Filtrowanie wszystkich postów po tagu "oszczędności." Wyczyść filtr

Co chciałbym wiedzieć, gdybym teraz zaczynał oszczędzać

Po pierwsze, to żałuję, że nie zacząłem wcześniej. To chyba przypadłość każdej osoby, która świadomie zarządza finansach. W jakim – lepszym – miejscu mógłbym teraz być, gdybym zaczął kontrolować swoje wydatki rok, dwa, trzy lata wcześniej…?

Warto zacząć jak najwcześniej, a najlepiej już teraz.

Ale jest też kilka rzeczy, a raczej błędów, których bym nie popełnił, gdybym tylko wiedział wcześniej jak prawidłowo zarządzać swoimi pieniędzmi.

Jeżeli jesteś teraz na początku drogi do bezpieczeństwa finansowego, niezależności, bogactwa – czy jakiegokolwiek innego finansowego celu – oto kilka rzeczy, które warto wiedzieć i kilka błędów, których można się ustrzec.

W komentarzach pod wpisem o rozrzutności sloik prosił o artykuł o tym, jak oszczędzać we właściwy sposób. No to proszę bardzo! :)

Nie odmawiaj sobie wszystkiego

To pułapka, w którą bardzo łatwo wpaść, zwłaszcza na początku. „Zacząłem oszczędzać, więc muszę odkładać jak najwięcej”. A co za tym idzie? Oczywiście cięcie wydatków.

A jakie elastyczne wydatki najłatwiej od razu przyciąć? Mieszkać gdzieś trzeba, więc wynajem/rata zostaje jaka jest. Rachunki trzeba opłacać, nie ma rady. Jeść też trzeba. Co więc zostaje?

Przyjemności.

Od tego chyba najłatwiej zacząć. Naturalnie – można znaleźć tańsze mieszkanie na wynajem, można oszczędzać energię i wodę, ale tak naprawdę to przyjemności wydają się być najbardziej w zasięgu ręki.

Albo w zasięgu nożyczek. Lub noża. Zależnie czym tniesz wydatki.

Zresztą, jest to jak najbardziej racjonalne. Przyjemności zazwyczaj są dość wysoko w hierarchii potrzeb, więc oszczędności zaczyna się od nich.

Bardzo łatwo jest jednak zapędzić się za daleko w swoim zapale do oszczędzania i przyciąć wydatki na wszystkie przyjemności i zachcianki, od góry do dołu.

Można wtedy oczywiście więcej odłożyć, ale za jaką cenę?

Najprostsza analogia to odchudzanie i „efekt jo-jo”. Chcemy osiągnąć jak najwięcej jak najszybciej, wysilamy się, czynimy daleko idące poświęcenia – i przez jakiś czas efekty są dobre. 

Jest to jednak strasznie wyczerpujące, zwłaszcza psychicznie. Każda pokusa jest co najmniej dwa razy silniejsza. Łatwo ulec, a za jednym następstwem od razu idą kolejne i wracamy do punktu wyjścia.

Myśląc o przyszłości nie powinno zapominać się o życiu tu i teraz. Trzeba zachować jakąś własną równowagę. I pomyśleć trochę o sobie i własnym samopoczuciu.

Poświęcanie wszystkiego na ołtarzu oszczędności w długiej perspektywie nie prowadzi do udanego życia.

Jeszcze mały disclaimer. Zakładam tutaj, że jesteś osobą, która chce po prostu świadomie zarządzać swoimi finansami. Nie wywracając swojego stylu życia do góry nogami. 

Natomiast ktoś, kto jest w tragicznej sytuacji finansowej, potrzebuje nagle dużych pieniędzy (których obecnie nie ma), pewnie nie ma wyjścia i musi ciąć absolutnie wszystkie zbędne watki.

Są rzeczy, na których nie warto oszczędzać

Ale wróćmy jeszcze to tego nadmiernego zapału w oszczędzaniu.

Może on nas doprowadzić do cięcia wydatków, które przyniesie nam więcej szkody niż pożytku. Jest kilka takich obszarów życia, gdzie (nadmierne) oszczędności mogą prowadzić do często bardzo kosztownych konsekwencji.

Zdrowie. Wyobraź sobie sytuację, że chorujesz. Wygląda to na zwykłe przeziębienie, nic specjalnego, ale nie czujesz się za dobrze. Dość typowe o tej porze roku. Nie chcesz jednak iść do lekarza, bo pewnie przepisze jakieś drogie leki. Nie kupisz też nic bez recepty - zwykła herbata z cytryną powinna pomóc. Łatwo przewidzieć jak może się skończyć takie oszczędzanie na własnym zdrowiu.

Zresztą, nie tylko o kupowanie leków tutaj chodzi. Wszelkie zaniedbania, niezdrowy tryb życia, czy zła dieta prędzej czy później dadzą się we znaki.

Jedzenie. No właśnie, dieta. Mam już za sobą ten etap, w którym chciałem odchudzić swoje wydatki poprzez kupowanie taniego jedzenia i tanich produktów. I nie był to najlepszy pomysł. 

Tanie jedzenie to najczęściej takie, które ma albo bardzo krótki termin ważności (lub nawet już jest przeterminowane – takie też można znaleźć na sklepowych półkach), albo jest po prostu niezdrowe, przepełnione chemią, konserwantami lub w sztuczny sposób „ulepszane” (np. mięsa z dużą zawartością wody). Dla własnego dobra – nie warto.

Jakość produktów. Na pewno znasz takie powiedzenie – „biedny dwa razy traci”. Zbyt oszczędny też! Dzisiaj piszę dużo o jedzeniu, więc zostańmy przy tym temacie i za przykład weźmy patelnie. Można kupić najzwyklejsze, za kilka, kilkanaście złotych w promocji i cieszyć się z dobrej okazji.

Do pierwszego obiadu. Jedzenie się przypala, potem ciężko się to wszystko zmywa, trzeba szorować. A przede wszystkim jest to produkt marnie wykonany i po krótkim czasie trzeba będzie kupić nowy.

Można też zainwestować trochę więcej, ale kupić porządną patelnię, teflonową, gdzie nic się nie przypala, można smażyć zdrowiej – bo bez tłuszczu, a zmywanie nie jest wcale kłopotliwe. Do tego wykonanie jest bardzo dobre i będzie to sprzęt, który posłuży długi czas.

To tylko jeden przykład. Na pewno masz też jakiś własny, kiedy to poświęciłeś jakość dla niższej ceny, a potem żałowałeś?

Nadmierna skrupulatność tylko przeszkadza

Nadmierny zapał może pokrzyżować nam szyki w jeszcze inny sposób.

Przez nadmierną dokładność.

Sam dość szybko wpadłem w tę pułapkę. Oczywiście – chciałem jak najlepiej: możliwie skrupulatnie prowadzić domowy budżet, nie pominąć żadnego wydatku, spisywać wszystko co do grosza.

W teorii wygląda to świetnie – nic Ci nie umknie, wszystko zanotujesz i każda kwota będzie się zgadzać do dwóch miejsc po przecinku.

A w praktyce?

W praktyce, jak można się tego spodziewać, jest dużo trudniej. Taka wyjątkowa dokładność jest wskazana, ale moim zdaniem tylko na absolutnym początku – przez pierwszy miesiąc, może dwa miesiące prowadzenia domowego budżetu.

Ale na dłuższą metę? Nie, dziękuję.

Szybko zauważysz, że takie dokładnie spisywanie każdego grosika staje się kolejnym nużącym obowiązkiem. Po prostu nie będzie Ci się chciało prowadzić dalej własnego budżetu.

Właśnie dlatego ludzie tak często porzucają swoje budżety domowe – robi się z tego zbyt duży wysiłek.

Co zamiast tego? Chociażby daruj sobie notowanie każdej transakcji z dokładnością do jednego grosza. Zaokrąglaj – najlepiej w górę – wszelkie swoje wydatki. Zredukuj też liczbę kategorii w budżecie to niezbędnego minimum. Już samo to powinno uczynić budżetowanie prostszym.

A jeżeli kontrolujesz swoje wydatki przez Kontomierz i w większości miejsc płacisz kartą, to ten problem oczywiście Cie nie dotyczy – aplikacja sama dokładnie zliczy każdą transakcję, sama dobierze odpowiednią kategorię do każdego wydatku i przedstawi Ci to w postaci czytelnego zestawienia.

Warto ułatwiać sobie życie.

Małe kwoty mają duże znaczenie

Małe oszczędności to coś, czego często się nie widzi, lub coś co łatwo zlekceważyć. Ale nawet i takie drobne 5 zł, odkładane regularnie, potrafi się w jakimś stopniu przysłużyć do budowania bogactwa.

Chodzi przede wszystkim o nabranie właściwej perspektywy. Przecież nie planujesz oszczędzać i inwestować przez dwa tygodnie, rok, tylko – np. mając w perspektywie emeryturę – kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat.

Krople mają więc czas by drążyć skałę. Jeżeli już dziś zaczniesz wyrabiać sobie nawyki dające nawet drobne oszczędności – a to wyłączanie urządzeń zamiast stand by, a to odkładanie nawet kilku złotych dziennie, to w długiej perspektywie da to bardzo widoczne efekty.

Sam na początku to zlekceważyłem i żałuję. Ale teraz, gdy już przyzwyczaiłem się do odkładania nawet małych kwot, to praktycznie nie zauważam, bym sobie czegoś w ten sposób odmawiał, czy z czegoś rezygnował.

Nie trzeba trzymać wszystkiego w jednym banku

W sumie to nawet miło wspominam czasy, gdy miałem tylko jedno konto bankowe, a w nim wszystko – pod ROR miałem podpięte rachunki oszczędnościowe, lokaty, rachunek maklerski i kartę kredytową. Wszystko w jednym miejscu.

Było wygodnie, ale omijało mnie mnóstwo okazji na wyciśnięcie ze swoich oszczędności jak największych zysków.

Bo zazwyczaj jest tak, że w jednym banku jakiś produkt finansowy jest ponadprzeciętny, reszta jest średnia lub nie najlepsza. Jeden bank może dużo płacić za Twoje oszczędności, inny może mieć bardzo korzystną kartę kredytową, a jeszcze gdzieś indziej zapłacisz najniższe prowizje za transakcje na rachunku maklerskim.

Z tych okazji trzeba korzystać! 

Znowu wracamy do kwestii małych oszczędności i małych zysków. Myślisz, że ten 1 punkt procentowy więcej na lokacie nie zrobi różnicy? Ten 1% cashbacku w karcie kredytowej to żaden bonus? 0,25% prowizji maklerskiej to niewiele mniej niż 0,38%? 

W perspektywie kilkunastu lat też? 

No właśnie!

Psychika jest ważniejsza niż matematyka

A może oszczędzanie Ci nie w głowie, bo na razie to masz kredyty do spłacenia?

Zarówno przy oszczędzaniu, jak i przy spłacaniu kredytów pewne psychologiczne sztuczki potrafią zdziałać więcej niż skrupulatne matematyczne wyliczenia.

Przykładem niech będzie spłata kredytów metodą kuli śniegowej. Będąc zadłużonym tu i tam zaczynamy naszą walkę z kredytami od tego o najniższej wartości. Zapominamy przy tym o oprocentowaniu i o tym, że spłacając najpierw wyżej oprocentowany kredyt, oszczędzilibyśmy więcej na odsetkach.

Dlaczego tak?

Po to, aby szybko odnieść pierwszy sukces. To bardzo ważne dla podtrzymania motywacji i działania.

Jeżeli zaczęlibyśmy od kredytu o najwyższym oprocentowaniu, ale też i o wyższej sumie, dłużej trzeba czekać na moment, w którym można powiedzieć „w końcu spłaciłem”.

Spłacanie najniższego kredytu daje wyraźne poczucie zmniejszania zadłużenia.

Najlepsze jest to, co sprawdza się u Ciebie

Na koniec zostawiłem sobie - moim zdaniem - najważniejszą zasadę

To co działa w Twoim przypadku, w Twojej konkretnej sytuacji, jest najlepsze.

Ogólnie, na tym blogu opisuję różne pomysły na oszczędzanie, zarządzanie finansami, czy inwestycje. Ale to są tylko pomysły, a w żadnym wypadku nie nakazy, czy rzeczy, które sprawdzą się zawsze i w każdej sytuacji.

Nie ma takich metod, które sprawdzą się u każdego, będą pasowały do każdego stylu życia, czy do każdego portfela.

Dlatego nie bój się eksperymentować.

Próbuj różnych sposobów – jedne się sprawdzą, inne nie. Nie musisz czytać każdego poradnika i stosować każdej zawartej tam rady. Jeśli coś nie działa, to daj sobie z tym spokój, nawet mimo tego, że jakieś poradniki mówią, że jest to jakiś cudowny sposób.

Odnosi się to też do wszystkiego, co opisałem powyżej. Nie wszystko musi się sprawdzić, ale być może coś akurat Ci się przyda.

Jedyne, co mogę z całą pewnością polecić, to by zacząć już teraz. Nie odkładać wdrażania różnych dobrych nawyków na później, na przysłowiowe „jutro”.

Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, to zaprenumeruj nasz blog przez kanał RSS lub dołącz do naszej społeczności na Facebooku. Nie przegapisz żadnych nowości, ciekawostek i porad!

Fot. sxc.hu / dlritter

 

Ogólne Co zrobić z resztą po GPW?

  • 2 listopada 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comment

Co zrobić z resztą po GPW?Kupiłeś akcje w ofercie publicznej? Zapisałeś się na maksymalny pakiet? Na razie na Twoim rachunku zablokowane jest 4300 zł (oraz prowizja). Akcje zobaczysz dopiero 8 listopada.

Ale, jak zresztą wiadomo było od początku, na pewno nie będzie to 100 akcji. Na GPW zapisało się 323 308 inwestorów indywidualnych (pewnie w wielu przypadkach były to całe rodziny pod przywództwem jednego, zapalonego inwestora).

Ta oferta wzbudziła większe zainteresowanie niż Tauron (230 tys. zapisów) i PZU (250 tys.), można więc mówić o rekordzie ostatnich lat.

Pozostaje jednak niedosyt.

Każdy, kto zapisał się na 25 lub więcej akcji dostanie zapewne nie więcej niż właśnie te 25 akcji. Przy cenie 43 zł za sztukę ich wartość to 1075 zł. Niewiele!

Warto zauważyć, że w ofercie dopisali także inwestorzy instytucjonalni. Kupili oni blisko 19 mln akcji za cenę 46 zł. Wyobraźmy sobie, że akcje GPW otworzą się właśnie po takiej cenie na debiucie.

Dla indywidualnego inwestora będzie to zysk w wysokości 75 zł brutto. Niewykluczone oczywiście, że debiut będzie wyższy (lub - dla pesymistów - niższy), ale i tak perspektywy zarobku (w ujęciu nominalnym) nie zachwycają jakoś szczególnie. Ale zawsze coś.

Tym większa pokusa, by sięgnąć po te 3200 zł, które zostały tym inwestorom, którzy zapisali się na maksymalny pakiet. To są pieniądze, z którymi można coś zrobić. Zwłaszcza, jeżeli to również nasz debiut na giełdzie. Łatwo wejść na taki tor myślenia, że „skoro miałem te pieniądze już przeznaczone na akcje, to kupię za to jakiś inny walor”.

To dość typowa pokusa – pieniądze parzą w ręce. Jest to jednocześnie jedna z bardziej szkodliwych motywacji – zainwestować już teraz, bo akurat teraz mam na to środki.

Zakładam, że te trzy tysiące to dla Ciebie raczej poważne pieniądze i raczej nie możesz sobie pozwolić na to, by lekką ręką zainwestować je tu lub tam. A już na pewno nie możesz sobie pozwolić na to, by w łatwy sposób te pieniądze stracić, prawda?

Nie chcę tu dawać jednej złotej rady – „zainwestuj w [tu wstaw swój ulubiony instrument finansowy] – to będzie najlepsze miejsce dla tych pieniędzy”. Nie o to chodzi.

Bardziej chodzi o ocenę własnej sytuacji i o czas.

Czy na pewno nie potrzebujesz tych pieniędzy?

Może masz jakieś zaplanowane wydatki – o których już wiesz, że będą miały miejsce, ale jeszcze nie myślałeś o nich na tyle poważnie, by zacząć coś na nie odkładać?

Zaczyna się listopad, więc zaraz idzie grudzień, a wraz z nim Święta Bożego Narodzenia. To dopiero czas nie lada wydatków! Na pewno jesteś na nie dobrze przygotowany?

Założę się, że nie spodziewaliście się takiej porady – zostały Ci pieniądze z akcji GPW? – zainwestuj w Świętego Mikołaja! ;)

Chociaż brzmi to trochę mało poważnie, nie jest to wcale taka błaha sprawa. Rok temu polskie rodziny zamierzały wydać na święta przeciętnie ok. 1500 zł. Skąd wziąć te pieniądze? Często myślimy o tym dosłownie na ostatnią chwilę.

Na pewno część osób ratowała się kredytami-chwilówkami lub kartami kredytowymi, lub ewentualnie będzie głodowała pół miesiąca - byle tylko urządzić jak najbardziej uroczystą kolację wigilijną i przygotować pokaźne prezenty.

A przecież można inaczej - można zapisać sobie w swoim planerze finansowym taki nadchodzący wydatek i regularnie oszczędzać na ten cel. Albo właśnie sięgnąć po pieniądze pozostałe po debiucie GPW.

Oszczędności na początek

Dla wielu osób debiut GPW był jednocześnie ich pierwszym krokiem na giełdzie. Maklerzy chwalili się w różnych mediach, że blisko co drugi zapis na akcje GPW wiązał się z otwarciem nowego rachunku maklerskiego.

Wzięcie udziału w dużej, poważnej ofercie publicznej jest jak najbardziej racjonalne. Ryzyko jest stosunkowo mniejsze niż w przypadku innych typowych spółek. Jednak łatwo potem z rozpędu rzucić się na inne spółki, już mniej pewne. Od razu i bez większego namysłu.

Ale nie powinno się zapominać o oszczędnościach i budowaniu filarów zdrowych finansów osobistych.

Inwestowanie jest dobre i pożądane, ale czy na pewno możesz sobie teraz na to pozwolić? Czy zadbałeś już o fundusz awaryjny na nieprzewidziane wydatki? Te 3200 zł byłyby świetne jako początek takiego funduszu (jeżeli jeszcze go nie masz). To w końcu kwota pokrywająca co najmniej miesięczne wydatki, jeżeli nawet nie dwumiesięczne.

Jednak inwestycje? Daj sobie trochę czasu!

Czasu na zastanowienie się i czasu na analizę. Czy od początku zakładałeś, że Twój zapis zostanie zredukowany o kilka tysięcy złotych? Jaki miałeś plan na taką ewentualność? Czy zapisując się na pełny pakiet od razu zadecydowałeś, że cała ta kwota – 4300 zł – będzie przeznaczona na inwestycje na giełdzie?

Masz pieniądze, ale to dopiero pierwszy krok. Teraz pora na analizę – czy to dobry moment by wejść na rynek? Lepiej wejść w fundusze czy w akcje? Jakimi sektorami gospodarki się zainteresować, jakie spółki wybrać?

Na te pytania nie odpowie samo posiadanie pieniędzy na koncie. Na znalezienie odpowiedzi trzeba poświęcić trochę czasu.

Uwaga! Konkurs!

Przypominamy o naszym konkursie na Facebooku. Wystarczy wytypować kurs akcji GPW na zakończenie notowań w dzień debiutu i można wygrać cenną nagrodę! Swoje typy można zgłaszać w tym miejscu.

Treści zawarte w artykule są wyłącznie wyrazem osobistych poglądów autora i nie stanowią "rekomendacji" w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715).

Fot. Flickr / mudricky

Ogólne Dlaczego małe zyski nie robią na Tobie wrażenia?

  • 29 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comment

Dlaczego małe zyski nie robią na Tobie wrażenia?Zarabiać 1 zł dziennie? Też mi coś!

5% rocznie na lokacie? Wolę fundusze, które w reklamach chwalą się kilkudziesięcioprocentowymi zyskami – oczywiście, historycznymi. Albo jeszcze lepiej – kontrakty terminowe, tam przecież w jeden dzień można zarobić całą miesięczną wypłatę, a nawet dużo, dużo więcej.

Przy okazji prywatyzacji GPW wielu moich znajomych rezygnuje, bo spodziewa się dużej redukcji i zysku co najwyżej w okolicach 100 zł na debiucie. Uważają, że nie warto.

Małe kwoty, małe zyski, małe oszczędności – choć regularne – nie mają łatwo. Są po prostu mało spektakularne.

Co innego jest powiedzieć znajomym, że „zarobiłem wczoraj na giełdzie 500 zł – w jeden dzień!”, a co innego powiedzieć „założyłem lokaty i zarabiam teraz 2 zł dziennie z odsetek”, prawda?

Oczywiście, że fajnie jest się pochwalić, co prawda jednorazowym, ale jednak zyskiem. Ale chyba nie inwestujesz tylko po to, by się chwalić?

Ludzie mają zwyczaj niedoceniania małych kwot. Dlaczego?

Nie lubimy odraczać gratyfikacji. Na ogół wolimy małą nagrodę teraz i bez wysiłku, niż większą nagrodę w przyszłości. Ta impulsywność jest tym bardziej wzmacniana przez reklamy i promocje, które wciskają nam produkty tu i teraz. Od razu.

Ten schemat działa też w przypadku oszczędzania i inwestowania. Jedynie co czwarty Polak posiada jakiekolwiek oszczędności! Natychmiastowa konsumpcja przeważa nad myśleniem o przyszłości.

Nie muszę chyba pisać, jak duży jest to błąd.

A jaka jest najczęstsza wymówka przed oszczędzaniem? „Nie mam z czego.”  A przecież można odkładać nawet złotówkę, czy pięć złotych dziennie i po kilkudziesięciu latach (ja mam przynajmniej z 30-kilka lat do emerytury) będzie z tego całkiem solidny kapitał.

Żeby co miesiąc odłożyć 100 zł miesięcznie wystarczy odkładać do słoika, skarbonki czy na konto oszczędnościowe zaledwie 3 zł dziennie (a dokładniej 3,22zł).

Czy te 100 zł to mało? Nic poważnego z tego nigdy nie uzbierasz? Spójrzmy na tę stówę z innego punktu widzenia.

Bawiłem się ostatnio kalkulatorami kredytów hipotecznych – takimi najprostszymi, gdzie wpisuje się tylko wartość nieruchomości, kwotę i walutę kredytu oraz liczbę lat na spłatę. Ale nawet takie proste narzędzie pozwala się przekonać jak wiele może dać takie 100 zł miesięcznie (czyli, przypominam – 3 zł dziennie).

Wpisałem więc w miarę standardowe wartości (w jakie sam mniej-więcej celuję) czyli 200 000 zł kredytu na nieruchomość wartą 250 000 zł.

W wersji na 30 lat mam ratę ok. 1 250 zł miesięcznie.

W wersji na 25 lat mam ratę ok. 1 350 zł miesięcznie.

Pięć lat spokojnego i nieobciążonego hipoteką życia więcej za zaledwie 100 zł miesięcznie! To mało? Jak dla mnie, to całkiem sporo.

Jak nabrać właściwej perspektywy?

Pisałem ostatnio o optymalizacji lokat i kont oszczędnościowych, tak by wycisnąć z nich jak najwięcej odsetek. No i ten dodatkowy 1 gr miesięcznie może wydać się komuś śmieszny lub niewart zachodu.

No bo co to jest, wystarczy, że znajdę złotówkę na ulicy i już mam tyle, ile ze stu dni odsetek.

Ale takie drobne zyski warto układać sobie w długoterminowej perspektywie. Sam obecnie mam 20 kont oszczędnościowych, które dają mi po 1 gr każdego dnia.

Przeciętnie 6 zł miesięcznie. 73 zł rocznie.

Ale to nie wszystko!

Sam pewnie znajdziesz u siebie kilka takich obszarów, gdzie można dokonać jakichś drobnych oszczędności. Nic radykalnego! A to zawsze będziesz gasić światło w pomieszczeniach, w których akurat nikogo nie ma, a to wymienisz kartę kredytową na taką z cashbackiem, czy zmienisz konto na darmowe.

Małe zyski kumulują się i w sumie dają całkiem poważne kwoty!

Podliczmy więc różne możliwe drobne zyski, do „uciułania” tu i tam (w ujęciu miesięcznym):

3 zł dziennie to 100 zł

optymalizacja kont oszczędnościowych to 6 zł

wyłączanie urządzeń elektrycznych zamiast zostawiania ich w trybie czuwania to kolejne 5 zł

cashback z karty kredytowej to jakieś 10 zł

zmiana konta na darmowe (prowadzenie konta i bezpłatne przelewy) to znów 10 zł

Już mamy dokładnie 131 zł w skali miesiąca. A przecież można iść dalej i odmówić sobie codziennej gazety (przecież i tak można to samo przeczytać w Internecie, +2,50 zł dziennie), przejrzeć swoje abonamenty – czy to za telefon komórkowy (na pewno wydzwaniasz wszystkie minuty?), czy za telewizję (masz czas na oglądanie tych wszystkich kanałów?), czy nawet Internet (koniecznie potrzebujesz tych 8 mb/s?).

Obniżenie takich abonamentów może dać – no nie wiem – z 30 zł miesięcznie? A nawet jeżeli nie chcesz nic ograniczać, to może akurat łapiesz się na jakąś nową promocję i dostaniesz parę złotych ekstra?

Tylko nie zrozum mnie źle, nie namawiam tutaj do jakiegoś obsesyjnego szukania jak największych oszczędności na wszystkim na czym się da. Jestem natomiast jak najbardziej za tym, by oszczędzać na rzeczach mało ważnych, lub takich, które z odrobiną wysiłku (lub całkowicie bez żadnego wysiłku) można zastąpić rzeczami bezpłatnymi.

Tak jak gazety można zastąpić Internetem, tak jak płatne konto bankowe można bez problemu zastąpić darmowym, tak jak można zrezygnować z telewizji, na którą i tak nigdy nie ma czasu… itd.

Takimi małymi krokami możemy dojść do – powiedzmy – nawet 200 zł miesięcznie.

A to już 2 400 zł rocznie, czyli coś w okolicy dodatkowej średniej krajowej pensji. To już chyba robi lepsze wrażenie? A zaczęliśmy od jednej złotówki!

Podobał Ci się ten artykuł? Zaprenumeruj blog przez kanał RSS, lub dołącz do nas na Facebooku.

Fot. SXC.HU / stabul

Ogólne Pracujmy i oszczędzajmy

Wyższa emeryturaKontynuujemy wczorajszy temat dot. siły regularnego oszczędzania. Dzisiaj poświęcimy trochę czasu oszczędnościom przymusowym, czyli składkom emerytalnym. Postaramy się także policzyć jak na wysokość świadczenia wpłynie podniesienie wieku emerytalnego o kilka lat.

W marcu średnia emerytura wypłacana przez ZUS wynosiła 1645 zł brutto. Świadczenia z nowego systemu mogą być jeszcze niższe, a zatem warto zastanowić się w jaki sposób można wpłynąć na ich wysokość. Oprócz dodatkowych oszczędności (np. III filar – IKE), duże korzyści osiągniemy dzięki wydłużeniu stażu pracy.

Nowe emerytury

W przyszłości zdecydowana większość emerytur w Polsce będzie wypłacana z dwóch filarów – ZUS i OFE. Wysokość świadczenia będzie zależała od ilości kapitału zgromadzonego na koncie w ZUS i w jednostkach uczestnictwa Otwartego Funduszu Emerytalnego. Odpowiednie wartości zostaną następnie podzielone przez średnią, oczekiwaną długość życia.

Jak to wygląda w praktyce? Dane statystyczne na temat przeciętnej długości życia przygotowuje GUS. Według danych za rok ubiegły, mężczyzna przechodzący na emeryturę w wieku 65 lat ma przed sobą jeszcze niemal 18 lat życia, a kobieta, która kończy pracę w wieku 60 lat będzie pobierała świadczenie przeszło 23 lata.

W tym miejscu łatwo zidentyfikować dwa duże zagrożenia dla kobiet. Po pierwsze pracują one krócej (teoretycznie uzbierają mniej składek) i dłużej pobierają świadczenie (zgromadzony kapitał zostanie podzielony na większą ilość lat). Statystyki ZUS za rok ubiegły pokazują, że 62,5 proc. kobiet i 80,5 proc. mężczyzn, którzy otrzymali w 2009 roku prawo do emerytury nie osiągnęło jeszcze ustawowego wieku (65 lat dla mężczyzn, 60 lat dla kobiet). W nowym systemie będzie to jednoznaczne z jeszcze niższym świadczeniem.

Niska aktywność zawodowa Polaków

Statystyki, które zaprezentował dzisiaj Eurostat są wręcz zatrważające. Okazuje się, że wskaźnik zatrudnienia dla osób w wieku 55-64 wynosi w Polsce 32,3 proc. Oznacza to, że zaledwie co trzecia osoba w tym wieku jest czynna zawodowo. W pozostałej części gros stanowią osoby pobierające już emeryturę. Gorszy wskaźnik w całej UE ma tylko Malta, a średnia w całej wspólnocie wynosi 46 proc.

Tymczasem nawet jeden dodatkowy rok pracy może znacząco zwiększyć wysokość świadczenia emerytalnego. Najlepiej zobaczyć to na poniższych przykładach. Przyjęliśmy zasady wyliczania emerytury wg nowego systemu (opisanego powyżej). W tym momencie część świadczeń jest obliczana na podstawie specjalnych wzorów, ale to już za kilka lat się zmieni.

Przykłady

Kobieta chcąca przejść na emeryturę w wieku 57 lat wyliczyła sobie, że jej świadczenie wyniesie 945 zł brutto. Obecnie zarabia natomiast 3.000 zł brutto. Jeżeli zdecyduje się na pozostanie w pracy jeszcze przez rok, to jej emerytura wzrośnie o 83 zł (9 proc.) miesięcznie, do kwoty 1028 zł. Jeżeli odejdzie na emeryturę w wieku 60 lat, to świadczenie wyniesie 1219 zł.

Łatwo obliczyć, że wydłużenie czasu pracy o 3 lata spowodowało w powyższym przykładzie wzrost świadczenia o niemal 30 proc.! W Niemczech wiek emerytalny wynosi 67 lat. Gdyby kobieta z naszego przykładu, pracowała do takiego właśnie wieku, to jej emerytura wyniosłaby 2258 zł. Za dodatkowych 10 lat pracy wzrosłaby więc o 139 proc.

Mężczyzna, który chciałby przejść na emeryturę w wieku 62 lat otrzymałby 1039 zł emerytury. Zarabia około 3.000 zł miesięcznie, a jeżeli wydłuży czas swojej pracy do 65 roku życia, to jego świadczenie zwiększy się do 1380 zł (33 proc.). Jeżeli z pracy odejdzie w wieku 67 lat, to będzie otrzymywał 1670 zł (+61 proc.)

Podsumowanie

Powyższe przykłady pokazują, że nawet jeden dodatkowy rok pracy może zwiększyć naszą emeryturę o niemal 10 proc. Oczywiście nie namawiam nikogo, by liczył tylko na emeryturę z ZUS i OFE, ale warto zadbać by była ona możliwie najwyższa. Jeżeli zatem czujemy się na siłach i możemy dalej pracować, to warto to robić, bo im dłużej oszczędzamy, tym większe korzyści osiągniemy.

Fot. SXC.HU / guitargoa

Drobne oszczędnościDlaczego nie oszczędzamy? Bo zarabiamy zbyt mało. To odpowiedź, którą słyszymy bardzo często, chociaż nie zawsze jest ona zgodna z prawdą. Tymczasem nawet bardzo niewielkie kwoty, odkładane regularnie, mogą przerodzić się w potężny kapitał.

Idea, która powstała w Stanach Zjednoczonych polega na odkładaniu tylko jednego dolara dziennie (lub innej niewielkiej kwoty). Po pięćdziesięciu latach oszczędzania na koncie może być nawet pół miliona dolarów. Także w Polsce pojawiły się osoby, które realizowały projekty polegające na odkładaniu 2, 5 czy 10 zł dziennie. Efekty są obiecujące.

Na pytanie „czy jesteś w stanie odłożyć 150 zł miesięcznie?” wiele osób odpowie: „mam sporo kredytów, ledwo starcza mi na najważniejsze potrzeby”. Sytuacja zmienia się, gdy zapytamy o zdolność do odłożenia... 5 zł dziennie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pieniądze jednak się znajdują. Jak to zrobić, można się przekonać czytając wpis o czynniku latte.

W przypadku oszczędności długookresowych największą niewiadomą jest przyszła stopa zwrotu. Opieranie się na danych historycznych jest jedną z metod, ale historia naszego rynku kapitałowego jest dużo krótsza niż choćby amerykańskiego, co w oczywisty sposób zmniejsza wiarygodność takich szacunków. Przyjmiemy więc dwa scenariusze: w pierwszym stopa zwrotu wyniesie 4 proc. (bardzo konserwatywne podejście), a w drugim 7 proc. (realistyczne).

Miałem już okazję o tym pisać i zapewne większość osób zdaje sobie sprawę z tego, że im dłuższy jest czas oszczędzania, tym lepszych efektów możemy się spodziewać. Dlatego proponuje jak najszybciej zacząć odkładać drobne kwoty, bo korzyści przerosną nasze oczekiwania.

Scenariusz 1. Stopa zwrotu: 4 proc. w skali roku.
 

   1 rok   5 lat  10 lat  20 lat  40 lat  50 lat
 1 zł  366,40 zł  1 958,44 zł  4 274,10 zł  10 310,34 zł  31 553,40 zł  49 972,02 zł
 2 zł  732,79 zł  3 916,87 zł  8 548,20 zł  20 620,66 zł  63 106,80 zł  99 944,04 zł
 5 zł  1 831,98 zł  9 792,18 zł  21 370,49 zł  51 551,66 zł  157 767,00 zł  249 860,09 zł
 10 zł   3 363,96 zł  19 584,35 zł  42 740,97 zł  103 103,32 zł  315 533,99 zł  499 720,19 zł


W tym przypadku sumy nie robią jeszcze wielkie wrażenia, ale z drugiej strony jeżeli będziemy odkładać złotówkę dziennie przez 50 lat, to z naszego portfela wypłynie niespełna 20 tysięcy złotych. Zysk będzie stanowił przeszło 30 tysięcy złotych.

Scenariusz 2. Stopa zwrotu: 7 proc. w skali roku.

   1 rok   5 lat  10 lat  20 lat  40 lat  50 lat
 1 zł  371,30 zł  2 091,86 zł  4 914,49 zł  14 100,36 zł  66 891,03 zł  136 580,39 zł
 2 zł  742,59 zł  4183,71 zł  9828,99 zł  28 200,72 zł  133 782,07 zł  273 160,77 zł
 5 zł  1856,48 zł  10 459,28 zł  24 572,48 zł  70 501,80 zł  334 455,16 zł  682 901,94 zł
 10 zł   3712,96 zł  20 918,56 zł  69 144,96 zł  141 003,59 zł  668 910,33 zł  1 365 803,87 zł


Wyższa stopa zwrotu przekłada się na zgromadzoną finalnie kwotę. Odkładając 10 zł dziennie, po 50 latach możemy mieć nawet 1,4 mln zł. Zaledwie złotówka dziennie pozwoli nam uzbierać 137 tysięcy złotych.

Powyższe wyliczenia zostały przeprowadzone przy założeniu „braku inflacji”. Warto zatem zwiększać co roku odkładaną kwotę o wskaźnik wzrostu cen za rok ubiegły. Jeżeli więc w danym roku inflacja wyniosła 2 proc., to w kolejnym roku zamiast 1 zł dziennie powinniśmy odkładać 1,02 zł. Jeżeli tego nie zrobimy, to chociaż po 50 latach będziemy mieć np. 137 tys. zł, to w roku 2060 kupimy za te pieniądze tyle co za dzisiejsze 50 tys. zł (przy założeniu, że inflacja będzie wynosiła średnio 2 proc. rocznie).

Osiągnięcie 4 proc. zwrotu będzie możliwe na lokacie, ale jeżeli chcemy zarabiać 7 proc. rocznie, to będziemy musieli zdecydować się np. na fundusze inwestycyjne. W takiej sytuacji będziemy skazani na odkładanie pieniędzy przez miesiąc na koncie i wpłacanie ich jednorazowo do funduszu. Zazwyczaj bowiem nie można kupić jednostek za kwotę mniejszą niż 100 zł.

Niewielkie, codzienne oszczędności prowadzą do niezłych rezultatów. Jeżeli więc możemy odkładać na rachunku oszczędnościowym 1 zł dziennie, to zamiast batonika czy słodkiej bułki przelewajmy tam swoje pieniądze. Odłożone dziesiątki czy nawet setki tysięcy złotych będą miłym dodatkiem na emeryturze czy podczas zakupu mieszkania.

Fot. SXC.HU / mallog

Ogólne UOKiK przypomina: płać bezpiecznie

Opłacając rachunki coraz częściej decydujemy się na przelewy internetowe. Duża grupa klientów wybiera jednak płatności gotówkowe – na poczcie, w banku czy w tzw. okienkach kasowych.  Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta przeprowadził analizę rynku, a wnioski mają pomóc w dokonywaniu bezpiecznych płatności.

Kilkanaście lat temu niemal wszystkie rachunki opłacane były na poczcie lub w agencjach PKO BP. Od tamtego czasu zmieniło się wiele, a rozwijający się od kilku lat rynek okienek kasowych przejął już 21 proc. klientów (badania TNS OBOP dla UOKiK). Czym wyróżnia się taka forma płatności i dlaczego jest tak popularna? Przede wszystkim atrakcyjna jest cena – czasem opłata za przelew jest nawet 70-80 proc. niższa niż na poczcie.

Oczywiście klienci wymieniają także inne zalety – dostępność (możliwość opłacenia rachunku w kasie supermarketu), czas (atrakcyjne godziny otwarcia, krótsze kolejki) czy wygoda (nie ma potrzeby wypełniania dodatkowych druków). Oprócz wielu zalet, trzeba także zwrócić uwagę na zagrożenia związane z dokonywaniem płatności u niezależnych pośredników.

UOKiK przypomina zasady, na jakich działają punkty kasowe i radzi jak bezpiecznie dokonywać płatności w takich placówkach:
- pamiętajmy, że wpłata pieniędzy pośrednikowi nie oznacza automatycznego przekazania pieniędzy na rachunek odbiorcy – np. zakładu energetycznego czy banku. Rachunek uznawany jest za opłacony dopiero wówczas, gdy przelew trafi na konto wierzyciela;
- powierzając agencji finansowej przekazanie pieniędzy wystawcy rachunku, konsumenci robią to na własną odpowiedzialność. Za brak wpłaty w terminie odpowiada tylko i wyłącznie klient i może zostać obciążony odsetkami naliczonymi za zwłokę w regulowaniu zobowiązań;
- przed skorzystaniem z pośrednictwa punktów kasowych należy zapoznać się z regulaminem świadczenia przez nie usług – przede wszystkim ustalić, po jakim czasie nasze pieniądze trafią na właściwe rachunki oraz jaka jest procedura reklamacyjna, w przypadku opóźnionych wpłat na docelowe konto;
- jeżeli zwłoka wynika z winy przedsiębiorcy możemy domagać się zwrotu zapłaconej kwoty i dodatkowych opłat, jakie ponieśliśmy w związku z nienależytym wykonaniem zobowiązania. Jeśli natomiast pośrednik dopuści się oszustwa, powinniśmy zawiadomić o tym fakcie organy ścigania.

Pamiętajmy także, że chociaż okienka kasowe pobierają prowizje mniejsze od tych, które inkasuje np. Poczta Polska, to jednak... na rynku można znaleźć tańsze sposoby opłacania rachunków.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta przedstawił w swoim raporcie zestawienie, które porównuje koszty opłacania rachunków w zależności od wybranej metody płatności. Porównano formy gotówkowe (bank, poczta czy okienka kasowe) oraz bezgotówkowe (przelewy i polecenie zapłaty). Wyniki chyba nikogo nie dziwią – najdroższe jest opłacanie rachunków gotówką w oddziale banku. Przyjmując, że opłacamy w roku 96 rachunków, to w formie prowizji wydamy przeszło 1,2 tys. zł! Nieco tańsze będzie natomiast zlecanie w oddziale przelewów – niespełna 450 zł rocznie.

Na tym tle okienka kasowe wypadają nieźle – z rocznym kosztem na poziomie 190 zł są w czołówce najlepszych rozwiązań. Uwzględniając koszt prowadzenia rachunku bankowego na poziomie niemal 6 zł miesięcznie dużo mniej wydamy w banku, gdy samodzielnie będziemy zlecać przelewy przez internet (108 zł). Podobne wydatki będą związane z poleceniem zapłaty.

Oczywiście nie wrzucamy do jednego worka wszystkich agencji finansowych. Za niektórymi stoją banki i to one gwarantują, że pieniądze dotrą na właściwe konto. Jeżeli nie mamy zastrzeżeń co do bezpieczeństwa – powinniśmy myśleć o oszczędnościach. Na rynku można znaleźć konta, które przynoszą nawet zyski, a w połączeniu z bezpłatnymi przelewami są to naprawdę dobre rozwiązania.

Dane z raportu Departamentu Analiz Ryzyka UOKiK: "Raport z badania pośredników opłat gotówkowych", wersja jawna, styczeń 2010
Fot. SXC.HU / Sarej

Ogólne Efektywna stopa procentowa

Efektywna roczna stopa procentowa (ERSP) to wskaźnik określający o ile procent powiększy się nasz depozyt w zależności od ilości i częstości kapitalizacji odsetek. Lokata roczna o nominalnym oprocentowaniu 5% będzie miała ERSP równy 5% tylko w sytuacji, gdy kapitalizacja następuje raz – po zakończeniu okresu lokaty.

Roczna lokata 5% o codziennej kapitalizacji odsetek będzie miała ERSP równe 5,13%. Sytuacja taka wynika z faktu, że odsetki z codziennych kapitalizacji doliczane są do kapitału i w następnych dniach także one procentują, powiększając finalny zysk.

Obliczenie efektywnej stopy pozwala ocenić, która z lokat o porównywalnych parametrach będzie najlepsza. Generalna zasada jest taka: im więcej kapitalizacji w danym okresie tym wyższe będzie oprocentowanie efektywne. Wynika z tego, że lepsze byłyby cztery kolejne lokaty 3-miesięczne niż jedna 12 miesięczna. W takim przypadku lokaty 3-miesięczne musiałyby się jednak odnawiać na takich samych warunkach, a nie ma żadnej gwarancji, że w chwili kolejnych odnowień oprocentowanie nie będzie niższe.

Obliczanie efektywnej stopy procentowej jest zbędne w sytuacji, gdy kapitalizacja jest tylko jedna – po zakończeniu okresu lokaty. W takiej sytuacji zawsze oprocentowanie efektywne będzie równe nominalnemu.

Niestety efektywną stopę procentową podaje niewielkie banków. Zazwyczaj trzeba obliczyć ją samodzielnie, ale być może kiedyś doczekamy się w tej kwestii uregulowań prawnych – jak to ma miejsce w przypadku podawania rzeczywistego oprocentowania kredytów.

Ogólne Bankowy Fundusz Gwarancyjny

Od początku roku w Stanach Zjednoczonych upadło już kilkadziesiąt banków. W Polsce podobna sytuacja byłaby trudna do wyobrażenia. Nasze banki prowadząc bardziej zachowawczą politykę mogą się pochwalić dobrymi wynikami.

Oprócz stabilnej sytuacji finansowej mogącej wpływać na psychiczny komfort klientów, istnieje w naszym kraju także Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Jego zadaniem jest wypłata depozytów w przypadku upadłości banku i pomoc zagrożonym instytucjom finansowym.

Depozyty złożone przez osoby prywatne we wszystkich bankach z siedzibą w Polsce są gwarantowane do równowartości w złotych kwoty 50 tysięcy euro. W przypadku kont wspólnych taki limit jest odrębny dla każdego ze współwłaścicieli. Co ważne limit 50 tysięcy euro dotyczy środków w jednym banku. Osoby z większymi depozytami mogą więc rozdzielić swoje lokaty na różne banki i w każdym z nich posiadać odrębną gwarancję.

W przypadku upadłości banku klienci otrzymają gwarantowane środki w pierwszej kolejności od zarządcy lub syndyka masy upadłościowej banku, a po wyczerpaniu tych środków także za pośrednictwem BFG. Nadwyżka oszczędności przekraczająca kwotę 50 tysięcy euro może być odzyskana w postępowaniu upadłościowym, ale pieniądze te nie są w żaden sposób gwarantowane.

Warto zwrócić uwagę na to, że pomimo ochrony depozytów zarówno w złotych jak i walutach obcych, wypłata środków jest możliwa tylko w złotówkach (po przeliczeniu kursu z dnia upadłości). Ochrona dotyczy kont bieżących, lokat i rachunków oszczędnościowych. Gwarancją nie są objęte np. oszczędności zgromadzone w funduszach inwestycyjnych, nawet jeśli były oferowane przez upadły bank.

Od początku działalności Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłacił już przeszło 800 milionów złotych. Z pomocy skorzystali klienci 94 upadłych banków. Ostatnia upadłość miała jednak miejsce w 2001 roku. W ramach pomocy dla zagrożonych instytucji BFG udzielił kilka lat temu pożyczki Getin Bankowi na ratowanie Banku Przemysłowego w Łodzi. Operacja zakończyła się sukcesem, a całość pomocy została już zwrócona.

Pojawiły się także informacje, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny już wkrótce będzie gwarantował depozyty do równowartości 100 tysięcy euro, a czas wypłaty ewentualnej pomocy zostanie skrócony.

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.