Filtrowanie wszystkich postów po tagu "giełda." Wyczyść filtr

Inwestowania na giełdzie trzeba się nauczyć. Raczej nie jest to jedna z tych umiejętności, do których można mieć wrodzony talent. A jak to z nauką bywa – ta często ma miejsce na błędach. Chybione transakcje, źle ustawione stop lossy, błędnie zidentyfikowany trend… Co jeszcze może się przytrafić początkującym inwestorom?

1. Podejmowanie decyzji pod wpływem emocji

Nie strategia, nie przemyślane decyzje, tylko emocje kierują podejmowanymi transakcjami. Do tego dochodzi cała gama zachowań z tym związanych: sprawdzanie notowań co kilka minut, nerwowość w czasie gdy nie mamy dostępu do bieżących kursów, a w weekendy myślenie tylko o tym jak giełdy otworzą się w poniedziałek.

Rozwiązanie: Jeżeli musisz co chwilę sprawdzać notowania, to znak, że stawka jest zbyt duża. Możesz ograniczyć wpływ emocji odpowiednio zmniejszając wielkość pozycji.

2. Są pieniądze, jest transakcja

Gotówka na rachunku maklerskim parzy w ręce. Okazją do zakupu staje się posiadanie wolnych środków na rachunku, a nie faktyczna sytuacja na rynku.

Rozwiązanie: Zadaj sobie pytanie - czy kupujesz dlatego, że akurat masz na to pieniądze, czy dlatego, że tak właśnie podpowiada Twoja strategia?

3. Uzależnianie nastroju od sytuacji na giełdzie

Jeżeli ceny idą we właściwą stronę - to danego dnia masz dobry humor. A jeśli rynek się Tobą nie zgadza, to nastrój dramatycznie się obniża. Pół biedy, jeżeli ta prawidłowość dotyczy tylko inwestora. Gdy rynek idzie w przeciwnym kierunku niż oczekiwaliśmy, łatwo też zarazić bliskich swoim obniżonym nastrojem.

Rozwiązanie: Sprawdzaj notowania rzadziej, np. raz w tygodniu. Jeżeli gra na giełdzie powoduje nerwowość i wahania nastroju to zmniejsz pozycję.

4. Monitorowanie postępów tylko wtedy, gdy jest dobrze

Zapisywanie, opisywanie i śledzenie transakcji szło dobrze, dopóki nie zaczęły się straty. Wtedy spadające słupki w Excelu przestały bawić, a zaczęły frustrować. A po co przysparzać sobie dodatkowej irytacji - sama strata nie wystarczy?

Rozwiązanie: Ustal sobie rutynę (np. podsumowanie sytuacji portfela finansowego raz w tygodniu czy w miesiącu – w określony dzień) i trzymaj się jej niezależnie od tego, co się dzieje. Nie tworzysz podsumowań po to, by się uśmiechać do wykresów, tylko po to, by wyciągać wnioski (i to właśnie głównie z błędów).

5. Nieustawianie stop lossów

Zabezpieczanie się zleceniami ograniczającymi straty to podstawowe narzędzie, które chroni nas przed gwałtownym spadkiem kursów. Realizacja straty zawsze boli – ale szybkie cięcie spadających pozycji jest zdecydowanie lepsze niż trwanie z daną spółką w trendzie spadkowym przez kolejne miesiące

Rozwiązanie: ustawiaj stop lossy :).

6. Inwestowanie w rzeczy, których się nie rozumie

Fundusze, ETFy, akcje, obligacje, opcje, kontrakty… instrumentów inwestycyjnych jest całe mnóstwo i każdy z nich opiera się na określonych zasadach. Korzystaj z tych instrumentów dopiero wtedy, gdy poznasz te zasady. Jak nie wiesz jak coś działa – to nie inwestuj.

Podobną zasadę można przyjąć też do pojedynczych spółek lub branż, w których działają. Nie inwestuj, jeżeli nie wiesz czym zajmuje się dana spółka. Kupuj udziały dopiero wtedy, gdy lepiej zrozumiesz charakter działania wybranej firmy i jej sytuację rynkową. Z tą drobną uwagą, że tutaj inwestorzy kierujący się przede wszystkim analizą techniczną mogą wnieść swój sprzeciw ;).

Rozwiązanie: inwestuj w to, na czym się znasz.

Ta lista na pewno nie jest wyczerpująca. Jakie jeszcze błędy popełniają inwestorzy? Czekamy na Wasze komentarze!

Fot. Flickr / kenteegardin

Ogólne Co PIT-8C i PIT-38 mówią o Twoich inwestycjach?

  • 30 marca 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comment

Do końca lutego biura maklerskie powinny były przesłać zestawienie PIT-8C za 2014 rok. A w nim najważniejszą informację – czy poprzedni rok na GPW zakończyliśmy stratą czy zyskiem.

Dla wielu inwestorów przegląd PITów 8C i późniejsze wypełnianie PIT-38 to jedyna okazja do tego, by podsumować swoje wyniki. I także – po części zrewidować kalkulacje rentowności swoich inwestycji.

W ciągu roku łatwo zapomnieć o podatku od zysków kapitałowych – biuro maklerskie nie nalicza ich automatycznie. Kwoty zyskownych transakcji cieszą oko, ale później trzeba wziąć jeszcze pod uwagę 19% podatku. I na takie obliczenia przychodzi czas właśnie między lutym a kwietniem.

Jeżeli nie prowadzicie stałej ewidencji swoich giełdowych inwestycji, to takie roczne podsumowanie jest bardzo przydatne. Zwłaszcza, że wartości w polach nr 47. (dochód) i 48. (strata) czasami potrafią otworzyć oczy na rzeczywiste efekty podejmowanych inwestycji.

To dobry pretekst do tego, aby pomyśleć o swoich decyzjach i strategiach inwestycyjnych w bardziej ogólnym ujęciu.

Jeżeli zakończyliście rok z zyskiem

Warto przejrzeć swoje transakcje i wyszukać te, które okazały się najbardziej opłacalne. Co nami kierowało, gdy podejmowaliśmy decyzję o zakupie i sprzedaży? Dlaczego wybraliśmy akurat ten walor? Dlaczego akurat w tym momencie? Chwila refleksji i odpowiedzi na te pytania dadzą nam informację o tym, co zadziałało w naszej strategii.

Te odpowiedzi najłatwiej będzie znaleźć, jeżeli systematycznie prowadziliśmy dzienniczek naszych inwestycji. To nawyk, który możemy szczególnie polecić. W takim dzienniczku zapisuje się dane każdej transakcji (wszystkie podstawowe: data, walor, kurs, ilość, strona transakcji), a oprócz tego krótką notatkę wyjaśniającą czemu zdecydowaliśmy się wykonać tę transakcję.

Dzięki takiemu dzienniczkowi można w stosunkowo łatwy sposób prześledzić historię naszych inwestycji oraz zyskać wgląd w kontekst każdej decyzji. Dzięki temu mamy szanse odkryć pewne wzorce własnych zachowań i procesów decyzyjnych, które często pojawiają się przy zyskownych lub stratnych transakcjach.

Bardzo ważne jest też to, by odpowiedzieć sobie na pytanie czy nasze zyski wynikały z trzymania się własnej strategii inwestycyjnej, czy może pochodziły (też) z transakcji, które w tę strategię się nie wpisywały? I czy tak naprawdę faktycznie mamy jakąkolwiek strategię, czy może nasze transakcje są raczej impulsywne?

Jeżeli w 2014 osiągnęliśmy zysk z naszych inwestycji, to tę dobrą wiadomość trzeba też niestety zrównoważyć złą. Od zysku należy odliczyć 19% podatku i wpłacić wymaganą kwotę (pozycja 42. w PIT-38) do Urzędu Skarbowego najpóźniej do 30 kwietnia.

Patrząc na ogólną kwotę zysku możemy też zadać sobie pytanie czy ten zysk był warty wysiłku, który włożyliśmy w jego wypracowanie. Inwestowanie na giełdzie to ryzyko, stres i czas poświęcony na analizy. Być może gdybyśmy nasze zasoby skierowali gdzieś indziej (np. gdybyśmy zaangażowali się w dodatkową pracę) to zarobilibyśmy więcej?

Jeżeli zakończyliście rok stratą

Zakończenie roku na minusie powinno być zdecydowaną przesłanką do tego, aby szczegółowo przejrzeć swoje transakcje. Skąd wzięły się te straty? Czy podejmowaliśmy działania, które miały szansę na ograniczenie wielkości tych strat? Czy zamykaliśmy pozycje na stop-lossie, zgodnie z założoną wcześniej „strategią wyjścia” czy może jednak takie decyzje podejmowaliśmy na bieżąco?

Tu również przyda się dzienniczek inwestora. Jeżeli go nie prowadzicie, to polecamy zacząć – będzie bardzo pomocny przy wyciąganiu wniosków po zakończeniu 2015 roku.

Kończąc rok ze stratą warto też wrócić do pytania, czy nasze finanse miałyby się inaczej, gdyby czas i wysiłek włożony w transakcje na giełdzie zainwestować inaczej. Może warto rozważyć inne ścieżki?

Mały zysk lub niezależnie jak duża strata nie zawsze powinny jednak prowadzić do odpowiedzi „tak” na to pytanie. Jeżeli celowo wchodzimy na giełdę z małym kapitałem, a naszym głównym założeniem jest zdobycie doświadczenia w inwestowaniu, to jest rzeczą naturalną, że będziemy ponosić straty lub ewentualne zyski będą stosunkowo małe. Prawdziwym zyskiem jest tu jednak wiedza, którą w ten sposób nabywamy.

Podobnie jeżeli „rolujemy” straty na kolejny rok (zamykając stratne pozycji na ostatniej sesji liczonej do 2014 i otwierając je ponownie na pierwszej sesji w 2015) i dokonujemy w ten sposób optymalizacji podatkowej. W takim przypadku roczne zestawienie nie da nam pełnego obrazu.

--

W każdym razie, niezależnie od tego po której stronie bilansu zakończyliście 2014 rok na Giełdzie Papierów Wartościowych, to warto aby ten doroczny rytuał wypełniania PIT-38 był też pretekstem do tego, aby przemyśleć swoje cele i strategie inwestycyjne na nadchodzące miesiące.

Fot. Flickr / agrilifetoday

Giełda kusi. Zwłaszcza gdy czytasz o sytuacjach, kiedy ktoś w kilka dni zarobił tyle ile w rok na lokacie. Albo nawet i więcej.

Idąc za tą pokusą łatwo zapomnieć, że inwestowanie na giełdzie wymaga rzetelnej i racjonalnej analizy. Tymczasem często górę potrafią brać emocje i chęć zysku.

Dlatego też dziś przypominamy kilka podstawowych zasad, którymi warto kierować się przy grze na giełdzie.

Zasada 1 – dywersyfikuj

Złota zasada aby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka.

Oglądając wykresy spółek notujących ostatnio spektakularne wzrosty łatwo popaść w pułapkę myślenia „gdybym miał wszystko zainwestowane w te akcje to miałbym teraz tyyyyyyyle pieniędzy”. Tyle tylko, że to ma więcej wspólnego z grą na loterii niż z grą na giełdzie.

Takie gwałtownie rosnące wykresy miło się ogląda, ale to tyle. Nie ma sensu się tym kierować i inwestować całości kapitału w jedną spółkę i liczyć, że ta wystrzeli o 40% z dnia na dzień.

Dywersyfikacja to sposób na ograniczenie ryzyka. Gorsze wyniki w jednym sektorze nie pogrążą całego Twojego portfela.

Dywersyfikować inwestycje można na mnóstwo sposobów, zależnie od wielkości portfela i zaangażowania w dane rynki.

Możesz dywersyfikować instrumenty inwestycyjne, dobierając takie bardziej i mniej ryzykowne. Lub spółki – większe i mniejsze, bez skupiania całego kapitału w jednej branży czy w spółkach z jednego indeksu. Możesz mieć w portfelu nie tylko akcje, ale też chociażby certyfikaty na surowce lub fundusze ETF (na polskie i zagraniczne indeksy). Możliwości jest mnóstwo.

Zasada 2 – kontroluj wielkość pozycji

Na jaką stratę jesteś gotów?

Łatwo przesadzić już na samym początku. Na GPW dostępne są instrumenty inwestycyjne, że nawet mając mały kapitał można na szalę położyć znacznie, znacznie więcej. To tak zwany mechanizm dźwigni finansowej – przykładowo składasz depozyt zabezpieczający w wysokości 1000 zł, ale grasz tak jakbyś obracał kwotą dziesięć razy większą.

Tak działają na przykład kontrakty terminowe.

Daje to szansę na wielokrotnie większy zysk, niż gdybyśmy mieli inwestować sumę, którą faktycznie mamy. Ale także ewentualna (nieuchronna?) strata będzie tyle razy bardziej bolesna.

Także emocje przy większych kwotach są o wiele większe. Zwłaszcza, gdy nawet drobny ruch indeksu może zmienić wartość Twojego portfela o kilkanaście procent.

Emocje i ryzyko warto ograniczać.

Zasada 3 – rozłóż zakupy w czasie

Czyli jak nie kupować na górce i nie sprzedawać na dołku.

Załóżmy, że masz wolne 10000 zł i chcesz zacząć grać na giełdzie. Co robisz?

Pewnie analizujesz wybrane spółki i instrumenty finansowe i zastanawiasz się jak rozsądnie rozłożyć między nie te całe dziesięć tysięcy.

Do tych rozważań warto dodać jeszcze jeden wymiar – wymiar czasu. Czyli nie tylko W CO chcesz zainwestować, ale też KIEDY – w jakich odstępach czasu.

Mając do dyspozycji większą kwotę bezpieczniejszym rozwiązaniem jest kupowanie wybranych walorów w rozłożonych w czasie transzach. W odróżnieniu od wrzucenia całej kwoty na giełdę już pierwsze dnia.

W ten sposób unikniesz ryzyka, że dokonałeś swoich zakupów akurat w najmniej odpowiednim momencie.

Zasada 4 – miej strategię wyjścia

Już w momencie zakupu miej plan na to, jak zadziałasz, gdy rynek pójdzie na południe bądź na północ. Bądź przygotowany na cięcie strat i wiedz przy jakim kursie chcesz się wycofać z rynku.

Każde zlecenie zabezpieczaj stop lossem.

To taka siatka bezpieczeństwa i mechanizm, który automatycznie wyrzuci Cię z rynku, gdy coś pójdzie zdecydowanie nie po Twojej myśli.

Przy ustawianiu stop lossa zadecyduj na jaką stratę jesteś gotów i w którym momencie chcesz powiedzieć „stop”. Założenia mogą być różne, choćby na przykład takie:

  • nie dopuścić do straty przekraczającej 10% na danej pozycji
  • nie dopuścić do straty większej niż 2% wartości portfela inwestycyjnego
  • jeżeli przesuwać stop lossa to tylko w górę (podążając za wzrostem cen) - nigdy w dół

Wśród graczy giełdowych popularne jest powiedzenie „tnij straty szybko, a zyskom pozwalaj rosnąć”. Pewnie nie wzięło się z niczego i trochę racji w nim jest. Ale są też sytuacje, w których również zyski warto ciąć.

Zasada 5 – nie inwestuj dopóki nie zaoszczędzisz

Najważniejszą zasadę zostawiliśmy na koniec. Nie inwestuj dopóki nie uzbierasz wcześniej odpowiednich oszczędności.

Gra na giełdzie niesie ze sobą zbyt duże ryzyko, aby kierować tam wszystkie swoje oszczędności. Zanim kupisz pierwsze akcje powinieneś uzbierać odpowiedni fundusz awaryjny. Tak, aby niespodziewane wydatki nie miały wpływu na Twoja strategię inwestycyjną (a nikt nie chce sprzedawać akcji w niekorzystnym momencie, bo akurat zepsuła się lodówka).

Posiadanie oszczędności da Ci też tak potrzebny na giełdzie spokój. GPW to duże emocje. Na rachunkach demonstracyjnych tego nie czuć, ale obracając prawdziwymi pieniędzmi te mechanizmy są zupełnie inne. Emocje mają istotny wpływ na to jak podejmujemy decyzje.

Posiadanie oszczędności ogranicza negatywne emocje. Nie ma presji, że byt Twojej rodziny zależy od wyniku Twojej kolejnej inwestycji. Nie ma też ryzyka, że nieudana inwestycja  zniweczy wszystkie Twoje oszczędności.

Fot. Flickr / mick62

Ogólne PKP Cargo - dziś debiut. Będzie zysk?

  • 30 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comment

Kolejna spółka prywatyzowana w ramach Akcjonariatu Obywatelskiego debiutuje na giełdzie.

Tym razem padło na PKP Cargo. Markę PKP kojarzy chyba każdy w Polsce (i najczęściej są to skojarzenia negatywne). PKP Cargo już mniej. To kolejowy przewoźnik towarowy. A, co istotne dla inwestorów, to spółka przynosząca zyski i planująca zyski w kolejnych latach, co wcale nie jest takie oczywiste, jeżeli chodzi o firmy z grupy PKP.

Inwestorzy indywidualni mogli zapisać się na maksymalnie 245 akcji po cenie 68 zł. To wartości już po uwzględnieniu redukcji (można było składać zapisy na maksymalnie 500 walorów po cenie 74 zł). Według biur maklerskich, średni zapis wynosił około 150 akcji, czyli inwestorzy indywidualni przeznaczali na ofertę środki w okolicach 10 tys. złotych.

Sprzedać dziś czy trzymać?

Oczekiwania, jeżeli chodzi o dzisiejszy dzień, są bardzo podobne do innych ofert publicznych realizowanych w ramach Akcjonariatu Obywatelskiego. Za każdym razem, gdy przy takiej okazji czytam blogi finansowe i różne analizy, to oczekiwania skupiają się wokół magicznego progu 10 procent zysku już na pierwszej sesji.

Tak jest i tym razem.

Co więcej, wśród analityków ankietowanych przez Gazetę Giełdy Parkiet, nie było nikogo, kto przewidywałby cenę niższą niż 68 zł. Za to najwięksi optymiści mówią nawet o 78 zł (cały czas mowa o cenach na zamknięciu notowań na debiucie). To co, gwarantowany zysk? Wszyscy wiemy, że nie ma takich rzeczy.

Historyczne wyniki IPO w ramach Akcjonariatu Obywatelskiego wyglądają jednak całkiem nieźle. Trzy z sześciu spółek dały zysk już na debiucie. Jeżeli były straty, to niewielkie. Aż się prosi, by sprowadzić to wszystko do prostej szansy pół-na-pół :) - ale niestety, w grę wchodzi jeszcze cała masa innych czynników. Od koniunktury na rynku poczynając, na kondycji samej spółki kończąc.

 

Debiut już za kilka minut, więc zaraz się o wszystkim przekonamy.

A Wy zapisaliście się na akcje PKP Cargo? Sprzedajecie już dziś, czy zamierzacie trzymać dłużej?

Fot. GG Parkiet

Ogólne Czy warto inwestować małe kwoty na giełdzie?

Ludzie są niecierpliwi. To naturalne, że ktoś kto odłożył te pierwsze kilkaset czy nawet kilka tysięcy złotych, szuka najlepszego, najkorzystniejszego miejsca dla swoich pieniędzy. Zwłaszcza dzisiaj, gdy oprocentowanie depozytów bankowych wydaje się niskie, stopy zwrotu z inwestycji na giełdzie sprawiają wrażenie szczególnie atrakcyjnych.

Tylko czy zwracanie się ku GPW już na tym etapie ma w ogóle jakikolwiek sens?

Zaskakuje mnie, że dla kogoś, kto odłożył te kilkaset złotych, pierwszym domyślnym kierunkiem jest giełda.

Zapytania Google, dzięki którym czytelnicy trafiają na ten blog, potrafią być wyjątkowo naiwne. Bo przecież osoba, która wpisuje w Google “jak zainwestować 500 zł na GPW” to nie jest ktoś, kto zapewnił już sobie bezpieczeństwo finansowe, ma fundusz awaryjny na nieprzewidziane wydatki, jest spokojny o wysokość swojej emerytury, ma odłożone środki na przyszłe większe wydatki… a te 500 zł to nadwyżka ponad to.

To raczej ktoś, komu te kilkaset złotych ostało z rocznej premii lub dostał w nowym roku podwyżkę i będzie miał co miesiąc dodatkowe kilkaset złotych luzu w domowym budżecie. Słowem: ktoś, dla kogo są to najprawdopodobniej pierwsze oszczędności. I nie ma na nie pomysłu.

To znaczy ma, ale niestety najczęściej tym pomysłem jest giełda. “Bo tam zarabia się więcej niż na lokacie”, “bo tam szybko pomnożę swoje oszczędności”, “bo znajomy zarabia na giełdzie, więc ja też mogę”.

GPW to ogólnie nie najlepsze miejsce dla pierwszych oszczędności.

To znaczy, to może być dobre miejsce, ale tylko pod jednym warunkiem. Wtedy, gdy masz po prostu zamiar nauczyć się giełdy, zobaczyć o co w tym całym “parkiecie” chodzi i sprawdzić jak sobie radzisz z inwestowaniem prawdziwych pieniędzy (w odróżnieniu od rachunków demo), jakie emocje temu towarzyszą i czy w ogóle potrafisz sobie z tym poradzić. Wtedy te kilkaset złotych będzie zainwestowanych bardziej w edukację niż w papiery wartościowe, ale to akurat jedna z lepszych inwestycji.

Ale nie można, po prostu nie wolno nastawiać się na nie-wiadomo-jakie zyski z tych 300 zł. To nie działa w ten sposób.

Pierwsze kilkaset złotych oszczędności – a nawet pierwsze kilka tysięcy! – powinno służyć budowie funduszu awaryjnego i zabezpieczenia finansowego na wypadek nieprzewidzianych wydatków. Bezpieczeństwo finansowe jest dużo więcej warte niż niepokój o wartość własnych inwestycji na giełdzie.

Dlatego dla niewielkich kwot (kilkaset złotych) najlepszym miejscem są konta oszczędnościowe. Dla trochę większych pieniędzy (kilka tysięcy złotych) – lokaty. Oprocentowanie nie powala, ale na tym etapie stopa zwrotu ma najmniejsze znaczenie. Niech pokryje inflację i będzie dobrze.

Najważniejsze jest regularne generowanie “górek” i dokładanie kolejnych złotówek do istniejących oszczędności. I trzymanie się w miarę z daleka od tego, co się odłożyło. O wiele łatwiej jest dołożyć do własnych oszczędności kolejne 50 zł, niż osiągnąć na giełdzie 10% zysku z 500 zł.

Tak naprawdę, to dopóki twoje oszczędności nie osiągną pułapu kilkudziesięciu tysięcy złotych, to o wiele większe znaczenie ma regularne odkładanie kolejnych kwot, a nie stopa zwrotu.

Fot. Flickr / Images_of_money

Ogólne Jak wybrać najlepszy rachunek maklerski?

  • 21 stycznia 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comment

Jak wybrać najlepszy rachunek maklerski

Znudziło Ci się 5% na lokacie?

Chcąc inwestować swoje pieniądze prędzej czy później będziesz chciał założyć rachunek maklerski. To podstawowe narzędzie każdego inwestora.

Ten rachunek da Ci natychmiastowy dostęp do takich instrumentów finansowych jak akcje, kontrakty terminowe, fundusze ETF, certyfikaty, czy obligacje korporacyjne.

Całkiem sporo możliwości do zarobienia, jak i do stracenia pieniędzy.

A po drodze jest jeszcze makler, z wyciągniętą ręką po należną mu prowizję.

Jak więc wybrać najlepszy rachunek maklerski?

Rozprawmy się na początek z kilkoma oczywistościami. Bierzemy pod uwagę tylko rachunki w biurach maklerskich działających na terenie Polski i oferujących internetowy system transakcyjny z notowaniami w czasie rzeczywistym (w przeciwieństwie do tych opóźnionych o 15 minut, tak jak na stronie GPW).

Zakładam też, że nie jesteś jednym z tych ludzi, co chcą sobie posiedzieć w maklerskiej „kafejce internetowej” i wspólnie z innymi ponarzekać na spadki, „grubasów”, lub na własne spółki.

Mając to z głowy, przejdźmy do konkretów.

A konkrety są trzy: koszty, które chcemy minimalizować, funkcjonalność i niezawodność.

Koszty prowadzenia rachunku maklerskiego

Rachunek maklerski to dla aktywnego inwestora spory wydatek. Największą rolę odgrywają prowizje za transakcje, ale jest też szereg innych kosztów.

Założenie i prowadzenie rachunku

W większości dobrych biur maklerskich założenie i prowadzenie rachunku jest za darmo. W innych można naciąć się na opłaty roczne (np. 60 zł w CDM Pekao). Przy specjalnych okazjach, takich jak debiuty dużych spółek, „płatne” biura maklerskie urządzają „promocje”, w których zwalniają z opłaty rocznej.

Jeśli więc bardzo się upierasz i chcesz założyć rachunek maklerski w Pekao, to najlepiej wstrzymaj się do prywatyzacji Banku Gospodarki Żywnościowej.

Ale jeżeli myślisz, że wybierając darmowy rachunek uchroniłeś się od opłat, to jesteś w błędzie. Cały czas trzeba szukać gwiazdek i czytać taryfę opłat od góry do dołu. Bo na samym końcu można znaleźć np. taką informację jak w eMaklerze:

Drobny druczek w TOiP eMakler

Przelewy na inny rachunek

Od czasu do czasu trzeba wycofać środki z rachunku. Jeżeli masz w tym samym banku ROR, to nie ma problemu – taki przelew wewnętrzny powinien być darmowy. Jeżeli jednak potrzebujesz przelać pieniądze z rachunku maklerskiego na konto w innym banku, to sprawdź w taryfie opłat ile będzie cię to kosztować.

Ile? Czasami nie wiadomo, bo domy maklerskie potrafią być bardzo tajemnicze. Np. ING Securities:

Niejasne opłaty w ING Securities

Prowizje od wykonanych transakcji

Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa.

Umówmy się – jeżeli jesteś aktywnym inwestorem, wykonujesz rocznie wysoki obrót papierami wartościowymi na rachunku, to opłaty za prowadzenie konta będą niczym w porównaniu z prowizjami od wykonanych transakcji.

Jak obniżyć te koszty?

Jest daytrading, czyli otwarcie i zamknięcie pozycji na tym samym papierze wartościowym w ciągu jednej sesji. Domy maklerskie zazwyczaj stosują tu obniżone prowizje. Ale jeżeli jesteś inwestorem długoterminowym, to jest to dla ciebie żadna ulga. Jak jeszcze można zaoszczędzić?

Możesz zostać członkiem Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. W zamian za roczną składkę członkowską otrzymasz szereg rabatów w polskich domach maklerskich. Np. standardowa prowizja maklerska od obrotu akcjami w BM Alior Bank to 0,38%. Dla członków SII – 0,29%.

Policz dla swoich indywidualnych warunków, czy ci się to opłaca.

Prowizje minimalne

Makler zadba też o to, byś nie składał zbyt niskich zleceń, np. na jedną akcję Biotonu za 0,16 zł. W biurach maklerskich istnieje coś takiego jak prowizja minimalna.

I tak – np. w eMaklerze w mBanku za każdą transakcję na rynku akcji płacisz 0,39% jej wartości, ale nie mniej niż 3 zł. BOŚ S.A. – 0,38%, ale nie mniej niż 5 zł.

Sprawia to, że najniższe zlecenia, od których makler nie pobierze zawyżonych prowizji, zaczynają się od ok. 800-1000 zł.

Funkcjonalność

Ale nie zakładamy sobie rachunku maklerskiego po to, by tylko sobie leżał i by nic na nim nie robić. Musi być przede wszystkim funkcjonalny.

Notowania online

Dostęp do notowań (i najlepiej wykresów) w czasie rzeczywistym to absolutna podstawa. Inwestując na giełdzie szybko zauważysz, że te 15 minut opóźnienia w notowaniach z darmowym dostępem może mieć bardzo duże znaczenie i lepiej nie być do tyłu.

Dodatkowe aplikacje do obserwowania notowań i analiz

Wraz z rachunkiem maklerskim w niektórych biurach możemy dostać w zestawie program do śledzenia notowań, wykresów i podstawowych analiz. Przykładowo - w BOŚ i w Aliorze jest to program Notowania Online 3, a w ING program Sidoma.

Dostęp do serwisów informacyjnych i analiz

Biura maklerskie nie zajmują się jedynie prowadzeniem rachunków, ale także m.in. opracowywaniem własnych analiz, komentarzy i prognoz na temat tego jak rozwinie się sytuacja na rynku.

Niektóre biura oferują dostęp do najbardziej aktualnych analiz tylko swoim klientom.

Alternatywne metody składania zleceń

W sytuacjach kryzysowych dobrze jest mieć możliwość składania zleceń nie tylko przez Internet. Ten bywa zawodny. I akurat zawsze tak się składa, że tracimy połączenie właśnie w tym najważniejszym momencie.

Podstawą jest możliwość złożenia zlecenia także przez telefon. Ale uwaga – biura maklerskie zazwyczaj pobierają wtedy wyższe prowizje.

Przelew wolnych środków na oprocentowany ROR

Coś, co bardzo podoba mi się w Alior Banku. Wolne środki na rachunku maklerskim codziennie wracają na rachunek osobisty, by tam popracować na lokacie nocnej. Następnego dnia, przed rozpoczęciem sesji, środki są już dostępne i można bez przeszkód składać zlecenia.

Oprocentowanie nie jest wysokie, to prawda, ale pieniądze przynajmniej nie leżą bezczynnie.

Wygoda obsługi

Całkowicie subiektywna rzecz, co nie zmienia faktu, że ważna. Jeżeli korzystanie z jakiegoś systemu transakcyjnego jest udręką, to nie warto się dłużej męczyć – lepiej poszukać czegoś wygodniejszego.

Niezawodność

Awarie się zdarzają. Nie ma chyba w Polsce biura maklerskiego, któremu choć raz nie padłby system transakcyjny.

Sęk w tym, by nie zdarzało się to za często.

Bardzo wymagającym sprawdzaniem dla rachunku maklerskiego są duże prywatyzacje. Przy okazji ostatniego debiutu Giełdy Papierów Wartościowych – można było w praktyce zobaczyć jak różne biura maklerskie radzą sobie z dużym obciążeniem.

Wtedy do swojego rachunku logowałem się chyba godzinę, a zlecenie składałem przez kolejne pół. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo frustrujące to było :).

Ale to była sytuacja wyjątkowa, więc jakoś można to zrozumieć.

Natomiast w Alior Banku zdarzyło mi się czasem, że nie miałem dostępu do rachunku w czasie trwania zwykłej, przeciętnej sesji.

Różne biura – różne zwyczaje i różne awarie.

Macie już rachunki maklerskie? Czym kierowaliście się przy ich wyborze?

Podobał ci się ten artykuł?

Bądź zawsze na bieżąco z najnowszymi poradami finansowymi i nowościami na Kontomierzu - zaprenumeruj blog przez kanał RSS.

Fot. sxc.hu / OmirOnia

Ogólne Konkurs - wytypuj kurs GPW i wygraj!

  • 30 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 0 comment

Konkurs - wytypuj kurs GPW i wygrajNa akcje GPW w ofercie publicznej zapisało się ponad 323 tys. inwestorów indywidualnych! To całkiem niezły wynik i Minister Skarbu na pewno bardzo się cieszy. Osoby, które zapisały się na akcje mają już jednak mniej powodów do zadowolenia.

Tak duża subskrypcja oznacza sporą redukcję zamówień. Każdy z inwestorów indywidualnych dostanie najprawdopodobniej maksymalnie ok. 25 akcji.

Taka liczba akcji oznacza jedno – jeżeli w dniu debiutu zysk wyniesie 10% (co i tak nie jest pewne), to na takim pakiecie zarobimy ok. 100 zł (minus prowizja i podatek).

Dla niektórych to niewiele, dlatego podbijamy stawkę i…

Ogłaszamy konkurs!

Jak wziąć udział? Bardzo prosto:

1. Dołącz do naszej strony na Facebooku – tam i tylko tam będziemy zbierać zgłoszenia. Przyjmujemy typy tylko od osób, które "lubią" Kontomierz.

2. Wytypuj kurs akcji GPW na zakończenie notowań w dniu debiutu.

3. Swój typ umieść w komentarzu pod tym wpisem na Facebooku.

Zgłoszenia przyjmujemy do 7 listopada do godziny 23:59. Typy wpisane po tym terminie nie będą uwzględniane.

Można wpisywać kwoty z dokładnością do 1 gr.

Wygra osoba, która poda cenę najbliższą kursu GPW na zakończenie notowań w dniu debiutu. Jeżeli dwie osoby (lub więcej) podadzą tę samą najbliższą kwotę, to wygra ten uczestnik, który swój typ umieścił jako pierwszy.

Każda osoba może podać tylko jedną cenę.

Po debiucie GPW podliczymy wyniki i skontaktujemy się ze zwycięzcą w celu ustalenia szczegółów.

No i jeszcze najważniejsze – nagroda!

W naszym konkursie mamy jedną nagrodę główną. Będzie to książka o tematyce inwestycyjnej z wydawnictwa Onepress.

Jaka książka dokładnie? Wybór będzie należał do zwycięzcy!

Jest więc o co walczyć. Jeżeli jeszcze nie „polubiłeś” Kontomierza na Facebooku, to zrób to teraz i weź udział w naszym konkursie. Zapraszamy!

Fot. Flickr / lumaxart

Ogólne Czy warto kupić akcje GPW w ofercie publicznej?

  • 18 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 19 comment

Akcje GPW w ofercie publicznej - czy warto się zapisaćOd dziś można kupić akcje GPW. Zapisy na akcje potrwają do 27 października, a pierwszy dzień notowań ma przypaść na 9 listopada. 

Jest to kolejna – i zarazem ostatnia – duża oferta publiczna w tym roku, można więc spodziewać się dużego zainteresowania inwestorów.

Zainteresowanie to wyraża się praktycznie w jednym pytaniu – „ile mogę na tym zarobić?”.

By odpowiedzieć na to pytanie trzeba zadać sobie kilka kolejnych.

Jaka jest ogólna sytuacja na rynku?

Nie ma co się oszukiwać, koniunktura na szerokim rynku ma wpływ na powodzenie debiutu. Przy okazji PZU trafiliśmy w dobry moment i były wzrosty. Ale z Tauronem nie było już tak dobrze i pierwsze notowania akcji tej spółki przypadły na raczej spadkowy okres na giełdzie.

A jak sytuacja wygląda teraz? Ostatnie tygodnie były całkiem niezłe, a indeksom udało się wrócić do poziomów notowanych ostatni raz ok. 2 lata temu. Wrzesień, stereotypowo postrzegany jako miesiąc spadków, w tym roku zakończyliśmy na zielono. 

O kłopotach Grecji, czy ogólnie krajów z grupy PIIGS, słychać coraz mniej (co nie oznacza oczywiście, że ich problemy zostały zażegnane).

Za oceanem indeks Dow Jones IA przebił granicę 11 000 punktów. W międzyczasie Ben Bernanke, prezes Rezerwy Federalnej (FED) zapowiada rzucenie na rynek kolejnych dolarów. Szczegóły tego, kolejnego już, planu stymulacyjnego gospodarki, poznamy w okolicy 2-3 listopada, czyli jeszcze przed debiutem GPW.

Nie wygląda to najgorzej, ale na rynku chyba rośnie niepewność – im wyżej jesteśmy, tym większa szansa na korektę.

Jaka jest sytuacja GPW?

Samej spółki nie trzeba przedstawiać żadnemu inwestorowi – z marką GPW ma do czynienia na co dzień. To monopolista w swoim sektorze w Polsce, jest też największą giełdą papierów wartościowych w regionie Europy środkowo-wschodniej.

GPW ma wielkie plany dominacji w regionie, w czym pomóc ma współpraca z NYSE Euronext. Owocem tej współpracy ma być wprowadzenie platformy UTP obrotu instrumentami kasowymi i pochodnymi. Zastąpi ona wysłużony WARSET i przyczyni się do usprawnienia i przyśpieszenia obrotu na giełdzie. Kiedy? – w 2012 roku.

Dla fanów analizy fundamentalnej – kilka wskaźników:

  • kapitalizacja (przy założeniu ceny akcji na 43 zł): 1,8 mld zł (z czego 64% trafi do obrotu w ofercie publicznej)
  • zysk netto w 2009 roku: 100,7 mln zł
  • prognoza zysku w 2010: 118 mln zł
  • C/Z: ok. 17,8
  • C/WK:  ok. 3,6

Moim zdaniem - trochę drogo.

Ponad to, GPW planuje wypłacać inwestorom dywidendę w wysokości 30-50% rocznego zysku. Biorąc pod uwagę powyższe informacje oraz to, że liczba wszystkich akcji GPW wyniesie ok. 41,8 mln, to w przyszłości można spodziewać się dywidendy rzędu ok. 0,70 – 1,20 zł na akcję.

Jakie są warunki oferty publicznej?

Tutaj zaczynają się największe narzekania. Oferta dla inwestorów indywidualnych jest nadzwyczaj skromna, co przy przewidywanym dużym zainteresowaniu, będzie prowadzić do jednego – redukcji.

Ale po kolei.

Dla inwestorów indywidualnych przeznaczono ok. 6,7 mln akcji. Każdy będzie mógł zapisać się na pakiet od 10 do 100 akcji. Cenę maksymalną ustalono na 43 zł. Zainteresowanie jest duże, więc prawdopodobieństwo, że ostatecznie akcje dostaniemy po tej właśnie cenie również jest duże.

Kilka szybkich obliczeń – i jeżeli założyć, że każdy zapisuje się na maksymalny pakiet, to akcji starczy dla ok. 67 tys. inwestorów. A to strasznie mało, bo przy PZU było ok. 250 tys. zapisów, a przy Tauronie ok. 230 tys.

Ale nie bądźmy aż tak pesymistyczni, w końcu nie każdy zapisze się na cały możliwy pakiet akcji. Zakładam, że będzie podobnie jak przy Tauronie, czyli średni zapis będzie stanowił ok. 70% maksimum. W takim przypadku akcji starczyłoby dla blisko 100 tys. inwestorów.

Nadal mało i wydaje się, że redukcja będzie nieunikniona.

Jeżeli więc nastawiasz się na szybko i bez ryzyka zarobisz tu grube tysiące, to czeka Cię wielkie rozczarowanie.

Czego spodziewać się na debiucie?

Jestem optymistą.

Zakładam, że maksymalny pakiet na jednego inwestora będzie miał wartość ok. 1 500 zł, a resztę zje redukcja (kolejne szybkie obliczenia: 6,7 mln akcji * 43 zł za akcję / 1 500 zł pakietu = ok. 190 tys. zapisów).

Te 1 500 zł to niewielka pozycja, więc ewentualny nominalny zysk w złotówkach będzie niewielki i przy – całkiem optymistycznym zresztą – scenariuszu zakładającym 10% wzrost na debiucie zarobimy nie więcej niż 150 zł.

Ale to przecież zawsze coś, prawda?

Na samym debiucie na pewno zetrą się dwie postawy (w uproszczeniu):

  1. powtórka z PZU - sprzedać pierwszego dnia i odejść z całkiem przyzwoitym zyskiem (ok. 10% na debiucie)
  2. powtórka z Tauronu – słaby debiut i rozczarowanie, warto podbierać akcje w „promocji” od zniechęconej „ulicy”, przeczekać kilka miesięcy stagnacji i doczekać wzrostów

A jaką strategię Ty przyjmiesz?

W kolejnych artykułach opiszemy jak kupić akcje GPW w ofercie publicznej w najpopularniejszych bankach internetowych, oraz które biuro maklerskie przygotowało najlepszą promocję na debiut.

Nie chcesz przegapić? Prenumeruj blog przez kanał RSS, lub dołącz do nas na Facebooku.

Treści zawarte w artykule są wyłącznie wyrazem osobistych poglądów autora i nie stanowią "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715).

 

Ogólne Zrób to sam: lokata + inwestycje

Lokata strukturyzowanaLokaty strukturyzowane łączą w sobie gwarancję kapitału (zazwyczaj 90 – 100 proc.) z możliwością osiągnięcia ponadprzeciętnego zysku. Problem w tym, że wiele struktur nie przynosi oczekiwanych rezultatów, a tylko na niektórych można było w zeszłym roku zarobić 15 – 20 proc.

Niektóre lokaty strukturyzowane mają bardzo prostą konstrukcję – zysk zależy od zachowania danego indeksu czy cen określonych surowców. Zdarzają się także pomysły ciekawsze – Bank Pocztowy oferował struktury, których oprocentowanie było uzależnione od wyników polskich sportowców – najpierw na Euro, a potem na Igrzyskach Olimpijskich.

Praca domowa

Taką konstrukcję, w której większość środków minimalizuje ryzyko inwestycyjne dla pozostałych pieniędzy można zastosować na własne potrzeby. To dobre rozwiązanie np. dla osób, które chciałyby rozpocząć inwestycje giełdowe lub inne o podwyższonym ryzyku. W ten sposób można znacząco ograniczyć ryzyko straty, a zarazem wypracować spory zysk. W porównaniu z gotowymi produktami zaletą będzie możliwość wycofania się z ryzykownej inwestycji niemal w dowolnym momencie i niższe prowizje.

Tworzenie takiego "produktu" warto rozpocząć od dokładnego określenia jaką kwotę możemy zainwestować. W naszym przykładzie będzie to 20 tys. zł. Kolejnym elementem powinno być sprecyzowanie „apetytu na ryzyko”. Jeżeli chcemy zaryzykować więcej to nasza ochrona kapitału może zostać ustalona np. na 90 proc. Jeżeli nie chcemy ryzykować – możemy zaprogramować ją na 100 proc.

Zasadnicza kwota naszych oszczędności powinna być ulokowana w bezpiecznych instrumentach – np. w obligacjach lub na rachunku oszczędnościowym. Proporcje zależą od ustalonej gwarancji kapitału – my rozważymy trzy scenariusze: 100, 90 i 80 proc. Mówiąc prościej – zdecydujemy czy po dwóch latach chcemy mieć z powrotem przynajmniej 16, 18 czy 20 tysięcy złotych. Trzeba pamiętać, że im większa jest ochrona kapitału tym mniejszy jest potencjalny zysk. Parafrazując popularne powiedzenie: bez ryzyka nie ma zysku.

Zakładamy lokatę

Korzystając z dostępnego na stronach Kontomierza rankingu lokat wybieramy bank w którym ulokujemy bezpieczną część naszej inwestycji. W rozważanym przykładzie zdecydujemy się na lokatę dwuletnią w FM Banku, gdzie odsetki kapitalizowane są codziennie. Oprocentowanie jest dosyć atrakcyjne – 5,20 proc., a co ważne nie zmieni się w okresie 24 miesięcy.

Wpłacając 18.025 zł będziemy mieć gwarancję 100 proc. kapitału (po dwóch latach otrzymamy 20.000,36 zł). Jeżeli chcemy więcej przeznaczyć na ryzykowne inwestycje, to ochrona kapitału może wynieść 90 proc. Wtedy na lokatę trzeba będzie wpłacić 16.225 zł (po dwóch latach kwota ta urośnie do 18.003,10 zł). Jeżeli wystarczy nam 80 proc. gwarancji kapitału, to do banku przelewamy 14.420 zł (na koniec okresu otrzymamy 16.000,29 zł).

Liczymy zyski

Pozostałe pieniądze (w zależności od wybranego scenariusza – 1.975, 3.775 lub 5.580 zł) możemy przeznaczyć np. na zakup akcji. Zacznijmy od wariantu optymistycznego i wybierzmy walory, które w ostatnich dwóch latach bardzo mocno zwiększyły swoją wartość. Zakładamy, że takie papiery uda się nam znaleźć także przy inwestycji realizowanej dzisiaj.

W połowie sierpnia 2008 roku za jedną akcję firmy Integer płacono na giełdzie 17,19 zł. Dzisiaj kosztuje ona 73 zł. W zależności od ilości środków na inwestycje moglibyśmy kupić 114, 218 lub 323 akcje. Po zapłaceniu prowizji i podatku po dwóch latach mielibyśmy 7.115 zł (przy inwestycji 1.975 zł), 13.608 zł (przy inwestycji 3.775 zł) lub nawet 20.159 zł (przy inwestycji 5.580 zł). Do tego trzeba doliczyć jeszcze środki z lokat.

Ostatecznie do posiadacza 100 proc. ochrony kapitału wróciłoby 27.115 zł (zysk 36 proc. w dwa lata), w wariancie 90 proc. ochrony otrzymalibyśmy 31.611 zł (58 proc.) lub nawet 36.159 zł (81 proc. zysku) przy ochronie kapitału na poziomie 80 proc.

Dla porządku warto rozważyć także wariant pesymistyczny. Jeżeli dwa lata temu kupilibyśmy akcje Agory (po 30 zł za papier), a sprzedawalibyśmy je po kursie dzisiejszym – 24,55 zł, to zwrot z inwestycji nie byłby na atrakcyjnym poziomie. Posiadacz stuprocentowej ochrony kapitału zarobiłby 8 proc., dla 90 proc. ochrony byłoby to już tylko 5 proc., a ryzykujący jeszcze więcej zarobią tylko 3 proc. Jeżeli wybierzemy akcje, które stracą więcej niż Agora, to wyniki te będą jeszcze słabsze.

Inne możliwości

Oczywiście gra na giełdzie nie jest jedyną możliwością ulokowania kapitału. Możemy kupić jednostki funduszy inwestycyjnych czy waluty. Wybór należy do inwestora.

Samodzielnie konstruowana lokata połączona z inwestycjami, daje nam szansę rozpocząć grę na giełdzie przy jednoczesnym ograniczeniu ryzyka strat. Z czasem możemy zwiększać kwotę inwestowaną na parkiecie lub w razie potrzeby podwyższać ochronę. Prawdziwą lokatę strukturyzowaną możemy założyć w banku lub u pośrednika finansowego, ale wtedy musimy liczyć się z większymi ograniczeniami. Z drugiej strony naszymi pieniędzmi zarządzają sztaby doświadczonych ludzi, co daje nam znacznie większy komfort.

Tradycyjnie na końcu przypominam, że inwestycje giełdowe obarczone są ryzykiem i nie gwarantują osiągnięcia zysku. Należy liczyć się z częściową lub całkowitą utratą wartości posiadanych akcji. Jeżeli zatem nie chcecie ryzykować - lepiej pieniądze trzymać na bezpiecznej lokacie w banku. Zyski będą mniejsze, ale dużo bardziej przewidywalne.

Fot. SXC.HU / sqback

Ogólne Czy warto kupić akcje Tauronu? - część III

Tauron Polska EnergiaTo już ostatnia część naszego kompendium dla zainteresowanych akcjami Tauronu. Poniżej kilka istotnych informacji o spółce oraz krótkie podsumowanie.

Wielkość spółki

Tauron to druga co do wielkości grupa energetyczna w Polsce. Jej budowa rozpoczęła się w 2006 roku, a powstała w wyniku połączenia kilku spółek z różnych dziedzin branży energetycznej: PKE (wytwarzanie i wydobycie), Enion (wytwarzanie, dystrybucja i sprzedaż), EnergiaPro (wytwarzanie, dystrybucja i sprzedaż), ESW (wytwarzanie), EC Tychy (wytwarzanie), PEC Katowice (dystrybucja i sprzedaż), PEC Dąbrowa Górnicza (dystrybucja i sprzedaż), EC Nowa (wytwarzanie).

W 2009 r. Grupa Tauron zajmowała pierwsze miejsce w Polsce pod względem ilości dostarczanej energii elektrycznej i przychodów z jej dystrybucji. Grupa dostarczała energię elektryczną do ponad 4 mln klientów końcowych.

Udział Tauronu w krajowym rynku dystrybucji energii elektrycznej w 2008 r., wyniósł 27,1%. Spółka szacuje, iż jej udział w krajowym rynku dystrybucji energii elektrycznej w 2009 r. nie uległ istotnej zmianie. W roku 2009 przychody spółki wyniosły niemal 10 mld zł i były 15 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Płynność i kapitalizacja spółki

Ze względu na giełdową kapitalizację Tauron znajdzie się w indeksie WIG-20. Nie nastąpi to zapewne tak szybko jak w przypadku PZU, ale dopiero przy kolejnej korekcie indeksów. Ostateczna decyzja zostanie podjęta już po giełdowym debiucie spółki.

Szybkie wejście do indeksu największych spółek mogłoby dać dodatkowy impuls wzrostowy. Pozostawanie poza tym indeksem przez kilka miesięcy przez wielu inwestorów jest ocenianie jako potencjalne zagrożenie dla kursu spółki.

Wartość dopuszczonych do obrotu akcji będzie sytuowała Grupę Tauron w gronie kilku największych spółek na warszawskiej giełdzie.

Zadłużenie spółki

Spółki z Grupy Tauron zawarły szereg umów kredytowych i pożyczek w kilkunastu instytucjach finansowych oraz wyemitowały obligacje niepubliczne na krajowym rynku finansowym. Na dzień 31 marca 2010 r. długoterminowe zadłużenie z tytułu kredytów, pożyczek i obligacji zaciągnięte przez Grupę wynosiło 1,23 mld zł, natomiast jej krótkoterminowe zadłużenie wynosiło 0,62 mld zł.

Spółka otrzymała od międzynarodowej agencji ratingowej Fitch Ratings długoterminową ocenę inwestycyjną (credit rating) na poziomie BBB.

Podsumowanie

Już jutro rozpoczynają się zapisy na akcje Grupy Tauron Polska Energia. W ostatnich wpisach starałem się przyjrzeć kilkunastu istotnym aspektom dotyczącym samej spółki jak i zbliżającej się emisji. Jeżeli było to możliwe – unikałem jednoznacznych ocen i starałem się zwrócić uwagę na obydwie strony medalu.

Które z powyższych danych przemawiają za inwestycją w Tauron, a które powinny nas od tego odwodzić? Moim zdaniem wygląda to następująco:

- perspektywy dla sektora – wydają się bardzo korzystne. Kupuję.
- wyzwania dla spółki – bardzo duży program inwestycyjny z pewnością ograniczy zyski. Nie kupuję.
- koniunktura gospodarcza – bardzo niepewna sytuacja na świecie. Nie kupuję.
- sytuacja na giełdzie – mocno niestabilna. Nie kupuję.
- debiuty z przeszłości – zazwyczaj korzystne, ale spółki energetyczne... Nie kupuję.
- skup akcji – powinien zabezpieczyć kurs akcji. Kupuję.
- inwestor branżowy – może zwiększać popyt i podbijać kurs. Kupuję.
- cena maksymalna – na odpowiednim poziomie. Kupuję.
- liczba akcji – duża, ale zarazem z limitem dla każdego. Kupuję.
- scalanie akcji – ograniczy ewentualną spekulację. Kupuję.
- akcje pracownicze – ryzyko wywołania nadpodaży. Nie kupuję.
- program lojalnościowy – dla klientów spółki korzystny. Kupuję.
- polityka dywidendowa – nastawiona na wypłatę zysku co roku. Kupuję.
- wielkość spółki – druga co do wielkości spółka w sektorze. Kupuję.
- płynność i kapitalizacja – duża spółka, na pewno wejdzie do indeksu WIG-20. Kupuję.
- zadłużenie – niewielkie, ale zapewne będzie się zwiększać. Kupuję.

Przewaga głosów „kupuję” nie oznacza, że akcje powinien nabyć każdy. Wydaje się, że obecne otoczenie rynkowe nie pozwoli osiągnąć dużych zysków już w dniu debiutu. Inwestycja w akcje Tauronu powinna być więc traktowana jako długoterminowa. I choć zysk na otwarciu nie jest wykluczony, to kupując akcje trzeba także wziąć pod uwagę scenariusz, w którym obok Tauronu będzie widoczny kolor czerwony.

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.