Filtrowanie wszystkich postów po tagu "podstawy oszczędzania." Wyczyść filtr

Niektórzy lubią życie na krawędzi. Ten dreszcz emocji kiedy do końca miesiąca zostało jeszcze kilka dni i tylko kilkadziesiąt złotych w portfelu. I do końca nie wiadomo: starczy czy nie starczy? Wypłata przyjdzie w terminie czy spóźni się kilka dni (co wtedy)? Czy w międzyczasie mogą pojawić się jakieś nieprzewidziane wydatki (oby nie)?

Permanentne poczucie zagrożenia, gorączkowe wiązanie końca z końcem, niepokój o kolejną ratę i rachunki.

Czasami z konieczności, a czasami na własne życzenie.

Gdy maksymalna zdolność kredytowa staje się opcją optymalną. Ile bank daje – tyle biorę. W końcu pracują tam specjaliści, którzy wiedzą co robią i policzyli, że stać mnie na spłatę rat w takiej wysokości. Prawda?

Niestety nie. Sprzedawca w banku czy u pośredników finansowych otrzymuje prowizję zależną od tego ile Ty zapłacisz bankowi. A im większy kredyt, tym więcej płacisz. Rzadko kiedy bankowcy zadają sobie trud rzetelnej analizy domowych finansów klienta, by na tej podstawie podsunąć właściwie rozwiązanie.

Raczej dominuje postawa typu „wpiszemy we wniosku, że ma pani mniejsze wydatki, by lepsza zdolność wyszła”.

Gdy kolejne wydatki okazują się ważniejsze niż oszczędności. Zawsze znajdzie się coś, na co można wydać pieniądze. Spełnienie zachcianki „tu i teraz” całkowicie przysłania korzyści, które można odnieść w przyszłości – oszczędzając. Wyrzuty sumienia po impulsywnych zakupach nie biorą się znikąd.

Gdy limit kredytowy w karcie jest wymasowany. I to jest jego naturalny stan. Nie zero – tak jak powinno być – tylko zadłużenie „pod korek”. Miesięczne spłaty zamiast chronić przed przekroczeniem grace period, po prostu ponownie otwierają drogę do rozbuchanych wydatków i bezrefleksyjnych zakupów.

Gdy trudno pozbyć się starych nawyków. Trudno rozstać się z przywilejami i przyjemnościami, do których się przyzwyczailiśmy. Nawet gdy chodzi o taki drobiazg jak latte w drodze do pracy czy „jedzenie na mieście” w co drugi, co trzeci dzień.

Takie niewielkie wydatki biorące się z tych nawyków nawarstwiają się i skutecznie przyczyniają się do tego, że na koniec miesiąca pieniędzy zaczyna brakować.

Zrywanie z tymi nawykami zazwyczaj zaczyna się od postanowienia „w następnym miesiącu będzie inaczej”. I zazwyczaj na tym się kończy.

A jak naprawdę przerwać ten cykl życia od wypłaty do wypłaty?

  1. Najpierw płać sobie. Za każdym razem, gdy dostajesz wypłatę (lub: klient płaci fakturę) odkładaj część dla siebie – jako oszczędności. A wszystkie swoje mniej lub bardziej konieczne wydatki finansuj z tego, co zostanie. Już w pierwszym miesiącu zauważysz różnicę.
  2. Zacznij budować fundusz awaryjny. Nawet małymi krokami, choćby po 50 zł czy 100 zł miesięcznie. Niespodziewane wydatki to jeden z najczęstszych czynników, który sprawia, że domowy budżet jakoś nie może wyjść na plus pod koniec miesiąca.
  3. Rób zakupy z listą. Kupuj tylko to, co potrzebne. Ograniczając w ten sposób impulsywne zakupy uzyskasz więcej luzu w budżecie.
  4. A może to nie wydatki są problemem tylko druga strona bilansu? Sprawdź możliwości zwiększenia swoich dochodów.

Tymi sposobami można zacząć budować swoje bezpieczeństwo finansowe.

Fot. Flickr / midbb 

Brakuje Ci pieniędzy? Weź z przyszłych wypłat! Pieniądze, których jesteśmy (prawie) pewni, ale których jeszcze nie mamy, to często duża pokusa.

Bardzo łatwo wpaść w różne pułapki finansowe. W gruncie rzeczy, to wszyscy dookoła nam to ułatwiają: banki, choć ostatnio ostrożniejsze, kuszą szybkimi kredytami, sklepy pozwalają na zakupy na raty, limit karty kredytowej wydaje się taki wysoki…

Do tego reklamy, presja znajomych i rodziny i masa innych czynników.

Czasami trzeba się sporo natrudzić, by wśród tego wszystkiego znaleźć rozsądną drogę w zarządzaniu swoimi domowymi finansami.

Jedną z takich sprytnych pułapek jest wydawanie pieniędzy, których się nie ma.

Jest ona o tyle przebiegła, że wpadamy w nią, choć możemy zauważyć ją już z daleka.

Jak to działa?

Chyba najprostszym sposobem, by dać się zwieść wydawaniu pieniędzy, których się nie ma jest przekonanie, że te pieniądze kiedyś się pojawią. Przecież za miesiąc dostanę kolejną pensję. Przecież w połowie roku mam dostać premię. A w kwietniu zwrot podatku.

I tak dalej… Niektórzy planują swoje finanse w taki sposób nawet na kilka wypłat do przodu!

Sprzyja temu dostępność kredytów, karta kredytowa w kieszeni – naprawdę łatwo wydawać dziś czyjeś (najczęściej banku) pieniądze. Zwłaszcza mając tak silne usprawiedliwienie jak „na pewno oddam z przyszłej wypłaty”.

Co potem? Kolejne miesiące pracuje się na spłatę rat. I na odsetki, prowizje… bo przecież kredyty kosztują.

A w międzyczasie kolejne pokusy przecież nie znikają. Z portfela uciekają więc kolejne pieniądze, być może pojawiają się kolejne kredyty. Raz uruchomioną maszynę wydawania pieniędzy z przyszłości trudno zatrzymać – można żyć kilka pensji do przodu przez kilka miesięcy lub nawet lat.

Taki stan może trwać i trwać – aż do momentu, gdy nie pojawi się jakaś nieprzewidziana sytuacja, która utrudni spłatę narastających rat, czy zmusi do zaciągnięcia kolejnych pożyczek.

Jakikolwiek nie byłby to kredyt, to i tak obciąża on domowe finanse. Spłatę rat trzeba dopisać do listy miesięcznych zobowiązań, no i oczywiście mieć za każdym razem środki na spłatę. Im więcej takich sztywnych zobowiązań, tym mniej elastyczny robi się budżet domowy. A więc mniej przygotowany na nieprzewidziane wydatki.

W skrajnym przypadku może dojść do przekredytowania, czyli momentu, w którym w domowym budżecie nie ma już więcej środków na spłatę kredytów.

Jak tego unikać?

Potrzebna będzie silna wola i umiejętność odraczania gratyfikacji.

Nie wydawaj pieniędzy, których nie masz! Nieważne, że będziesz je mieć w przyszłym miesiącu. Jeżeli płacisz kartą kredytową, to możesz wspomóc się sposobem, który opisaliśmy w jednym z poprzednich artykułów: na bieżąco monitoruj stan bieżących środków. To jest Twój limit wydatków, a nie limit w karcie kredytowej (zwłaszcza, że banki proponują bardzo wysokie limity, idące nawet w kilkadziesiąt tysięcy).

Każdy większy zakup przemyśl dłużej. Nie kupuj pod wpływem impulsu. Dobrą regułą przy zakupach za kilkaset złotych / kilka tysięcy jest jeden dzień namysłu na każde 100 zł, które mamy wydać.

Spłać swoje kredyty konsumenckie do końca zanim pomyślisz o kolejnych zakupach.

Życie z mniejszymi obciążeniami finansowymi, bez presji banków i bez potrzeby dopasowywania się pod harmonogram rat jest naprawdę dużo łatwiejsze i przyjemniejsze!

Fot. Flickr / macattck Pułapki finansowe

Ogólne Tak nie rób: 21 złych nawyków finansowych

  • 14 września 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

21 złych nawyków finansowych

1. Wydawaj więcej niż zarabiasz.

2. Spłacaj tylko kwotę minimalną z karty kredytowej.

3. Kupuj wszystko to, na co masz ochotę.

4. Marnuj jedzenie.

5. Weź kredyt hipoteczny na 40 lat i na tyle, na ile pozwala zdolność kredytowa. I najlepiej w komplecie z funduszem inwestycyjnym.

6. Marnuj energię i ciepło.

7. Wydawaj co najmniej tyle samo, co sąsiad.

8. Marnuj wodę.

9. Kupuj rzeczy, które "może kiedyś się przydadzą".

10. Trwaj przy swoim drogim banku z przyzwyczajenia.

11. Nie śledź swoich wydatków. Budżet domowy? - zbyteczny obowiązek.

12. Jeśli rata jest mała, to znaczy, że cię stać.

13. Jak najczęściej jedz na mieście. 

14. Trwaj w przekonaniu, że w oszczędzaniu chodzi o kupowanie jak najtańszych rzeczy.

15. Jak najrzadziej loguj się do swojego banku. Po co psuć sobie humor?

16. Co z tego, że teraz cię nie stać. Masz kartę kredytową. W dwa miesiące na pewno zdążysz spłacić.

17. Oszczędzaj na zdrowiu i jedzeniu.

18. I w ogóle oszczędzaj na wszystkim co się da. Rób tak jak radzi jedna z sieci RTV/AGD - bądź sknerą.

19. Wierz w promocje. Im więcej wydajesz, tym więcej oszczędzasz. Logiczne, nie?

20. Im więcej kart kredytowych w portfelu tym lepiej.

21. Pozwól emocjom grać za ciebie na giełdzie.

Fot. Flickr / marie-ll

Ogólne Jak utrzymać motywację do oszczędzania?

Jak utrzymać motywację do oszczędzania?

W jednym z poprzednich artykułów pisałem jak zmotywować się do oszczędzania. To zawsze jest najtrudniejsza część – po prostu zacząć. Ale jednocześnie to tylko połowa sukcesu – bo tę motywację trzeba jeszcze utrzymać. I to długo (bo przecież oszczędzanie wymaga cierpliwości). A po drodze zawsze znajdzie się kilka przeszkód...

Jak zatem nie dać tej motywacji wygasnąć? Oto kilka sprawdzonych rad.
 

Nie odmawiaj sobie wszystkiego

Nadmierny zapał paradoksalnie może być szkodliwy dla długoterminowego oszczędzania. Dlaczego?

Jednym z jego przejawów jest przerzucanie wszystkich lub większości wolnych środków w oszczędności. Zgromadzone na koncie kwoty rosną szybko, ale takie podejście też potrafi się zemścić i ostatecznie przeszkodzić nam w oszczędzaniu.

Odkładając pieniądze na emeryturę, na mieszkanie lub wkład własny, czy na jakiś inny długoterminowy cel nie można zapominać o sobie i o bieżących potrzebach. Sam wielokrotnie pisałem, że oszczędzanie to myślenie o przyszłości, odraczanie gratyfikacji itp. Ale to nie tylko poświęcenia!

Nie zapominajmy o przyjemnościach :).

Bardzo dobrze – oprócz odkładania na ustalony, długoterminowy cel – mieć też osobny fundusz na zachcianki i przyjemności. Pieniądze, które można wydać „na siebie” bez poczucia winy (ale nie bezmyślnie!) i oskarżania się, że te pieniądze też można było odłożyć na później i tym samym przyśpieszyć dojście do celu.

Ważne jest by zachować równowagę między tym co teraz, bieżącymi potrzebami, a tym co planujemy na przyszłość.

W oszczędzaniu absolutnie nie chodzi o to by poświęcać wszystko, umartwiać się i odmawiać sobie każdej przyjemności na rzecz ważniejszego celu gdzieś w przyszłości. Takie radykalne podejście nie działa.

W swoim własnym budżecie domowym utrzymuję równowagę przy takich proporcjach:

  • 50% miesięcznych wpływów przeznaczam na potrzeby
  • 20% na zachcianki i przyjemności
  • 30% na oszczędności i inwestycje

Ustalenie takich optymalnych proporcji to naturalnie bardzo indywidualna sprawa, która zależy od bardzo wielu czynników. Ale naprawdę warto przyjrzeć się swojemu budżetowi pod tym kątem – jak mają się moje wydatki „na siebie” i na przyjemności do tego ile oszczędzam na przyszłość.

Wszystko po kolei

Nadmierny zapał ma jeszcze więcej negatywnych skutków. Często prowadzi on do tego, że już na starcie ustalamy zbyt restrykcyjne reguły i stawiamy sobie bardzo wysokie wymagania.

I to działa – przez tydzień lub dwa. Ale na dłuższą metę jest nie do utrzymania. Reguły szybko stają się zbyt ciasne i ograniczające i po jakimś czasie po prostu je porzucamy.

Zamiast tego lepiej iść metodą małych kroków. Nie musisz od razu odkładać 20% pensji. Zacznij od 5% lub nawet od często wspominanych na tym blogu 5 złotych dziennie. Potem stopniowo zwiększaj te kwoty do momentu aż dojdziesz do optymalnego poziomu.

Nie poddawaj się

Czasem zdarzają nieprzewidziane sytuacje, które negatywnie odbijają się na naszych oszczędnościach. Stan konta się zmniejsza, zeruje, albo nawet schodzi pod kreskę. Nic dobrego, zwłaszcza gdy taka sytuacja zdarza się np. po kilku latach ciężkiej pracy i żmudnego oszczędzania.

W takiej sytuacji łatwo jest pomyśleć sobie, że cały nasz wysiłek poszedł na marne. Takie myśli trzeba starać się szybko odgonić, bo niczemu nie służą (poza użalaniem się nad swoją sytuacją).

Trzeba było sięgnąć do oszczędności? Trudno. Między innymi po to są, by w sytuacjach szczególnych stanowiły poduszkę finansową. Jeśli znalazłeś się w takiej trudnej sytuacji i musiałeś wyłożyć sporą sumę, to posiadane oszczędności pewnie – choćby częściowo – uchroniły cię przed zadłużeniem, kredytami i pożyczkami.

Oszczędności nie poszły więc na marne.

Najważniejsze to nie poddawać się. Mimo przejściowych trudności trzeba wrócić do starej rutyny i nie porzucać swoich długoterminowych celów.

Dobrze jest też stale budować i utrzymywać fundusz awaryjny, w którym będą środki właśnie na takie nieprzewidziane wydatki.

Monitoruj i kontroluj swoje finanse

Mnie osobiście nic tak nie motywuje jak bieżące sprawdzanie tego jak mi idzie (łatwo mówić, dopóki idzie dobrze ;) ).

Regularnie sprawdzam stan swoich oszczędności. Rysuję sobie wykresy w Excelu, przeglądam też historię majątku w Kontomierzu. Obserwowanie rosnących trendów jest już nagrodą samą w sobie.

Ale pisząc o monitorowaniu postępów nie mam na myśli tylko napawania się rosnącymi słupkami!

Dzięki prowadzeniu domowego budżetu i obserwowaniu historii swoich oszczędności można zyskać wiele więcej. Szybko widzimy, że coś jest nie-tak – wydatki gwałtownie rosną, gdzieś z portfela wyciekają pieniądze… Widzimy też zróżnicowanie sezonowe – okresy większych i mniejszych wydatków, większych i mniejszych oszczędności.

Ta wiedza daje możliwość tego aby dokładnie planować swoje finanse na przyszłość.

Postawiłeś sobie jakiś cel? Po kilku miesiącach prowadzenia domowego budżetu zobaczysz jak miały się twoje założenia do rzeczywistości.

A jakie są wasze sposoby na utrzymanie motywacji do oszczędzania?

Fot. Flickr / 4rilla

Ogólne Jak zmotywować się do oszczędzania?

Jak zmotywować się do oszczędzania?

Zwłaszcza gdy wszystko dookoła motywuje do czegoś całkiem innego…

To pytanie pojawiło się w komentarzach pod wpisem o oszczędzaniu na emeryturę.

Problem jest prosty. Wiesz, że warto oszczędzać. Że bez własnych odłożonych środków twoja emerytura ledwie wystarczy na życie. Że bez funduszu awaryjnego pierwszy lepszy nagły, nieprzewidziany wydatek będzie oznaczać konieczność wzięcia kredytu w banku lub zaciągnięcia pożyczki u rodziny lub znajomych. Że z własnymi oszczędnościami będziesz czuć się znacznie bezpieczniej…

To wszystko wiesz. Znasz nawet pewnie mnóstwo porad jak oszczędzać pieniądze. Tylko jakoś strasznie trudno jest zacząć wprowadzać to w życie. Jak to zrobić?

Zacznij już teraz

Najtrudniejszy jest moment tuż przed początkiem – potem łapiesz wiatr w żagle i jest już coraz łatwiej.

Zacznij już dziś. Nie czekaj na żadną magiczną datę – na poniedziałek, na początek tygodnia, na następną wypłatę. Jeżeli dziś podjąłeś decyzję o oszczędzaniu, to nie odkładaj działania w czasie. Idź za ciosem i już teraz zrób pierwszy krok w odkładaniu pieniędzy. Wcale nie musi być to żadna wielka zmiana – na początek wystarczą małe kroki.

Zacznij od małych kroków

To zawsze jest duża pokusa. Wyobrazić sobie idealny stan i od samego początku wszystko ustawić tak, by było idealnie i optymalnie… Odkładać 20% pensji, oszczędzać energię, paliwo itp. Tylko potem szybko okazuje się, że te wszystkie założenia – przynajmniej na początku – są nie do utrzymania, a wprowadzone zmiany są zbyt gwałtowne.

Nawyk oszczędzania najlepiej wprowadzać do swojego życia powoli, bez drastycznych zmian. Tak aby nie odczuwać tych zmian we własnym stylu życia.

Chcesz zacząć działać już dziś? Zrób pierwszy mały krok i otwórz konto oszczędnościowe w swoim banku. Drugi krok – ustaw stałe zlecenie codziennego przelewu z ROR na to konto oszczędnościowe. Wystarczy kilka złotych dziennie, by po kilkunastu latach uzbierało się tam kilka tysięcy.

Nie licz na szybkie efekty

No właśnie – te „kilkanaście” czy nawet „kilkadziesiąt” lat trochę odstrasza. Oszczędzanie to szkoła cierpliwości. Efekty nie przychodzą szybko – wręcz przeciwnie. Im dłużej czekasz, na tym większą „nagrodę” możesz liczyć.

Na początku wszystko będzie szło strasznie wolno. Pierwsze kilkadziesiąt złotych oszczędności pewnie wielkiego wrażenia nie będzie robić. I nie uratuje cię w sytuacji nagłych wydatków. Ale wraz z kolejnymi wpłatami do „skarbonki” oszczędności będą rosły coraz szybciej. Zacznie działać procent składany, odsetki będą generować kolejne odsetki i po kilku latach „zrobisz” sobie trzynastą pensję z samych zysków z oszczędności. A to już coś!

Stawiaj sobie cele i monitoruj postępy

Pierwsze kroki masz już za sobą? Zaplanuj kolejne! Dobrze jest mieć jeden główny długoterminowy cel, do którego się dąży – to wyznacza określony kierunek w działaniu. Ale równie ważne jest stawianie sobie celów krótkoterminowych, z horyzontem czasowym kilku miesięcy.

Np. uzbierać na funduszu awaryjnym 1000 zł w cztery miesiąc.e

Dlaczego warto stawiać sobie takie cele?

Dzięki nim możesz na bieżąco monitorować swoje postępy. Dokładnie wiesz na jakim etapie jesteś i ile ci brakuje do realizacji założonego celu. Już samo to, że tak patrzysz sobie na ręce motywuje do utrzymania dyscypliny.

Poza tym, gdy zrealizujesz jakiś cel, to daje to dużo satysfakcji. A taka „nagroda” to kolejny poważny motywacyjny dopalacz.

Dobrą metodą przy stawianiu sobie celów jest metoda SMART. Określa ona jaki powinien być „prawidłowy” cel:

  • Konkretny – cel powinien być jasno sformułowany. Abstrakcyjne określenia typu „chcę być bogaty” odpadają.
  • Mierzalny – powinieneś móc w łatwy sposób określić swoje postępy i mieć jasny warunek wykonania celu.
  • Wykonalny – cel powinien być ambitny, ale nie przesadnie ambitny. Z drugiej strony nie powinien być za łatwy. Jego wykonanie powinno wymagać trochę wysiłku, ale powinno być w zasięgu ręki.
  • Ważny – dobrze, gdy cel jest istotny. Skoro mówimy tutaj o pieniądzach, emeryturze i bezpieczeństwie finansowym, to ten warunek jest właściwie automatycznie spełniony.
  • Określony w czasie – daj sobie ściśle określony czas na realizację celu. Po tym czasie zweryfikuj i oceń swoje działania.

A czy wy macie jakieś swoje sposoby na zmotywowanie siebie do oszczędzania? Jakie były wasze pierwsze kroki. A może udało wam się kogoś namówić do oszczędzania pieniędzy – jak?

Fot. Flickr / heaneyjohn

Ogólne Trzy rzeczy, na których lepiej nie oszczędzać

Trzy rzeczy, na których lepiej nie oszczędzać

No dobrze. Więc oszczędzasz pieniądze, wcielasz w życie rady z Kontomierza i widzisz jak z miesiąca na miesiąc rośnie suma zgromadzona na kontach i lokatach. Wszystko wydaje się być na dobrej drodze…

Łatwo to zepsuć doprowadzając oszczędzanie za daleko. Lepiej nie popadać w żadną skrajność.

Jesteśmy za umiarem jednocześnie w wydawaniu, jak i w oszczędzaniu pieniędzy!

Są takie rzeczy, na których oszczędzać się nie powinno. Po prostu – przynosi to więcej szkody niż pożytku. W ostatecznym rozrachunku na pewno okaże się, że za tę drobną oszczędność na początku, później przyjdzie słono zapłacić.

Na czym więc nie warto oszczędzać?

Zdrowie

Zdrowie to nasze najcenniejsze dobro. Trzeba o nie dbać, co czasem wiąże się z większymi wydatkami.

Ale absolutnie nie namawiam do wykupienia całej apteki i wszystkich możliwych suplementów diety! Chodzi oczywiście o wydatki sensowne.

Dlatego też w czasie choroby nie warto unikać wizyty u lekarza „bo na pewno wypisze jakiś drogi lek – taniej wyleczę się domowymi sposobami”. Przecież nic nie szkodzi zapytać przed wypisaniem recepty, czy polecany lek nie ma tańszego odpowiednika (często o bardzo zbliżonym składzie).

O zdrowie trzeba dbać nie tylko w czasie choroby, ale także w czasie dobrego samopoczucia. Utrzymywanie dobrej kondycji to coś, czego można z początku niedoceniać, ale wszelkie zaniedbania w tym względzie za kilka, kilkanaście lat na pewno się zemszczą.

Dbanie o formę może oznaczać takie wydatki jak zakup karnetu do siłowni, czy na basen. Taka aktywność ruchowa to dobry sposób na dobrą kondycję i samopoczucie. Ale takie wydatki nie są konieczne – są też ćwiczenia, które bez problemu można wykonać w domu (podstawowa gimnastyka). Wystarczy tylko trochę miejsca i czasu. A dzięki takim prostym i regularnym ćwiczeniom łątwiej będzie ci zachować formę.

Ale tu też oszczędność może się zemścić. Jeśli będziesz próbować wykonywać zbyt forsowne ćwiczenia bez opieki doświadczonego instruktora, to możesz sobie poważnie zaszkodzić.

Jedzenie

Jedzenie nieodłącznie wiąże się ze zdrowym trybem życia.

Można oszczędzać gotując i przyrządzając posiłki, ale już nożyczki do cięcia wydatków powinno się trzymać z dala od jedzenia.

Złe odżywanie lub niedożywianie się do prosta droga do utraty zdrowia. A jak jeszcze do tego dodamy kupowanie najtańszego jedzenia (czyli najczęściej najgorszej jakości), to przepis na katastrofę mamy gotowy.

Zamiast tego lepiej kupować zdrowe, sprawdzone produkty, których jakości jesteśmy pewni. A że kosztuje to trochę więcej? Trudno! I tak wyjdzie taniej niż walka z wszelkimi powikłaniami wynikającymi z niezdrowego odżywiania.

Ale i w tym obszarze można znaleźć rozsądne oszczędności – np. kupowanie tych samych produktów, ale w tańszych sklepach, lub kupowanie tańszych produktów marek własnych sklepów, o których wiemy, że są dobrej jakości (wytwarzane przez renomowanych producentów, ale pod marką sklepu).

Edukacja i rozwój

Człowiek nigdy nie powinien przestawać się uczyć. Zarówno w zakresie nauki nowych rzeczy, jak i doskonalenia już posiadanych umiejętności.

Rozwój kosztuje. Podnoszenie własnych kwalifikacji poprzez szkolenia, czy dodatkową edukację to może być poważny wydatek. Ale mimo to warto uwzględnić go w swoich średnio-terminowych planach.

Na rynku pracy panuje duża konkurencja (większa lub mniejsza zależnie od branży), więc ciągły rozwój zawodowy wydaję się koniecznością, by „nie wypaść z obiegu”. Tym bardziej jeśli branża, w której pracujesz, jest innowacyjna i po prostu co jakiś czas trzeba uczyć się nowych rzeczy i rozwiązań, by dobrze wykonywać powierzone zadania.

Rozwój osobisty jest nie mniej ważny. Niestety, w razie nagłej konieczności, to wydatki związane z zainteresowaniami i hobby pierwsze padają ofiarą szukania oszczędności. Bo nie są niezbędne do życia. Ale nawet w takich chwilach pewnie gdzieś na półce znajdzie się książką, którą już od dawna chciałeś przeczytać...

Cokolwiek by się nie działo – nigdy nie przestawaj się uczyć nowych rzeczy.

Znacie jeszcze jakieś obszary życia, gdzie oszczędzanie przynosi więcej szkody niż pożytku?

Fot. sxc.hu / kwod

Ogólne Jak działa procent składany?

Procent składany - jak kula śniegowa

Oszczędzanie to zajęcie dla cierpliwych. Efektów nie widać od razu, można powiedzieć, że potrzeba wielu lat na to, by zacząć korzystać z dobrodziejstw wcześniejszego odkładania pieniędzy.

Mimo to, oszczędzać jak najbardziej warto! Ta cierpliwość zostaje nagrodzona – i to z każdym kolejnym dniem coraz bardziej. Odpowiada za to efekt procentu składanego. To dzięki niemu nasze oszczędności z czasem rosną coraz szybciej.

Czym jest procent składany?

Procent składany to ładna nazwa dla zjawiska, w którym odsetki dopisywane do kapitału zaczynają „pracować” wraz z tym początkowym kapitałem. Razem dają bazę do większych zysków w kolejnym okresie rozliczeniowym.

Przykładowo, inwestując 1000 zł na rok na 5% (dla uproszczenia załóżmy kapitalizację roczną i brak „podatku Belki”), to na koniec otrzymasz 1050 zł (50 zł zysku). Po kolejnym roku – 1102,50 zł (52,50 zł). W kolejnym okresie – 1157,62 zł. I tak dalej…

W każdym kolejnym okresie do rachunku dopisywane jest coraz więcej odsetek, które potem pracują na kolejne, wyższe zyski. Na początku – jak zawsze – jest to niewiele. Ale z czasem procent składany rozwija skrzydła – cały mechanizm działa na zasadzie kuli śniegowej. Z każdym kolejnym krokiem efekt jest coraz większy.

Jeżeli swoje oszczędności trzymasz na kontach oszczędnościowych lub lokatach, to możesz ułatwić pracę procentowi składanemu i wybierać takie produkty finansowe, gdzie kapitalizacja jest jak najczęstsza. Dlaczego to takie ważne?

Codzienna kapitalizacja odsetek umożliwia nie tylko optymalizację swoich oszczędności, ale także przyśpiesza generowanie zysków z procentu składanego.

Im częściej odsetki dopisywane są do kapitału, tym szybciej zaczną one pracować na kolejne zyski. Wracając do przykładu z 1000 zł na 5% rocznie - z kapitalizacją dzienną uzyskalibyśmy z takiej inwestycji nieco więcej, bo 1051,12 zł po roku (pamiętając jednocześnie, że w poprzednim przykładzie pominęliśmy „podatek Belki”). Im wyższe kwoty tym większe różnice.

Swoim oszczędnościom warto pomagać w jeszcze jeden sposób, chyba najważniejszy ze wszystkich. Własne regularne dopłaty. Zwłaszcza, jeżeli dopiero zaczynasz odkładać pieniądze na przyszłość, regularne dopłacanie nowych środków jest szczególnie istotne. Oprocentowanie jest tak naprawdę drugorzędne – osiągane stopy zwrotu, przy małym kapitale, mają zdecydowanie mniejszy wpływ na pomnażanie oszczędności niż własne wpłaty.

Nie zawsze działa na korzyść

Procent składany to niewątpliwe dobrodziejstwo dla oszczędzających, ale nie zawsze działa on na naszą korzyść.

Jeżeli posiadasz kredyt hipoteczny, to na pewno wiesz o czym mówię. Już od pierwszego dnia odsetki naliczane są od całej kwoty kredytu, czyli procent składany działa z „pełną mocą”. Całkowicie odwrotna sytuacja niż w przypadku oszczędzania, gdzie małymi krokami staramy się rozkręcić mechanizm procentu składanego. W przypadku spłaty kredytu małymi krokami próbujemy go zatrzymać.

To między innymi dlatego spłacając kredyt hipoteczny musimy najczęściej oddać bankowi mniej więcej dwa razy więcej, niż na początku pożyczyliśmy – i to mimo stosunkowo niskiego oprocentowania (kredyty hipoteczne to jedne z tańszych kredytów na rynku).

Efekt ten jest szczególnie wyraźny w przypadku kredytów z ratami równymi, gdzie na początku głównym składnikiem raty jest kwota na obsługę odsetek, a kwota na spłatę kapitału jest znacznie mniejsza. Składniki raty możesz w prosty sposób obliczyć korzystając z symulacji kredytu hipotecznego w swoim profilu w Kontomierzu.

Ogólne Po co Ci telewizor?

Po co Ci telewizor?

Tak naprawdę – po co?

By oglądać programy informacyjne, z których nic konkretnego nie wynika? Codzienne kłótnie polityków? Programy rozrywkowe, seriale?

Telewizor to złodziej wolnego czasu. I pieniędzy.

Kiedy następnym razem pomyślisz sobie, że „nie masz czasu” zastanów się nad tym, ile tego czasu oddajesz telewizji.

Bo przeciętny Polak spędza przed telewizorem średnio cztery godziny dziennie!

Masa czasu, z którym można przecież zrobić dużo ciekawsze rzeczy.

Więc co tak naprawdę telewizja wnosi do twojego życia?

Ja widzę głównie rachunki. Kablówka, telewizja cyfrowa, pakiety kanałów, z których się nie korzysta wcale lub bardzo rzadko.

I pewnie jeszcze rata za tę nową, czterdziestodwucalową plazmę za 3 000 zł.

I rachunki za energię, którą taki ekran pożera w bardzo szybkim tempie.

Sam już wypisałem się z tej zabawy.

Nie oglądam telewizji, nie mam telewizora. Już dobre kilka miesięcy!

I żyję.

Jeśli potrzebuję wiadomości – czytam w Internecie.

Jeśli mam ochotę na serial lub jakiś program – najpewniej znajdę go za pośrednictwem jednej z wielu internetowych stron VOD (także tych darmowych).

Jeśli chcę obejrzeć coś na dużym ekranie – idę do kina.

Jak dla mnie – całkiem niezły układ.

Nie chcesz działać aż tak radykalnie? Są też sposoby na drobniejsze oszczędności!

Zrezygnuj z pozostawiania telewizora w trybie stand-by. Wyłączanie go „na dobre” to oszczędność rzędu ok. 20-30 zł rocznie. Jak zwykle – raczej niewiele, ale siłą takich drobnych oszczędności jest to, że można ich znaleźć wiele. A razem dają już poważne sumy.

Zmniejsz abonament kablówki na mniejszy. Pewnie i tak nie wykorzystujesz nawet połowy tych kanałów, które masz zamówione. Oszczędność może wynieść np. 25 zł miesięcznie.

Zanim wypożyczysz jakiś film przez płatne VOD sprawdź, czy nie ma go w Internecie – w serwisach VOD, które oferują m.in. darmowe filmy. Co prawda trzeba wtedy obejrzeć kilka reklam, ale to przecież nic strasznego.

A jak wygląda sytuacja u Was? Macie w ogóle telewizor w domu? Często oglądacie telewizję?

Fot. Flickr / DieselDemon

Ogólne Gotuj z Kontomierzem - oszczędności w kuchni

Oszczędności w kuchni

To nie jest blog kulinarny.

Niech nie zmyli Was obrazek ani tytuł – nie zmieniliśmy profilu i nie będziemy podawać przepisów na kurczaka curry, czy na sałatkę grecką.

Zamiast tego mamy dla Was kilka przepisów na mniejsze i większe oszczędności w kuchni.

Najłatwiej szukać oszczędności na czynnościach, które powtarzamy codziennie. Nawet drobne sumy wywalczone tu i tam po kilkuset powtórzeniach dadzą w końcu zauważalne kwoty.

Gotowanie to jedna z takich czynności.

Codzienny obiad, kolacja, co najmniej kilka herbat i/lub kaw. Nawet kilka groszy zaoszczędzone na każdej z tych rzeczy będzie miało w skali roku duży wpływ na Wasz budżet.

A nie będziemy tu mówić tylko o groszowych sprawach.

Przede wszystkim trzeba ograniczyć wszelkie marnotrawstwo.

Nie marnuj ciepła

Gotując potrawy bez przykrycia marnujesz masę ciepła. Zamiast tego gotuj pod przykryciem. Potrawy ugotują się szybciej, a Ty oszczędzisz ok. 15% energii/gazu.

Gotowanie pod przykryciem ma jeszcze jedna zaletę. Dzięki niemu także wilgoć zatrzymywana jest w garnku. Para unosząca się garnków zwiększa wilgoć w pomieszczeniu, a przez to wzmaga uczucie zimna. A naturalnym odruchem gdy w mieszkaniu jest zimno – jest przekręcenie termostatu o poziom wyżej… Gotując pod przykryciem oszczędzasz także na ogrzewaniu!

Jeżeli pieczesz coś w piekarniku, to nie otwieraj drzwiczek. W ten sposób nagromadzone ciepło ucieka, a pieczenie trwa dłużej i zużywa więcej energii.

Nie marnuj energii

Jeżeli planujesz zakup sprzętów kuchennych, to zwracaj uwagę na klasę energetyczną urządzeń. Wybieraj te, z najwyższą klasą energetyczną czyli A+ lub A++. To sprzęt, którego będziesz używać przez lata, warto więc zainwestować trochę więcej na początku, by z czasem zyskać więcej.

Ta zasada dotyczy także wszelkich większych zakupów. Nie warto oszczędzać na jakości, bo to zawsze kończy się tak samo – niewygodą w użytkowaniu, usterkami, rozczarowaniem i szybką wycieczką do sklepu po nowy model.

Oczywiście nie chodzi o to, by kupować wszystko co najdroższe. Nie mylcie płacenia za jakość płaceniem za markę (choć czasem można tu postawić znak równości). Na pewno znacie przykłady tańszych rzeczy, dobrej jakości. Jeżeli możecie polecić tanie, ale jednocześnie dobre sprzęty kuchenne – to czekamy na Wasze propozycje w komentarzach.

Gotując na płycie elektrycznej właściwie dobieraj rozmiar garnków do rozmiarów pola grzewczego. Garnek nie powinien być mniejszy niż płytka grzewcza, na której stoi.

Gdy pieczesz w piekarniku, na ostatnie kilkanaście minut możesz go spokojnie wyłączyć. Zgromadzone w środku ciepło wystarczy, by dokończyć pieczenie.

Nie marnuj zimna

W kuchni liczy się też zimno – czyli lodówka. Nie zostawiaj jej otwartej zbyt długo, bo ponowne „wyziębienie” wnętrza pochłonie niepotrzebnie dużo energii.

Staraj się nie wstawiać do lodówki ciepłych potraw – pozwól im najpierw ostygnąć.

A jeżeli dopiero planujesz swoją przyszłą kuchnię, to koniecznie zadbaj o to, by lodówka nie znajdowała się blisko źródła ciepła. W im chłodniejszym miejscu będzie stać, tym bardziej będzie wydajniejsza.

Nie marnuj wody

Jeżeli zmywasz w zmywarce, to korzystaj z programów ekonomicznych. A przy wyborze takiego sprzętu do swoich kryteriów wyboru dopisz koniecznie klasę zmywania i zużycia wody. Podobnie jak z klasą energetyczną – warto dołożyć i kupić wydajniejszy sprzęt, niż potem przez lata płacić za swoje „oszczędności”.

Nie marnuj jedzenia

Gotuj tylko tyle, ile potrzebujesz. Nikt nie lubi wyrzucać zmarnowanego jedzenia przygotowanego „na zapas”. W końcu jest to coś, za co zapłaciłeś – a teraz ląduje w śmietniku. Bez sensu.

Rozplanuj sobie posiłki na kolejne kilka dni. Dzięki temu będziesz dokładnie wiedzieć czego potrzebujesz, nic się nie zmarnuje, a do tego będziesz mieć gotową listę zakupów (i oszczędzisz nie kupując zbędnych rzeczy).

Przygotowuj tylko tyle jedzenia ile potrzeba.

A gotując wodę na herbatę lub kawę, nie gotuj od razu całego czajnika. Zamiast tego nalej tylko tyle, ile potrzebujesz. Jeden kubek herbaty to ok. 250 ml wody.

Nie oszczędzaj na jedzeniu

Natomiast w żadnym wypadku nie powinno się oszczędzać na jedzeniu. To jedne z tych „oszczędności”, które w dłuższym terminie mogą się tylko źle skończyć. I w najlepszym wypadku oznaczają utratę pieniędzy, a w gorszym – także zdrowia.

Zwracaj uwagę na to co jesz i co jedzą Twoi domownicy. Najtańsze jedzenie najpewniej oznacza dużą zawartość konserwantów i innej szkodliwej chemii, czy wody (w mięsach). Nic smacznego.

Sprawny sprzęt, dobry sprzęt

Dbaj o swoją kuchnię. Regularnie czyść garnki i płyty grzewcze. Brud na denkach i płytach grzewczych ogranicza przewodzenie ciepła, co prowadzi do zwiększonego zużycia energii.

Często czyść czajnik z kamienia.

Regularnie rozmrażaj lodówkę. Zbyt duża warstwa szronu znacznie zmniejszy jej efektywność. Do tego – co jakiś czas sprawdzaj uszczelki w lodówce. Nie warto, by ciepło niepotrzebnie z niej uciekało.

A czy Wy macie jakieś swoje sposoby na oszczędności w kuchni?

Fot. Flickr / Old Shoe Woman

Ogólne 7 sposobów na niższe rachunki za ciepło

Niższe rachunki za ogrzewanie

Zima ostatnio trochę odpuściła, ale do wiosny jeszcze daleko. Jest jeszcze trochę czasu by powalczyć o niższe rachunki za ogrzewanie. A jest o co!

Ogrzanie nawet małej kawalerki to w zimie koszt, który może wynieść około 150-200 zł miesięcznie. Niemało. Kilka miesięcy sezonu grzewczego i mamy poważną sumę. A im większe mieszkania i domy – tym większe wydatki. Według niektórych badań, roczne przeciętne wydatki polskich rodzin na ogrzewanie typowego mieszkania w bloku mogą wynieść nawet 3 500 zł (badanie 4P Research Mix)!

Tę kwotę można jednak zbić o kilka lub nawet kilkanaście procent stosując pewne dobre nawyki.

Myślmy realnie. Nie spodziewam się, że po przeczytaniu jednego artykułu w Internecie rzucicie się do wymiany okien na szczelniejsze, ocieplania domu czy modernizacji wentylacji.

Oszczędności wynikające z działań „infrastrukturalnych”, choć ważne, zostawmy na kiedy indziej. Skupmy się na rzeczach, które możecie zrobić już teraz, bez istotnych nakładów finansowych.

1. Unikaj długotrwałego wietrzenia pomieszczeń.

Lepiej i efektywniej jest wietrzyć krótko, ale intensywnie – otwierając wszystkie okna na kilka minut i pozwalając na krótki przeciąg. Podczas wietrzenia zawory grzejników powinny być ustawione na minimum (gwiazdka).

Długie wietrzenie, oprócz wymiany powietrza, wyziębia całe pomieszczenie (wychładzają się ściany i meble), zwiększając tym samym koszty jego ponownego ogrzania. A jeśli jeszcze w tym czasie mamy włączone grzejniki to dosłownie wyrzucamy pieniądze przez okno.

2. Dbaj o swoje grzejniki.

Grzejnik nie powinien być zasłonięty meblami czy zasłonami – utrudnia to cyrkulację powietrza i właściwe rozprowadzanie ciepła po pomieszczeniu. Ciepłe powietrze ma lecieć w stronę pomieszczenia, a nie do okna (przez które potem łatwo przeniknie na zewnątrz).

Dodatkowo, grzejniki warto regularnie odkurzać – zbierający się na nich kurz zmniejsza efektywność grzejników (utrudnia cyrkulację powietrza).

Dbaj też o to, by odpowietrzać kaloryfer.

3. Bierz ciepło z zewnątrz i nie daj mu uciec.

W dzień odsłaniaj zasłony i pozwól słońcu nieco nagrzać pomieszczenie. Na noc zasłaniaj okna – zmniejszy to tempo, w jakim ciepło ucieka z mieszkania.

4. Komfort cieplny to ok. 18-22 stopnie

Warto spróbować przyzwyczaić się do temperatur z dolnego końca tej skali. Każdy stopień w górę to ok. 5-7% większe koszty, więc już nawet drobna zmiana oznacza oszczędności.

Oczywiście nie chodzi o to, by cały dzień drżeć z zimna, a po mieszkaniu chodzić tylko w swetrze! Natomiast drobna korekta w dół oznacza konkretne oszczędności – bez odczuwalnej utraty komfortu.

5. Optymalizuj zużycie ciepła w ciągu doby.

Gdy nikogo nie ma w domu – nie warto ogrzewać mieszkania. Jasne, fajnie jest wrócić po pracy do ciepłego domu, ale za ten komfort płaci się ogrzewaniem pustych pomieszczeń przez 8-10 godzin. Chyba jednak nie warto.

Na noc też można ustawić niższą temperaturę. W nocy lepiej się śpi, gdy temperatura jest nieco niższa niż w dzień. Taka już nasza biologia – zazwyczaj łatwiej jest zasnąć w temperaturze 19 stopni niż 23 stopni. Jakość snu też jest lepsza.

Posiadacze programowalnych termostatów mają bardzo ułatwione zadanie. :)

6. Optymalizuj zużycie ciepła w pomieszczeniach.

Rzadko używane pomieszczenia lepiej ogrzewać mniej. Nie ma potrzeby ogrzewania pokoi, w których o danej porze dnia nikt nie przebywa. Ale tutaj trzeba uważać. Ciepło ma to do siebie, że lubi wędrować tam, gdzie go nie ma. Różnica temperatur między pomieszczeniami przekraczająca 4 st. jest już nieefektywna.

7.  Monitoruj swoje działania.

Jeżeli masz zainstalowane na kaloryferach podzielniki ciepła, to praktycznie z dnia na dzień możesz obserwować efekty swoich działań i wdrażania kolejnych dobrych nawyków.

Jeśli możesz, to spisuj miesięczne koszty ogrzewania. Nic tak nie wzmacnia nowych, dobrych nawyków jak świadomość, że naprawdę działają i przynoszą dobre efekty.

A czy wy oszczędzacie ciepło? Macie na to jakieś swoje sposoby?

Fot. Flickr / waldopepper