Filtrowanie wszystkich postów po tagu "rachunki bankowe." Wyczyść filtr

Czy do banków warto się przyzwyczajać? Cóż—banki na pewno przyzwyczajają się do nas i rzadko kiedy mają w swojej ofercie coś, co byłoby szczególnie atrakcyjne dla stałych klientów. W erze, gdy poszczególne banki wypłacają bonusy za przeniesienie do nich konta, lojalność nie niesie wiele korzyści—może poza pewną wygodą.

Oferty zmieniają się stosunkowo często, więc niewykluczone że już po kilkunastu miesiącach łatwo byłoby nam znaleźć coś lepszego.

Gdy bank nie zachęca do oszczędzania

Oszczędzać warto. Nawet gdy oprocentowanie wydaje się stosunkowo małe—to biorąc pod uwagę utrzymującą się już od jakiegoś czasu deflację, realnie nie wychodzimy na tych kilku procentach rocznie wcale tak źle.

Gorzej gdy bank nie zachęca do oszczędzania lub wręcz do tego zniechęca. Opisywaliśmy ostatnio przypadki, w których niektóre instytucje pobierają opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych, czyniąc odkładanie małych kwot praktycznie nieopłacalnym.

Słaba oferta depozytowa, czy takie podejście do oszczędzających jak wyżej, to sygnały, że długoterminowo nasza relacja z danym bankiem może nie mieć sensu.

Jeżeli mądrze zarządzamy naszym budżetem i regularnie generujemy nadwyżki, to prędzej czy później trzeba będzie je gdzieś ulokować. Zdecydowanie nie warto ograniczać swoich poszukiwań wyłącznie do oferty naszego głównego banku.

Widzę gwiazdki, wszędzie gwiazdki

Już od dłuższego czasu banki ukrywają opłaty i podwyżki za gąszczem warunków do spełnienia. W przekazie marketingowym niby wszystko jest za darmo – prowadzenie konta, przelewy, karta, bankomaty – wszystko za 0 zł. Tylko jak się wczytać w szczegóły oferty, to drobnym drukiem wypisane są wszystkie warunki, które trzeba spełnić, by tę darmowość utrzymać.

I tak: by mieć darmowe konto trzeba na przykład co miesiąc wpłacać na nie ustaloną kwotę i dokonać ustalonej liczby transakcji bezgotówkowych kartą debetową dołączoną do konta. A jak tych warunków nie spełnisz, to bank wyciągnie rękę nawet po kilkanaście złotych za prowadzenie konta!

Wybierając konto możemy świadomie zdecydować się na takie z warunkami – wszystko policzyliśmy i wiemy, że z łatwością spełnimy wszystkie wymagania. Wszystko gra.

Problemy zaczynają się, gdy bank zaczyna te warunki zmieniać. I już nie wystarczy przelew co miesiąc na 1000 zł, teraz potrzeba 2000 zł, pojawiają się coraz to nowe zastrzeżenia, itp.

Niewykluczone, że przyjdzie taki moment, gdy bank na tyle zaostrzy swoje wymagania, że nie będzie opłacało nam się w nim zostać. W takim przypadku lepiej poszukać czegoś nowego.

Jest zwyczajnie za drogo

Inne banki nie uciekają się do chowania opłat za listą do warunków do spełnienia, tylko komunikują wprost: konto u nas kosztuje tyle i tyle. Z jednej strony to uczciwy układ – bez gwiazdek i drobnego druku, wszystko jasno wyłożone czarno na białym w taryfie opłat i prowizji.

Gorzej, gdy jak dodamy wszystkie podstawowe opłaty do siebie: abonament za prowadzenie konta, kartę debetową i przelewy, to wyjdzie nam kilkanaście złotych w miesiącu. Na przykład płacenie bankowi 12 złotych co miesiąc oznacza wydatek 144 zł w skali roku. Te pieniądze można przecież zaoszczędzić!

Fot. Flickr, ** RCB **, CC-BY 2.0

Ogólne Myślisz, że nie masz z czego oszczędzać? Zdziwisz się!

„Nie mam z czego oszczędzać” to jedna z najpopularniejszych wymówek, przez którą nawet nie próbujemy zabrać się za nasze finanse domowe. Jak wiele innych wymówek, ta często jest oparta na błędnych przesłankach.

Bo jeżeli przyjrzeć się szczegółowo  miesięcznym wydatkom, to prawie na pewno da się tam znaleźć cały szereg drobnych oszczędności.

„Drobnych” to tu słowo klucz. Łatwo takie okazje do niewielkich oszczędności zlekceważyć. „5 zł przecież nie uratuje mojego budżetu” to wniosek, który przychodzi całkiem łatwo. Nic bardziej mylnego! Nawet małe sumy potrafią mieć tu duże znaczenie. Dlatego też od czasu do czasu piszemy na blogu o tym, by odkładać nawet drobne oszczędności i by nie lekceważyć drobnych zysków.

Także te pozornie niewielkie i nieszkodliwe zakupy w dłuższej perspektywie również kumulują się do poważnych kwot. Tak, te 5-10-15 zł wydawane codziennie na kawę, ciastko czy inną przekąskę na mieście ma znaczenie dla Twojego budżetu!

Dlatego tak istotne jest nabycie umiejętności zapanowania nad takimi przypadkowymi wydatkami. A to nie zawsze takie proste – najpierw trzeba w ogóle zauważyć, że wydajemy pieniądze w taki sposób!

Bo takich drobnych zakupów dokonujemy często w pośpiechu, np. w drodze do pracy. I nie mamy wtedy głowy do tego, by zabrać rachunek, czy zapisać wydatek w swoim notatniku, by uwzględnić później tę kwotę w swoim budżecie lub w wydatkach gotówkowych w Kontomierzu.

A podczas większych zakupów? Łatwo nikną w jakimś większym rachunku.

Warto więc wyrobić sobie nawyk bardziej refleksyjnego podejścia do zakupów i drobnych przekąsek czy kaw na mieście. Te kilka złotych tu i tam w ciągu miesiąca może zsumować się nawet do trzycyfrowej kwoty.

Podobną pomocą mogą być wszelkie programy „automatycznego” oszczędzania. Dziś kilka banków oferuje automatyczne przelewanie drobnych kwot po każdej transakcji na osobne konto oszczędnościowe – czy to jako procent wartości transakcji, stałą kwotę, lub „zaokrąglenie” do pełnych 10 zł.

Takie programy to utrapienie osób ręcznie przepisujących swoje transakcje w budżecie domowym (np. w Excelu), ale dla kogoś, kto chce się rozprawić z wymówką „nie mam z czego oszczędzać” to idealne rozwiązanie na początek. Otwiera oczy i pokazuje, że jakieś pole do oszczędności jednak istnieje!

Fot. Flickr / Branko Collin

Bankowość elektroniczna to dziś powszechny kanał dostępu do naszych pieniędzy. Użytkowników Kontomierza chyba nie trzeba o tym przekonywać :). Ale w związku z tym, że obsługa swoich kont bankowych przez internet jest tak popularna, ten kanał dostępu często bywa on celem ataków, prób wyłudzeń loginów i haseł i innego typu nieuczciwych praktyk.

Ostatnio mogliśmy się o tym przekonać po tym, jak jeden z użytkowników mBanku podzielił się swoją historią o tym, jak stracił 40 tysięcy złotych przelewając pieniądze na numer konta podmieniony przez złodzieja.

Co dokładnie mogło się stać? Najprawdopodobniej autor nagrania przez nieuwagę zainstalował na swoim komputerze złośliwe oprogramowanie, które z jednej strony podmienia dane wejściowe przy zlecaniu przelewu (numer konta) a z drugiej sprawia, że przeglądarka internetowa nadal wyświetla „poprawny” numer konta w historii transakcji.

Wbrew temu, co twierdzi autor nagrania, kłódka w pasku adresu symbolizująca szyfrowane połączenie, nie służy zabezpieczeniu przed wyłudzeniami tego typu. Tu cały proces odbywał się na komputerze użytkownika – winę banku będzie tu bardzo trudno wykazać.

Mamy więc do czynienia z winą użytkownika? Z jednej strony tak – w końcu dopuścił do instalacji złośliwego oprogramowania na swoim komputerze. Ale z drugiej, jak zauważa Piotr Konieczny z Niebezpiecznika:

Warto też zauważyć, że ofiara z filmiku miała antywirusa. Dołożyła więc wszelkich starań, aby się zabezpieczyć, ale pechowo trafiła na zagrożenie, które jeszcze przez antywirusy nie jest rozpoznawalne.

Jak więc korzystać z bankowości internetowej tak, aby nie naciąć się na podobne oszustwa? Przypominamy szereg zasad bezpieczeństwa.

Na etapie logowania do banku

Znajduje się tam kilka ważnych rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę. Po pierwsze – sam adres. Oszuści w mailach phishingowych będą kierować nas na strony łudząco podobne do modułu logowania naszego banku.

O to podobieństwo będą dbać też odpowiednio maskując adres strony. Czyli jeżeli na przykład logujesz się do mBanku, to w pasku adresu powinien znaleźć się adres: online.mbank.pl/pl/Login

kreatywni oszuści mogą wymyślić podobne domeny, które na pierwszy rzut oka będą wyglądać niemal identycznie jak oryginał, ale zamiast do systemu transakcyjnego, będą prowadzić po prostu do modułu wyłudzającego loginy i hasła.

Łatwo sobie wyobrazić takie „kreatywne” adresy, np. „online.rnbank.pl/pl/Login” (m zamienione na r i n). O pomyłkę nietrudno.

W pasku adresu znajdują się jeszcze inne istotne rzeczy. Adres poprzedzony powinien być przedrostkiem https://, co oznacza bezpieczne połączenie.

Adres najlepiej wpisywać bezpośrednio w pasku przeglądarki, „z ręki”. Lepiej nie polegać na „ulubionych”. Skoro istnieje złośliwe oprogramowanie, które potrafi podmienić numer konta przy przelewie, to pewnie gdzieś też istnieje takie, które podmienia „ulubione” docelowe adresy logowania do stron banków internetowych.

I jeszcze jedno. Logujmy się tylko z zaufanych komputerów, takich co do których mamy pewność, że nie mają zainstalowanych żadnych keyloggerów ani innego złośliwego oprogramowania. Czyli odpadają wszelkie kafejki internetowe i publiczne biblioteki.

Przy zlecaniu przelewu

Upewnijmy się, że na pewno wpisaliśmy poprawny numer konta.

Tym bardziej, jeżeli nie wpisywaliśmy go z „ręki”, tylko kopiowaliśmy z systemowego schowka. Złośliwe oprogramowanie podmieniające numery kont bankowych w schowku to na tyle powszechny problem, że banki coraz częściej wprowadzają dodatkowe zabezpieczenie. Np. gdy wklejamy numer konta do formularza, bank prosi o ponowne wpisanie ostatniej cyfry, celem weryfikacji.

W opisywanym dziś przypadku nawet takie środki ostrożności zdałyby się jednak na nic. Dlatego ważne jest też weryfikowanie poprawności numeru konta w wiadomości SMS wysyłanej przez bank podczas zatwierdzania transakcji.

Podczas kontaktów z bankiem

W mailach od banków też warto sprawdzać, z jakiej domeny są wysyłane. Ale to o wiele za mało.

Przy elektronicznej korespondencji z bankiem najlepiej przyjąć trzy zasady:

  1. Żaden pracownik banku nie będzie prosił Cię o podanie loginu i/lub hasła za pośrednictwem maila. Jeżeli otrzymałeś mail z taką treścią, to coś musi być nie tak i warto zwiększyć czujność.
  2. Nie klikamy w mailach w linki, które prowadzą do stron logowania (banki w ogóle nie powinny takich linków zamieszczać w korespondencji). Zamiast tego, jeżeli sprawa z maila wymaga od nas zalogowania się do systemu, to logujemy się samodzielnie, „ręcznie” – według zasad opisanych wcześniej.
  3. Nie otwieramy linków i załączników z maili z podejrzanych źródeł. I to dotyczy nie tylko maili związanych z finansami, ale wszelkiej podejrzanej i spamowej korespondencji. Taki klik w link czy załącznik może ostatecznie doprowadzić do tego, że nieświadomie zainstalujemy na swoim komputerze złośliwe oprogramowanie, które otworzy drogę do pozyskania naszych danych.

Fot. Flickr / Moyan_Brenn

Co brać pod uwagę przy wyborze któregoś z bankowych produktów depozytowych? I czy naprawdę liczy się tylko oprocentowanie?

Największy problem, jaki mam z lokatami i kontami oszczędnościowymi, to zgromadzenie pieniędzy, które mógłbym na nie włożyć :). Bo poza tym, to naprawdę bardzo proste produkty. Można je znaleźć niemal w każdym banku i w większości przypadków funkcjonują one na podobnych zasadach.

Bankowe depozyty to fajne miejsce dla pierwszych oszczędności. Ryzyko jest małe, płynność stosunkowo duża (zwłaszcza w przypadku kont oszczędnościowych) i przy odrobinie wysiłku można znaleźć takie rozwiązania, które dadzą choćby niewielką przewagę nad inflacją. A to już coś.

Konta oszczędnościowe – kiedy ROR to za mało

Konto w banku do przede wszystkim ROR. Ale są też wyspecjalizowane produkty, które kosztem pewnych ograniczeń, pozwalają pieniądzom lepiej pracować. To konta oszczędnościowe.

Na samym ROR wiele nie zarobisz. To konto do robienia przelewów, płacenia rachunków, bieżących rozliczeń, otrzymywania pensji i obsługi pozostałych usług finansowych w banku. Natomiast wbrew nazwie, rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy do oszczędzania nie służy.

Praktycznie w każdym przypadku, jeżeli chodzi o oprocentowanie, to konto oszczędnościowe wygrywa z ROR-em. Jedyny przypadek, w którym ROR zarabia więcej niż konto oszczędnościowe, to promocje.

Jeżeli masz już konto w danym banku, to do założenia rachunku oszczędnościowego wystarczy kilka klików. Żadnych dodatkowych umów (wszystko powinna załatwiać umowa ramowa z bankiem), dokumentów, potwierdzeń… No i prowadzenie takiego rachunku jest zwykle bezpłatne.

Nie musisz się też ograniczać do jednego rachunku. W jednym banku możesz mieć kilka kont oszczędnościowych (każdy bank ma inny limit, zazwyczaj w przedziale 2-5). Ja nie lubię, gdy wszystkie moje oszczędności są w jednym miejscu, na jednym koncie i nie wiem dokładnie ile na jaki cel mam odłożone. Dlatego na każdym koncie oszczędnościowym trzymam środki przeznaczone na co innego.

Oszczędności średnio- i krótkoterminowe

No właśnie, przeznaczenie środków na różnych kontach oszczędnościowych. Ja stosuję u siebie taki system, że mam oddzielne konto na każdy z krótko- i średnioterminowych celów, które mam zaplanowane w swoich finansach.

Pamiętam, że co roku są Święta Bożego Narodzenia (a wiele osób przypomina sobie o tym dopiero w połowie grudnia). Od kilku lat zapisuję swoje wydatki, więc wiem na co przygotować swój budżet. I tyle staram się do grudnia odłożyć na koncie oszczędnościowym.

Mam nadzieję, że za jakieś 8-7 miesięcy Apple pokaże nowego iPada mini z Retiną i pewnie będę chciał go kupić tuż po premierze. Więc od dziś na jednym ze swoich kont oszczędnościowych będę odkładał po 200 zł miesięcznie właśnie na ten cel.

Pewnie sam masz podobne wydatki, o których wiesz, że nastąpią w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Święta, ubezpieczenie samochodu, nowy zestaw podręczników szkolnych dla dziecka, nowy komputer…

Według mnie, konta oszczędnościowe zostały stworzone właśnie dla takich celów. Dla oszczędzania na wydatki, które będą miały miejsce za kilka-kilkanaście miesięcy oraz na takie wydatki, które nie idą w dziesiątki tysięcy, tylko w kilkaset złotych lub kilka tysięcy złotych. Tak, aby przez najbliższe miesiące można było ten cel oszczędnościowy zrealizować.

Masz inny pomysł na wykorzystanie kont oszczędnościowych? Proszę, podziel się nim w komentarzu!

Płynność, głupcze!

Konta oszczędnościowe w tym lepsze są od lokat, że oferują większą płynność. W każdej chwili możesz zasilić konto – bez konieczności zakładania nowego produktu finansowego w banku, nowej lokaty.

W każdej chwili możesz też wypłacić środki. Ale tutaj dwie ważne uwagi!

Po pierwsze, z kont oszczędnościowych nie warto robić przelewów zewnętrznych, do innych banków. Takie przelewy są najczęściej płatne i kosztują tyle, że to po prostu się nie opłaca – taki przelew neguje całą „pracę” naszych oszczędności. Banki zdecydowanie nie chcą, byś traktował konto oszczędnościowe jako rachunek do bieżących rozliczeń. Jeżeli chcesz przelać pieniądze na zewnątrz, to zawsze lepszą drogą jest przelew wewnętrzny na ROR, a dopiero potem do innego banku.

Druga rzecz to właśnie przelewy wewnętrzne, w ramach banku, w którym masz konto oszczędnościowe.  Tu też nie ma pełnej dowolności.

Trzeba brać pod uwagę to, jak funkcjonują banki. Potrzebują one naszych pieniędzy, depozytów, do bieżącego funkcjonowania. W ich interesie jest, abyśmy trzymali w bankach pieniądze jak najdłużej (i jak najtaniej dla banków).

Zresztą, wystarczy przypomnieć, że długość depozytów była jedną z osi konfliktu między KNF a bankami – KNF twierdziła, że banki nie utrzymują właściwej równowagi między kredytami (gdzie duży, jeżeli nie największy, udział mają wysokie kredyty hipoteczne, często brane na kilkadziesiąt lat), a lokatami (gdy u szczytu popularności były krótkie „lokaty jednodniowe”). Wkrótce potem musieliśmy pożegnać się z naszymi ulubionymi „lokatami antybelkowymi”.

Ale wracając do kont oszczędnościowych… Bank nie może pozwolić sobie na to, byśmy mogli wyprowadzać pieniądze z produktów depozytowych bez żadnych konsekwencji kiedy tylko nam się zamarzy. Gdyby tak było, banki znów sprowadziłyby na siebie gniew KNF, a poza tym byłoby to dla nich kompletnie nieopłacalne (na blogach finansowych na pewno pojawiłyby się od razu opisy systemów jak zoptymalizować swoje konta, tak aby wszelkie nadwyżki zawsze automatycznie lądowały na koncie oszczędnościowym, a n ROR pojawiały się tylko gdy będzie taka potrzeba).

Stąd ograniczenie, które możemy znaleźć w większości banków: bezpłatny jest tylko pierwszy przelew wewnętrzny w danym miesiącu. Kolejne, zależnie od banku, w którym masz konto – 1 zł, 5 zł, 10 zł... To sprawia, że nie opłaca się często sięgać po takie oszczędności. A już na pewno nie warto stosować kont oszczędnościowych do codziennych rozliczeń.

Jednak mimo tych ograniczeń (nieopłacalne przelewy zewnętrzne, ograniczone przelewy wewnętrzne) konta oszczędnościowe i tak oferują większą płynność niż lokaty. Zresztą, w podbramkowej sytuacji można przełknąć te 1 zł czy 5 zł opłaty za dodatkowy przelew. To pewnie i tak mniejsza strata niż np. zrywać półroczną lub roczną lokatę, zwłaszcza pod koniec jej trwania, i stracić odsetki.

Oczywiście za tę płynność płacimy. Konta oszczędnościowe są najczęściej gorzej oprocentowane niż lokaty. W typowym banku ta „progresja oprocentowania depozytów” wygląda tak:

  • Najniższe oprocentowanie ma ROR (0% lub bardzo blisko)
  • Średnie oprocentowanie można znaleźć na kontach oszczędnościowych (w dobrych bankach można nawet znaleźć oferty powyżej inflacji)
  • Oszczędności najlepiej pracują na lokatach (za dobrą ofertę można uznać lokatę z oprocentowaniem przewyższającym inflację o 2 punkty procentowe)

Każdy z tych produktów działa trochę inaczej i warto go wykorzystywać do nieco innych celów. W domowych finansach znajdzie się miejsce i dla ROR, i dla konta oszczędnościowego, i dla lokaty.

Fot. Flickr / 401K 2012

Ogólne Szukasz konta dla siebie? Zobacz, co wziąć pod uwagę!

  • 6 listopada 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

Zacznę od zupełnie oczywistej rzeczy. Oferta kont na polskim rynku jest ogromna – szukając konta osobistego dla siebie mamy do wyboru dosłownie kilkadziesiąt różnych opcji. Każda ze swoją taryfą opłat i prowizji, regulaminem, indywidualnymi promocjami.

I jakby tego było mało, to praktycznie w każdym tygodniu coś się na tym rynku zmienia. Jeden bank modyfikuje oprocentowanie depozytów na ROR, inny dodaje nowe warunki korzystania z konta, a kolejny właśnie rusza z nową promocją i zaczyna oferować atrakcyjne bonusy.

Jest jeszcze jedno utrudnienie. Ostatnio banki coraz częściej i coraz śmielej stawiają klientom warunki. Zobowiązanie do przelewania pensji, konieczność wykonywania określonej liczby transakcji kartą debetową, utrzymywanie odpowiedniego salda na koncie – to tylko kilka przykładów. Niespełnienie tych warunków najczęściej kończy się jakąś kilkuzłotową opłatą.

Banki coraz bardziej chcą przywiązać nas do siebie na stałe i najlepsze oferty zachowują dla tych, co zdecydują się mieć w tym banku swoje główne konto. Powoli kończy się era, w której mogliśmy mieć po kilka darmowych kont w różnych bankach, tak „na wszelki wypadek”. Teraz, jeżeli nie korzystasz z konta, to będziesz za nie płacić.

