Filtrowanie wszystkich postów po tagu "cele finansowe." Wyczyść filtr

„Zacznę oszczędzać”, „będę odkładać więcej pieniędzy” – to niektóre z popularniejszych postanowień noworocznych. Jednak równie popularne jest niewłaściwe zabieranie się za te cele. Wszak to nie przypadek, że wiele z postanowień złożonych sobie 1 stycznia, wyparowuje już po kilku tygodniach.

Jednym z najczęstszych błędów jest podchodzenie do tych zadań nadmiernie ambitnie. Planujemy drastyczne cięcia w domowym budżecie, rezygnujemy ze wszystkich przyjemności, byleby tylko na koniec miesiąca odłożyć jak najwięcej pieniędzy… Ale już po dwóch lub trzech tygodniach okazuje się, że taki tryb życia jest nie do utrzymania. Wydatki przekraczają założone kwoty, gdzieś zaczyna pojawiać się rozczarowanie lub nawet poczucie porażki, aż w końcu rzucamy nasze postanowienia w kąt i wracamy do tego, co było wcześniej.

Zbyt ambitne cele to ustawianie sobie kursu na porażkę już na starcie. Zamiast tego pozytywną zmianę w domowych finansach lepiej budować na sukcesach – jakkolwiek małe by nie były.

Jednym z takich „małych sukcesów” może być ograniczenie drobnych wydatków.

Jeżeli regularnie wydajesz pieniądze na takie rzeczy jak kawa, ciastka czy inne przekąski na mieście, to masz już pewne pole do oszczędności (czyli odpada kolejna popularna wymówka – „nie mam z czego oszczędzać”). Równie zdradliwym, drobnym wydatkiem mogą być aplikacje mobilne lub gry. Gdy zrezygnujesz z takiego zakupu, przelej odpowiadającą mu kwotę z rachunku bieżącego na oszczędnościowe.

Kluczem jest regularność. 10 zł, które mogłoby gdzieś zniknąć w gąszczu innych zakupów czy w codziennym porannym pośpiechu, pod koniec miesiąca uskłada się na 300 zł oszczędności. A to już kwota, którą możesz przeznaczyć np. na budowanie funduszu awaryjnego.

Przyglądając się takim drobnym przyjemnościom pamiętaj, że oszczędzanie to nie bezwzględne cięcie wszystkich wydatków, tylko ich racjonalizacja.

No i właśnie, drobne wydatki. Tu kawa na mieście, tam jakiś dodatkowy drobiazg podczas codziennych zakupów, i tak dalej i tak dalej. Te pozornie niewielkie i nieszkodliwe zakupy, robione gdzieś „przy okazji” w dłuższej perspektywie również kumulują się do poważnych kwot. Tak, te 5-10-15 zł wydawane codziennie na kawę, ciastko czy inną przekąskę na mieście ma znaczenie dla Twojego budżetu!

Po pierwsze, są niewielkie, więc łatwo je zlekceważyć. „Te 5 zł przecież nie uratuje mojego budżetu” to wymówka, która może się tu bardzo często pojawiać.

Co więcej, takich drobnych zakupów dokonujemy często w pośpiechu, np. w drodze do pracy. Lub podczas powrotu do domu, gdy jesteśmy zmęczeni (i trudno nam zebrać sobie na tyle silnej woli, by myśleć o oszczędzaniu). W takich okolicznościach zazwyczaj nie mamy głowy do tego, by zabrać rachunek, czy zapisać wydatek w swoim notatniku, by uwzględnić później tę kwotę w swoim budżecie lub w wydatkach gotówkowych w Kontomierzu.

Szybko zapominamy o takich wydanych w biegu kilku złotych… a na koniec miesiąca znów trzeba się zastanawiać „gdzie podziały się moje pieniądze?” Wrzucamy do koszyka jakieś dodatkowe, zbędne drobiazgi, a potem szybko o nich zapominamy. A stan konta maleje…

Następnym razem, gdy będziesz robić zakupy „w biegu” z zamierzeniem kupienia czegoś, czego nie uwzględniał twój budżet, zatrzymaj się na chwilę  i zadaj sobie pytanie „czy na pewno tego potrzebuję?” Taka, nawet krótka, chwila refleksji to naprawdę skuteczny sposób obrony przed zbędnymi wydatkami.

Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze włóż do skarbonki lub przelej na konto oszczędnościowe. To małe zwycięstwo – ograniczenie drobnych wydatków – da ci zastrzyk motywacji i wzmocni twoją silną wolę na drodze do lepszego zarządzania swoimi domowymi finansami.

Fot. y xJason.Rogersx

Już za tydzień Blue Monday. Poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia przyjął się jako najbardziej depresyjny dzień roku.

To wtedy kumulują się same negatywne czynniki. Pogoda (wciąż krótki dzień, mało światła), nadchodzące raty kredytów branych w związku ze świątecznymi wydatkami, no i psychologicznie obciążająca świadomość niedotrzymania noworocznych postanowień.

Jak sobie z tym poradzić?

Cóż, pogody nie zmienimy. Mamy jednak nadzieję, że między innymi dzięki Kontomierzowi nie macie problemów z dopięciem domowego budżetu na początek roku :). To, co jeszcze możemy zrobić, to wesprzeć Was w utrzymaniu i realizacji Waszych noworocznych postanowień.

Po pierwsze: miej plan

Plan, czyli szereg celów do wypełnienia. Ważne tylko, aby te cele – opis tego, co chcesz osiągnąć – były właściwie zarysowane. Tak aby ułatwiały, a nie utrudniały cały proces.

Wbrew temu co można znaleźć w wielu poradnikach psychologicznych, wyobrażanie sobie (wizualizacja) sukcesu wcale nie zwiększa motywacji, a wręcz przeciwnie. Efektem ponownie jest rozleniwienie. Samo wyobrażenie sukcesu potrafi bowiem działać równie nagradzająco jak sam sukces. Paradoksalnie obniża to motywację do jego osiągnięcia.

Cel aby był motywujący i skuteczny, musi spełniać kilka warunków. Musi być...

Konkretny. Cel musi jasno wskazywać na to, co chcesz osiągnąć. Nie ma tu miejsca na ogólniki typu „chcę być bogaty”. Formułując cel określ jasno do czego dążysz, dlaczego akurat właśnie do tego i w jaki sposób zamierzasz do tego dojść. Na przykład: osiągnięcie aktywów w wysokości 3 mln złotych w dzisiejszych pieniądzach.

Mierzalny. Postawiony raz cel musi podlegać od czasu do czasu weryfikacji. By móc właściwie ocenić swoje postępy musisz być w stanie je zmierzyć, określić dokładnie stan wykonania. Wyznacz własne kryteria, kamienie milowe, coś co pozwoli Ci określić na jakim etapie jesteś. Zarządzaj własnym celem.

Określony w czasie. To w sumie kontynuacja mierzalności. Cel musi mieć deadline, nie może ciągnąć się w nieskończoność. Wyznacz sobie granicę czasową, moment w którym określisz czy udało się, czy nie.

Możliwy, osiągalny. Z tym warunkiem mam pewien problem, bo to typowy „złoty środek”. Dobry cel, to taki, który nie jest ani za prosty do osiągnięcia, ani nie jest niemożliwy. Osiągnięcie go wymaga pewnego wysiłku, ale jest wykonalne.

Istotny. Musi być dla Ciebie ważny. Powinien też współgrać z wartościami jakie wyznajesz w życiu. Wbrew tematyce bloga, nie musi chodzić koniecznie o pieniądze. Warto zadać sobie kilka pytań na temat tego, co jest dla nas naprawdę istotne.

Po drugie: nie zrażaj się porażką

Zmiana nawyków finansowych, przejęcie kontroli nad własnym budżetem i budowanie bezpieczeństwa finansowego to nie są łatwe zadania. Nie wszystko będzie udawać się już od pierwszego dnia. Gdzieś przegapimy paragon, innego dnia damy się złowić na promocję i impulsywne zakupy, a ostatecznie na koniec miesiąca możemy nawet wydać więcej niż sobie założyliśmy.

Tylko, że to nie jest duży problem. To naturalny proces. Trzeba się z tym pogodzić. Początek drogi będzie trudny, ale im dłużej będziemy próbować, tym więcej wprawy nabierzemy i tym większe nasze szanse na sukces.

Po trzecie: miej swój cel zawsze na oku

Zapisz sobie swój cel. I umieść swoje postanowienia gdzieś w widocznym miejscu: przyklej samoprzylepną kartkę na ścianie nad biurkiem, przypnij magnesem do lodówki, cokolwiek… Miej swój cel zawsze na oku – tak, aby zawsze coś Ci o nim przypominało.

Po czwarte: aktywnie walcz z wymówkami

Nie pozwalaj na to, aby wymówki miały jakikolwiek wpływ na Twoje decyzje finansowe, na Twoje nawyki i realizację Twoich celów.

Bardzo łatwo znaleźć powód, dla którego się czegoś nie zrobiło. Łatwo się usprawiedliwiać, łatwo znaleźć pozornie-racjonalne uzasadnienie dla swojej bezczynności czy zaniechań.

Ale dobrze wiemy, że taka postawa w długim terminie prowadzi do jeszcze większych kłopotów.

Po piąte, być może najważniejsze: szukaj wsparcia z zewnątrz

Wszystkie nowe nawyki potrzebują czegoś, co będzie motywować do ciągłego ich podtrzymywania. Czasem będzie to nagroda – za zachowanie zgodne z nowym postanowieniem. Czasem będzie to lekkie „szturchnięcie” i przypomnienie – „hej, teraz powinieneś zrobić to i to!”

Nikt nie zrobi tego lepiej niż Twoi bliscy i znajomi, którzy w jakiś sposób towarzyszą Ci w tej pozytywnej przemianie. Szukaj wokół siebie ludzi, którzy mają na Ciebie dobry wpływ, skłaniają do działania lub po prostu swoją własną postawą dają dobry przykład.

Otaczaj się takimi ludźmi, a będzie Ci dużo łatwiej dążyć do własnego sukcesu.

Fot. Flickr / comedy_nose

Czyli jakiej kwoty potrzebujesz, by mieć z głowy jedną kategorię wydatków. Na całe życie.

Co jest ostatecznym celem oszczędzania? Można powiedzieć, że oszczędzamy po to, by uniezależnić się od zewnętrznych źródeł finansowania. Oszczędzamy po to, by przy zakupach – tych mniejszych i tych większych – jak najmniej polegać na kredytach. Oszczędzamy, gdyż wiemy, że na emeryturze już raczej nie będziemy mogli polegać na stałym źródle dochodu z pracy. I tak do końca nie wiadomo czy będziemy mogli polegać na emeryturze od państwa.

To jest coś, o czym myślę, gdy piszę tu o niezależności finansowej. Ale samo pojęcie niezależności finansowej jest ulotne, niekonkretne. Nie spełnia kryteriów, które powinniśmy sobie stawiać przy wyznaczaniu sobie celów (zasada SMART itp.)

Ponadto, „niezależność finansowa na emeryturze” to cel odległy i bardzo ambitny. Jeżeli chcesz zacząć oszczędzać i ktoś teraz mówi Ci, że do osiągnięcia finansowej niezależności potrzebujesz np. miliona złotych, to może to być co najmniej demotywujące. Na początku odłożenie nawet kilkuset złotych może być wyzwaniem, więc myślenie o tej „ostatecznej” kwocie już na starcie raczej nie pomaga.

Trik, który chcę Wam tu dziś przedstawić, sprowadza tę niezależność finansową do twardych konkretów. Pokazuje, w których obszarach, w których kategoriach wydatków jesteśmy już niezależni. I ile nam brakuje do niezależności w kolejnych. I, co ważne z punktu widzenia utrzymania osobistej motywacji do oszczędzania, rozbija nam jeden duży cel na szereg mniejszych, łatwiejszych do osiągnięcia.

Załóżmy, że jesteś zapisany do jednego z serwisów streamingujących muzykę i płacisz tam abonament 10 zł miesięcznie. Rocznie wychodzi 120 zł. Stosując tu zasadę „mnożenia przez 25” dojdziesz do wniosku, że potrzebujesz 3000 zł oszczędności, by ten wydatek finansował się „sam” już do końca życia.

Jak to działa?

Przyjmujemy tu założenie, że ze swoich oszczędności osiągasz stopę zwrotu na poziomie 4% rocznie. Czyli bardzo zachowawczo – to stawka, którą oferują teraz najlepsze lokaty.

4% zwrotu oznacza, że możesz rocznie wykorzystać 4% swoich oszczędności bez naruszania głównego kapitału. Więc jeżeli chcesz mieć jakiś wydatek z głowy na dobre, to musi się on mieścić w tych czterech procentach rocznie.

Obliczamy to w dwóch krokach. W pierwszym liczymy sumę roczną w wybranej kategorii wydatków. W drugim mnożymy to przez 25 (bo 4% = 1/25).

  • Miesięczny abonament za streaming muzyki: 10 zł = 120 zł rocznie = będzie się „samo” finansować z 3000 zł oszczędności
  • Miesięczny abonament za telefon komórkowy: 30 zł = 360 zł rocznie = finansowane przez 9000 zł oszczędności
  • Miesięczny abonament za internet: 49 zł = 588 zł rocznie = finansowane 14700 zł
  • Roczna prenumerata Gazety Wyborczej: 906 zł = finansowane przez 22650 zł oszczędności

I tak dalej. Tę zasadę można przykładać do każdej wybranej kategorii wydatków i sprawdzać ile nam jeszcze brakuje to osiągnięcia niezależności finansowej w tym jednym obszarze.

To zupełnie inaczej ustawia perspektywę myślenia o oszczędzaniu. Już nie myślimy o tym, ilu milionów złotych potrzebujemy na to, by móc zrezygnować pracy lub by mieć komfortową emeryturę. Zamiast tego widzimy konkretny, osiągalny cel: np. zaoszczędzić w sumie 9000 zł, tak aby sfinansować sobie „na całe życie” wydatki na abonament telefoniczny. Mamy konkret, ustalamy ramy czasowe i możemy działać.

Z drugiej strony, ta zasada zmienia też to, jak patrzymy na nasze wydatki. Czy na pewno potrzebuję prenumeraty dziennika, skoro muszę uzbierać aż ponad dwadzieścia tysięcy złotych, by ten wydatek w całości sam finansował się z wypracowywanych odsetek? Jak wybranie niższego abonamentu (za telefon, za internet itp.) wpłynie na te obliczenia i moje cele oszczędnościowe?

Myślenie o pieniądzach w ten sposób to bardzo dobre narzędzie, które motywuje do odkładania pieniędzy i jednocześnie do racjonalizacji obecnych wydatków. Dzięki „mnożeniu przez 25” będziecie zupełnie inaczej patrzeć na kategorie wydatków w swoich budżetach domowych.

Fot. Flickr / Tax Credits

Mamy już niemal połowę lutego, warto więc wrócić do obietnic, które złożyliśmy sami sobie na początku tego roku. Jak pokazują statystyki, z większością z nich rozstajemy się już w okolicach Blue Monday i niewielu noworocznych postanowień trzymamy się przez kolejne miesiące.

Ale nawet jeżeli w ostatnich tygodniach dyscyplina nas trochę zawiodła, to czy oznacza to, że mamy się poddać i ogłosić porażkę? Oczywiście, że nie.

Z postanowieniami noworocznymi jest ten problem, że są związane z konkretną datą. Siła symbolicznej deklaracji „nowy rok – nowy ja” jest ogromna. Nasza psychika bardzo lubi takie skojarzenia – jeżeli chcemy wprowadzić jakąś zmianę, zacząć coś nowego, to najlepiej „od poniedziałku”, „od pierwszego” lub właśnie „od nowego roku”.

Jeżeli jednak poważnie nam zależy na wprowadzeniu nowej, pozytywnej zmiany w swoich nawykach finansowych (lub ogólnie – w życiu), to trzeba czasem machnąć ręką na te wszystkie symbole i zwyczajnie wziąć się do działania. Mimo mniejszych lub większych porażek, które będą się przytrafiać gdzieś po drodze. Nie ma co ukrywać, że zawsze gdy będziemy próbować czegoś nowego, to ryzyko niepowodzenia będzie duże. I nie ma tu żadnego powodu do wstydu. Dopiero z czasem, z wykonaną pracą, nabytą wiedzą i praktyką pewne rzeczy będą przychodzić nam łatwiej.

Być może założyłeś sobie, że od stycznia będziesz zbierać wszystkie paragony i sumiennie przepisywać wszystkie, nawet najdrobniejsze wydatki do arkusza kalkulacyjnego. Udawało się to przez tydzień lub dwa, ale potem przegapiłeś jeden rachunek, później kilka kolejnych i na koniec miesiąca okazało się, że Twoje zapiski nijak się mają do tego, co znajduje się na Twoim koncie bankowym.

W tym momencie pojawiają się dwie możliwości. Pierwsza: możesz dojść do wniosku, że cały wysiłek był bez sensu i zaniechać dalszych starań. Druga: możesz wyciągnąć wnioski z własnych błędów i w kolejnym miesiącu zrobić pewne rzeczy lepiej.

Zmiana nawyków finansowych, przejęcie kontroli nad własnym budżetem i budowanie bezpieczeństwa finansowego to nie są łatwe zadania. Nie wszystko będzie udawać się już od pierwszego dnia. Gdzieś przegapimy paragon, innego dnia damy się złowić na promocję i impulsywne zakupy, a ostatecznie na koniec miesiąca możemy nawet wydać więcej niż sobie założyliśmy.

Tylko, że to nie jest duży problem. To naturalny proces.

Mamy więc drugi miesiąc roku. I mamy szereg noworocznych postanowień, w mniejszym lub większym stopniu spełnionych. Gdzieś po drodze mogliśmy popełnić błędy, ale to nie jest teraz najistotniejsze. Co dalej? Jak można sobie pomóc w spełnieniu różnych postanowień (nie tylko noworocznych)?

Spisz swoje cele. W fizycznej formie, na kartce papieru. Możesz powiesić tę listę na ścianie, przypiąć magnesem do lodówki lub zostawić w innym miejscu w mieszkaniu, w którym te zapiski będą dobrze widoczne. I będą Ci codziennie o sobie przypominać.

Wiedz dlaczego chcesz dokonać danej zmiany. To niezwykle istotne. Jeżeli nie jesteś do czegoś w stu procentach przekonany, jest duża szansa, że porzucić swój cel przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Formułując swoje cele pamiętaj o tym, by były one konkretne. Załóż sobie sztywną i obiektywną miarę sukcesu, na przykład „oszczędzę i odłożę w tym roku 2000 zł na fundusz awaryjny” lub „w każdym miesiącu będę prowadzić domowy budżet z pełną listą przychodów i wydatków”. Dzięki tak sprecyzowanym celom będziesz dokładnie wiedzieć czy dobrze idzie Ci ich wypełnianie.

Nie stawiaj sobie poprzeczki za wysoko. Twoje cele powinny być realistyczne. Zbyt ambitne założenia mogą paradoksalnie utrudnić Ci działanie. Z jednej strony takie nierealistyczne oczekiwania mogą sparaliżować Twoje działanie. Przy dużych celach często nie wiadomo od czego zacząć, a każdy krok naprzód wydaje się tylko kroplą w morzu potrzeb. To onieśmielające. Z drugiej strony, nawet jeżeli będziesz mieć dyscyplinę by podążać za tak ambitnym celem, Twoja siła woli może się szybko wyczerpać. Być może nie zauważysz tego od razu i nie w tym obszarze życia, którego dotyczy Twój cel, ale prędzej czy później to da o sobie znać.

Wyznacz sobie konkretne ramy czasowe. Załóż sobie jak często będziesz sprawdzać swoje postępy. To pozwoli Ci łatwo ocenić na jakim etapie jest realizacja Twoich celów.

Fot. Flickr / Tina Hsu

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.