Filtrowanie wszystkich postów po tagu "kredyty." Wyczyść filtr

Przynajmniej te konsumpcyjne i z karty kredytowej.

Spłata długów to duże wyzwanie. Ale jednocześnie jest też to jedna z najlepszych okazji do tego, by wyciągnąć swoje finanse domowe na prostą. Pieniądze „zainwestowane” w spłatę własnych długów to najlepszy i gwarantowany zwrot z inwestycji.

Dziś na lokacie zarobisz 2 lub może 3 – jeżeli znajdziesz dobrą ofertę – procent w skali roku. Inwestując na giełdzie lub w fundusze być może zarobisz więcej. A być może stracisz.

A spłacając dług z karty kredytowej masz gwarancję, że „zarobisz” kilkanaście procent w skali roku. Skąd ten cudzysłów? – bo spłata długów to oczywiście nie zarabianie pieniędzy, a raczej zapobieganie ich dalszej utracie.

Dług zaciągnąć jest bardzo łatwo. Banki robią bardzo wiele, by ułatwić nam zadłużanie się – nie mówiąc już o różnych firmach pożyczkowych. Problem zaczyna się, gdy miesięczne raty trzeba jakoś uwzględnić w domowym budżecie. I ten problem może trwać wiele miesięcy lub nawet lat. Co więcej, można bez większych trudności wpaść w permanentny stan życia na kredyt: ledwo spłacimy raty za telewizor, to już bierzemy kredyt na wakacje.

Raty kredytowe są stałym elementem bardzo wielu budżetów domowych.

Oczywiście, nie zawsze jest to złe zjawisko. Kredyty hipoteczne to teoretycznie najtańsza forma zadłużenia dostępna na rynku i bardzo często jedyny sposób na zakup mieszkania. To kredyt, z którym nie trzeba zaciekle walczyć. Podobne prawdziwe raty 0% - jeżeli mamy możliwość bezkosztowego rozłożenia płatności w czasie, to jak najbardziej warto z niej korzystać.

Co innego, gdy mowa o wszelkich pożyczkach, kredytach konsumpcyjnych i zadłużeniu w karcie kredytowej. Te należy zwalczać z całą mocą. Zatem, jeżeli chcesz ogarnąć swoje domowe finanse, to powinieneś zacząć właśnie od pozbycia się tego typu zadłużenia.

Takie pożyczki zdecydowanie sieją spustoszenie w domowych finansach. I utrwalają złe nawyki finansowe. Kupowanie rzeczy nie za swoje pieniądze i odkładanie płatności na przyszłość – w ten sposób robimy krzywdę swojemu przyszłemu sobie. Bo tak czy inaczej to my za te kilka miesięcy będziemy musieli ponieść koszty dzisiejszych zakupów na kredyt.

Tylko co się wtedy będzie działo? Będziemy zarabiać więcej, mniej, czy tak samo? Nasze miesięczne obciążenia będą większe czy mniejsze? Jak zmieni się w tym czasie nasza sytuacja finansowa i życiowa?

Niewykluczone, że będzie nam trudniej niż dziś. I nie dość, że nie będziemy mieli przygotowanego na tę okazję zabezpieczenia finansowego, to jeszcze będziemy mieli dodatkowe utrudnienie w postaci niespłaconych długów. A ostatnie czego potrzebujemy będąc w tarapatach finansowych to płacić za zeszłoroczne wakacje.

Czy warto brać na siebie taki zestaw dodatkowych ryzyk?

Kosztem kredytu są nie tylko odsetki. Kosztem jest także częściowa utrata poczucia spokoju i finansowego bezpieczeństwa.

Jeżeli chcesz wyciągnąć swoje finanse na prostą, to zrób dziś pierwszy krok w tym kierunku. Od teraz żadnych nowych długów.

Fot. Flickr / openDemocracy (CC BY-SA 2.0)

Ogólne Jaki jest prawdziwy koszt kredytu? Wyjaśniamy czym jest RRSO

  • 18 kwietnia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

Na ulotkach i materiałach promocyjnych banków i firm pożyczkowych oprocentowanie kredytu stanowi główną część przekazu reklamowego. Czasami w reklamach kredytów pojawia się nawet oprocentowanie 0%! No to jak bank zarabia na takim kredycie? Zarabia, i to niemało.

Bo to, co najważniejsze, czyli RRSO – najczęściej zapisywane jest drobnym drukiem gdzieś w kącie ulotki, czy też wyświetlane przez ułamek sekundy w reklamie telewizyjnej.

Czym jest RRSO i dlaczego na ten wskaźnik powinniśmy zwracać szczególną uwagę gdy już przyjdzie nam brać kredyt?

RRSO to skrót od „rzeczywista roczna stopa oprocentowania”. Tylko dlaczego ta „rzeczywista roczna stopa oprocentowania” często tak znacząco różni się od innego wskaźnika, który w zasadzie powinien mówić o tym samym – „rocznej stopy oprocentowania”? Zobaczcie sami:

Roczna stopa oprocentowania to – po prostu – oprocentowanie kredytu, koszt odsetek. Czyli to, co widzimy największą czcionką w ulotkach i reklamach.

RRSO uwzględnia ten wskaźnik ORAZ pozostałe składowe kosztu kredytu – dodatkowe koszty, które musimy ponieść w związku z daną pożyczką. Mogą być to:

  • oprocentowanie kredytu
  • prowizja za udzielenie kredytu
  • ubezpieczenia
  • opłaty za dodatkowe usługi (np. wizyta doradcy w domu)
  • opłata za rozpatrzenie wniosku kredytowego
  • wartość pieniądza w czasie i okres spłaty

Czy niższe RRSO zawsze oznacza tańszy kredyt?

Aż tak prosto nie jest! Patrząc na RRSO i całkowite koszty kredytu należy mieć na uwadze także harmonogram spłaty.

Dla dwóch kredytów o tych samych parametrach, które różni „jedynie” harmonogram spłaty (raty stałe vs raty malejące), RRSO może być identyczne przy zupełnie różnych całkowitych kosztach kredytu.

Na co zwracać uwagę przy porównywaniu kredytów?

Na oprocentowanie nominalne? Na pewno nie. Poza samym oprocentowaniem kredyt/pożyczka może mieć jeszcze inne koszty. Liczne i często wysokie. Będą to między innymi prowizje za udzielenie kredytu, ubezpieczenia i różne opłaty dodatkowe.

Na wysokość raty? Wysokość raty dużo powie nam o tym, jakie będzie nasze bieżące obciążenie, ale nie powie nam o całkowitym koszcie kredytu. Pod względem wysokości raty kredyt o ratach malejących będzie z początku większym obciążeniem niż kredyt o ratach równych, ale ostatecznie – biorąc pod uwagę cały okres kredytowania – to ten pierwszy będzie dla nas tańszy.

Porównując kredyty pod kątem wysokości raty należy porównywać tylko kredyty o tym samym harmonogramie spłaty: raty równe z równymi i raty malejące z malejącymi.

Naturalnie, wysokość raty będzie dla nas ważną informacją o tym, na co przygotować swój domowy budżet i jak uwzględnić tę kwotę w planie naszych przyszłych wydatków. Warto jednak pamiętać, że obniżając miesięczną ratę decydując się na dłuższy okres spłaty powiększamy całkowity koszt kredytu (bank będzie dłużej naliczał odsetki).

Na RRSO? RRSO jest dobrą informacją o kosztach kredytu, ale nie jest informacją kompletną. Może się zdarzyć, że dwa kredyty o różnych kosztach całkowitych mogą mieć podobne RRSO.

To, o czym na pewno mówi RRSO, to jaki jest udział dodatkowych kosztów (innych niż odsetki) w ostatecznym koszcie kredytu. Jeżeli RRSO znacząco odbiega od oprocentowania nominalnego, to znaczy to, że pożyczkodawca „ukrył” znaczną część kosztów w opłatach dodatkowych.

„Najlepszym” przykładem są tu pozabankowe firmy pożyczkowe. Oprocentowanie nominalne pożyczki ogranicza im (tak samo jak bankom) ustawa antylichwiarska – nie mogą tu liczyć więcej niż przewiduje prawo. Więc windują koszty pożyczki dodatkowymi opłatami, takimi jak choćby opłata za wizytę doradcy w domu. Stąd u nich tak dramatyczna różnica między RRSO a oprocentowaniem nominalnym.

Na całkowity koszt kredytu? Zawsze jeżeli mamy taką możliwość, to pytajmy i szukajmy informacji o całkowitym koszcie kredytu. Pożyczkodawca powinien przedstawić nam konkretną kwotę – ile w sumie będziemy musieli oddać: łącznie z odsetkami i wszystkimi dodatkowymi opłatami i prowizjami.

Fot. Flickr / Pictures of Money, CC-BY 2.0

Na naszym blogu często piszemy o oszczędzaniu, polecamy najlepsze lokaty i konta do trzymania własnych oszczędności.

Ale w zarządzaniu domowymi finansami jest jeszcze druga strona medalu – długi.

Spłata długów to duże wyzwanie. Ale jednocześnie jest też to jedna z najlepszych okazji do tego, by wyciągnąć swoje finanse domowe na prostą. Jeżeli masz dług w karcie kredytowej oprocentowany na 16% w skali roku, to nie ma sensu rozglądać się w tym samym czasie za lokatami, które dziś oferują zysk w okolicach 3-4%. Spłata karty to w tym momencie gwarantowany „zysk” na bardzo wysokim poziomie.

Dług zaciągnąć jest bardzo łatwo. Banki robią bardzo wiele, by ułatwić nam zadłużanie się – nie mówiąc już o różnych firmach pożyczkowych. Problem zaczyna się, gdy miesięczne raty trzeba jakoś uwzględnić w domowym budżecie. I ten problem może trwać wiele miesięcy lub nawet lat. Co więcej, można bez większych trudności wpaść w permanentny stan życia na kredyt: ledwo spłacimy raty za telewizor, to już bierzemy kredyt na wakacje.

W ten sposób różne raty kredytowe stają się stałym elementem domowego budżetu.

Oczywiście, nie zawsze jest to złe zjawisko. Kredyty hipoteczne to teoretycznie najtańsza forma zadłużenia dostępna na rynku i bardzo często jedyny sposób na zakup mieszkania. To kredyt, z którym nie trzeba zaciekle walczyć. Podobne _prawdziwe_ raty 0% - jeżeli mamy możliwość bezkosztowego rozłożenia płatności w czasie, to jak najbardziej warto z niej korzystać.