Tym samym decyzja, którą podejmujemy przy wyborze konta dla siebie, staje się o wiele ważniejsza niż dotychczas. Jak więc dokonać dobrego wyboru?

Dla mnie osobiście liczą się dwie rzeczy:

  • Wynik finansowy, którym kończą się moje kontakty z bankiem
  • Wygoda z codziennego korzystania

Wynik finansowy - ile zarobię na tym koncie?

W kontaktach z bankiem chcę wychodzić na plus: zarabiać na lokatach (ponad inflację), nie płacić za podstawowe usługi bankowe (lub płacić jak najmniej) i łapać się na poszczególne bonusy dołączane do konta.

Z grubsza, to ile można zarobić na korzystaniu z usług bankowych, pokazuje nasz ranking kont (jest już listopadowa edycja!). Wszystkie taryfy opłat i prowizji banków, które analizujemy, sprowadzamy właśnie do tego jednego najważniejszego wskaźnika: wyniku finansowego. Ile zarobisz i ile zapłacisz bankowi.

To oczywiście trochę się zmienia w zależności od tego, jak intensywnie korzystasz z rachunku. Jeżeli często robisz przelewy przez internet, a w danym banku przelewy akurat są płatne, to oczywiście korzystanie z takiego konta będzie dla Ciebie odpowiednio bardziej kosztowne. Stąd różne profile, np. dla przeciętnego klienta, dla aktywnego klienta, dla osoby nastawionej na oszczędzanie…

Ale na tym historia się nie kończy.

Nasz ranking z zasady nie bierze pod uwagę czasowych promocji. A te potrafią być bardzo korzystne, trwać nawet kilka miesięcy lub mogą w ogóle być na stałe przywiązane do konta.

Promocja „Oszczędzam na rachunkach” w Credit Agricole zapewnia 10% zwrotu wartości domowych rachunków przez kolejne 5 miesięcy. Cashback w Alior Sync (uwaga na ograniczenie wchodzące w życie z początkiem nowego roku!) zaszyty jest w regulaminie konta jako „program lojalnościowy”. Bonus do pensji wypłacany w „Koncie z premią” w BGŻ to też promocja, praktycznie na stałe przypisana do konta (bank tylko od czasu do czasu zmienia warunki tej promocji).

Przykładów znaleźć można jeszcze co najmniej kilka. Fajnie, że banki wychodzą z nowymi pomysłami na uatrakcyjnienie oferty. No bo ile można mówić o darmowych przelewach czy braku opłaty za wydanie karty debetowej. Tym bardziej, że każda taka promocja to okazja do tego, by – dzięki bankowi – wygenerować jakieś dodatkowe oszczędności w domowym budżecie.

Tyle, że – no właśnie – owo „bogactwo” promocji trochę utrudnia analizę rynku. Gdy banki ścigały się na ścinanie opłat, wszystko było proste. W banku A trzeba płacić 8 zł za konto, w banku B opłaty nie ma – każdą pozycję z TOiP można było wziąć i porównać z innymi. Teraz nie jest to już takie proste.

Każda promocja jest inna. Nawet patrząc na wyżej wymienione przykłady: w jednej obniżysz sobie rachunki za internet, telefon czy wodę, w innej zyskasz, gdy będziesz często kupować przez internet, a w kolejnej największe korzyści osiągniesz, jeżeli na Twoje konto w miesiącu przychodzi co najmniej jeden duży przelew.

A na tym kreatywność banków przecież się nie kończy, bo są jeszcze zwroty wydatków na paliwo (Meritum) i zakupy spożywcze (Millenium), jest mSaver i masa innych rzeczy, każda inna.

To nie są oferty, które można łatwo porównać.

Jak więc dojść do tego, która oferta jest najlepsza? Taryfy opłat i prowizji to podstawa i od tego – niezależnie od wszelkich promocji – warto zacząć. Natomiast wszelkie bonusy trzeba już analizować w kontekście własnej, indywidualnej sytuacji.

I tu bardzo przydaje się prowadzenie domowego budżetu, najlepiej w Kontomierzu :). Z archiwalnych danych możesz wtedy wyciągnąć wpływy i wydatki za poprzedni miesiąc (lub inny dowolny okres) i przyłożyć to do warunków wybranej promocji. Taka analiza pozwoli Ci stosunkowo szybko (i trafnie!) odpowiedzieć na pytania:

  • Czy wydajesz wystarczająco dużo na zakupy spożywcze, by opłaciło Ci się konto w Millenium?
  • Czy robisz zakupy w internecie na tyle często, by w ogóle zawracać sobie głowę cashbackiem w Syncu?
  • Ile będziesz mógł wyciągnąć z promocji Credit Agricole, gdy przedstawisz im swoje rachunki za wodę, internet, telefon, gaz i prąd?

Prowadzenie budżetu domowego to nie tylko kontrola wydatków. To także istotna pomoc w podejmowaniu ważnych finansowych decyzji. Gromadzenie danych o własnych wpływach i wydatkach daje wiedzę, która naprawdę często się przydaje i pozwala podejmować trafne decyzje.

Na koniec, skoro mowa o promocjach ,to każda z nich ma swój regulamin, ograniczenia i warunki, które trzeba spełnić, by wziąć w niej udział. Regulamin promocji to kolejna, obok TOiP, lektura obowiązkowa przed założeniem konta w wybranym banku.

Wygoda w codziennym korzystaniu

Wygoda to kryterium, którego już w ogóle nie da się zmierzyć.

System transakcyjny to ekstremalnie ważna rzecz, zwłaszcza w przypadku konta, które ma być Twoim głównym rachunkiem. Głównym, więc często będziesz robić z niego przelewy, będziesz robić zakupy z kartą tego banku (więc będziesz sprawdzać wyciągi z karty w internecie), wpiszesz w system odbiorców stałych, czyli pewnie dostawców internetu, prądu, spółdzielnię itp.

To będzie konto, na które codziennie lub prawie codziennie będziesz się logować. Więc lepiej, byś za każdym razem nie musiał zaciskać zębów przebijając się przed brzydki, niepraktyczny lub przestarzały system transakcyjny.

Jak sprawdzić, czy bank będzie Ci pod tym względem pasować? Są chlubne przykłady banków, które udostępniają wersje demonstracyjne swoich kont. Oto kilka z nich:

Na tej podstawie można już jakoś ocenić jak będzie się współpracowało z danym bankiem.

--

Oferta banków robi się coraz bardziej indywidualna. Nie można jednoznacznie wskazać: "to jest najlepszy bank". Dla każdego "najlepszy" oznacza co innego, bo kryteria zrobiły się o wiele bardziej subiektywne. Od oceny systemu transakcyjnego, po dopasowanie warunków konta do własnego budżetu domowego.

Przy wyborze trzeba się więc trochę bardziej namęczyć, ale dzięki temu można zapewnić sobie większe korzyści.

Fot. Flickr / Images_of_money

Ogólne Festiwal podwyżek w bankach... a to jeszcze nie koniec!

  • 9 października 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comments

Sytuacja na rynku produktów bankowych, a szczególnie w segmencie, który najbardziej nas interesuje – kont osobistych – wciąż się zmienia. Zawsze miło jest nam przekazywać informacje o nowych ofertach, promocjach i podwyżkach oprocentowania depozytów.

Jednak w ostatnich miesiącach rynek zmienił kierunek. Zamiast udogodnień, obniżek – dostajemy podwyżki i nowe opłaty. Banki, które kiedyś płaciły po 100 zł za otworzenie konta, dziś sięgają do naszych kieszeni.

Ostatnio podwyżki opłat za podstawowe rachunki wprowadziły lub zakomunikowały co najmniej trzy banki – Citi, Kredyt Bank i Alior Bank (zmiany wchodzą w życie od początku listopada).

W Aliorze podwyżki są chyba najbardziej bolesne i zagmatwane. Bank nie tylko wprowadza nowe opłaty i podwyższa stare, ale ogólnie czyni całą tabelę opłat i prowizji mniej czytelną. Od listopada, w zależności od tego jak korzystasz z konta osobistego (i różnych produktów finansowych dookoła niego) możesz co miesiąc zostawiać bankowi od 0 zł do nawet 25 zł!

Wielkość opłat zależy w głównej mierze od tego, czy aktywnie korzystasz z konta czy nie. W Aliorze nazywa się to warunkiem „głównego banku” (wyjaśnienie tutaj). W skrócie: jeżeli przelewasz na konto swoje wynagrodzenie lub trzymasz oszczędności/inwestycje o wartości powyżej 10 tys. zł, to masz w banku taryfę ulgową.

Jak prezentują się opłaty wprowadzane od listopada?

Opłata za prowadzenie konta osobistego – nowość. Wcześniej było 0 zł. Teraz będzie 8 zł, chyba, że spełniasz warunek „głównego banku”.

Opłata miesięczna za kartę debetową – zostaje po staremu. 9 zł dla nieaktywnych klientów, 5 zł dla tych, dla których Alior jest „głównym bankiem”.

Opłata miesięczna za kartę kredytową – podwyższona do 8 zł. Można zostać z niej zwolnionym, jeżeli wykonujesz co najmniej 4 transakcje bezgotówkowe w miesiącu.

No i teraz konto może być całkiem darmowe, jeżeli przelewasz na nie pensje lub trzymasz tam oszczędności, ale nie masz żadnej karty (kredytowej ani debetowej). Tak może wyglądać np. sytuacja osoby, która ma w Aliorze konto osobiste połączone z rachunkiem maklerskim, gdzie trzyma akcje i certyfikaty o wartości co najmniej 10 tys. zł.

Możesz płacić 5 zł, jeżeli jesteś aktywnym klientem, masz kartę debetową i kartę kredytową, z której aktywnie korzystasz.

W najgorszym przypadku bank zażąda co miesiąc 25 zł! Od klientów z kartą debetową, kartą kredytową i kontem, z którego nie korzystają.

Bank w ten sposób próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony – czyści swój portfel  klientów, zniechęcając opłatami tych nieaktywnych. W interesie banku jest to, aby klienci korzystali jak najczęściej z największej gamy produktów: niech mają osad na koncie, niech płacą kartami w sklepach (z czego bank ma wyraźne korzyści).

Z drugiej strony – taki ruch można odczytać jako pompowanie wyniku finansowego pod ewentualną sprzedaż banku.

Dla banku to same korzyści. A co to oznacza dla nas, klientów?

Jeżeli jesteś aktywnym klientem Aliora, to Twoja sytuacja praktycznie się nie zmienia. Natomiast przed ważną decyzją (w końcu chodzi o nawet 12x25zł=300zł rocznie!) stoją osoby, które z konta osobistego w Aliorze korzystały rzadko, mają je „na wszelki wypadek” lub zapomniały o nim w momencie, w którym bank wypłacił im premię za otwarcie konta.

Wyjścia są trzy:

  • spełnić warunek „głównego banku” i związać się silniej z Alior Bankiem,
  • zmienić konto osobiste na „Konto Alior Rachunki bez opłat” – bez opłaty za prowadzenie rachunku, bez miesięcznej opłaty z kartę (zamiast tego: opłata za wydanie karty 10 zł) i dostęp tylko do wybranych bankomatów (Euronet, Cash4Yyu, Alior),
  • zamknięcie konta.

Czy klienci pozostałych banków są bezpieczni? Niekoniecznie!

Podwyżki w Citi, Kredyt Banku i Aliorze to być może tylko wstęp i otwarcie furtki do podwyżek w kolejnych bankach. Pretekst do wprowadzania kolejnych opłat jest na wyciągnięcie ręki. Mianowicie, chodzi o regulację opłat intercharge, czyli „prowizji”, którą płacą właściciele sklepów od każdej transakcji bezgotówkowej w ich terminalach.

Te opłaty w Polsce są wysokie, znacznie wyższe niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Europejska średnia to 0,7%. U nas – 1,7%. Średnio tyle sprzedawca musi sobie odjąć od marży przy każdym zakupie bezgotówkowym. W jeszcze gorszej sytuacji są właściciele małych sklepów, gdzie opłaty te sięgają nawet 3%!

Do walki o obniżki tych opłat stanął Narodowy Bank Polski wraz z Ministerstwem Finansów, a ostatnio włączają się w to politycy różnych partii. I choć kompromisu nadal nie ma, a – jak to bywa z politykami – o wspólny, rozsądny projekt trudno, to kierunek został wytyczony: opłaty mają być mniejsze i bardziej zbliżone do unijnej średniej.

Na pierwszy rzut oka: fajnie, może nawet dzięki temu odrobinę spadną ceny w sklepach. Z tym, że w bankach nic nie ginie, a już na pewno nie opłaty. To, co banki stracą na niższych opłatach intercharge pobieranych od sprzedawców, z pewnością odbiją sobie w inny sposób. A najłatwiej będzie wprowadzić dodatkowe opłaty dla właścicieli kart i zabrać im dotychczasowe bonusy (np. cashback).

Dlatego teraz, niezależnie od tego, gdzie masz konto, warto być szczególnie czujnym i przynajmniej raz w miesiącu przeglądać komunikaty banków. Informacje o podwyżkach powinny być na stronach internetowych banków, a dodatkowo dołączane do przesyłanych wyciągów lub wysyłane mailowo. Przeoczenie takiej informacji może w przyszłości dużo kosztować!

Fot. Flickr / epSos.de 

Ogólne Konto oszczędnościowe czy lokata?

  • 4 czerwca 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

Gdzie trzymać oszczędności? Często zadawałem sobie to pytanie mając tylko tyle środków, że w grę wchodziła praktycznie tylko jedna opcja.

Nawet mając niewiele oszczędności warto się zastanowić i przejrzeć dostępne oferty, by wyciągnąć z tych pieniędzy jak najwięcej. I nawet nie chodzi o to, by w banku X zarobić kilka groszy miesięcznie więcej niż w banku Y. Raczej po to, by wyrobić sobie dobry nawyk zarządzania finansami osobistymi.

Im większe oszczędności, tym większe znaczenie ma oprocentowanie i tym bardziej boli trzymanie oszczędności w miejscach, które dają zysk mniejszy niż inflacja. Moim zdaniem warto jak najwcześniej zacząć przeglądać dostępne oferty pod katem najlepszych parametrów i dopasowania do własnego stylu zarządzania finansami.

Wiem, że mi to bardzo pomogło i nauczyło szacunku do każdej złotówki.

A teraz do rzeczy. Masz ten pierwszy tysiąc (lub kilka) i zastanawiasz się, co z nim zrobić, by wyjść na tym jak najlepiej.

Uważam, że dla takich pierwszych oszczędności najlepsze są bezpieczne, bankowe depozyty. Inwestowanie i bardziej ryzykowne instrumenty można wziąć pod uwagę, gdy ten cały osobisty system finansowy się już ustabilizuje (a dobrym znakiem takiej stabilizacji, jest odpowiedni fundusz awaryjny).

Dobrą podpowiedzą przy budowaniu takiego osobistego systemu finansowego jest nasz najnowszy ranking kont osobistych.

W każdym razie – do wyboru zostają praktycznie dwa produkty: konta oszczędnościowe i lokaty. ROR-ów nie biorę pod uwagę, bo najczęściej są nisko oprocentowane (jeżeli w ogóle) i generalnie powinny służyć do bieżących rozliczeń, a nie do gromadzenia oszczędności.

Kilka rzeczy, które warto wziąć pod uwagę:

Horyzont czasowy. Proste pytanie: kiedy będziesz potrzebować tych pieniędzy? Jeżeli w ciągu najbliższych 1-2 miesięcy lub nawet „w każdej chwili”, to wybierz kont oszczędnościowe.

Także w przypadku, gdy są to pieniądze „na czarną godzinę”, przeznaczone na nagłe, niespodziewane wydatki. Wtedy będziesz potrzebować szybkiego dostępu do tych pieniędzy. Przy zrywaniu lokat banki dają sobie 1 dzień roboczy na zwrot środków, więc konto oszczędnościowe ze stałym dostępem do pieniędzy jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem.

Natomiast jeżeli przewidujesz, że w najbliższym czasie nie będziesz potrzebować tych pieniędzy, to wybierz lokatę. Te z reguły są lepiej oprocentowane.

Płynność. Czy otrzymujesz wypłatę regularnie? Czy twoje wpływy na konto są przewidywalne? Jeżeli tak, to świetnie – nie musisz się martwić o to, by zawsze mieć pod ręką rezerwę na wypadek utraty płynności.

Za to jeżeli pieniądze dostajesz nieregularnie, często żyjesz od „pierwszego do pierwszego”, a twój budżet domowy dopina się dosłownie „na styk” – bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie konto oszczędnościowe.

Cel oszczędności. Na co oszczędzasz? To pytanie jest też mocno związane z horyzontem inwestycyjnym. Jeżeli celem twoich oszczędności są duże wydatki, odległe w czasie (wkład własny na mieszkanie, samochód), to lepiej rozejrzeć się za jakimiś fajnymi lokatami. A jeżeli odkładasz oszczędności na sierpniowy urlop, to lepsze będzie konto oszczędnościowe.

Ja w tym momencie biorę pod uwagę jeszcze jedną rzecz. Jeżeli mam ustalone kilka krótko- i średnioterminowych celów finansowych, to chcę mieć we wszystkim porządek. Nie chcę by pieniądze na letni wyjazd mieszały mi się ze środkami, które odkładam na nowy komputer. Dlatego często korzystam z kont oszczędnościowych, które pozwalają na wpisanie dodatkowego opisu lub nazwy konta. Za tę drobną wygodę jestem nawet w stanie „zapłacić” nieco niższym oprocentowaniem.

Oprocentowanie. Te wszystkie powyższe rozwiązania mają sens w sytuacji, gdy oprocentowanie lokat utrzymuje się powyżej typowego oprocentowania kont oszczędnościowych. I tak jest zazwyczaj – konta oszczędnościowe dają zarobić średnio o 1-2 punkty procentowe mniej niż lokaty. Banki w ten sposób rekompensują sobie fakt, że w każdej chwili możesz wypłacić pieniądze lub przenieść się do innego banku.

Tymczasem dzisiaj mamy akurat taką sytuację, że niektóre konta oszczędnościowe dorównują, lub nawet przewyższają najlepsze lokaty. Tak jest z kontem w dbNET (8,1% brutto) i BGŻ Optima (6,5% brutto). Oba te konta mają swoje haczyki (dostępność dla nowych klientów, tylko nowe środki) i niedogodności (taki-sobie system transakcyjny, niewygodny token), ale niewątpliwą zaletą jest to, że łączą w sobie bezpośredni dostęp do środków z atrakcyjnym oprocentowaniem.

Fot. Flickr / Images_of_Money. 

Wypoczęci po Świętach? No to czas wrócić do porządkowania swoich finansów domowych…

To trzecia część serii o gruntownym przeglądzie swoich produktów finansowych. W poprzednich częściach czyściliśmy pozostałości po erze antybelek oraz porządkowaliśmy posiadane lokaty.

Tym razem chodzi o to, by odchudzić swój portfel. Ale nie przez wyrzucanie drobniaków (choć to też się przyda), ale przez pozbywanie się kart kredytowych i debetowych, których już od dawna nie używasz.

I przy okazji – kont bankowych, do których te karty są przypisane.

Takie zapomniane konta, karty i inne produkty finansowe to miejsce, w którym bardzo łatwo nadziać się na jakąś opłatę lub prowizję.

To działa w bardzo prosty sposób. Nie używasz takiego konta, zapominasz o nim. W związku z tym nie śledzisz dokładnie wiadomości od banku, nie wiesz o zmianach w taryfie opłat i prowizji.

W pewnym momencie zaczynają się zmiany, które dotyczą Twojego konta. To, które było wcześniej darmowe – teraz jest darmowe pod warunkiem przelewu wynagrodzenia. Karta do konta, która wcześniej kosztowała 0 zł, teraz ma dodatkową opłatę, z której można być zwolnionym po zrobieniu nią zakupów za 100 zł.

Bank zaczyna naliczać opłaty.

To mogą być nawet drobne kwoty. Kilka złotych miesięcznie za konto, kolejne kilka za kartę.

Na koncie już od dawna nie trzymasz żadnych pieniędzy (inaczej pewnie byś o nim pamiętał), więc na rachunku pojawia się debet.

Ten problem nie istnieje, jeżeli automatycznie importujesz dane swoich kont do Kontomierza. Aplikacja zwraca uwagę na pobrane opłaty wysyłając alert.

Przez pierwsze kilka miesięcy nic się nie dzieje. Bank po prostu generuje wyciągi z coraz wyższym debetem. Pierwszego miesiąca -9 zł, drugiego -18 zł, kolejnego -27 zł – i tak dalej.

Teraz wyobraź sobie, że ten proceder trwa kilka-kilkanaście miesięcy.

W końcu to bank przypomina sobie o Tobie. Oprócz naliczonej opłaty za konto dolicza karę za debet. W grę wchodzą także dodatkowe opłaty za wysyłane monity.

W ten sposób, całkiem nieświadomie, stajesz się dłużnikiem banku.

Konto lub karta, z których nie korzystałeś ani razu przez ostatni rok, nagle kosztują Cię kilkaset złotych!

Lepiej uniknąć takiego scenariusza, prawda?

Dlatego poświęć chwilę na przypomnienie sobie, z jakich produktów bankowych korzystałeś kiedyś, ale dziś nie są Ci już potrzebne. Tylko po prostu zostawiłeś je aktywne „na wszelki wypadek”.

Zwłaszcza, że pewnie jako świadomy klient, często zmieniałeś banki i szukałeś najlepszych ofert. Czasem warunkiem uzyskania dobrego oprocentowania na lokacie było założenie bezpłatnego rachunku. Czasem założyłeś konto, bo sam bank za to płacił 100 zł lub więcej.

Po takich akcjach można zostać z niepotrzebnymi kontami w co najmniej kilku bankach.

Lepiej je wszystkie pozamykać. Dla własnej wygody i spokoju.

Fot. Flickr / windsordi 

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies