Filtrowanie wszystkich postów po tagu "opłaty." Wyczyść filtr

Czy do banków warto się przyzwyczajać? Cóż—banki na pewno przyzwyczajają się do nas i rzadko kiedy mają w swojej ofercie coś, co byłoby szczególnie atrakcyjne dla stałych klientów. W erze, gdy poszczególne banki wypłacają bonusy za przeniesienie do nich konta, lojalność nie niesie wiele korzyści—może poza pewną wygodą.

Oferty zmieniają się stosunkowo często, więc niewykluczone że już po kilkunastu miesiącach łatwo byłoby nam znaleźć coś lepszego.

Gdy bank nie zachęca do oszczędzania

Oszczędzać warto. Nawet gdy oprocentowanie wydaje się stosunkowo małe—to biorąc pod uwagę utrzymującą się już od jakiegoś czasu deflację, realnie nie wychodzimy na tych kilku procentach rocznie wcale tak źle.

Gorzej gdy bank nie zachęca do oszczędzania lub wręcz do tego zniechęca. Opisywaliśmy ostatnio przypadki, w których niektóre instytucje pobierają opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych, czyniąc odkładanie małych kwot praktycznie nieopłacalnym.

Słaba oferta depozytowa, czy takie podejście do oszczędzających jak wyżej, to sygnały, że długoterminowo nasza relacja z danym bankiem może nie mieć sensu.

Jeżeli mądrze zarządzamy naszym budżetem i regularnie generujemy nadwyżki, to prędzej czy później trzeba będzie je gdzieś ulokować. Zdecydowanie nie warto ograniczać swoich poszukiwań wyłącznie do oferty naszego głównego banku.

Widzę gwiazdki, wszędzie gwiazdki

Już od dłuższego czasu banki ukrywają opłaty i podwyżki za gąszczem warunków do spełnienia. W przekazie marketingowym niby wszystko jest za darmo – prowadzenie konta, przelewy, karta, bankomaty – wszystko za 0 zł. Tylko jak się wczytać w szczegóły oferty, to drobnym drukiem wypisane są wszystkie warunki, które trzeba spełnić, by tę darmowość utrzymać.

I tak: by mieć darmowe konto trzeba na przykład co miesiąc wpłacać na nie ustaloną kwotę i dokonać ustalonej liczby transakcji bezgotówkowych kartą debetową dołączoną do konta. A jak tych warunków nie spełnisz, to bank wyciągnie rękę nawet po kilkanaście złotych za prowadzenie konta!

Wybierając konto możemy świadomie zdecydować się na takie z warunkami – wszystko policzyliśmy i wiemy, że z łatwością spełnimy wszystkie wymagania. Wszystko gra.

Problemy zaczynają się, gdy bank zaczyna te warunki zmieniać. I już nie wystarczy przelew co miesiąc na 1000 zł, teraz potrzeba 2000 zł, pojawiają się coraz to nowe zastrzeżenia, itp.

Niewykluczone, że przyjdzie taki moment, gdy bank na tyle zaostrzy swoje wymagania, że nie będzie opłacało nam się w nim zostać. W takim przypadku lepiej poszukać czegoś nowego.

Jest zwyczajnie za drogo

Inne banki nie uciekają się do chowania opłat za listą do warunków do spełnienia, tylko komunikują wprost: konto u nas kosztuje tyle i tyle. Z jednej strony to uczciwy układ – bez gwiazdek i drobnego druku, wszystko jasno wyłożone czarno na białym w taryfie opłat i prowizji.

Gorzej, gdy jak dodamy wszystkie podstawowe opłaty do siebie: abonament za prowadzenie konta, kartę debetową i przelewy, to wyjdzie nam kilkanaście złotych w miesiącu. Na przykład płacenie bankowi 12 złotych co miesiąc oznacza wydatek 144 zł w skali roku. Te pieniądze można przecież zaoszczędzić!

Fot. Flickr, ** RCB **, CC-BY 2.0

Budżetowanie jest fajne. Fakt, może nie jest specjalnie modne, może nie jest sexy, ale na pewno jest przydatne. Jest wiele powodów dla których warto prowadzić domowy budżet.

Specjalnie nie mówię tutaj o częstotliwości zapisywania wydatków. Każdemu jak mu wygodniej. Nie upieram się ani nie namawiam by spisywać wydatki każdego dnia, każdego miesiąca podsumowywać itd.

Chociaż tak chyba najłatwiej jest śledzić efekty swoich działań i oszczędności. Przynajmniej na początku.

Ale znam też przypadki ludzi, którzy z powodzeniem robią generalny przegląd swoich domowych finansów raz w roku i u nich taki model doskonale się sprawdza.  Można i tak.

W każdym razie – warto. A dlaczego?

·        Budżetowanie pomaga ograniczyć wydatki, gdy jest to konieczne (np. raty kredytu wzrosły i mocno nas uwierają).

·        Pozwala zauważyć drobne wycieki, które niekiedy potrafią zamienić się w spory strumień, który wywraca nasz portfel do góry nogami (np. czynnik latte).

·        Ułatwia planowanie na przyszłość. Widzisz czarno na białym stan swoich finansów. Wiesz na co możesz pozwolić sobie dziś, a także jak długo będziesz musiał oszczędzać na jakiś większy zakup.

No tak. Planujemy wydatki, spisujemy je i wszystko jest fajnie dopóki nie zaczniemy przekraczać założonych limitów.

A gwarantuję Ci, że regularnie prowadząc własny budżet na pewno odkryjesz taki wydatek, który za każdym razem przekracza Twoje założenia i mimo usilnych prób nie daje się zbić niżej.

Co wtedy?

Zwiększ budżet!

Haha, to brzmi trochę jak kreatywna księgowość. Po co prowadzić budżet, ustalać sobie limity, skoro jak coś mi nie pasuje, to mogę po prostu zwiększyć budżet?

No cóż… Zaufaj mi, że nie jest to tak niemądre jak się wydaje.

Bo tak naprawdę, to czemu przekraczamy ustalony – przecież przez nas samych – limit wydatków?

Bo impulsywnie, bez żadnej kontroli wydajemy pieniądze? OK., jeżeli tak – to pomiń ten punkt.

Ale poza tym? Prawdopodobnie dlatego, że to, na co wydajemy regularnie naszym zdaniem zbyt dużo pieniędzy, jest dla nas ważne. Na tyle ważne, że zniesiemy porażkę i ten czerwony słupek na wykresie, który co chwila przypomina o przekroczonym limicie wydatków.

Ja sam miesiąc w miesiąc wydawałem więcej niż sobie zakładałem na „wyjścia na miasto”. Czy to jakiś wspólny obiad w restauracji, kino, impreza itd. Za każdym razem wydatki przekraczały stały, założony wcześniej limit.

Czemu? Dlatego, że mam słabą wolę, że nie potrafię się oprzeć pokusom?

Nie!

Dlatego, że pod tymi „wyjściami na miasto” kryją się spotkania z drugą połówką, imprezy ze znajomymi i generalnie social time.

A to nie jest coś, z czego chcę rezygnować ani coś, co chciałbym szczególnie ograniczać. To jest dla mnie ważne. Niech więc zostanie tak jak jest.

Jeżeli chcesz oszczędzać (podkreślam – chcesz, a nie jesteś zmuszony tragiczną sytuacją finansową), to nie oszczędzaj na tym, co jest dla Ciebie ważne. Oszczędzaj na rzeczach, które są mniej istotne.

Tylko nie doprowadź do sytuacji, kiedy wszystkie Twoje wydatki będą dla Ciebie ekstremalnie ważne :).

Rozbij go na więcej kategorii

Jestem wielkim fanem prostoty, upraszczania, redukowania zbędnych elementów i ułatwiania sobie życia.

Budżet z milionem kategorii, każdy wydatek spisywany co do grosza? To nie dla mnie. Mniej znaczy więcej!

No ale… nie zawsze.

Paradoksalnie, do prostoty wiedzie trudna droga i wydaje mi się, że na początku trzeba sobie trochę skomplikować życie (ale tylko trochę!), by później było łatwiej.

Jasne, na starcie możesz sobie zrobić budżet podzielony choćby tylko na dwie kategorie – niech będą to wydatki sztywne i elastyczne. Ale pamiętaj po co w ogóle zapisujesz swoje wydatki – po to by dokładnie zidentyfikować, którędy z portfela ucieka Twoja wypłata.

Na samym początku podejście „im mniej tym lepiej” może się nie sprawdzić.

Upraszczałbym krok po kroku. Jeżeli za którymś razem widzisz, że z jakąś kategorią wydatków nie masz problemu i z łatwością ją kontrolujesz – możesz przestać się nią przejmować. Przypisać do bardziej ogólnej kategorii lub w ogóle wykluczyć z analiz.

Ale weźmy znów te „wyjścia na miasto”. Gdybym bardzo chciał zredukować wydatki w tej kategorii, to pierwsze co bym zrobił, to rozbił ją na więcej elementów – takich jak:

·        jedzenie na mieście

·        imprezy

·        alkohol

·        kino/teatr

Dopiero wtedy bym widział, gdzie dokładnie przesadzam z wydatkami. Wtedy mógłbym zacząć się zastanawiać jak zmniejszyć wydatki w tym zakresie. A jest na to jeden bardzo skuteczny sposób…

Utrudnij sobie dostęp do pieniędzy

Drastyczne, to prawda, ale sprawdzone i – co najważniejsze – działa.

Zdecydowałeś się obcinać wydatki, to teraz nie ma zmiłuj. Jak trzeba ciąć, to trzeba ciąć.

A nie mając pieniędzy (pod ręką) – lub inaczej – mając dokładnie tyle ile możesz mieć, na pewno nie wydasz więcej niż trzeba.

Można chodzić na zakupy tylko z określoną z góry kwotą pieniędzy. Nie biorąc ze sobą za dużo nie wydamy za dużo. Proste.

Można zrezygnować z kart, zwłaszcza z kart kredytowych. Łatwy dostęp do pieniędzy (szczególnie tych, których „fizycznie” nie widać) włącza tryb „łatwo przyszło – łatwo poszło”, a to prosta droga do skończenia miesiąca na minusie. Co więcej, naukowo udowodniono, że ludzie płacąc „plastikowymi pieniędzmi”, wydają średnio 20% niż gdyby mieli do dyspozycji tylko gotówkę. Cash is king w tym przypadku.

Można też jak najszybciej po otrzymaniu wypłaty przelać środki na inne konto, a na tym głównym zostawić tylko tyle, ile możemy w danym miesiącu wydać. Wszystko, co ponad to, niech najlepiej wyląduje na jakimś koncie oszczędnościowym, takim bez dołączonej karty, z którego trudno będzie wycofać pieniądze. Nie wydamy za dużo i jeszcze na tym zarobimy.

Przede wszystkim nie należy zapominać po co w ogóle tworzymy domowy budżet, spisujemy wydatki i stawiamy sobie limity. Na pewno nie po to, by specjalnie utrudniać sobie życie, ani po to by wywracać swój styl życia do góry nogami i rezygnować z rzeczy dla nas ważnych.

Ogólne Drogi wyciąg papierowy

Wyciągi papierowe i elektroniczneCoraz więcej banków wprowadza opłaty za przygotowanie i wysyłkę papierowego zestawienia operacji na koncie. Głównym argumentem jest ekologia, ale można domyślić się, że chodzi przede wszystkim o pieniądze. Druk i wysyłka nawet kilku milionów wyciągów w miesiącu, to dla banków olbrzymie koszty.

(Eko)nomia

Opłaty za wyciągi papierowe wprowadziły już m.in. Eurobank (2 zł), BGŻ (5 zł), Lukas Bank (5 zł), mBank (5 zł) czy Inteligo (10 zł). Posiadacze konta Direct w ING Banku nie mogą otrzymać wyciągu pocztą, a jego wydruk w oddziale kosztuje 9 zł.

Biorąc pod uwagę, że banki prowadzą w tym momencie około 25 mln ROR-ów, to można oszacować, że wysłanie dwustronicowych wyciągów do każdego posiadacza konta oznaczałoby zużycie około 50 mln kartek papieru miesięcznie. W skali roku to 600 mln kartek czyli kilkaset drzew.

Argumenty ekologiczne są oczywiście trafne, ale jeszcze bardziej przemawiają do bankowców słupki w bilansach. Wysyłka i sporządzenie jednego wyciągu kosztuje przynajmniej 1,5 zł. Można więc szacować, że największy bank w Polsce – PKO BP wydaje na wyciągi nawet kilkadziesiąt milionów złotych rocznie.

Trudno się dziwić, że bankowcy liczą na duże oszczędności dzięki wprowadzeniu opłat za wyciąg. Wątpliwe, by liczyli na wielkie przychody z takiej usługi, a pobieranie 10 zł za wyciąg to raczej cena zaporowa, która ma zniechęcić klientów do takiej formy otrzymywania zestawienia operacji.

Nie oznacza to oczywiście, że wyciągów bezpłatnie dostać nie można. Większość banków oferuje tzw. e-wyciągi, czyli zestawienia przesyłane mailem lub udostępniane do pobrania w systemie transakcyjnym.

Korzyści także dla klienta

Korzyści z wprowadzenia e-wyciągów są także po stronie klientów. Przede wszystkim poufnym informacjom finansowym można zapewnić więcej bezpieczeństwa. Korespondencja z banków rzadko kiedy wysyłana jest listem poleconym, a to oznacza, że dostęp do niej mogą mieć także osoby postronne.

Przy tek okazji warto przypomnieć o tym, że wszystkie listy z banku, a w szczególności wyciągi powinno się niszczyć przed wyrzuceniem. Niestety złodzieje są coraz bardziej „sprytni” i niejednokrotnie decydują się nawet na przeszukiwanie śmieci, by zdobyć informacje o stanie posiadania potencjalnej ofiary.

Dodatkową zaletą e-wyciągów jest dostęp do kilku lub kilkunastu ostatnich wyciągów w internecie. Umożliwia to szybki dostęp do interesujących danych bez konieczności wertowania segregatorów. Dla tych, którzy nadal są nieprzekonani... banki przygotowały dodatkowe zachęty. Citibank w imieniu każdego klienta, który zrezygnował z papierowego sadził drzewko, a w Pekao SA można było liczyć na bezpłatny bilet wstępu do Puszczy Białowieskiej.

Policz co się opłaca

Nawet 2 zł miesięcznie pobierane za wyciąg to w skali roku 24 zł. Jeżeli opłata za wydruk sięga 5 zł, to przez rok wydamy niepotrzebnie 60 zł. Przy okazji opłat za wyciągi warto przyjrzeć się także innym opłatom pobieranym przez bank. W wyborze najtańszej oferty pomoże nasz ranking ROR-ów.

Fot. SXC.HU / mzacha

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.