Co innego, gdy mowa o wszelkich pożyczkach, kredytach konsumpcyjnych i zadłużeniu w karcie kredytowej. Te należy zwalczać z całą mocą. Zatem, jeżeli chcesz ogarnąć swoje domowe finanse, to powinieneś zacząć właśnie od pozbycia się tego typu zadłużenia.

Dwie rzeczy, o których dobrze pamiętać na początek:

  1. musisz zacząć już teraz – teoretyzowanie i odkładanie działania na później w niczym nie pomoże
  2. spłata długów zaczyna się od tego, że nie bierzesz już żadnych nowych kredytów – koniec z wydawaniem pożyczonych pieniędzy

Mając z tyłu głowy postanowienie o zaprzestaniu brania jakichkolwiek nowych kredytów, zabieramy się za te dotychczasowe. Niewykluczone, że Twój portfel „cierpi” na kilka różnych długów. Jak się za nie zabrać, by było to najbardziej skuteczne? Spłacać wszystkie równomiernie, czy zacząć od jakiegoś kolejnego?

W pierwszej kolejności chcemy oddalić ryzyko „utraty dachu nad głową” i pozbawienia nas rzeczy, które są niezbędne do normalnego funkcjonowania. Chcemy też uniknąć kłopotów związanych z wpisem na czarną listę dłużników.

Najwyższy priorytet powinny mieć zatem płatności, które są już przeterminowane (lub im do tego bardzo blisko). Czyli na przykład zaległe rachunki za prąd, czynsz do spółdzielni (zaległe płatności to też w pewnym sensie forma kredytowania się), czy zaległe raty kredytu hipotecznego.

Następny krok, to wyrugowanie wszelkich długów, które mamy za sprawą firm pożyczkowych. Czyli wszystkich „chwilówek”. To najdroższa forma kredytu, wielokrotnie bardziej kosztowna niż kredyt zaciągany w banku. Parabanki i firmy pożyczkowe obudowują swoje „kredyty” dodatkowymi opłatami w taki sposób, że realne koszty takiej pożyczki mogą sięgać nawet kilkuset procent rocznie!

Od zadłużenia rosnącego w tak zastraszającym tempie chcemy uwolnić się jak najszybciej. Zatem, gdy już pogasimy pożary związane z zaległymi płatnościami, na celownik powinny pójść właśnie „chwilówki”.

W tym momencie powinniśmy zostać już z długami, które ani nie są szczególnie pilne, ani ich oprocentowanie nie jest kosmiczne. Czyli w najpopularniejszym przypadku będą to różne zakupy ratalne, kredyty konsumpcyjne i zadłużenie w karcie kredytowej.

Oprocentowanie jest rozsądne (choć i tak wysokie), szczególnej presji czasowej też nie ma – mamy więc dowolność. Jak się zabrać za spłatę tej części zadłużenia? Zacząć od najdroższego kredyty, od największego, czy jeszcze jakoś inaczej?

Na tym etapie bardzo dobrze sprawdzi się metoda kuli śniegowej, o której pisaliśmy dawno, dawno temu.

Zasada kuli śniegowej polega na nadpłacaniu wybranego kredytu, by spłacić go możliwie najszybciej. Zaleca się, by w pierwszej kolejności spłacić kredyt, w którym kwota pozostała do uregulowania jest najmniejsza. Dlaczego?

Bo w zarządzaniu domowymi finansami emocje są równie ważne jak matematyka.

Matematyka podpowiadałaby, że najkorzystniej zacząć od kredytu, którego koszty są największe. I faktycznie – liczb nie oszukasz – w ten sposób mamy szansę zaoszczędzić najwięcej.

Tyle, że w grę wchodzą jeszcze emocje. A jak jesteśmy przy długach, to tych emocji może być bardzo dużo i wiele z nich może mieć negatywny charakter. Brak wiary w sukces, zniechęcenie, zmęczenie (spłata długów to wszak duży wysiłek!), zły nastrój, utrata motywacji – to, i wiele innych, odciąga nas od konsekwentnego trwania przy naszym anty-kredytowym postanowieniu. Trzeba to jakoś zrównoważyć i położyć na szali coś pozytywnego.

Tym czymś, może być sukces w walce z długami. A jak najszybciej taki sukces osiągnąć? – spłacając do końca pierwszy dług, ten najmniejszy. To daje solidnego, motywacyjnego kopa.

Gdy już tego dokonamy, kierujemy nasze siły na kolejny kredyt – znów zaczynamy od najmniejszego z tych, które nam pozostały. I tak dalej, aż do momentu, gdy spłacimy ostatni kredyt.

Tak właśnie działa metoda kuli śniegowej.

Fot. Flickr / ff137

Ogólne Dobry kredyt, zły kredyt

Kredyty to nie (zawsze) zło.

W komentarzach pod ostatnim artykułem jeden z Czytelników zwrócił uwagę, by nie demonizować kredytów i pożyczek.

W końcu, przecież podpisanie umowy kredytowej nie musi od razu oznaczać zaciskania sobie pętli zadłużenia na szyi.

Racja! Istnieją przecież kredyty dobre, ale są też kredyty, których zaciąganie jest po prostu nierozsądne (co najmniej).

Dobry kredyt

Grupę dobrych kredytów stanowią takie, które są najzwyczajniej w świecie tanie. Takie, gdzie można w ogóle uniknąć odsetek lub płacić tylko za faktyczny czas, w którym rzeczywiście korzystaliśmy z pieniędzy banku.

Są to też kredyty, które mogą pełnić istotne funkcje w domowym budżecie.

Debet w rachunku osobistym. Warunki linii kredytowych w rachunkach są zazwyczaj zbliżone - co do ogólnej zasady. Płacimy roczną prowizję za udostępnienie kredytu, a potem - jeśli nie korzystamy z tych pieniędzy - to nie płacimy nic więcej. A jeśli korzystamy, to odsetki naliczane są tylko od wykorzystanej kwoty i tylko przez ten czas, w którym zadłużenie faktycznie występuje.

A po co komu debet, z którego się nie korzysta i trzeba do tego płacić roczną prowizję? Debet jest dobrym rozwiązaniem dla zdyscyplinowanych osób, które dopiero zaczynają organizować swoje domowe finanse i myślą o funduszu awaryjnym.

Bo linia kredytowa w rachunku może być w istocie substytutem takiego funduszu awaryjnego - to zawsze dostępna rezerwa finansowa. Ważne tylko, by faktycznie korzystać z niej tylko w podbramkowych sytuacjach. Widok dostępnych dodatkowych kilku tysięcy złotych na koncie dla niektórych może być zbyt dużą pokusą.

Karta kredytowa - choć w nazwie ma “kredytowa”, to odpowiednio z niej korzystając można na niej nawet zarobić. Najważniejsza zasada to: zawsze spłacać całe zadłużenie w okresie bezodsetkowym. Bez spełnienia tego warunku, kredyt w karcie staje się bardzo złym i bardzo drogim kredytem.

A co poza tym? Jeżeli korzystamy z karty kredytowej zamiast z debetowej - czyli w praktyce wydajemy pieniądze, które i tak mamy, ale przez ok. dwa miesiące płaci za to bank. W międzyczasie możemy te środki trzymać na koncie oszczędnościowym i zarobić na tym dodatkowe kilka złotych.

Ale to nie wszystko. Oferta banków, jeśli chodzi o karty kredytowe to nie tylko długość grace period i wysokość oprocentowania. To także bonusy. Banki proponują różne programy rabatowe, a także zwrot części wydatków na zakupy (nawet do kilku procent wartości transakcji).

Kredyt inwestycyjny - czasem bywa dobrym pomysłem. Czasem jest jedynym rozwiązaniem, by przyśpieszyć rozwój własnej firmy.

Dla niektórych lewarowanie (np. w przypadku grania na kontraktach terminowych) to też dobry pomysł. Dla niektórych.

Kredyt hipoteczny to często jedyny sposób na sfinansowanie nowego mieszkania. W porównaniu z kredytami gotówkowymi, kredyty hipoteczne są atrakcyjnie oprocentowane.

Jednak jest to zobowiązanie najczęściej na wiele lat, więc tym bardziej należy tutaj wszystko dokładnie przeliczyć

Zły kredyt

Złe kredyty to drogie kredyty. To zadłużanie się po to, by kupić sobie nową zabawkę, zaspokoić swoją próżność lub by sfinansować impulsywne zakupy.

Kredyty konsumpcyjne. Czasami nie ma wyjścia i trzeba kupić lodówkę na raty. Stara właśnie się zepsuła, bez lodówki ciężko żyć.

Ale inne sytuacje? Niezwiązane z koniecznością, a idące bardziej w kierunku dostarczania przyjemności, autoprezentacji czy innych dziwnych pobudek. Nowy komputer, nowy telewizor, zestaw stereo - ludzie często kupują takie zabawki na kredyt.

Tak często, że w sklepach RTV/AGD można zobaczyć oddzielne stanowiska do obsługi zakupów ratalnych! Jasne, 42-calowa plazma fajnie wygląda w salonie, ale takie życie ponad stan na dłuższą metę się nie opłaci.

Wydawanie pieniędzy (zwłaszcza na przyjemności) zanim się je zarobi to bardzo zły nawyk finansowy.

Kredyt na samochód. Samochód to najgorsza inwestycja. Traci część wartości już po wyjechaniu z salonu, a potem stopniowo jest warty coraz mniej i mniej (no chyba, że liczymy na jakąś wartość kolekcjonerską). A do tego trzeba go ubezpieczyć, tankować paliwem za 6 zł za litr, naprawiać - ogólnie, wkładać w niego coraz więcej pieniędzy.

To dość wysoka cena jak za wygodne stanie w korku. A do tego jeszcze na kredyt.

Kredyty “chwilówki”. Dla niektórych to ostatnia deska ratunku w przypadku poważnych finansowych tarapatów.

Ale nawet łapiąc się tej przysłowiowej deski, jest to praktycznie tylko odkładanie katastrofy w czasie. Bywa, że faktycznie to tego czasu najbardziej potrzeba i można za niego ekstra zapłacić. Najczęściej jednak kosmiczne odsetki i opłaty tylko pogarszają sytuację.

--

A jakie jest Wasze zdanie na temat kredytów?

Fot. Flickr / 401K 

Ogólne Szkolna wyprawka na kredyt

Wyprawka na kredytCzasy w których banki niemal bez przerwy reklamowały swoje pożyczki gotówkowe są za nami. Chociaż kredytowa hossa szybko nie powróci, to widać, że banki chcą zwiększać sprzedaż szybkich kredytów.

Najlepiej kredyty sprzedają się, gdy nadarzają się ważne okazje do ich zaciągania. Mamy więc kredyty świąteczne, na wakacje czy komunijny prezent. Tradycyjnie w drugiej połowie sierpnia pojawiają się także oferty kredytów na podręczniki i tornistry. Poniżej prezentujemy najnowsze oferty oraz kalkulacje kredytu.

Porównanie z najdroższym

Nietypowym przekazem chce wyróżnić się bank Pekao SA. Koszt swojej „pożyczki ekspresowej” nie został porównany z ofertą innego banku, ale z... „najbardziej znaną firmą pożyczkową”. Łatwo domyślić się, że chodzi o Provident.

Wyniki porównania dla pożyczki 1000 zł na 12 miesięcy są z resztą bardzo ciekawe. Koszt raty z ubezpieczeniem w Pekao SA, to 95,52 zł, a w Providencie... 122-172 zł miesięcznie.

Głównym atutem specjalnej oferty w Pekao jest brak prowizji (do końca sierpnia). Ponadto bank chwali się niskim oprocentowaniem oraz dobrowolnym ubezpieczeniem.

Klienci, którzy mają rachunek w Banku zasilany wynagrodzeniem, nie muszą dostarczać żadnych dokumentów. W przypadku pozostałych Klientów, dostarczają oni jedynie zaświadczenie potwierdzające zatrudnienie i wysokość osiąganych dochodów - mówi Piotr Gołąb z Pekao SA.

Na dwie promocje

Dwie promocje kredytów gotówkowych przygotował mBank. Wabikiem w pierwszej ma być niskie oprocentowanie – 8,59 proc. Oferta jest przeznaczona dla nowych i obecnych klientów banku. Maksymalnie można pożyczyć 4 tys. zł na dwa lata.

Z drugiej oferty, polegającej na niepobieraniu prowizji mogą skorzystać tylko dotychczasowi klienci banku. Promocja dotyczy wszystkich kredytów – bez względu na kwotę i okres.

Oferta „Ekspresowa gotówka bez prowizji” przeznaczona jest dla aktywnych Klientów, których lojalność chcemy w ten sposób premiować - mówi Joanna Sędzikowska, odpowiedzialna za wprowadzenie promocji w mBanku. Wprowadzając oferty promocyjne w tym okresie, odpowiadamy także na zwiększone w okresie początku roku szkolnego zapotrzebowanie Klientów na dodatkową gotówkę. Mamy nadzieję, że nowe promocje spotkają się z ich zainteresowaniem - dodaje Sędzikowska.

Ile to kosztuje?

Szacuje się, że wyprawka dla pierwszoklasisty może kosztować nawet 700 zł. Dla takiej właśnie kwoty przeprowadzimy kalkulację wysokości raty, przy założeniu, że okres spłaty wyniesie 12 miesięcy.

65 zł – ratę w tej wysokości zapłacimy w Raiffeisen, Nordea, BZ WBK, Polbanku i Getinie,

66 zł – Kredyt Bank, Multibank,

67 zł – BGŻ, Lukas, Meritum, Millennium i Allianz,

68 zł – BPH, Invest Bank, Pekao, Pocztowy i Alior.

Fot. SXC.HU / memoossa

Ogólne „Rodzina na swoim” coraz bardziej popularna

Rodzina na SwoimProgram dopłat do kredytów hipotecznych „Rodzina na swoim”, to jeden z głównych stymulatorów rynku mieszkaniowego. Tylko w 2009 roku udzielono w tej formule niemal 31 tys. kredytów. Wiele wskazuje na to, ze ten rok będzie jeszcze lepszy.

Bank Gospodarstwa Krajowego, który odpowiada za techniczną obsługę programu, opublikował dane liczbowe, z których wynika jak dużym zainteresowaniem klientów cieszy się „RnS” i jakie nieruchomości są w ten sposób finansowane.

Kryzys pomógł

Polacy masowo zainteresowali się rządowymi dopłatami, kiedy wskutek kryzysu banki zakręciły kredytowy kurek. Państwowe wsparcie okazało się dla banków czynnikiem ograniczającym ryzyko i stąd pięciokrotny wzrost liczby udzielonych kredytów między rokiem 2008 a 2009.

Znacząco zwiększyła się również wartość udzielonych kredytów w ramach programu. W roku 2008 było to nieco ponad 850 mln zł, a rok później przeszło 5,4 mld zł! W pierwszej połowie tego roku zainteresowanie wcale się nie zmniejsza – udzielono już niemal 18 tys. kredytów na łączną kwotę 3,2 mld zł.

Narzucone limity cen spowodowały, że największym zainteresowaniem kredytobiorców cieszą się nieruchomości z rynku wtórnego (od roku 2007 przeszło 61 proc. wszystkich kredytów). Rynek wtórny to około 21 proc., a budowa domu niemal 18 proc. ogółu kredytów w ramach „RnS”.

Program dla młodych

Konstrukcja programu „Rodzina na Swoim” miała wspierać młode małżeństwa i osoby samotnie wychowujące dzieci. Patrząc na statystyki można dojść do wniosku, że te założenia są realizowane. W tym momencie niemal ¾ kredytobiorców to osoby w wieku 25-34 lat

Ciekawie wyglądają także informacje dot. celu kredytowania w zależności od wieku. Osoby w wieku 25-29 lat chętniej wybierają mieszkania niż domy. W grupie wiekowej 30-39 lat więcej osób zdecydowało się natomiast na budowę domu niż zakup nieruchomości z rynku pierwotnego. Rzadziej na budowę decydują się także osoby w wieku 50+.

Zmiany w „Rodzinie”


Rosnąca popularność programu jest dodatkowo wspierana zapowiedziami zmian jego działania. Na początku maja pisaliśmy na blogu o tym, że planowane są zmiany w programie „Rodzina na Swoim”. Prawdopodobnie tylko do końca 2012 roku będzie można skorzystać ze wsparcia, ale będzie się to odbywało na nieco zmodyfikowanych warunkach.

Biorąc pod uwagę fakt, że zapewne wiele osób zechce skorzystać z dopłat przed modyfikacją programu – można spodziewać się bardzo dobrych wyników sprzedażowych także w drugiej połowie roku. Nie bez znaczenia może pozostać także fakt, że od przyszłego roku wzrośnie VAT na mieszkania (z 7 do 8 proc.). Przed nami rysuje się więc mały boom mieszkaniowy.

Fot. SXC.HU / jelle80nl

Rekomendacja S - zmianyKomisja Nadzoru Finansowego przedstawiła projekt nowelizacji Rekomendacji S, która dotyczy walutowych kredytów hipotecznych. Obok Rekomendacji T, był to najczęściej komentowany dokument nadzoru w ostatnich latach.

Największe emocje wzbudza Rekomendacja 2.3.7, zgodnie z którą w całym portfelu kredytów hipotecznych banku, maksymalnie połowę będą mogły stanowić zobowiązania, które klienci zaciągnęli w walutach obcych. Dla banków może być to terapia szokowa, szczególnie gdy przeanalizuje się strukturę kredytów mieszkaniowych na koniec I kwartału 2010.

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Komisję Nadzoru Finansowego pod koniec maja br., kredyty walutowe stanowiły 65 proc. ogółu. Na koniec marca saldo kredytów hipotecznych wynosiło 219 mld zł, z czego w walutach 139 mld zł. Dane te pokazują, że sektor bankowy jako całość nie spełnia wymagań nowej rekomendacji. Oczywiście każdy bank będzie podliczał swój portfel osobno, ale pokazuje to możliwą skalę problemu.

O ile kłopotów nie będzie miał bank Pekao SA, który kredytów walutowych udziela tylko osobom zarabiającym w danej walucie, to są na rynku banki dla których jedynym wyjściem będzie całkowite wstrzymanie udzielania kredytów walutowych. To może ograniczyć akcję kredytową, ale zmniejszy także ryzyko po stronie banków.

Lider rynku hipotecznego w Polsce – PKO BP, w pierwszym półroczu udzielał kredytów głównie w złotówkach (92 proc.), ale w całym portfelu na koniec pierwszego kwartału miał niemal 42 proc. kredytów w walutach innych niż PLN. To powoduje, że akcja kredytowa w walutach będzie ograniczona, bo ew. osłabienie złotówki zwiększy wycenę portfela walutowego wyrażoną w PLN.

Wśród banków, które będą musiały drastycznie zredukować lub nawet wstrzymać udzielanie kredytów w walutach wymienia się mBank, Nordea czy Raiffeisen Bank. Prawo nie działa wstecz więc żaden klient nie powinien być „zmuszany” do zmiany waluty kredytu, ale w przeliczeniu wezmą udział wszystkie kredyty (nie tylko te udzielone po wejściu w życie Rekomendacji S).

Niejako przy okazji proponowanych zmian w Rekomendacji S, Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała informację dot. zagrożeń związanych z kredytami walutowymi. Przywoływane są w niej przykłady krajów bałtyckich, Węgier czy Rumunii, gdzie niekontrolowane wzrosty kredytów w walutach doprowadziły do kryzysu.

KNF zwraca także uwagę na fakt, że nadmierne zadłużanie się obywateli w walutach obcych prowadzi do osłabienia instrumentów polityki pieniężnej. Ponadto wielu klientów nie zdaje sobie sprawy z tego jakie mogą być konsekwencje nagłego osłabienia złotówki i w jaki sposób może się to przełożyć na wysokość ich raty.

Komisja powołuje się także na raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który stwierdza, że działania ograniczające nadmierny wzrost akcji kredytowej i zmniejszające narastanie ekspozycji w walutach obcych w tym obszarze mogą być środkiem wspierającym odporność polskiego sektora bankowego.

Do 11 sierpnia trwają konsultacje nad projektem nowelizacji Rekomendacji S. Mało prawdopodobne, by pod ich wpływem nadzór wycofał się z restrykcyjnego zapisu, bo niechętne nastawienie KNF do kredytów walutowych jest znane od dawna. Na rynku kredytowym szykują się wielkie zmiany, ale nie wiadomo jeszcze od kiedy nowe regulacje zaczną obowiązywać.

W projekcie nowelizacji możemy znaleźć zdanie: „Komisja Nadzoru Finansowego oczekuje, że niniejsze rekomendacje zostaną wprowadzone w bankach nie później niż do dnia ...... 2011 roku”. Co nadzór wstawi w miejsce kropek? Czekamy z niecierpliwością.

Fot. SXC.HU / lusi

Ogólne Na rynku kredytowym bez odbicia

Banki notują coraz lepsze wyniki, ich współczynniki wypłacalności rosną, a mimo tego wciąż nie widać wyraźnego odbicia na rynku kredytowym. Od wielu miesięcy dynamika sprzedaży nowych kredytów spada, a jeżeli chodzi o sektor przedsiębiorstw – tendencja jest ujemna od 7 miesięcy.

Ostatni raport Narodowego Banku Polskiego o stabilności systemu finansowego wskazuje także na dużą niepewność co do kształtowania się dynamiki kredytów zwłaszcza w długim okresie. Autorzy opracowania prognozują, że w najbliższych kwartałach przyrost kredytów ogółem będzie nadal ujemny, a wzrostów można oczekiwać tylko w zakresie kredytów mieszkaniowych.

Na poniższym wykresie prezentujemy dynamikę akcji kredytowej od grudnia 2005 do kwietnia 2010 (dane rok do roku). Tendencja spadkowa trwa  od trzeciego kwartału 2008 roku. W ostatnich miesiącach można już obserwować stabilizację, ale nadal nie widać oczekiwanego odbicia.



Poniższy wykres pokazuje, że kredyty mieszkaniowe nieco lepiej niż konsumpcyjne opierają się rynkowemu spowolnieniu. Dane w miliardach złotych (zmiany miesiąc do miesiąca) – przyrost lub ubytek salda udzielonych kredytów.



Po chwilowej dominacji szwajcarskiego franka, w ostatnich miesiącach nawet 90 proc. kredytów mieszkaniowych jest udzielanych w złotówkach. Obserwujemy także rosnący udział kredytów w euro co wynika z większej dostępności pożyczek we wspólnej walucie.

Poniższe dane pokazują udział poszczególnych walut w nowo udzielanych kredytach hipotecznych (od marca 2007 do kwietnia 2010 roku). Polityka nadzoru i działania banków powoli prowadzą do marginalizacji kredytów walutowych, co może znacząco poprawić bezpieczeństwo sektora.



Perspektywy dla rynku kredytowego są mieszane. Z jednej strony oczekiwane są coraz lepsze dane, ale z drugiej strony widać, że kryzys definitywnie się nie skończył. Ostatnie wydarzenia w Grecji czy późniejsze doniesienia z Węgier pokazują, że niejeden kraj może jeszcze znaleźć się w kłopotach.

W przypadku słabszych danych makroekonomicznych z gospodarki światowej możemy oczekiwać dalszego ograniczania akcji kredytowej. Problem najbardziej widoczny będzie w sektorze przedsiębiorstw, a mniej odczują go zainteresowani kredytami mieszkaniowymi. Trzeba jednak pamiętać, że bez kredytów gospodarka może szybko stracić prędkość, bo firmy nie będą w stanie inwestować i poprawiać efektywności, a to będzie oznaczało gorszą pozycję konkurencyjną. Pozostaje nam więc liczyć na to, że negatywny scenariusz się nie zrealizuje, a odbicie na rynku kredytowym nastąpi jeszcze w tym roku.

Dane pochodzą z raportu NBP o stabilności systemu finansowego (lipiec 2010).

Ogólne Wakacje na kredyt

Kredyty na wakacjeDzisiaj w szkołach podstawowych, średnich i gimnazjach odbywają się uroczystości zakończenia roku szkolnego. To oznacza, że tysiące uczniów już wkrótce wyjadą na wakacje. Dla wielu rodzin oznacza to zaciąganie kredytów, które mają sfinansować upragniony wypoczynek.

Chociaż kredyt nie jest tak łatwo dostępny jak jeszcze kilka lat temu, to jednak widać w tym segmencie pewne ożywienie. Banki, które w zeszłym roku zwijały akcję kredytową dzisiaj oferują specjalne kredyty na wakacje.

Kredyt w wysokości 6 tys. zł na 12 miesięcy najtaniej otrzymamy w Getin Banku (553 zł/m-c). Na kolejnych miejscach plasują się Volkswagen Bank (556 zł), Bank Pocztowy (560 zł) i Polbank (564 zł). Pożyczkę w tej samej wysokości ale na 24 miesiące najtaniej wziąć w Polbanku (300 zł/m-c), Getin Banku (305 zł), a niewiele droższe są oferty BZ WBK (306 zł), PKO BP (310 zł) i Kredyt Banku (314 zł).

Kredyt dla większej rodziny – 12 tys. zł przy dwuletnim okresie spłaty najkorzystniej zaciągniemy w Volkswagen Banku (605 zł/m-c), BZ WBK (611 zł), Getin Banku (612 zł), Kredyt Banku (629 zł) i MultiBanku (630 zł). Przy wydłużeniu okresu spłaty do 36 miesięcy rata w BZ WBK wyniesie 431 zł, w Banku Pocztowym 435 zł, w Lukasie 442 zł, a w ING 448 zł.

Warto także porównać całkowity koszt zaciąganego kredytu. Generalnie obowiązuje zasada, że im krótszy jest okres spłaty, tym łączne koszty są niższe. Nie inaczej jest w tym przypadku. Kredyt w Getin Banku na kwotę 6 tys. zł będzie miał łączny koszt przeszło 600 zł (12 miesięcy) i przeszło 1300 zł (24 miesiące). Warto więc wybrać krótszy okres kredytowania, ale trzeba także pamiętać, by nasz domowy budżet nie był co miesiąc rujnowany przez zbyt wysoką ratę.

Niezależnie od przeznaczenia, zaciągając kredyt gotówkowy należy pamiętać o prawach klienta przysługujących z mocy ustawy o kredycie konsumenckim. Pamiętajmy także, by nie zaciągać wieloletnich kredytów na jedne wakacje, gdyż w kolejnym roku może nam już nie starczyć zdolności kredytowej by pojechać na jakikolwiek urlop. Osoby, którym banki odmówią w tym roku kredytowania powinny zacząć odkładać miesięcznie kwotę, którą planowały wydać na kredyt – w ten sposób w przyszłym roku pojadą na urlop za swoje pieniądze i zaoszczędzą dodatkowo na kosztach kredytu.

Fot. SXC.HU / dynamix

Ogólne Rekomendacja T - wywiad

W związku z dużym zainteresowaniem, które wzbudza Rekomendacja T wśród klientów banków, publikujemy wywiad z Panią Martą Chmielewską- Racławską, odpowiedzialną w Komisji Nadzoru Finansowego za relacje z mediami w sprawach dotyczących sektora bankowego.

 
Adrian Hinc: Dyrektor generalny Związku Banków Polskich Andrzej Wolski powiedział, że kredyty walutowe będą mogły być udzielane tylko z 20 proc. wkładem własnym. Pojawiają się jednak głosy, że w tej kwestii wiele zależy od interpretacji zapisów rekomendacji. Jakie jest w tej sprawie stanowisko KNF?

Marta Chmielewska- Racławska: Chodzi o rekomendację 18.5, która mówi o konieczności przyjęcia, dla kredytów walutowych o okresie spłaty powyżej 5 lat, bufora w wysokości 20% kwoty kredytu.

Każdy bank określa, dla danego rodzaju kredytu maksymalny akceptowalny poziom wskaźnika LtV (wartość kredytów do wartości zabezpieczenia). Uwzględniając 20% bufor bezpieczeństwa bank może zmniejszyć kwotę udzielonego kredytu lub zwiększyć wartość zabezpieczenia, wówczas spełni on założenia rekomendacji nie przekraczając granicznego poziomu LtV.

 
Czy ubezpieczenie brakującego wkładu własnego będzie wystarczało, by klient i tak mógł otrzymać z banku całość środków w euro czy frankach na mieszkanie?

Zabezpieczeniem może też być odpowiednie w ocenie banku ubezpieczenie,  pod warunkiem, że zapewnia odzyskanie zaangażowanej sumy kredytowej wraz odsetkami i prowizjami, w przypadku braku spłaty kredytu.

 
Czy zapisy Rekomendacji T będą dotyczyły kredytobiorców, którzy zaciągnęli swoje zobowiązania przed wejściem dokumentu w życie? Czy będą mogły być wypowiadane umowy kredytowe osobom, które spłacają swój dług regularnie, ale nie będą spełniały np. kryterium dochodowego z Rekomendacji T?

Rekomendacja 10 zaleca, by banki przyjmowały obiektywnie bezpieczny poziom obciążenia dochodów klientów detalicznych spłatą zobowiązań kredytowych i finansowych, uwzględniając wpływ warunków makroekonomicznych na ich zdolność kredytową.  Dotyczy to momentu, w którym bank rozpatruje wniosek klienta o udzielenie kredytu. Regulacja ta nie ma wstecznego działania.

Klienci powinni zachować dystans do wyjaśnień banków. Dla niektórych bankowców przy komunikowaniu klientom niepopularnych decyzji zasłanianie się nadzorem finansowym może być wygodne, ale to nie tak.

Rekomendacja wyznacza standardy zarządzania ryzykiem, ale bank może przyjąć rozwiązania, które są równie skuteczne lub w lepszy sposób gwarantują prowadzenie ostrożnej i stabilnej działalności.

 
Gdzie konsumenci mogą rozwiewać swoje wątpliwości związane z zapisami Rekomendacji T? Czy mogą się oni kontaktować z Komisją Nadzoru Finansowego?

Tak, choć trzeba pamiętać, że rekomendacje są tworzone dla banków i ich dotyczą. Nie nakładają na klienta dodatkowych obowiązków.

Tekst Rekomendacji T jest dostępny na naszej stronie internetowej. Można także tam znaleźć odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, dotyczące Rekomendacji T i dokument, obalający pewne stereotypy, które narosły wokół tej regulacji.

 

Bardzo dziękujemy przedstawicielce Komisji Nadzoru Finansowego, Pani Marcie Chmielewskiej- Racławskiej za udzielenie odpowiedzi na powyższe pytania. Zapewne rozwieją one obawy wielu klientów, którzy z niepokojem oczekują wejście Rekomendacji T w życie.

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.