Filtrowanie wszystkich postów po tagu "taryfy opłat i prowizji." Wyczyść filtr

Początek roku nie jest dla nas – klientów banków – szczęśliwy. Usługi bankowe drożeją. Od marż na kredytach hipotecznych, przez opłaty za karty, aż po opłaty za prowadzenie kont.  Podstawowe usługi drożeją, oprocentowanie depozytów zaś maleje.

Podatek bankowy, zapowiedź ustawy związanej z kredytami we frankach szwajcarskich, czy wyższe składki do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego to tylko niektóre z czynników, które ostatnio negatywnie wpływają na kondycję banków. A te całość lub część kosztów starają się przerzucić na klientów.

Czy da się jakoś uniknąć tych dodatkowych obciążeń? Możemy „zagłosować nogami” i zmienić bank na tańszy. A co jeśli nie chcemy zaczynać od tak radykalnych korków?

Jest parę sposobów, które możemy wykorzystać, by ograniczyć wpływ ostatnich podwyżek na stan naszych kont. Oto nasze wskazówki.

Czytaj wiadomości z banku

To czas, w którym lepiej nie przegapić kolejnego komunikatu o zmianach w taryfie opłat i prowizji. Inaczej możemy się nieźle zdziwić przeglądając historię konta za miesiąc.

Warto czytać takie wiadomości, by wiedzieć co nas czeka. Podwyżka? Zmiana warunków? Wiele banków ma w swoich TOiP zapisy o opłatach za kartę lub konto, z warunkiem że z tej opłaty można zostać zwolnionym (lub może ona zostać obniżona) jeżeli spełni się określone kryteria.

Takim kryterium może być wysokość regularnych wpływów na konto, lub liczba/wartość transakcji wykonanych dołączoną do konta kartą. I w tym okresie te warunki warto mieć na oku, bo banki mogą mieć ochotę je zaostrzyć (np. podwyższyć kwotę wymaganych wpływów).

Czytanie wiadomości z banku pozwoli nam się na te zmiany przygotować i upewnić się, że spełniamy nowe warunki.

Zamknij nieużywane konta

Jeżeli posiadacie kilka kont, to dziś może być dobry moment na to, by pomyśleć o zamknięciu tych rzadziej wykorzystywanych lub w ogóle nieużywanych. Im mniej kont, tym mniejsze ryzyko, że nadziejemy się na nowe opłaty lub podwyżki istniejących.

Zamknij nieużywane karty

To samo dotyczy kart płatniczych. Te niewykorzystywane warto zamknąć. Można też pomyśleć o rezygnacji z karty kredytowej. Tu opłaty też zapewne pójdą w górę. Można też spodziewać się zaostrzenia kryteriów obniżenia lub bycia zwolnionym z takich opłat (np. kryterium rocznych obrotów na karcie).

Sprawdź ofertę swojego banku

Może ma w ofercie tańsze konto, na które możesz zmienić swoje obecne? Warto się rozejrzeć i mieć pełną świadomość tego, jakie mamy opcje.

--

Warto poświęcić chwilę na to, by zastanowić się z jakich posiadanych produktów bankowych nie korzystamy wcale lub bardzo rzadko. Które z nich zostawiliśmy bo, mogą się kiedyś przydać? Tak na wszelki wypadek? Takie produkty, w kontekście ostatnich i zapowiadanych podwyżek, mogą stać się wyciekami z naszego portfela.

Fot. Flickr / Images_of_Money

Ogólne Czy już czas zmienić bank? 3 sygnały

  • 21 października 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 8 comments

Niby z roku na rok rośnie liczba osób, które przenoszą swoje konta bankowe, to zdecydowana większość Polaków zostaje przy swoim pierwszym banku. Według wyników Diagnozy Społecznej z 2013 tylko co czwarty ankietowany zmienił kiedykolwiek swoje konto bankowe.

A czasami taka zmiana jest bardzo wskazana. Nawet jeżeli zaczęliśmy w banku, który miał dla nas najlepszą ofertę na rynku, to taki stan na pewno nie będzie trwać latami. Oferty zmieniają się stosunkowo często, więc niewykluczone że już po kilkunastu miesiącach łatwo byłoby nam znaleźć coś lepszego.

Co może nas zmotywować do szybszej zmiany konta? Na przykład te trzy rzeczy…

1. Bank wymaga od nas coraz więcej

Od jakiegoś czasu banki ukrywają opłaty i podwyżki za gąszczem warunków do spełnienia. W przekazie marketingowym niby wszystko jest za darmo – prowadzenie konta, przelewy, karta, bankomaty – wszystko za 0 zł. Tylko jak się wczytać w szczegóły oferty, to drobnym drukiem wypisane są wszystkie warunki, które trzeba spełnić, by tę darmowość utrzymać.

I tak by mieć darmowe konto trzeba na przykład co miesiąc wpłacać na nie ustaloną kwotę i dokonać ustalonej liczby transakcji bezgotówkowych kartą debetową dołączoną do konta. A jak tych warunków nie spełnisz, to bank wyciągnie rękę nawet po kilkanaście złotych za prowadzenie konta!

Wybierając konto możemy świadomie zdecydować się na takie z warunkami – wszystko policzyliśmy i wiemy, że z łatwością spełnimy wszystkie wymagania.

Problemy zaczynają się, gdy bank zaczyna te warunki zmieniać. I już nie wystarczy przelew co miesiąc na 1000 zł, teraz potrzeba 2000 zł, co może być trudne do spełnienia.

Jeżeli bank ma wobec nas coraz wyższe wymagania, to jest to na pewno jeden z sygnałów, by zacząć rozglądać się za czymś nowym.

2. Bank jest po prostu za drogi

Niektóre banki nie uciekają się do chowania opłat za listą do warunków do spełnienia, tylko komunikują wprost: konto u nas kosztuje tyle i tyle. Z jednej strony to uczciwy układ – bez gwiazdek i drobnego druku, wszystko jasno wyłożone czarno na białym w taryfie opłat i prowizji.

Gorzej, gdy jak dodamy opłaty za prowadzenie konta, kartę debetową i przelewy, to wyjdzie nam kilkanaście złotych w miesiącu. Na przykład płacenie bankowi 12 złotych co miesiąc oznacza wydatek 144 zł w skali roku. Te pieniądze można zaoszczędzić! – trzeba tylko przeanalizować dostępne oferty.

Oczywiście, nie zawsze warto kierować się tylko ceną. Jeżeli istotne są dla nas inne czynniki (np. jakość obsługi, przejrzystość i niezawodność systemu transakcyjnego itp.), to czasem warto płacić bankowi jakiś „abonament” w zamian za dobrą jakość tych usług. Wszystko zależy od tego, co jest dla nas najważniejsze.

3. W tym banku nie da się nic załatwić

Byliście kiedykolwiek w takiej sytuacji, w której dzwoniliście na infolinię w swoim banku z jakimś problemem i nikt nie potrafił Wam pomóc? Najpierw kilka lub nawet kilkanaście minut wsłuchiwania się w melodyjkę i oczekiwania na połączenie, a gdy już uda się połączyć, to z rozmowy właściwie niewiele wynika. Strata czasu.

Może nawet konsultant obiecał, że przekaże sprawę dalej i w najbliższym czasie ktoś do nas zadzwoni z rozwiązaniem. Ale mija kilka dni i nic…

Sam mam konta w różnych bankach i moją pierwszą linią kontaktu jest zazwyczaj telefon. Cały czas dostrzegam różnice między tym jak rozmawia się z pracownikami infolinii różnych banków.

W jednym potrafią obiecywać zajęcie się sprawą, ale jak dzwonię drugi raz z tym samym problemem to nikt nic nie wie, a w systemie nie ma śladu po poprzednim zgłoszeniu.

W innym banku gdy mam problem i konsultant akurat nie potrafi go rozwiązać, to obiecuje kontakt w ciągu kilku dni. I ten kontakt następuje, a osoba z którą rozmawiam zna szczegóły mojej sprawy.

I nawet nie chodzi mi tutaj o odradzanie jednego banku i polecanie innego konkretnego banku. Natomiast jeżeli widzisz, że obsługa w Twoim banku kuleje, to warto wiedzieć, że nie wszędzie tak jest.

Jeżeli to jest czynnik, którym kierujemy się przy wyborze banku, warto spytać znajomych, którzy mają konto w banku, który rozważamy, o ich doświadczenia z kontaktem z tą instytucją.

Fot. Flickr / noluck

Tęsknię za czasami, gdy oferty kont osobistych były proste i przejrzyste. Darmowe konto, przelewy, karta do konta bez opłat. I tyle! Bank zarabia na obracaniu pieniędzmi, które trzymane są na ROR i rachunku oszczędnościowym i nie prosi, bym mu jeszcze do tego dopłacał. Dopiero gdy wyjść ponad te podstawowe rzeczy, bank zaczynał pobierać swoje prowizje.

Tymczasem teraz w większości banków niemal każda podstawowa operacja jest opatrzona jakimiś gwiazdkami. A wszelkie dodatkowe udogodnienia i korzyści obwarowane są coraz to bardziej wymyślnymi warunkami.

Nie chcesz płacić za konto (lub przynajmniej płacić mniej niż kilkanaście złotych miesięcznie)? Przelewaj pensję w ustalonej wysokości, trzymaj w banku kilkanaście tysięcy oszczędności lub zadłuż się na kilka tysięcy.

Chcesz by karta do konta była darmowa? Rób nią zakupy na kilkaset złotych co miesiąc. Jeżeli karta była ci potrzebna tylko do wypłaty gotówki z bankomatu, to będziesz musiał za nią płacić.

Chcesz założyć konto oszczędnościowe? Uważaj na oprocentowanie progresywne (drobne oszczędności oprocentowane są nisko, a procenty „z reklam” zaczynają się dopiero od większych kwot trzymanych w banku). I załóż przy okazji ROR. Płatny.

Jak nie naciąć się na takie dodatkowe opłaty i warunki?

Więcej czasu i uwagi

Przy zakładaniu konta daj sobie więcej czasu. Przeczytaj dokładnie umowę, taryfę opłat i wszelkie dodatkowe regulaminy, które mogą towarzyszyć produktom, o które wnioskujesz w banku. Nie pakuj się w nic, czego nie rozumiesz – jeżeli coś jest niejasne, to zapytaj na infolinii lub w oddziale.

Możesz polegać na innych, ale przede wszystkim ufaj sobie. Recenzja danego konta na blogu finansowym może być wyczerpująca, rzetelna i napisana w dobrej wierze, ale po miesiącu może być już nieaktualna – bank mógł w międzyczasie zmienić ofertę. Nie polegaj w 100% też na pracownikach banku – zdarzają się przypadki, że i oni sami nie rozumieją zawiłości regulaminów produktów, które sprzedają, a i też co jakiś czas pojawiają się historie o celowym wprowadzaniu klienta w błąd (ale to najczęściej dotyczy produktów inwestycyjnych).

Dlatego wszystkie ważne informacje sprawdzaj samodzielnie.

Bądź na bieżąco z komunikatami z banku

Zakładka „wiadomości” w systemie transakcyjnym to bardzo rzadko odwiedzane miejsce. Najczęściej przychodzą tam różne „fantastyczne” oferty kredytów i innych pożyczek, a czasem nawet zwykłe reklamy! Na przykład Alior Bank co chwila zarzuca mnie jakimiś promocjami na doładowania komórek pre-paid. Zupełnie bez sensu.

A gdzieś między całym tym spamem bank przemyca ważne komunikaty. A to zmieniły się podstawowe opłaty. Albo warunki do zwolnienia z opłat za konto czy kartę (np. wzrósł limit minimalnych miesięcznych wpływów lub comiesięczne zakupy kartą muszą być większe). Albo spadło oprocentowanie moich oszczędności lub wzrosło oprocentowanie mojej karty kredytowej.

Jeżeli nie chcesz, by nagle zaskoczyły cię jakieś dodatkowe opłaty, to niestety musisz na bieżąco przeglądać komunikaty z banku. Najczęściej pojawiają się one z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, więc jest czas na to, by się dostosować. Lub zmienić bank.

Sprawdź, czy to tylko promocja

Podobnie jak w przypadku sieci komórkowych, nowi klienci często mają lepiej. Ale na krótko.

Jeżeli to twój pierwszy kontakt z danym bankiem, to na zachętę możesz otrzymać np. ofertę bardzo atrakcyjnej lokaty (w dzisiejszych warunkach „bardzo atrakcyjne” to 5-7%). Ale tylko na 2-3 miesiące. I na stosunkowo małą kwotę, np. kilka tysięcy.

Wiele banków utrzymuje oprocentowanie swoich kont oszczędnościowych jako „oprocentowanie promocyjne”. W promocji, której regulamin może się w każdej chwili zmienić.

Inne banki, np. BGŻ, na stałe wiążą swoje podstawowe konta z premiowym programem promocyjnym.

Promocje oczywiście nie są z definicji złe – o ile znasz ich regulamin i rozumiesz zasady.

Jeżeli coś jest za dobre, by było prawdziwe…

… to zwiększ czujność i poszukaj dodatkowych haczyków.  Niemal na pewno jakieś znajdziesz.

W przypadku podstawowych produktów bankowych, dzisiejszy rynkowy standard wygląda mniej-więcej tak:

  • konto osobiste z miesięczną opłatą do ok. 10 zł, z możliwością zwolnienia/obniżenia opłaty pod określonymi warunkami (np. regularne wpływy)
  • karta do konta z miesięczną opłatą ok. 2-8 zł, z możliwością zwolnienia/obniżenia opłaty pod kolejnymi warunkami (np. miesięczny minimalny limit transakcji bezgotówkowych – na określoną kwotę lub liczbę transakcji)
  • oprocentowanie oszczędności na 3-4% brutto w skali roku
  • darmowe przelewy internetowe
  • darmowy dostęp do bankowości internetowej

Jeżeli coś mocno wychodzi poza ten standard, to warto się takiej ofercie bardzo dokładnie przyjrzeć w poszukiwaniu ukrytych opłat i warunków lub np. ograniczeń czasowych.

Który bank, Waszym zdaniem, ma dziś najbardziej przejrzystą ofertę?

Fot. Flickr / thinkpanama

Ogólne Waszym zdaniem: Czy darmowe konto zawsze jest najlepsze?

Kiedyś na pewno tak uważałem. Co więcej, twierdziłem nawet, że jeżeli cokolwiek płaci się bankowi za podstawowe usługi związane z kontem (prowadzenie rachunku, karta debetowa, przelewy), to się przepłaca.

Coś musiało się jednak zmienić. Teraz mam swoje główne konto w banku, który każe sobie płacić 5 zł miesięcznie za kartę debetową. I gdy znajomi pytają mnie, jakie konto bym im polecił, to tych darmowych wcale nie wymieniam w pierwszej kolejności.

Może czasy się zmieniły i coraz trudniej o porządne konto, które jednocześnie byłoby darmowe? Przecież już jakiś czas temu mBank, który przez lata kreował się na bank bez żadnych opłat (za podstawowe produkty), wprowadził opłatę za kartę (opłatę dotyczącą mniej aktywnych klientów, ale po reakcjach klientów na niektórych blogach i forach widać, że ten mit „darmowości” został jednak poważnie naruszony). A może teraz po prostu oczekuję od banków czegoś innego niż tylko niskiej ceny?

Jaki jest problem z darmowymi kontami? Coraz częściej można się przekonać, że jeżeli coś jest za darmo, to na pewno płaci się w inny sposób. Tak jak za korzystanie z darmowego Facebooka płacimy swoimi danymi, a stacjom telewizyjnym płacimy oglądając ich reklamy.

W bankach płacimy m.in. wystawiając się na cross-selling i telefony sprzedawców z kolejnymi „fantastycznymi” ofertami. Płacimy własnym czasem, czekając często po kilkanaście minut na kontakt z konsultantem na infolinii. Płacimy swoimi danymi. I wygodą, choćby musząc szukać własnego „darmowego” bankomatu po mieście, zamiast wybrać pieniądze z dowolnej maszyny. A nawet doszło już do tego, że płacimy nawet oglądając reklamy.

Oczywiście te wszystkie rzeczy robią i banki „płatne” i te „darmowe”, ale jakoś te drugie mają większą motywację by zarabiać/oszczędzać na klientach w ten sposób.

No i takie podążanie za darmowością oznacza też, że siłą rzeczy trzeba co jakiś czas zmieniać banki. Bo te dotychczas darmowe wprowadzą nowe opłaty, albo tak zmienią warunki prowadzenia konta i zwolnienia z opłat, że nie będziemy się już kwalifikować.

Naturalnie są sytuacje, w których warto powalczyć o te kilkadziesiąt czy nawet sto-kilkadziesiąt złotych rocznie, które można ugrać nie płacąc za obsługę konta. Ale to nie zawsze jest najwyższy priorytet.

A jak Wy sądzicie? Na którym miejscu na liście Waszych wymagań wobec banków jest darmowa obsługa? A ile bylibyście w stanie płacić za konto, które spełniałoby Wasze oczekiwania?

Fot. Flickr / Images_of_Money

Ogólne Najważniejsza rzecz w kontaktach z bankami

I w zasadzie, to nie tylko z bankami, ale też wszystkimi instytucjami i firmami, którym będziemy wpłacać (lub powierzać) nasze pieniądze przez dłuższy czas. Czyli do tej kategorii zaliczają się wszelcy operatorzy komórkowi, dostawcy kablówki, internetu i inne tego typu firmy.

Stawką są duże pieniądze – rozłożone na krótszy lub dłuższy okres. Dla rodzinnego budżetu wszak bardzo ważna jest wysokość stałych, miesięcznych opłat. Jak również ważne jest to, na jakich warunkach gromadzone są oszczędności na lokatach, kontach oszczędnościowych czy w funduszach inwestycyjnych.

Wszystko, co ma wpływ na ilość tych pieniędzy i wielkość opłat jest niezmiernie istotne. I wszystkie takie czynniki powinny znaleźć się w umowie, bądź w dokumentach jej towarzyszących.

I to jest właśnie najważniejsza zasada w kontaktach z bankami: czytaj umowy. A jeżeli to, co czytasz, jest dla ciebie niezrozumiałe – to poproś o wyjaśnienie.

Fora internetowe i blogi są pełne skarg ludzi, którzy nie do końca byli świadomi tego, co podpisywali. Wystarczy, że przeczytasz którykolwiek wpis na blogu Macieja Samcika – jest duża szansa, że trafisz akurat na taką historię.

Schemat zazwyczaj jest podobny:

  1. Wizyta w oddziale i rozmowa ze sprzedawcą banku. Ten zachwala wybrany produkt finansowy (np. pokazując pnące się w górę wykresy zysków), wspomni coś o opłatach i zapewni o bezpieczeństwie całej operacji.
  2. Klient dostaje umowę. W banku, w pośpiechu, z kolejką ludzi za plecami – w najlepszym przypadku najwyżej ją przejrzy. Jeżeli na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się w porządku, to podpisuje umowę.
  3. Mijają tygodnie lub miesiące. W tym czasie klient zauważa, że na koncie pojawiły mu się jakieś nowe, niespodziewane opłaty. Albo zyski nie są takie, jak obiecywano. Lub, chcąc wypłacić środki przed czasem z jakiegoś planu systematycznego oszczędzania, okazuje się że nie można tego zrobić, bo bank naliczy wtedy bardzo wysokie opłaty dodatkowe.
  4. I dopiero w tym momencie klient zaczyna uważnie czytać umowę. I wtedy zazwyczaj dokopuje się do jakiegoś zapisu, który dotyczy tych wszystkich niekorzystnych rzeczy.
  5. Wtedy zazwyczaj pojawiają się pretensje do sprzedawcy, że nie ostrzegł. Do banku, że gra nie fair wpisując takie rzeczy w umowę. I że w ogóle konstruuje umowę w taki sposób, że ma kilkanaście stron zapisanych prawniczym językiem. Czasami pojawiają się też nawet pretensje do mediów, że nie przestrzegały przed takimi niekorzystnymi produktami lub firmami. Sam pamiętam, że jednym z głosów pojawiających się przy okazji afery Amber Gold było pytanie „Gdzie byli dziennikarze, gdy podpisywaliśmy umowy?”

A prawda jest taka, że nikt nie zatroszczy się o twoje pieniądze (i twoje prawa) lepiej, niż ty sam. Dlatego trzeba czytać umowy. Uważnie i ze zrozumieniem. I najlepiej jeszcze przed podpisaniem.

Choć i tu nic straconego, bo według prawa, od takiej umowy można odstąpić w ciągu 10 dni od jej podpisania. Warto być tego świadomym. Zwłaszcza, że są banki, którym zależy na tym, byśmy umów nie czytali i byśmy nie mieli szans wypowiedzieć ich w ustawowym terminie.

Przykład: jeden z banków przy podpisywaniu umowy nie oddawał jednego egzemplarza klientowi. Oba zabierał sprzedawca (zapewne argumentując, jak bardzo taka procedura jest konieczna), a bank umowę przesyłał później pocztą. Dokument, oczywiście, docierał po upływie tych 10 dni na wypowiedzenie. I ludzie się na to zgadzali!

Przy podpisywaniu czegokolwiek z bankiem warto pamiętać o kilku rzeczach:

Koniecznie czytaj umowy. Jeżeli czegoś nie rozumiesz, to zapytaj w banku (lub poszukaj odpowiedzi w internecie). Jeżeli pracownik banku nie będzie potrafił udzielić ci jasnej odpowiedzi (a zdarzają się takie produkty inwestycyjne, których nie rozumieją sami bankowcy), to lepiej niczego nie podpisuj.

Sprzedawcy w banku też są ludźmi – mogą się pomylić, mogą czegoś nie pamiętać lub nie wiedzieć. Może się zdarzyć, że trafisz też na nieuczciwego sprzedawcę, który celowo wprowadzi cię w błąd, byle tylko zgarnąć prowizję. Dlatego lepiej nie ufaj wyłącznie na słowo.

Pamiętaj, że umowa to nie wszystko. Czasami są tez różne dokumenty dookoła – taryfy opłat i prowizji , tabele oprocentowania lub regulaminy. Je też warto znać. Co więcej, podczas gdy treść umowy w czasie jej trwania nie będzie się zmieniać (lub: wszelkie zmiany muszą być wprowadzone na piśmie i potwierdzone odpowiednimi podpisami), to wszelkie pozostałe dokumenty mogą się zmienić w dowolnym terminie. Dlatego wszelkie istotne liczby najczęściej można znaleźć właśnie w TOiP – opłaty za konto, oprocentowanie itp.

Czyli, przykładowo: nie podpisujesz umowy o konto oszczędnościowe na 6%. Podpisujesz umowę o konto oszczędnościowe oprocentowane według tabeli oprocentowania. A tę tabelę bank może sobie właściwie dowolnie zmieniać.

Jeżeli umawiasz się z pracownikiem banku na spotkanie w sprawie jakiegoś produktu finansowego, najlepiej poproś o wysłanie wzorów wszelkich umów i regulaminów na swój mail, jeszcze przed spotkaniem. Dzięki temu, podczas rozmowy będziesz wiedzieć, o co pytać i które elementy wymagają wyjaśnienia. I przede wszystkim – będziesz znać umowę.

Fot. Flickr / Images_of_money

Co brać pod uwagę przy wyborze któregoś z bankowych produktów depozytowych? I czy naprawdę liczy się tylko oprocentowanie?

Największy problem, jaki mam z lokatami i kontami oszczędnościowymi, to zgromadzenie pieniędzy, które mógłbym na nie włożyć :). Bo poza tym, to naprawdę bardzo proste produkty. Można je znaleźć niemal w każdym banku i w większości przypadków funkcjonują one na podobnych zasadach.

Bankowe depozyty to fajne miejsce dla pierwszych oszczędności. Ryzyko jest małe, płynność stosunkowo duża (zwłaszcza w przypadku kont oszczędnościowych) i przy odrobinie wysiłku można znaleźć takie rozwiązania, które dadzą choćby niewielką przewagę nad inflacją. A to już coś.

Konta oszczędnościowe – kiedy ROR to za mało

Konto w banku do przede wszystkim ROR. Ale są też wyspecjalizowane produkty, które kosztem pewnych ograniczeń, pozwalają pieniądzom lepiej pracować. To konta oszczędnościowe.

Na samym ROR wiele nie zarobisz. To konto do robienia przelewów, płacenia rachunków, bieżących rozliczeń, otrzymywania pensji i obsługi pozostałych usług finansowych w banku. Natomiast wbrew nazwie, rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy do oszczędzania nie służy.

Praktycznie w każdym przypadku, jeżeli chodzi o oprocentowanie, to konto oszczędnościowe wygrywa z ROR-em. Jedyny przypadek, w którym ROR zarabia więcej niż konto oszczędnościowe, to promocje.

Jeżeli masz już konto w danym banku, to do założenia rachunku oszczędnościowego wystarczy kilka klików. Żadnych dodatkowych umów (wszystko powinna załatwiać umowa ramowa z bankiem), dokumentów, potwierdzeń… No i prowadzenie takiego rachunku jest zwykle bezpłatne.

Nie musisz się też ograniczać do jednego rachunku. W jednym banku możesz mieć kilka kont oszczędnościowych (każdy bank ma inny limit, zazwyczaj w przedziale 2-5). Ja nie lubię, gdy wszystkie moje oszczędności są w jednym miejscu, na jednym koncie i nie wiem dokładnie ile na jaki cel mam odłożone. Dlatego na każdym koncie oszczędnościowym trzymam środki przeznaczone na co innego.

Oszczędności średnio- i krótkoterminowe

No właśnie, przeznaczenie środków na różnych kontach oszczędnościowych. Ja stosuję u siebie taki system, że mam oddzielne konto na każdy z krótko- i średnioterminowych celów, które mam zaplanowane w swoich finansach.

Pamiętam, że co roku są Święta Bożego Narodzenia (a wiele osób przypomina sobie o tym dopiero w połowie grudnia). Od kilku lat zapisuję swoje wydatki, więc wiem na co przygotować swój budżet. I tyle staram się do grudnia odłożyć na koncie oszczędnościowym.

Mam nadzieję, że za jakieś 8-7 miesięcy Apple pokaże nowego iPada mini z Retiną i pewnie będę chciał go kupić tuż po premierze. Więc od dziś na jednym ze swoich kont oszczędnościowych będę odkładał po 200 zł miesięcznie właśnie na ten cel.

Pewnie sam masz podobne wydatki, o których wiesz, że nastąpią w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Święta, ubezpieczenie samochodu, nowy zestaw podręczników szkolnych dla dziecka, nowy komputer…

Według mnie, konta oszczędnościowe zostały stworzone właśnie dla takich celów. Dla oszczędzania na wydatki, które będą miały miejsce za kilka-kilkanaście miesięcy oraz na takie wydatki, które nie idą w dziesiątki tysięcy, tylko w kilkaset złotych lub kilka tysięcy złotych. Tak, aby przez najbliższe miesiące można było ten cel oszczędnościowy zrealizować.

Masz inny pomysł na wykorzystanie kont oszczędnościowych? Proszę, podziel się nim w komentarzu!

Płynność, głupcze!

Konta oszczędnościowe w tym lepsze są od lokat, że oferują większą płynność. W każdej chwili możesz zasilić konto – bez konieczności zakładania nowego produktu finansowego w banku, nowej lokaty.

W każdej chwili możesz też wypłacić środki. Ale tutaj dwie ważne uwagi!

Po pierwsze, z kont oszczędnościowych nie warto robić przelewów zewnętrznych, do innych banków. Takie przelewy są najczęściej płatne i kosztują tyle, że to po prostu się nie opłaca – taki przelew neguje całą „pracę” naszych oszczędności. Banki zdecydowanie nie chcą, byś traktował konto oszczędnościowe jako rachunek do bieżących rozliczeń. Jeżeli chcesz przelać pieniądze na zewnątrz, to zawsze lepszą drogą jest przelew wewnętrzny na ROR, a dopiero potem do innego banku.

Druga rzecz to właśnie przelewy wewnętrzne, w ramach banku, w którym masz konto oszczędnościowe.  Tu też nie ma pełnej dowolności.

Trzeba brać pod uwagę to, jak funkcjonują banki. Potrzebują one naszych pieniędzy, depozytów, do bieżącego funkcjonowania. W ich interesie jest, abyśmy trzymali w bankach pieniądze jak najdłużej (i jak najtaniej dla banków).

Zresztą, wystarczy przypomnieć, że długość depozytów była jedną z osi konfliktu między KNF a bankami – KNF twierdziła, że banki nie utrzymują właściwej równowagi między kredytami (gdzie duży, jeżeli nie największy, udział mają wysokie kredyty hipoteczne, często brane na kilkadziesiąt lat), a lokatami (gdy u szczytu popularności były krótkie „lokaty jednodniowe”). Wkrótce potem musieliśmy pożegnać się z naszymi ulubionymi „lokatami antybelkowymi”.

Ale wracając do kont oszczędnościowych… Bank nie może pozwolić sobie na to, byśmy mogli wyprowadzać pieniądze z produktów depozytowych bez żadnych konsekwencji kiedy tylko nam się zamarzy. Gdyby tak było, banki znów sprowadziłyby na siebie gniew KNF, a poza tym byłoby to dla nich kompletnie nieopłacalne (na blogach finansowych na pewno pojawiłyby się od razu opisy systemów jak zoptymalizować swoje konta, tak aby wszelkie nadwyżki zawsze automatycznie lądowały na koncie oszczędnościowym, a n ROR pojawiały się tylko gdy będzie taka potrzeba).

Stąd ograniczenie, które możemy znaleźć w większości banków: bezpłatny jest tylko pierwszy przelew wewnętrzny w danym miesiącu. Kolejne, zależnie od banku, w którym masz konto – 1 zł, 5 zł, 10 zł... To sprawia, że nie opłaca się często sięgać po takie oszczędności. A już na pewno nie warto stosować kont oszczędnościowych do codziennych rozliczeń.

Jednak mimo tych ograniczeń (nieopłacalne przelewy zewnętrzne, ograniczone przelewy wewnętrzne) konta oszczędnościowe i tak oferują większą płynność niż lokaty. Zresztą, w podbramkowej sytuacji można przełknąć te 1 zł czy 5 zł opłaty za dodatkowy przelew. To pewnie i tak mniejsza strata niż np. zrywać półroczną lub roczną lokatę, zwłaszcza pod koniec jej trwania, i stracić odsetki.

Oczywiście za tę płynność płacimy. Konta oszczędnościowe są najczęściej gorzej oprocentowane niż lokaty. W typowym banku ta „progresja oprocentowania depozytów” wygląda tak:

  • Najniższe oprocentowanie ma ROR (0% lub bardzo blisko)
  • Średnie oprocentowanie można znaleźć na kontach oszczędnościowych (w dobrych bankach można nawet znaleźć oferty powyżej inflacji)
  • Oszczędności najlepiej pracują na lokatach (za dobrą ofertę można uznać lokatę z oprocentowaniem przewyższającym inflację o 2 punkty procentowe)

Każdy z tych produktów działa trochę inaczej i warto go wykorzystywać do nieco innych celów. W domowych finansach znajdzie się miejsce i dla ROR, i dla konta oszczędnościowego, i dla lokaty.

Fot. Flickr / 401K 2012

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies