Filtrowanie wszystkich postów po tagu "konta oszczędnościowe." Wyczyść filtr

Jeszcze parę lat temu trudno było sobie wyobrazić, że będziemy musieli płacić bankom za trzymanie naszych pieniędzy na ich kontach. Wówczas mechanizm był prosty – powierzamy bankowi swoje oszczędności, a ten oferuje nam drobny, ale zawsze jakiś zysk w postaci odsetek.

Rzecz trochę uległa zmianie gdy z polskiego rynku systematycznie zaczęły znikać darmowe ROR-y. Tym ruchem banki zaczęły nas przyzwyczajać do tego, że za ich usługi jednak trzeba płacić. Do nieoprocentowanych a potem do płatnych ROR-ów z bólem, ale jakoś się przyzwyczailiśmy.

Za to teraz wśród ofert banków coraz częściej pojawiają się już nie ROR-y, ale rachunki oszczędnościowe z efektywnie ujemnym oprocentowaniem. Zaraz zaraz—jak to?

Otóż banki zaczynają wprowadzać miesięczne opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych. To, w połączeniu z mizernym oprocentowaniem, sprawia że trzymanie oszczędności na takim koncie staje się właściwie nieopłacalne.

Na przykład w BZ WBK oprocentowanie kont oszczędnościowych to od 0,51% do 1,51% (w promocji). Jednocześnie bank żąda miesięcznej opłaty w wysokości 1 zł. A to oznacza, że na takim koncie musimy trzymać od 980 zł do 2900 zł by w ogóle wyjść na zero!

Przy dzisiejszej deflacji lepiej wyjdziemy trzymając oszczędności w skarpecie…

Opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych znajdziemy też w PKO BP i w Citi Handlowym.

Innym sposobem banków na dodatkowy zarobek na naszych pieniądzach na kontach oszczędnościowych są opłaty za przelewy z tych kont. Trzymając środki na rachunku oszczędnościowym zawieramy pewną umowę z bankiem. My zobowiązujemy się do tego, że tych pieniędzy raczej nie będziemy ruszać, a bank w zamian za to oferuje nam wyższe oprocentowanie niż na ROR. Ale nie tak wysokie jak na lokacie, która jest jeszcze większym zobowiązaniem do zostawienia pieniędzy w banku na dłuższy czas.

W praktyce działa to tak, że bank zostawia nam jeden darmowy przelew wychodzący w miesiącu, a za pozostałe pobiera dość wysoką opłatę, np. 10 zł.

Nieco inaczej jest jednak w Toyota Banku. Tam zasady są trochę bardziej zagmatwane. Standardowo konto oszczędnościowe w TB obarczone jest miesięczną opłatą w wysokości 30 zł. Z opłaty jest się jednak zwolnionym, jeżeli przez miesiąc nie podejmie się pieniędzy z konta.

W efekcie jest to więc opłata 30 zł już za pierwszy przelew wychodzący z takiego konta.

By „zarobić” na jeden taki przelew w roku musimy trzymać na takim koncie 2000 zł przez 12 miesięcy.

Przy takich ofertach trzymanie pieniędzy w domu naprawdę staje się jedną z opcji wartych rozważenia…

Fot. Flickr / GotCredit, CC-BY 2.0

W Kontomierzu bardzo lubimy śledzić nowinki techniczne związane z tematem finansów osobistych. W Stanach Zjednoczonych powstają coraz to nowe startupy, które obiecują zmianę w podejściu do finansów osobistych, oszczędzania i większą wygodę w zarządzaniu i dysponowaniu pieniędzmi.

Czy faktycznie mają na to szansę? Oceńcie sami. Oto dwa nowe rozwiązania, które pojawiły się całkiem niedawno i które wpisują się w ten ciekawy trend.

Digit

Chcielibyście powierzyć swoje finanse i decyzje oszczędnościowe całkowicie w ręce algorytmów i sztucznej inteligencji? Duży krok w tę stronę chce zrobić Digit – zautomatyzowane konto oszczędnościowe, które niedawno wystartowało w Stanach Zjednoczonych.

Jak to działa? Z pozoru jak normalne konto oszczędnościowe – zakładasz konto, masz podgląd jego stanu, a środki na nim są zabezpieczone przez amerykański odpowiednik Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Cała zabawa zaczyna się dopiero potem, gdy podłączysz do Digit swój ROR, a aplikacja nauczy się tego, jak obracasz pieniędzmi na koncie: jakie masz dochody, jakie masz wydatki i jak to się rozkłada w ciągu miesiąca.

Dzięki tym informacjom usługa „wie” na jakie oszczędności i w jakim terminie możesz sobie pozwolić. Wtedy co kilka dni Digit przelewa niewielką kwotę z ROR na konto oszczędnościowe.

Dostęp do pieniędzy mamy za pomocą… SMS-ów. Wysyłamy na podany numer „wypłać x dolarów” i Digit przelewa tę kwotę z powrotem na nasz ROR.

Usługa jest darmowa – ale jest też haczyk. „Konto oszczędnościowe”, na które przelewane są zaoszczędzone kwoty, nie jest oprocentowane.

Ta usługa może trochę przypominać to, co oferuje mBank z mSaverem. Tam też oszczędności są automatycznie przelewane na osobne konto. Ale Digit idzie o krok dalej. Nie przelewa stałego „zaokrąglenia” po każdej transakcji, tylko sam liczy i decyduje na jaką kwotę oszczędności faktycznie możemy sobie pozwolić.

To ciekawy trend ku temu, by uczynić oszczędzanie możliwie „bezbolesnym” i niezauważalnym. I dobre rozwiązanie, dla tych osób, dla których pierwszym argumentem przeciwko oszczędzaniu jest „nie mam z czego”.

Pozostaje tylko pytanie czy powinniśmy oddawać tak dużą kontrolę nad naszymi finansami zewnętrznym aplikacjom. Jak sądzicie?

Digit →

Stratos

Stratos to coś więcej niż wirtualna usługa. To fizyczny produkt – w formie zwykłej karty płatnicznej.

„Zwykłej” – tylko pozornie. Twórcy zaszyli w niej całą masę elektroniki – bluetooth, interfejs dotykowy i baterię, do zasilania tego wszystkiego. A mimo to całość nie różni się rozmiarami od typowej karty Visa czy Mastercard.

Na co ta cała elektronika? Stratos to karta programowalna. Użytkownicy, za pośrednictwem aplikacji, mogą zapisać na Stratosie trzy własne karty: płatnicze, kredytowe czy lojalnościowe. Docelowo ma to być sposób na odchudzenie portfela – „odchudzenie” w tym dobrym sensie – poprzez wyeliminowanie z niego zbędnych kart.

Z podobnymi pomysłami spotkaliśmy się już wcześniej. Na przykład w przypadku Coin – to też miała być rewolucyjna, programowalna „smart-karta”. Okazało się jednak, że ze względu na jej konstrukcję, nie jest przyjmowana we wszystkich terminalach płatniczych. A w przypadku takich rozwiązań – odrzucenie przez terminal czy bankomat taką kartę całkowicie dyskwalifikuje. Po co komu ryzyko, że nasza płatność w sklepie zostanie odrzucona?

W przypadku Stratos twórcy obiecują, że będzie inaczej i gwarantują, że kartę przyjmie każdy bankomat i terminal.

Stratos ma być usługą abonamentową, która będzie kosztować 95 dolarów rocznie. Czy rozwiązanie problemu „zagraconego portfela” faktycznie jest tyle warte? I czy to w ogóle jest rzeczywisty problem?

Przykład Stratos w zabawny sposób pokazuje, jak wygląda amerykański rynek kart płatniczych w porównaniu z… polskim. „Smart-karta” ma w sobie mnóstwo elektroniki, bluetooth, obsługę dotykiem, synchronizację z własną aplikacją… ale samej karcie brakuje jednego elementu, do którego polski rynek zdążył nas już przyzwyczaić. Brakuje mianowicie zabezpieczenia chipem. Stratos ma wyłącznie pasek magentyczny.

Amerykanie chcą więc iść w stronę nowoczesnych rozwiązań, ale w pewnych obszarach nadal są daleko w tyle.

No i nazwa tej usługi raczej nie przyjęłaby się na polskim rynku ;).

Stratos →

Fot. Stratos

Ogólne Czy 3% na lokacie to dziś dużo czy mało?

  • 19 sierpnia 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comment

Nie będę ukrywał, że jestem dużym zwolennikiem depozytów bankowych. W moim prywatnym portfelu więcej trzymam w lokatach i na kontach oszczędnościowych niż w jakimkolwiek innym instrumencie inwestycyjnym.

Gdybym miał sobie kiedykolwiek zrobić jakiś test na profil inwestora, to na pewno wniosek byłby taki, że inwestuję bardzo zachowawczo, zdecydowanie bardziej ceniąc sobie bezpieczeństwo niż niepewną szansę na wyższy zysk.

Przypuszczam, że i wśród użytkowników Kontomierza znajdzie się dużo takich osób, dla których ważny jest spokój i poczucie pewności i raczej unikają ryzyka i emocji związanych z bardziej agresywnymi formami pomnażania kapitału.

Czy gdybyśmy inwestowali teraz na giełdzie, to czy zarobilibyśmy więcej niż na naszych lokatach i kontach oszczędnościowych? Wprawdzie nie lubię gdybać, ale patrząc na roczny wykres indeksu WIG jest duża szansa, że stalibyśmy w miejscu. To, co mogłoby nas ominąć, to najwyżej szansa na jeden szczęśliwy strzał. A z tymi wiadomo jak bywa…

źródło: Stooq

A jak przy tym wyglądają lokaty? Pozornie – tak sobie. Rzut oka na nasz ranking lokat na sierpień 2014 pokazuje, że najbardziej typowe lokaty (bez szczególnych warunków do spełnienia i takie, które może założyć każdy, niezależnie od tego, czy jest już klientem banku, czy jest nowym klientem) oferują oprocentowanie w okolicach 3,0-3,5% brutto (czyli trzeba odliczyć od tego jeszcze podatek od zysków kapitałowych) w przypadku lokat 3-miesięcznych. Takie depozyty oferuje np. BNP Paribas, Meritum Bank czy banki z grupy Getin (Idea, Open, Getin). W przypadku lokat rocznych możemy liczyć na 3,5-4,0% brutto w skali roku.

Ci, którzy nie mają jeszcze kont we wszystkich możliwych bankach, mogą jeszcze jednorazowo załapać się na promocje dla „nowych klientów” i zakładać promocyjne „powitalne” lokaty oprocentowane nawet w okolicach 5% brutto rocznie. Takie promocje mają naturalnie swoje ograniczenia – najczęściej są nimi krótki czas lokaty (2-3 miesiące) i stosunkowo niski próg maksymalnej wpłaty (najczęściej w przedziale między 5 a 10 tysięcy złotych).

Ale wracając do tych „standardowych” trzech procent. To dużo czy mało? By to ocenić, trzeba na to oprocentowanie patrzeć w szerszym kontekście, przede wszystkim biorąc pod uwagę wskaźnik inflacji.

A tak się składa, że obecnie mamy deflację. Ostatnie dane GUS pokazują, że rok-do-roku produkty znajdujące się w „koszyku inflacyjnym” urzędu mają w sumie ceny niższe o 0,2% niż przed rokiem.

Co to oznacza dla oszczędzających? To, że właściwie na każdym oprocentowanym koncie i na każdej lokacie realnie zarabiamy. Tak, nawet na lokatach na 1% oferowanych przez Pekao ;).

W dzisiejszej sytuacji wystarczy więc wziąć oprocentowanie z oferty, odjąć od tego podatek i w wyniku mamy realny zysk – to, o ile wzrośnie wartość naszych oszczędności.

Te 3,0-4,0% na lokatach mogą początkowo wyglądać skromnie, ale jeżeli pomyślimy, że to właśnie o tyle bijemy wskaźnik inflacji, to jest naprawdę bardzo dobrze. Mamy dziś bardzo korzystne warunki dla oszczędzających w tym „bezpiecznym” modelu.

Dla porównania weźmy dane z 2012 roku, kiedy to banki bardzo agresywnie konkurowały oprocentowaniem depozytów, dochodząc nawet do 8,0-9,0% w skali roku na promowanych lokatach. Wtedy robiło to duże wrażenie.

Ale od tych wartości trzeba odjąć wskaźnik inflacji, który wynosił wówczas około 4%. Zatem realny zysk mieścił się w granicach ok. 4,0-5,0%. Czyli mniej-więcej tyle, ile można dziś wycisnąć z bankowych promocji!

Porównajcie sobie dzisiejsze depozyty z zestawieniem, które przygotowałem w kwietniu 2012 roku.

Pisałem wtedy tak:

"Każdy depozyt oprocentowany poniżej 5,3% brutto rocznie sprawi, że w ujęciu realnym, będziesz tracić pieniądze.

Dlaczego?

Twój kapitał będzie oprocentowany poniżej inflacji (4,3% r/r w lutym 2012), przez co po zakończeniu lokaty będziesz mógł kupić za zgromadzone środki mniej niż przed założeniem depozytu!"

Tak właśnie działa inflacja. Pięcioprocentowe lokaty, które dziś dają zarobić najwięcej, jeszcze dwa lata temu ledwie broniłyby nasz kapitał przed realną utratą wartości.

A jaką strategię warto przyjąć zakładając lokaty w tych „deflacyjnych” warunkach?

Deflacja jest dla RPP wyraźnym sygnałem do obniżenia stóp procentowych. Może – choć nie musi – być to z kolei impulsem dla banków do obniżenia oprocentowania depozytów. Dlaczego „nie musi”? Bo niższe stopy procentowe to jednocześnie większa dostępność kredytów, a kredyty udzielane przez banki muszą być odpowiednio zabezpieczone depozytami. Związek między stopami procentowymi ustalanymi przez RPP a oprocentowaniem depozytów nie jest zatem liniowy.

Dziś, tak jak z reguły w każdej innej sytuacji rynkowej, warto aby struktura naszych oszczędności była zdywersyfikowana (nie tylko pod kątem rodzaju instrumentów oszczędnościowych/inwestycyjnych) i odpowiednio elastyczna. Warto zatem mieć w portfelu lokaty o różnym terminie zapadalności: swoje oszczędności można rozdysponować między lokaty krótkie, 3-miesięczne i te dłuższe, na przykład roczne.

Da nam to odpowiednią swobodę w reagowaniu na zmieniającą się sytuację rynkową, ale też zabezpieczy część naszych oszczędności na wypadek istotnych obniżek oprocentowania depozytów w bankach.

Fot. Flickr / 401(K) 2013

Tęsknię za czasami, gdy oferty kont osobistych były proste i przejrzyste. Darmowe konto, przelewy, karta do konta bez opłat. I tyle! Bank zarabia na obracaniu pieniędzmi, które trzymane są na ROR i rachunku oszczędnościowym i nie prosi, bym mu jeszcze do tego dopłacał. Dopiero gdy wyjść ponad te podstawowe rzeczy, bank zaczynał pobierać swoje prowizje.

Tymczasem teraz w większości banków niemal każda podstawowa operacja jest opatrzona jakimiś gwiazdkami. A wszelkie dodatkowe udogodnienia i korzyści obwarowane są coraz to bardziej wymyślnymi warunkami.

Nie chcesz płacić za konto (lub przynajmniej płacić mniej niż kilkanaście złotych miesięcznie)? Przelewaj pensję w ustalonej wysokości, trzymaj w banku kilkanaście tysięcy oszczędności lub zadłuż się na kilka tysięcy.

Chcesz by karta do konta była darmowa? Rób nią zakupy na kilkaset złotych co miesiąc. Jeżeli karta była ci potrzebna tylko do wypłaty gotówki z bankomatu, to będziesz musiał za nią płacić.

Chcesz założyć konto oszczędnościowe? Uważaj na oprocentowanie progresywne (drobne oszczędności oprocentowane są nisko, a procenty „z reklam” zaczynają się dopiero od większych kwot trzymanych w banku). I załóż przy okazji ROR. Płatny.

Jak nie naciąć się na takie dodatkowe opłaty i warunki?

Więcej czasu i uwagi

Przy zakładaniu konta daj sobie więcej czasu. Przeczytaj dokładnie umowę, taryfę opłat i wszelkie dodatkowe regulaminy, które mogą towarzyszyć produktom, o które wnioskujesz w banku. Nie pakuj się w nic, czego nie rozumiesz – jeżeli coś jest niejasne, to zapytaj na infolinii lub w oddziale.

Możesz polegać na innych, ale przede wszystkim ufaj sobie. Recenzja danego konta na blogu finansowym może być wyczerpująca, rzetelna i napisana w dobrej wierze, ale po miesiącu może być już nieaktualna – bank mógł w międzyczasie zmienić ofertę. Nie polegaj w 100% też na pracownikach banku – zdarzają się przypadki, że i oni sami nie rozumieją zawiłości regulaminów produktów, które sprzedają, a i też co jakiś czas pojawiają się historie o celowym wprowadzaniu klienta w błąd (ale to najczęściej dotyczy produktów inwestycyjnych).

Dlatego wszystkie ważne informacje sprawdzaj samodzielnie.

Bądź na bieżąco z komunikatami z banku

Zakładka „wiadomości” w systemie transakcyjnym to bardzo rzadko odwiedzane miejsce. Najczęściej przychodzą tam różne „fantastyczne” oferty kredytów i innych pożyczek, a czasem nawet zwykłe reklamy! Na przykład Alior Bank co chwila zarzuca mnie jakimiś promocjami na doładowania komórek pre-paid. Zupełnie bez sensu.

A gdzieś między całym tym spamem bank przemyca ważne komunikaty. A to zmieniły się podstawowe opłaty. Albo warunki do zwolnienia z opłat za konto czy kartę (np. wzrósł limit minimalnych miesięcznych wpływów lub comiesięczne zakupy kartą muszą być większe). Albo spadło oprocentowanie moich oszczędności lub wzrosło oprocentowanie mojej karty kredytowej.

Jeżeli nie chcesz, by nagle zaskoczyły cię jakieś dodatkowe opłaty, to niestety musisz na bieżąco przeglądać komunikaty z banku. Najczęściej pojawiają się one z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, więc jest czas na to, by się dostosować. Lub zmienić bank.

Sprawdź, czy to tylko promocja

Podobnie jak w przypadku sieci komórkowych, nowi klienci często mają lepiej. Ale na krótko.

Jeżeli to twój pierwszy kontakt z danym bankiem, to na zachętę możesz otrzymać np. ofertę bardzo atrakcyjnej lokaty (w dzisiejszych warunkach „bardzo atrakcyjne” to 5-7%). Ale tylko na 2-3 miesiące. I na stosunkowo małą kwotę, np. kilka tysięcy.

Wiele banków utrzymuje oprocentowanie swoich kont oszczędnościowych jako „oprocentowanie promocyjne”. W promocji, której regulamin może się w każdej chwili zmienić.

Inne banki, np. BGŻ, na stałe wiążą swoje podstawowe konta z premiowym programem promocyjnym.

Promocje oczywiście nie są z definicji złe – o ile znasz ich regulamin i rozumiesz zasady.

Jeżeli coś jest za dobre, by było prawdziwe…

… to zwiększ czujność i poszukaj dodatkowych haczyków.  Niemal na pewno jakieś znajdziesz.

W przypadku podstawowych produktów bankowych, dzisiejszy rynkowy standard wygląda mniej-więcej tak:

  • konto osobiste z miesięczną opłatą do ok. 10 zł, z możliwością zwolnienia/obniżenia opłaty pod określonymi warunkami (np. regularne wpływy)
  • karta do konta z miesięczną opłatą ok. 2-8 zł, z możliwością zwolnienia/obniżenia opłaty pod kolejnymi warunkami (np. miesięczny minimalny limit transakcji bezgotówkowych – na określoną kwotę lub liczbę transakcji)
  • oprocentowanie oszczędności na 3-4% brutto w skali roku
  • darmowe przelewy internetowe
  • darmowy dostęp do bankowości internetowej

Jeżeli coś mocno wychodzi poza ten standard, to warto się takiej ofercie bardzo dokładnie przyjrzeć w poszukiwaniu ukrytych opłat i warunków lub np. ograniczeń czasowych.

Który bank, Waszym zdaniem, ma dziś najbardziej przejrzystą ofertę?

Fot. Flickr / thinkpanama

Ogólne 4% na lokacie to wcale nie tak mało!

Patrząc na dzisiejszy rynek depozytów bankowych można pomyśleć, że dla oszczędzających przyszedł bardzo trudny czas. Konta oszczędnościowe oprocentowane na marne 2-3%, lokaty niewiele lepiej – 3-4%. Aż żal sięgać pamięcią wstecz kilka lat, do czasów gdy banki tak licytowały się na oprocentowanie depozytów, że dochodziły nawet do 9-10% na lokacie w skali roku.

Za to dziś wiele osób zadaje sobie pytanie: gdzie przenieść się z oszczędnościami – w obligacje, fundusze, czy może samodzielnie inwestować na giełdzie?

Ta sytuacja nabiera jednak bardziej optymistycznego wymiaru w kontekście inflacji. A ta osiągnęła właśnie swoje historyczne minimum – na poziomie 0,2% rok do roku. Oznacza to, że produkty z „koszyka inflacyjnego” GUS praktycznie nie zmieniły swojej ceny w ciągu ostatniego roku. Idąc dalej – nasze oszczędności zachowały swoją wartość. A każdy punkt procentowy na bankowym depozycie to dodatkowa premia.

Zysk z oszczędności zawsze trzeba rozpatrywać w odniesieniu do inflacji. Oszczędzając w banku łatwo pójść na skróty i patrzeć tylko na nominalne oprocentowanie. To prosty psychologiczny efekt – duże liczby robią lepsze wrażenie i zawsze lepiej, gdy na lokacie co miesiąc przybywa 100 zł a nie np. 70 zł.

Tymczasem inflacja jest gdzieś ukryta. Poza skrajnymi przypadkami, na co dzień nie czujemy wzrostu cen – ich zmiany są rozłożone w czasie, a pojedyncza podwyżka zazwyczaj jest tak mała, że tylko osoby prowadzące ekstremalnie skrupulatny budżet domowy dopatrzą się różnicy. Co więcej, sprzedawcy dodatkowo starają się, by wzrost cen zakamuflować. Popularną techniką jest np. downsizing, czyli zachowanie ceny, ale zmniejszenie opakowania.

Dlatego też zysk zawsze powinno liczyć się według wzoru:

oprocentowanie nominalne – podatek od zysków kapitałowych (19%) – wartość inflacji (dziś: 0,2%)

W ten sposób lokata 12-miesięczna na 4% dałaby w ostatnim roku 3,04% zysku. 3 punkty procentowe ponad inflację to bardzo dobry wynik jak na bankowe depozyty. Historycznie, jesteśmy w bardzo dobrym momencie.

Średnia realna stopa zwrotu z zakończonych rocznych lokat na 5 tys. zł oprocentowanych na 5,01% brutto

Realne oprocentowanie lokat

Źródło: Open Finance

Ale żeby nie było tak hurra-optymistycznie – dwie rzeczy, które warto mieć na uwadze:

1. Inflacja podawana przez GUS to uśredniona wartość dla „typowego” koszyka produktów. Twój profil zakupowy może być inny i mieć inną dynamikę zmiany cen.

2. Wskaźnik inflacji jest teraz w historycznym minimum, a historyczne minima mają to do siebie, że tworzą „dołek” i od tego momentu zaczynają się wzrosty. Niewykluczone więc, że w najbliższych miesiącach wzrost cen przyśpieszy.

--

To ostatnio popularne pytanie „gdzie przenieść się z oszczędnościami?” jest źle postawione. To powinno być pytanie o to, jaką funkcję powinny pełnić twoje oszczędności. Jeżeli tak podzieliłeś swój portfel, że masz w nim część bezpieczną (depozytową) i bardziej agresywną (fundusze, ETFy, giełda itp.) to nie ma powodu, by z tą depozytową częścią robić cokolwiek. Ona teraz bardzo dobrze spełnia swoją rolę: jest stosunkowo łatwo dostępna w razie nagłej potrzeby, zachowuje wartość pieniądza w czasie, a nawet daje bonus w postaci niewielkiego zysku.

Depozyty służą do budowania bezpieczeństwa finansowego, nie bogactwa.

Co brać pod uwagę przy wyborze któregoś z bankowych produktów depozytowych? I czy naprawdę liczy się tylko oprocentowanie?

Największy problem, jaki mam z lokatami i kontami oszczędnościowymi, to zgromadzenie pieniędzy, które mógłbym na nie włożyć :). Bo poza tym, to naprawdę bardzo proste produkty. Można je znaleźć niemal w każdym banku i w większości przypadków funkcjonują one na podobnych zasadach.

Bankowe depozyty to fajne miejsce dla pierwszych oszczędności. Ryzyko jest małe, płynność stosunkowo duża (zwłaszcza w przypadku kont oszczędnościowych) i przy odrobinie wysiłku można znaleźć takie rozwiązania, które dadzą choćby niewielką przewagę nad inflacją. A to już coś.

Konta oszczędnościowe – kiedy ROR to za mało

Konto w banku do przede wszystkim ROR. Ale są też wyspecjalizowane produkty, które kosztem pewnych ograniczeń, pozwalają pieniądzom lepiej pracować. To konta oszczędnościowe.

Na samym ROR wiele nie zarobisz. To konto do robienia przelewów, płacenia rachunków, bieżących rozliczeń, otrzymywania pensji i obsługi pozostałych usług finansowych w banku. Natomiast wbrew nazwie, rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy do oszczędzania nie służy.

Praktycznie w każdym przypadku, jeżeli chodzi o oprocentowanie, to konto oszczędnościowe wygrywa z ROR-em. Jedyny przypadek, w którym ROR zarabia więcej niż konto oszczędnościowe, to promocje.

Jeżeli masz już konto w danym banku, to do założenia rachunku oszczędnościowego wystarczy kilka klików. Żadnych dodatkowych umów (wszystko powinna załatwiać umowa ramowa z bankiem), dokumentów, potwierdzeń… No i prowadzenie takiego rachunku jest zwykle bezpłatne.

Nie musisz się też ograniczać do jednego rachunku. W jednym banku możesz mieć kilka kont oszczędnościowych (każdy bank ma inny limit, zazwyczaj w przedziale 2-5). Ja nie lubię, gdy wszystkie moje oszczędności są w jednym miejscu, na jednym koncie i nie wiem dokładnie ile na jaki cel mam odłożone. Dlatego na każdym koncie oszczędnościowym trzymam środki przeznaczone na co innego.

Oszczędności średnio- i krótkoterminowe

No właśnie, przeznaczenie środków na różnych kontach oszczędnościowych. Ja stosuję u siebie taki system, że mam oddzielne konto na każdy z krótko- i średnioterminowych celów, które mam zaplanowane w swoich finansach.

Pamiętam, że co roku są Święta Bożego Narodzenia (a wiele osób przypomina sobie o tym dopiero w połowie grudnia). Od kilku lat zapisuję swoje wydatki, więc wiem na co przygotować swój budżet. I tyle staram się do grudnia odłożyć na koncie oszczędnościowym.

Mam nadzieję, że za jakieś 8-7 miesięcy Apple pokaże nowego iPada mini z Retiną i pewnie będę chciał go kupić tuż po premierze. Więc od dziś na jednym ze swoich kont oszczędnościowych będę odkładał po 200 zł miesięcznie właśnie na ten cel.

Pewnie sam masz podobne wydatki, o których wiesz, że nastąpią w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Święta, ubezpieczenie samochodu, nowy zestaw podręczników szkolnych dla dziecka, nowy komputer…

Według mnie, konta oszczędnościowe zostały stworzone właśnie dla takich celów. Dla oszczędzania na wydatki, które będą miały miejsce za kilka-kilkanaście miesięcy oraz na takie wydatki, które nie idą w dziesiątki tysięcy, tylko w kilkaset złotych lub kilka tysięcy złotych. Tak, aby przez najbliższe miesiące można było ten cel oszczędnościowy zrealizować.

Masz inny pomysł na wykorzystanie kont oszczędnościowych? Proszę, podziel się nim w komentarzu!

Płynność, głupcze!

Konta oszczędnościowe w tym lepsze są od lokat, że oferują większą płynność. W każdej chwili możesz zasilić konto – bez konieczności zakładania nowego produktu finansowego w banku, nowej lokaty.

W każdej chwili możesz też wypłacić środki. Ale tutaj dwie ważne uwagi!

Po pierwsze, z kont oszczędnościowych nie warto robić przelewów zewnętrznych, do innych banków. Takie przelewy są najczęściej płatne i kosztują tyle, że to po prostu się nie opłaca – taki przelew neguje całą „pracę” naszych oszczędności. Banki zdecydowanie nie chcą, byś traktował konto oszczędnościowe jako rachunek do bieżących rozliczeń. Jeżeli chcesz przelać pieniądze na zewnątrz, to zawsze lepszą drogą jest przelew wewnętrzny na ROR, a dopiero potem do innego banku.

Druga rzecz to właśnie przelewy wewnętrzne, w ramach banku, w którym masz konto oszczędnościowe.  Tu też nie ma pełnej dowolności.

Trzeba brać pod uwagę to, jak funkcjonują banki. Potrzebują one naszych pieniędzy, depozytów, do bieżącego funkcjonowania. W ich interesie jest, abyśmy trzymali w bankach pieniądze jak najdłużej (i jak najtaniej dla banków).

Zresztą, wystarczy przypomnieć, że długość depozytów była jedną z osi konfliktu między KNF a bankami – KNF twierdziła, że banki nie utrzymują właściwej równowagi między kredytami (gdzie duży, jeżeli nie największy, udział mają wysokie kredyty hipoteczne, często brane na kilkadziesiąt lat), a lokatami (gdy u szczytu popularności były krótkie „lokaty jednodniowe”). Wkrótce potem musieliśmy pożegnać się z naszymi ulubionymi „lokatami antybelkowymi”.

Ale wracając do kont oszczędnościowych… Bank nie może pozwolić sobie na to, byśmy mogli wyprowadzać pieniądze z produktów depozytowych bez żadnych konsekwencji kiedy tylko nam się zamarzy. Gdyby tak było, banki znów sprowadziłyby na siebie gniew KNF, a poza tym byłoby to dla nich kompletnie nieopłacalne (na blogach finansowych na pewno pojawiłyby się od razu opisy systemów jak zoptymalizować swoje konta, tak aby wszelkie nadwyżki zawsze automatycznie lądowały na koncie oszczędnościowym, a n ROR pojawiały się tylko gdy będzie taka potrzeba).

Stąd ograniczenie, które możemy znaleźć w większości banków: bezpłatny jest tylko pierwszy przelew wewnętrzny w danym miesiącu. Kolejne, zależnie od banku, w którym masz konto – 1 zł, 5 zł, 10 zł... To sprawia, że nie opłaca się często sięgać po takie oszczędności. A już na pewno nie warto stosować kont oszczędnościowych do codziennych rozliczeń.

Jednak mimo tych ograniczeń (nieopłacalne przelewy zewnętrzne, ograniczone przelewy wewnętrzne) konta oszczędnościowe i tak oferują większą płynność niż lokaty. Zresztą, w podbramkowej sytuacji można przełknąć te 1 zł czy 5 zł opłaty za dodatkowy przelew. To pewnie i tak mniejsza strata niż np. zrywać półroczną lub roczną lokatę, zwłaszcza pod koniec jej trwania, i stracić odsetki.

Oczywiście za tę płynność płacimy. Konta oszczędnościowe są najczęściej gorzej oprocentowane niż lokaty. W typowym banku ta „progresja oprocentowania depozytów” wygląda tak:

  • Najniższe oprocentowanie ma ROR (0% lub bardzo blisko)
  • Średnie oprocentowanie można znaleźć na kontach oszczędnościowych (w dobrych bankach można nawet znaleźć oferty powyżej inflacji)
  • Oszczędności najlepiej pracują na lokatach (za dobrą ofertę można uznać lokatę z oprocentowaniem przewyższającym inflację o 2 punkty procentowe)

Każdy z tych produktów działa trochę inaczej i warto go wykorzystywać do nieco innych celów. W domowych finansach znajdzie się miejsce i dla ROR, i dla konta oszczędnościowego, i dla lokaty.

Fot. Flickr / 401K 2012

Ogólne Zadbaj o swoje bezpieczeństwo finansowe

  • 26 września 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 5 comment

Nagłe, niespodziewane wydatki prędzej czy później trafią się każdemu. Od najbardziej prozaicznych spraw, jak awaria pralki czy lodówki, po rzeczy wiążące się ze znacznie większymi kosztami, jak chociażby poważna awaria samochodu.

Można się samooszukiwać i wmawiać sobie, że „takie rzeczy mi się nie zdarzają”, można o tym nie myśleć – zgodnie ze strategią „po co martwić się na zapas”. Albo można się na to jakoś przygotować. Bo chociaż te wydatki faktycznie są „niespodziewane”, to można przewidzieć, że taka sytuacja i tak kiedyś nas spotka.

Moim zdaniem (a także zdaniem wielu innych blogerów finansowych) fundusz awaryjny to absolutna podstawa zdrowych finansów domowych. Po prostu – nie można budować bezpieczeństwa finansowego, choćby częściowej niezależności finansowej, nie można skutecznie inwestować w momencie, kiedy domowy budżet może się w każdej chwili rozsypać pod wpływem jakiejś losowej sytuacji.

Zrywać lokaty, zamykać pozycje bo trzeba naprawić samochód? – to nigdy nie jest dobre rozwiązanie.

Jeżeli więc myślisz o oszczędzaniu, inwestowaniu, zarządzaniu własnym budżetem – za swój pierwszy finansowy cel najlepiej obrać właśnie zbudowanie takiego funduszu awaryjnego. Funduszu, dzięki któremu w każdej chwili będziesz mieć dostęp do środków, które w całości lub w części sfinansują nagłe, losowe wydatki lub wspomogą cię np. w sytuacji utraty pracy.

Ile pieniędzy warto mieć w takim funduszu?

Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź, ale ona ci się nie spodoba: na fundusz awaryjny przeznacz tyle pieniędzy, ile potrzebujesz. Nie ma konkretnej kwoty, jednak dobrą zasadą jest by trzymać w zapasie co najmniej kwotę w wysokości twoich trzymiesięcznych wydatków. Wtedy można czuć się już stosunkowo bezpiecznie – drobne awarie sprzętu AGD już nie będą robić na tobie wrażenia, a w przypadku utraty pracy będziesz miał trochę czasu, by poszukać czegoś nowego bez silnej finansowej presji.

Na wysokość funduszu awaryjnego wpływa też masa innych czynników: sytuacja rodzinna, zawodowa, miejsce zamieszkania, wykształcenie, zawód… Innego zabezpieczenie będzie potrzebować ojciec trójki dzieci z małej miejscowości (gdzie trudno o pracę), a innego singiel z dużego miasta.

W każdym razie – kwota trzymiesięcznych wydatków to dobry punkt na start. Stopniowo dokładaj do tego kolejne złotówki do momentu, w którym poczujesz, że taki poziom bezpieczeństwa finansowego ci odpowiada.

Gdzie trzymać te pieniądze?

Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem są konta oszczędnościowe.

W ten sposób możesz stopniowo wpłacać kolejne kwoty (bez konieczności zakładania nowych lokat, które zresztą często mają wysokie kwoty minimalne) i – co najważniejsze – masz łatwy dostęp do pieniędzy.

Nagłe kryzysy finansowe są – cóż – nagłe: najczęściej wymagają szybkich działań. Nie ma wtedy czasu na likwidowanie lokat, sprzedaż akcji i czekanie na zwrot środków na konto. Gdy coś się dzieje, to pieniędzy potrzebujesz „teraz”.

Konta oszczędnościowe dają taką swobodę.  A przy tym nadal można znaleźć takie banki, które oferują oprocentowanie wygrywające – choćby nieznacznie – z inflacją.

Fot. Flickr / Mait Jariado

Ogólne Konto oszczędnościowe czy lokata?

  • 4 czerwca 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

Gdzie trzymać oszczędności? Często zadawałem sobie to pytanie mając tylko tyle środków, że w grę wchodziła praktycznie tylko jedna opcja.

Nawet mając niewiele oszczędności warto się zastanowić i przejrzeć dostępne oferty, by wyciągnąć z tych pieniędzy jak najwięcej. I nawet nie chodzi o to, by w banku X zarobić kilka groszy miesięcznie więcej niż w banku Y. Raczej po to, by wyrobić sobie dobry nawyk zarządzania finansami osobistymi.

Im większe oszczędności, tym większe znaczenie ma oprocentowanie i tym bardziej boli trzymanie oszczędności w miejscach, które dają zysk mniejszy niż inflacja. Moim zdaniem warto jak najwcześniej zacząć przeglądać dostępne oferty pod katem najlepszych parametrów i dopasowania do własnego stylu zarządzania finansami.

Wiem, że mi to bardzo pomogło i nauczyło szacunku do każdej złotówki.

A teraz do rzeczy. Masz ten pierwszy tysiąc (lub kilka) i zastanawiasz się, co z nim zrobić, by wyjść na tym jak najlepiej.

Uważam, że dla takich pierwszych oszczędności najlepsze są bezpieczne, bankowe depozyty. Inwestowanie i bardziej ryzykowne instrumenty można wziąć pod uwagę, gdy ten cały osobisty system finansowy się już ustabilizuje (a dobrym znakiem takiej stabilizacji, jest odpowiedni fundusz awaryjny).

Dobrą podpowiedzą przy budowaniu takiego osobistego systemu finansowego jest nasz najnowszy ranking kont osobistych.

W każdym razie – do wyboru zostają praktycznie dwa produkty: konta oszczędnościowe i lokaty. ROR-ów nie biorę pod uwagę, bo najczęściej są nisko oprocentowane (jeżeli w ogóle) i generalnie powinny służyć do bieżących rozliczeń, a nie do gromadzenia oszczędności.

Kilka rzeczy, które warto wziąć pod uwagę:

Horyzont czasowy. Proste pytanie: kiedy będziesz potrzebować tych pieniędzy? Jeżeli w ciągu najbliższych 1-2 miesięcy lub nawet „w każdej chwili”, to wybierz kont oszczędnościowe.

Także w przypadku, gdy są to pieniądze „na czarną godzinę”, przeznaczone na nagłe, niespodziewane wydatki. Wtedy będziesz potrzebować szybkiego dostępu do tych pieniędzy. Przy zrywaniu lokat banki dają sobie 1 dzień roboczy na zwrot środków, więc konto oszczędnościowe ze stałym dostępem do pieniędzy jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem.

Natomiast jeżeli przewidujesz, że w najbliższym czasie nie będziesz potrzebować tych pieniędzy, to wybierz lokatę. Te z reguły są lepiej oprocentowane.

Płynność. Czy otrzymujesz wypłatę regularnie? Czy twoje wpływy na konto są przewidywalne? Jeżeli tak, to świetnie – nie musisz się martwić o to, by zawsze mieć pod ręką rezerwę na wypadek utraty płynności.

Za to jeżeli pieniądze dostajesz nieregularnie, często żyjesz od „pierwszego do pierwszego”, a twój budżet domowy dopina się dosłownie „na styk” – bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie konto oszczędnościowe.

Cel oszczędności. Na co oszczędzasz? To pytanie jest też mocno związane z horyzontem inwestycyjnym. Jeżeli celem twoich oszczędności są duże wydatki, odległe w czasie (wkład własny na mieszkanie, samochód), to lepiej rozejrzeć się za jakimiś fajnymi lokatami. A jeżeli odkładasz oszczędności na sierpniowy urlop, to lepsze będzie konto oszczędnościowe.

Ja w tym momencie biorę pod uwagę jeszcze jedną rzecz. Jeżeli mam ustalone kilka krótko- i średnioterminowych celów finansowych, to chcę mieć we wszystkim porządek. Nie chcę by pieniądze na letni wyjazd mieszały mi się ze środkami, które odkładam na nowy komputer. Dlatego często korzystam z kont oszczędnościowych, które pozwalają na wpisanie dodatkowego opisu lub nazwy konta. Za tę drobną wygodę jestem nawet w stanie „zapłacić” nieco niższym oprocentowaniem.

Oprocentowanie. Te wszystkie powyższe rozwiązania mają sens w sytuacji, gdy oprocentowanie lokat utrzymuje się powyżej typowego oprocentowania kont oszczędnościowych. I tak jest zazwyczaj – konta oszczędnościowe dają zarobić średnio o 1-2 punkty procentowe mniej niż lokaty. Banki w ten sposób rekompensują sobie fakt, że w każdej chwili możesz wypłacić pieniądze lub przenieść się do innego banku.

Tymczasem dzisiaj mamy akurat taką sytuację, że niektóre konta oszczędnościowe dorównują, lub nawet przewyższają najlepsze lokaty. Tak jest z kontem w dbNET (8,1% brutto) i BGŻ Optima (6,5% brutto). Oba te konta mają swoje haczyki (dostępność dla nowych klientów, tylko nowe środki) i niedogodności (taki-sobie system transakcyjny, niewygodny token), ale niewątpliwą zaletą jest to, że łączą w sobie bezpośredni dostęp do środków z atrakcyjnym oprocentowaniem.

Fot. Flickr / Images_of_Money. 

Ogólne Podatek Belki – jak wygląda w Twoim banku?

  • 24 kwietnia 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 10 comment

Było trudno, ale chyba już przyzwyczailiśmy się do faktu, że od każdej złotówki odsetek fiskus pobiera „swoje” 19 groszy.

Z drugiej strony, banki nie rozpieszczają nas oprocentowaniem depozytów, chociaż na najlepszych standardowych lokatach można pobić inflację o niecałe dwa punkty procentowe.

Jeżeli szukasz najwyżej oprocentowanych lokat, to szukaj ofert w okolicach 6,5% brutto w skali roku.

Niektóre banki oferują też „jednorazowe” lokaty dla nowych klientów – i tu oprocentowanie przekracza 7% brutto w skali roku, a w Meritum Banku i neoBanku jest to nawet powyżej 8%.

Niestety takie lokaty zazwyczaj są bardzo krótkie – na 2-3 miesiące. Potem pozostaje standardowa oferta.

Zestawienie najlepszych lokat na rynku znajdziesz w naszym kwietniowym rankingu lokat, uwzględniającym zmiany w ofercie spowodowane „powrotem” podatku Belki.

No właśnie, podatek.

Od procentów, które reklamują banki w swojej ofercie depozytowej, musisz zawsze odjąć podatek. Chyba żaden bank nie podaje obecnie oprocentowania netto w swoich materiałach promocyjnych.

Zatem te „najlepsze” 6,5% to tak naprawdę 5,27%.

Od każdego 1000 zł zdeponowanego na takiej lokacie po miesiącu otrzymasz 5,42 zł odsetek. A z tego fiskus pobierze 1,03 zł podatku.

Banki na depozytach naliczają podatek automatycznie! Nie musisz nic sam obliczać, odprowadzać do Urzędu Skarbowego, czy uwzględniać w rocznym zeznaniu podatkowym.

Ale to, w jaki sposób banki uwzględnią to na wyciągu, to już całkiem inna historia.

Dotychczas spotkałem się z dwoma podejściami. W skrócie: jedne banki naliczają odsetki brutto (a dopiero potem podatek), inne naliczają odsetki netto.

Pierwsze podejście widać na przykład w eurobanku.

Podatek Belki w eurobanku

Bank najpierw nalicza całość należnych odsetek i zapisuje je na koncie. W tym przykładzie jest to 71 groszy. Dopiero po tej operacji bank oblicza i pobiera podatek. 19% od 71 groszy to (zaokrąglając zawsze w górę) 14 groszy. Tą kwotą bank obciąża rachunek w kolejnym przelewie.

Drugie podejście stosuje Alior Bank.

Podatek Belki w Alior Banku

W tym banku wszystko ujęte jest w jednej operacji. Efekt końcowy to zapisanie na koncie odsetek już po opodatkowaniu. Wszystkie obliczenia przedstawione są w tytule operacji: 13 groszy odsetek naliczonych, zaokrąglony w górę podatek to 3 grosze, więc ostatecznie na koncie ląduje 10 groszy.

Na tym przykładzie też dobrze widać, że warto na kontach oszczędnościowych trzymać większe kwoty, tak aby niepotrzebnie nie płacić zbyt dużego podatku. W tym przypadku, zgodnie z zasadą zaokrąglania podatku w górę do pełnych groszy, zapłaciłem w sumie 23% podatku. Dużo.

Fot. Flickr / Images_of_money Podatek Belki na wyciągu

Jest kilka dobrych powodów ku temu, by właśnie teraz dokładnie przejrzeć swoje produkty finansowe.

Po pierwsze, zbliża się 1 kwietnia, czyli dzień, w którym zmienią się zasady opodatkowania oszczędności.

Po drugie, warto przynajmniej raz do roku robić gruntowny przegląd swoich domowych finansów. Począwszy od domowego budżetu i miesięcznych wydatków, przez posiadane produkty finansowe, aż po wykupione usługi abonamentowe.

Może w ciągu ostatniego roku na nic się nie przydały? Może nadchodzące zmiany w prawie podważą sens trzymania pewnych kont w bankach?

Nie warto płacić za coś, czego w ogóle się nie używa i co nie daje praktycznie żadnych korzyści.

Po trzecie, jaka jest lepsza pora na takie działania, niż czas wiosennych porządków?

Naszą „porządkową” serię zaczynamy od kont oszczędnościowych z codzienną kapitalizacją odsetek.

Przez ostatnie lata opłacało się posiadać takie konta. Niektórzy nawet tak optymalizowali swoje oszczędności, że rozdzielali swoje pieniądze na drobne kwoty i odkładali je na wielu kontach oszczędnościowych. Korzystne zasady zaokrąglania podatku od zysków kapitałowych sprawiały, że taki proceder się opłacał.

Lokując małe kwoty (okolice 50-100 zł) na różnych kontach oszczędnościowych z dzienną kapitalizacją można było wyciągnąć ponadprzeciętne stopy zwrotu. Od 8% do 10% rocznie.

Wprawdzie działało to tylko dla małych kwot, ale dla kogoś z niewielkimi oszczędnościami było to rozwiązanie jak znalazł.

A dziś?

Dziś to kompletnie nie ma sensu. Gdy za kilka dni podatek będzie naliczany zgodnie z nowymi zasadami, 1 grosz odsetek dziennie od zdeponowanych 50 zł będzie opodatkowany na… 1 grosz.

Dlatego wiosenne porządki w finansach warto zacząć od przeglądu posiadanych kont oszczędnościowych. Zwłaszcza, że co aktywniejsi optymalizatorzy mogą mieć w swoim portfelu po kilkanaście takich kont (sam eurobank pozwalał na założenie 15 takich kont na osobę).

Jeżeli Twój bank nie zmienił ostatnio częstotliwości naliczania odsetek na kontach oszczędnościowych z dziennej na miesięczną (na początku marca zrobił tak np. Alior), to najlepszym rozwiązaniem na dzień dzisiejszy jest przerzucenie środków z kont z dzienną kapitalizacją na nowe konta z kapitalizacją miesięczną.

W ten sposób nie stracisz wypracowanych odsetek.

Pozostawiając środki na kontach z dzienną kapitalizacją ryzykujesz, że Twoje oszczędności zostaną opodatkowane dużo wyżej, niż nominalne 19% „podatku Belki” (a to jest możliwe w związku z nową zasadą, że podatek będzie zaokrąglany zawsze w górę).

Czy likwidować rachunki z dzienną kapitalizacją?

Sam obecnie się z tym wstrzymuję – i to samo radziłbym Tobie. Warto poczekać i zobaczyć co w kwietniu zaproponują banki. Być może przemianują dotychczasowe konta na takie z przyzwoitym oprocentowaniem i kapitalizacją miesięczną?

Jak dla mnie, im mniej wizyt w oddziale banku, tym lepiej. Jeżeli miałbym teraz likwidować konta tylko po to, by w kwietniu lub maju zakładać je na nowo, to nie ma to żadnego sensu.

Tym niemniej, warto wrócić do tej sprawy pod koniec kwietnia i zamknąć te rachunki, które nie przyniosą już żadnych zysków.

A pozbywanie się nieużywanych rachunków i bieżące śledzenie zmian opłat w tych kontach, które nam pozostały, to bardzo dobry zwyczaj. Bo przecież można skończyć jak niektórzy klienci Polbanku, zaskoczeni dodatkowymi prowizjami za przelewy z kont oszczędnościowych.

Fot. Flickr / Yannick_Bammert 

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.