Filtrowanie wszystkich postów po tagu "porady finansowe." Wyczyść filtr

Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami – a wraz z nim okres noworocznych postanowień. Wprawdzie nie jesteśmy największymi fanami odkładania pracy nad własnymi finansami na później (przysłowiowe „jutro”, „od poniedziałku”, czy – tak jak teraz – „od nowego roku), ale jednocześnie musimy przyznać, że takie symbole też mają swoją moc.

Jeśli więc czyimś postanowieniem noworocznym będzie lepsze zarządzanie własnymi finansami, to taka osoba będzie potrzebować kilku dobrych rad na start. I mamy nadzieję, że znajdzie je na blogu Kontomierza – i że nam w tym pomożecie :)

Mamy więc pytanie do Was: jeśli mielibyście dać komuś tylko jedną radę na to, jak lepiej zarządzać własnymi finansami, jak skutecznie oszczędzać i budować bezpieczeństwo finansowe – to co to byłaby za rada?

Może to coś, co pomogło Wam w Waszej drodze do zdrowych finansów? Albo coś, czego żałujecie, że nie dowiedzieliście się 5 czy 10 lat temu? Coś co zmieniłoby Wasze podejście do finansów na lepsze?

A może coś, co po prostu łatwo wprowadzić w życie od zaraz – tak aby pierwszy sukces zaliczyć już niedługo po Nowym Roku?

Jakiekolwiek nie byłoby Wasze podejście, czekamy na Wasze rady. Mamy nadzieję, że wspólnie stworzymy całkiem pokaźny zasób finansowych porad i wskazówek na nadchodzący rok!

Oto kilka przykładów na dobry początek

Przestań jeść na mieście – Twoje wydatki na jedzenie wówczas na pewno spadną. Częste jedzenie w restauracjach zamiast w domu potrafi pochłaniać całkiem sporą część domowego budżetu. Jeżeli szukasz oszczędności, to tę kategorię warto wziąć na celownik jako jedną z pierwszych.

Zacznij jak najwcześniej. Jeżeli dopiero wchodzisz na rynek pracy i zaczynasz zarabiać swoje pierwsze pieniądze, to myśl o emeryturze czy innych odległych celach finansowych może wydawać się abstrakcyjna. Oszczędzanie na przyszłość to jednak nie jest coś, co warto byłoby odkładać na… przyszłość. Lepiej zacząć jak najwcześniej, nawet jeśli pierwsze kwoty wydają się małe. Procent składany przez lata zrobi swoje.

Kupuj to, czego potrzebujesz. Jeśli oszczędzasz, to swoje wydatki powinieneś ograniczyć do rzeczy niezbędnych. Zachcianki i przyjemności można przyciąć do niezbędnego minimum. Warto też pamiętać o tym, że nie każda rzecz, która wydaje się potrzebna na pierwszy rzut oka, rzeczywiście taka jest. Istotą wszelkich marketingowych działań jest przecież właśnie przekonanie nas, że szczególnie potrzebujemy danego produktu. Nad każdym zakupem (a szczególnie nad większymi zakupami – od kilkuset złotych w górę) powinniśmy się jednak zastanowić i starannie rozważyć wszystkie za i przeciw i jak dany przedmiot czy usługa wpisują się w nasze życie. Czasem najlepszym rozwiązaniem będzie odstąpienie od zakupu lub odłożenie tej decyzji w czasie.

Jeżeli idziesz na zakupy, to zawsze wcześniej  sporządź listę. I trzymaj się jej! Uodporni to Cię na wszelkie pokusy, „promocje” i „okazje”. Okazje do wydawania pieniędzy.

No i nieśmiertelne wydawaj mniej niż zarabiasz. Złota reguła, dzięki której możliwe jest generowanie oszczędności.

Tymi pięcioma pozycjami na pewno nie wyczerpaliśmy listy przydatnych porad finansowych. Na pewno macie swoje rady i ulubione sposoby na oszczędzanie pieniędzy i zarządzanie domowym budżetem. Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach. Dzięki!

Fot. Flickr / hellojenuine

Ogólne Pół roku przenoszenia kont

Jak przenieść konto do innego banku?Już przeszło pół roku obowiązują zalecenia Związku Banków Polskich ułatwiające przenoszenie kont. Choć formalności ograniczają się do złożenia kilku podpisów, to usługa wcale nie cieszy się dużą popularnością.

Ostatni raport ZBP, dot. przenoszenia rachunków wskazuje, że od początku roku do końca czerwca zrobiło to 7.084 klientów, a w 6.883 przypadkach (97 proc.) zostało zamknięte poprzednie konto. Oznacza to, że 3 proc. klientów korzysta w tym przypadku z tzw. multibankingu, czyli posiada rachunek w więcej niż jednym banku.

Mała liczba przenoszonych kont jest kolejnym potwierdzeniem niewielkiej mobilności finansowej Polaków. Po pierwszych trzech miesiącach wzrostu zainteresowania usługą, od kwietnia liczba wniosków spada (niemal 1900 w marcu i już niespełna 1100 w czerwcu). Statystyki te nie obejmują co prawda rachunków przenoszonych samodzielnie przez klientów, ale nie należy się raczej spodziewać tutaj dużo wyższych wartości.

W czerwcu na 1074 wnioski 98 proc. uwzględniało zamknięcie poprzedniego konta, 96 proc. przeniesienie dostępnego salda, 16 proc. przeniesienie poleceń zapłaty i 13 proc. przeniesienie zleceń stałych.

O tym jak przenieść konto do innego banku pisaliśmy jakiś czas temu, ale na wszelki wypadek przypominamy przebieg tej procedury:

1. Odwiedzamy nasz nowy bank i otwieramy w nim konto,
2. Oprócz wniosku o konto podpisujemy także pełnomocnictwo dla nowego banku z wyszczególnieniem przenoszonych usług i opcjonalną dyspozycją zamknięcia poprzedniego rachunku,
3. Banki mają tydzień na przeniesienie usług i dopełnienie pozostałych formalności.
4. Po kilku dniach cieszymy się z nowego konta.

Pamiętajmy, by podpis złożony na pełnomocnictwie był identyczny ze wzorem podpisu w poprzednim banku. Tylko zgodność podpisów zapewnia poprawne przeniesienie rachunku. Za pomoc w przeprowadzeniu formalności banki nie pobierają żadnych dodatkowych opłat.

Osobom, które zastanawiają się nad przeniesieniem konta, ale nie wiedzą na jaką ofertę się zdecydować polecamy nasz ranking banków. Dzięki niemu łatwo sprawdzić, gdzie konto nie kosztuje, ale... zarabia.

Fot. SXC.HU / davdibiase

Ogólne Tanie podróżowanie

Tanie podróżowaniePolskie Linie Lotnicze LOT pochwaliły się wczoraj „wielką rewolucją w lataniu”. W nowej ofercie ceny biletów na loty krajowe zaczynają się od 79 zł, a na podróżnych czeka 100 tys. tanich miejsc w samolotach. Propozycję lotniczego przewoźnika lepiej potraktować jako impuls do porównania ofert, bo pospiesznie wykupiony bilet może okazać się bardzo drogi.

Przyjmijmy, że chcemy dostać się z Warszawy do Gdańska, w poniedziałek 19 lipca. Nad morzem zostaniemy do niedzieli 25 lipca. W tym miejscu drobne zastrzeżenie do promocji LOT-u – otóż ceny biletów z Warszawy, Krakowa i Szczecina kosztują nieco więcej niż z innych miast, a najtańsze zaczynają się od 99 zł.

W tej sytuacji dużym zaskoczeniem jest fakt, że cena biletu w obydwie strony dla powyższych warunków, to... 575 zł! Po drobnej korekcie dat i wyborze najtańszych ofert zapłaciłbym 381 zł. Po przesunięciu daty wylotu o miesiąc cena spadła do 327 zł, a po kolejnych 30 dniach jest to już tylko 136 zł! Trudno jednak wyobrazić sobie spontaniczny wyjazd nad morze we wrześniu, bo pogoda jest już wtedy mocno niepewna.

Zdecydowanie korzystniej na tym tle prezentuje się oferta przewoźników kolejowych. Wybierając Tanie Linie Kolejowe zapłacimy za przejazd w dwie strony około 110 zł (w drugiej klasie). Droższa będzie podróż z Intercity, gdzie za bilet tam i z powrotem zapłacimy około 230 zł. Zdecydowanie najtańszą ofertę przygotowały Koleje Mazowieckie – podróż u tego przewoźnika będzie kosztowała 70 zł (pociąg „Słoneczny”).

Z Warszawy do Gdańska możemy dostać się także autokarem (110 zł w dwie strony) i samochodem (230 zł). Oczywiście koszt podróży samochodem można rozłożyć na kilka osób, a przy czterech podróżujących będzie to około 60 zł.

Poza ceną istotny jest także czas i komfort podróży. Jeżeli chodzi o wygodę, to z samolotem nikt rywalizacji nie wygra. Pociągi są brudne, zatłoczone i zazwyczaj bez klimatyzacji. Bilety na pociąg „Słoneczny” sprzedawane są bez miejscówek, a w niektóre dni zainteresowanie klientów jest tak duże, że podróż na korytarzu to dla wielu osób jedyna możliwość.

Nieco lepiej jest w autokarach, a komfort podróży samochodem zależy od tego jakim autem ruszamy w trasę. Oczywiście już sama konieczność prowadzenia pojazdu na przeszło trzystukilometrowej trasie to znaczące ograniczenie własnej wygody, ale w przypadku liczniejszych grup to po prostu bardziej opłacalne.

Czas podróży najkrótszy będzie w samolotach (około godziny), ale trzeba wziąć pod uwagę także czas dojazdu na i z lotniska, a także fakt, że w porcie lotniczym trzeba się stawić przynajmniej godzinę przed odlotem. To wydłuża czas podróży do około 3 godzin. Pociągiem będziemy jechać 5-6 godzin, a autokarem 6-7. Czas podróży samochodem jest porównywalny z przejazdem koleją.

Na przykładzie trasy Warszawa – Gdańsk łatwo można dokonać analizy kosztów podróży różnymi środkami transportu. Z takiego porównania płynie kilka wniosków:

1. Przed wyjazdem warto porównać koszty podróży samolotem, pociągiem, autokarem i samochodem. Ceny łatwo sprawdzimy w internecie, a całość nie zajmie nam więcej niż 10 minut;
2. Nie ufajmy bezgranicznie promocjom – dokładnie sprawdźmy ich warunki dla konkretnych terminów i tras;
3. Podróż samochodem będzie opłacalna tylko wtedy, gdy koszty paliwa rozłożą się na przynajmniej 3 osoby;
4. Bilety kolejowe w dobrych cenach często są sprzedawane bez miejscówek – może się zdarzyć, że całą podróż spędzimy na stojąco, a w skrajnych wypadkach nawet nie wejdziemy do pociągu;
5. Decydując się na samolot warto doliczyć czas podróży na i z lotniska, czas odprawy oraz cenę transportu na/z lotniska. Porty lotnicze zazwyczaj położone są pod miastami;
6. Wcześniejsza rezerwacja biletów lotniczych oznacza dużo niższe ceny, a podobne promocje można znaleźć także w PKP i PKS;
7. W obrębie tego samego dnia mogą być spore różnice w cenach biletów na loty/przejazdy w określonych godzinach;
8. Zawsze warto zapytać o aktualne promocje.

Fot. SXC.HU / d-s-n

Ogólne Kinomani też mogą oszczędzać

Tanie kinoPolacy coraz częściej chodzą do kina, ale do statystyk z Europy Zachodniej jeszcze nam daleko. Dogoniliśmy jednak bogatsze kraje w innej kategorii – ceny biletów w naszych kinach są porównywalne z tymi w Berlinie czy Paryżu.

W Niemczech średnia płaca to około 3.000 euro. Za taką kwotę kupimy tam 450 – 500 normalnych biletów do kina (multipleks w Berlinie). W Polsce za przeciętne wynagrodzenie kupimy 150 – 200 biletów w kinie porównywalnej klasy. Oznacza to, że cena biletu w naszym kraju powinna wynosić około 8 zł, by przy obecnych zarobkach jedna wejściówka była dla nas podobnym obciążeniem finansowym jak dla mieszkańca Monachium czy Hamburga.

Czy zatem kino w Polsce to luksus tylko dla zamożnych? Badania wskazują, że frekwencja w kinach rośnie systematycznie od wielu lat, ale średnio chodzimy tam tylko raz w roku. Jeżeli więc lubimy tę formę rozrywki, to warto zastanowić się czy nie można obniżyć związanych z nią wydatków. Wystarczy szybkie porównanie ofert i już wiadomo, że to bardzo proste.

Kino = multipleks?

W niemal każdym nowym centrum handlowym powstaje wielosalowe kino. To wygodne dla odwiedzających – w każdej godzinie zaczyna się przynajmniej kilka filmów i nie ma problemów z wejściem na największe nawet premiery. Za komfort trzeba jednak płacić – w sobotni wieczór bilet potrafi kosztować 29 zł (Warszawa).

Tymczasem na rynku funkcjonują mniejsze kina, położone nierzadko w dobrych punktach, ale poza centrami handlowymi. Wizyta w takim obiekcie to wydatek rzędu 18-25 zł, a w tygodniu nawet 15 zł.

Wiele mniejszych kin oferuje także specjalne karty rabatowe, które pozwalają obniżyć koszt jednego biletu do 12 - 15 zł także w weekendy. Zazwyczaj wykupienie takiej karty wiąże się z niewielkim, jednorazowym kosztem. Dobre filmy można obejrzeć także w kinach studyjnych, a tam cena biletu nie przekracza 7 – 10 zł.

Dni, godziny

Istotne korzyści może także przynieść optymalne dobranie terminu wizyty w kinie. Jak wiadomo najdroższe bilety sprzedawane są na seanse wieczorne i weekendowe. Wiele kin organizuje jednak promocje typu „happy hours” i w określonych godzinach można wtedy obejrzeć film za kilkanaście złotych. Jeżeli więc mamy taką możliwość – warto obejrzeć film w tygodniu.

Niektóre sieci komórkowe oferują dla swoich klientów promocje polegającą na zasadzie „płacisz za jeden – dostajesz dwa”. W ten sposób dwie osoby mogą wybrać się do kina, a koszt jednego wejścia nie przekroczy 15 zł, co wydaje się ceną zdecydowanie bardziej korzystną niż 29 zł za jeden bilet.

Kinowy barek

Zestaw składający się z popcornu i coli w kinowym barku to wydatek rzędu 15 – 25 zł. Okazuje się więc, że dwa bilety na film i dwa zestawy to dla naszego portfela ubytek około 100 zł. W zależności od tego jak często bywamy w kinie łatwo przeliczyć roczne koszty takiej przyjemności.

Poza aspektem finansowym warto zwrócić także uwagę na kwestie zdrowotne – jedzenie w kinowych barkach jest słabej jakości, mocno przesolone (co zwiększa sprzedaż napojów) i wysokokaloryczne.

Szukamy oszczędności

Jeżeli dbamy o budżet domowy wcale nie musimy rezygnować z przyjemności. Co więcej nadal możemy chodzić do kina, nie omijając największych światowych premier. Warto jednak zastanowić się, gdzie oglądamy filmy, bo z odpowiedniego wyboru mogą wynikać spore oszczędności.

Jeżeli nie chcemy rezygnować z wizyty w multipleksach – wybierzmy się tam wtedy, gdy bilety są tańsze (w tygodniu). Rozejrzyjmy się czy w naszej okolicy nie ma mniejszego kina, w którym można wykupić kartę zniżkową – wtedy nawet weekendowe seanse mogą kosztować kilkanaście złotych.

Zrezygnujmy także z przekąsek w kinowym barku (zamiast tego zjedzmy obiad w domu), a szybko okaże się, że chodzenie do kina może być tak samo przyjemne jak wcześniej, ale już dużo tańsze. Zaoszczędzone pieniądze możemy wtedy wydać na inne przyjemności lub po prostu odłożyć.

Fot. SXC.HU / jaylopez

ZUS czy OFE?Wielkimi krokami zbliża się kolejne losowanie członków do Otwartych Funduszy Emerytalnych. Nie ustaje także dyskusja o zmianach w systemie emerytalnym, a ostatni raport Ministerstwa Pracy będzie zapewne koronnym argumentem przeciwników OFE.

Na potrzeby porównania efektywności oszczędzania w ZUS i OFE stworzono fikcyjnego, statystycznego Polaka (choć reklama jednego z towarzystw ubezpieczeniowych przekonuje nas, że takowi nie istnieją). Rozpoczął on pracę w lipcu 1999 roku, a więc nieco ponad miesiąc po rozpoczęciu funkcjonowania Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Od początku pracy, aż do kwietnia 2010 pracował bez przerwy (bez urlopów bezpłatnych, zwolnień lekarskich, bezrobocia), a jego wynagrodzenie równe było aktualnej średniej krajowej. Pracując w ten sposób wpłacił on łącznie 22 839,63 zł składek emerytalnych do OFE.

I tutaj rozpoczyna się prawdziwa analiza Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Przy takich założeniach na dzień 31 maja 2010 roku średni kapitał emerytalny w OFE wyniósłby 32 055,92 zł. Oznacza to, że zysk zarządzających Funduszami wyniósłby 40,4 proc.

Gdyby składki trafiły do ZUS, to na koncie emerytalnym zapisane byłoby 32 604,06 zł, czyli o 42,8 proc. więcej niż wpłacono. Oznacza to, że w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych zyski byłyby większe niż w OFE o niemal 550 zł.

Z czego wynika taka rozbieżność? Nasze oszczędności w Otwartych Funduszach Emerytalnych zależą od aktualnej wyceny jednostek, a ta wprost wynika z efektów inwestycyjnych PTE (zarządzający i administrujący OFE). Wywołana kryzysem sytuacja na giełdzie spowodowała, że aktywa OFE straciły na wartości, a w ślad za tym obniżyły się nasze emerytalne oszczędności.

Zapis na koncie w ZUS zwiększa się natomiast wraz z waloryzacją, a jej wysokość zależy obecnie od wzrostu cen i płac. W ostatnich latach w Polsce wynagrodzenia rosły dynamicznie, a inflacja przez długi czas przekraczała 3 proc. Stąd też konta w ZUS-ie rosły bardzo szybko.

Warto podkreślić, że ZUS nie pobiera także opłat od przekazywanych składek, a na niekorzyść OFE działają potrącane opłaty (od składki i za zarządzanie), które były szczególnie wysokie w pierwszych latach reformy.

Który Fundusz zarobiłby dla statystycznego płatnika składek najwięcej? Zaskoczenia nie ma, bo chociażby nasz ranking OFE wskazywał, że to OFE Polsat radzi sobie w długim okresie najlepiej. Zgromadzony tam kapitał wyniósłby 32.799 zł (a więc niemal 200 zł więcej niż w ZUS). Na przeciwnym biegunie znalazł się OFE Aegon (30.915 zł, czyli prawie 1690 zł mniej niż w ZUS). Najwięcej prowizji pobrałby za ten okres OFE Bankowy (1732 zł), a najmniej OFE Allianz (1075 zł).

Chociaż tytuł tego wpisu mógłby skłaniać do łatwych odpowiedzi, to jednak oprócz samej wartości konta, trzeba rozważyć także inne korzyści z funkcjonowania obecnego systemu emerytalnego. Przede wszystkim warto pamiętać o tym, że pieniądze w ZUS mają charakter wirtualnego zapisu (obecne emerytury są wypłacane z naszych składek), a w OFE gromadzimy realne środki, które są inwestowane w akcje, obligacje i bony skarbowe.

Oczywiście w interesie emerytów leży osiąganie wyższych zysków w OFE, ale zamiast burzyć obecny system dużo korzystniejsze wydaje się jego skorygowanie. Osiąganiu wysokich stóp zwrotu nie służy dzisiaj sposób oceny wyników inwestycyjnych, który zależy od średniej ważonej stopy zwrotu wszystkich funduszy. Zmiana tego swoistego benchmarku dla OFE mogłaby je zmobilizować do prawdziwej rywalizacji o zyski, a to z kolei przyniosłoby korzyść przyszłym emerytom.

Fot. SXC.HU / meelin

Ogólne Wakacje na kredyt

Kredyty na wakacjeDzisiaj w szkołach podstawowych, średnich i gimnazjach odbywają się uroczystości zakończenia roku szkolnego. To oznacza, że tysiące uczniów już wkrótce wyjadą na wakacje. Dla wielu rodzin oznacza to zaciąganie kredytów, które mają sfinansować upragniony wypoczynek.

Chociaż kredyt nie jest tak łatwo dostępny jak jeszcze kilka lat temu, to jednak widać w tym segmencie pewne ożywienie. Banki, które w zeszłym roku zwijały akcję kredytową dzisiaj oferują specjalne kredyty na wakacje.

Kredyt w wysokości 6 tys. zł na 12 miesięcy najtaniej otrzymamy w Getin Banku (553 zł/m-c). Na kolejnych miejscach plasują się Volkswagen Bank (556 zł), Bank Pocztowy (560 zł) i Polbank (564 zł). Pożyczkę w tej samej wysokości ale na 24 miesiące najtaniej wziąć w Polbanku (300 zł/m-c), Getin Banku (305 zł), a niewiele droższe są oferty BZ WBK (306 zł), PKO BP (310 zł) i Kredyt Banku (314 zł).

Kredyt dla większej rodziny – 12 tys. zł przy dwuletnim okresie spłaty najkorzystniej zaciągniemy w Volkswagen Banku (605 zł/m-c), BZ WBK (611 zł), Getin Banku (612 zł), Kredyt Banku (629 zł) i MultiBanku (630 zł). Przy wydłużeniu okresu spłaty do 36 miesięcy rata w BZ WBK wyniesie 431 zł, w Banku Pocztowym 435 zł, w Lukasie 442 zł, a w ING 448 zł.

Warto także porównać całkowity koszt zaciąganego kredytu. Generalnie obowiązuje zasada, że im krótszy jest okres spłaty, tym łączne koszty są niższe. Nie inaczej jest w tym przypadku. Kredyt w Getin Banku na kwotę 6 tys. zł będzie miał łączny koszt przeszło 600 zł (12 miesięcy) i przeszło 1300 zł (24 miesiące). Warto więc wybrać krótszy okres kredytowania, ale trzeba także pamiętać, by nasz domowy budżet nie był co miesiąc rujnowany przez zbyt wysoką ratę.

Niezależnie od przeznaczenia, zaciągając kredyt gotówkowy należy pamiętać o prawach klienta przysługujących z mocy ustawy o kredycie konsumenckim. Pamiętajmy także, by nie zaciągać wieloletnich kredytów na jedne wakacje, gdyż w kolejnym roku może nam już nie starczyć zdolności kredytowej by pojechać na jakikolwiek urlop. Osoby, którym banki odmówią w tym roku kredytowania powinny zacząć odkładać miesięcznie kwotę, którą planowały wydać na kredyt – w ten sposób w przyszłym roku pojadą na urlop za swoje pieniądze i zaoszczędzą dodatkowo na kosztach kredytu.

Fot. SXC.HU / dynamix

Ogólne Co to jest rating?

Co to jest rating?Kryzys finansowy wprowadził do codziennego języka wiele słów, które dotychczas uważane były za specjalistyczne. Częściej słyszymy więc o aprecjacji, deprecjacji, konsolidacji finansów czy o ratingu. Ten ostatni termin ma zasadnicze znaczenie chociażby dla krajów emitujących swoje obligacje.

Rating to ocena ryzyka, która jest istotna przy każdym rodzaju inwestycji. Określa ona zdolność danego podmiotu – kraju, miasta, samorządu czy firmy – do obsługi swojego zadłużenia. Dla wielu inwestorów odgrywa ona ważną rolę przy podejmowaniu decyzji o zaangażowaniu środków w określoną operację.

Oceny ratingowe przyznają wyspecjalizowane firmy, a do najbardziej znanych należą Moody's, Fitch i Standard & Poor's. Skala ocen tych instytucji jest do siebie podobna (nieznacznie różni się klasyfikacja Moody's), a to ułatwia ewentualne porównanie ratingów ustalanych przez różne podmioty. Poniżej prezentujemy skalę ocen ratingowych wg Fitch i Standard & Poor's (w nawiasach nieco odmienna nomenklatura Moody's).

Rating AAA (Aaa) to najwyższa ocena, która oznacza, że dłużnik ma wyjątkowo wysoką zdolność do regulowania swoich zobowiązań finansowych. AA (Aa) oznacza, że dłużnik ma bardzo dużą zdolność do regulowania zobowiązań i w niewielkim stopniu różni się ona od podmiotów z oceną najwyższą. Rating A (A) oznacza, że dłużnik ma dużą zdolność do regulowania zobowiązań, ale jest bardziej podatny na ewentualne negatywne zmiany otoczenia rynkowego.

Rating BBB (Baa) sugeruje wystarczającą zdolność do regulowania zobowiązań, jednocześnie informując o większej podatności na ewentualne pogarszające się warunki gospodarcze, co w konsekwencji może negatywnie wpływać na poprawną obsługę zadłużenia.

Niższe ratingi uważane są za spekulacyjne. Im ocena jest słabsza, tym potencjalne zagrożenie jest większe. Dług emitowany przez firmę czy państwo z takim ratingiem jest wyżej oprocentowany, co wynika z większego ryzyka braku spłaty.

Rating BB (Ba) jest przyznawany firmom, samorządom lub krajom, które borykają się z poważniejszymi problemami, a te mogą z kolei doprowadzić do problemów ze spłatą długu. Rating B (B) nie przekreśla jeszcze szans na spłatę długu, ale prawdopodobieństwo wystąpienia problemów jest zwiększone.

Ocena CCC (B) jest przyznawana podmiotom, których zdolność do spłaty długów jest zagrożona i tylko dobre otoczenie gospodarcze daje szanse na uregulowanie zobowiązań. Rating CC (Caa) oznacza, że zagrożenie brakiem spłaty jest wysokie, a w przypadku oceny C (Ca) jest ono bardzo wysokie.

Ratingi DDD (C), DD i D oznaczają wysokie ryzyko niewypłacalności, przyznawane są w momencie kiedy pojawiają się już pierwsze nieregularne płatności.

Dodatkowo do ocen ratingowych mogą być dodawane symbole „+” i „-”, które oznaczają niewielkie różnice w obrębie jednej oceny. Aktualnie rating Polski wg Fitch to A-. Dla porównania mocno dotknięta kryzysem Grecja jest według tej agencji na poziomie BBB-.

Fot. SXC.HU / Gastonmag

Ogólne Rekomendacja T - wywiad

W związku z dużym zainteresowaniem, które wzbudza Rekomendacja T wśród klientów banków, publikujemy wywiad z Panią Martą Chmielewską- Racławską, odpowiedzialną w Komisji Nadzoru Finansowego za relacje z mediami w sprawach dotyczących sektora bankowego.

 
Adrian Hinc: Dyrektor generalny Związku Banków Polskich Andrzej Wolski powiedział, że kredyty walutowe będą mogły być udzielane tylko z 20 proc. wkładem własnym. Pojawiają się jednak głosy, że w tej kwestii wiele zależy od interpretacji zapisów rekomendacji. Jakie jest w tej sprawie stanowisko KNF?

Marta Chmielewska- Racławska: Chodzi o rekomendację 18.5, która mówi o konieczności przyjęcia, dla kredytów walutowych o okresie spłaty powyżej 5 lat, bufora w wysokości 20% kwoty kredytu.

Każdy bank określa, dla danego rodzaju kredytu maksymalny akceptowalny poziom wskaźnika LtV (wartość kredytów do wartości zabezpieczenia). Uwzględniając 20% bufor bezpieczeństwa bank może zmniejszyć kwotę udzielonego kredytu lub zwiększyć wartość zabezpieczenia, wówczas spełni on założenia rekomendacji nie przekraczając granicznego poziomu LtV.

 
Czy ubezpieczenie brakującego wkładu własnego będzie wystarczało, by klient i tak mógł otrzymać z banku całość środków w euro czy frankach na mieszkanie?

Zabezpieczeniem może też być odpowiednie w ocenie banku ubezpieczenie,  pod warunkiem, że zapewnia odzyskanie zaangażowanej sumy kredytowej wraz odsetkami i prowizjami, w przypadku braku spłaty kredytu.

 
Czy zapisy Rekomendacji T będą dotyczyły kredytobiorców, którzy zaciągnęli swoje zobowiązania przed wejściem dokumentu w życie? Czy będą mogły być wypowiadane umowy kredytowe osobom, które spłacają swój dług regularnie, ale nie będą spełniały np. kryterium dochodowego z Rekomendacji T?

Rekomendacja 10 zaleca, by banki przyjmowały obiektywnie bezpieczny poziom obciążenia dochodów klientów detalicznych spłatą zobowiązań kredytowych i finansowych, uwzględniając wpływ warunków makroekonomicznych na ich zdolność kredytową.  Dotyczy to momentu, w którym bank rozpatruje wniosek klienta o udzielenie kredytu. Regulacja ta nie ma wstecznego działania.

Klienci powinni zachować dystans do wyjaśnień banków. Dla niektórych bankowców przy komunikowaniu klientom niepopularnych decyzji zasłanianie się nadzorem finansowym może być wygodne, ale to nie tak.

Rekomendacja wyznacza standardy zarządzania ryzykiem, ale bank może przyjąć rozwiązania, które są równie skuteczne lub w lepszy sposób gwarantują prowadzenie ostrożnej i stabilnej działalności.

 
Gdzie konsumenci mogą rozwiewać swoje wątpliwości związane z zapisami Rekomendacji T? Czy mogą się oni kontaktować z Komisją Nadzoru Finansowego?

Tak, choć trzeba pamiętać, że rekomendacje są tworzone dla banków i ich dotyczą. Nie nakładają na klienta dodatkowych obowiązków.

Tekst Rekomendacji T jest dostępny na naszej stronie internetowej. Można także tam znaleźć odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, dotyczące Rekomendacji T i dokument, obalający pewne stereotypy, które narosły wokół tej regulacji.

 

Bardzo dziękujemy przedstawicielce Komisji Nadzoru Finansowego, Pani Marcie Chmielewskiej- Racławskiej za udzielenie odpowiedzi na powyższe pytania. Zapewne rozwieją one obawy wielu klientów, którzy z niepokojem oczekują wejście Rekomendacji T w życie.

Ogólne Kredytowa rewolucja nadciąga

Rekomendacja TZ tekstem Rekomendacji T możemy zapoznać się już od kilku miesięcy, ale dopiero teraz pojawiają się konkretne interpretacje jej zapisów. Przedstawiciele sektora bankowego coraz głośniej mówią o tym jak zmieni się kredytowy rynek, a wiele wskazuje, że mogą być to zmiany rewolucyjne.

Część zapisów Rekomendacji T zacznie obowiązywać we wrześniu, a inne w grudniu. Ostateczne efekty wprowadzenia zapisanych rozwiązań poznamy więc za parę miesięcy. Wydaje się jednak, że tym razem śruba z kredytami – szczególnie walutowymi – zostanie mocno przykręcona. Kwestie, których wskutek różnych interpretacji nie rozwiązała Rekomendacja S, zostały tym razem uszczegółowione.

Dyrektor generalny Związku Banków Polskich Andrzej Wolski na wczorajszej konferencji prasowej podkreślił, że przy kredytach na okres dłuższy niż 5 lat wkład własny klienta będzie musiał stanowić 20 proc. wartości kredytu. Wypowiedź dotyczyła co prawda tylko kredytów walutowych, ale to właśnie one umożliwiały wielu osobom zakup pierwszego mieszkania, gdyż raty były nawet 20-30 proc. niższe od tych w złotówkach.

Niewielkim pocieszeniem może być fakt, że banki już wcześniej zaostrzyły kryteria udzielania kredytów denominowanych we frankach czy euro. Teraz jednak będzie to wynikało z rekomendacji nadzoru, która mimo tego, że jest zgodnie z nazwą tylko rekomendacją, to jednak z pewnością stosować będą się do niej wszystkie banki. Być może jednak różnić będą się w interpretacji określonych zapisów, a to otwiera furtkę do rozluźniania zasad.

Rekomendacja odnosi się także do innego problemu związanego z wieloletnimi kredytami mieszkaniowymi. Jeżeli wartość nieruchomości, która jest zabezpieczeniem spłaty spadnie (a mieliśmy taką sytuację chociażby kilkanaście miesięcy temu), to bank będzie musiał poprosić klienta o dodatkowe zabezpieczenie lub nawet wypowiedzeć mu umowę kredytu. Odpowiednie zapisy będą musiały znaleźć się w umowie kredytowej, a to pozwoli uniknąć sytuacji, które opisywały media, gdy banki działały nierzadko w sposób nieokreślony wcześniej w umowie.

Zapisy Rekomendacji T zapewne ograniczą akcję kredytową. Trudniejszy dostęp do pieniędzy może być także problemem dla deweloperów, których klienci mogą częściej spotykać się w bankach z odmową kredytowania. To jednak niejedyna branża, dla której nowe zasady mogą być hamulcem w prowadzeniu biznesu. Duże straty mogą ponieść także producenci i dystrybutorzy sprzętu RTV i AGD.

Do tej pory chcąc kupić na raty telewizor czy lodówkę wystarczyło pójść do odpowiedniego sklepu, a decyzję kredytową nierzadko wydawano w kilkanaście minut. Wystarczył tylko dowód osobisty i dobra historia kredytowa. Rekomendacja T nie dopuszcza udzielania kredytów na dowód czy oświadczenie. Przy każdym kredycie będziemy więc potrzebować zaświadczenia z pracy, a to wydłuży proces udzielania kredytów i jak można przypuszczać wskutek dokładniejszej weryfikacji będziemy mieć także więcej decyzji odmownych niż dotychczas.

Rekomendacja T zwiększy bezpieczeństwo polskiego rynku bankowego. Może się jednak zdarzyć, że cenę zapłacą za to klienci najmniej zarabiający, dla których otrzymanie kredytu będzie dużo trudniejsze niż do tej pory. Banki poprawią zapewne jakość portfeli kredytowych, a mniejszy popyt na pożyczki może zwiększyć konkurencję i w konsekwencji obniżyć cenę (oprocentowanie).

Trudno jednak dokładnie wyrokować jak ostatecznie zmieni się kształt rynku bankowego w Polsce. Wiele zależy od tego w jaki sposób zapisy rekomendacji przełożą się na regulacje w poszczególnych bankach. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy także Komisję Nadzoru Finansowego – odpowiedź przedstawiciela nadzoru opublikujemy wkrótce na blogu.

Fot. SXC.HU / just4you

Ogólne Konta dla dzieci i młodzieży

Konta dla młodzieżyDoświadczenia wskazują, że osoby oswajane z mechanizmami ekonomii od najmłodszych lat lepiej radzą sobie z nimi w przyszłości. Edukacja finansowa dzieci i młodzieży to długoterminowa inwestycja o wysokiej stopie zwrotu.

Zabawy i gry edukacyjne, to dobra metoda na rozpoczęcie przygody z ekonomią, ale tylko praktyka pozwala wykorzystać zdobytą wiedzę i umiejętności w codziennym życiu. Jeżeli chcemy, by nasze dziecko rozsądnie gospodarowało pieniędzmi – musimy mu te pieniądze udostępnić. Najlepiej na bankowym koncie.

Już kilkanaście banków w Polsce oferuje konta osobiste, którymi mogą się posługiwać osoby niepełnoletnie. Samo założenie rachunku odbywa się jednak w obecności rodzica lub opiekuna, a dodatkowym warunkiem jest ukończenie 13. roku życia przez małoletniego klienta.

Oferty banków w zakresie kont młodzieżowych są do siebie zbliżone – zazwyczaj takie rachunki są bezpłatne lub opłata za ich prowadzenie jest symboliczna. Klienci zapłacą jednak za kartę do rachunku, a nierzadko także za przelewy internetowe.

Największy polski bank PKO BP oferuje najmłodszym Superkonto Graffiti. Miesięczny abonament za konto wynosi 1,5 zł (w ramach trwającej promocji opłata nie jest pobierana przez pół roku), dodatkowo płatny jest dostęp do bankowości internetowej – 0,5 zł miesięcznie. Przelewy zewnętrzne w oddziale kosztują 5 zł, a przez internet – 0,5 zł. Za kartę debetową bank nalicza opłatę co roku – 18 zł, a za każdą wypłatę z obcego bankomatu klient zapłaci 1,5 proc. prowizji (przynajmniej 5 zł).

Inny duży bank – Pekao SA, także nie zachwyca swoją ofertą. Eurokonto Kieszonkowe jest co prawda bezpłatne, ale bank liczy sobie 99 groszy miesięcznie za kartę i 50 groszy za każdy przelew internetowy. Drogie są także wypłaty z obcych bankomatów – 2 proc. od wypłacanej kwoty (minimum 5 zł).

W zasadzie identyczne oferty przygotowały BZ WBK (konto <30), mBank (Izzy Konto) i MultiBank (MultiKonto Młodzieżowe), które prowadzą rachunki za 0zł i nie doliczają dodatkowej opłaty za kartę. Klient nie zapłaci w tych bankach także za przelewy przez internet, a wypłaty z obcych bankomatów kosztują – niezależnie od kwoty – 5 zł.

Wspólną cechą większości rachunków młodzieżowych jest ich niskie lub nawet zerowe oprocentowanie. Wyróżnić należy jednak ofertę Toyota Banku, gdzie środki na rachunku bieżącym (konto Click) zarabiają 5 proc. i to z kapitalizacją dzienną. Poza opłatą za kartę (1 zł miesięcznie) nie zapłacimy już za nic więcej (przelewy internetowe, prowadzenie konta, wypłaty ze wszystkich bankomatów w Polsce). Ograniczeniem jest jednak ilość bezpłatnych wypłat z bankomatów w miesiącu – bez prowizji są trzy pierwsze wypłaty, każda kolejna kosztuje już 4,5 zł.

Najdroższą ofertę przygotował BOŚ – jeżeli rodzic nie ma w tym banku preferowanego konta, to dziecko zapłaci miesięcznie aż 5 zł za prowadzenie własnego rachunku. Dodatkowo 10 zł rocznej opłaty za kartę, 0,5 zł za każdy przelew i 3% za czwartą i kolejną wypłatę z dowolnego bankomatu.

Niektóre banki przygotowały także zachęty do aktywnego korzystania z karty płatniczej – wystarczy zrealizować kilka lub kilkanaście transakcji w miesiącu, a opłata będzie zwrócona. Bank Millennium zwalnia z opłaty za plastik pod warunkiem złożenia wniosku o konto przez internet, a w Deutsche Banku wystarczy wykonać jedną transakcję w miesiącu.

Konto dla dziecka to dobry sposób na naukę oszczędzania. Do niektórych rachunków młodzieżowych można dodatkowo założyć rachunek oszczędnościowy, co może jeszcze bardziej skłaniać do odkładania pieniędzy. Co ważne rodzic ma – jako pełnomocnik do rachunku – możliwość śledzenia operacji finansowych swojego dziecka.

Przed podjęciem decyzji o wyborze konta dla dziecka, warto przeanalizować propozycje co najmniej kilku banków. Choć oferty są do siebie zbliżone, to jednak można znaleźć konta bezpłatne jak również takie, które kosztują całkiem sporo. Warto pokazać dziecku, że świadomy wybór usług finansowych umożliwia korzystanie z dobrych produktów, w atrakcyjnych cenach. To właśnie jedna z umiejętności, która pozwoli w przyszłości podejmować trafne decyzje finansowe.

Fot. SXC.HU / dynamix

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies