Filtrowanie wszystkich postów po tagu "spisywanie wydatków." Wyczyść filtr

Widzisz, że pieniądze w jakiś magiczny sposób uciekają Ci z portfela. Pod koniec miesiąca dziwisz się, gdzie podziała się cała wypłata – przecież nie robiłeś w międzyczasie jakichś szczególnych zakupów, wszystko było tak jak zawsze. Życie od pierwszego do pierwszego już od dawna Cię męczy i chcesz w końcu coś z tym zrobić.

Tylko co?

Pierwszy krok to zbudowanie poczucia kontroli nad finansami. To jeden z wielu przykładów, gdzie drobna psychologiczna sztuczka daje wymierne efekty, przeliczalne na konkretne oszczędności. Ale o tym za moment.

W zarządzaniu domowym budżetem chodzi o to, by Twoje wydatki były dostosowane do Twoich możliwości i stylu życia. A nie styl życia do wydatków – jak to ma miejsce, gdy tydzień przed końcem miesiąca musisz ostro zaciskać pasa, bo pieniądze wydane na zakupy podczas wcześniejszych trzech tygodni tak ciążą na Twoich finansach.

Jeszcze raz: poczucie kontroli. Jak je zbudować?

Wystarczy prosty nawyk: zbieraj paragony. Wszędzie, gdzie robisz zakupy, proś o rachunek. W każdym miejscu i za każdym razem. A jeżeli akurat nie ma takiej możliwości, to stwórz swój własny „paragon” i zapisz kwotę zakupów gdzieś na kartce czy w notesie.

Tak, zbieraj rachunki nawet, gdy zakupy były na małe kwoty, kilka złotych. Tak, to ma sens, bo te kilkuzłotowe wydatki w ciągu miesiąca pewnie sumują się w co najmniej dwucyfrowe sumy. A przy napiętym budżecie i w sytuacji, gdy naprawdę potrzebujesz przyciąć swój budżet, to te kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych miesięcznie ma znaczenie. Poza tym, co to za kontrola nad wydatkami, gdy pojedyncze złotówki przeciekają przez palce?

Tak, nawet gdy wszystkie zakupy robisz kartą i masz ich pełną rozpiskę w Kontomierzu. Poczucie kontroli to nie jest zawsze racjonalny proces, to psychologia. Tu nie wystarczą ładne tabelki i wykresy. Tu leżący na biurku stos rachunków zgromadzonych w ciągu tygodnia ma po prostu zrobić na Tobie wrażenie i przypominać Ci: ile już wydałeś, ile jeszcze masz w portfelu i ile czasu zostało do końca miesiąca.

Możesz unikać logowania się do Kontomierza przez jakiś czas (i fundować sobie w ten sposób fałszywy spokój – „nie myślę o problemie, więc to tak, jakby go w ogóle nie było”), ale stertę paragonów powinieneś mieć zawsze na widoku.

Jak samo zbieranie świstków papieru ma Ci pomóc?

To w zasadzie bardzo prosty mechanizm. Działa w ten sposób: już sama świadomość, że dokładnie obserwujesz własne wydatki sprawia, że wydajesz mniej i częściej myślisz o tym, co kupujesz i za ile. Wiesz, że kontrolujesz sam siebie, więc zachowujesz się trochę inaczej niż wcześniej.

Pomyśl o tym: jak wyglądają domowe finanse, gdy nie ma nad nimi żadnej kontroli, a jak wyglądają gdy masz świadomość, że pod koniec tygodnia będziesz musiał się rozliczyć (nawet jeżeli tylko przed samym sobą!) z każdego wydatku?  Zupełnie inaczej!

No właśnie – „rozliczyć się”, czyli co potem zrobić z tymi wszystkimi paragonami?

U mnie najlepiej sprawdza się system tygodniowy. Przez siedem dni zbieram rachunki i odkładam je w widocznym miejscu na biurku. Stos rośnie i przypomina o sobie w zasadzie za każdym razem, gdy siadam do komputera.

Ostatniego dnia „rozliczam się”. Sprawdzam, czy wszystkie transakcje zapisały się w Kontomierzu. Większość zakupów robię kartą, więc zazwyczaj wszystko się zgadza, ale od czasu do czasu trafi się jakiś wydatek gotówkowy: parkometry, bilety, jakieś drobne przekąski w pracy, czy jakiekolwiek inne drobiazgi.

Wszystko zapisuję i podliczam.

Po pierwszym tygodniu miesiąca powinienem wydać coś w okolicach 25% założonych kosztów na dany miesiąc. Po dwóch – 50%. I tak dalej. O ile oczywiście nie było po drodze żadnych większych (zaplanowanych, bądź nie) wydatków. Ale w każdym „typowym” miesiącu mniej więcej tak to się u mnie układa. Jeżeli są jakieś większe odchyły od tych założeń, to znaczy, że coś jest nie tak.

U Ciebie to może wyglądać trochę inaczej. Może na początku miesiąca zawsze robisz większe zakupy „na zapas”. Wszak to też sposób na oszczędzanie – i czasu i pieniędzy. Wtedy nie jest już tak łatwo, że jeden tydzień oznacza jedną czwartą miesięcznych wydatków. Ale jeżeli Twoje nawyki zakupowe są w miarę stałe, to prędzej czy później odkryjesz swoje własne „progi ostrożnościowe”.

Najważniejsze jest to, aby wszystkie elementy się ze sobą zgadzały:

  • stan konta z wydatkami
  • wydatki z paragonami
  • paragony z zestawieniem z Kontomierza lub z jakimkolwiek innym własnym zestawieniem

 

I by nad tym wszystkim sprawować osobistą kontrolę.

Spróbuj chociaż przez jeden miesiąc i zobacz jak taki prosty nawyk przełoży się na Twój budżet (chociaż może akurat grudzień nie jest najlepszym miesiącem na takie analizy ;) ). 

Fot. Flickr / Images_of_money

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies