Filtrowanie wszystkich postów po tagu "oszczędzanie." Wyczyść filtr

Jeszcze parę lat temu trudno było sobie wyobrazić, że będziemy musieli płacić bankom za trzymanie naszych pieniędzy na ich kontach. Wówczas mechanizm był prosty – powierzamy bankowi swoje oszczędności, a ten oferuje nam drobny, ale zawsze jakiś zysk w postaci odsetek.

Rzecz trochę uległa zmianie gdy z polskiego rynku systematycznie zaczęły znikać darmowe ROR-y. Tym ruchem banki zaczęły nas przyzwyczajać do tego, że za ich usługi jednak trzeba płacić. Do nieoprocentowanych a potem do płatnych ROR-ów z bólem, ale jakoś się przyzwyczailiśmy.

Za to teraz wśród ofert banków coraz częściej pojawiają się już nie ROR-y, ale rachunki oszczędnościowe z efektywnie ujemnym oprocentowaniem. Zaraz zaraz—jak to?

Otóż banki zaczynają wprowadzać miesięczne opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych. To, w połączeniu z mizernym oprocentowaniem, sprawia że trzymanie oszczędności na takim koncie staje się właściwie nieopłacalne.

Na przykład w BZ WBK oprocentowanie kont oszczędnościowych to od 0,51% do 1,51% (w promocji). Jednocześnie bank żąda miesięcznej opłaty w wysokości 1 zł. A to oznacza, że na takim koncie musimy trzymać od 980 zł do 2900 zł by w ogóle wyjść na zero!

Przy dzisiejszej deflacji lepiej wyjdziemy trzymając oszczędności w skarpecie…

Opłaty za prowadzenie rachunków oszczędnościowych znajdziemy też w PKO BP i w Citi Handlowym.

Innym sposobem banków na dodatkowy zarobek na naszych pieniądzach na kontach oszczędnościowych są opłaty za przelewy z tych kont. Trzymając środki na rachunku oszczędnościowym zawieramy pewną umowę z bankiem. My zobowiązujemy się do tego, że tych pieniędzy raczej nie będziemy ruszać, a bank w zamian za to oferuje nam wyższe oprocentowanie niż na ROR. Ale nie tak wysokie jak na lokacie, która jest jeszcze większym zobowiązaniem do zostawienia pieniędzy w banku na dłuższy czas.

W praktyce działa to tak, że bank zostawia nam jeden darmowy przelew wychodzący w miesiącu, a za pozostałe pobiera dość wysoką opłatę, np. 10 zł.

Nieco inaczej jest jednak w Toyota Banku. Tam zasady są trochę bardziej zagmatwane. Standardowo konto oszczędnościowe w TB obarczone jest miesięczną opłatą w wysokości 30 zł. Z opłaty jest się jednak zwolnionym, jeżeli przez miesiąc nie podejmie się pieniędzy z konta.

W efekcie jest to więc opłata 30 zł już za pierwszy przelew wychodzący z takiego konta.

By „zarobić” na jeden taki przelew w roku musimy trzymać na takim koncie 2000 zł przez 12 miesięcy.

Przy takich ofertach trzymanie pieniędzy w domu naprawdę staje się jedną z opcji wartych rozważenia…

Fot. Flickr / GotCredit, CC-BY 2.0

Im więcej zarabiasz, tym więcej wydajesz – wydaje się, że to całkiem naturalna kolej rzeczy, prawda? W końcu zarabiamy te pieniądze właśnie po to, by je potem wydawać.

Wszystko jest w porządku – dopóki wydatki nie zaczną rosnąć szybciej niż zarobki.

To jednak wcale nie jest takie łatwe! Niby zarabiamy coraz więcej, a pod koniec miesiąca i tak brakuje pieniędzy. Gdzie się podziały? Jak to możliwe, że mimo większych dochodów nadal pojawiają się problemy finansowe?

Zadawałeś sobie kiedyś te pytania?

Zwiększenie dochodów może uruchomić cały szereg mechanizmów, które w długiej perspektywie stają się szkodliwe dla naszych domowych finansów. Zarabiamy więcej, więc być może rzadziej będziemy patrzeć i porównywać ceny różnych produktów (bo w końcu teraz stać nas na więcej). Rzadziej przyglądamy się naszemu domowemu budżetowi (bo nie ma już takiej presji na szukanie oszczędności). Częściej korzystamy z karty kredytowej (bo wraz z wyższymi dochodami bank zaproponował kartę z wyższym limitem).

Pojawiają się nowe wydatki, które wcześniej wydawały się niepotrzebne, lub kwalifikowały się jako kosztowna fanaberia. Zanikają pewne stare, ale przydatne nawyki (np. prowadzenie domowego budżetu).

Do tego dochodzą różne – wydawałoby się – drobiazgi. Częstsze jedzenie na mieście, kawa po drodze do pracy i różne inne nowe, niewielkie wydatki, które na koniec miesiąca sumują się do coraz większych kwot.

I tym sposobem to, ile wydajemy zrównuje z wyższymi dochodami. Jedne wydatki ciągną za sobą kolejne, a raz osiągnięty poziom życia to coś, do czego bardzo łatwo się przyzwyczaić.

Tak właśnie działa inflacja stylu życia.

Sztuką jest znalezienie równowagi między naturalnym polepszeniem stylu życia wynikającym z wyższych dochodów, a nadmiernymi i zbyt szybko rosnącymi wydatkami. Gdzie jest linia między racjonalnym wydawaniem pieniędzy?

Wszystko sprowadza się do prostego równania:

dochody – wydatki = oszczędności

Wydatki nie powinny przekraczać naszych dochodów. Naturalne jest, że wraz z wyższymi dochodami pozwalamy sobie na wydawanie większej ilości pieniędzy – ale nie należy zapominać o oszczędnościach. Te nie powinny być mniejsze niż przed podwyżką. Najłatwiej odwołać się do procentów – i zachować podobny udział oszczędności w domowym budżecie jak przed zwiększeniem dochodów.

Jak nie dać się życiu ponad stan?

Ustal sobie – procentowo – część pensji, którą przeznaczysz na oszczędności. W ten sposób zabezpieczysz się przed przejedzeniem całej podwyżki.

Żyj o podwyżkę do tyłu. Dopasuj swój styl życia (więc i budżet) do poziomu dochodów, które miałeś przed ostatnim awansem.

Nie rezygnuj z monitorowania swoich wydatków. Pielęgnuj wszystkie dotychczasowe dobre nawyki finansowe, takie jak prowadzenie domowego budżetu, wybieranie się na zakupy z wcześniej ustaloną listą, planowanie większych wydatków z wyprzedzeniem, itd.

Nie patrz na innych. To Twoje życie i Twoje pieniądze – nie musisz ich wydawać w taki sposób i w takim tempie jak pozostali.

Pamiętaj o swoich finansowych celach. Tym bardziej, jeżeli jednym z nich są oszczędności (np. na emeryturę, na wkład własny na mieszkanie, na edukację dzieci, itp.)

Nie trać oszczędności z pola widzenia. Niech nadal będą na pierwszym miejscu – zgodnie z zasadą „najpierw płać sobie”. Odkładaj na bok pewną pulę pieniędzy od razu po otrzymaniu wypłaty.

Działaj rozsądnie. Kupuj rzeczy dlatego, że ich potrzebujesz, a nie dlatego, że teraz Cię na nie stać.

Nie daj sobie wmówić, że skoro więcej zarabiasz, to możesz teraz więcej pożyczyć od banku. Sprzedawcy będą próbowali namówić Cię na debet w rachunku czy wyższy limit w karcie kredytowej. Ale przecież nie o to chodzi, by wyższe dochody wpędzały Cię w nowe kredyty konsumenckie!

Fot. Flickr / ota_photos

Ogólne 5 sposobów na DUŻE oszczędności

  • 30 stycznia 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comment

Często pisałem tu na blogu o sile małych kwot, małych zysków i oszczędności. Nie bez powodu, wszak nawet niewielkie sumy, ale odkładane systematycznie, mają niebagatelny wpływ na nasze finanse. Przynajmniej w dalszej perspektywie.

Z drugiej strony, chyba jednak trochę zaniedbałem temat większych kwot. Dużych, jednorazowych oszczędności. A to one mają największy (choć faktycznie jednorazowy) wpływ na nasz miesięczny budżet. No i sama świadomość zaoszczędzenia kilkuset złotych, czy nawet kilku tysięcy daje dużą satysfakcję.

Nie każdy też ma czas, cierpliwość, czy też systematyczność  do tego, by regularnie zapisywać wszystkie wydatki z każdego paragonu, łatać nawet te najmniejsze wycieki z kont, czy co jakiś czas zmieniać swój główny bank w pogoni za najkorzystniejszą ofertą.

No i w oszczędzaniu, tak jak w Starcrafcie, warto najpierw ogarnąć swoją sytuację w skali makro, zanim zaczniemy mikrozarządzać drobnymi wydatkami.

To na czym możesz zaoszczędzić co najmniej te kilkaset złotych? Oto kilka pomysłów – do rozważenia, zwłaszcza jeżeli w tym roku planujesz większe zakupy.

1. Elektronika. Jestem gadżeciarzem i mam tu dużo na sumieniu, więc zaczynam właśnie od tego punktu. Wszelkich gadżetów mamy teraz zalew – laptopy, ultrabooki, konsole nowej generacji, tablety, smartfony, cała nowa kategoria „wearables” (zegarki zsynchronizowane ze smartfonem, opaski mierzące sen i aktywność fizyczną itp.).

Jest tego mnóstwo, każda z tych rzeczy trochę kusi, zwłaszcza jeżeli jest się fanem nowych technologii. A wiem, że zaglądają tu i tacy :).

Komputer to wydatek od kilku tysięcy w górę, konsola to tysiąc z hakiem (plus gry, plus ewentualny abonament), tablety to – nie licząc „biedronkowych” za 200-300 zł – zaczynają się od około 1000 zł, a flagowe smartfony to już 2000-3000 zł mniej na koncie.

Tu mamy kilka możliwości na oszczędności. Pierwsza, najefektywniejsza – ale jednocześnie najbardziej przykra, to rezygnacja z zakupu. Tym niemniej, warto rozważyć i tę opcję. Flagowe telefony sprzed dwóch lat doskonale radzą sobie i dzisiaj. Taki Galaxy S2 to nadal bardzo dobre urządzenie, wciąż lepsze niż dzisiejsze low-endy.

Druga opcja to odroczenie zakupu. Elektronika tanieje bardzo szybko. Smartfon od dnia premiery może tracić na wartości nawet po 100 zł miesięcznie. Dlatego czasem opłaca się poczekać.

2. Robisz duże zakupy? Negocjuj. Przy dużych kwotach negocjacje naprawdę dużo dają. Zbicie ceny samochodu nawet o 5%, to oszczędność 2500 zł przy pojeździe o wartości 50000 zł. Tak samo z mieszkaniem i kredytem hipotecznym.

To zakupy, które dokonuje się raz – góra kilka razy w życiu, więc tym bardziej warto postarać się, by wynegocjować jak najlepsze warunki. Kolejna okazja do takich oszczędności może zdarzyć się dopiero za kilka-kilkanaście lat.

3. Skoro już jesteśmy przy samochodach to warto wspomnieć o ubezpieczeniu. To też jeden z tych „dużych wydatków”, zwłaszcza jeżeli decydujemy się na pakiet OC+AC.

Jakie tu są możliwości do zaoszczędzenia kilkuset złotych? Co najmniej dwie opcje. Po pierwsze – rozpoznanie ofert już nawet na kilka miesięcy przez odnowieniem ubezpieczenia. Nie zawsze nasz obecny ubezpieczyciel będzie miał dla nas najkorzystniejszą propozycję. Po drugie – warto zdobyć się na pewien finansowy wysiłek i zgromadzić takie oszczędności, by zapłacić za polisę w jednej racie. To już co najmniej 10% oszczędności.

4. Przejrzyj swoje kredyty. Czy możesz renegocjować lub przenieść do innego banku na lepszych warunkach swój kredyt hipoteczny? Czy możesz skonsolidować swoje kredyty konsumpcyjne i zadłużenie na karcie kredytowej? To nie zawsze będzie możliwe, ale co jakiś czas warto robić taki przegląd struktury swojego zadłużenia i negocjować.

5. Szykują Ci się wysokie stałe opłaty – wynajmujesz mieszkanie, kupujesz duży pakiet kablówki i internetu? Znów: jeżeli tylko się da, to staraj się negocjować cenę. Jakieś pole manewru powinno dać się zawsze znaleźć.

Sam przy podpisywaniu umowy najmu przemogłem się i zacząłem negocjować cenę. I opłaciło się – roczne oszczędności z tego tytułu zamykają się w czterocyfrowej kwocie. To całkiem duże wynagrodzenie jak na zadanie właściwie tylko jednego pytania – „czy cena jest do negocjacji?” Zatem zdecydowanie warto! – nawet jeżeli typowo nie masz nawyku targowania się.

Fot. Flickr / Piro*

Ogólne Oszczędzanie to długotrwały proces (ale nie zniechęcaj się!)

  • 23 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

Na oszczędzanie i zarządzanie domowym budżetem warto patrzeć w dłuższej perspektywie. To proces, który trwa – i rzadko kiedy można go uznać za skończony. „Mam wszystko pod kontrolą – mogę przestać prowadzić domowy budżet”, „Mam już wystarczające oszczędności – teraz mogę zacząć wydawać” – nie, tak to chyba nie wygląda :).

Oszczędzanie wymaga czasu. Długów nie spłaci się w dwa tygodnie, bezpieczeństwa finansowego nie zbuduje się z dnia na dzień. Oto kilka rzeczy, o których warto pamiętać podczas tego długotrwałego procesu.

Male kwoty mają znaczenie

Łatwo zrezygnować z oszczędzania mówiąc sobie, że skoro dziś jestem w stanie odłożyć tylko niewielką kwotę miesięcznie, to tak naprawdę to przecież nic nie zmieni. Ludzie mają tendencję do lekceważenia małych kwot. Robią na nich wrażenie tylko duże zyski. A gdy z portfela wycieka kilka złotych, to przecież „to nic takiego”.

Myślenie o zarządzaniu budżetem w długim terminie oznacza przejęcie kontroli także nad tymi małymi kwotami. Te kilka złotych, które codziennie uciekają z portfela i te drobne zyski, które możesz uzyskać z cashbacku czy z innych promocji w swoim koncie osobistym, z czasem będą zmieniać się w coraz bardziej poważne sumy.

Niewielkie zyski i nawet nieduże kwoty – ale odkładane regularnie! – są głównym budulcem domowych oszczędności. A z czasem będą dodatkowo wzmacniane poprzez działanie procentu składanego.

Zysk = ryzyko

W ciągu kolejnych lat na pewno natrafisz na sytuacje, które będą wydawać się okazją do dobrej inwestycji. Czy to na giełdzie, czy na nieruchomościach, czy na innym rynku, który akurat jest w spektrum Twoich zainteresowań.

W podążaniu za takimi okazjami nie ma nic złego, jednak zawsze warto pamiętać, że szansa na zysk oznacza ryzyko - tym większe, im większe są obiecywane profity.

Małe cele

Brak ostatecznego celu warto zrekompensować sobie mniejszymi celami i wyraźnymi kamieniami milowymi, które będziemy mijać po drodze. Stawianie przed sobą zadań (najlepiej zgodnie z zasadami SMART) i wypełnianie ich to dobry sposób na utrzymanie stałego poziomu motywacji.

Takim krótkoterminowym celem może być np. odłożenie równowartości jednej pensji na fundusz awaryjny (a potem kolejny cel: 3 pensje), takie zarządzanie budżetem w skali roku, aby nie musieć zadłużać się na święta Bożego Narodzenia (jeżeli wcześniej było to problemem), czy ucięcie miesięcznych wydatków o 10%.

Zwiększaj dochody

Jednym z takich celów może też być znalezienie dodatkowego źródła dochodów. Wszak nie ma lepszego sposobu na oszczędzanie niż zwiększanie dochodów :).

To ważne z kilku powodów.

Oszczędzając prędzej czy później dojdziemy do ściany, do momentu, w którym tak naprawdę nie ma już czego ciąć. Ten stan może nadejść bardzo szybko, tym bardziej, że najczęściej powtarzaną wymówką przed prowadzeniem domowego budżetu jest „nie mam z czego oszczędzać”. Skoro po stronie wydatków doszliśmy do granicy, warto zwrócić swoją uwagę ku dochodom.

Dywersyfikacja jest ważna nie tylko w inwestycjach. W domowym budżecie też. Nawet małe, dodatkowe źródło dochodów jest kolejną cegiełką budującą bezpieczeństwo finansowe. Na przykład, gdy Twoja „główna” pensja opóźni się o kilka dni, środki z dodatkowego źródła dochodów pomogą przeczekać ten czas.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Czy te wymówki powstrzymują Cię przed oszczędzaniem pieniędzy?

  • 16 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 5 comment

Przed oszczędzaniem pieniędzy może nas powstrzymywać wiele rzeczy. Część z nich to oczywiście czynniki obiektywne i jak najbardziej uzasadnione. Inne mogą być już zupełnie subiektywne – od stereotypów, przez różne przekonania, aż po wymówki.

Należy mi się

Przyznam Wam, że to jest pułapka, w którą sam często wpadam. Usprawiedliwiam się (a może nie powinienem?) tym, że tutaj ekstremalnie trudno utrzymać równowagę.

Bo z jednej strony, takie myślenie jest poniekąd uzasadnione. Przecież właśnie po to ciężko się pracuje – by móc to potem sobie wynagrodzić. Zakupami, wakacjami, nowym gadżetem czy czym tam jeszcze… Trudno po całym miesiącu pracy nie czuć, że zasługuje się na coś więcej niż tylko opłacenie mieszkania i innych podstawowych potrzeb życiowych.

Tylko, że gdzieś jest pewna granica. Wyznacza ją to, na co nas stać. Ale tu też jest problem, bo choć to z pozoru bardzo obiektywne kryterium, z jakiegoś powodu może być odbierane i interpretowanie całkowicie subiektywnie. Definicji można sobie stworzyć co najmniej kilka. „Stać mnie” to:

  • tyle, ile akurat mam na koncie lub w portfelu
  • to, co wyżej + oszczędności
  • wysokość limitu w karcie kredytowej lub limit debetu na koncie
  • trochę więcej niż mam na koncie, ale bez problemu do spłaty w kolejnych kilku miesiącach

Tymczasem, najlepszą pomocą w określeniu tego, na co nas stać, jest prosty domowy budżet. Lub konkretniej: planu finansowego, rozplanowania przyszłych wydatków. Stać mnie na to, co mam zaplanowane w swoim budżecie. I tyle.

Zarobię na to w przyszłości

Moje dzisiejsze zakupy sfinansuję z przyszłych pensji. Dopóki wszystko idzie w porządku, to takie życie na kilka pensji do przodu wydaje się całkiem nieszkodliwe. Na koniec miesiąca wszystko się bilansuje, raty są spłacone, więc gdzie jest problem?

Problemy zaczynają się wtedy, gdy po drodze przytrafi się coś nieprzewidywalnego. Nowy, nagły wydatek oznacza kolejne kredyty, kolejne raty i odkładanie tego symbolicznego momentu „wyjścia na zero” na kolejne miesiące do przodu.

Takie ciągłe życie na kredyt przyszłych pensji (mowa tu jednak nie o kredycie hipotecznym, a raczej o kredytach konsumenckich i innych pożyczkach) to częsta przyczyna wpadania w pętlę zadłużenia. Naturalnie, zależność nie jest taka prosta i nie każdy, kto żyje na kredyt skończy negocjując u komornika. Ale takie zarządzanie własnymi finansami to na pewno większe ryzyko, którego warto być świadomym.

Zacznę od poniedziałku / początku miesiąca / nowego roku

Zaraz wejdziemy w czas noworocznych postanowień i znowu się zacznie :). To niekończące się przekładanie i wszystkie pozytywne postanowienia przyspawane do sztywnych dat.

Dzień publikacji tego wpisu to 16 października, więc pewnie będzie mi trudno kogokolwiek przekonać do jakiejś zmiany nawyków związanych z pieniędzmi. Bo w końcu jaki jest sens zaczynać spisywanie wydatków i budżetowanie od połowy miesiąca? Przecież lepiej zaczekać do pierwszego.

Tylko, że nie.

Jeżeli czujesz, że z Twoimi finansami jest coś nie-tak, że pieniądze gdzieś „giną”, Twoja wypłata znika szybciej niż się spodziewasz (a przecież ani za dużo nie kupujesz, ani nie robisz jakichś specjalnie drogich zakupów); jeżeli chcesz zabrać się za (wcześniejszą) spłatę kredytów lub za oszczędzanie, to zacznij już teraz. To najlepsza decyzja, jaką możesz teraz podjąć.

Zachowaj dzisiejsze paragony z zakupów, stwórz sobie budżet w Excelu lub załóż konto w Kontomierzu, odłóż te symboliczne 5 zł do skarbonki. Cokolwiek, byle zacząć i zaangażować się w ten proces. I by jutro zrobić to samo, i pojutrze, i w kolejnych dniach. Nieważne, że dopiero połowa miesiąca.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Pieniądze, dajcie mi spokój!

  • 12 czerwca 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comment

Z czym kojarzą ci się pieniądze? Z ciężką pracą? Z ostatnim dużym zakupem? Z niezapłaconymi rachunkami?

A co czujesz myśląc o pieniądzach?

Gdy robimy zakupy, oszczędzamy czy inwestujemy – lubimy myśleć, że do wszystkiego podchodzimy racjonalnie. Że uważnie liczymy zyski i koszty, rzetelnie porównujemy wszystkie opcje i oferty, i działamy według ściśle określonej strategii.

I wszystko byłoby idealne, zoptymalizowane i racjonalne, gdyby nie emocje. A te przy pieniądzach pojawiają się wyjątkowo często.

Jakie emocje towarzyszą pieniądzom?

Dobre samopoczucie i szczęście

„Pieniądze szczęścia nie dają?” – same w sobie nie, ale na pewno ułatwiają bycie szczęśliwym. Badania Daniela Kahnemana pokazują, że w Stanach, osoby o rocznym dochodzie poniżej $60 000 są nieszczęśliwe. Tym bardziej nieszczęśliwe im dalej są od tej kwoty. A powyżej tych sześćdziesięciu tysięcy? Nic się nie dzieje. Szczęście już nie wzrasta.

Związek między szczęściem i pieniędzmi nie jest liniowy. „Pieniądze nie zapewnią ci szczęścia, ale brak pieniędzy na pewno zapewni ci nieszczęście”.

Wniosek: doprowadzić do sytuacji, w których pieniądze nie przeszkadzają w osiągnięciu szczęścia. Ale nie traktować samych pieniędzy jako środka do tego celu.

Obawa i niepewność

Nie dość, że pieniądze nie dają szczęścia, to jeszcze towarzyszy im cała gama negatywnych emocji. Zaczynając od niepewności.

A tę można wywołać bardzo łatwo. Kryzys, zła sytuacja na rynku pracy, niepewny dochód, niepewna emerytura, kredyt hipoteczny na kilkaset tysięcy…

Wiele rzeczy, które opisujemy na naszym blogu, prowadzi do redukowania tej niepewności. Fundusz awaryjny pozwala nie martwić się nagłymi, niespodziewanymi wydatkami. Prowadzenie budżetu domowego daje możliwość (ograniczoną, ale jednak) możliwość planowania przyszłości. Samodzielne oszczędzanie na emeryturę daje pewność, że za kilkadziesiąt lat nie będziemy wyłącznie na łasce Państwa…

Spokój i poczucie bezpieczeństwa

Dodaj do tego jeszcze dywersyfikację źródeł dochodu (dzięki czemu jesteś w pewnym stopniu niezależny i utrata jednego źródła dochodu nie musi oznaczać katastrofy finansowej) i poczucie pełnej kontroli nad wydatkami – i pieniądze dadzą ci, dosłownie, spokój.

I stąd chyba te $60 000 u Kahnemana. Trzeba tyle zarabiać (w Stanach; ciekawe gdzie ta granica byłaby u nas?), by sobie na to wszystko pozwolić:

  • środki „na czarną godzinę”
  • odkładanie na zaplanowane wydatki
  • odkładanie na emeryturę
  • bieżąca spłata kredytu hipotecznego i wszystkich innych zobowiązań
  • codzienne życie

Dopóki o to nie zadbasz, będziesz nieszczęśliwy.

Wiem, że czasem niektórych irytuję wyliczając na ile to rzeczy trzeba odkładać pieniądze. Bo niby z czego? "Ja tu się męczę z tym, by przeżyć miesiąc za to, co mam, a ktoś mi jeszcze dorzuca do tego kilkanaście celów oszczędzania…"

Prawda jest taka, że poczucia bezpieczeństwa finansowego nie zbuduje się od razu. Jasne, tym którzy zarabiają więcej pójdzie trochę szybciej, ale to nie powód, by się zniechęcać.

No i przede wszystkim nie musisz od razu oszczędzać na wszystko.

Cały ten proces trzeba rozłożyć na etapy. W taki sposób, by ukończenie danego etapu było realne w określonym czasie.

Zacznij od funduszu awaryjnego. Jak tak uzbierane pieniądze będą w stanie pokryć twoje jedno-/dwumiesięczne wydatki to przejdź dalej – do oszczędzania na planowane większe zakupy, a na koniec na emeryturę.

Czasem będzie to wymagać pewnych poświęceń. Prowadzenie budżetu domowego i kontrolowanie wydatków pomaga w tym, by tych poświęceń zacząć szukać wśród rzeczy, które są najmniej potrzebne i które łatwo zmienić/ograniczyć.

Strach/chciwość

A to jest chyba nierozłączna para.

Za akcje płacimy nie tylko pieniędzmi – ale także emocjami (przynajmniej tacy początkujący inwestorzy, jak ja). Gra na giełdzie często oznacza konieczność nauki panowania nad tymi emocjami.

Kiedy racjonalnie podążamy za regułą „pozwól zyskom rosnąć”, a w którym miejscu zaczyna się chciwość?

Jakie jeszcze emocje kojarzą się wam z pieniędzmi? 

Fot. Flickr / mattscoggin. 

Szukasz dobrego, bezpiecznego miejsca dla swoich oszczędności?

Oprócz typowych lokat i kont, gdzie po prostu wpłacasz pieniądze i nie musisz się niczym martwić, są na rynku jeszcze różne promocje. Ale wtedy musisz uważać, dokładnie czytać regulamin (o ile istnieje) i znać listę szczegółowych warunków uprawniających do skorzystania z promocji.

A, że banki bardzo lubią, jak przynosimy do nich pieniądze, to ostatnio popularnym stał się warunek „atrakcyjne oprocentowanie tylko dla nowych środków”.

Dziś na rynku mamy co najmniej dwie takie oferty:

  • lokatę półroczną w Alior Banku – 6,2% brutto w skali roku, z możliwością zerwania lokaty w każdej chwili bez utraty odsetek
  • Konto Indywidualne w BGŻ Optima – 6,5% brutto w skali roku

 

Tylko co oznaczają te nowe środki?

Nie było ich na koncie wczoraj, przelewam dziś i już wszystko gra? No właśnie nie do końca.

W takich promocjach bank wyznacza jeden dzień, do którego będzie odnosił wysokość Twojego obecnego salda na koncie. Zazwyczaj jest to pierwszy dzień obowiązywania promocji.

W Aliorze to 8 marca 2012.

W BGŻ Optima to 6 kwietnia 2012.

Jeżeli zatem chcesz założyć lokatę półroczną w Aliorze, to bank sprawdzi ile miałeś na koncie 8 marca. Wszystko ponad tę kwotę to „nowe środki”.

Jeżeli dziś na koncie masz tyle samo lub mniej – to niestety lokaty nie założysz.

Nie ma znaczenia to, co działo się na rachunku w międzyczasie. Mogłeś wpłacać, wypłacać – decyduje różnica między saldem dzisiejszym a tym z rozpoczęcia promocji.

A jeżeli akurat tego dnia miałeś na koncie wypłatę, to dziś będziesz mieć utrudnione zadanie ;).

Przykład:

  1. 8 marca masz na koncie 3000 zł
  2. przez cały marzec robisz zakupy kartą debetową wypłacając w sumie 800 zł z konta
  3. na początku kwietnia dostajesz wynagrodzenie 2000 zł
  4. dziś chcesz założyć lokatę – bank pozwoli Ci założyć ją na maksymalnie 1200 zł

 

Tak to działa: 3000 – (3000 – 800 + 2000) = 1200

Twoje saldo z dnia rozpoczęcia promocji minus (bilans wszystkich operacji na rachunku w stosunku do salda z dnia rozpoczęcia promocji) = nowe środki.

Liczy się tylko to, co jest powyżej kwoty z dnia wyznaczonego przez bank.

Dlatego zanim udasz się do banku z zamiarem założenia promocyjnej lokaty lub konta oszczędnościowego, sprawdź ile pieniędzy trzymałeś w banku w dniu rozpoczęcia promocji.

Fot. Flickr / 401K. 

Ogólne Atrakcyjne oprocentowanie - co to dziś znaczy?

I przede wszystkim – gdzie znaleźć dobrze oprocentowane konta oszczędnościowe i lokaty bankowe?

Jeżeli szukasz miejsca dla środków, które zostały osierocone po wycofaniu antybelkowych depozytów, to poniżej przedstawiamy kilka przykładów.

Działamy według strategii „na przeczekanie”, czyli bierzemy krótkie, dobrze oprocentowane depozyty i czekamy na ruch banków w nowej sytuacji rynkowej.

Dla nowych klientów

Na największe zyski mogą liczyć „nowi” klienci. To sprawdzony sposób banków na zwiększenie liczby otwieranych kont oraz na zbieranie kapitału z rynku. Wszyscy zyskują – lubimy takie rozwiązania.

Co nasze banki mają dziś do zaoferowania nowym klientom?

Uwaga! Wszystkie poniższe przykłady są aktualne na dzień 02.04.2012 roku. Przed wpłaceniem środków do banku sprawdźcie tabelę oprocentowania (i tabele opłat i prowizji, jeżeli zakładacie konto). Ze względu na zmiany w podatku Belki mamy teraz w bankach gorący okres i oferty zmieniają się dosłownie z dnia na dzień.

  • neoBank – dwumiesięczna lokata Wysoki Procent, 9% brutto w skali roku.
  • Meritum Bank – trzymiesięczna Pierwsza Lokata, 8,5% brutto w skali roku.
  • dbNET – okazuje się, że nadal ma w ofercie konto oszczędnościowe 24h w pakiecie z kontem internetowym dbNET. Dostajemy 8,1% brutto na koncie oszczędnościowym z dzienną kapitalizacją odsetek (tak tak, dzienna kapitalizacja nie zdążyła jeszcze na dobre zniknąć z rynku).
  • openonline – dwumiesięczna Lokata z Doradcą, 7,5% bruto w skali roku, o ile pofatygujemy się do placówki i spotkamy się z doradcą.
  • getinonline – dwumiesięczna Lokata na Start, 7% brutto w skali roku.
  • Kredyt Bank - 6-miesięczna Lokata z Premią, 6,5% brutto w skali roku, ale lokatę trzeba założyć osobiście w oddziale.
  • BGŻ Optima - 4-miesięczna Lokata Bezkarna, 6,3% brutto w skali roku z możliwością zerwania lokaty w każdym momencie, bez utraty odsetek.

Dla każdego

Jeżeli masz już konta w powyższych bankach i nie możesz liczyć na promocje „dla nowych klientów” – lub po prostu nie chcesz kolejnego ROR-u musisz zapamiętać jedną wartość:

6,2%

To w tych okolicach zaczynają się najlepsze standardowe oferty na rynku. Te 6,2% brutto to 5,02% netto, po opodatkowaniu. To znaczy, że wkładając 5000 zł na trzymiesięczną lokatę dostaniesz na koniec 62,75 zł odsetek.

Gdzie możesz znaleźć  oferty z takim oprocentowaniem?

Kilka przykładów:

  • 13-dniowy plan depozytowy w Toyota Banku – 6,5%.
  • Lokata półroczna w Alior Banku – 6,2% + możliwość zerwania lokaty w każdej chwili bez utraty odsetek.
  • Lokata trzymiesięczna w Idea Banku – 6,2%.
  • Lokata trzymiesięczna w FM Banku - 6,05%.
  • Lokata półroczna w Meritum Banku – 6,0%.
  • Lokata półroczna w BGŻ Optima - 6,0%.

 

A jeżeli mimo wszystko chcesz zamrozić środki na dłużej, to banki z Grupy Getin Noble (getinonline, openonline) jeszcze tylko dziś oferują 12-miesięczne lokaty na 6,4%.

Wygraj walkę z inflacją

Uwaga! Każdy depozyt oprocentowany poniżej 5,3% brutto rocznie sprawi, że w ujęciu realnym, będziesz tracić pieniądze.

Dlaczego?

Twój kapitał będzie oprocentowany poniżej inflacji (4,3% r/r w lutym 2012), przez co po zakończeniu lokaty będziesz mógł kupić za zgromadzone środki mniej niż przed założeniem depozytu!

A to i tak tylko pół biedy, bo mówimy o oficjalnej inflacji podawanej przez GUS i liczonej według uśrednionego koszyka zakupów.

A co jeśli w Twoim budżecie domowym dużą rolę odgrywają wydatki na paliwo? Albo zamarzyła ci się huczna Wielkanoc i musisz kupić naprawdę dużo jajek? ;)

Tak naprawdę, to dla każdego z nas stopa inflacji jest inna i zależy od tego co najczęściej kupujemy (lub: na co wydajemy najwięcej pieniędzy). Dlatego warto prowadzić miesięczny budżet domowy (a w tym właśnie pomaga Kontomierz) i śledzić jak te wydatki zmieniają się w czasie.

A potem szukać takich ofert depozytów, by oszczędności nie traciły na wartości w stosunku do naszej osobistej inflacji. Dopiero tak oprocentowane lokaty będą naprawdę atrakcyjne.

Aktualizacja: Dodaliśmy lokaty w Kredyt BGŻ Optima.

Fot. Flickr / 401K 

Ogólne Właśnie dlatego noworoczne postanowienia zawodzą

  • 3 stycznia 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comment

Nowy Rok sprzyja nowym planom i zamierzeniom. Mając w kalendarzu taki symboliczny nowy początek bardzo łatwo sobie powiedzieć „będę więcej oszczędzać” czy „będę lepiej kontrolować swój budżet”. Według badania TNS dla ING z takimi właśnie planami w 2012 wchodzi co piąty Polak.

Ale te noworoczne postanowienia są strasznie trudne do utrzymania. Tydzień, może dwa – a potem stary porządek wraca. Dlaczego tak często do tego dochodzi?

Odkładanie w czasie. Jeżeli nie zaczniesz teraz, to pewnie już się nie uda. Nie ważne jaki dziś dzień. Czy początek roku, czy początek tygodnia. Minie jedna okazja, to zawsze w przyszłości będzie jakaś kolejna. I tak w kółko, nie osiągając nic ze swoich planów. Większość ludzi rezygnuje już w momencie, w którym przychodzi do konkretnego działania. Przezwyciężając tę przeszkodę jest się już daleko z przodu.

Wymówki. Bardzo łatwo znaleźć powód, dla którego się czegoś nie zrobiło. Wymówki są łatwe, proste i przyjemne – zmniejszają poczucie winy i dają złudzenie, że nadal jesteśmy na dobrej drodze (akurat tylko pojawiła się drobna trudność). Tylko, że to oczywiście do niczego dobrego potem nie prowadzi.

Brak kontroli efektów. Rzeczy takie jak oszczędzanie, wydawanie mniej, kontrolowanie budżetu są świetnymi postanowieniami, bo można je policzyć. Każdego dnia możesz zobaczyć jak blisko jesteś swojego celu. Takie regularne mierzenie stanu podjętych planów jest ekstremalnie ważne. Bez tego pozostaje tylko błądzenie po ciemku i liczenie na jakiegoś autopilota, który będzie trzymał właściwy kurs.

Zbyt ambitne plany. Bardzo łatwo postawić sobie poprzeczkę zbyt wysoko i założyć sobie cele niemożliwe, lub bardzo trudne do spełnienia. Ambicja jest dobra, ale wyznaczanie sobie planu, który wymaga nieustannego, dużego wysiłku szybko prowadzi do frustracji i porzucenia wcześniejszych zamierzeń.

Złe zdefiniowanie celów. „Więcej oszczędzać” czyli ile? Czyli co robić, a czego nie? Cele muszą być konkretne i jasne. Żeby zawsze było wiadomo, w którym miejscu jesteśmy. Konkretny cel to na przykład „odkładać dodatkowe 100 zł co miesiąc w momencie wpłynięcia pensji”. Z góry wiadomo, kiedy będzie spełniony, a kiedy nie.

Brak motywacji (lub niewłaściwa motywacja). Wprowadzane zmiany powinny mieć sens i znaczenie. Nie wiedząc po co coś robimy, lub robiąc coś z niewłaściwych pobudek („bo tak wypada”) tylko sobie utrudniamy. Wprowadzane noworoczne (czy jakiekolwiek) życiowe zmiany powinny być w zgodzie z własnymi wartościami.

Brak woli. Wola jest jak mięsień i przy dużym wysiłku jej siła po prostu się wyczerpuje. Takim dużym obciążeniem dla siły woli może być chociażby zbyt restrykcyjny rygor i sztywne zasady. Dobrze co jakiś czas pozwolić sobie na więcej swobody w trzymaniu się noworocznych planów – by dać trochę odetchnąć sile woli.

Brak wsparcia. Trzymając się tematu oszczędzania pieniędzy – utrzymanie takiego nawyku może być szalenie trudne w towarzystwie osób, które z pieniędzmi postępują w dużo bardziej swobodny sposób. Nie zawsze, ale czasami pewne pozytywne zmiany mogą paradoksalnie spotykać się z negatywnymi reakcjami otoczenia.

Za dużo na raz. Gdyby „oszczędzanie pieniędzy” było jedynym postanowieniem składanym w Sylwestra to jeszcze nie byłoby tak źle. Ale zazwyczaj taki plan znajduje się w dużo liczniejszej grupie – z takimi popularnymi przykładami jak „schudnę”, „będę więcej ćwiczył”, „będę żyć zdrowiej” itd. Jedna rzecz na raz. Dopiero gdy wejdzie w nawyk, można dokładać kolejne. Inaczej szybko pojawia się zniechęcenie i z planów nici.

--

Mierząc się z tymi problemami można założyć sobie takie noworoczne cele, które jednak będą możliwe do wykonania. I przyniosą naprawdę pozytywne zmiany.

Fot. Flickr / duien

Jak pokonać przeszkody w oszczędzaniu

Oszczędzanie jest bardzo proste.

Wystarczy wziąć złotówkę, odłożyć na bok – i nie ruszać. A potem powtórzyć to samo dla kolejnej złotówki. I najlepiej by te oszczędności leżały w bezpiecznym, ale i oprocentowanym miejscu.

I to wszystko, cała filozofia!

A mimo to większość Polaków nie oszczędza. Jakoś tak mamy, ze dla prostych rzeczy wymyślamy skomplikowane wymówki i przeszkody.

Oto dziewięć z nich – to na pewno nie jest pełna lista. Czekamy na Wasze propozycje w komentarzach i na naszej stronie na Facebooku!

1. Lenistwo lub „zacznę od jutra”

Mnóstwo dobrych chęci i zero działania. Typowy schemat. Wiesz, że oszczędzanie jest dobre, że będziesz potrzebować tych pieniędzy na emeryturze i już nawet chcesz zacząć… Ale od jutra.

Dziś już nie warto, jest za późno i jestem zbyt zmęczony by myśleć o pieniądzach. Jutro będę miał więcej czasu i świeży umysł - wtedy się tym zajmę.

I co się wtedy dzieje? Zazwyczaj nic się nie zmienia. Poza postanowieniem: „zacznę od jutra”, do którego dochodzi jeszcze „ale tym razem już na pewno”.

Rozwiązanie: Zacznij już dziś, a nawet – już teraz. Rozejrzyj się dookoła: zgaś światło w nieużywanych pomieszczeniach, dokręć kran by nie kapał, wyłącz telewizor zamiast przełączać go w tryb czuwania. To już są pierwsze oszczędności!

Pójdź o krok dalej i przetnij swoją kartę kredytową, na której trzymasz zadłużenie już od wielu miesięcy.

Najgorszy jest moment tuż przed początkiem – potem idzie już łatwo.

2. Brak wiary lub wiara w nie to, co trzeba

A może nie wierzysz, że to cokolwiek da? Po co komu takie oszczędzanie kilku złotych dziennie, skoro za tyle samo można kupić kupon Lotto, a tam jest do wygrania tyyyyyyyyyyle pieniędzy. A poza tym, to dostałeś właśnie SMS z loterii, że właśnie przygotowują dla ciebie przelew.

I po co tu oszczędzać?

Rozwiązanie: nie zawracaj sobie głowy żadnymi loteriami, kumulacjami i innymi bzdurami. Nie wygrasz. Nie ma cudownego sposobu na zdobycie pieniędzy. Jeżeli do tej pory brałeś w czymś takim udział licząc na wysoką wygraną i zmianę całego życia, to mam złą wiadomość.

Dałeś się naciągnąć.

Zamiast tego cierpliwie buduj pierwsze oszczędności, zaczynając choćby od złotówki dziennie. To działa. I nie przyjmuj tego na wiarę – tutaj znajdziesz obliczenia.

3. Rozrzutność

Bank dał Ci kilka tysięcy złotych limitu kredytowego w karcie? Piękna rzecz. Chodząc z takimi pieniędzmi pod ręką czasami trudno oprzeć się okazjom. A że teraz sklepy kuszą okazjami na każdym kroku…

Pieniądze wydaje się bardzo łatwo, zwłaszcza te zapisane na plastikowych kartach. I nawet jeżeli wiesz, że masz do tego słabość, to nie możesz oczekiwać żadnej pomocy. Wręcz przeciwnie – sprzedawcy już zadbają o to, by rozrzutność wzięła górę.

Rozwiązanie: utrudnij sobie bezpośredni dostęp do pieniędzy. Po pierwsze, trzymaj wolne środki poza ROR-em, do którego masz podpiętą kartę debetową. Najlepiej na jakimś konie oszczędnościowym. Po drugie – pozbądź się karty kredytowej.

Jeżeli idziesz na zakupy to zawsze rób listę i konsekwentnie się jej trzymaj.

4. Brak wiedzy, brak kontroli

A może wcale nie jesteś rozrzutny, lecz mimo to pieniądze jakoś podejrzanie szybko się kończą? I tak naprawdę to nie do końca wiadomo w jaki sposób do tego doszło.

Dopiero połowa miesiąca, a na koncie – jakimś cudem – zostało mniej niż na tydzień życia. I co teraz?

Rozwiązanie: Podejrzanie szybkie znikanie pieniędzy z konta to żaden cud. Ani klątwa. Najczęściej chodzi o drobne wycieki z konta, które w swojej masie mogą szybko przekształcić się w wodospad. Dlatego takie wycieki trzeba szybko identyfikować i tamować.

Kawa po drodze do pracy, jedzenie zamawiane do domu, drogie w utrzymaniu konto osobiste… to wszystko po zsumowaniu robi duże dziury w portfelu.

Dlatego trzeba śledzić swoje wydatki. Wszystkie. Nawet te najmniejsze. Zacznij prowadzić budżet domowy – to najlepsze źródło wiedzy o twojej sytuacji finansowej.

Nie chce ci się chodzić wszędzie z notatnikiem i długopisem? Boisz się, że czegoś zapomnisz spisać? Kontomierz zrobi to wszystko za ciebie, całkowicie automatycznie. Jeżeli nie masz jeszcze konta, to zarejestruj się.

5. Złe nawyki

Papierosy, kawa na mieście, słabość do słodyczy – to jedno. Używki kosztują, uzależniają – wszyscy to wiemy. Ale to nie jest blog o rzucaniu palenia.

Są też złe nawyki finansowe, przez które co miesiąc tracisz pieniądze.

Najbardziej po kieszeni daje nie spłacanie całego zadłużenia na karcie kredytowej w terminie. Innym złym nawykiem jest czekanie z oszczędnościami do końca miesiąca z myślą „odłożę to, co zostanie na koniec”. Nic nie zostanie, lub zostanie niewiele. Jeszcze drobniejsze sprawy, jak np. wpisywanie PINu karty przy kasie tak, że ludzie obok wszystko widzą – to też kuszenie losu.

Rozwiązanie: Zidentyfikuj swoje złe nawyki finansowe i przestań tracić pieniądze. Zawsze spłacaj całe zadłużenie na karcie kredytowej w terminie, a jeżeli nie jesteś w stanie to przestań korzystać z karty. Ustal sobie miesięczną kwotę oszczędności i przelewaj ją na osobne konto od razu po wpłynięciu pensji. Wyrób sobie nawyk częstego sprawdzania stanu swoich kont.

6. Inflacja stylu życia

Zarabiasz więcej, więc wydajesz więcej. I nie ma w tym nic złego, dopóki nie wpadniesz w pułapkę inflacji stylu życia. A pojawia się ona wtedy, kiedy twoje wydatki rosną szybciej niż twoje dochody. Najczęściej w sposób całkowicie nieuzasadniony i nieracjonalny,

Jeżeli wcześniej robiłeś zakupy w dyskoncie, a dziś wybierasz te same produkty, tyle że w delikatesach to niepotrzebnie zawyżasz swoje wydatki. Masz sprawny i przyzwoity telefon, ale właśnie kończy ci się umowa i bierzesz nowy, droższy model, który jest tylko niewiele lepszy – to jest to żywy przykład inflacji stylu życia.

Rozwiązanie: Kupuj nowe rzeczy dlatego, że ich potrzebujesz, a nie dlatego, że cię na nie stać. Planuj swoje wydatki i nie kupuj „spontanicznie” rzeczy za kilkaset złotych. Przy większych wydatkach zawsze daj sobie czas do namysłu.

7. Inflacja – ta prawdziwa

Inflacja w grudniu wyniosła 3,1% rok do roku. To dane GUS, opracowane dla „przeciętnego” koszyka produktów. Twoja „osobista” inflacja może być znacznie wyższa, choćby dlatego, że np. często jeździsz samochodem i wydajesz dużo na paliwo.

Ale dla ułatwienia weźmy te 3,1%. Jeżeli trzymasz oszczędności na koncie lub lokacie, gdzie roczne oprocentowanie jest niższe niż inflacja – to tracisz pieniądze. Oczywiście nominały pozostają te same i nikt nie podbiera ci pieniędzy z konta. Po prostu z każdym rokiem będziesz mógł mniej za nie kupić.

Rozwiązanie: Dla swoich oszczędności szukaj najlepszych kont i lokat, z oprocentowaniem przewyższającym inflację. Nie daj się lenistwu i nie zakładaj lokaty w „swoim” banku tylko dlatego, że to najmniejszy wysiłek.

A co Wam najbardziej utrudnia oszczędzanie? 

Podobał ci się ten artykuł?

Nie przegap kolejnych skutecznych porad o oszczędzaniu i inwestowaniu pieniędzy. Zapisz się na darmową prenumeratę Kontomierza lub dołącz do społeczności na Facebooku.

Fot. Flickr / joeduty

 

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.