Filtrowanie wszystkich postów po tagu "oprocentowanie." Wyczyść filtr

Jeszcze parę lat temu trudno było sobie wyobrazić, że będziemy musieli płacić bankom za trzymanie naszych pieniędzy na ich kontach. Wówczas mechanizm był prosty – powierzamy bankowi swoje oszczędności, a ten oferuje nam drobny, ale zawsze jakiś zysk w postaci odsetek.

Rzecz trochę uległa zmianie gdy z polskiego rynku systematycznie zaczęły znikać darmowe ROR-y. Tym ruchem banki zaczęły nas przyzwyczajać do tego, że za ich usługi jednak trzeba płacić. Do nieoprocentowanych a potem do płatnych ROR-ów z bólem, ale jakoś się przyzwyczailiśmy.

Za to teraz wśród ofert banków coraz częściej pojawiają się już nie ROR-y, ale rachunki oszczędnościowe z efektywnie ujemnym oprocentowaniem. Zaraz zaraz—jak to?

Otóż banki zaczynają wprowadzać miesięczne opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych. To, w połączeniu z mizernym oprocentowaniem, sprawia że trzymanie oszczędności na takim koncie staje się właściwie nieopłacalne.

Na przykład w BZ WBK oprocentowanie kont oszczędnościowych to od 0,51% do 1,51% (w promocji). Jednocześnie bank żąda miesięcznej opłaty w wysokości 1 zł. A to oznacza, że na takim koncie musimy trzymać od 980 zł do 2900 zł by w ogóle wyjść na zero!

Przy dzisiejszej deflacji lepiej wyjdziemy trzymając oszczędności w skarpecie…

Opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych znajdziemy też w PKO BP i w Citi Handlowym.

Innym sposobem banków na dodatkowy zarobek na naszych pieniądzach na kontach oszczędnościowych są opłaty za przelewy z tych kont. Trzymając środki na rachunku oszczędnościowym zawieramy pewną umowę z bankiem. My zobowiązujemy się do tego, że tych pieniędzy raczej nie będziemy ruszać, a bank w zamian za to oferuje nam wyższe oprocentowanie niż na ROR. Ale nie tak wysokie jak na lokacie, która jest jeszcze większym zobowiązaniem do zostawienia pieniędzy w banku na dłuższy czas.

W praktyce działa to tak, że bank zostawia nam jeden darmowy przelew wychodzący w miesiącu, a za pozostałe pobiera dość wysoką opłatę, np. 10 zł.

Nieco inaczej jest jednak w Toyota Banku. Tam zasady są trochę bardziej zagmatwane. Standardowo konto oszczędnościowe w TB obarczone jest miesięczną opłatą w wysokości 30 zł. Z opłaty jest się jednak zwolnionym, jeżeli przez miesiąc nie podejmie się pieniędzy z konta.

W efekcie jest to więc opłata 30 zł już za pierwszy przelew wychodzący z takiego konta.

By „zarobić” na jeden taki przelew w roku musimy trzymać na takim koncie 2000 zł przez 12 miesięcy.

Przy takich ofertach trzymanie pieniędzy w domu naprawdę staje się jedną z opcji wartych rozważenia…

Fot. Flickr / GotCredit, CC-BY 2.0

Ogólne Jaki jest prawdziwy koszt kredytu? Wyjaśniamy czym jest RRSO

  • 18 kwietnia 2016
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

Na ulotkach i materiałach promocyjnych banków i firm pożyczkowych oprocentowanie kredytu stanowi główną część przekazu reklamowego. Czasami w reklamach kredytów pojawia się nawet oprocentowanie 0%! No to jak bank zarabia na takim kredycie? Zarabia, i to niemało.

Bo to, co najważniejsze, czyli RRSO – najczęściej zapisywane jest drobnym drukiem gdzieś w kącie ulotki, czy też wyświetlane przez ułamek sekundy w reklamie telewizyjnej.

Czym jest RRSO i dlaczego na ten wskaźnik powinniśmy zwracać szczególną uwagę gdy już przyjdzie nam brać kredyt?

RRSO to skrót od „rzeczywista roczna stopa oprocentowania”. Tylko dlaczego ta „rzeczywista roczna stopa oprocentowania” często tak znacząco różni się od innego wskaźnika, który w zasadzie powinien mówić o tym samym – „rocznej stopy oprocentowania”? Zobaczcie sami:

Roczna stopa oprocentowania to – po prostu – oprocentowanie kredytu, koszt odsetek. Czyli to, co widzimy największą czcionką w ulotkach i reklamach.

RRSO uwzględnia ten wskaźnik ORAZ pozostałe składowe kosztu kredytu – dodatkowe koszty, które musimy ponieść w związku z daną pożyczką. Mogą być to:

  • oprocentowanie kredytu
  • prowizja za udzielenie kredytu
  • ubezpieczenia
  • opłaty za dodatkowe usługi (np. wizyta doradcy w domu)
  • opłata za rozpatrzenie wniosku kredytowego
  • wartość pieniądza w czasie i okres spłaty

Czy niższe RRSO zawsze oznacza tańszy kredyt?

Aż tak prosto nie jest! Patrząc na RRSO i całkowite koszty kredytu należy mieć na uwadze także harmonogram spłaty.

Dla dwóch kredytów o tych samych parametrach, które różni „jedynie” harmonogram spłaty (raty stałe vs raty malejące), RRSO może być identyczne przy zupełnie różnych całkowitych kosztach kredytu.

Na co zwracać uwagę przy porównywaniu kredytów?

Na oprocentowanie nominalne? Na pewno nie. Poza samym oprocentowaniem kredyt/pożyczka może mieć jeszcze inne koszty. Liczne i często wysokie. Będą to między innymi prowizje za udzielenie kredytu, ubezpieczenia i różne opłaty dodatkowe.

Na wysokość raty? Wysokość raty dużo powie nam o tym, jakie będzie nasze bieżące obciążenie, ale nie powie nam o całkowitym koszcie kredytu. Pod względem wysokości raty kredyt o ratach malejących będzie z początku większym obciążeniem niż kredyt o ratach równych, ale ostatecznie – biorąc pod uwagę cały okres kredytowania – to ten pierwszy będzie dla nas tańszy.

Porównując kredyty pod kątem wysokości raty należy porównywać tylko kredyty o tym samym harmonogramie spłaty: raty równe z równymi i raty malejące z malejącymi.

Naturalnie, wysokość raty będzie dla nas ważną informacją o tym, na co przygotować swój domowy budżet i jak uwzględnić tę kwotę w planie naszych przyszłych wydatków. Warto jednak pamiętać, że obniżając miesięczną ratę decydując się na dłuższy okres spłaty powiększamy całkowity koszt kredytu (bank będzie dłużej naliczał odsetki).

Na RRSO? RRSO jest dobrą informacją o kosztach kredytu, ale nie jest informacją kompletną. Może się zdarzyć, że dwa kredyty o różnych kosztach całkowitych mogą mieć podobne RRSO.

To, o czym na pewno mówi RRSO, to jaki jest udział dodatkowych kosztów (innych niż odsetki) w ostatecznym koszcie kredytu. Jeżeli RRSO znacząco odbiega od oprocentowania nominalnego, to znaczy to, że pożyczkodawca „ukrył” znaczną część kosztów w opłatach dodatkowych.

„Najlepszym” przykładem są tu pozabankowe firmy pożyczkowe. Oprocentowanie nominalne pożyczki ogranicza im (tak samo jak bankom) ustawa antylichwiarska – nie mogą tu liczyć więcej niż przewiduje prawo. Więc windują koszty pożyczki dodatkowymi opłatami, takimi jak choćby opłata za wizytę doradcy w domu. Stąd u nich tak dramatyczna różnica między RRSO a oprocentowaniem nominalnym.

Na całkowity koszt kredytu? Zawsze jeżeli mamy taką możliwość, to pytajmy i szukajmy informacji o całkowitym koszcie kredytu. Pożyczkodawca powinien przedstawić nam konkretną kwotę – ile w sumie będziemy musieli oddać: łącznie z odsetkami i wszystkimi dodatkowymi opłatami i prowizjami.

Fot. Flickr / Pictures of Money, CC-BY 2.0

Na początku marca mój „główny bank” przywitał mnie taką oto wiadomością:

„Informujemy, że w marcu na rachunkach oszczędnościowych prowadzonych w złotych ustalona została stawka oprocentowania w wysokości 0,94%.”

Nic fajnego. Oprocentowanie w skali roku poniżej jednego procenta, a jak od tego odliczyć jeszcze podatek od zysków kapitałowych, to ostatecznie wychodzi coś w okolicach 0,76% rocznie netto.

Cóż, mogło być gorzej. Gdybym miał konto oszczędnościowe w PKO BP, to nie dość, że oprocentowanie byłoby jeszcze niższe (0,80% brutto w skali roku), to bank na dodatek pobierałby jeszcze miesięczną opłatę za prowadzenie tego konta (1zł)!

Na pierwszy rzut oka oprocentowanie depozytów bankowych – zarówno kont oszczędnościowych jak i lokat terminowych – nie rozpieszcza oszczędzających. Oczywiście taka sytuacja ma bezpośredni związek z tym, że obecnie mamy deflację, a Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej podejmują działania, które mają na celu doprowadzić wskaźnik cen do pożądanego poziomu (+2,5% plus/minus jeden punkt procentowy).

Działają więc obniżając stopy procentowe. Po ostatniej obniżce te są teraz najniższe w historii. W ślad za tym idą banki i tam, gdzie mogą, obniżają oprocentowanie depozytów. W przypadku kont oszczędnościowych mogą takiej zmiany dokonać praktycznie od razu, zaś w przypadku lokat w terminie odnowienia depozytu. Szczęśliwi mogą być ci, których banki „gwarantowały” oprocentowanie, przynajmniej przez jakiś czas.

Wykluczając wszelkie promocje dla „nowych klientów” mamy teraz zatem konta oszczędnościowe oprocentowane w okolicach 1-2% brutto w skali roku, a lokaty terminowe na 2-3-4% brutto w skali roku.

To niedużo, ale czy na pewno powinno nas to zniechęcać do tej formy oszczędzania? Moim zdaniem nie. Oto kilka powodów.

Deflacja

Przy deflacji na poziomie 1,6% nawet trzymanie pieniędzy w przysłowiowej skarpecie pozwala nam utrzymać wartość pieniądza w czasie. To, co banki dają na kontach oszczędnościowych i lokatach to dodatkowy bonus ponad to.

Trzymając środki na koncie oszczędnościowym oprocentowanym na 1% brutto w skali roku realnie „zarabiamy” teraz 2,41% (1,6% deflacji + 1% oprocentowania * 0,81 („podatek Belki”)). Ponad dwa punkty procentowe ponad wskaźnik cen to i tak nieźle, jak na bankowe depozyty.

Tutaj jednak ważna uwaga – oficjalny wskaźnik cen może być różny od naszego własnego. GUS liczy swoje statystyki na podstawie przeciętnego „koszyka zakupowego”, a ten może mieć inną strukturę niż nasze własne wydatki.

Odkładanie pieniędzy jest ważniejsze niż oprocentowanie

Gdy zaczynamy oszczędzać, a nawet gdy już wykonaliśmy kilka kroków na tej drodze i poruszamy się w dolnych kwotach pięciocyfrowych, to i tak najważniejsze znaczenie dla wartości naszych oszczędności ma regularne odkładanie pieniędzy.

Polowanie na oferty i promocje, byle urwać gdzieś procent czy pół procenta może być fajnym hobby i dawać satysfakcję, że tak dobrze poruszamy się po rynku, ale tak naprawdę nie zmieni to naszej sytuacji. Nie w krótkim terminie i nie przy niskiej ogólnej kwocie oszczędności.

To, co ma największe znaczenie, to zobowiązanie się przed sobą i dyscyplina w regularnym odkładaniu pewnej kwoty pieniędzy. Czy to na konto oszczędnościowe, czy na lokatę, czy nawet w gotówce.

10 000 zł trzymane na rachunku oszczędnościowym oprocentowanym na 1% brutto w skali roku zwiększa Twoją sumę oszczędności o niecałe 7 zł miesięcznie. Gromadzenie oszczędności pójdzie dużo szybciej, jeżeli nie zostawimy wszystkiego w rękach banków i oprocentowania, a sami będziemy regularnie dokładać kolejne sumy. Już 50 zł miesięcznie robi wielokrotną różnicę!

Dla pewnych oszczędności depozyt bankowy to najlepsze miejsce

Skoro bankowe depozyty tak mało teraz płacą, to może lepiej rozejrzeć się za innymi formami pomnażania oszczędności? Może warto teraz przeznaczyć więcej środków na inwestycje? To na pewno dobry trop – ale nie dla każdego i nie dla wszystkich naszych środków.

Są takie rodzaje oszczędności, którym nie powinno przeszkadzać niskie oprocentowanie i których lepiej nie wystawiać na ryzyko wahań kursów giełdowych czy notowań funduszy.

Przede wszystkim chodzi o fundusz awaryjny. To pieniądze, które powinniśmy mieć możliwie zawsze pod ręką na wypadek nieprzewidzianych sytuacji, które nagle będą wymagać od nas wyłożenia dodatkowej sumy pieniędzy. Celem funduszu awaryjnego nie jest zarabianie, tylko zapewnianie nam poczucia bezpieczeństwa finansowego i stabilizacji.

Dopóki te pieniądze nie tracą na wartości w czasie, to jest dobrze. W obecnej sytuacji na rynku ten warunek nadal jest spełniony.

To samo można powiedzieć o wszelkich oszczędnościach celowych. Jeżeli oszczędzamy na nową lodówkę, telewizor, wakacje, święta czy jakikolwiek inny cel, to takich pieniędzy też nie warto narażać na dodatkowe ryzyko. Tu konta oszczędnościowe i lokaty pełnią funkcję szufladek, w których porządkujemy nasze oszczędności: na koncie X są środki na ubezpieczenie samochodu, a na koncie Y na wkład własny na mieszkanie.

Fot. Flickr / Images_of_money

Co brać pod uwagę przy wyborze któregoś z bankowych produktów depozytowych? I czy naprawdę liczy się tylko oprocentowanie?

Największy problem, jaki mam z lokatami i kontami oszczędnościowymi, to zgromadzenie pieniędzy, które mógłbym na nie włożyć :). Bo poza tym, to naprawdę bardzo proste produkty. Można je znaleźć niemal w każdym banku i w większości przypadków funkcjonują one na podobnych zasadach.

Bankowe depozyty to fajne miejsce dla pierwszych oszczędności. Ryzyko jest małe, płynność stosunkowo duża (zwłaszcza w przypadku kont oszczędnościowych) i przy odrobinie wysiłku można znaleźć takie rozwiązania, które dadzą choćby niewielką przewagę nad inflacją. A to już coś.

Konta oszczędnościowe – kiedy ROR to za mało

Konto w banku do przede wszystkim ROR. Ale są też wyspecjalizowane produkty, które kosztem pewnych ograniczeń, pozwalają pieniądzom lepiej pracować. To konta oszczędnościowe.

Na samym ROR wiele nie zarobisz. To konto do robienia przelewów, płacenia rachunków, bieżących rozliczeń, otrzymywania pensji i obsługi pozostałych usług finansowych w banku. Natomiast wbrew nazwie, rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy do oszczędzania nie służy.

Praktycznie w każdym przypadku, jeżeli chodzi o oprocentowanie, to konto oszczędnościowe wygrywa z ROR-em. Jedyny przypadek, w którym ROR zarabia więcej niż konto oszczędnościowe, to promocje.

Jeżeli masz już konto w danym banku, to do założenia rachunku oszczędnościowego wystarczy kilka klików. Żadnych dodatkowych umów (wszystko powinna załatwiać umowa ramowa z bankiem), dokumentów, potwierdzeń… No i prowadzenie takiego rachunku jest zwykle bezpłatne.

Nie musisz się też ograniczać do jednego rachunku. W jednym banku możesz mieć kilka kont oszczędnościowych (każdy bank ma inny limit, zazwyczaj w przedziale 2-5). Ja nie lubię, gdy wszystkie moje oszczędności są w jednym miejscu, na jednym koncie i nie wiem dokładnie ile na jaki cel mam odłożone. Dlatego na każdym koncie oszczędnościowym trzymam środki przeznaczone na co innego.

Oszczędności średnio- i krótkoterminowe

No właśnie, przeznaczenie środków na różnych kontach oszczędnościowych. Ja stosuję u siebie taki system, że mam oddzielne konto na każdy z krótko- i średnioterminowych celów, które mam zaplanowane w swoich finansach.

Pamiętam, że co roku są Święta Bożego Narodzenia (a wiele osób przypomina sobie o tym dopiero w połowie grudnia). Od kilku lat zapisuję swoje wydatki, więc wiem na co przygotować swój budżet. I tyle staram się do grudnia odłożyć na koncie oszczędnościowym.

Mam nadzieję, że za jakieś 8-7 miesięcy Apple pokaże nowego iPada mini z Retiną i pewnie będę chciał go kupić tuż po premierze. Więc od dziś na jednym ze swoich kont oszczędnościowych będę odkładał po 200 zł miesięcznie właśnie na ten cel.

Pewnie sam masz podobne wydatki, o których wiesz, że nastąpią w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Święta, ubezpieczenie samochodu, nowy zestaw podręczników szkolnych dla dziecka, nowy komputer…

Według mnie, konta oszczędnościowe zostały stworzone właśnie dla takich celów. Dla oszczędzania na wydatki, które będą miały miejsce za kilka-kilkanaście miesięcy oraz na takie wydatki, które nie idą w dziesiątki tysięcy, tylko w kilkaset złotych lub kilka tysięcy złotych. Tak, aby przez najbliższe miesiące można było ten cel oszczędnościowy zrealizować.

Masz inny pomysł na wykorzystanie kont oszczędnościowych? Proszę, podziel się nim w komentarzu!

Płynność, głupcze!

Konta oszczędnościowe w tym lepsze są od lokat, że oferują większą płynność. W każdej chwili możesz zasilić konto – bez konieczności zakładania nowego produktu finansowego w banku, nowej lokaty.

W każdej chwili możesz też wypłacić środki. Ale tutaj dwie ważne uwagi!

Po pierwsze, z kont oszczędnościowych nie warto robić przelewów zewnętrznych, do innych banków. Takie przelewy są najczęściej płatne i kosztują tyle, że to po prostu się nie opłaca – taki przelew neguje całą „pracę” naszych oszczędności. Banki zdecydowanie nie chcą, byś traktował konto oszczędnościowe jako rachunek do bieżących rozliczeń. Jeżeli chcesz przelać pieniądze na zewnątrz, to zawsze lepszą drogą jest przelew wewnętrzny na ROR, a dopiero potem do innego banku.

Druga rzecz to właśnie przelewy wewnętrzne, w ramach banku, w którym masz konto oszczędnościowe.  Tu też nie ma pełnej dowolności.

Trzeba brać pod uwagę to, jak funkcjonują banki. Potrzebują one naszych pieniędzy, depozytów, do bieżącego funkcjonowania. W ich interesie jest, abyśmy trzymali w bankach pieniądze jak najdłużej (i jak najtaniej dla banków).

Zresztą, wystarczy przypomnieć, że długość depozytów była jedną z osi konfliktu między KNF a bankami – KNF twierdziła, że banki nie utrzymują właściwej równowagi między kredytami (gdzie duży, jeżeli nie największy, udział mają wysokie kredyty hipoteczne, często brane na kilkadziesiąt lat), a lokatami (gdy u szczytu popularności były krótkie „lokaty jednodniowe”). Wkrótce potem musieliśmy pożegnać się z naszymi ulubionymi „lokatami antybelkowymi”.

Ale wracając do kont oszczędnościowych… Bank nie może pozwolić sobie na to, byśmy mogli wyprowadzać pieniądze z produktów depozytowych bez żadnych konsekwencji kiedy tylko nam się zamarzy. Gdyby tak było, banki znów sprowadziłyby na siebie gniew KNF, a poza tym byłoby to dla nich kompletnie nieopłacalne (na blogach finansowych na pewno pojawiłyby się od razu opisy systemów jak zoptymalizować swoje konta, tak aby wszelkie nadwyżki zawsze automatycznie lądowały na koncie oszczędnościowym, a n ROR pojawiały się tylko gdy będzie taka potrzeba).

Stąd ograniczenie, które możemy znaleźć w większości banków: bezpłatny jest tylko pierwszy przelew wewnętrzny w danym miesiącu. Kolejne, zależnie od banku, w którym masz konto – 1 zł, 5 zł, 10 zł... To sprawia, że nie opłaca się często sięgać po takie oszczędności. A już na pewno nie warto stosować kont oszczędnościowych do codziennych rozliczeń.

Jednak mimo tych ograniczeń (nieopłacalne przelewy zewnętrzne, ograniczone przelewy wewnętrzne) konta oszczędnościowe i tak oferują większą płynność niż lokaty. Zresztą, w podbramkowej sytuacji można przełknąć te 1 zł czy 5 zł opłaty za dodatkowy przelew. To pewnie i tak mniejsza strata niż np. zrywać półroczną lub roczną lokatę, zwłaszcza pod koniec jej trwania, i stracić odsetki.

Oczywiście za tę płynność płacimy. Konta oszczędnościowe są najczęściej gorzej oprocentowane niż lokaty. W typowym banku ta „progresja oprocentowania depozytów” wygląda tak:

  • Najniższe oprocentowanie ma ROR (0% lub bardzo blisko)
  • Średnie oprocentowanie można znaleźć na kontach oszczędnościowych (w dobrych bankach można nawet znaleźć oferty powyżej inflacji)
  • Oszczędności najlepiej pracują na lokatach (za dobrą ofertę można uznać lokatę z oprocentowaniem przewyższającym inflację o 2 punkty procentowe)

Każdy z tych produktów działa trochę inaczej i warto go wykorzystywać do nieco innych celów. W domowych finansach znajdzie się miejsce i dla ROR, i dla konta oszczędnościowego, i dla lokaty.

Fot. Flickr / 401K 2012

Ogólne Gazeta: "Na naszych ROR-ach marnuje się prawie 50 mld zł"

  • 2 października 2009
  • Piotr Włodarek
  • 0 comment

Na naszych ROR-ach marnuje się prawie 50 mld zł.

Kontomierz to wie. Od dawna. Niedawno problem dostrzegła także Gazeta Wyborcza.

Gazeta alarmuje, że znaczna część oszczędności Polaków leży na bardzo nisko oprocentowanych rachunkach.

My dodajemy, że gdyby te pieniądze były ulokowane na rachunkach sugerowanych przez kontomierz, Polacy zyskaliby 3 mld zł rocznie.

Przeciętny użytkownik kontomierza dowiaduje się, że może zyskać około 400zł w skali roku - jeśli tylko przeniesie środki na najwyżej oprocentowane rachunki.

Zarejestruj się i sprawdź jak łatwo zyskać setki złotych.

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.