postanowieniami, bo można je policzyć. Każdego dnia możesz zobaczyć jak blisko jesteś swojego celu. Takie regularne mierzenie stanu podjętych planów jest ekstremalnie ważne. Bez tego pozostaje tylko błądzenie po ciemku i liczenie na jakiegoś autopilota, który będzie trzymał właściwy kurs.

Zbyt ambitne plany. Bardzo łatwo postawić sobie poprzeczkę zbyt wysoko i założyć sobie cele niemożliwe, lub bardzo trudne do spełnienia. Ambicja jest dobra, ale wyznaczanie sobie planu, który wymaga nieustannego, dużego wysiłku szybko prowadzi do frustracji i porzucenia wcześniejszych zamierzeń.

Złe zdefiniowanie celów. „Więcej oszczędzać” czyli ile? Czyli co robić, a czego nie? Cele muszą być konkretne i jasne. Żeby zawsze było wiadomo, w którym miejscu jesteśmy. Konkretny cel to na przykład „odkładać dodatkowe 100 zł co miesiąc w momencie wpłynięcia pensji”. Z góry wiadomo, kiedy będzie spełniony, a kiedy nie.

Brak motywacji (lub niewłaściwa motywacja). Wprowadzane zmiany powinny mieć sens i znaczenie. Nie wiedząc po co coś robimy, lub robiąc coś z niewłaściwych pobudek („bo tak wypada”) tylko sobie utrudniamy. Wprowadzane noworoczne (czy jakiekolwiek) życiowe zmiany powinny być w zgodzie z własnymi wartościami.

Brak woli. Wola jest jak mięsień i przy dużym wysiłku jej siła po prostu się wyczerpuje. Takim dużym obciążeniem dla siły woli może być chociażby zbyt restrykcyjny rygor i sztywne zasady. Dobrze co jakiś czas pozwolić sobie na więcej swobody w trzymaniu się noworocznych planów – by dać trochę odetchnąć sile woli.

Brak wsparcia. Trzymając się tematu oszczędzania pieniędzy – utrzymanie takiego nawyku może być szalenie trudne w towarzystwie osób, które z pieniędzmi postępują w dużo bardziej swobodny sposób. Nie zawsze, ale czasami pewne pozytywne zmiany mogą paradoksalnie spotykać się z negatywnymi reakcjami otoczenia.

Za dużo na raz. Gdyby „oszczędzanie pieniędzy” było jedynym postanowieniem składanym w Sylwestra to jeszcze nie byłoby tak źle. Ale zazwyczaj taki plan znajduje się w dużo liczniejszej grupie – z takimi popularnymi przykładami jak „schudnę”, „będę więcej ćwiczył”, „będę żyć zdrowiej” itd. Jedna rzecz na raz. Dopiero gdy wejdzie w nawyk, można dokładać kolejne. Inaczej szybko pojawia się zniechęcenie i z planów nici.

--

Mierząc się z tymi problemami można założyć sobie takie noworoczne cele, które jednak będą możliwe do wykonania. I przyniosą naprawdę pozytywne zmiany.

Fot. Flickr / duien

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies