Filtrowanie wszystkich postów po tagu "psychologia." Wyczyść filtr

Wiele finansowych nieszczęść spada na nas dlatego, że nie potrafimy zaczekać. Wszak na tej swoistej niecierpliwości opiera się cały przemysł związany z kredytami konsumpcyjnymi. To „narzędzie” finansowe dla tych, którzy nie chcą czekać (do kolejnej pensji, lub do momentu, gdy sami uzbierają na pożądaną rzecz). Dla tych, którzy chcą mieć „już”.

Problem w tym, że to nie „narzędzie”. To pułapka. Im bardziej polegamy na kredytach konsumenckich, tym bardziej uzależniamy się od takiego sposobu finansowania naszych potrzeb (lub może raczej „zachcianek”?)

Kredyt konsumpcyjny wydaje się łatwym i prostym rozwiązaniem. I – być może przede wszystkim – szybkim. Tymczasem oszczędzanie wydaje się żmudne, długotrwałe i dające widoczne efekty dopiero w mniej lub bardziej odległej przyszłości.

Tylko, że ta „szybkość” kredytu kosztuje. Z jednej strony – realne pieniądze. Kredyt konsumpcyjny to jedno z najdroższych źródeł finansowania. Z drugiej strony – uzależniamy się od banku. Coraz większa część naszych dochodów idzie na spłatę odsetek. Coraz więcej naszej pracy idzie na zwiększanie zysku banku.

A gdybyśmy tylko trochę poczekali…

Oszczędzanie pieniędzy jest mało spektakularne. Zwłaszcza jeżeli dopiero zaczynasz i odkładasz małe kwoty. Łatwo się wtedy zniechęcić i pomyśleć, że tak naprawdę to całe odkładanie nie robi żadnej różnicy.

Po co oszczędzać na drobiazgach? Wszak, jak sama nazwa wskazuje, to niewielkie rzeczy, więc zaoszczędzimy tylko drobne. Tylko jeżeli poważnie myślimy nad przejęciem kontroli nad własnym portfelem, to nawet drobiazgów nie powinniśmy tracić z pola widzenia.

Zdrowe finanse osobiste to takie, gdzie jak najbardziej jest miejsce na przyjemności – ale nie ma miejsca na rzeczy niepotrzebne. To, gdzie postawisz granicę między potrzebnym, a niepotrzebnym, między przyjemnością, a głupim impulsywnym zakupem – to już zależy wyłącznie od Ciebie.

Wystarczy sobie przypomnieć – kiedy ostatni raz wydałeś lub wydałaś pieniądze na coś, co okazało się kompletnie nieprzydatne? Wszyscy mamy takie rzeczy na sumieniu.

Poprzez eliminowanie niepotrzebnych wydatków – także tych kaw i fast foodów na mieście – oszczędzamy drobne kwoty. Odnosząc „małe zwycięstwa” w domu oszczędzając energię (np. poprzez kontrolowanie trybu stand-by), wodę (prysznice zamiast kąpieli), czy ogrzewanie (dużo przykładów tutaj) – dokładamy po kilka, kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie do salda naszych oszczędności.

Mało? Patrząc krótkowzrocznie – tak. Ale uwzględniając czas, uwzględniając działanie procentu składanego – nawet małe oszczędności mogą na koniec okazać się dużą wygraną.

Regularne czyszczenie swojego budżetu z takich nadmiernych, niepotrzebnych wydatków z czasem przyniesie efekty. Trzeba jednak być systematycznym i cierpliwie zaczekać. I dać oszczędnościom pracować.

Kilka rad na to, jak cierpliwie oszczędzać

  1. Nie lekceważ małych zysków. Daj swoim – nawet drobnym – oszczędnościom kumulować się i rosnąć. Efekty zobaczysz po czasie.
  2. Pogódź się z tym, że nie wzbogacisz się nagle z dnia na dzień. Kluczem do sukcesu jest systematyczność, a nie liczenie na wielką wygraną z dnia na dzień.
  3. Licz na siebie. Nikt lepiej nie zadba o Twoje pieniądze niż Ty sam. Już dziś możesz zacząć przyglądać się swoim wydatkom i zatamować – przynajmniej niektóre –  wycieki z własnego portfela.
  4. Nie bój się iść pod prąd. To, że inni żyją na kredyt nie znaczy, że i Ty musisz zacząć pracować dla swojego banku.
  5. Zostaw swoje oszczędności w spokoju :)

Fot. Flickr / Thiago Avancini (CC BY 2.0)

Ogólne Potrzebujesz motywacji do oszczędzania?

Czasami nie jest łatwo nakłonić się do odkładania pieniędzy. Zwłaszcza gdy wszystko dookoła motywuje do czegoś całkiem innego…

Rzecz ma się tak... Wiesz, że warto oszczędzać. Że bez własnych odłożonych środków twoja emerytura ledwie wystarczy na życie. Że bez funduszu awaryjnego pierwszy lepszy nagły, nieprzewidziany wydatek będzie oznaczać konieczność wzięcia kredytu w banku lub zaciągnięcia pożyczki u rodziny lub znajomych. Że z własnymi oszczędnościami będziesz czuć się znacznie bezpieczniej

To wszystko wiesz. Znasz nawet pewnie mnóstwo porad jak oszczędzać pieniądze. Czytasz przecież ten blog, jak i pewnie cały szereg innych o oszczędzaniu, finansach domowych, budżecie itp. Tylko jakoś strasznie trudno jest zacząć wprowadzać to w życie. Jak to zrobić?

Zacznij już teraz

Najtrudniejszy jest moment tuż przed początkiem – potem łapiesz wiatr w żagle i jest już coraz łatwiej.

Zacznij już dziś. Nie czekaj na żadną magiczną datę – na poniedziałek, na początek tygodnia, na następną wypłatę. Jeżeli dziś podjąłeś decyzję o oszczędzaniu, to odkładaj pieniądze, a nie działania w czasie. Idź za ciosem i już teraz zrób pierwszy krok. Pamiętaj, że nie musi to być od razu jakaś wielka, radykalna zmiana. Małe kroki są jak najbardziej ok…

Zacznij od małych kroków

To zawsze jest duża pokusa. Wyobrazić sobie idealny stan i od samego początku wszystko ustawić tak, by było idealnie i optymalnie… Odkładać iks procent pensji, oszczędzać energię, paliwo itp. Tylko potem szybko okazuje się, że te wszystkie założenia – przynajmniej na początku – są nie do utrzymania, a wprowadzone zmiany zbyt gwałtowne.

Nawyk oszczędzania najlepiej wprowadzać do swojego życia powoli, bez drastycznych zmian. Tak aby nie odczuwać tych zmian we własnym stylu życia.

Nie licz na szybkie efekty

I tu zaczynają się złe wiadomości. By zauważyć pierwsze efekty, pierwsze konkretne zyski – nie tylko t psychologiczne, ale też te wyrażone w złotówkach – trzeba będzie trochę poczekać. Ten czas można spokojnie liczyć w latach.

No właśnie – te „kilkanaście” czy nawet „kilkadziesiąt” lat trochę odstrasza. A taki horyzont czasowy dla naszych oszczędności powinniśmy mieć na uwadze. Oszczędzanie to szkoła cierpliwości. Efekty nie przychodzą szybko – wręcz przeciwnie. Im dłużej czekasz, na tym większą „nagrodę” możesz liczyć.

Na początku wszystko będzie szło strasznie wolno. Pierwsze kilkadziesiąt złotych oszczędności pewnie wielkiego wrażenia nie będzie robić. I nie uratuje cię w sytuacji nagłych wydatków. Ale wraz z kolejnymi wpłatami do „skarbonki” oszczędności będą rosły coraz szybciej. Zacznie działać procent składany, odsetki będą generować kolejne odsetki i po kilku latach „zrobisz” sobie trzynastą pensję z samych zysków z oszczędności. A to już coś!

Stawiaj sobie cele i monitoruj postępy

Pierwsze kroki masz już za sobą? Zaplanuj kolejne! Dobrze jest mieć jeden główny długoterminowy cel, do którego się dąży – to wyznacza określony kierunek w działaniu. Ale równie ważne jest stawianie sobie celów krótkoterminowych, z horyzontem czasowym kilku miesięcy.

Np. uzbierać na funduszu awaryjnym 1000 zł w cztery miesiące.

Dlaczego warto stawiać sobie takie cele?

Dzięki nim możesz na bieżąco monitorować swoje postępy. Dokładnie wiesz na jakim etapie jesteś i ile ci brakuje do realizacji założonego celu. Już samo to, że tak patrzysz sobie na ręce motywuje do utrzymania dyscypliny.

Poza tym, gdy zrealizujesz jakiś cel, to daje to dużo satysfakcji. A taka „nagroda” to kolejny poważny motywacyjny dopalacz.

Dobrą metodą przy stawianiu sobie celów jest metoda SMART. Określa ona jaki skutecznie określić swoje cele. Taki cel powinien być:

  1. Konkretny – jasno sformułowany. Abstrakcyjne określenia typu „chcę być bogaty” odpadają.
  2. Mierzalny – powinieneś móc w łatwy sposób określić swoje postępy i mieć jasny warunek wykonania celu.
  3. Wykonalny – cel powinien być ambitny, ale nie do przesady. Z drugiej strony nie powinien być za łatwy. Jego wykonanie powinno wymagać wysiłku, ale powinno być w zasięgu ręki.
  4. Ważny – dobrze, gdy cel jest istotny. Skoro mówimy tutaj o pieniądzach, emeryturze i bezpieczeństwie finansowym, to ten warunek jest właściwie automatycznie spełniony.
  5. Określony w czasie – daj sobie ściśle określony czas na realizację celu. Po tym czasie zweryfikuj i oceń swoje działania.

A czy wy macie jakieś swoje sposoby na zmotywowanie siebie do oszczędzania? Jakie były wasze pierwsze kroki. A może udało wam się kogoś namówić do oszczędzania pieniędzy – jak?

Fot. Flickr / Courtney Dirks

Ogólne Daj sobie miesiąc na wdrożenie dobrych nawyków finansowych

  • 31 stycznia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comments

Prowadzenie skutecznego domowego budżetu to kwestia nawyków. Wypracowywania sobie tych dobrych i eliminowania tych złych. To zdumiewające jak wiele rzeczy, często szkodliwych, szybko wchodzi nam w krew.

Od drobiazgów, jak niewyłączanie światła w nieużywanych pomieszczeniach, przez rzeczy nieco większe – jak częste jedzenie na mieście, po tolerowanie już całkiem poważnych  wycieków z portfela.

Zaraz zaczyna się nowy miesiąc, to dobra okazja do tego, aby na poważnie zacząć walkę z negatywnymi nawykami i wzmacniać te pozytywne.

To też doskonały pretekst do tego, aby krytycznie przyjrzeć się swoim wydatkom i szerzej – tym jak zarządzamy naszymi finansami. Każde zachowanie, każdy nawyk warto prześwietlić pod kątem kilku czynników:

  • czy przybliża czy oddala mnie od moich celów finansowych?
  • czy wprowadza pozytywne czy negatywne wartości do mojego życia?
  • czy to rzecz przemyślana czy impulsywna?
  • czy jest w zgodzie z tym, jak wyobrażam sobie swoje dobre/idealne życie?
  • czy to daje widoczne, pozytywne efekty?

Co jeszcze możesz zrobić przez najbliższy miesiąc? Oto kilka pozytywnych nawyków finansowych, które zdecydowanie polecamy.

Po pierwsze – i prawdopodobnie najważniejsze – prowadź budżet domowy. Zbieraj paragony, zapisuj wydatki, analizuj i planuj swój budżet. Nawet jeżeli za te 29 dni uznasz, że to nie dla ciebie, to pod koniec zostaniesz z bardzo cennym zbiorem danych: kiedy, ile i na co wydajesz. Te informacje naprawdę często się przydają!

Odkładaj drobną, wyznaczoną sumę każdego dnia. Złotówka, pięć złotych, może więcej? Oszczędzanie warto zacząć od drobnych kroków. Jednym z nich jest… regularne odkładanie drobnych. Te kilka złotych można łatwo zaoszczędzić rezygnując z pewnych drobiazgów – np. codziennej kawy po drodze do pracy.

Robienie wszystkich zakupów z wcześniej sporządzoną listą. To jeden z najlepszych sposobów na ograniczanie wydatków. A także na spokojniejszą głowę – zastanawiając się wcześniej nad listą zakupów zyskujesz pewność, że nie zapomnisz o żadnej potrzebnej rzeczy. Oszczędzisz czas (i być może nawet pieniądze na dojazdy) nie musząc się wracać do sklepu po coś, co wypadło Ci z głowy.

Trzymanie się listy jest o tyle przydatne, że znieczula na wszystkie marketowe promocje (a promocje nie służą temu, żebyś wydał mniej, tylko by sklep zarobił więcej; ewentualnie by szybciej pozbył się produktów, którym kończy się termin ważności). Poza tym, wszelkie inne wysiłki sprzedawców, mające na celu skłonienie klientów do kupowania więcej, tracą na znaczeniu – np. specyficzne ustawianie alejek sklepowych (najpotrzebniejsze rzeczy umieszczone jak najdalej) lub ustawianie kuszących drobiazgów przy kolejkach do kas. Trzymając się listy włożymy do koszyka tylko to, czego faktycznie potrzebujemy.

Płacenie wyłącznie gotówką. Jeżeli masz w portfelu same karty kredytowe zadłużone pod limit, to jest to doskonałe rozwiązanie dla ciebie. Nie dość, że zaczniesz oszczędzać 20% przy każdym zakupie (brak kredytu = brak odsetek), to – jak wskazują kolejne badania – płacąc gotówką będziesz wydawać mniej.

--

Zacznij już od pierwszego lutego! To najkrótszy miesiąc w roku, więc trzymanie się tych dobrych nawyków finansowych przez cały luty nie powinno być takie trudne :).

Fot. Flickr / H. Michael Karshis

Ogólne Chcesz oszczędzać w 2016? Zacznij od małych kroków

  • 17 stycznia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comments

„Zacznę oszczędzać”, „będę odkładać więcej pieniędzy” – to niektóre z popularniejszych postanowień noworocznych. Jednak równie popularne jest niewłaściwe zabieranie się za te cele. Wszak to nie przypadek, że wiele z postanowień złożonych sobie 1 stycznia, wyparowuje już po kilku tygodniach.

Jednym z najczęstszych błędów jest podchodzenie do tych zadań nadmiernie ambitnie. Planujemy drastyczne cięcia w domowym budżecie, rezygnujemy ze wszystkich przyjemności, byleby tylko na koniec miesiąca odłożyć jak najwięcej pieniędzy… Ale już po dwóch lub trzech tygodniach okazuje się, że taki tryb życia jest nie do utrzymania. Wydatki przekraczają założone kwoty, gdzieś zaczyna pojawiać się rozczarowanie lub nawet poczucie porażki, aż w końcu rzucamy nasze postanowienia w kąt i wracamy do tego, co było wcześniej.

Zbyt ambitne cele to ustawianie sobie kursu na porażkę już na starcie. Zamiast tego pozytywną zmianę w domowych finansach lepiej budować na sukcesach – jakkolwiek małe by nie były.

Jednym z takich „małych sukcesów” może być ograniczenie drobnych wydatków.

Jeżeli regularnie wydajesz pieniądze na takie rzeczy jak kawa, ciastka czy inne przekąski na mieście, to masz już pewne pole do oszczędności (czyli odpada kolejna popularna wymówka – „nie mam z czego oszczędzać”). Równie zdradliwym, drobnym wydatkiem mogą być aplikacje mobilne lub gry. Gdy zrezygnujesz z takiego zakupu, przelej odpowiadającą mu kwotę z rachunku bieżącego na oszczędnościowe.

Kluczem jest regularność. 10 zł, które mogłoby gdzieś zniknąć w gąszczu innych zakupów czy w codziennym porannym pośpiechu, pod koniec miesiąca uskłada się na 300 zł oszczędności. A to już kwota, którą możesz przeznaczyć np. na budowanie funduszu awaryjnego.

Przyglądając się takim drobnym przyjemnościom pamiętaj, że oszczędzanie to nie bezwzględne cięcie wszystkich wydatków, tylko ich racjonalizacja.

No i właśnie, drobne wydatki. Tu kawa na mieście, tam jakiś dodatkowy drobiazg podczas codziennych zakupów, i tak dalej i tak dalej. Te pozornie niewielkie i nieszkodliwe zakupy, robione gdzieś „przy okazji” w dłuższej perspektywie również kumulują się do poważnych kwot. Tak, te 5-10-15 zł wydawane codziennie na kawę, ciastko czy inną przekąskę na mieście ma znaczenie dla Twojego budżetu!

Po pierwsze, są niewielkie, więc łatwo je zlekceważyć. „Te 5 zł przecież nie uratuje mojego budżetu” to wymówka, która może się tu bardzo często pojawiać.

Co więcej, takich drobnych zakupów dokonujemy często w pośpiechu, np. w drodze do pracy. Lub podczas powrotu do domu, gdy jesteśmy zmęczeni (i trudno nam zebrać sobie na tyle silnej woli, by myśleć o oszczędzaniu). W takich okolicznościach zazwyczaj nie mamy głowy do tego, by zabrać rachunek, czy zapisać wydatek w swoim notatniku, by uwzględnić później tę kwotę w swoim budżecie lub w wydatkach gotówkowych w Kontomierzu.

Szybko zapominamy o takich wydanych w biegu kilku złotych… a na koniec miesiąca znów trzeba się zastanawiać „gdzie podziały się moje pieniądze?” Wrzucamy do koszyka jakieś dodatkowe, zbędne drobiazgi, a potem szybko o nich zapominamy. A stan konta maleje…

Następnym razem, gdy będziesz robić zakupy „w biegu” z zamierzeniem kupienia czegoś, czego nie uwzględniał twój budżet, zatrzymaj się na chwilę  i zadaj sobie pytanie „czy na pewno tego potrzebuję?” Taka, nawet krótka, chwila refleksji to naprawdę skuteczny sposób obrony przed zbędnymi wydatkami.

Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze włóż do skarbonki lub przelej na konto oszczędnościowe. To małe zwycięstwo – ograniczenie drobnych wydatków – da ci zastrzyk motywacji i wzmocni twoją silną wolę na drodze do lepszego zarządzania swoimi domowymi finansami.

Fot. y xJason.Rogersx

Ogólne Nie warto przesadzać z oszczędzaniem. Zwłaszcza teraz!

  • 10 stycznia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comments

Wbrew pozorom, oszczędzanie pieniędzy też może doprowadzić nas na skraj kłopotów finansowych. Teraz, na początku roku, jesteśmy w okresie, gdy wielu ludzi stawia sobie noworoczne postanowienia i stara się w nich wytrwać. W tym momencie bardzo łatwo jest przesadzić – stawiając sobie cele zbyt ambitne, lub starając się osiągnąć je w nienaturalnie krótkim czasie.

Pół biedy, jeżeli ucierpi na tym tylko nasz zapał i energia. Gorzej, gdy złe oszczędności – na rzeczach, na których nie powinno się oszczędzać, czy za głębokie cięcia w pewnych obszarach – zaczną mieć swoje konsekwencje finansowe. Niekorzystne konsekwencje.

Bo utrzymywanie wydatków blisko niezbędnego minimum może być dobrym rozwiązaniem w sytuacji kryzysowej, ale na dłuższą metę jest szkodliwe.

Można sobie bardzo łatwo wyobrazić skutki takiej przesadnej oszczędności. Zwłaszcza teraz – zimą.

Zbyt radykalne oszczędzanie na ogrzewaniu to prosta droga do – co najmniej – przeziębienia. I na pewno sporego niezadowolenia innych domowników.

Krok dalej – oszczędzanie na lekarstwach i leczenie się domowymi sposobami może skutkować przedłużającą się chorobą (czyli dłużej nie pracujemy i nie zarabiamy), lub nawet komplikacjami i już koniecznością wizyty u lekarza i zakupu specjalnych leków. A to już może kosztować większe pieniądze.

Nieracjonalnym oszczędzaniem możemy sobie zaszkodzić na wiele sposobów.

Jednym z jaskrawszych jest oszczędzanie na jedzeniu. W tym przypadku kierowanie się wyłącznie ceną może prowadzić do problemów ze zdrowiem, gorszego samopoczucia, czy częstego uczucia zmęczenia. A to dlatego, że najtańsze produkty mają w swoim składzie dużo różnych „zapychaczy”, chemii i cukru. Tak jak napoje (cukier) w miejsce soków, czy tanie wędliny (woda) w miejsce tych lepszej jakości.

Przy zakupie jedzenia cena nigdy nie powinna być jedynym kryterium. Kontomierz to absolutnie nie jest portal dietetyczny, więc ograniczymy się tylko do ogólnego stwierdzenia: powinniśmy dbać o to, by dostarczać sobie potrzebnych składników odżywczych i witamin, nie głodzić się i mieć stosunkowo zróżnicowany jadłospis.

Kierując się jedynie ceną przy zakupie innych produktów – np. AGD czy elektroniki – skazujemy się na dość niski komfort pracy z urządzeniem. Zamiast wygody i ułatwiania sobie życia skazujemy się na frustrację. Nie wspominając o prawdopodobnie szybkiej wizycie w serwisie.

Czasami wskazane jest oszczędzić na wygodzie – wszak nie zawsze warto wydawać pieniądze na dodatkowe usprawnienia, których skuteczność może być wątpliwa. Innym razem ułatwienie sobie pracy z różnymi urządzeniami może prowadzić do oszczędności czasu i energii.

Dlatego tak ważne jest świadome robienie zakupów. Analizowanie swoich własnych potrzeb, jak i odrobienie pracy domowej i sprawdzenie oferty produktów dostępnych na rynku.

Wybierając rower (zima to akurat bardzo dobry moment na taki zakup!) też można wybrać tanią opcję za kilkaset złotych z hipermarketu, albo sprzęt dobrej, sprawdzonej firmy.

Wybór tego pierwszego to niemal na pewno mniejsze bezpieczeństwo jazdy, znacznie mniejszy komfort i szybka wymiana podzespołów. „Marketowe” rowery znane są z tego, że potrafią się dosłownie rozlecieć podczas normalnej jazdy.

Ten schemat pojawia się często wśród zakupów z różnych kategorii produktów. Wydajesz mało na starcie, ale potem dokładasz, dokładasz i dokładasz. Albo płacisz całkiem inną cenę – poświęcając zdrowie lub komfort.

To wszystko oczywiście nie oznacza, że zawsze tanie = złe. Dookoła jest mnóstwo okazji, dzięki którym można dokonać naprawdę dobrego zakupu za niską cenę.

Tym niemniej, trzeba uważać. Przyjęło się, że naciągnąć chcą nas ci, co życzą sobie wysokich cen za swoje produkty. Tymczasem, równie łatwo jest dać się naciągnąć komuś, kto sprzedaje za podejrzanie niską cenę.

Fot. Flickr / torugatoru

Ogólne Waszym zdaniem: Najlepsza porada finansowa na 2016 rok

Nowy Rok zbliża się wielkimi krokami – a wraz z nim okres noworocznych postanowień. Wprawdzie nie jesteśmy największymi fanami odkładania pracy nad własnymi finansami na później (przysłowiowe „jutro”, „od poniedziałku”, czy – tak jak teraz – „od nowego roku), ale jednocześnie musimy przyznać, że takie symbole też mają swoją moc.

Jeśli więc czyimś postanowieniem noworocznym będzie lepsze zarządzanie własnymi finansami, to taka osoba będzie potrzebować kilku dobrych rad na start. I mamy nadzieję, że znajdzie je na blogu Kontomierza – i że nam w tym pomożecie :)

Mamy więc pytanie do Was: jeśli mielibyście dać komuś tylko jedną radę na to, jak lepiej zarządzać własnymi finansami, jak skutecznie oszczędzać i budować bezpieczeństwo finansowe – to co to byłaby za rada?

Może to coś, co pomogło Wam w Waszej drodze do zdrowych finansów? Albo coś, czego żałujecie, że nie dowiedzieliście się 5 czy 10 lat temu? Coś co zmieniłoby Wasze podejście do finansów na lepsze?

A może coś, co po prostu łatwo wprowadzić w życie od zaraz – tak aby pierwszy sukces zaliczyć już niedługo po Nowym Roku?

Jakiekolwiek nie byłoby Wasze podejście, czekamy na Wasze rady. Mamy nadzieję, że wspólnie stworzymy całkiem pokaźny zasób finansowych porad i wskazówek na nadchodzący rok!

Oto kilka przykładów na dobry początek

Przestań jeść na mieście – Twoje wydatki na jedzenie wówczas na pewno spadną. Częste jedzenie w restauracjach zamiast w domu potrafi pochłaniać całkiem sporą część domowego budżetu. Jeżeli szukasz oszczędności, to tę kategorię warto wziąć na celownik jako jedną z pierwszych.

Zacznij jak najwcześniej. Jeżeli dopiero wchodzisz na rynek pracy i zaczynasz zarabiać swoje pierwsze pieniądze, to myśl o emeryturze czy innych odległych celach finansowych może wydawać się abstrakcyjna. Oszczędzanie na przyszłość to jednak nie jest coś, co warto byłoby odkładać na… przyszłość. Lepiej zacząć jak najwcześniej, nawet jeśli pierwsze kwoty wydają się małe. Procent składany przez lata zrobi swoje.

Kupuj to, czego potrzebujesz. Jeśli oszczędzasz, to swoje wydatki powinieneś ograniczyć do rzeczy niezbędnych. Zachcianki i przyjemności można przyciąć do niezbędnego minimum. Warto też pamiętać o tym, że nie każda rzecz, która wydaje się potrzebna na pierwszy rzut oka, rzeczywiście taka jest. Istotą wszelkich marketingowych działań jest przecież właśnie przekonanie nas, że szczególnie potrzebujemy danego produktu. Nad każdym zakupem (a szczególnie nad większymi zakupami – od kilkuset złotych w górę) powinniśmy się jednak zastanowić i starannie rozważyć wszystkie za i przeciw i jak dany przedmiot czy usługa wpisują się w nasze życie. Czasem najlepszym rozwiązaniem będzie odstąpienie od zakupu lub odłożenie tej decyzji w czasie.

Jeżeli idziesz na zakupy, to zawsze wcześniej  sporządź listę. I trzymaj się jej! Uodporni to Cię na wszelkie pokusy, „promocje” i „okazje”. Okazje do wydawania pieniędzy.

No i nieśmiertelne wydawaj mniej niż zarabiasz. Złota reguła, dzięki której możliwe jest generowanie oszczędności.

Tymi pięcioma pozycjami na pewno nie wyczerpaliśmy listy przydatnych porad finansowych. Na pewno macie swoje rady i ulubione sposoby na oszczędzanie pieniędzy i zarządzanie domowym budżetem. Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach. Dzięki!

Fot. Flickr / hellojenuine

Ogólne Czy warto automatyzować własne finanse?

  • 17 listopada 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comments

Musimy pamiętać o coraz większej liczbie rzeczy.

Rachunki za internet, wodę, energię, kablówkę, telefon, czynsz, rata kredytu, spłata karty… Faktur do zapłacenia co miesiąc jest całe mnóstwo. Do tego konta bankowe – im więcej ich mamy, tym więcej rzeczy musimy mieć pod kontrolą. Czy na pewno w tym miesiącu spełniliśmy wszystkie warunki darmowości konta lub wszystkie wymagania promocji, w której bierzemy udział?

Głowa może od tego rozboleć.

Tylko czy rozwiązaniem wszystkich tych problemów jest daleko idąca automatyzacja i przełączenie naszych finansów w tryb autopilota? A może jest jakiś złoty środek?

Zalety automatyzacji finansów

Część z tych rzeczy można zlecić autopilotowi – ustawić szereg cyklicznych przelewów i poleceń zapłaty (jeżeli mamy taką możliwość), włączyć automatyczną spłatę karty – i gotowe. Przynajmniej część miesięcznych płatności będzie dziać się bez naszego udziału.

Dzięki temu zapłacimy rachunki na czas, będziemy mieli pewność, że spełniamy wszystkie warunki bankowych promocji i będziemy mieli spokojniejszą głowę.

Więcej! – możemy nawet ustawić stałe zlecenie przelewania części środków z ROR na konto oszczędnościowe, przez co zautomatyzujemy też nasze oszczędzanie. Co miesiąc będziemy odkładać określoną kwotę.

No i oczywiście możecie przyśpieszyć i zautomatyzować prowadzenie budżetu domowego dzięki Kontomierzowi. Przelewy i płatności kartą z importowanych kont zostaną automatycznie zarejestrowane i skategoryzowane w Waszym profilu. Nie musicie pamiętać o tym, by spisywać swoje bezgotówkowe wydatki. Wszystko dzieje się automatycznie.

Wyłącz autopilota

Tylko czy powierzenie całego zarządzania własnymi finansami autopilotowi to dobry pomysł? Nie zawsze. Działa tu ten sam mechanizm, co przy płatnościach kartą kredytową. Tam nie czujemy, że wydajemy pieniądze – w kasie wręczamy kawałek plastiku, a kartę spłacić musimy dopiero za miesiąc. Słabnie związek przyczynowo-skutkowy między zakupami a zmniejszaniem stanu naszego konta i oszczędności.

Jeżeli automatyzujemy nasze płatności za miesięczne rachunki, robimy właściwie to samo. Przestajemy czuć, że wydajemy te pieniądze. Dzieje się to gdzieś w tle, poza naszą uwagą.

A skoro tracimy pewne wydatki z oczu, to czy na pewno jesteśmy w stanie je kontrolować?

Złoty środek – regularny przegląd osobistych finansów

No ale z drugiej strony – tak jak pisałem na początku – od wykonywania wszystkich finansowych obowiązków i czynności manualnie, bez pomocy żadnych automatów, może rozboleć głowa. Czy da się tu znaleźć jakiś złoty środek?

Warto przyjrzeć się źródłu tego problemu – nadmiarowi comiesięcznych wydatków i warunków do spełnienia. Jeżeli tego jest za dużo, by ogarniać to „ręcznie” to być może trzeba z czegoś zrezygnować?

Telewizja kablowa, serwisy subskrypcyjne, prenumeraty – te rzeczy powinny pójść na pierwszy ogień. Rezygnacja z przynajmniej kilku usług, które wymagają regularnych płatności, przyniesie dwie korzyści. Łatwiejsze zarządzanie własnymi finansami (bo będzie mniej rzeczy, nad którymi musimy mieć kontrolę) i więcej pieniędzy w portfelu co miesiąc.

Podobnie z kontami bankowymi. Jeżeli część trzymamy tylko jako „zapasowe” konta, a jednocześnie wymagają one od nas spełnienia jakiegoś rodzaju warunku (np. by zostać zwolnionym z miesięcznej opłaty), to warto rozważyć rezygnację z takich kont w ogóle.

Ograniczanie wydatków, także tych cyklicznych, to ważny element zarządzania domowymi finansami. Im mniej rzeczy musimy kontrolować, tym łatwiej nad nimi zapanować.

Oczywiście, nie chcemy Was całkowicie zniechęcać do automatyzacji finansów. W samej automatyzacji nie ma nic złego – zagrożenie kryje się natomiast w powierzaniu wszystkiego autopilotowi i korzystania z tego jako wymówki do nie poświęcania uwagi własnym finansom.

A ta uwaga jest bardzo ważna. Podobnie jak refleksja nad tym jak wydajemy swoje pieniądze.

W przypadku Kontomierza rozwiązanie jest akurat bardzo proste. Rejestrowanie (i kategoryzowanie) wydatków odbywa się automatycznie i to niewątpliwa korzyść i oszczędność czasu. Tylko, że prowadzenie domowego budżetu to nie tylko wpisywanie wydatków do tabelki. To o wiele więcej.

Dlatego zachęcamy do częstego analizowania własnych finansów. Bieżące monitorowanie wydatków w poszczególnych kategoriach, analizowanie trendów czasowych, obserwowanie przyrostu własnych oszczędności i wartości netto – to rzeczy, które warto robić często. Po to, by mieć świadomość aktualnego stanu swojego domowego budżetu i by mieć dane, dzięki którym możemy wyciągać wnioski na przyszłość.

Nie zostawiajcie wszystkiego autopilotowi – logujcie się, analizujcie i wyciągajcie wnioski.

Fot. Flickr / ralphbijker

Ogólne Świadome oszczędzanie: krytyczna analiza własnych wydatków

  • 14 października 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comments

Na początku sierpnia zachęcaliśmy Was do myślenia o swoich finansach w sposób bardziej świadomy. Tak, aby częściej podchodzić do wydawania własnych pieniędzy z namysłem. Pomaga w tym gotówka – bo wtedy naprawdę czujemy, że wydajemy pieniądze (zamiast być niemile zaskoczonym stanem konta pod koniec miesiąca). Pomaga też robienie list zakupów – bo bardziej świadomie (a przez to mniej) wydajemy, gdy zawartość koszyka przemyślimy przed wejściem do sklepu. Pomaga też znajomość zasad oszczędnej jazdy samochodem.

Tego typu dobre nawyki i sytuacje, w których dłuższa refleksja nad sensownością danego zakupu pomaga w oszczędzaniu można wymieniać jeszcze długo. Możecie przejrzeć archiwum naszego bloga – na pewno znajdziecie jeszcze mnóstwo innych przykładów :).

Natomiast dzisiaj chcielibyśmy namówić Was do kolejnego kroku. Do tego, by wyjść trochę ponad plany i budżety i spojrzeć na własne wydatki w nieco bardziej refleksyjny sposób.

Często bywa tak, że o zakupach – mniejszych lub większych – zapominamy niedługo po odejściu od kasy czy kliknięcia „zamów” na stronie sklepu internetowego. Transakcja ląduje w Kontomierzu, podnosi słupki na wykresach wydatków, zbliża nas do miesięcznych limitów – i to właściwie tyle.

A przecież można z tego wyciągnąć dużo więcej dla siebie! Nie trzeba poprzestawać na suchych liczbach i tabelkach – za to zdecydowanie warto poświęcić im chwilę namysłu.

Spójrzcie na swoje wydatki i zadajcie sobie te pytania:

1. Czy to był zakup zaplanowany czy impulsywny?

Odpowiedź na to pytanie pozwoli Wam stwierdzić, czy impulsywne zakupy to coś, co mocno miesza Wam w budżecie. Jeżeli wiele z Waszych zakupów następuje w wyniku impulsu, to jest to sygnał, że wprowadzając większą dyscyplinę będziemy mieli szansę znaleźć dodatkowe oszczędności w budżecie. Warto zacząć od chodzenia na zakupy z listą.

To pomoże Wam też dowiedzieć się jaką naprawdę kontrolę macie nad własnymi wydatkami. Im więcej takich impulsywnych zakupów, tym bardziej trzeba się pilnować w przyszłości.

2. Jak ten zakup wpłynął na moją płynność finansową w tym miesiącu?

Czy ten zakup nie zagroził realizacji najważniejszej zasady domowych finansów – by nie wydawać więcej niż się zarabia? I podobnie – czy ten wydatek nie przyczynił się do przekroczenia limitów, które ustawiliście sobie w budżecie?

Odpowiedzi na te pytania wskażą Wam wydatki lub całe kategorie, które wymagają szczególnej kontroli.

3. Czy na pewno tego potrzebowałem?

Czasami warto wrócić do jakiegoś zakupu po upływie kilku tygodni lub miesięcy. Bo często bywa tak, że kupujemy coś, co w dniu transakcji wydaje nam się niezbędne i konieczne – a po upływie pewnego czasu rzucamy to w kąt i zapominamy o tym. Ile masz w domu takich „zapomnianych” zakupów?

Warto w ten sposób krytycznie spojrzeć na swoje nawyki zakupowe. Rozejrzyjcie się wokół siebie i poszukajcie takich „koniecznych-a-wkrótce-potem-zapomnianych” rzeczy. Co je łączy? Co mają ze sobą wspólnego? Spróbujcie poszukać kilku takich cech.

Pomoże Wam to w przyszłości zidentyfikować takie pozornie-potrzebne zakupy zanim jeszcze wydacie pieniądze. Odstąpienie od tego typu transakcji to droga do kolejnych oszczędności.

4. Czy kupiłem właściwą ilość?

A może zakup był jak najbardziej potrzebny i uzasadniony, ale nie trafiliśmy z oszacowaniem potrzebnej ilości? Najlepszy przykład to zakupy spożywcze. Jeżeli regularnie wyrzucasz zepsute jedzenie z lodówki, to znaczy że kupujesz czegoś za dużo.

Tak samo jest ze wszelkim kupowaniem na zapas. Nie zawsze jest to najlepsza decyzja finansowa (na przykład dlatego, że to większy jednorazowy wydatek, który w efekcie obniża naszą płynność finansową w danym miesiącu).

5. Czy dostałem to, czego oczekiwałem?

Warto też zastanowić się nad tym, czy na pewno byliśmy zwyczajnie zadowoleni z danego zakupu. To zaskakujące jak często ludzie powtarzają te same błędy i wracają do rozwiązań, o których wiedzą, że już kiedyś się nie sprawdziły.

Fot. Flickr / Images_of_Money

Nie zawsze podejmujemy właściwe decyzje finansowe. Nawet jeżeli wiemy, że coś w naszym budżecie nie gra, to unikamy zmian. Bo tak jest wygodniej, bo tak jest łatwiej, bo tak.

Zmiana nawyków finansowych może oznaczać rezygnację z kilku przyjemności, zmianę stylu życia (np. koniec życia na kredyt), czy nałożenie na siebie większej dyscypliny jeżeli chodzi o wydawanie pieniędzy.

To nie zawsze jest łatwe i przyjemne. Dlatego wtedy pojawiają się wymówki i usprawiedliwienia. Czy niektóre z poniższych brzmią znajomo?

„Budżet? Jaki budżet?”

Brak wiedzy o przepływach finansowych w naszym własnym budżecie to prosta droga do tego, aby pieniądze wyciekały nam z portfela.

Budżet domowy to podstawa. Nieważne jak go prowadzisz: w Excelu, w Microsoft Money, w Kontomierzu, czy jakkolwiek inaczej. Ważne, że w ogóle go prowadzisz.

Taki budżet domowy to sprawdzony sposób na śledzenie własnych pieniędzy i pilnowanie, by nie wydawać więcej niż się zarabia. To przecież tak naprawdę najważniejsza zasada domowych finansów – dbać o to, by wydatki nie przekraczały zarobków. Ale żeby tego pilnować, musimy wiedzieć ile zarabiamy i ile wydajemy – choćby w najbardziej ogólnym ujęciu. I w tym właśnie pomaga domowy budżet.

„Jeszcze za wcześnie na myślenie o emeryturze”

Mając 20-, 30-, czy nawet 40-kilka lat emerytura może wydawać się całkiem odległą myślą. Tym bardziej, że rząd dba o to, byśmy do emerytury mieli jak najdalej przesuwając wiek emerytalny.

Tymczasem o emeryturze warto pomyśleć jak najwcześniej.  Najlepiej gdy za tym myśleniem idzie też odkładanie pierwszych pieniędzy na ten cel. Choćby niewielkich. Bowiem im więcej czasu damy takim oszczędnościom, tym większą wartość będą one miały w momencie przechodzenia na emeryturę. Tak działa procent składany, o którym już jakiś czas temu pisaliśmy na naszym blogu.

Za to im później zaczynasz, tym większe kwoty będziesz musiał odkładać co miesiąc, by zapewnić sobie ten sam poziom życia na emeryturze. Zdecydowanie warto zacząć oszczędzać na emeryturę zanim nasze prywatne miesięczne „składki” przerodzą się w naprawdę wysokie kwoty.

„Po co w ogóle zmieniać bank?”

Banki często zmieniają swoje oferty i taryfy opłat. Bank, w którym od lat trzymamy konto z wygody i przyzwyczajenia może być daleko w tyle za najlepszymi ofertami na rynku. Biorąc pod uwagę tylko najbardziej podstawowe produkty, w bankach zostawiamy od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych rocznie. Za same ROR-y i karty! A do tego dochodzą “stracone” zyski z lepiej oprocentowanych lokat i kont bankowych.

Warto mieć oczy szeroko otwarte i wypatrywać korzystniejszych ofert.

„Kupuję mieszkanie na całe życie”

Zakup mieszkania to taka okoliczność, przy której strategia “kupić raz, a dobrze” może się zdecydowanie nie sprawdzić. Przy kupowaniu mieszkania dobrze myśleć na kilka lat do przodu. Ale czy koniecznie trzeba myśleć o tym jak o zakupie na “całe życie”?

W ten sposób łatwo kupić mieszkanie zbyt duże jak na nasze obecne potrzeby. Od razu zakładamy dodatkowe pokoje na kolejne pokoje i metraż, który będzie odpowiedni dla dużej rodziny. Nawet jeżeli nasze życie jest na daleko wcześniejszym etapie, niż założenia, które właśnie podejmujemy.

Do czego to prowadzi? Do tego, że zostajemy z za dużym mieszkaniem jak na nasze potrzeby i – przede wszystkim – z za dużym kredytem jak na nasze obecne możliwości.

Z zakupem mieszkania nie warto też się śpieszyć. Czasem bardziej opłaca się pozostanie kilka lat dłużej na wynajmowanym niż podejmowanie zobowiązania finansowego na kilkaset tysięcy złotych, gdy jeszcze nie jesteśmy na to gotowi.

„Zapłacę za to z następnej pensji”

Finansowanie bieżącej konsumpcji kredytem to bardzo zły pomysł. Zamiast oszczędzać – zadłużamy się. Jesteśmy niecierpliwi i zamiast uzbierać pieniądze na nowy zakup – kupujemy teraz, a płacimy potem w ratach kredytowych. Obciążamy swój miesięczny budżet kolejnym regularnym zobowiązaniem i ograniczamy tym samym własne możliwości.

Najgorzej, gdy taki styl życia wejdzie w krew. Raty kredytów będą stanowić znaczną część miesięcznych wydatków, środki na karcie kredytowej wyczerpane pod limit… - w takiej sytuacji zdecydowanie nie będziemy gotowi na żadne nieprzewidziane wydatki czy okoliczności (jak np. utrata pracy). Kredyty czynią nasz budżet zdecydowanie mniej elastycznym.

Fot. Flickr / pictures of money

Notowanie i analizowanie własnych lub rodzinnych wydatków z początku może wydawać się trudnym i czasochłonnym zadaniem. Stos papierów z jednej strony i kolejne tabelki w Excelu do wypełnienia z drugiej. Zupełnie jakbyś nie wychodził z biura – a przecież jesteś w domu!

Nic bardziej mylnego! Budżetowanie może być proste, a po pierwszych kilku dniach lub tygodniach całkowicie wchodzi w nawyk i przestajesz to postrzegać jako dodatkowy obowiązek. A jeżeli korzystasz z Kontomierza, to cały proces masz jeszcze bardziej ułatwiony – większość rzeczy dzieje się automatycznie, a po Twojej stronie pozostaje „tylko” wprowadzenie założeń i limitów wydatków w życie.

Jak nie zrazić się do prowadzenia budżetu domowego już przy pierwszym podejściu?

Dobrze wiemy, że pierwsze wrażenie jest niezwykle ważne. Może zadecydować o tym, czy uczynisz spisywanie wydatków częścią swojej codziennej rutyny lub całkowicie porzucisz ten pomysł. Jak zwiększyć szanse na to pierwsze?

Nie zaczynaj zbyt ambitnie. Nie musisz śledzić każdego grosza. Nie musisz tworzyć skomplikowanej (ale precyzyjnej) listy kategorii wydatków. Możesz skorzystać z domyślnej, proponowanej przez Kontomierz, lub wymyślić swoją – prostą, zawierającą kilka pozycji.

Nie musisz też nakładać sobie limitów na absolutnie każdą kategorię wydatków. Zacznij powoli – zidentyfikuj jedną, od której zaczniesz. Najlepiej, żeby to było coś, na co masz bezpośredni wpływ, a jednocześnie widzisz, że chyba wydajesz na to trochę za dużo pieniędzy.

Dopiero gdy przyzwyczaisz się do wydawania pieniędzy z uwzględnieniem tego jednego limitu, zacznij szukać kolejnych. Nie wszystko na raz! – lepiej działać po kolei, ale systematycznie.

Największy błąd, który możesz popełnić na początku, to postawienie sobie poprzeczki zbyt wysoko. Skomplikowana struktura budżetu, liczne i bardzo wygórowane limity wydatków – to potrafi skutecznie zniechęcić do zajmowania się domowym budżetem.

Pamiętaj, że prowadzenie domowego budżetu i kontrolowanie wydatków nie powinno odbierać ci radości z życia. Jeżeli zaczniesz na siłę ograniczać jak najwięcej wydatków, to budżet domowy będzie kojarzył Ci się wyłącznie źle – z ograniczeniami i poświeceniami.

Nie bez powodu prowadzenie budżetu porównuje się do stosowania się do diety. Jeżeli pozbawisz się zbyt wielu przyjemności, a w ich miejsce wprowadzisz wyłącznie ostre i ambitne limity, to prędzej czy później da o sobie znać efekt jo-jo.  Przyjdzie taki moment, że powiesz sobie, że dość tych ograniczeń, że coś Ci się od życia należy – i pójdziesz na takie zakupy, że cały twój budżet wywróci się do góry nogami. Potem będzie Ci bardzo trudno wrócić do wcześniejszej rutyny.

To może oznaczać, że miesięcznie oszczędzić np. 200 zł zamiast 300 zł. Ale lepiej oszczędzać nieco mniej (ale nadal oszczędzać) niż odbierać sobie absolutni wszystkie przyjemności.

Budżet ma sprowadzić Cię na ziemię. Nierealistyczne oczekiwania temu na pewno nie pomogą. Czasem warto odłożyć własne ambicje na bok i wypracować założenia, które są łatwiejsze do spełnienia – i jednocześnie łatwiejsze do utrzymania w długim terminie.

Jeżeli postawisz sobie zbyt ambitne cele i limity, to budżet przestanie działać jak należy. Ani się obejrzysz i zaczniesz sam siebie oszukiwać. Intencjonalnie „zapomnisz” o jakimś wydatku lub naciągniesz trochę fakty i przypiszesz mu kategorię, w której jesteś jeszcze daleko od założonego limitu. Obraz, który miał dać Ci budżet domowy, zacznie się powoli rozmywać, przez co to narzędzie przestanie dobrze spełniać swój cel.

Pamiętaj, o głównym celu, dla którego prowadzisz budżet domowy. Ma Ci on pomóc w realizacji zasady, by wydawać mniej niż się zarabia.

Nie potrzebujesz do tego skomplikowanych narzędzi i tabel. Nie potrzebujesz wyczerpującej listy kilkudziesięciu kategorii wydatków. Nie musisz nakładać żelaznych ograniczeń na absolutnie każdy wydatek. A limity wydatków nie muszą odbierać Ci radości z życia. Prowadzenie domowego budżetu naprawdę może być prostsze niż Ci się wydaje.

Fot. Flickr / theglobalpanorama

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies