Filtrowanie wszystkich postów po tagu "planowanie wydatków." Wyczyść filtr

Nie stać Cię na drogie prezenty? Nie kupuj ich!

Sezon przedświąteczny to tradycyjnie czas zwiększonych wydatków. Nasz budżet narażony jest praktycznie z każdej strony.

Temperatury się obniżają, więc my podkręcamy kaloryfery. Miesięczne rachunki za ogrzewanie rosną (zobacz, jak je obniżyć). Pogoda za oknem też przypomina nam, że być może warto kupić nowe ubrania na zimową porę. Co więcej, biologia podpowiada nam, by zrobić „zapasy” na zimę, więc rosną też nasze wydatki na jedzenie.

No i oczywiście Święta. W naturalny sposób wydajemy więcej na żywność (do przygotowania potraw na wigilijny stół) i na benzynę/dojazdy (dla wielu ludzi to okazja, by odwiedzić dawno nie widzianych krewnych, którzy mogą mieszkać daleko).

No i jakby tego było mało – prezenty, stos prezentów.

A to przecież nie koniec. Zaraz Nowy Rok. A to nie tylko koszty imprezy, ale także noworocznych postanowień. Sklepy sprzedające odzież sportową i akcesoria do ćwiczeń mają wtedy czas żniw :). A nam zdarza się dać namówić na  tego typu wydatki.

Bez wcześniejszego przygotowania, mało który budżet sobie z tym poradzi. Tak naprawdę, to do takiego nagromadzenia wydatków warto przygotowywać się na kilka miesięcy przed (a są tacy, co zaczynają myśleć o kolejnych Świętach już w styczniu!).

Jeżeli jednak widzimy, że nasz budżet nie jest na to wystarczająco dobrze przygotowany i na coś może zabraknąć, to lepiej zastanowić się dwa razy zanim sięgniemy po środki z funduszu awaryjnego lub damy namówić się na świąteczny kredyt. Być może uda się jakieś wydatki ograniczyć lub z niektórych w ogóle zrezygnować?

Co roku mamy tę samą historię. Wszystko wokół zdaje się krzyczeć „kupuj!”. Świąteczne reklamy w mediach, sezonowe wyprzedaże skłaniające nas do niekoniecznie potrzebnych zakupów, ozdoby i przystrojenia w galeriach handlowych i tłumy w sklepach, które utwierdzają nas w słuszności takiego postępowania. Bo skoro wszyscy ulegają takiemu świąteczno-zakupowemu nastrojowi, to chyba nie ma w tym nic złego, jeżeli my też się do tego przyłączymy, prawda?

Na blogu Kontomierza, tak jak we wcześniejszych latach, doradzamy rozwagę. Wierzymy, że można stworzyć świąteczny, rodzinny i radosny nastrój bez konieczności wciągania się w tę całą konsumpcyjną spiralę. Na pewno da się znaleźć równowagę, która będzie oznaczać zarówno udane Święta, jak i rozsądny budżet.

Świątecznych kredytów radzimy unikać jak ognia.

Podczas świątecznych zakupów, jeszcze bardziej niż zazwyczaj, warto działać według zasady „jeżeli nie stać cię na to, to tego nie kupuj”. Nie będę szedł tak daleko, jak publicystka The Guardian, która pisze, że „jeżeli ktoś nie rozumie, że możesz nie mieć pieniędzy na prezent, to ta osoba w ogóle na niego nie zasłużyła” – to bardzo ostre stwierdzenie.

Natomiast zdecydowanie nie warto zadłużać się na Święta. To najgorszy moment na podejmowanie decyzji finansowych, których konsekwencje będziemy przecież odczuwać przez najbliższe kilka miesięcy. Co najmniej.

Pośpiech, emocje, przedświąteczny stres – to z pewnością nie ułatwia podejmowania racjonalnych decyzji. I nie ma co się łudzić, że banki pomogą nam w naszych dylematach. Wręcz przeciwnie, zrobią bardzo wiele, by jeszcze nam utrudnić. Na przykład zaprezentują rzeczywiste koszty kredytu w taki sposób aby utrudnić nam rzetelne porównanie ofert (a przecież w grudniu mamy masę innych obowiązków poza czytaniem umów kredytowych). Lub będą proponować droższe produkty chętniej niż te, które nie oznaczałyby aż tak dużych kosztów (np. kredyty konsumpcyjne vs karty kredytowe). A to tylko kilka pozycji z listy świątecznych przewinień popełnianych przez banki.

Jakie są więc sposoby na bezcenny upominek, który nie musi kosztować dużo i nie oznacza konieczności wchodzenia w świąteczne kredyty konsumpcyjne?

Jacek Santorski, psycholog biznesu, radzi „Bardzo osobisty upominek, gdzieś wyszukany, który kosztował czas i energię, mógł kosztować mniej pieniędzy. To musi być upominek dedykowany, o którym pomyślano wcześniej.” Osobiste podejście najczęściej oznacza więcej niż wydanie dużej sumy pieniędzy na prezent.

Takich sposobów na pomysłowy prezent jest mnóstwo, sami proponowaliśmy kilka nieszablonowych i niedrogich upominków. A jeżeli to nie wystarczy, to w tym artykule znajdziecie m.in. linki do kolejnych 23 pomysłów. I jeszcze wcale nie jest za późno, by któryś z nich wykorzystać!

Fot. Flickr / zaimoku_woodpile

Pożyczki chwilówki i kredyty konsumpcyjne to jedne z najgorszych rzeczy, które mogą przytrafić się domowemu budżetowi. Wysokie oprocentowanie i opłaty towarzyszące takiej pożyczce sprawiają, że do banku trzeba oddać o wiele więcej, niż się pożyczyło. A jeżeli taką pożyczkę brało się poza bankiem – to często trzeba zwrócić i kilka razy więcej!

Różne są motywacje do brania takich chwilówek poza bankiem. Czasem pieniądze potrzebne są szybko, nie ma czasu na bankowe formalności i sprawdzanie zdolności kredytowej. Innym razem okoliczności zmuszają do szukania finansowania poza systemem bankowym.

Czy jednak taki kredyt może pomóc w trudnej sytuacji finansowej? Wątpliwe. Najczęściej tylko odracza nieuchronne i stanowi kolejny krok do wpadnięcia w pętlę zadłużenia.

Poniżej przedstawiamy infografikę PBS opracowaną na podstawie badania z końca 2012 roku przeprowadzonego wśród klientów firm, które oferują mikropożyczki.

Mikropożyczki - infografika

Kim zatem są osoby biorące pozabankowe chwilówki? Okazuje się, że najczęściej są to kobiety, osoby w wieku 40-60 lat, z wykształceniem średnim. Co ciekawe, większość klientów firm pożyczkowych finansuje chwilówkami bieżące potrzeby, aż 65%!

Może się wydawać, że trudne sytuacje życiowe (które najłatwiej zrozumieć, jeżeli mowa o motywacji do brania mikropożyczek) występują stosunkowo rzadko – 15% klientów bierze pożyczkę na rachunki (pewnie zaległe), 7% na wydatki związane z nagłą chorobą, a 7% na spłatę innych zobowiązań.

Jeżeli mowa o nagłych wydatkach i trudnych sytuacjach finansowych, to nie można nie wspomnieć o funduszu awaryjnym. Jego podstawową rolą jest właśnie stanowienie bufora finansowego w takich okolicznościach. Czasem wymaga to pewnych poświęceń, ale w ostatecznym rozrachunku bardzo się opłaca.

Jedną z najlepszych motywacji do rozpoczęcia budowy takiego funduszu jest kalkulator pożyczkowy na stronie Providenta. Przykładowo, pożyczenie 2000 zł na niecały rok (45 tygodni) oznacza konieczność oddania blisko 3800 zł (w opcji droższej, z obsługą domową). 103,4% RRSO. Dwa razy więcej w rok!

Jak jeszcze można uniknąć konieczności korzystania z ofert takich firm? Planując swoje finanse. Cykliczne, przewidywalne okresy zwiększonych wydatków to czas żniw dla firm pożyczkowych. I jednocześnie zaskoczenie dla budżetów ich klientów. Święta – kredyt. Wakacje – kredyt. Wyprawka szkolna dla dziecka – kredyt.

Na takie przewidywalne wydatki też warto odkładać wcześniej, zwłaszcza jeżeli alternatywą jest kredyt (i to niezależnie od tego czy w banku, czy w firmie pożyczkowej).

Źródło grafiki: PBS.

Ogólne Dwa skuteczne podejścia do kategoryzowania wydatków

Teraz, gdy możecie już edytować drzewo kategorii wydatków w Kontomierzu, nic nie stoi na przeszkodzie, by dostosować strukturę wydatków do własnych potrzeb.

Po co kategoryzować wydatki?

Znajomość struktury własnych wydatków to jeden z najważniejszych elementów kontroli budżetu domowego. Wiesz ile i na co wydajesz, wiesz jak to ma się do twoich przychodów – to już są dane, na których można pracować , dzięki którym można na bieżąco kontrolować własne przepływy finansowe, a nawet tworzyć założenia dla długoterminowego planu finansowego.

Tak jak z przychodami zazwyczaj nie ma problemu – bo ich źródeł może być dwa, trzy lub nawet jedno, to wydatków jest cała masa. I do tego każdy ma swoje specyficzne podejście do klasyfikowania wydatków, odpowiednie do własnych oczekiwań, profilu finansowego i struktury samych wydatków.

Dlatego nie ma jednego, najlepszego sposobu na opracowanie całego drzewa kategorii, od A do Z, takiego które pasowałoby każdemu i w każdej sytuacji. W tym artykule przedstawię wam raczej kierunki, w których można iść projektując własną klasyfikację wydatków.

Podejście skrupulatne/tradycyjne

Tradycyjne podejście do kategoryzowania wydatków to to, które znajdziecie w Kontomierzu jako domyślne. To prosty i intuicyjny system, gdzie konkretne wydatki grupujemy w nadrzędne kategorie.

W ten sposób wszystkie wydatki związane z samochodem trafiają do kategorii „Samochód”: wiesz ile konkretnie wydałeś na paliwo, parkowanie, serwis, ubezpieczenia i inne opłaty, wiesz też ile w sumie kosztuje cię użytkowanie samochodu.

W podobny sposób możesz stworzyć grupę „Rachunki” i przypisywać do niej poszczególne wydatki związane z opłatami za gaz, wodę, prąd, internet, telefon itp.

Takich grup może być wiele – już przy początkowych ustawieniach w Kontomierzu zaczynamy od kilkunastu grup i powiązanych z nimi kilkudziesięciu konkretnych kategorii wydatków. A i pewnie i tak nie wyczerpaliśmy wszystkich pomysłów na wydawanie pieniędzy :).

To naprawdę dużo informacji, które – jeżeli zbierane regularnie i skrupulatnie – dają ogromną wiedzę o domowym budżecie i pozwalają na kontrolowanie nawet najdrobniejszych wydatków.

Ale jest to też podejście, które ma swoje wyzwania. Utrzymywanie złożonego drzewa kategorii to stosunkowo czasochłonny proces. Nawet przy automatyzacji w Kontomierzu trzeba włożyć w to trochę ręcznej pracy – przecież nawet jeden rachunek z hipermarketu może zawierać w sobie wydatki z kilku różnych grup i kilkunastu kategorii!

Podejście uproszczone

Tak naprawdę, to nawet prosty system kategoryzowania wydatków pozwala dobrze kontrolować budżet domowy.

Moim zdaniem takie skrupulatne podejście, jak powyżej, warto stosować raz w roku, w jakimś typowym miesiącu (czyli np. nie w grudniu), w osobnym zestawieniu. Ale sam nie odważyłbym się na taką dokładność co miesiąc – zabierałoby to mi zbyt dużo czasu, a do kontroli własnego budżetu nie potrzebuję aż tak dużego poziomu szczegółowości.

System, z którego korzystam na co dzień, opiera się na trzech filarach – grupach kategorii:

  • potrzebach
  • „zachciankach”
  • i oszczędnościach

Każde obciążenie na moim koncie rozpatruję w kontekście tych grup: czy wydałem pieniądze na coś, co jest mi niezbędne do życia, na przyjemności, czy też przeznaczyłem daną kwotę na oszczędności.

Tak jak podejście „tradycyjne” idzie od dołu do góry (szczegółowe, pojedyncze wydatki grupujemy w obszerniejsze kategorie), tak tutaj system idzie od góry do dołu (w pierwszej kolejności patrzymy na ogólne kategorie, a dopiero potem na to, co jest w środku).

W każdej z tych grup jest jeszcze kolejny poziom kategorii, do których przypisuję kolejne wydatki.

I tak, w „potrzebach” mam podatki i ZUS, opłaty za księgowość, rachunki (jako jedna kategoria – bez rozbijania na poszczególne media), wynajem, transport/samochód, jedzenie w domu, utrzymanie mieszkania i zdrowie.

„Zachcianki” miewam bardzo różne ;) i nieregularne, więc tu wydatki dzielę praktycznie tylko na dwie kategorie: wszelkie wyjścia na miasto, obiady w restauracjach i imprezy oraz fundusz zakupowy. Do tego ostatniego trafiają właściwie wszystkie zakupy dla przyjemności, niezależnie od tego czy jest to nowy dodatek do Starcrafta, czy obiektyw do aparatu.

Oszczędności też staram się kontrolować, ale też bez przesady – zapisuję sobie tylko ile w danym miesiącu przeznaczyłem na bezpieczne oszczędzanie (depozyty), fundusze i giełdę.

Takie drzewo kategorii (z drobnymi modyfikacjami) sprawdza się u mnie już od trzech lat.

--

To oczywiście tylko przykład – twoje kategorie wydatków pewnie będą wyglądały trochę inaczej. A może nawet będziesz mieć całkiem różne podejście i swoje wydatki będziesz rozpatrywać np. tylko w dwóch grupach – wydatków stałych i elastycznych?

Najważniejsze, to znaleźć system, który dla własnych indywidualnych warunków będzie z jednej strony przydatny, a z drugiej strony praktyczny. Czyli: nie będzie wymagał długich godzin pracy, ale da wystarczającą ilość danych do kontroli własnego budżetu. Wszystko zależy od tego, jakich danych i jakiego poziomu szczegółowości oczekujesz od swojego domowego budżetu.

Fot. Flickr / 401(K)

Ogólne Czym dla Ciebie jest odpowiedzialne podejście do finansów?

Nie ma lepszego nauczyciela odpowiedzialności niż pieniądze.

Wszak to za pomocą pieniędzy rodzice dają pierwsze lekcje odpowiedzialności swoim dzieciom. A przynajmniej ci rodzice, którzy uważają, że warto dawać dziecku kieszonkowe. „Te pieniądze powinny starczyć ci na tydzień. Możesz za nie kupić coś teraz, albo możesz część z nich zachować, by mieć na coś droższego za tydzień”. Typowa lekcja odpowiedzialności: możesz wybrać natychmiastową gratyfikację lub cierpliwie zaczekać w nadziei na większy zysk w przyszłości.

Dorośli też mają swoje lekcje odpowiedzialności.

Mieszkając samemu musisz zadbać o masę rzeczy. Co miesiąc musi starczyć Ci na wszystkie rachunki, na czynsz, opłatę za wynajem lub ratę kredytu. Do tego oczywiście jedzenie i inne podstawowe potrzeby. Musisz racjonalnie rozplanować swoje wydatki, aby na wszystko starczyło. Nie możesz ot tak sobie przehulać całej wypłaty już w pierwszym tygodniu miesiąca. Lub inaczej: możesz, ale zdecydowanie nie powinieneś. No i nie zawsze potrzeba aż tak spektakularnej rozrzutności, aby pod koniec miesiąca musieć awaryjnie zaciskać pasa – pieniądze tak jakby same się rozchodzą…

Nie mieszkasz sam, a do tego masz rodzinę na utrzymaniu? To doskonale wiesz, że to jeszcze większa odpowiedzialność. Musisz zadbać o innych członków rodziny, ściśle pilnować finansów aby na wszystko starczyło i do tego jeszcze myśleć przyszłościowo i na przykład odkładać pieniądze na edukację dziecka. A to czasami może oznaczać trudne decyzje i konieczność odmawiania pewnych rzeczy sobie lub innym.

Do tego dochodzi całkiem sporo zobowiązań prawnych. Jesteś odpowiedzialny za to, aby co miesiąc spłacić kartę kredytową (i to najlepiej nie tylko kwotę minimalną, ale całe zadłużenie – co miesiąc i w terminie!). Musisz pilnować rat kredytu hipotecznego i dbać o to, by we właściwym dniu na koncie mieć odpowiednią ilość środków.

A jeżeli prowadzisz działalność gospodarczą, to do tej listy możesz dodać jeszcze parę zobowiązań, które nakłada na Ciebie prawo. Dziesiątego ZUS, dwudziestego PIT, dwudziestego piątego VAT, w ustalonym terminie wynagrodzenia dla pracowników (jeżeli kogoś zatrudniasz). Jeżeli nie dopełnisz tych obowiązków, to prędzej czy później urząd skarbowy lub ZUS pociągnie Cię do odpowiedzialności, co nigdy nie jest fajnym doświadczeniem.

Po dopełnieniu tych wszystkich życiowych i prawnych zobowiązań trzeba też jeszcze pomyśleć o przyszłości. Przecież jesteś odpowiedzialny nie tylko za siebie tu i teraz, ale też za to, jakie warunki życia przygotujesz sobie na nadchodzące lata. Czyli przede wszystkim: powinieneś zapewnić sobie jakieś oszczędności na emeryturę, zwłaszcza że coraz częściej mówi się, że dzisiejsze życie emerytów będzie wyglądało na luksusowe, w porównaniu z tym, co czeka nas za te dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści lat.

Więc może dobrą drogą do przynajmniej częściowego zabezpieczenia sobie przyszłości będą inwestycje? Do nich – niespodzianka! – też trzeba podejść odpowiedzialnie. Powinieneś policzyć, jaką część swoich środków możesz przeznaczyć na zakup bardziej ryzykownych instrumentów finansowych, przemyśleć swoje cele i strategię, opracować scenariusz wyjścia z inwestycji, a swoje decyzje inwestycyjne poprzeć analizą.

Chcesz tę odpowiedzialność zrzucić na bank i kupić jednostki jakiegoś długoterminowego programu inwestycyjnego? Jest to jakiś sposób, ale tu znów dochodzi kolejny obowiązek – musisz dokładnie (i ze zrozumieniem!) przeczytać umowę i poznać wszystkie możliwe opłaty i prowizje. Skrzynki mailowe dziennikarzy finansowych są pełne historii czytelników, którzy nie doczytali umów i towarzyszących im dokumentów lub zaufali sprzedawcom produktów finansowych, którzy zapewniali że „na pewno nie ma żadnych ukrytych opłat”.

--

Odpowiedzialność finansowa to wiele różnych obowiązków i powinności. Trzeba pamiętać o licznych terminach, w odpowiednim czasie zapewniać wymaganą kwotę pieniędzy na koncie, wydawać pieniądze tak, aby starczyło na cały miesiąc, czasem podejmując trudne decyzje i poświęcając pewne wydatki na rzecz innych. A do tego wszystkiego, trzeba jeszcze myśleć o przyszłości.

To wszystko razem bywa trudne. Dlatego prowadzenie budżetu domowego to naprawdę świetny sposób na ogarnięcie tego wszystkiego. To może wydawać się kolejnym obowiązkiem, który trzeba dodać do i tak już długiej listy, ale tylko pozornie. Bo prowadzenie domowego budżetu łączy w sobie odpowiedzialność za co najmniej kilka rzeczy: kontrolę wydatków, dbanie o odpowiedni bilans na koncie i takie planowanie zakupów, by starczyło do przysłowiowego „pierwszego”.

A do tego, jeżeli swój budżet prowadzisz w  Kontomierzu, to oprócz zapisywania wpływów i wydatków masz też dostęp do planera finansowego, w którym możesz ustawić sobie wszystkie ważne terminy. Dzięki temu będziesz pamiętać o wszystkich rachunkach i płatnościach.

Fot. Flickr / 401(K) 2013

Ogólne Zanim wydasz pieniądze - przeanalizuj swój budżet

Zbierasz paragony, zapisujesz swoje wydatki, importujesz dane transakcji do Kontomierza – masz swój system i każda wydana przez Ciebie złotówka ma w nim swoje miejsce.

Wszystko przypisujesz do kategorii – wiesz ile wydajesz na rachunki, na mieszkanie czy na jedzenie. Układasz to sobie w miesięczne zestawienia, robisz z tego miłe dla oka wykresy.

Wszystko pięknie działa. Tylko… co dalej? Bo przecież zapisywanie wydatków to nie tylko sztuka dla sztuki!

Bieżące śledzenie swojego budżetu domowego ma oczywiście tę zaletę, że już sama świadomość, że każde wydane pieniądze zostaną potem zapisane w jakimś zestawieniu, zwiększa poczucie kontroli nad osobistymi finansami. Ale przecież nie trzeba poprzestawać tylko na tym!

Sam kiedyś miałem taki moment w mojej własnej historii kontrolowania domowego budżetu, że spisywanie wydatków całkowicie mnie rozleniwiło. Robiłem zakupy, płaciłem kartą, wszystko szło przez Kontomierz, a do tego jeszcze ręcznie do moich zestawień w Excelu. Na koniec miesiąca wszystko się jako-tako bilansowało i tak na dobrą sprawę nigdy nie zdarzyło mi się wydać więcej niż zarobiłem, nie wpadłem w długi. Więc sukces?

Nie do końca!

Takie bezrefleksyjne śledzenie wydatków i działanie na swoistym autopilocie być może daje poczucie kontroli nad finansami („zapisuję wydatki, więc oszczędzam”, „nic złego się nie dzieje, wszystko jest pod kontrolą”), ale to wszystko. Do tego, aby naprawdę porządnie zabrać się za swoje domowe finanse trzeba czegoś jeszcze – analizy.

Analiza wydatków: przed wydaniem pieniędzy

Na początku miesiąca dysponujesz danymi, które powinny pozwolić Ci z wystarczającą dokładnością zaplanować budżet na kolejne dni.

Najważniejsza informacja to ile pieniędzy masz do dyspozycji. W większości przypadków będzie to stała pensja, emerytura, renta, stypendium. Gorzej, gdy Twoje miesięczne przychody wahają się (ale tu też pewnie masz jakieś mniej lub bardziej dokładne przewidywania).

W pierwszym kroku najlepiej postąpić zgodnie z zasadą „najpierw płać sobie”, czyli: z całej dostępnej puli wygospodaruj budżet na oszczędności (lub inwestycje). Odłóż to na osobne konto, załóż lokatę lub przelej na rachunek maklerski. Dopiero to, co zostanie, rozdysponuj między różne kategorie wydatków.

W przypisywaniu przewidywanych wydatków do kategorii zacznij od wydatków stałych, tych które zawsze pojawiają się w każdym miesiącu i których kwota się nie zmienia (lub zmienia w stosunkowo małym stopniu). Czyli na przykład:

  • rata kredytu hipotecznego
  • czynsz, wynajem
  • podstawowe rachunki: internet, opłaty do spółdzielni, kablówka
  • rachunki, których wysokość może się nieznacznie zmieniać: woda, gaz, prąd, telefon
  • inne składki i raty: ubezpieczenia, raty kredytów

W każdym miesiącu wysokość tych wydatków powinna być w miarę stała, choć oczywiście nad obniżeniem niektórych z tych opłat możesz aktywnie pracować:

  • szukając tańszego dostawcy internetu
  • dopasowując lepszy plan taryfowy do telefonu komórkowego
  • rezygnując z droższego pakietu kablówki na rzecz tańszego
  • oszczędzając ciepło, wodę, gaz i prąd

Gdy od kwoty miesięcznych przychodów odejmiesz część na oszczędności i część na wydatki stałe, to na koniec zostanie Ci kwota na całą resztę, czyli tzw. „życie” :). Jedzenie, zdrowie, higiena, paliwo – takie tam. Wydatki elastyczne, na których wysokość (w skali miesiąca) masz największy wpływ i które w związku z tym wymagają szczególnej kontroli.

Do czego przyda Ci się taki plan wydatków rozpisany na kategorie?

Przeglądając swoje podsumowanie budżetu na bieżąco będziesz wiedzieć ile wydałeś w danej kategorii i ile zostało Ci do końca miesiąca. Dzięki temu możesz od razu wyłapywać różne sygnały ostrzegawcze i reagować zanim Twój budżet całkowicie wymknie się spod kontroli. Np. minął dopiero pierwszy tydzień, a Ty już wydałeś 40% swoich pieniędzy przeznaczonych na jedzenie? – coś pewnie jest nie tak (chyba, że akurat robiłeś większe zakupy na najbliższe dni/tygodnie).

 

Jak możesz kontrolować swoje elastyczne wydatki?

Metodą kopertową – jeżeli rozliczasz się głównie w gotówce, to pieniądze trzymaj w oddzielnych kopertach dla danych kategorii wydatków. Wydając pieniądze na zakup z tej kategorii sięgaj po pieniądze tylko z przypisanej koperty. Takie naoczne i fizyczne uświadomienie sobie, że „na wydatek typu X zostało mi tylko tyle pieniędzy, ile jest w tej kopercie” dużo daje (tak samo jak zbieranie papierowych paragonów).

Przeglądaj swój budżet regularnie – np. pod koniec każdego tygodnia. Monitoruj stan swoich wydatków w odniesieniu do tego, ile czasu pozostało do końca miesiąca.

Zakupy to znaczna część Twojego miesięcznego budżetu. Zobacz jak możesz na nich zaoszczędzić.

W rozpisaniu takiego planu finansowego na kolejny miesiąc bardzo pomaga regularne prowadzenie domowego budżetu (mniej-więcej wiesz ile na co wydajesz w typowym miesiącu), ale tak na dobrą sprawę, można się obyć i bez tego. Najważniejsze jest, aby zacząć stawiać sobie cele finansowe i starać się je jak najlepiej realizować.

Fot. Flickr / Images_of_money

Dopiero co za nami „czarny piątek” i „cyber poniedziałek”, a szaleństwo świątecznych zakupów dopiero się zaczyna! Jak nie zrobić sobie w tym czasie ogromnej dziury w budżecie?

„Czarny piątek” to taki dziwny zwyczaj, kiedy w USA w pierwszy piątek po Święcie Dziękczynienia sklepy przeprowadzają ogromne wyprzedaże i kuszą solidnymi obniżkami. Potem nadchodzi „cyber poniedziałek” czyli to samo, tyle że w sklepach internetowych.

W Stanach to zakupowe szaleństwo przybiera takie rozmiary, że aż tworzą się inicjatywy, których celem jest wyrażenie sprzeciwu wobec tak skrajnemu objawowi konsumpcjonizmu.

--

Do nas ta zabawa też powoli dociera. Co prawda nieśmiało – centra handlowe robią jakieś jednodniowe obniżki, w e-sklepach też można znaleźć coś po okazyjnej cenie. Tyle, że nie pod szyldem „czarnego piątku” (bo to może budzić dziwne skojarzenia), ale np. „jednodniowego festiwalu zakupów” w Apple lub jesiennej wyprzedaży na Steamie. No i mamy też nasz własny Dzień Darmowej Dostawy (już w najbliższy poniedziałek).

Obniżki. Okazje. Promocje. To wszystko strasznie kusi, ale może rzeczywiście warto zatrzymać się na chwilę i zastanowić się czy to „szaleństwo zakupowe” faktycznie jest jakąś odmianą szaleństwa.

Gdzieś między tymi wszystkimi ogromnymi wyprzedażami znika umiar.

Bo:

  • Nie ma nic złego w skorzystaniu okazji
  • Nie ma nic złego w kupieniu potrzebnej rzeczy po niższej cenie
  • Nie ma nawet nic złego w tym, by odstać chwilę (dłuższą lub krótszą) w kolejce po to, by zaoszczędzić kilkadziesiąt czy nawet kilkaset złotych na czymś, co i tak planowałeś kupić

Ale:

  • Jeżeli to promocja i obniżka ceny (a nie faktyczna potrzeba) jest głównym powodem zakupu, to coś jest nie tak
  • Jeżeli w tym okresie przedświątecznym i świątecznym czujesz się zobowiązany kupować więcej, bo wszyscy inni tak robią, to coś jest nie tak
  • Jeżeli w Twoim „świątecznym” budżecie pojawia się wydatek, którego wcześniej nie planowałeś, to wiedz, że coś się dzieje

Święta są co roku. Tak samo przedświąteczne wyprzedaże, świąteczne wyprzedaże i poświąteczne wyprzedaże. Można sobie dzięki temu w prosty sposób zaplanować pewne wydatki. Co więcej, można nawet odłożyć część zakupów właśnie na ten okres, w nadziei na to, że to czego potrzebujemy będzie akurat objęte czarnopiątkową czy jakąkolwiek inną promocją. Zwłaszcza jeżeli to jakiś artykuł AGD lub elektronika.

W tym czasie jak w żadnym innym planowanie wydatków jest ekstremalnie ważne. Jeżeli masz zapisany swój budżet z poprzedniego roku, to wiesz mniej-więcej jakich kwot się spodziewać i na co się przygotować. Jeżeli nie masz, to możesz wesprzeć się badaniami i liczyć, że nie będziesz za bardzo odbiegać od krajowej średniej.

Robienie nieplanowanych wcześniej zakupów tylko dlatego, że jest promocja, to przepis na nową dziurę w domowym budżecie i wymaksowanie limitu w karcie kredytowej. A tego nikomu na święta nie życzymy :).

Fot. Flickr / Steve Rhodes

Ogólne Kluczowe składniki Twojego jesiennego budżetu

  • 1 października 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 8 comments

Jesień i zima to najczęściej czas zwiększonych wydatków. Zobacz na jakie sezonowe wydatki musisz się przygotować.

Planowanie przyszłych wydatków to jedna z najcenniejszych umiejętności wynikających z budżetowania. Posiadanie planu oznacza, że przyszłość – przynajmniej w pewnym stopniu – jest przewidywalna. A ta przewidywalność to jeden z nieodłącznych czynników bezpieczeństwa finansowego.

Oczywiście, plan to dopiero połowa sukcesu. Trzeba go jeszcze konsekwentnie realizować, co nierzadko wymaga dyscypliny, a czasem i pewnych poświęceń.

To, co jest ważne teraz, to tak ustawić sobie plan większych wydatków na najbliższe miesiące, by żaden z nich nie był dla domowego budżetu zaskoczeniem. Jeżeli masz możliwość jeszcze coś zaoszczędzić, by sfinansować te dodatkowe jesienno-zimowe potrzeby, to świetnie. Jeżeli nie, to musisz krytycznie przyjrzeć się swojemu budżetowi domowemu i znaleźć takie elementy, gdzie coś jeszcze można przyciąć, aby starczyło na ważniejsze rzeczy…

A jakich dodatkowych wydatków możesz spodziewać się zimą?

Ogrzewanie. To dodatkowe, stałe obciążenie dla domowego budżetu. Właśnie rozpoczyna się sezon grzewczy, a to oznacza, że warto przyjrzeć się swoim nawykom dotyczącym ogrzewania domu lub mieszkania. Tutaj też można znaleźć oszczędności!

Chcesz zmniejszyć swoje rachunki za ciepło? Sprawdź te 7 porad!

Ogrzewanie to miesięczny koszt od stu-kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych. W skali tych kilku „grzewczych” miesięcy robi się z tego naprawdę poważna kwota.

Przygotowanie samochodu do sezonu zimowego. Jeżeli w tym roku czeka Cię zakup nowego kompletu opon zimowych, to przed Tobą kolejny duży wydatek. Zestaw czterech opon może kosztować nawet kilka tysięcy złotych!

Ale niekoniecznie musisz kupować opony nowe. Jest też cały rynek na opony używane; ważne jednak, by kupować z zaufanego źródła.

Do tego dochodzi koszt jesiennego przeglądu, a także być może konieczność wymiany akumulatora.

Szkolna wyprawka. Rodzicie dzieci w wieku szkolnym symboliczne rozpoczęcie jesieni mieli już na początku września. Szkolne podręczniki i przybory to tylko część wydatków, gdyż trzeba wziąć pod uwagę także inne koszty związane ze szkołą: rada rodziców, odwożenie dziecka do szkoły (lub koszt okresowych biletów komunikacji miejskiej), koszty zorganizowania dziecku czasu wolnego (np. podczas ferii).

Elektryczność. Jesienią i zimą dni robią się krótsze, a my więcej czasu spędzamy w domu. Rzadsze wyjścia „na miasto” to z jednej strony ulga dla budżetu, a z drugiej – większe zużycie prądu. Częściej jesteś w domu, więc częściej włączone są różne sprzęty – telewizor, komputer, radio, światło…

Weź to pod uwagę przy planowaniu swoich miesięcznych wydatków.

Ubrania. Odzież i obuwie na sezon jesienno-zimowy to, jeżeli mowa o większych zakupach, wydatek raz na kilka lat. Ale jak już trafimy w taki „zakupowy” rok, to uderzenie w domowy budżet może być całkiem silne.

Warto już teraz przejrzeć szafy i sprawdzić, co będzie potrzebne w najbliższych miesiącach. Nowy komplet rękawiczek (bo przecież zawsze się gubią), szalik, płaszcz zimowy, buty…? To wydatki, które można jeszcze rozłożyć w czasie – część kupując w październiku, część w listopadzie, a „najbardziej zimowe” rzeczy jeszcze w grudniu.

Zakup wszystkiego w jednym momencie pewnie nie będzie najlepszym pomysłem – ograniczy płynność domowego budżetu i pewnie sprawi, że jeszcze bardziej niecierpliwie będziesz czekać na początek kolejnego miesiąca i wypłatę.

Leki. Widzę po sobie, że jesienią i zimą zdecydowanie częściej odwiedzam aptekę niż w cieplejszych miesiącach roku. Jeżeli masz podobnie i w tej porze roku często walczysz z przeziębieniem lub grypą, to do swoich domowych wydatków dopisz kolejną pozycję.

Święta. Do Bożego Narodzenia jeszcze sporo czasu, ale jako że święta często wiążą się z dużymi kosztami, to warto zacząć odkładać już jakieś sumy na ten cel już teraz.

W sumie, dobrą zasadą jest, by zacząć myśleć o świątecznych wydatkach w momencie, w których zaczynają o tym myśleć sklepy. A podobno już we wrześniu na półkach sklepowych można było zobaczyć czekoladowe Mikołaje :).

Święta to cały komplet wydatków: ozdoby, prezenty, żywność, dojazdy… Świąteczne budżety sięgają czasem czterocyfrowych kwot. To duże obciążenie – widzą to też banki, często oferując „okolicznościowe” kredyty w okolicach grudnia i stycznia.

Sporo tego. Z wydatkami tak już jest - można je mnożyć i mnożyć, a największą sztuką jest właśnie kontrolowanie tego. Dodalibyście coś jeszcze do tej listy?

Fot. Flickr / blmiers2

Ogólne Wakacyjny budżet: czy planujesz swoje wakacyjne wydatki?

Zacznijmy od sytuacji idealnej.

Rok temu, jakoś w sierpniu lub wrześniu przejrzałeś stan swoich kont i wyciągi z kart kredytowych i podsumowałeś swój wakacyjny budżet. Na podróże wydałeś tyle-a-tyle, na dojazdy tyle, jedzenie na miejscu, noclegi, dodatkowe atrakcje: tyle, tyle i tyle.

Na tej podstawie zaplanowałeś swoje wakacyjne wydatki na 2012 rok i już od września zacząłeś co miesiąc odkładać 1/10 zaplanowanej kwoty.

Wszystko się zgadza? W takim razie możesz przestać czytać. Czegoś brakuje? To zapraszam do reszty wpisu.

Wakacje to kolejny okres, kiedy regularne prowadzenie miesięcznego budżetu (lub po prostu importowanie historii transakcji do Kontomierza) bardzo się przydaje. Nie ma co się oszukiwać: tego gdzie, na co i ile pieniędzy wydaliśmy rok temu raczej nie będziemy pamiętać.

A taka informacja to przecież doskonały punkt wyjścia do planowania wydatków na najbliższe wakacje.

Im wcześniej zaczniesz planować tym lepiej: wcześniej możesz zacząć odkładać pieniądze na ten cel. W ten sposób w mniejszym stopniu obciążasz swoje codzienne domowe finanse w czasie wakacji.

Osobiście jestem wielkim fanem takich funduszy celowych. Nowy komputer, ubezpieczenie samochodu, czy właśnie wakacje - dla każdego z takich celów mam oddzielne konto oszczędnościowe. Dzięki temu zawsze wiem na jakim etapie realizacji celu jestem. Tutaj duży plus dla eurobanku, w którym miałem możliwość założenia 15 kont oszczędnościowych i nadania każdemu indywidualnej nazwy.

Wprawdzie oprocentowane są raczej marnie (dziś: okolice 4% brutto w skali roku), to akurat w tym przypadku dla mnie bardziej liczy się sama użyteczność niż oprocentowanie.

Ok, a co jeżeli obudziłeś się dopiero w maju, czerwcu lub nawet przed chwilą?

Być może nie wszystko stracone: zwłaszcza, jeżeli stosujesz inny dobry zwyczaj finansowy: regularne odkładanie pieniędzy na bliżej nieokreślone zachcianki. Po prostu: co miesiąc odkładasz jakąś część dochodu (powiedzmy 10%) na "fundusz rozrywkowy". Pieniądze, które możesz wydawać kiedy chcesz i na co chcesz. Bez wyrzutów sumienia. Oczywiście - dopóki się nie skończą.

Odkładanie pieniędzy do takiego "funduszu rozrywkowego" to świetny pomysł na utrzymanie równowagi w finansach: oszczędzając pieniądze nie zapominasz o tym, że czasem trzeba także sprawić sobie przyjemność.

I właśnie wakacje są dobrym momentem, by do takiego funduszu zajrzeć. A nawet - w razie potrzeby - wyzerować go. W końcu to pieniądze, które możesz swobodnie wydawać.

Jeżeli nie uwzględniałeś wcześniej takich "oszczędności" w swoim budżecie, to gorąco zachęcam, by zacząć już dziś. To naprawdę doskonały pomysł na utrzymanie zdrowych relacji z pieniędzmi: ani nie ograniczasz się za bardzo (bo masz środki na zabawę), ani nie szastasz pieniędzmi (bo fundusz zakupowy też ma przecież swój limit).

A jakie są najgorsze rzeczy, które możesz zrobić?

Do głowy przychodzą mi dwie sytuacje. 

Pierwsza to wakacje na kredyt. Rynek "chwilówek" bardzo lubi wakacje. Tyle, że w ten sposób skazujesz się na to, że za dwutygodniowy wyjazd będziesz płacić przez kolejny rok lub dwa. No i dopłacisz do całej imprezy z 20-30% (w postaci odsetek dla banku).

Drugi błąd to sięgnięcie do funduszu awaryjnego. To zdecydowanie nie są środki, którymi powinno się finansować przyjemności, zakupy, czy wyjazdy. Wakacje to czas na relaks, a ten będzie niemożliwy (lub: mocno utrudniony) jeżeli podbierzesz sobie z konta całą rezerwę na nieprzewidziane wydatki.

Fot. Flickr / jeeheon 

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies