Filtrowanie wszystkich postów po tagu "oszczędzanie." Wyczyść filtr

8 rad na to jak być rozrzutnym

Bycie rozrzutnym w dzisiejszym świecie nie jest łatwe. Wszędzie dookoła reklamy lokat, kont oszczędnościowych, funduszy inwestycyjnych, czy nawet – tak jak ostatnio – wielkie naganianie na akcje GPW w ofercie publicznej.

Z każdej strony czeka ktoś, kto ma ochotę zablokować nasze pieniądze na jakiś czas, odłożyć je na przyszłość – a nawet z myślą o emeryturze, która jest przecież tak daleko!

A przecież my chcemy tylko kupić sobie parę rzeczy. Już teraz!

Jak w takich warunkach być rozrzutnym i kupować wszystko, na co ma się tylko ochotę? Jak nie przejmować się pieniędzmi i dniem jutrzejszym?

1. Wydawaj więcej niż zarabiasz

To gwarantowany sposób na szybkie pozbycie się gotówki z portfela oraz prosta droga do życzliwych bankierów, którzy z uśmiechem na twarzy zaoferują nam kredyt konsumpcyjny lub kartę kredytową.

Zresztą, kto powiedział, że kredyty są złe? W końcu jakoś zarabiam, stać mnie na raty, a w przyszłości będę z całą pewnością zarabiać jeszcze więcej, więc będzie jeszcze łatwiej. Skoro mam możliwość polepszenia swojego stylu życia już teraz za pieniądze z przyszłości, to korzystam!

W końcu, skoro państwo może sobie spokojnie żyć z dziurą budżetową, to czemu nie gospodarstwo domowe? I jeszcze starczy na emeryturę!

Albo: Zobacz jak kontrolować swoje wydatki.

2. Zapomnij o wydatkach już po odejściu od kasy

Rachunek? Nie dziękuję! Wyciąg z konta i karty? Zbędna makulatura od banku!

Nie muszę notować swoich wydatków, bo wszystko mam w głowie. Dopóki nie przekraczam limitu na karcie i debetu na koncie to wszystko jest pod kontrolą.

Tak jakby.

Kartą płaci się tak łatwo, że nawet nie czuję, że wydaję jakieś pieniądze.

Ale tak naprawdę, to nie zapisuję wydatków, bo trochę się boję tego, co mógłbym odkryć. A to może być całkiem dużo: mieszkanie, raty kredytów, rachunki, zakupy, przyjemności, restauracje… To wszystko kosztuje! 

Po namyśle wolę tego nie liczyć.

Później będę się martwić.

Albo: Zobacz ile korzyści może dać prowadzenie domowego budżetu.

3. Kupuj to, na co masz ochotę, należy Ci się

Tymczasem kupię sobie coś na poprawę humoru. Myślenie o tym, ile mogę co miesiąc wydawać wpędziło mnie w zły nastrój.

Takie impulsywne zakupy dobrze mi zrobią.

Czy wydaję za dużo? Bo ja wiem. Pracuję ciężko, nie jest mi łatwo, więc teraz coś od życia mi się należy.

Bardzo podoba mi się to uczucie, kiedy widzę coś w sklepie, chce to mieć i mogę to kupić już dziś. Potem rozłożę sobie ten zakup na raty w banku i przez najbliższe dwa lata będę płacić tylko kilkanaście, kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Przecież to tyle, co nic!

No tak, kilka takich różnych rat zbiera się w miesiącu. Kto by pomyślał, że takie kilkanaście złotych tu, kilkadziesiąt tam potrafi być całkiem solidnym obciążeniem dla domowego budżetu.

Ale spokojnie! Spłaci się, to będzie łatwiej.

Albo: Rób zakupy świadomie i unikaj pułapek zakładanych przez handlowców.

4. Spłacaj tylko raty minimalne na karcie kredytowej

W sumie to już teraz może być łatwo – bank wyznaczył mi bardzo niskie raty co miesiąc

Na karcie kredytowej to już w ogóle wystarczy, że spłacę jakąś drobną kwotę i z głowy.

Skoro tyle mi wyliczyli, to tyle będę spłacał. W końcu bank nie działałby na moją szkodę – też im przecież zależy bym spłacał ten kredyt.

No to spłacam.

Tylko trochę się martwię, bo zadłużenie wciąż jest wysokie i te moje spłaty tak naprawdę niewiele dają. Jak tak dalej pójdzie, to do końca życia będę spłacał tę kartę.

Albo: Zobacz jak właściwie korzystać z karty kredytowej, oraz co zrobić by karta kredytowa kosztowała Cię jak najmniej.

5. Rywalizuj z innymi i żyj na pokaz

Ale mus to mus. Co oszczędzę na tych ratach, to wydam gdzieś indziej. Pieniądze w końcu nie są po to, by bezczynnie leżeć, tylko po to, by robić z nich użytek.

A okazji jest przecież wiele!

Byłem ostatnio u sąsiada, który kupił sobie niedawno 42-calową plazmę. Nieźle!

Nawet myślałem ostatnio o wymianie telewizora, bo ten mój to już przecież antyk. Aż wstyd gości zapraszać. Muszę kupić sobie w końcu coś porządnego.

Mam tylko nadzieję, że uda się to kupić na raty, bo na kartach kredytowych jestem już zadłużony "pod korek".

Albo: Kolejne zakupy? Nie daj się inflacji stylu życia.

6. Niespodziewane wydatki? Nie przejmuj się!

Niespodziewanych wydatków, jak nazwa wskazuje, nie można się spodziewać. Po co więc mam sobie zawracać nimi głowę?

Jak wyleje pralka, albo zepsuje się coś w samochodzie to rzeczywiście – jest to problem. Trzeba na szybko szukać pieniędzy, a tych często już nie ma. A do kolejnej wypłaty jeszcze daleko.

Ale trzeba sobie jakoś radzić! Od czego są znajomi – pożyczą. A jak nie oni, to nawet do banku pójdę, a w awaryjnej sytuacji jeszcze wezmę gotówkę z karty kredytowej - z bankomatu.

W ten sposób na pewno sobie poradzę z każdą taką sytuacją.

No chyba, że zepsuje się coś naprawdę drogiego...

Albo: Na niespodziewane wydatki możesz się przygotować – wystarczy konsekwentnie budować fundusz awaryjny!

7. Liczy się tylko tu i teraz

A te spodziewane wydatki? Niektóre są tak daleko w przyszłości, że nie ma sensu się nimi teraz przyjmować.

Kolejna rata OC za samochód dopiero za rok, przez ten czas na pewno jakoś uzbiera się ten tysiąc.

A ten remont mieszkania, co planujemy już od jakiegoś czasu? No planujemy i planujemy, ale coś nie możemy zacząć bo nigdy nie ma na to pieniędzy.

Ale kiedyś pewnie coś odłożę i będziemy mogli wreszcie zacząć coś robić.

Albo: Systematyczne odkładanie pieniędzy na planowane wydatki to świetny sposób na ograniczenie takich jednorazowych szoków dla portfela.

8. Oszczędzanie? Świadome wydatki? Zacznij od jutra, albo jeszcze później!

No dobrze, może nie wszystko jest idealnie.

Kiedyś w końcu zacznę zapisywać wydatki, oszczędzać i myśleć o przyszłości.

Dziś już nie mam czasu, ale może jutro o tym pomyślę.

O! Albo zacznę od przyszłego miesiąca, tak chyba będzie wygodniej.

A w sumie to zaraz zbliża się koniec roku, więc może najlepiej będzie jak zacznę 1 stycznia, tak symbolicznie – to będzie takie moje noworoczne postanowienie.

Albo: Zobacz jak zacząć oszczędzać już dziś.

Podobał Ci się ten artykuł? Nie przegap następnych – prenumeruj ten blog przez kanał RSS.

Fot. Flickr / justified sinner

 

Ogólne Każdy grosz się liczy, czyli optymalizacja odsetek

  • 27 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comment

Każdy grosz się liczy, czyli optymalizacja odsetekNa rynku finansowym coraz więcej jest lokat i kont oszczędnościowych z codzienną kapitalizacją odsetek. Powoli staje się to standardem, któremu opierają się tylko najbardziej konserwatywne banki.

Warto przyjrzeć się ofertom kont i lokat z codzienną kapitalizacją odsetek, bo często dają one więcej niż widać na papierze.

Codzienna kapitalizacja daje wiele korzyści

Łatwiej jest uniknąć „podatku Belki”. Ze względu na zaokrąglenia do pełnych złotych „podatek Belki” nalicza się gdy odsetki wyniosą 2,50 zł lub więcej. Jako że przy codziennej kapitalizacji dostajesz odsetki tylko za jeden dzień, a nie – jak to typowo bywało – za cały miesiąc, możesz na taką lokatę lub konto włożyć znacznie więcej pieniędzy i nie martwić się podatkiem.

Procent składany działa szybciej. Odsetki są codziennie dopisywane do kapitału, więc już następnego dnia pracuje dla Ciebie więcej pieniędzy. Dzięki temu szybciej uzbierasz kwotę, która umożliwi Ci otrzymywanie jeszcze większych odsetek (tylko uważaj, by nie przekroczyć progu, od którego liczy się podatek).

Masz możliwość optymalizacji odsetek. To jest już kreatywne oszczędzanie na całego. Nominalne oprocentowanie konta oszczędnościowego może wynosić 4,05% w skali roku (jak np. w eurobanku), ale można z niego wyciągnąć prawie dwa razy więcej! Jak to zrobić?

Jeden grosz robi wielką różnicę

Nieprzypadkowo pisałem o eurobanku, bo tam można założyć aż 15 kont oszczędnościowych – każde z codzienną kapitalizacją i każde z oprocentowaniem 4,05% w skali roku. Dlaczego możliwość założenia wielu rachunków jest tak ważna? O tym za chwilę.

Wróćmy tymczasem do samej idei optymalizacji. Co to takiego?

W przypadku optymalizacji odsetek, podobnie jak przy „podatku Belki”, wykorzystujemy zaokrąglenia stosowane przez bank w ten sposób, aby nasze pieniądze zarabiały jak najwięcej.

Odsetki w banku zaokrąglane są do pełnych groszy.

Trzymajmy się przykładu eurobanku. Jeżeli na koncie oszczędnościowym w tym banku zdeponujesz kwotę 45,06 zł to nie dostaniesz żadnych odsetek. Przy obecnym oprocentowaniu powinieneś otrzymać dokładnie 0,49 grosza, ale jako że odsetki zaokrąglane są do pełnych groszy, to otrzymujesz 0 gr.

Ale wystarczy że dołożysz jeszcze 1 gr i razem będziesz mieć kwotę 45,07 zł. Wtedy Twoje dzienne odsetki wyniosą 1 gr. A to dlatego, że według kalkulacji należne Ci odsetki były wyższe niż 0,5 grosza, więc zostały zaokrąglone w górę do 1 gr.

Oznacza to efektywne oprocentowanie ok. 8,1% w skali roku.

A jako, że możesz założyć aż 15 takich kont oszczędnościowych, to łącznie możesz zdeponować 676,05 zł na ponad 8% w skali roku.

Jeżeli więc masz mały kapitał i zastanawiasz się gdzie najlepiej ulokować takie pieniądze - rozważ właśnie tę opcję. Obecnie na rynku trudno znaleźć lepsze miejsce dla takiej kwoty.

Oczywiście dla większych pieniędzy jest trudniej. Najwięcej można wycisnąć z małych kwot. Potem zaokrąglenia działają już na naszą niekorzyść.

Bo mamy te 45,07 zł na koncie i dostajemy 1 gr odsetek dziennie. A jaką kwotę trzeba mieć, by przy tym oprocentowaniu otrzymywać np. 2 gr dziennie? Odpowiedź to 135,19 zł. Nie ma tak łatwo, że wystarczy zdeponować dwa razy więcej, by otrzymać dwa razy wyższe odsetki.

Optymalizować możesz nie tylko konta oszczędnościowe, ale także lokaty.

Dobrym przykładem jest Lokata Optymalna w Open Finance – w wersji 6-miesięcznej oprocentowana na 5% w skali roku. Kwota minimalna lokaty to 500 zł. Codzienna kapitalizacja odsetek.

No i możesz zdeponować te 500 zł. Otrzymasz wtedy 7 gr odsetek dzienne, co oznacza efektywne oprocentowanie w wysokości 5,11% w skali roku. To i tak więcej niż nominalne oprocentowanie, ale można je jeszcze podnieść!

Jeżeli zdeponujesz dokładnie 547,51 zł to otrzymasz już 8 gr odsetek, czyli efektywne oprocentowanie Twoich oszczędności wyniesie 5,33%. Jeżeli dysponujesz większą kwotą, np. w okolicach 10 000 zł i zamierzasz zdeponować to na lokacie, to zamiast całość wrzucać do jednego worka – możesz to rozdzielić na kilka lokat i w efekcie zarobić więcej.

W największym skrócie – optymalizacja to takie manipulowanie kapitałem na lokacie lub koncie, aby otrzymać więcej, niż nominalne oprocentowanie.

Czy jest się o co bić?

W tym momencie pojawia się pytanie – czy warto się w coś takiego bawić dla marnego jednego grosza? Dla niektórych takie działania pewnie nie mają sensu – przy stosunkowo dużym kapitale optymalizacja odsetek to margines. Na tyle mały, że nie warto sobie zawracać tym głowy.

Natomiast dla osób, które obracają mniejszym kapitałem, rzędu kilku tysięcy złotych, jest to kwestia warta co najmniej przemyślenia.

Trzeba mieć na uwadze dwie rzeczy:

  • Przy małym kapitale największą różnicę i tak robią własne regularne dopłaty. Tego się nie przeskoczy i nawet nie wiadomo jak wysokie oprocentowanie oszczędności, jak doskonale zoptymalizowane konta i lokaty – i tak to jest nic, w porównaniu z tym, co możesz sam sobie dopłacić. Możesz zdeponować 1000 zł na 20% rocznie i dostaniesz po roku 200 zł (upraszczając nie biorę pod uwagę ew. zysku z procentu składanego). Ale te 200 zł możesz dopłacić sobie przecież już dziś, albo przy następnej wypłacie.
  • Z drugiej strony przy małym kapitale trzeba szanować każdy pieniądz. Jeżeli jest okazja by wycisnąć trochę więcej z własnych oszczędności, to czemu z niej nie skorzystać? Zwłaszcza, gdy nic to nie kosztuje, poza kilkoma chwilami na założenie kont (zazwyczaj i tak odbywa się to bez wychodzenia z domu).

No i ten ostatni argument mnie przekonuje, więc sam tak robię. Lokaty rozdzielam na optymalne "paczki", a na kontach oszczędnościowych trzymam kwoty dające mi dokładnie 1 gr dziennie. Na razie nie obracam dużym kapitałem, więc takie zoptymalizowane odsetki dają zauważalny efekt.

Pisałem o eurobanku, więc dla jasności muszę jeszcze zastrzec, że aby otworzyć tam konta oszczędnościowe trzeba mieć też podstawowy ROR – Konto Online. Standardowa opłata za prowadzenie tego konta wynosi 4 zł miesięcznie, ale można to obejść – dwa najprostsze sposoby to:

  • Jeden przelew zewnętrzny przychodzący na którekolwiek z kont – w wysokości co najmniej 800 zł. Może to być też przelew z własnego konta z innego banku. Jest to więc bardzo łatwy sposób na ominięcie opłaty.
  • Łączne saldo wszystkich lokat i rachunków w eurobanku powyżej 10 000 zł. Można i tak, ale skoro piszę tu o optymalizacji i trzymaniu tam ok. 650 zł, to raczej ta opcja nie wchodzi w grę.

A co Wy sądzicie o tej metodzie mnożenia swoich oszczędności? Jest warta wysiłku, czy to tylko taka fanaberia?

Fot. SXC.HU / zbyszek80

Ogólne Ile powinienem oszczędzać?

  • 25 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 9 comment

Ile powinienem oszczędzaćJednym z największych błędów przy ustalaniu budżetu domowego jest zostawianie oszczędności na koniec. Zapłacimy wszystkie rachunki, spłacimy raty kredytów, kupimy co trzeba do domu – a to co zostanie na koniec miesiąca odłożymy do skarbonki.

No i oczywiście zazwyczaj na koniec zostaje niewiele, jeżeli w ogóle cokolwiek.

O oszczędnościach trzeba pomyśleć na samym początku, zgodnie z zasadą „najpierw płać sobie”.

Tylko ile powinniśmy odkładać co miesiąc?

Zacznij od funduszu awaryjnego

Fundusz awaryjny to niezbędny składnik zdrowych finansów osobistych. Sam miałem okazję przekonać się o tym kilka razy, gdy byłem w podbramkowej sytuacji i musiałem szybko znaleźć gdzieś kilka tysięcy.

A takie awaryjne sytuacje to wcale nie rzadkość – a to zepsuje się coś w samochodzie, a to obniżą pensję w pracy, a to jakiś sprzęt gospodarstwa domowego odmówi posłuszeństwa. Nie chcę Cię tu specjalnie straszyć, ale warto mieć świadomość, że takie rzeczy się zdarzają.

Czy koniecznie trzeba wtedy dzwonić do rodziny lub znajomych i prosić o pożyczkę, czy nawet wziąć chwilówkę w banku?

Nie!

Jeżeli poważnie myślisz o swoich finansach, to pierwsze co powinieneś zrobić, to stworzyć sobie fundusz awaryjny. To z niego będziesz finansował wszelkie takie nieprzewidziane, awaryjne wydatki.

Chodzi o naprawdę poważne sytuacje i  warto ustalić sobie jasne zasady na co mogą iść te pieniądze, a na co nie. To wbrew pozorom bardzo ważne, bo takie kilka tysięcy leżące sobie leniwie na koncie potrafi czasem stanowić nie lada pokusę.

A skoro mowa już o kwotach, to jak duży powinien być ten fundusz? Nie mogę wypowiadać się za Ciebie, wiec powiem jak to wygląda u mnie. W skrócie: jestem stosunkowo młody, zarabiam raczej przeciętnie, ale moje źródło dochodu uważam za stabilne, nie mam kredytów, wynajmuję mieszkanie. Obecnie dobrze się czuję z funduszem pokrywającym ok. 3 miesiące moich wydatków.

Takie „dobre samopoczucie” wynikające z posiadania funduszu awaryjnego jest bezcenne. Najlepiej więc przeanalizuj swoją sytuację, policz ile pieniędzy jest Ci absolutnie niezbędne by przeżyć jeden miesiąc i na tej podstawie oszacuj wysokość swojego funduszu awaryjnego.

Jeżeli dopiero zaczynasz go budować, to skieruj na niego całą swoją uwagę. Odpuść wtedy, gdy uznasz, że czujesz się już bezpiecznie i żadna awaria pralki Cię już nie zaskoczy ;). Ale nie odpuszczaj całkowicie! Dobrym nawykiem jest dorzucanie choćby 100 zł to tego funduszu co miesiąc.

Naturalnie, nie można być zawsze przygotowanym na wszystko, jednak taką poduszkę finansową jak najbardziej warto mieć.

Zadbaj o emeryturę

Patrząc na chaotyczne ruchy Rządu wokół  emerytur i OFE można stracić wszelką nadzieję na to, że na starość państwo zapewni nam przyzwoite warunki życia.

Niestety musimy o to zadbać sami i musimy zacząć już teraz.

Na emeryturze oczywiście wiele się zmieni. Jeżeli spłacasz teraz kredyt hipoteczny, to najprawdopodobniej do emerytury już się od niego uwolnisz. Jeżeli masz dzieci na utrzymaniu, to na Twoją starość one pewnie będą już usamodzielnione. Z drugiej strony trzeba liczyć się ze zwiększonymi wydatkami na leki, na ew. opiekę domową itp.

Nie ulega wątpliwości, że strasznie trudno jest przewidzieć co będzie za te 30-40 lat, ile będzie kosztować „życie” i ile pieniędzy będziemy potrzebować.

Ale spróbujmy przynajmniej w przybliżeniu policzyć ile musimy w sumie odłożyć, by żyć przyzwoicie na emeryturze. Dla ułatwienia obliczenia liczymy dla „dzisiejszych” pieniędzy, bez uwzględnienia inflacji.

Załóżmy, że uważasz, że na emeryturze wystarczy Ci 2 500 zł miesięcznie. W tej kwocie mieściłoby się utrzymanie mieszkania (czynsz, rachunki), jedzenie, leki oraz jakieś przyjemności.

By utrzymać się tak przez – powiedzmy – 20 lat potrzebowałbyś 600 000 zł (20 lat x 12 miesięcy x 2500 zł). Jeżeli jesteś optymistą, to możesz nawet założyć, że będziesz dostawać państwową emeryturę w wysokości np. 1 000 zł, czyli samemu musiałbyś wykładać co miesiąc  1500 zł. W takim przypadku na 20 lat potrzebowałbyś 360 000 zł.

Teraz podziel to przez liczbę miesięcy, które zostały Ci do emerytury i zobacz ile musisz odkładać z każdej pensji. Pamiętaj tylko, że w tych obliczeniach dla ułatwienia pominęliśmy zarówno inflację jak i oprocentowanie oszczędności.

To jest oczywiście bardzo prosty model i w zasadzie temat oszczędzania na emeryturę nadaje się co najmniej na serię kilku artykułów. Dajcie znać w komentarzach, jeżeli chcielibyście na blogu przeczytać więcej o zapewnieniu sobie przyzwoitej emerytury.

Zaplanuj większe wydatki

Nie można jednak żyć myśląc jedynie o awariach, czy katastrofach finansowych z jednej strony i starości z drugiej strony.

Coś się nam od życia należy – wycieczka do ciepłych krajów, nowy telewizor, samochód… cokolwiek. Mówimy tu o rzeczach, które wykraczają poza drobne, codzienne przyjemności.

Niestety takie zakupy motywowane myślą „przecież mi się należy” często potrafią wywrócić nasz domowy budżet do góry nogami i najpewniej będą oznaczać kolejną ratę kredytu do spłacania.

Jeżeli więc planujesz jakiś większy wydatek, np. zakup nowego iPhone w lipcu, to najlepiej zacznij odkładać już teraz. Idealnie byłoby, gdybyś przez te 9 miesięcy odłożył w sumie całość tej kwoty, ale jak wiadomo – do ideału czasem mamy bardzo daleko :). Jednak będzie dobrze, jeżeli odłożysz nawet część kwoty potrzebnej na zakup. Im bardziej ograniczysz ten jednorazowy szok dla portfela, tym lepiej.

Podsumowując, trochę liczenia jest. I jak zwykle nie ma idealnej reguły, która będzie prawdziwa dla każdego i która jednoznacznie wskaże konkretną kwotę.

Ja już mam fundusz awaryjny, z którym czuję się bezpiecznie, a poza tym oszczędzam ok. 20% miesięcznych dochodów. Oszczędności najlepiej właśnie wskazywać procentowo, by podążały one za wzrostem naszych dochodów i by nie zjadła nas inflacja stylu życia.

Jaka wysokość funduszu awaryjnego i oszczędności na emeryturę będą odpowiednie dla Ciebie? Poświęć jeden wieczór, rozpisz sobie ile chcesz mieć pieniędzy na nieprzewidziane wydatki, jaką emeryturę chcesz sobie zapewnić, jakie wydatki planujesz na najbliższe lata. Podlicz to wszystko i zobacz wyszło.

Czy masz wystarczające luzy w budżecie by sfinansować te oszczędności?

A jak Wy sądzicie – ile najlepiej jest oszczędzać?

Fot. SXC.HU / svilen001

Ogólne Pożeracz oszczędności - inflacja stylu życia. Jak z nią walczyć?

  • 15 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 18 comment

Pożeracz oszczędności - inflacja stylu życiaCzy nie dziwią Was czasem różne historie zwycięzców w Lotto, którzy wygrywają miliony, ale w krótkim czasie roztrwaniają swoje wygrane i prędzej czy później wracają do „normalnego” życia?

Cóż, takie historie też mogą dziać się w naszych prywatnych portfelach – oczywiście na odpowiednio mniejszą skalę. Jeżeli dostałeś kiedyś premię lub podwyżkę, a po kilku miesiącach zastanawiałeś się, gdzie się podziały te pieniądze, to dobrze wiesz o czym mówię.

A mówię o inflacji stylu życia.

To naturalnie całkiem normalna rzecz. Zarabiamy  coraz więcej, więc stać nas na coraz więcej. O to w tym wszystkim przecież chodzi? Jeżeli mielibyśmy odkładać wszystkie nasze podwyżki, wszystkie premie i dodatkowe dochody to nie byłoby po co się starać.

Nie ma nic złego w racjonalnym polepszaniu swojego stylu życia!

Ale zastanawiające pozostaje to, że niezależnie od tego jak mało lub jak dużo ktoś zarabia, to i tak jego lub jej wydatki zazwyczaj praktycznie dorównują dochodom.

Dlaczego tak się dzieje?

Sam ćwiczę to zjawisko na sobie. Kiedyś większość zakupów spożywczych i innych rzeczy „do domu” udawało mi się robić w dyskontach i innych „tanich” sklepach typu Biedronka czy Lidl. I wszystko było w jak najlepszym porządku. Ale z czasem, w miarę jak moja sytuacja się powoli polepszała, to zakupy w delikatesach, droższych sklepach, takich jak Alma czy Bomi, przestały wydawać mi się jakąś szczególną ekstrawagancją.

Co jest oczywiście niemal całkowicie bez sensu, bo dobrze wiem, że większość rzeczy, które potrzebuję, mogę równie dobrze znaleźć w innym miejscu i taniej.

Ale powoli, powoli przestaje to tak przeszkadzać i kłuć w oczy. W taki sposób inflacja stylu życia wkrada się w nasze zwyczaje.

Z im większymi dochodami mamy do czynienia, tym trudniej jest ogarnąć, którędy dokładnie pieniądze uciekają z portfela. Jednocześnie, tym łatwiej jest przymknąć oko na jakiś większy zakup („bo przecież mnie stać”, „należy mi się”) lub na niewielkie przepłacanie za jakieś produkty („bo ta jedna złotówka przecież nic nie zmieni”).

Coś co kiedyś nie wydawało się w ogóle potrzebne do życia, przechodzi nagle do kategorii „czemu nie?”. Zaczynamy rozważać kupno rzeczy, o których wcześniej w ogóle byśmy nie pomyśleli. Kupno nowego samochodu kiedyś było poza zasięgiem, ale po podwyżce zaczynamy się zastanawiać…

Takich przykładów jest wiele.

A przecież są jeszcze reklamy, które cały czas namawiają do coraz częstszego kupowania coraz lepszych rzeczy. Są znajomi, którzy mówią „przecież cię stać”. Presja na wydawanie pieniędzy jest silna!

I tak w kółko – zarabiamy więcej i wydajemy więcej.

Pół biedy jak wydatki jeszcze zrównują się z dochodami. Gorzej, gdy zaczynają je przekraczać, pojawia się życie na kredyt i wydatki rosną szybciej niż dochody.

Jak zaradzić tym negatywnym zjawiskom?

Jest kilka skutecznych sposobów na przerwanie tego błędnego koła. Mam nadzieję, że któryś z nich Ci się przyda:

Zapisuj wydatki i prowadź budżet. Jeżeli naprawdę Ci zależy i naprawdę chcesz wiedzieć gdzie podziały się Twoje pieniądze, to musisz śledzić swoje wydatki. Bez tego kilka złotych umknie Ci przy okazji kupowania rzeczy na obiad, kolejne kilka złotych na jakiejś imprezie… Zresztą, na pewno masz już jakieś podejrzenia co do tego, na jakie rzeczy wydajesz trochę za dużo. Kolejny krok to zweryfikowanie czy masz rację i rozpoznanie problemu.

Z tym zadaniem w bardzo dobry sposób może Ci pomóc Kontomierz, który wskaże Ci na jakie kategorie wydatków przeznaczasz najwięcej (lub po prostu za dużo) pieniędzy.

Oszczędności na pierwszym miejscu. Niezawodna zasada „płać sobie najpierw” bardzo dobrze chroni przed inflacją stylu życia. Ale pamiętaj by odkładać określony procent swoich dochodów, a nie stałą kwotę. W ten sposób Twoje oszczędności zawsze będą podążać za wzrostem Twoich dochodów.

Odłóż na bok dążenie do ideału. Pewnie masz jakiś wymarzony styl życia, do którego dążysz. W dzisiejszych czasach, kiedy od kredytu na kilka tysięcy złotych dzieli nawet tylko jedno kliknięcie bardzo łatwo ulec pokusie spełniania swoich marzeń zbyt szybko. A potem okazuje się, że trzeba słono zapłacić za takie kredyty-chwilówki na spełnianie marzeń.

Kupuj rzeczy, dlatego że ich potrzebujesz, a nie dlatego, że Cię na nie stać. Trzeba walczyć z natrętnymi myślami typu „należy mi się” i „bo mogę”. Oczywiście, nie zapominaj też o przyjemnościach, ale bez przesady – zachowaj odpowiednie proporcje.

Żyj o podwyżkę do tyłu. To jest bardzo ciekawy sposób na powstrzymanie inflacji stylu życia i utrzymanie oszczędności na odpowiednim poziomie. Bardzo prosta rzecz – jeżeli dostałeś podwyżkę, to przeznacz ją w całości na regularne oszczędności. Po jakimś czasie dostałeś kolejną – zwiększ swoje limity na niezbędne wydatki i różne zachcianki do poziomu poprzedniej podwyżki.

To, że więcej zarabiasz, nie znaczy, że możesz więcej pożyczyć. Tak, banki będą Ci mówiły, że teraz masz większą zdolność kredytową i w ogóle to najchętniej dałyby Ci teraz złotą kartę kredytową… i tak dalej. Dobrze jest mieć zdolność kredytową, ale trzeba umieć rozsądnie z niej korzystać.

Duże wydatki planuj z wyprzedzeniem… i z głową. Bądź realistyczny. Nie licz ile może pożyczyć Ci bank, tylko policz na ile Cię stać. Myśl o swoich finansach w długoterminowej perspektywie.

A przede wszystkim zidentyfikuj to, co jest dla Ciebie w życiu naprawdę ważne i naprawdę niezbędne. I na to wydawaj pieniądze.

Autorem ilustracji jest Steve Wampler

Budżetowanie jest fajne. Fakt, może nie jest specjalnie modne, może nie jest sexy, ale na pewno jest przydatne. Jest wiele powodów dla których warto prowadzić domowy budżet.

Specjalnie nie mówię tutaj o częstotliwości zapisywania wydatków. Każdemu jak mu wygodniej. Nie upieram się ani nie namawiam by spisywać wydatki każdego dnia, każdego miesiąca podsumowywać itd.

Chociaż tak chyba najłatwiej jest śledzić efekty swoich działań i oszczędności. Przynajmniej na początku.

Ale znam też przypadki ludzi, którzy z powodzeniem robią generalny przegląd swoich domowych finansów raz w roku i u nich taki model doskonale się sprawdza.  Można i tak.

W każdym razie – warto. A dlaczego?

·        Budżetowanie pomaga ograniczyć wydatki, gdy jest to konieczne (np. raty kredytu wzrosły i mocno nas uwierają).

·        Pozwala zauważyć drobne wycieki, które niekiedy potrafią zamienić się w spory strumień, który wywraca nasz portfel do góry nogami (np. czynnik latte).

·        Ułatwia planowanie na przyszłość. Widzisz czarno na białym stan swoich finansów. Wiesz na co możesz pozwolić sobie dziś, a także jak długo będziesz musiał oszczędzać na jakiś większy zakup.

No tak. Planujemy wydatki, spisujemy je i wszystko jest fajnie dopóki nie zaczniemy przekraczać założonych limitów.

A gwarantuję Ci, że regularnie prowadząc własny budżet na pewno odkryjesz taki wydatek, który za każdym razem przekracza Twoje założenia i mimo usilnych prób nie daje się zbić niżej.

Co wtedy?

Zwiększ budżet!

Haha, to brzmi trochę jak kreatywna księgowość. Po co prowadzić budżet, ustalać sobie limity, skoro jak coś mi nie pasuje, to mogę po prostu zwiększyć budżet?

No cóż… Zaufaj mi, że nie jest to tak niemądre jak się wydaje.

Bo tak naprawdę, to czemu przekraczamy ustalony – przecież przez nas samych – limit wydatków?

Bo impulsywnie, bez żadnej kontroli wydajemy pieniądze? OK., jeżeli tak – to pomiń ten punkt.

Ale poza tym? Prawdopodobnie dlatego, że to, na co wydajemy regularnie naszym zdaniem zbyt dużo pieniędzy, jest dla nas ważne. Na tyle ważne, że zniesiemy porażkę i ten czerwony słupek na wykresie, który co chwila przypomina o przekroczonym limicie wydatków.

Ja sam miesiąc w miesiąc wydawałem więcej niż sobie zakładałem na „wyjścia na miasto”. Czy to jakiś wspólny obiad w restauracji, kino, impreza itd. Za każdym razem wydatki przekraczały stały, założony wcześniej limit.

Czemu? Dlatego, że mam słabą wolę, że nie potrafię się oprzeć pokusom?

Nie!

Dlatego, że pod tymi „wyjściami na miasto” kryją się spotkania z drugą połówką, imprezy ze znajomymi i generalnie social time.

A to nie jest coś, z czego chcę rezygnować ani coś, co chciałbym szczególnie ograniczać. To jest dla mnie ważne. Niech więc zostanie tak jak jest.

Jeżeli chcesz oszczędzać (podkreślam – chcesz, a nie jesteś zmuszony tragiczną sytuacją finansową), to nie oszczędzaj na tym, co jest dla Ciebie ważne. Oszczędzaj na rzeczach, które są mniej istotne.

Tylko nie doprowadź do sytuacji, kiedy wszystkie Twoje wydatki będą dla Ciebie ekstremalnie ważne :).

Rozbij go na więcej kategorii

Jestem wielkim fanem prostoty, upraszczania, redukowania zbędnych elementów i ułatwiania sobie życia.

Budżet z milionem kategorii, każdy wydatek spisywany co do grosza? To nie dla mnie. Mniej znaczy więcej!

No ale… nie zawsze.

Paradoksalnie, do prostoty wiedzie trudna droga i wydaje mi się, że na początku trzeba sobie trochę skomplikować życie (ale tylko trochę!), by później było łatwiej.

Jasne, na starcie możesz sobie zrobić budżet podzielony choćby tylko na dwie kategorie – niech będą to wydatki sztywne i elastyczne. Ale pamiętaj po co w ogóle zapisujesz swoje wydatki – po to by dokładnie zidentyfikować, którędy z portfela ucieka Twoja wypłata.

Na samym początku podejście „im mniej tym lepiej” może się nie sprawdzić.

Upraszczałbym krok po kroku. Jeżeli za którymś razem widzisz, że z jakąś kategorią wydatków nie masz problemu i z łatwością ją kontrolujesz – możesz przestać się nią przejmować. Przypisać do bardziej ogólnej kategorii lub w ogóle wykluczyć z analiz.

Ale weźmy znów te „wyjścia na miasto”. Gdybym bardzo chciał zredukować wydatki w tej kategorii, to pierwsze co bym zrobił, to rozbił ją na więcej elementów – takich jak:

·        jedzenie na mieście

·        imprezy

·        alkohol

·        kino/teatr

Dopiero wtedy bym widział, gdzie dokładnie przesadzam z wydatkami. Wtedy mógłbym zacząć się zastanawiać jak zmniejszyć wydatki w tym zakresie. A jest na to jeden bardzo skuteczny sposób…

Utrudnij sobie dostęp do pieniędzy

Drastyczne, to prawda, ale sprawdzone i – co najważniejsze – działa.

Zdecydowałeś się obcinać wydatki, to teraz nie ma zmiłuj. Jak trzeba ciąć, to trzeba ciąć.

A nie mając pieniędzy (pod ręką) – lub inaczej – mając dokładnie tyle ile możesz mieć, na pewno nie wydasz więcej niż trzeba.

Można chodzić na zakupy tylko z określoną z góry kwotą pieniędzy. Nie biorąc ze sobą za dużo nie wydamy za dużo. Proste.

Można zrezygnować z kart, zwłaszcza z kart kredytowych. Łatwy dostęp do pieniędzy (szczególnie tych, których „fizycznie” nie widać) włącza tryb „łatwo przyszło – łatwo poszło”, a to prosta droga do skończenia miesiąca na minusie. Co więcej, naukowo udowodniono, że ludzie płacąc „plastikowymi pieniędzmi”, wydają średnio 20% niż gdyby mieli do dyspozycji tylko gotówkę. Cash is king w tym przypadku.

Można też jak najszybciej po otrzymaniu wypłaty przelać środki na inne konto, a na tym głównym zostawić tylko tyle, ile możemy w danym miesiącu wydać. Wszystko, co ponad to, niech najlepiej wyląduje na jakimś koncie oszczędnościowym, takim bez dołączonej karty, z którego trudno będzie wycofać pieniądze. Nie wydamy za dużo i jeszcze na tym zarobimy.

Przede wszystkim nie należy zapominać po co w ogóle tworzymy domowy budżet, spisujemy wydatki i stawiamy sobie limity. Na pewno nie po to, by specjalnie utrudniać sobie życie, ani po to by wywracać swój styl życia do góry nogami i rezygnować z rzeczy dla nas ważnych.

Ogólne Jak JUŻ DZIŚ zacząć oszczędzać?

  • 7 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comment

oszczędzanie Na początek ustalmy jedno – ten artykuł to nie jest wpis dla skąpców i maniakalnych dusigroszy. Nie będę w nim namawiał do stawiania swojego stylu życia na głowie tylko po to, by oszczędzić kilka złotych.

Po prostu nie.

Czytasz ten blog, naturalnie znasz też pewnie sam Kontomierz. Interesujesz się finansami osobistymi i świadomie podchodzisz do pieniędzy? Oszczędzasz lub chciałbyś oszczędzać pieniądze bez drastycznych zmian w stylu życia? Świetnie! Jest to więc artykuł właśnie dla Ciebie.

 

Po co oszczędzać?

To fundamentalne pytanie. Po co cały ten trud? Oszczędzanie nie jest przecież takie proste. Czasem wymaga pewnych wyrzeczeń, dyscypliny itd. Ale najważniejsze jest, że oszczędzanie ma cel, najczęściej długofalowy. Jaki jest Twój?

 

Oszczędzanie na emeryturę?

Nie ma wątpliwości, że oszczędzać – w ogóle – warto. Już samo to, co dzieje się z naszym systemem emerytalnym (czy naprawdę liczysz, że na emeryturze dostaniesz przynajmniej 50% ostatniej pensji?) powinno skłonić nas do zajrzenia do portfela i pomyślenia, jak można się zabezpieczyć finansowo przed biedowaniem na emeryturze.

 

Oszczędzanie na przyszłość dla dzieci?

Warto pomyśleć nie tylko o swojej przyszłości, ale też przyszłości własnych dzieci. Pierwsza wpłata na mieszkanie, opłacenie dobrej edukacji to rzeczy, które warto wziąć pod uwagę długofalowo planując swoje finanse.

 

Wyjście z długów?

Dług i kredyt to rzeczy, których powinno się unikać. Ale wiadomo jak jest – czasami nie ma wyjścia. Choćby młode pary – mają niewielkie szanse na zakup mieszkania za gotówkę i muszą obciążyć hipotekę kredytem. Takie czasy.

A potem zostają raty do spłacenia – często przez wiele lat.

Jak najszybsza spłata zadłużenia (i nie zaciąganie kolejnych zobowiązań) to najlepszy sposób na szybkie i widoczne oszczędności.

 

Na jakąś konkretną rzecz – samochód, dom, wakacje?

Tutaj sprawa jest o tyle prosta, że od samego początku znamy konkretną kwotę, jakiej potrzebujemy. Wystarczy „tylko” ocenić własne możliwości, określić termin i założyć świnkę-skarbonkę.

 

A może odkładasz po prostu „na czarną godzinę”?

Takich oszczędności „na wszelki wypadek” absolutnie nie należy bagatelizować. Wręcz przeciwnie – zarządzanie finansami osobistymi trzeba zacząć właśnie od zbudowania sobie funduszu awaryjnego. Takiej poduszki finansowej, która ochroni nasze finanse przed niespodziewanymi wydatkami. Nie ma nic gorszego niż wycofywanie się z inwestycji w złym momencie, bo akurat potrzebna była gotówka.

Celów oszczędzania może być wiele i pewnie znacznej części tutaj nie wymieniłem. Najważniejsze jednak, by wiedzieć do czego się dąży i mieć motywację do realizacji tych celów.

A problem motywacji do oszczędzania jest zasadniczy. Odkładanie pieniędzy ma tę wielką wadę, że oznacza odkładanie gratyfikacji w czasie. A ludzie mają z tym problem i chcą swojej nagrody już teraz, zapominając o tym, co może przyjść jutro…

Przełamanie tej tendencji to największy wysiłek.

 

Ile oszczędzać?

Nie zrozum mnie źle. Nie chodzi o to, by oszczędzać na wszystkim co się da i wszystko co się da. No chyba, że sytuacja jest wyjątkowo tragiczna – ale skupmy się raczej na tych przeciętnych.

Sam jestem gorliwym wyznawcą reguły zrównoważonego budżetu domowego. Co to znaczy?

Chodzi o utrzymanie właściwych proporcji między wydatkami na niezbędne potrzeby, wydatkami na przeróżne zachcianki (bo nawet oszczędzając trzeba też mieć chwile przyjemności!), oraz oszczędnościami.

Typowy model wygląda w ten sposób:

  • 50% miesięcznych wpływów przeznaczam na niezbędne potrzeby: utrzymanie mieszkania, rachunki, jedzenie (w domu, nie na mieście)

  • 30% wpływów idzie na zachcianki: kino, książki, wyjścia i jedzenie na mieście. Część z tych środków dodatkowo odkładam na inne subkonto, gdzie trzymam oszczędności na jakieś większe „zabawki”.

  • 20% wpływów to oszczędności. Na któryś z celów opisanych wcześniej lub na dowolny cel jaki sobie wymyślisz. Najważniejsze jest, by tych pieniędzy nie ruszać.

U mnie to się sprawdza. Rachunki płacę na czas, mam trochę pieniędzy na drobne przyjemności i nie zapominam o oszczędzaniu na przyszłość.

Oczywiście ten model nie musi być idealny w Twoim przypadku. Ale nie zaszkodzi Ci go wypróbować, albo przynajmniej przeliczyć sobie ile wydajesz na każdy z tych segmentów. Nic nie stoi na przeszkodzie by też nieco zmodyfikować ten model względem własnych potrzeb i możliwości.

Nic na siłę!

Nie chodzi o to, by z dnia na dzień ograniczyć swoje wydatki o połowę, tylko małymi krokami dochodzić do idealnej równowagi.

 

Jak zacząć JUŻ DZIŚ?

Najtrudniej jest zacząć. Ale jesteśmy już na dobrej drodze – wiemy po co oszczędzamy, wiemy na jakie oszczędności możemy sobie pozwolić (jakich oszczędności potrzebujemy).

Teraz czas na przejście z fazy planowania do fazy działania. Gdzie szukać oszczędności?

Najlepiej zacznij od drobnych rzeczy. Nie daj się zwieść tym, że dzięki temu oszczędzisz tylko małe kwoty. Niedocenianie małych oszczędności do duży błąd! Takie niewielkie sumy tu i tam tworzą z czasem bardzo poważne kwoty.

A najgroźniejsze jest to, że takie małe wydatki najłatwiej przeciekają nam przez palce. Najtrudniej je kontrolować, zazwyczaj nawet nie zwracamy uwagi, kiedy te pieniądze nam wyciekają. Jeszcze gorzej, gdy płacimy kartami – wtedy w ogóle nie widzimy pieniędzy uciekających nam z portfela!

Ale na szczęście są sposoby by temu przeciwdziałać.

 

Zmień konto na darmowe

W dzisiejszych czasach nie ma sensu płacenie za zwykły ROR. Co więcej, coraz więcej banków płaci klientom za posiadanie u nich konta. Nie musisz daleko szukać, w Internecie są narzędzia dzięki którym w łatwy sposób porównasz konta bankowe i policzysz możliwe oszczędności. W wielu przypadkach, by zmienić konto nie będziesz musiał nawet wychodzić z domu – banki internetowe pozwalają złożyć wniosek o konto przez Internet.

 

Płać kartą i korzystaj z promocji

Jeżeli często płacisz kartą i jest to karta kredytowa, to sprawdź ofertę banków i ich programy rabatowe oraz cash back. W ten sposób możesz uzyskać korzystne rabaty na zakupach, a przez to oszczędzić więcej pieniędzy.

 

Masz samochód? To masz świetne źródło oszczędności

W przypadku samochodu osobowego porad dotyczących oszczędności jest bez liku. Samochód kosztuje i to niemało – nie tylko sam zakup (plus ewentualne koszty kredytu), ale też ubezpieczenie, utrzymanie… Jeżeli się dobrze zastanowić, to na każdej z tych rzeczy można trochę zaoszczędzić. I nie trzeba wcale rezygnować z samochodu, czy jakoś drastycznie ograniczać liczby przejechanych kilometrów!

Zaoszczędzić na OC można w bardzo prosty sposób – wystarczy porównać oferty ubezpieczycieli dla danego modelu. W przypadku tego samego samochodu mogą się one różnić nawet w zakresie 30%!

Na samej codziennej jeździe też można znaleźć oszczędności – wystarczy wyrobić sobie kilka pożytecznych nawyków (nic strasznego) i obserwować efekty.

 

Zidentyfikuj swój czynnik latte

Tak jak miałeś okazje przeczytać wcześniej – małe, najdrobniejsze rzeczy potrafią szybko zmienić się w poważne wycieki finansowe. Rozejrzyj się wokół siebie i sprawdź czy często nie wydajesz pieniędzy na rzeczy, które z łatwością mógłbyś robić sam lub obejść się bez nich w ogóle. To jest właśnie Twój czynnik latte.

 

Nie marnuj energii

Ta mała czerwona lampka paląca się na telewizorze – widzisz ją? I ładowarki do komórek cały czas podłączone do prądu… Tryb stand-by urządzeń RTV/AGD to taki mały złodziej energii, więc także naszych pieniędzy. Wyłączanie urządzeń zamiast przełączania ich w tryb czuwania może dać roczne oszczędności rzędu kilkudziesięciu złotych.

Niewiele, ale tak jak pisałem powyżej – małe kwoty z różnych źródeł dają łącznie istotne oszczędności.

 

Uważaj na zakupach!

Uważaj, bo na zakupach możesz wpaść w liczne pułapki. Właściciele sklepów zrobią wszystko byś stanął przy kasie z jak najpełniejszym koszykiem. Nieważne czy tego potrzebujesz, czy nie, ważne byś zapłacił. Nie daj się tej manipulacji!

 

Śledź swoje wydatki

Możesz też stworzyć prosty domowy budżet. Choćby rejestrując się w Kontomierzu możesz określić limity na poszczególne wydatki – czy to związane z domem, jedzeniem, rozrywką itp. To bardzo dobry eksperyment – zaplanować sobie na początku wydatki na poszczególne kategorie a następnie śledzić jak wiele się wydaje na różne dobra.

Gwarantuje Ci, że w którejś z tych kategorii przekroczysz swój limit i kolor słupków na wykresie zmieni się na czerwony.

Takie zdanie sobie sprawy ze skali własnych miesięcznych wydatków naprawdę otwiera oczy.

 

Wszystko inne zawiodło? To może chociaż złotówka?

Jeżeli masz już darmowe konto, oszczędzasz prąd, nie masz samochodu itd. i nie widzisz u siebie pola na kolejne oszczędności, to możesz spróbować jeszcze jednej rzeczy. Postaraj się codziennie odkładać dosłownie jedną złotówkę. Wydaje się, że to niewiele?

To dobrze! Takie oszczędności nie będą Cię wiele kosztować!

Ale po dłuższym czasie na pewno zauważysz, że takie regularne oszczędzanie ma dużą siłę.

A jakie Wy polecacie metody na pierwsze oszczędności?

(foto: stock.xchng lugi)

Ogólne Bardzo drogie „chwilówki”

ChwilówkiKilka miesięcy temu pisaliśmy na blogu o wysokich kosztach szybkich pożyczek gotówkowych. Niestety zainteresowanie tego typu kredytami wcale nie spada, a wielkie żniwo zbierają chociażby firmy oferujące tzw. pożyczki przez SMS.

Idea jest prosta – klient, który potrzebuje pilnej pożyczki rejestruje się w internecie lub wysyła wiadomość tekstową ze swojego telefonu. Po przekazaniu niezbędnych danych rozpoczyna się procesowanie wniosku kredytowego. Firmy chwalą się, że jego rozpatrzenie  trwa wielokrotnie krócej niż w banku, a pieniądze na koncie mogą być już tego samego dnia.

Wszystko to brzmi bardzo atrakcyjnie, a to właśnie czas jest najważniejszy dla osób, które muszą znaleźć pieniądze na pilny wydatek. Niestety wielu klientów nie czyta umów i regulaminów, a w nich zawarte są wszystkie informacje, które pokazują jak złym wyborem może być chwilówka.

Kilka tysięcy procent

Rzeczywista roczna stopa procentowa na poziomie... 8,5 tys. procent. To wcale nie żart, ale oferta szybkiej pożyczki przez SMS, którą można znaleźć w internecie. Pożyczając 200 zł, po 15 dniach trzeba oddać już 240 zł. Osoby, które zaciągną pożyczkę w wysokości 1250 zł na sześć miesięcy, oddadzą łącznie... 2748 zł! Czyli przeszło dwa razy więcej niż otrzymały.

Firmy, które udzielają takich kredytów zwracają uwagę na niewielką ilość formalności i możliwość załatwienia wszystkiego przez internet lub telefon. Warto jednak przeliczyć jak wysoką cenę płaci się za taką wygodę. Dla porównania sprawdźiliśmy jaką wysokość będzie miała rata kredytu o identycznych parametrach (1250 zł na sześć miesięcy) w 12 bankach. W tym momencie rozpiętość raty to 233 – 245 zł miesięcznie. Dla SMS – chwilówki było to... 458 zł. Z każdą ratą oddamy więc nawet o 225 zł więcej. W skali całej pożyczki będzie to 1.350 zł.

Zgodne z prawem

W świetle ustawy antylichwiarskiej wydaje się to mocno wygórowana cena. Zgodnie z przepisami oprocentowanie nie może być wyższe niż czterokrotność stopy lombardowej NBP (w tym momencie 20 proc.). Oferowane pożyczki z rzeczywistym oprocentowaniem na poziomie kilku tysięcy procent nie łamią jednak prawa, bo ustawowo ograniczone jest tylko oprocentowanie nominalne.

Przyglądając się poszczególnym składnikom spłaty można się zorientować, że pożyczki SMS są oprocentowane na maksymalnym dozwolonym prawnie poziomie – 20 proc. Największym kosztem jest ubezpieczenie, którego ceny nie regulują żadne przepisy. Dochodzimy do sytuacji w której za pożyczone na pół roku 1.250 zł płacimy 123 zł odsetek i 1.313 zł składki ubezpieczeniowej.

Niemal rok temu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta wszczął postępowanie w sprawie kilku firm udzielających szybkich pożyczek SMS. Główne zastrzeżenia UOKiK dotyczyły niepełnych lub nieprawdziwych informacji na stronach internetowych przedsiębiorstw. Zgodnie z prawem ich działalność nie może być jednak zakazana, a zatem to konsument musi sam zdecydować czy skorzystać z określonej oferty.

Fundusz awaryjny

Biorąc pod uwagę niewielkie kwoty udzielanych pożyczek (od 200 do 1.250 zł) oraz zazwyczaj krótki okres kredytowania (w większości firm 15-30 dni, nie dłuższy niż pół roku) łatwo zorientować się jakie potrzeby mają zaspokajać pożyczki przez SMS. To oferta skierowana do osób, którym „zabrakło do pierwszego” lub po prostu mają niewielki pilny wydatek.

Fundusz awaryjny w wysokości 1.000 zł można zbudować bardzo szybko nawet przy niewielkich dochodach. A to właśnie osób o najniższych dochodach szczególnie nie stać na pożyczki, których oprocentowanie jest horrendalnie wysokie. Zadbajmy więc o to, by niespodziewane wydatki mogły być pokryte z funduszu awaryjnego, a od szybkich pożyczek SMS lepiej trzymać się z daleka.

Fot. SXC.HU / cobrasoft

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.