Filtrowanie wszystkich postów po tagu "informacje finansowe." Wyczyść filtr

Kto kupi Bank Zachodni WBK?

Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na zakup GMAC Banku Polska przez Getin Noble Bank. W ostatnich latach Pekao przejął część BPH, a Fortis połączył się z Dominet Bankiem, po czym stał się własnością BNP Paribas. Na tym jednak bankowej konsolidacji nie koniec.

W ciągu kilku miesięcy właściciela zmieni jeden z największych banków w Polsce – BZ WBK. Bank znany z głośnych medialnych kampanii reklamowych (chociażby ostatnia z Gerardem Depardieu) należy do irlandzkiej grupy finansowej AIB. Kryzys, który wyjątkowo mocno dotknął Irlandię wymusił na AIB sprzedaż swoich zagranicznych biznesów, w tym perły w jego koronie, czyli właśnie Banku Zachodniego.

Wydaje się więc, że czeka nas kolejna bankowa fuzja – większość ekspansywnych grup finansowych w Europie jest już bowiem obecna na polskim rynku. Wśród zainteresowanych przejęciem BZ WBK wymienia się między innymi Societe Generale (właściciel Eurobanku), UniCredit (Pekao SA), BNP Paribas (BNP Paribas Fortis), Santander (Santander Consumer Bank, AIG Bank), Rabobank (BGŻ) czy Raiffeisen Bank.

Nieoficjalnie mówi się, że w proces zmian właścicielskich w Zachodnim włączył się także polski rząd, który chce by Irlandczycy sprzedali bank krajowej firmie lub konsorcjum rodzimych instytucji finansowych (np. z udziałem OFE). Celem takiej operacji ma być niedopuszczenie do przejęcia czwartego co do wielkości banku w Polsce przez bank, który korzystał z pomocy rządowej lub po prostu może być w niepewnej sytuacji finansowej i tym samym zagrozić stabilności całego rynku.

W tym kontekście rozważane jest przejęcie BZ WBK przez największy bank w Polsce – PKO BP. Gigant, który powstałby w wyniku takiego połączenia dołączyłby do największych grup bankowych w Europie, a potencjał nowego banku pozwalałby zapewne na zagraniczną ekspansję i zdobywanie kolejnych rynków.

Przeglądając podstawowe wskaźniki można próbować szacować wielkość banku po połączeniu. Oczywiście niewiadomą jest ilość klientów BZ WBK, która odeszłaby po połączeniu do konkurencji, ale bankowa mobilność Polaków jest niewielka i zapewne nie byłaby to migracja masowa.

W zakresie kont osobistych PKO – BZ prowadziłby około 8 milionów rachunków, co dawałoby przeszło 30 proc. rynku i zdecydowane prowadzenie przed konkurencją. Drugi w rankingu Pekao SA obsługuje przeszło 3 miliony rachunków co daje udział na poziomie 13 proc. Różnica niemal 5 milionów kont osobistych jest kolosalna i mało realne wydaje się jej zniwelowanie nawet w perspektywie wielu lat.

W segmencie kart kredytowych, gdzie BZ WBK zamyka obecnie pierwszą dziesiątkę, a PKO BP zajmuje 3-4 miejsce, połączone banki mogłyby liczyć na pozycję wicelidera. Z liczbą kart na poziomie 1,4 mln ustępowałyby tylko połączonym Cetelemowi i Sygma Bankowi, które jednak bardzo aktywnie działają na rynku consumer finance i sprzedaż kart kredytowych wiązana jest w ich przypadku ze sprzedażą kredytów ratalnych, co automatycznie zawyża liczbę plastików.

Jeżeli chodzi o wyniki finansowe, to za rok 2009 bank PKO BP odnotował zysk netto na poziomie 2,4 mld zł, a BZ WBK niemal 1 mld zł. Oczywiście wynik netto połączonych instytucji nie będzie po prostu sumą dotychczasowych zysków, bo w początkowym okresie trzeba będzie ponieść koszty fuzji, ale z czasem można liczyć na korzyści wynikające z synergii i jeszcze lepsze wskaźniki.

Zsumowane aktywa PKO BP i BZ WBK przekraczają w tym momencie 200 mld zł (drugi Pekao SA – 127 mld zł), a przychody odsetkowe i prowizyjne w ubiegłym roku zbliżyły się do 16 mld zł (Pekao SA – 9 mld zł).

Wg kursu giełdowego BZ WBK z wczoraj, pakiet akcji należący do AIB (70,35 proc.) jest wart około 10,3 mld zł. Ze względu na kryzys grecki oraz szybkość przeprowadzania transakcji (ma być zamknięta jeszcze w tym roku) może się okazać, że uzyskanie takiej kwoty będzie trudne. Z drugiej strony, gdyby na zakup akcji zdecydował się bank nie działający jeszcze w Polsce mógłby on zapłacić sporą premię w stosunku do giełdowej wyceny.

W poszukiwaniu kapitału na ewentualne przejęcie, bank PKO BP może nie wypłacić dywidendy za rok ubiegły, a dodatkową niewiadomą dla inwestorów jest parytet przy wymianie akcji łączących się instytucji. Państwowy bank ma jednak poważny atut w walce z potężniejszymi konkurentami – jest wielce prawdopodobne, że przejęcie BZ WBK przez PKO zostałoby zatwierdzone przez KNF szybciej niż gdyby przejmującym była duża europejska grupa bankowa. Przeszło miesiąc temu szef Komisji Stanisław Kluza zastrzegł, że BZ WBK nie powinien trafić w ręce przeżywających kłopoty zagranicznych banków.

Oprócz kwoty to właśnie czas, w którym pieniądze wpłynęłyby do AIB może mieć decydujące znaczenie przy wyborze oferenta. Bank z Dublina musi bowiem pozyskać do końca roku 7,4 mld euro, a pieniądze ze sprzedaży biznesu nad Wisłą to 1/3 tej kwoty. W takiej sytuacji przychylność nadzoru nabiera zdecydowanie wyższej wartości.

Ogólne Rejestry dłużników będą rosły

Biuro Informacji Gospodarczej (BIG) - zmiany w prawie.Jeszcze w maju pisaliśmy o zaległym zadłużeniu Polaków, które zbliża się powoli do astronomicznej kwoty 20 mld zł. Trudno liczyć na szybką poprawę tej sytuacji, bo od wczoraj obowiązuje nowa ustawa o Biurach Informacji Gospodarczej (BIG), a wraz z nią możliwość dopisania do rejestrów tysięcy nowych dłużników.

Nowych rozwiązań w zmienionej ustawie jest kilka. Do najważniejszych należy możliwość dopisywania dłużników do rejestrów BIG przez osoby fizyczne (dotychczas taka możliwość była zarezerwowana tylko dla firm). Od wczoraj możemy więc umieścić w rejestrze pracodawcę zalegającego z wypłatą, małżonka nie płacącego alimentów czy kolegę, który nie chce oddać pożyczonych pieniędzy. To także możliwość skuteczniejszego egzekwowania zaległości w serwisach internetowych social lending, które są w Polsce coraz popularniejsze.

Oczywiście aby wpisać kogoś na „czarną listę” trzeba spełnić podstawowe warunki: posiadać wyrok sądu, a także wysłać do dłużnika pisemne wezwanie do zapłaty. To zabezpieczenie przed nieuprawnionymi wpisami, co w sytuacjach spornych jest dobrym zabezpieczeniem przed utratą reputacji. Wpisać do BIG-u będzie więc można tylko te długi, których wymagalność zatwierdzi sąd – a zatem bez umowy pożyczki będzie to raczej niemożliwe.

Samo wpisanie dłużnika do rejestru można załatwić przez internet, tak samo jak w internecie można sprawdzić zapisy w bazach gospodarczych na nasz temat. Wystarczy założyć konto na stronie firmy obsługującej bazę gospodarczą (np. InfoMonitor czy Krajowy Rejestr Długów).

Po zmianach w prawie do baz gospodarczych dłużników mogą wpisywać także firmy windykacyjne czy fundusze sekurytyzacyjne. Przed wejściem ustawy w życie mieliśmy do czynienia z dosyć kuriozalną sytuacją, w której po sprzedaży wierzytelności firmie windykacyjnej, bank musiał wykreślić jego dane z rejestru dłużników (bo de facto klient był już dłużnikiem innej firmy), a nabywca długu nie mógł takiej osoby wpisać jako dłużnika, bo nie pozwalało na to prawo.

W takiej sytuacji po sprzedaży długu, nierzetelny klient mógł ponownie zaciągać zobowiązania, a jego prawdziwej sytuacji finansowej nikt nie był w stanie określić. Teraz takie manewrowanie będzie dla dłużników dużo trudniejsze, a dla wielu jedyną szansą na nowe pożyczki będzie spłata poprzednich – bo tylko w takiej sytuacji wpis z bazy zostanie usunięty.

Ostatnią istotną zmianą jest możliwość wymiany informacji między polskimi, a zagranicznymi (europejskimi) rejestrami dłużników. W ten sposób coraz trudniejsze będzie funkcjonowanie na wspólnym rynku firm, które tworzą zatory płatnicze.

Jak się szacuje do baz gospodarczych trafią w najbliższym czasie informacje o kilku milionach długów. To kolejnych kilkaset tysięcy osób dla których problemem będzie zaciągnięcie nowej pożyczki czy nawet podpisanie umowy z operatorem komórkowym. Komplikacji można jednak uniknąć – w momencie, gdy pojawiają się problemy ze spłatą pożyczki czy innego zobowiązania najlepiej po prostu skontaktować się z naszym wierzycielem. Dla większości firm ważniejsze jest porozumienie z klientem niż wieloletnia batalia sądowa.

Problemy mogą zdarzyć się każdemu, a od sposobu ich rozwiązania zależeć może wiele zdarzeń w przyszłości. Trudno będzie nam zrozumieć dlaczego za 5 lat nie dostaniemy kredytu hipotecznego, bo kiedyś nie zapłaciliśmy kilku rachunków za telefon. Warto budować swoją pozytywną historię, bo ona zaprocentuje w przyszłości.

Fot. SXC.HU / Kezze

Ogólne Złe długi Polaków rosną

Biuro Informacji Gospodarczej już po raz dwunasty opublikowało raport o zaległym zadłużeniu i klientach podwyższonego ryzyka. Pomimo poprawy koniunktury gospodarczej przeterminowane zadłużenie Polaków wzrasta i w maju przekroczyło już 19 mld zł. Na tę kwotę składają się niezapłacone rachunki i raty, alimenty oraz czynsze i inne opłaty.

Zaskakiwać może tempo w jakim rosną złe długi w naszym kraju. W przeciągu roku przyrosły aż o 93 proc., a liczba klientów podwyższonego ryzyka przekroczyła 1,8 mln. Średnie zaległe zadłużenie Polaka wynosi już niemal 10,5 tys. zł, ale z drugiej strony niemal połowa dłużników ma do oddania mniej niż 2 tys. zł.

Niepokojąco rosną także długi alimentacyjne. W maju było to już niespełna 1,5 mld zł, a w rejestrze BIG znajduje się 80 tys. osób, które nie wywiązują się na czas ze swoich obowiązków. Dłużnicy alimentacyjni to w zdecydowanej mierze (96 proc.) mężczyźni, a średnie zadłużenie na osobę z tego tytułu przekracza już 18 tys. zł.

Raport BIG odpowiada także na pytanie kim jest statystyczny polski dłużnik. Jest to mężczyzna, w wieku pomiędzy 30 a 39 rokiem życia, mieszkający w województwie śląskim lub mazowieckim. Najwięcej takich klientów mieszka w Warszawie i Katowicach. Najmniej dłużników mieszka w województwie świętokrzyskim, ale w odniesieniu do liczby mieszkańców najrzetelniej ze swoich zobowiązań wywiązują się mieszkańcy województwa podkarpackiego, gdzie około 2,66 proc. osób zalega ze spłatami.

W całym kraju średnio 48 na 1000, czyli 4,8 proc. Polaków nie reguluje swoich zobowiązań terminowo. W ostatnim kwartale średnia wzrosła o 0,3 pp. W grupie nierzetelnych płatników przeważają mężczyźni (59 proc.), ale w ciągu kwartału udział kobiet nieznacznie wzrósł.

Najbardziej zadłużona osoba w Polsce ma do oddania... 82 miliony zł (!), a kolejna osoba w tym niechlubnym rankingu zalega ze spłatą przeszło 33 milionów złotych. Największy dłużnik alimentacyjny ma do zapłacenia przeszło pół miliona zł.

Przyczyn rosnącego zadłużenia jest oczywiście bardzo wiele. Według Andrzeja Topińskiego, głównego ekonomisty Biura Informacji Kredytowej wzrost wartości kredytów z opóźnieniami w spłacie jest skutkiem wielu czynników: rozluźnienia przez banki kryteriów oceny zdolności kredytowej, zmniejszenia ilości nowych kredytów, pogorszenia sytuacji materialnej części kredytobiorców. Wzrost wskaźnika udziału kredytów zagrożonych jest także skutkiem kumulowania się zaległości – dodaje.

Ze względu na to, że dopisanie dłużnika do bazy gospodarczej wymaga opóźnienia w spłacie powyżej 60 dni (za wyjątkiem Biura Informacji Kredytowej), to niektóre tendencje mogą być wykazywane dopiero po pewnym czasie. Z tego wynika, że poprawiająca się sytuacja gospodarcza nie oznacza automatycznie, że w kolejnym raporcie liczba dłużników się zmniejszy. W perspektywie kolejnych miesięcy możemy jednak oczekiwać, że sytuacja będzie powoli się poprawiała. W przeciwnym wypadku zatory płatnicze mogą niestety przyhamować kruchy wzrost gospodarczy w Polsce.

Ogólne Polskie banki kryzys mają już za sobą

Dane Komisji Nadzoru Finansowego potwierdzają, że sytuacja banków działających w Polsce jest bardzo stabilna. Nowa polityka kredytowa, spadek zatrudnienia i liczby oddziałów przełożyły się na wyższą efektywność i niemal 20 proc. wzrost zysku netto. To najważniejsze konkluzje płynące z raportu, który podsumowuje pierwszy kwartał bieżącego roku na rynku finansowym.

Spadek zatrudnienia w całym sektorze bankowym (banki komercyjne, spółdzielcze i oddziały zagraniczne) w porównaniu z marcem 2009 nieznacznie przekroczył 3 proc. Spadkowa tendencja utrzymywała się w bankach komercyjnych jeszcze w pierwszym kwartale br. Podczas, gdy banki spółdzielcze zwiększyły zatrudnienie o 2,7 proc., w bankach komercyjnych zlikwidowano co dwudziesty etat. Łącznie na koniec marca 2010 w bankach pracowało około 175 tys. ludzi.

W tym samym czasie liczba oddziałów ogółem wzrosła co prawda o 0,5 proc., ale zawdzięczamy to tylko bankom spółdzielczym. Banki komercyjne zmniejszyły liczbę placówek o 1,7 proc., a pod nóż poszły oddziały nierentowne, otwierane w czasie wielkiego bumu w ostatnich latach.

Pomimo tego, że ostatni rok przyniósł spadek liczby placówek banków komercyjnych, to jednak pierwszy kwartał 2010 pokazuje, że... bankowcy znowu stawiają na nowe punkty. Tylko w okresie od stycznia do marca powstało kilkadziesiąt nowych oddziałów, ale jeszcze trochę brakuje, by powrócić do stanu sprzed roku. Łącznie na koniec marca mieliśmy w Polsce niemal 14,5 tys. placówek bankowych.

Pomimo trudnej sytuacji na rynku pracy nasze oszczędności w bankach zwiększyły swoją wartość. Depozyty gospodarstw domowych wzrosły o przeszło 9 proc., a przedsiębiorstw aż o 12 proc. Na koniec marca 2010 trzymaliśmy w bankach już niemal 550 mld zł oszczędności, ale przyrost depozytów osób prywatnych był w pierwszym kwartale br. wolniejszy, co wiązało się z obniżeniem oprocentowania lokat.

Pomimo zapewnień banków nie wzrosła akcja kredytowa dla przedsiębiorstw. W ciągu roku saldo udzielonych w tym segmencie kredytów spadło o przeszło 7 proc. W tym samym czasie saldo kredytowe osób fizycznych przyrosło o ponad 16 proc. W tej drugiej grupie klientów rosły jednak przede wszystkim kredyty hipoteczne, a trudniejsza dostępność kredytów gotówkowych spowodowała, że ich saldo w porównaniu z latami poprzednimi rosło znacząco wolniej.

Ciekawie wygląda też zestawienie kredytów hipotecznych dla osób fizycznych w rozbiciu na poszczególne waluty. Jeszcze w marcu rok temu kredyty walutowe stanowiły niemal ¾ wszystkich udzielonych. Po roku, gdy na kredyty w walucie innej niż PLN mogli liczyć tylko naprawdę dobrze zarabiający, udział kredytów złotowych wzrósł z 29 do 36 proc. Spadek salda kredytów walutowych to poza polityką banków, także efekt umocnienia się złotówki.

Niepokojąco wygląda statystyka kredytów spłacanych z opóźnieniem. W sektorze gospodarstw domowych jest to już 6,5 proc. kredytów (wzrost z 4,38 proc.), a wśród przedsiębiorstw niemal 11 proc. w porównaniu z niespełna 8 proc. wskaźnikiem pod koniec I kwartału ubiegłego roku. Rezerwy tworzone na złe kredyty były nieznacznie wyższe niż po trzech miesiącach roku 2009.

Poprawie uległ natomiast współczynnik wypłacalności, który dla sektora wzrósł o 3 punkty procentowe – z 11,1 do 14,1 proc. W tym momencie wszystkie banki w Polsce spełniają prawny wymóg posiadania współczynnika wypłacalności na poziomie przynajmniej 8 proc.

Ograniczenie kosztów, zaostrzenie polityki kredytowej przy jednoczesnym wzroście salda depozytów przyniosło znaczącą poprawę wyników finansowych banków. Zysk netto sektora za pierwsze trzy miesiące br. wzrósł do przeszło 2,5 mld zł, czyli o przeszło 18,5 proc. Szeroko opisywany kryzys w Grecji nie odbija się negatywnie na kondycji naszych banków, a to powoduje, że możemy czuć się pewnie wpłacając na lokatę kolejne środki.

Ogólne BILIX w kolejnym banku

BILIX to usługa mająca zautomatyzować i uprościć proces opłacania comiesięcznych rachunków. Klient otrzymuje faktury w formie elektronicznej i za pośrednictwem bankowości internetowej opłaca je wykonując tylko kilka kliknięć. Kilka dni temu system wdrożył mBank.

Zaletą systemu jest eliminacja papierowych faktur przy jednoczesnej możliwości wysyłania do klienta rachunków i materiałów drogą elektroniczną. Wykluczone zostaje także ryzyko wpisania błędnego numeru rachunku bankowego przy dokonywaniu przelewu – na podstawie otrzymanej faktury bank automatycznie przygotowuje przelew, a klient musi go tylko zaakceptować.

System ma jednak kilka wad – dostępny jest dla klientów tylko ośmiu banków – Inteligo, PKO BP, Pekao SA, ING, Multibank, Millennium, Citi Handlowy i mBank. Nie jest to jednak największy problem BILIX-a, bo obsługiwane banki prowadzą około 60 proc. wszystkich ROR-ów na rynku.

Dużą większą barierą dla szybkiego rozwoju BILIX-a jest liczba wystawców rachunków, którzy umożliwiają swoim klientom regulowanie należności w ten właśnie sposób. Obecnie jest ich... mniej niż banków – są to zaledwie cztery firmy (PGE, Telewizja „n”, LINK 4, Akademia Leona Koźmińskiego). Nie ma przede wszystkim operatorów telefonii komórkowej i stacjonarnej czy największych operatorów płatnej telewizji. Brakuje innych ubezpieczycieli czy firm energetycznych.

Kolejną barierą może być cena – przykładowo w mBanku abonament za usługę wyniesie 1 zł miesięcznie. Nie jest to duża kwota, ale wielu oszczędnych klientów może wybrać samodzielnie zlecane przelewy, które w tym banku są bezpłatne. Wiele osób podnosi także argument, że BILIX nie różni się znacząco od polecenia zapłaty i trudno jest wskazać przyczynę dla której byłby od tego rozwiązania lepszy.

Elektroniczny obieg dokumentów to niewątpliwie przyszłość każdej nowoczesnej gospodarki. Z ciekawością przyglądamy się systemowi BILIX licząc na to, że opłacanie rachunków może być prostsze i bezpieczniejsze. Jeżeli pojawią się na ten temat nowe, ciekawe informacje – z przyjemnością je Wam przedstawimy, a póki co liczymy na większą powszechność tego rozwiązania wśród firm wystawiających co miesiąc miliony racunków.

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.