Filtrowanie wszystkich postów po tagu "karty debetowe." Wyczyść filtr

Skoro sezon wakacyjny jest już w pełni, to przyjrzyjmy się różnym metodom płacenia na zagranicznych wakacjach. Tych jest co najmniej kilka, od gotówki, przez standardową kartę płatniczą w PLN, po kartę podpiętą pod konto walutowe i rozliczaną w odpowiedniej walucie (np. EUR lub USD).

Każde z tych rozwiązań ma swoje wady i zalety, które dziś Wam przedstawimy.

Przede wszystkim warto kierować się zasadą, by zawsze mieć jakieś zastępcze rozwiązanie pod ręką. Tak aby w razie nieprzewidzianych okoliczności (blokada karty, kradzież gotówki) nie pozostać bez środków do życia.

Płatności na zagranicznych wakacjach to więc nie zero-jedynkowy wybór: karta czy gotówka, ale raczej odpowiednie ustawienie priorytetów.

Zapas gotówki zawsze się przyda

Z jednej strony możesz zabrać ze sobą samą gotówkę. Uniezależnisz się wtedy od ryzyka walutowego (kosztów przewalutowania każdej transakcji), opłat za wyciąganie gotówki z bankomatów (ba! nie będziesz też tracić czasu na samo szukanie bankomatu) i będziesz mieć pewność, że zapłacisz bez problemu w każdym sklepie.

Ale nie każdy lubi podróżować z taką gotówką w portfelu (a rodzinny wyjazd to koszty idące nawet w kilka tysięcy złotych).

Jakąś gotówkę mimo wszystko warto mieć ze sobą zawsze. I to nie tylko dlatego, że nie w każdym miejscu przyjmą karty, ale właśnie między innymi po to, by mieć jakieś wyjście w sytuacji, gdy stracimy dostęp do karty. A różne sytuacje się zdarzają.

Choćby to, że automaty w bankowych systemach transakcyjnych są nauczone, by blokować karty, gdy zauważą na nich „dziwne” transakcje. A za taką podejrzaną sytuację potrafią uznać to, że karta jednego dnia była używana w Polsce, a potem za granicą.

A zostać poza granicami kraju bez dostępu do pieniędzy to duży problem i jeszcze większe nerwy.

Karta płatnicza w PLN

Z korzystaniem z typowej karty debetowej dołączanej w standardzie do ROR jest ten problem, że wiążą się z tym wysokie dodatkowe opłaty. Przy transakcjach zagranicznych możemy zostać obciążeni:

  • Prowizją za przewalutowanie (płacąc w sklepie czy pobierając gotówkę z bankomatu)
  • Prowizją za wypłatę z bankomatu (i nawet banki zapewniające o bezpłatnych bankomatach na całym świecie nieco naciągają tu rzeczywistość)
  • Różnice kursowe (banki stosują wysokie spready, czyli różnice między kursem sprzedaży i zakupu)

Rzadko kiedy warto brać na siebie takie koszty. Ponadto, niekoniecznie najlepszym pomysłem jest wyjazd zagranicę z kartą, pod którą jest podpięte nasze główne konto.

Walutowa karta płatnicza

I w tym miejscu wchodzą karty walutowe. To karty debetowe związane z rachunkiem w walucie obcej. Karta rozliczana jest oczywiście w odpowiedniej walucie.

  • Znika więc koszt związany z prowizją za przewalutowanie.
  • Prowizja za wypłaty z bankomatów—z tym może być różnie.
  • Nie znika, naturalnie, koszt związany z kursem walutowym.
  • Może za to pojawić się nowy koszt—opłata roczna za odnowienie karty. Może wynosić nawet kilkadziesiąt złotych. I to jest główna wada karty walutowej.

Konto walutowe zasilamy też osobno, nie ma więc ryzyka, że w przypadku kradzieży złodziej będzie miał dostęp do wszystkich pieniędzy, które trzymamy na ROR.

Jeżeli jednak jesteśmy zdeterminowani wykorzystać wszystkie możliwości do oszczędności, to możemy postąpić w następujący sposób: wyrobić sobie kartę walutową w banku, gdzie wydanie karty jest darmowe, zabrać ją na wyjazd, a po powrocie zamknąć taką kartę by nie narażać się na opłaty roczne.

Czy Twój bank ma w ofercie kartę walutową? Jeżeli masz możliwość założenia tam rachunku w walucie obcej, to najprawdopodobniej będzie istniała możliwość wyrobienia sobie karty do takiego rachunku.

Bankomaty

Za granicą bądź szczególnie czujny przy wypłatach z bankomatów – obejrzyj dokładnie bankomat i sprawdź czy nie ma tam żadnych podejrzanych urządzeń – nakładek do skimmingu (sczytania danych karty) przy wejściu na kartę, kamerek skierowanych w stronę klawiatury, na której wpisujesz PIN. Skimming to plaga turystycznych miejscowości.

Druga rzecz, to różne zwyczaje zagranicznych bankomatów jeżeli chodzi o kod PIN. Niektóre mogą wymagać 6-cyfrowego kodu. W takim przypadku swój PIN poprzedź dwoma zerami.

Fot. Flickr / rvacapinta (CC BY 2.0)

Ogólne Częściej płacisz kartą czy gotówką?

Płacenie gotówką – to przestarzały i niewygodny zwyczaj, czy może jeden z ostatnich bastionów obrony przed podatkowymi zakusami państwa z jednej strony i naszej prywatności przed bankami z drugiej?

Obecnie mamy bardzo dużo możliwości - możemy płacić przelewem, kartą debetową, kartą kredytową, gotówką, PayPalem itp. Ale podczas codziennych zakupów najczęściej mamy do wyboru albo gotówkę albo kartę. Czy wkrótce całkowicie przerzucimy się na płatności elektroniczne, czy gotówka ma jeszcze rację bytu?

Gotówka nadal ma kilka zdecydowanych zalet

Gotówka jest powszechnie akceptowana. Nie ma takiego miejsca, w którym powiedzieliby ci, że „gotówki nie przyjmujemy”. Ani takiego miejsca, gdzie powiedzieliby „płatność gotówką tylko od 20 zł”.  Nie przeszkodzi ci też żaden zepsuty terminal. Gotówką zapłacisz wszędzie (no chyba, że usłyszysz „ooo… ze 100 zł nie będę mieć jak wydać…” ;) ).

Nigdy nie wydasz więcej niż masz. Ogranicza cię to ile rzeczywiście masz pieniędzy w portfelu, a nie to ile bank przyznał ci limitu. Płacąc gotówką nie wpadniesz w zadłużenie. No chyba, że używasz karty kredytowej lub debetu na koncie, by wyciągnąć gotówkę z bankomatu. Jeżeli tak robisz, to lepiej jak najszybciej przestać!

Wydawanie pieniędzy wydaje się bardziej namacalne. Płacąc za zakupy banknotami i monetami czujesz, że wydajesz prawdziwe pieniądze. Na własne oczy widzisz, jak dany zakup wpływa na stan twoich finansów. Tymczasem, płacąc kartą trudniej jest dostrzec ten związek, co jest bezpośrednią przyczyną tego, że płacąc kartą mamy skłonność do wydawania więcej.

Nie ponosisz dodatkowych opłat. Abonament za kartę, opłata za wznowienie, prowizje – płacąc gotówką te sprawy cię nie dotyczą. Nie narazisz się też na żadne błędnie naliczone opłaty, o które musiałbyś lub musiałabyś potem walczyć z bankiem.

Masz większą swobodę. Możesz pożyczyć znajomym lub rodzinie pewną kwotę bez konieczności zwracania na to uwagi skarbówki.

Masz większą kontrolę nad prywatnością. Banki już teraz wiedzą o nas bardzo wiele i zostawianie im informacji, gdzie i za ile robimy zakupy (a taki ślad zostaje po każdej płatności kartą) to nie zawsze coś, co chcemy robić. Gotówka daje więcej anonimowości.

Są i jednak pewne niewygody

Trudniej śledzić wydatki. Jeżeli prowadzisz domowy budżet, to każdy pojedynczy wydatek musisz wprowadzić ręcznie. Z jednej strony jest to trochę dodatkowej pracy, a z drugiej strony jest to dodatkowe ryzyko, że o czymś zapomnimy.

Gotówka nie wnosi nic do historii kredytowej. Jeżeli w przyszłości planujesz jakiś większy kredyt, to pozytywna historia kredytowa w BIK może zadziałać na twoją korzyść. A taką historię możesz zbudować płacąc kartą kredytową i regularnie spłacając zadłużenie. Za to gotówka nie zostawia śladów w BIK.

Jeśli ukradną Ci lub zgubisz gotówkę to koniec. Na uratowanie bądź zwrot tych pieniędzy raczej nie masz co liczyć. Jeżeli stracisz kartę to po pierwsze masz szansę, że nikt nie dostanie się do Twoich pieniędzy (jeśli karta jest zabezpieczona kodem PIN). A po drugie możesz szybko zareagować i zastrzec kartę blokując dostęp do pieniędzy jakimkolwiek niepowołanym osobom.

Gotówka jest momentami mniej wygodna. Trzeba nosić ze sobą te wszystkie monety i banknoty, mieć na to miejsce w portfelu. W niektórych miejscach przyjmują tylko odliczone kwoty, gdzieś indziej nie będą mieli wydać reszty. Gotówka potrafi powodować mniejsze i większe niedogodności.

A jaki jest wasz wybór—częściej płacicie kartą czy gotówką?

Fot. Flickr / GillyBerlin, CC-BY 2.0

Karty płatnicze są u nas powszechne. W miastach coraz trudniej znaleźć punkt, który nie przyjmuje płatności kartą. Wszak nawet sieć dyskontów Biedronka jakiś czas temu otworzyła się na tę formę płatności

O pieniądze znajdujące się na karcie też trzeba dbać. Dbać przede wszystkim o ich bezpieczeństwo. Na szczęście karty płatnicze dają nam dużo narzędzi dzięki którym możemy zabezpieczyć swoje bieżące środki przed dostępem osób niepowołanych.

1. Chroń PIN

PIN trzeba znać na pamięć. „Ułatwianie” sobie życia ustawiając jako PIN końcówki numeru telefonu lub, daty urodzenia czy wręcz noszenie kartki z zapisanym kodem w portfelu to tylko ułatwianie zadania złodziejom. W przypadku kradzieży portfela będziemy ugotowani. Lepiej nie ryzykować.

2. Nie podawaj nikomu swojego kodu PIN

Płacąc kartą w sklepie najlepiej wpisywać kod w terminal w taki sposób, by nikt w kolejce nie mógł go podejrzeć.

Warto mieć przy tym na uwadze, że o nieuprawnione transakcje wykonane z użyciem PIN z bankiem walczy się najtrudniej. Domyślnie, to Ty za nie odpowiadasz, a bank wychodzi z założenia, że osoby trzecie poznały Twój PIN w wyniku Twojego „rażącego niedbalstwa”.

3. Ustaw limity

Zgubisz kartę, ktoś Ci ją ukradnie – zdarza się. Na wszelki wypadek warto ustawić odpowiednie ograniczenia transakcji, aby potencjalny złodziej nie mógł szybko wyczyścić całego rachunku przypisanego do karty.

W banku typowo możesz ustawić dzienne limity transakcji gotówkowych i bezgotówkowych. I jak najbardziej warto to zrobić.

4. Podczas wypłat z bankomatu zakrywaj klawiaturę

Ofiarą złodzieja można paść też podczas zwykłej wypłaty z bankomatu.

Przed włożeniem karty do urządzenia warto zwrócić uwagę czy bankomat nie ma zamontowanych dziwnie wyglądających nakładek w okolicy szczeliny na kartę oraz czy na bankomacie nie znajduje się kamerka skierowana na klawiaturę.

Tak właśnie działa „skimming”. Specjalna nakładka, przez którą przechodzi karta zanim trafi do bankomatu, skanuje i kopiuje dane z paska magnetycznego, a kamera rejestruje wpisywany PIN.

Jako dodatkowy środek bezpieczeństwa dobrze wyrobić sobie też nawyk zakrywania klawiatury drugą ręką podczas wpisywania kodu.

5. Nie trać karty z oczu

To bardzo ważne, by podczas jakichkolwiek zakupów kartą kredytową zachowywać tego typu ostrożność. Wręczając kartę sprzedawcy dajesz mu (lub jej) do ręki wszystkie dane, których potrzebuje do zrobienia zakupów przez internet na Twoje konto: numer karty, datę ważności i kod CVV (na odwrocie).

Zdjęcie karty można zrobić bardzo szybko, wystarczy tylko chwila Twojej nieuwagi. Dlatego nigdy nie trać karty z oczu!

6. Gdy stracisz kartę – zastrzeż ją

Czasem bank może sam zastrzec kartę, gdy system wychwyci transakcje, które wydadzą mu się podejrzane: np. wiele drobnych transakcji wykonanych w jednym miejscu w krótkim czasie lub kilka transakcji wykonanych w krótkich odstępach czasu, ale w miejscach tak oddalonych od siebie, że fizycznie byłoby niemożliwe by ich dokonać przy użyciu jednej karty.

To oczywiście nie zwalnia klienta z obowiązku zastrzegania karty, gdy ją straci. Warto zrobić to najwcześniej jak to tylko możliwe.

7. Regularnie przeglądaj wyciągi i historię transakcji

Warto taką rutynową kontrolę transakcji co jakiś czas przeprowadzać. Każda operacja na rachunku z karty powinna być odnotowana w systemie i opisana datą, kwotą i miejscem transakcji. Czego szukać? Nietypowych rzeczy: zakupy poza miejscem zamieszkania (podczas gdy nigdzie nie wyjeżdżałeś), serie transakcji na podobne kwoty, zakupy w sklepach, których nigdy nie odwiedzałeś…

Zgłoś swoje ewentualne wątpliwości do banku.

8. Zakupy w internecie – tylko na zaufanych stronach

Nie zostawiaj danych karty w podejrzanych miejscach. Sprawdzaj zabezpieczenia (połączenie szyfrowane) i certyfikaty stron, które proszą Cię o podanie jakichkolwiek danych z Twojej karty.

Jeżeli pierwszy raz robisz zakupy w nowym miejscu, to sprawdź opinie tego sklepu, zobacz czy na jego stronie w łatwy sposób możesz znaleźć dane kontaktowe i adres siedziby. I najlepiej, jeżeli taki sklep oferuje przyjęcie płatności kartą za pośrednictwem któregoś z popularnych systemów płatności (Przelewy24, PayPal, PayU). Dzięki temu nasza transakcja będzie bezpieczniejsza.

Fot. Flickr / Philip Taylor

Chyba każdy z nas przynajmniej raz naciął się na nierzetelnego sprzedawcę. Szczególnie łatwo o to teraz, w erze powszechności zakupów dokonywanych przez internet. Zamawiamy towar przychodzi uszkodzony, niezgodny z umową, lub nie przychodzi wcale. Co wtedy?

Gdy próby kontaktu ze sprzedawcą w żaden sposób nie przybliżają nas do rozwiązania i do odzyskania pieniędzy, warto wiedzieć, że jeszcze nie wszystko stracone. Istnieje jeszcze jedna droga do odzyskania pieniędzy – procedura chargeback.

Możemy z niej skorzystać pod warunkiem, że transakcji dokonaliśmy kartą Visa lub Mastercard. Typ karty nie ma znaczenia – może to być karta debetowa, kredytowa czy nawet przedpłacona (prepaid). Reklamacji podlegają transakcje dokonane w bankomatach oraz terminalach, przeprowadzone zarówno z fizycznym użyciem karty, jak i na odległość.

Jak działa chargeback?

A na czym polega sama procedura? To w istocie reklamacja danej transakcji. Zgłaszamy ją do banku, ten tę reklamację rozpatruje i jeżeli decyzja jest pozytywna, to pieniądze wracają na numer rachunku przypisany do karty.

Reklamację możemy zgłosić telefonicznie, osobiście w oddziale banku lub na piśmie. Trzeba być też przygotowanym na to, że bank może poprosić nas o „dokumentację sprawy” – na przykład dowód na to, że próbowaliśmy (bezskutecznie) odzyskać środki korzystając ze zwykłej procedury reklamacji u sprzedawcy. Wcześniejsze próby polubownego załatwienia sprawy istotnie zwiększają nasze szanse na pozytywne rozpatrzenie reklamacji typu chargeback.

Od tego momentu piłka jest po stronie banku. Ten, za pośrednictwem agenta rozliczeniowego, który obsługiwał transakcję, kontaktuje się ze sprzedawcą i prosi o zajęcie stanowiska w sprawie reklamacji. I tak, jeżeli na przykład rozpoczynamy procedurę chargeback dlatego, że w ogóle nie otrzymaliśmy zamawianego towaru, to na tym etapie sprzedawca zostanie poproszony o dowód wysyłki. Jeżeli go nie przedstawi, to będzie to przesłanka do uznania reklamacji.

Gdy weryfikacja sprawy u sprzedawcy zakończy się, bank podejmie ostateczne stanowisko – czy uznać chargeback czy nie.

Oto kilka sytuacji, w których możemy skorzystać z procedury chargeback:

  • gdy bankomat nie wyda pieniędzy (w części lub całości)
  • gdy anulowano transakcję, a mimo to rachunek karty został obciążony
  • gdy podejrzewamy, że transakcja powstała w wyniku oszustwa (przykładowy scenariusz: zauważamy na wyciągu podejrzaną transakcję, zgłaszamy ją do banku, ten otrzymuje od sprzedawcy dowód dokonania transakcji z rzekomo naszym podpisem – ale okazuje się, że to nie nasz podpis – w takim przypadku chargeback powinien zostać rozpatrzony na naszą korzyść)
  • powody techniczne – na przykład, gdy nastąpiła odmowa autoryzacji transakcji a mimo to rachunek karty został obciążony, akceptacja transakcji z karty, której termin ważności upłynął, dwukrotne obciążenie konta kwotą transakcji itp.
  • powody związane z dostarczeniem towarów lub usług, za które nastąpiła płatność – zamówione towary lub usługi nie były zgodne z zamówieniem, były uszkodzone lub niekompletne, lub nie zostały w ogóle dostarczone

Chargeback to potężny oręż w rękach konsumenta. Dzięki niemu możemy skuteczniej walczyć o swoje prawa. Dla banków taka procedura to jednak dodatkowy kłopot, dlatego rzadko kiedy otwarcie informują o możliwościach, jakie daje reklamacja typu chargeback. Chlubnymi wyjątkami są tu BZ WBK, mBank czy ING.

Kiedy można złożyć wniosek o chargeback?

Całą procedurę można rozpocząć już w momencie, w którym dana transakcja zostanie zaksięgowana na rachunku karty. A ile można czekać ze złożeniem reklamacji?

Visa daje limit 120 dni od dnia, w którym wystąpił problem. To niekoniecznie może być dzień transakcji (który w przypadku biletów lotniczych mógł mieć miejsce nawet kilka miesięcy temu), a np. dzień, w którym biuro podróży odwołało wycieczkę, przewoźnik odwołał loty, sprzedawca nie dostarczył towaru…

Ale Visa swoje, a banki swoje. Niektóre traktują zgłoszenie chargeback jako zwykłą reklamację. A na jej złożenie bank daje już tylko 30 dni.

W każdym razie – nie warto zwlekać i najlepiej zgłosić się do banku jak najszybciej.

Obyśmy jak najrzadziej musieli korzystać z chargebacku. Tym niemniej, warto wiedzieć, że mamy taką możliwość.

Fot. Flickr / natloans

Tęsknię za czasami, gdy oferty kont osobistych były proste i przejrzyste. Darmowe konto, przelewy, karta do konta bez opłat. I tyle! Bank zarabia na obracaniu pieniędzmi, które trzymane są na ROR i rachunku oszczędnościowym i nie prosi, bym mu jeszcze do tego dopłacał. Dopiero gdy wyjść ponad te podstawowe rzeczy, bank zaczynał pobierać swoje prowizje.

Tymczasem teraz w większości banków niemal każda podstawowa operacja jest opatrzona jakimiś gwiazdkami. A wszelkie dodatkowe udogodnienia i korzyści obwarowane są coraz to bardziej wymyślnymi warunkami.

Nie chcesz płacić za konto (lub przynajmniej płacić mniej niż kilkanaście złotych miesięcznie)? Przelewaj pensję w ustalonej wysokości, trzymaj w banku kilkanaście tysięcy oszczędności lub zadłuż się na kilka tysięcy.

Chcesz by karta do konta była darmowa? Rób nią zakupy na kilkaset złotych co miesiąc. Jeżeli karta była ci potrzebna tylko do wypłaty gotówki z bankomatu, to będziesz musiał za nią płacić.

Chcesz założyć konto oszczędnościowe? Uważaj na oprocentowanie progresywne (drobne oszczędności oprocentowane są nisko, a procenty „z reklam” zaczynają się dopiero od większych kwot trzymanych w banku). I załóż przy okazji ROR. Płatny.

Jak nie naciąć się na takie dodatkowe opłaty i warunki?

Więcej czasu i uwagi

Przy zakładaniu konta daj sobie więcej czasu. Przeczytaj dokładnie umowę, taryfę opłat i wszelkie dodatkowe regulaminy, które mogą towarzyszyć produktom, o które wnioskujesz w banku. Nie pakuj się w nic, czego nie rozumiesz – jeżeli coś jest niejasne, to zapytaj na infolinii lub w oddziale.

Możesz polegać na innych, ale przede wszystkim ufaj sobie. Recenzja danego konta na blogu finansowym może być wyczerpująca, rzetelna i napisana w dobrej wierze, ale po miesiącu może być już nieaktualna – bank mógł w międzyczasie zmienić ofertę. Nie polegaj w 100% też na pracownikach banku – zdarzają się przypadki, że i oni sami nie rozumieją zawiłości regulaminów produktów, które sprzedają, a i też co jakiś czas pojawiają się historie o celowym wprowadzaniu klienta w błąd (ale to najczęściej dotyczy produktów inwestycyjnych).

Dlatego wszystkie ważne informacje sprawdzaj samodzielnie.

Bądź na bieżąco z komunikatami z banku

Zakładka „wiadomości” w systemie transakcyjnym to bardzo rzadko odwiedzane miejsce. Najczęściej przychodzą tam różne „fantastyczne” oferty kredytów i innych pożyczek, a czasem nawet zwykłe reklamy! Na przykład Alior Bank co chwila zarzuca mnie jakimiś promocjami na doładowania komórek pre-paid. Zupełnie bez sensu.

A gdzieś między całym tym spamem bank przemyca ważne komunikaty. A to zmieniły się podstawowe opłaty. Albo warunki do zwolnienia z opłat za konto czy kartę (np. wzrósł limit minimalnych miesięcznych wpływów lub comiesięczne zakupy kartą muszą być większe). Albo spadło oprocentowanie moich oszczędności lub wzrosło oprocentowanie mojej karty kredytowej.

Jeżeli nie chcesz, by nagle zaskoczyły cię jakieś dodatkowe opłaty, to niestety musisz na bieżąco przeglądać komunikaty z banku. Najczęściej pojawiają się one z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, więc jest czas na to, by się dostosować. Lub zmienić bank.

Sprawdź, czy to tylko promocja

Podobnie jak w przypadku sieci komórkowych, nowi klienci często mają lepiej. Ale na krótko.

Jeżeli to twój pierwszy kontakt z danym bankiem, to na zachętę możesz otrzymać np. ofertę bardzo atrakcyjnej lokaty (w dzisiejszych warunkach „bardzo atrakcyjne” to 5-7%). Ale tylko na 2-3 miesiące. I na stosunkowo małą kwotę, np. kilka tysięcy.

Wiele banków utrzymuje oprocentowanie swoich kont oszczędnościowych jako „oprocentowanie promocyjne”. W promocji, której regulamin może się w każdej chwili zmienić.

Inne banki, np. BGŻ, na stałe wiążą swoje podstawowe konta z premiowym programem promocyjnym.

Promocje oczywiście nie są z definicji złe – o ile znasz ich regulamin i rozumiesz zasady.

Jeżeli coś jest za dobre, by było prawdziwe…

… to zwiększ czujność i poszukaj dodatkowych haczyków.  Niemal na pewno jakieś znajdziesz.

W przypadku podstawowych produktów bankowych, dzisiejszy rynkowy standard wygląda mniej-więcej tak:

  • konto osobiste z miesięczną opłatą do ok. 10 zł, z możliwością zwolnienia/obniżenia opłaty pod określonymi warunkami (np. regularne wpływy)
  • karta do konta z miesięczną opłatą ok. 2-8 zł, z możliwością zwolnienia/obniżenia opłaty pod kolejnymi warunkami (np. miesięczny minimalny limit transakcji bezgotówkowych – na określoną kwotę lub liczbę transakcji)
  • oprocentowanie oszczędności na 3-4% brutto w skali roku
  • darmowe przelewy internetowe
  • darmowy dostęp do bankowości internetowej

Jeżeli coś mocno wychodzi poza ten standard, to warto się takiej ofercie bardzo dokładnie przyjrzeć w poszukiwaniu ukrytych opłat i warunków lub np. ograniczeń czasowych.

Który bank, Waszym zdaniem, ma dziś najbardziej przejrzystą ofertę?

Fot. Flickr / thinkpanama

Ogólne Karta płatnicza i wakacje - bezpieczne połączenie?

Większości kart wydawanych przez polskie banki można używać wszędzie na świecie. Logo Visa i MasterCard jest powszechnie rozpoznawalne. Ale to, że można nie musi przecież oznaczać, że to się opłaca. Ani nie musi oznaczać, że to bezpieczne.

Co więc warto mieć w portfelu na zagraniczne podróże?

To niestety najczęściej wybór między dwoma nie najkorzystniejszymi alternatywami.

Z jednej strony możesz zabrać ze sobą samą gotówkę. Uniezależnisz się wtedy od ryzyka walutowego (kosztów przewalutowania każdej transakcji), opłat za wyciąganie gotówki z bankomatów (ba! nie będziesz też tracić czasu na samo szukanie bankomatu) i będziesz mieć pewność, że zapłacisz bez problemu w każdym sklepie.

Ale nie każdy lubi podróżować z taką gotówką w portfelu (a rodzinny wyjazd to koszty idące nawet w kilka tysięcy złotych). Co więcej, bez żadnej karty w portfelu musisz się bardzo pilnować, bo nie będziesz mieć żadnego zapasu środków i praktycznie żadnej możliwości, by pobrać dodatkową gotówkę. Możesz wydać tylko tyle ile zabierzesz ze sobą. W sumie, można patrzeć na to jak na zaletę :) – ale jest to też utrudnienie w przypadku sytuacji nieprzewidzianych.

Z drugiej strony, polegając głównie na kartach bierzesz na siebie inny szereg ryzyk. Ponosisz koszty związane z przewalutowaniem, nie każdy sklep będzie miał terminal i będzie mógł przyjąć Twoją kartę. Musisz też zachować szczególną czujność przy wypłatach z bankomatów.

Zawsze miej zapas gotówki

Przed zagranicznym wyjazdem wielu ludzi zadaje sobie pytanie czy lepiej wziąć kartę czy gotówkę. Nauczony doświadczeniem swoim i znajomych jestem zdania, że niezależnie od tego czym wolisz płacić (i co bardziej się opłaca), gotówkę należy mieć ze sobą zawsze. Jakiś zapas na wszelki wypadek, bo różne sytuacje się zdarzają.

Choćby to, że automaty w bankowych systemach transakcyjnych są nauczone, by blokować karty, gdy zauważą na nich „dziwne” transakcje. A za taką podejrzaną sytuację potrafią uznać to, że karta jednego dnia była używana w Polsce, a potem za granicą.

A zostać poza granicami kraju bez dostępu do pieniędzy to duży problem i jeszcze większe nerwy.

Karta kredytowa czy debetowa?

Jeżeli chcesz mieć największą pewność, że Twoja karta zostanie przyjęta w sklepach za granicą, weź ze sobą kartę kredytową. Tym bardziej jeżeli planujesz wypożyczyć po drodze samochód – wtedy często wymagana jest właśnie karta kredytowa.

Jeżeli masz płaską kartę debetową (np. Visa Electron, Maestro), to jest ryzyko, że sprzedawca w sklepie jej nie przyjmie. A to dlatego, że taka karta działa tylko tam, gdzie jest terminal podłączony do sieci akceptacji i sprzedawca może dzięki niej połączyć się z twoim bankiem. Ten problem nie istnieje w przypadku kart wypukłych.

Pamiętaj, że za granicą karty kredytowej dotyczą te same zasady wypłat w bankomatach co w Polsce. W skrócie: nie wypłacaj kredytówką gotówki! Bo to dodatkowa prowizja i brak okresu bezodsetkowego. Dlatego warto mieć też ze sobą debetówkę, na wypadek wypłat w bankomatach. Tylko pamiętaj, by przed wyjazdem zostawić na koncie odpowiednią ilość środków (karta debetowa) i upewnij się, że masz wystarczający limit kredytowy (karta kredytowa).

Bankomaty

Sprawdź jakie zasady stosuje Twój bank jeżeli chodzi o wypłaty z bankomatów za granicą. Poza wyjątkowymi sytuacjami, to właśnie Twój bank (a nie operator sieci bankomatów) ustala stawkę prowizji za wypłatę z obcego, zagranicznego bankomatu.

Dziś w ofercie banków można znaleźć karty debetowe, z których można wypłacać gotówkę bez prowizji za granicą. Ale uwaga! – to „bez prowizji” to tylko pół prawdy. Faktycznie, nie zapłacisz wtedy prowizji za wypłatę z bankomatu, ale jeżeli wypłacasz gotówkę w innej walucie niż waluta rozliczeniowa karty. I tu sprawy trochę się komplikują.

Bo walutą rozliczeniową Visy i Mastercard nie są złotówki. To euro (zazwyczaj, są wyjątki, gdzie banki jednak ustawiają PLN – np. Polbank; zdarza się też USD). Zatem za granicą euro wypłacisz bez dodatkowej prowizji za przewalutowanie. Ale już na przykład wypłacając GBP bank najpierw będzie musiał przeliczyć to na euro, a potem na PLN. Po drodze pobierze prowizję, zwyczajowo 2-3%.

I jeszcze dwie uwagi.

Za granicą bądź szczególnie czujny przy wypłatach z bankomatów – obejrzyj dokładnie bankomat i sprawdź czy nie ma tam żadnych podejrzanych urządzeń – nakładek do skimmingu (sczytania danych karty) przy wejściu na kartę, kamerek skierowanych w stronę klawiatury, na której wpisujesz PIN. Skimming to plaga turystycznych miejscowości.

Druga rzecz, to różne zwyczaje zagranicznych bankomatów jeżeli chodzi o kod PIN. Niektóre mogą wymagać 6-cyfrowego kodu. W takim przypadku swój PIN poprzedź dwoma zerami.

Spread walutowy – ukryte koszty

Prowizja za wypłaty z bankomatów to nie koniec kosztów. Jest jeszcze spread walutowy, czyli taka „ukryta” prowizja. Bank przewalutuje każdą transakcję wykonaną w walucie po swoim kursie, który najczęściej jest mniej korzystny niż ten w kantorze. Tu znów mogą zdarzyć się wyjątki, gdzie bank w przypadku takich transakcji kartowych nie stosuje swoich kursów tylko kurs organizacji rozliczeniowej – Visy lub Mastercard. Taki kurs jest zazwyczaj nieco korzystniejszy dla klienta.

Koszt spreadu walutowego możemy ponieść raz lub nawet dwa razy przy jednej transakcji. Raz, jeżeli dokonujemy transakcji w euro (czyli walucie rozliczeniowej karty). Wtedy bank przewalutuje EUR na PLN (oczywiście jeżeli karta jest podpięta do rachunku w PLN). Ale jeżeli po drodze dochodzi do dwukrotnego przewalutowania (jak w przykładzie wcześniej: GBP -> EUR -> PLN), to bank zarobi na spreadzie dwa razy, przy każdym przewalutowaniu.

Koszty związane z przewalutowaniem można obniżyć zakładając w Polsce rachunek walutowy z podpiętą do niego kartą debetową. Zasilasz takie konto środkami, które nabyłeś po korzystnym kursie w Polsce (np. w wybranym kantorze online) i jedziesz za granicę. Np. Alior Bank oferuje takie konta w USD, EUR i GBP. Ale uwaga! – gdy bank podrzuca takie korzyści (tu oszczędność na przewalutowaniu) trzeba koniecznie przeczytać taryfę opłat i prowizji by sprawdzić, czy nie odbija sobie tego w innym miejscu. Alior odbija – w postaci opłaty miesięcznej za kartę (5 zł) i opłaty za wypłatę z bankomatów za granicą (5 zł). Musisz więc samemu policzyć czy Ci się to opłaca.

A jakie są Wasze doświadczenia z zakupami i wakacjami za granicą? Co możecie doradzić osobie, która planuje budżet na swój pierwszy zagraniczny wyjazd?

Fot. Flickr / 401 (K) 2013

Ogólne Szukasz konta dla siebie? Zobacz, co wziąć pod uwagę!

  • 6 listopada 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comments

Zacznę od zupełnie oczywistej rzeczy. Oferta kont na polskim rynku jest ogromna – szukając konta osobistego dla siebie mamy do wyboru dosłownie kilkadziesiąt różnych opcji. Każda ze swoją taryfą opłat i prowizji, regulaminem, indywidualnymi promocjami.

I jakby tego było mało, to praktycznie w każdym tygodniu coś się na tym rynku zmienia. Jeden bank modyfikuje oprocentowanie depozytów na ROR, inny dodaje nowe warunki korzystania z konta, a kolejny właśnie rusza z nową promocją i zaczyna oferować atrakcyjne bonusy.

Jest jeszcze jedno utrudnienie. Ostatnio banki coraz częściej i coraz śmielej stawiają klientom warunki. Zobowiązanie do przelewania pensji, konieczność wykonywania określonej liczby transakcji kartą debetową, utrzymywanie odpowiedniego salda na koncie – to tylko kilka przykładów. Niespełnienie tych warunków najczęściej kończy się jakąś kilkuzłotową opłatą.

Banki coraz bardziej chcą przywiązać nas do siebie na stałe i najlepsze oferty zachowują dla tych, co zdecydują się mieć w tym banku swoje główne konto. Powoli kończy się era, w której mogliśmy mieć po kilka darmowych kont w różnych bankach, tak „na wszelki wypadek”. Teraz, jeżeli nie korzystasz z konta, to będziesz za nie płacić.

Tym samym decyzja, którą podejmujemy przy wyborze konta dla siebie, staje się o wiele ważniejsza niż dotychczas. Jak więc dokonać dobrego wyboru?

Dla mnie osobiście liczą się dwie rzeczy:

  • Wynik finansowy, którym kończą się moje kontakty z bankiem
  • Wygoda z codziennego korzystania

Wynik finansowy - ile zarobię na tym koncie?

W kontaktach z bankiem chcę wychodzić na plus: zarabiać na lokatach (ponad inflację), nie płacić za podstawowe usługi bankowe (lub płacić jak najmniej) i łapać się na poszczególne bonusy dołączane do konta.

Z grubsza, to ile można zarobić na korzystaniu z usług bankowych, pokazuje nasz ranking kont (jest już listopadowa edycja!). Wszystkie taryfy opłat i prowizji banków, które analizujemy, sprowadzamy właśnie do tego jednego najważniejszego wskaźnika: wyniku finansowego. Ile zarobisz i ile zapłacisz bankowi.

To oczywiście trochę się zmienia w zależności od tego, jak intensywnie korzystasz z rachunku. Jeżeli często robisz przelewy przez internet, a w danym banku przelewy akurat są płatne, to oczywiście korzystanie z takiego konta będzie dla Ciebie odpowiednio bardziej kosztowne. Stąd różne profile, np. dla przeciętnego klienta, dla aktywnego klienta, dla osoby nastawionej na oszczędzanie…

Ale na tym historia się nie kończy.

Nasz ranking z zasady nie bierze pod uwagę czasowych promocji. A te potrafią być bardzo korzystne, trwać nawet kilka miesięcy lub mogą w ogóle być na stałe przywiązane do konta.

Promocja „Oszczędzam na rachunkach” w Credit Agricole zapewnia 10% zwrotu wartości domowych rachunków przez kolejne 5 miesięcy. Cashback w Alior Sync (uwaga na ograniczenie wchodzące w życie z początkiem nowego roku!) zaszyty jest w regulaminie konta jako „program lojalnościowy”. Bonus do pensji wypłacany w „Koncie z premią” w BGŻ to też promocja, praktycznie na stałe przypisana do konta (bank tylko od czasu do czasu zmienia warunki tej promocji).

Przykładów znaleźć można jeszcze co najmniej kilka. Fajnie, że banki wychodzą z nowymi pomysłami na uatrakcyjnienie oferty. No bo ile można mówić o darmowych przelewach czy braku opłaty za wydanie karty debetowej. Tym bardziej, że każda taka promocja to okazja do tego, by – dzięki bankowi – wygenerować jakieś dodatkowe oszczędności w domowym budżecie.

Tyle, że – no właśnie – owo „bogactwo” promocji trochę utrudnia analizę rynku. Gdy banki ścigały się na ścinanie opłat, wszystko było proste. W banku A trzeba płacić 8 zł za konto, w banku B opłaty nie ma – każdą pozycję z TOiP można było wziąć i porównać z innymi. Teraz nie jest to już takie proste.

Każda promocja jest inna. Nawet patrząc na wyżej wymienione przykłady: w jednej obniżysz sobie rachunki za internet, telefon czy wodę, w innej zyskasz, gdy będziesz często kupować przez internet, a w kolejnej największe korzyści osiągniesz, jeżeli na Twoje konto w miesiącu przychodzi co najmniej jeden duży przelew.

A na tym kreatywność banków przecież się nie kończy, bo są jeszcze zwroty wydatków na paliwo (Meritum) i zakupy spożywcze (Millenium), jest mSaver i masa innych rzeczy, każda inna.

To nie są oferty, które można łatwo porównać.

Jak więc dojść do tego, która oferta jest najlepsza? Taryfy opłat i prowizji to podstawa i od tego – niezależnie od wszelkich promocji – warto zacząć. Natomiast wszelkie bonusy trzeba już analizować w kontekście własnej, indywidualnej sytuacji.

I tu bardzo przydaje się prowadzenie domowego budżetu, najlepiej w Kontomierzu :). Z archiwalnych danych możesz wtedy wyciągnąć wpływy i wydatki za poprzedni miesiąc (lub inny dowolny okres) i przyłożyć to do warunków wybranej promocji. Taka analiza pozwoli Ci stosunkowo szybko (i trafnie!) odpowiedzieć na pytania:

  • Czy wydajesz wystarczająco dużo na zakupy spożywcze, by opłaciło Ci się konto w Millenium?
  • Czy robisz zakupy w internecie na tyle często, by w ogóle zawracać sobie głowę cashbackiem w Syncu?
  • Ile będziesz mógł wyciągnąć z promocji Credit Agricole, gdy przedstawisz im swoje rachunki za wodę, internet, telefon, gaz i prąd?

Prowadzenie budżetu domowego to nie tylko kontrola wydatków. To także istotna pomoc w podejmowaniu ważnych finansowych decyzji. Gromadzenie danych o własnych wpływach i wydatkach daje wiedzę, która naprawdę często się przydaje i pozwala podejmować trafne decyzje.

Na koniec, skoro mowa o promocjach ,to każda z nich ma swój regulamin, ograniczenia i warunki, które trzeba spełnić, by wziąć w niej udział. Regulamin promocji to kolejna, obok TOiP, lektura obowiązkowa przed założeniem konta w wybranym banku.

Wygoda w codziennym korzystaniu

Wygoda to kryterium, którego już w ogóle nie da się zmierzyć.

System transakcyjny to ekstremalnie ważna rzecz, zwłaszcza w przypadku konta, które ma być Twoim głównym rachunkiem. Głównym, więc często będziesz robić z niego przelewy, będziesz robić zakupy z kartą tego banku (więc będziesz sprawdzać wyciągi z karty w internecie), wpiszesz w system odbiorców stałych, czyli pewnie dostawców internetu, prądu, spółdzielnię itp.

To będzie konto, na które codziennie lub prawie codziennie będziesz się logować. Więc lepiej, byś za każdym razem nie musiał zaciskać zębów przebijając się przed brzydki, niepraktyczny lub przestarzały system transakcyjny.

Jak sprawdzić, czy bank będzie Ci pod tym względem pasować? Są chlubne przykłady banków, które udostępniają wersje demonstracyjne swoich kont. Oto kilka z nich:

Na tej podstawie można już jakoś ocenić jak będzie się współpracowało z danym bankiem.

--

Oferta banków robi się coraz bardziej indywidualna. Nie można jednoznacznie wskazać: "to jest najlepszy bank". Dla każdego "najlepszy" oznacza co innego, bo kryteria zrobiły się o wiele bardziej subiektywne. Od oceny systemu transakcyjnego, po dopasowanie warunków konta do własnego budżetu domowego.

Przy wyborze trzeba się więc trochę bardziej namęczyć, ale dzięki temu można zapewnić sobie większe korzyści.

Fot. Flickr / Images_of_money

Ogólne Festiwal podwyżek w bankach... a to jeszcze nie koniec!

  • 9 października 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comments

Sytuacja na rynku produktów bankowych, a szczególnie w segmencie, który najbardziej nas interesuje – kont osobistych – wciąż się zmienia. Zawsze miło jest nam przekazywać informacje o nowych ofertach, promocjach i podwyżkach oprocentowania depozytów.

Jednak w ostatnich miesiącach rynek zmienił kierunek. Zamiast udogodnień, obniżek – dostajemy podwyżki i nowe opłaty. Banki, które kiedyś płaciły po 100 zł za otworzenie konta, dziś sięgają do naszych kieszeni.

Ostatnio podwyżki opłat za podstawowe rachunki wprowadziły lub zakomunikowały co najmniej trzy banki – Citi, Kredyt Bank i Alior Bank (zmiany wchodzą w życie od początku listopada).

W Aliorze podwyżki są chyba najbardziej bolesne i zagmatwane. Bank nie tylko wprowadza nowe opłaty i podwyższa stare, ale ogólnie czyni całą tabelę opłat i prowizji mniej czytelną. Od listopada, w zależności od tego jak korzystasz z konta osobistego (i różnych produktów finansowych dookoła niego) możesz co miesiąc zostawiać bankowi od 0 zł do nawet 25 zł!

Wielkość opłat zależy w głównej mierze od tego, czy aktywnie korzystasz z konta czy nie. W Aliorze nazywa się to warunkiem „głównego banku” (wyjaśnienie tutaj). W skrócie: jeżeli przelewasz na konto swoje wynagrodzenie lub trzymasz oszczędności/inwestycje o wartości powyżej 10 tys. zł, to masz w banku taryfę ulgową.

Jak prezentują się opłaty wprowadzane od listopada?

Opłata za prowadzenie konta osobistego – nowość. Wcześniej było 0 zł. Teraz będzie 8 zł, chyba, że spełniasz warunek „głównego banku”.

Opłata miesięczna za kartę debetową – zostaje po staremu. 9 zł dla nieaktywnych klientów, 5 zł dla tych, dla których Alior jest „głównym bankiem”.

Opłata miesięczna za kartę kredytową – podwyższona do 8 zł. Można zostać z niej zwolnionym, jeżeli wykonujesz co najmniej 4 transakcje bezgotówkowe w miesiącu.

No i teraz konto może być całkiem darmowe, jeżeli przelewasz na nie pensje lub trzymasz tam oszczędności, ale nie masz żadnej karty (kredytowej ani debetowej). Tak może wyglądać np. sytuacja osoby, która ma w Aliorze konto osobiste połączone z rachunkiem maklerskim, gdzie trzyma akcje i certyfikaty o wartości co najmniej 10 tys. zł.

Możesz płacić 5 zł, jeżeli jesteś aktywnym klientem, masz kartę debetową i kartę kredytową, z której aktywnie korzystasz.

W najgorszym przypadku bank zażąda co miesiąc 25 zł! Od klientów z kartą debetową, kartą kredytową i kontem, z którego nie korzystają.

Bank w ten sposób próbuje upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony – czyści swój portfel  klientów, zniechęcając opłatami tych nieaktywnych. W interesie banku jest to, aby klienci korzystali jak najczęściej z największej gamy produktów: niech mają osad na koncie, niech płacą kartami w sklepach (z czego bank ma wyraźne korzyści).

Z drugiej strony – taki ruch można odczytać jako pompowanie wyniku finansowego pod ewentualną sprzedaż banku.

Dla banku to same korzyści. A co to oznacza dla nas, klientów?

Jeżeli jesteś aktywnym klientem Aliora, to Twoja sytuacja praktycznie się nie zmienia. Natomiast przed ważną decyzją (w końcu chodzi o nawet 12x25zł=300zł rocznie!) stoją osoby, które z konta osobistego w Aliorze korzystały rzadko, mają je „na wszelki wypadek” lub zapomniały o nim w momencie, w którym bank wypłacił im premię za otwarcie konta.

Wyjścia są trzy:

  • spełnić warunek „głównego banku” i związać się silniej z Alior Bankiem,
  • zmienić konto osobiste na „Konto Alior Rachunki bez opłat” – bez opłaty za prowadzenie rachunku, bez miesięcznej opłaty z kartę (zamiast tego: opłata za wydanie karty 10 zł) i dostęp tylko do wybranych bankomatów (Euronet, Cash4Yyu, Alior),
  • zamknięcie konta.

Czy klienci pozostałych banków są bezpieczni? Niekoniecznie!

Podwyżki w Citi, Kredyt Banku i Aliorze to być może tylko wstęp i otwarcie furtki do podwyżek w kolejnych bankach. Pretekst do wprowadzania kolejnych opłat jest na wyciągnięcie ręki. Mianowicie, chodzi o regulację opłat intercharge, czyli „prowizji”, którą płacą właściciele sklepów od każdej transakcji bezgotówkowej w ich terminalach.

Te opłaty w Polsce są wysokie, znacznie wyższe niż w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Europejska średnia to 0,7%. U nas – 1,7%. Średnio tyle sprzedawca musi sobie odjąć od marży przy każdym zakupie bezgotówkowym. W jeszcze gorszej sytuacji są właściciele małych sklepów, gdzie opłaty te sięgają nawet 3%!

Do walki o obniżki tych opłat stanął Narodowy Bank Polski wraz z Ministerstwem Finansów, a ostatnio włączają się w to politycy różnych partii. I choć kompromisu nadal nie ma, a – jak to bywa z politykami – o wspólny, rozsądny projekt trudno, to kierunek został wytyczony: opłaty mają być mniejsze i bardziej zbliżone do unijnej średniej.

Na pierwszy rzut oka: fajnie, może nawet dzięki temu odrobinę spadną ceny w sklepach. Z tym, że w bankach nic nie ginie, a już na pewno nie opłaty. To, co banki stracą na niższych opłatach intercharge pobieranych od sprzedawców, z pewnością odbiją sobie w inny sposób. A najłatwiej będzie wprowadzić dodatkowe opłaty dla właścicieli kart i zabrać im dotychczasowe bonusy (np. cashback).

Dlatego teraz, niezależnie od tego, gdzie masz konto, warto być szczególnie czujnym i przynajmniej raz w miesiącu przeglądać komunikaty banków. Informacje o podwyżkach powinny być na stronach internetowych banków, a dodatkowo dołączane do przesyłanych wyciągów lub wysyłane mailowo. Przeoczenie takiej informacji może w przyszłości dużo kosztować!

Fot. Flickr / epSos.de 

Wypoczęci po Świętach? No to czas wrócić do porządkowania swoich finansów domowych…

To trzecia część serii o gruntownym przeglądzie swoich produktów finansowych. W poprzednich częściach czyściliśmy pozostałości po erze antybelek oraz porządkowaliśmy posiadane lokaty.

Tym razem chodzi o to, by odchudzić swój portfel. Ale nie przez wyrzucanie drobniaków (choć to też się przyda), ale przez pozbywanie się kart kredytowych i debetowych, których już od dawna nie używasz.

I przy okazji – kont bankowych, do których te karty są przypisane.

Takie zapomniane konta, karty i inne produkty finansowe to miejsce, w którym bardzo łatwo nadziać się na jakąś opłatę lub prowizję.

To działa w bardzo prosty sposób. Nie używasz takiego konta, zapominasz o nim. W związku z tym nie śledzisz dokładnie wiadomości od banku, nie wiesz o zmianach w taryfie opłat i prowizji.

W pewnym momencie zaczynają się zmiany, które dotyczą Twojego konta. To, które było wcześniej darmowe – teraz jest darmowe pod warunkiem przelewu wynagrodzenia. Karta do konta, która wcześniej kosztowała 0 zł, teraz ma dodatkową opłatę, z której można być zwolnionym po zrobieniu nią zakupów za 100 zł.

Bank zaczyna naliczać opłaty.

To mogą być nawet drobne kwoty. Kilka złotych miesięcznie za konto, kolejne kilka za kartę.

Na koncie już od dawna nie trzymasz żadnych pieniędzy (inaczej pewnie byś o nim pamiętał), więc na rachunku pojawia się debet.

Ten problem nie istnieje, jeżeli automatycznie importujesz dane swoich kont do Kontomierza. Aplikacja zwraca uwagę na pobrane opłaty wysyłając alert.

Przez pierwsze kilka miesięcy nic się nie dzieje. Bank po prostu generuje wyciągi z coraz wyższym debetem. Pierwszego miesiąca -9 zł, drugiego -18 zł, kolejnego -27 zł – i tak dalej.

Teraz wyobraź sobie, że ten proceder trwa kilka-kilkanaście miesięcy.

W końcu to bank przypomina sobie o Tobie. Oprócz naliczonej opłaty za konto dolicza karę za debet. W grę wchodzą także dodatkowe opłaty za wysyłane monity.

W ten sposób, całkiem nieświadomie, stajesz się dłużnikiem banku.

Konto lub karta, z których nie korzystałeś ani razu przez ostatni rok, nagle kosztują Cię kilkaset złotych!

Lepiej uniknąć takiego scenariusza, prawda?

Dlatego poświęć chwilę na przypomnienie sobie, z jakich produktów bankowych korzystałeś kiedyś, ale dziś nie są Ci już potrzebne. Tylko po prostu zostawiłeś je aktywne „na wszelki wypadek”.

Zwłaszcza, że pewnie jako świadomy klient, często zmieniałeś banki i szukałeś najlepszych ofert. Czasem warunkiem uzyskania dobrego oprocentowania na lokacie było założenie bezpłatnego rachunku. Czasem założyłeś konto, bo sam bank za to płacił 100 zł lub więcej.

Po takich akcjach można zostać z niepotrzebnymi kontami w co najmniej kilku bankach.

Lepiej je wszystkie pozamykać. Dla własnej wygody i spokoju.

Fot. Flickr / windsordi 

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.