Filtrowanie wszystkich postów po tagu "płynność finansowa." Wyczyść filtr

Co jest lepsze: zakup za gotówkę czy może rozłożenie kosztów na raty? Dziś często możemy natknąć się na oferty rat 0%, które wydają się całkiem kuszącą perspektywą. Przynajmniej z punktu widzenia finansowego.

Jak zatem przedstawia się bilans zysków i strat rat 0% w porównaniu z jednorazowym zakupem za gotówkę?

Koszt psychologiczny a zysk psychologiczny

Choć nieoprocentowane raty mogą nie nieść żadnych dodatkowych kosztów finansowych, to nakładają na nas pewien koszt psychologiczny. W momencie, gdy decydujemy się na zakup ratalny, bierzemy na siebie długoterminowe finansowe zobowiązanie. Mamy do spłaty dług – nie dla każdego będzie to komfortowa sytuacja.

Ale jest też druga strona medalu. Mówiąc o rozkładaniu zakupów na raty nie sposób nie wspomnieć o niezwykle istotnej korzyści psychologicznej (i jednocześnie finansowej) – poczucia bezpieczeństwa wynikającego z większej płynności finansowej.

Na czym to polega? Gdy kupujemy za gotówkę jednorazowo pozbywamy się dużej kwoty z portfela. Tracimy możliwość, by po te pieniądze jeszcze kiedykolwiek sięgnąć, na przykład w jakiejś kryzysowej sytuacji.

W przypadku zakupu ratalnego rzecz ma się inaczej. Na koncie zostaje nam cała kwota, a co miesiąc pozbywamy się tylko 1/24 tej sumy (w przypadku rat na dwa lata). Mamy więc solidny zapas gotówki cały czas pod ręką, na wypadek jakichś nieprzewidzianych sytuacji.

Ważne jednak, by te pieniądze traktować dokładnie na takich samych zasadach jak fundusz awaryjny. Nie finansujemy z nich bieżącej konsumpcji – to środki wyłącznie służące nam do zapewnienia finansowej poduszki bezpieczeństwa.

Mniejsza zdolność kredytowa a lepsza historia kredytowa

Gdy ubiegamy się o kredyt, w jakiejkolwiek formie – gotówkowy, kartę kredytową czy kredyt hipoteczny – w formularzu zawsze znajduje się pytanie o wysokość naszych regularnych miesięcznych zobowiązań wynikających z innych kredytów, czy właśnie rat.

Jeżeli kupiliśmy coś na raty i nadal ten zakup spłacamy, to w takim wniosku kredytowym tę informację należy uwzględnić. I ta informacja ma swoją wagę – zostanie ona uwzględniona przy obliczaniu naszej zdolności kredytowej. A im więcej i im większe są nasze dotychczasowe miesięczne obciążenia, tym mniejsza będzie nasza zdolność kredytowa.

Ale tu znów jest też druga strona medalu, którą należy mieć na uwadze. Bo raty mają nie tylko wyłącznie negatywny wpływ na procedurę ubiegania się o kolejny kredyt. Jest też wpływ zdecydowanie pozytywny – budowanie wiarygodności kredytowej.

Jeżeli robiliśmy zakupy ratalne, a miesięczne płatności zawsze wykonywaliśmy w terminie, to dla banku jest to bardzo ważna informacja. To znak, że jesteśmy wiarygodnymi i rzetelnymi kredytobiorcami.

Osoby, które mają dobrą historię spłacania rat będą przez bank lepiej oceniani niż ci, którzy nigdy w życiu nie mieli żadnej formy zadłużenia.

Jeżeli w ciągu kilku najbliższych lat rozważać ubieganie się o kredyt, na przykład hipoteczny, to warto wziąć pod uwagę rozłożenie niektórych większych zakupów, które miałyby miejsce w międzyczasie, na raty (najlepiej 0%). Wpłynie to później pozytywnie na Twoją ocenę kredytową (oczywiście pod warunkiem regularnych spłat).

Utrata potencjalnych korzyści a oszczędności

Załóżmy, że dokładnie prześwietliliśmy warunki rat 0%. Faktycznie, nie ma żadnych odsetek, żadnych prowizji, czy innych dodatkowych kosztów. Czy oznacza to, że na pewno jest to najbardziej korzystny finansowo wariant?

Nie do końca! Musimy mieć na uwadze jeszcze co najmniej dwie rzeczy.

Po pierwsze, kto ma gotówkę – ten może negocjować.  Niewykluczone, że wykładając pełną kwotę na stół uda nam się przekonać sprzedawcę do udzielenia dodatkowego, kilkuprocentowego rabatu. Przy większych zakupach, a przy takich zazwyczaj rozważamy raty, zdecydowanie warto negocjować.

Po drugie, raty 0% mogą mieć inny ukryty koszt. Nie widzimy go, bo szukamy go w zapisach umowy. A tam faktycznie wszystko gra – żadnych dodatkowych opłat czy prowizji. Ale ten koszt może być zupełnie gdzieś indziej – może być już uwzględniony w cenie produktu, który kupujemy. Sklep, który oferuje rozłożenie ceny na raty 0% może mieć wyższe ceny, niż inny sklep, który takich rat nie oferuje. Zawsze warto porównywać ceny.

To koszty, ale są też zyski. Skoro kupując coś na raty nie pozbywamy się od razu całej kwoty, tylko oddajemy co miesiąc po trochu, to tę resztę możemy wykorzystać do generowania dla nas dodatkowych odsetek.

Jakiego rzędu mogą być to zyski? Niestety, raczej nie mówimy tu o dużych kwotach – ale w budżecie domowym przecież nawet małe oszczędności się liczą.

Załóżmy, że kupujemy coś za 1500 zł i rozkładamy to na raty 0% na dwa lata. Oznacza to, że co miesiąc musimy oddać 62,50 zł. Wkładamy całą tę kwotę na konto oszczędnościowe oprocentowane na 2,5% w skali roku.

Co miesiąc dzieją się trzy rzeczy:

  • od pozostałej kwoty odejmujemy kolejną płatność = 62,50 zł
  • dodajemy odsetki z poprzedniego miesiąca
  • przez kolejne 30 dni naliczamy odsetki od kwoty (kwota początkowa – rata + poprzednie odsetki)

Jaki jest wynik po 24 miesiącach? Odsetki wygenerowały nam dodatkowe 40 zł (uwaga: obliczenia bez uwzględnienia inflacji i podatku od zysków kapitałowych).

Podsumowując: mamy szereg plusów i minusów. Jak zwykle, zalecamy aby wszystkie założenia i obliczenia odnieść dla własnej indywidualnej sytuacji. 

Fot. Flickr / Sean MacEntee

Ogólne Zasada 60%: elastyczny budżet domowy

  • 23 kwietnia 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 5 comment

Przy okazji różnych artykułach o kredytach hipotecznych i rekomendacji KNF na pewno trafiliście na zasadę mówiącą o tym, że bank nie powinien przyznawać klientowi kredytu, jeżeli w ten sposób jego zobowiązania kredytowe przekroczą 50% jego dochodów. Rzut oka na proporcje między wysokością spłacanych rat a dochodami to jeden ze składników badania zdolności kredytowej, nawet jeżeli banki nie muszą już automatycznie odmawiać każdemu, kto nie spełnia tego warunku.

Jeżeli połowę swojego miesięcznego budżetu przeznaczasz na spłatę kredytów, to bank najpewniej uzna, że z żadnym kolejnym obciążeniem będziesz mieć duże trudności. Może odmówić, może zażądać dodatkowych zabezpieczeń kredytu. No chyba, że twoje dochody są na tyle wysokie, że nawet po odjęciu tych 50% na koncie zostaje jeszcze całkiem sporo.

Na tej zasadzie stosowanej przez banki warto budować reguły dla własnego budżetu domowego. Spisując i kontrolując wydatki najczęściej dążymy do kilku rzeczy:

  • do uzyskania wiedzy o strukturze własnych wydatków (co później pomaga np. planować przyszłe większe zakupy)
  • do kontroli nad tym, aby nie wydawać więcej niż się zarabia (podstawowa zasada oszczędzania w ogóle)
  • do identyfikowania i eliminowania niepotrzebnych wydatków
  • do zachowania odpowiedniej elastyczności domowego budżetu

Zostańmy na chwilę przy tej ostatniej – elastyczności budżetu. Analizując twoje obciążenia kredytowe bank bada właśnie to – jak elastyczny jest twój budżet, jak duży i jak bezpieczny będziesz mieć margines, jeżeli coś pójdzie nie tak.

Tylko, że same kredyty to nie wszystko. Analizując i planując własny budżet możesz (i powinieneś) pójść o dwa kroki dalej: nie 50%, a 60% i nie tylko kredyty, ale wszystkie stałe wydatki.

Jeżeli prowadzisz regularnie własny budżet domowy, to doskonale wiesz jaką część twoich miesięcznych dochodów pochłaniają stałe opłaty. A jeżeli jeszcze nie budżetujesz, to teraz jest dobry moment by zacząć!

Stałe wydatki to przede wszystkim:

  • raty kredytów
  • opłaty za wynajem
  • czynsze (np. do spółdzielni mieszkaniowej)
  • rachunki na wodę, gaz, prąd, śmieci itp.
  • kablówka, internet, telefon
  • inne abonamenty (np. komunikacja miejska, fitness, streaming muzyki)
  • korepetycje dla dzieci
  • różne opłaty członkowskie (np. składka na Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych)
  • składki, ubezpieczenia

Ta lista może być jeszcze dużo dłuższa – najważniejsza zasada jest taka, że to stałe wydatki, które trzeba cyklicznie ponosić.

I jeżeli wydatki z twojej listy przekraczają 60% twojego budżetu, to jest to wyraźny sygnał, że struktura twoich wydatków nie jest wystarczająco elastyczna. Nagła konieczność wydania dodatkowej sumy pieniędzy, podwyżka raty czy innego zobowiązania, czy obniżenie dochodów mogą w takiej sytuacji poważnie zachwiać twoim budżetem. To nigdy nie jest dobra sytuacja.

Jak więc przyciąć budżet do tych 60%? Przede wszystkim trzeba pozbyć się myślenia, że „stałe wydatki = wydatki nie do ruszenia”. Są jak najbardziej do ruszenia, trzeba tylko przełamać kilka przyzwyczajeń.

Rat kredytów raczej nie zmienisz. Oczywiście, można negocjować z bankiem rozłożenie spłaty na więcej lat, przez co pojedyncza miesięczna rata trochę się zmniejszy. Ale jesteśmy dalecy od tego, aby radzić komuś podejmowanie takich życiowych decyzji pod wpływem jakiegoś wpisu na blogu :).

Ale to, co możesz zrobić, to np. pozbyć się swojej karty kredytowej – zwłaszcza, jeżeli ze swoim zadłużeniem wszedłeś już w płatny kredyt. Jeżeli masz więcej zobowiązań, nie zaszkodzi rozejrzeć się po rynku – może jakaś oferta konsolidacji kredytów będzie akurat dla ciebie korzystna.

Rachunki za wodę i inne media będziesz pewnie płacić zawsze, ale masz przecież wpływ na ich wysokość. Zobacz jak oszczędzać ciepło.

Kablówka, internet, telefon – może warto wybrać niższe pakiety/abonamenty? Albo w ogóle zrezygnować z telewizji?

Z biletów miesięcznych na komunikację miejską raczej trudno będzie zrezygnować. Chociaż, skoro i w kalendarzu i za oknem mamy już wiosnę, to warto wyciągnąć rower z piwnicy.

To tylko kilka przykładów. W każdym razie – jakieś pole manewru zawsze jest.

Niepotrzebne wydatki to nie tylko impulsywne zakupy, uleganie promocjom czy kupowanie niepotrzebnych rzeczy. Pieniądze można marnować też co miesiąc przy płaceniu rachunków. Dlatego także stałym wydatkom trzeba się od czasu do czasu przyglądać. I mieć je pod kontrolą.

Fot. Flickr / Images_of_money

Ogólne Pułapki finansowe: przeinwestowanie i brak płynności

  • 1 marca 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 2 comment

O tym, że przekredytowanie jest jedną z większych katastrof finansowych, która może się nam przydarzyć, wiadomo nie od dziś. Gdy raty kredytów zabierają ponad połowę domowego budżetu, to zaczyna robić się niebezpiecznie.

Na drugim końcu skali jest przeinwestowanie. Na pierwszy rzut oka wygląda dziwnie: jeżeli ktoś inwestuje, to znaczy, że generuje regularne górki i z jego finansami musi być wszystko w porządku?

Otóż nie zawsze! I to nie tylko dlatego, że inwestując można też stracić.

Każdy budżet domowy powinien mieć pewną płynną rezerwę. Coś na nieprzewidziane wydatki i inne awaryjne sytuacje.

Posiadając już jakieś oszczędności można ulec pokusie, by wszystkie wolne środki zainwestować – w lokaty, fundusze, giełdę, czy jeszcze inne z wielu możliwych instrumentów finansowych. W końcu oszczędności powinny zarabiać, a nie leżeć na nieoprocentowanym RORze.

Problem w tym, że wtedy pieniądze są zamrożone w tych wszystkich inwestycjach i dostęp do nich jest utrudniony. Co jeżeli nagle potrzebujemy gotówki? Lokatę trzeba będzie zerwać, pożegnać się z odsetkami i poczekać na przelew środków z banku. Z funduszy i giełdy trzeba będzie wyjść – i to wcale nie musi być najlepszy moment na zakończenie inwestycji. Najczęściej jest to najgorszy moment.

To nie koniec. Czasami z różnych inwestycji najzwyczajniej nie można wyjść – pod groźbą bolesnych kar. Tak jest ze wszystkimi „programami systematycznego oszczędzania”, gdzie deklarujemy miesięczną składkę, a wpłacane środki zamrażane są na kilka lub kilkanaście lat. Chcesz wyjść wcześniej? Musisz pożegnać się z większością wpłaconych składek.

Inwestycje to także ryzyko. Można stracić część lub całość środków. Dlatego w agresywne i ryzykowne instrumenty finansowe należy angażować tylko te środki, na których stratę możemy sobie pozwolić.

Chcąc zarobić godzimy się na ryzyko.

I choć zwrot z inwestycji może wydawać się kuszący, to i tak polecamy, by część środków trzymać w łatwo dostępnym miejscu.

Zawsze dobrze jest mieć pewien zapas gotówki. Nie dlatego, że chcemy Was teraz straszyć jakimiś czarnymi scenariuszami i kryzysową niewypłacalnością banków.  Po prostu, czasem zdarzają się takie prozaiczne sytuacje jak awaria bankomatu (który na przykład bez powodu zatrzyma kartę i na zwrot trzeba będzie czekać kilka dni). Takie przypadki przychodzą najczęściej wtedy, gdy akurat ekspresowo potrzeba gotówki. Lepiej zaoszczędzić sobie stresu.

Pozostałą część awaryjnych środków najlepiej przechowywać na łatwo dostępnym koncie. Takim, do którego mamy kartę debetową i możemy w każdej chwili mieć dostęp do pieniędzy. Chodzi o to, by w nagłych sytuacjach mieć możliwość szybkiej reakcji.

Fundusz awaryjny służy właśnie do tego, by być poduszką finansową w nagłych przypadkach. Ma być zabezpieczeniem i ma być łatwo dostępny. Nie musi zarabiać.

Co oczywiście nie oznacza, że ten ROR, na którym leżą awaryjne środki, nie ma być oprocentowany. W ofertach banków nadal można znaleźć takie rachunki osobiste, które oferują kilkuprocentowe odsetki w skali roku. Niestety poniżej inflacji, ale zawsze coś.

Kompromisowym rozwiązaniem może być konto oszczędnościowe podpięte pod taki łatwo dostępny ROR. Obecnie najlepsze konta oszczędnościowe są oprocentowane w okolicach inflacji lub nieznacznie wyżej.

A co jeżeli nie masz wolnych środków, a mimo to szukasz jakiegoś finansowego zabezpieczenia? Rozwiązaniem mogą być produkty kredytowe, w których płacisz tylko za wykorzystany limit. A jako że będziesz z tych środków korzystać tylko w awaryjnych sytuacjach, to przez większość czasu pozostaną nienaruszone.

Przykładem takich produktów jest debet (linia kredytowa w koncie, która pozwala na tymczasowe zejście „pod kreskę”) lub karta kredytowa.

Najczęściej jednak nie są to produkty darmowe. W przypadku debetu płaci się roczną prowizję za udostępnienie kredytu (np. 2% od całkowitej sumy przyznanego limitu). W przypadku większości kart kredytowych trzeba liczyć się z opłatą roczną.

Zachowanie płynności w domowym budżecie jest bardzo ważne, zwłaszcza gdy mamy jakieś stałe i nieprzesuwalne wydatki, takie jak rata kredytu mieszkaniowego. Wtedy, w sytuacji awaryjnej, zamiast dzwonić do banku i negocjować przesunięcie terminu, możemy sięgnąć do środków odłożonych właśnie na takie okoliczności.

Fot Flickr / Images of money 

Ogólne Jak zachować płynność finansową?

  • 25 listopada 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 3 comment

Zawsze mieć rezerwę na potrzebne wydatki. Nie martwić się tym, że nie zdążysz opłacić w terminie raty kredytu, jeśli wypłata pensji przesunie się kilka dni (oby tylko kilka!). Zamiast żyć od pierwszego do pierwszego - mieć pewność, że wszystkie rachunki zostaną opłacone w terminie.

To właśnie daje utrzymywanie odpowiedniej płynności finansowej. Bezpieczeństwo, spokój i pewność.

Jak rozplanować swoje domowe finanse, by osiągąć taki stan?

Kontrola wydatków

Podstawowym zadaniem każdej osoby odpowiedzialnej za domowy budżet jest kontrola wydatków. Jeżeli nie wiesz ile i na co wydajesz co miesiąc, to płynność finansowa niewiele Ci pomoże. Po prostu dosłownie przepłynie Ci przez palce.

Zapisywanie wydatków lub ich śledzenie w Kontomierzu to najlepszy sposób na kontrolę tego ile i na co wydajesz. To też dobry sposób na dodatkowe oszczędności - często już sama świadomość tego, że monitorujesz swoje wydatki sprawia, że automatycznie wydajesz pieniądze w bardziej racjonalny sposób.

Posiadając listę zaplanowanych, stałych wydatków oraz pewną prognozę wydatków zmiennych już na początku miesiąca wiesz, ile pieniedzy będziesz potrzebować. I czy na pewno starczy Ci na wszystko - czy może będziesz musiał w którymś miejscu ciąć wydatki.

Harmonogram w budżecie

To tylko początek. Sama kontrola wydatków, polegająca na analizie ile i na co wydajesz to nie wszystko! Ważne jest jeszcze kiedy.

Zazwyczaj wszelkie regularne płatności rozrzucone są po wszystkich dniach miesiąca. Spłata raty kredytu i domowe rachunki na początku miesiąca, karta kredytowa gdzieś w środku, telefon i internet jakoś pod koniec. Przykładowo. I na to wszystko musi wystarczyć wypłata, która np. przychodzi w okolicach 10-tego.

Na część z tych terminów możesz mieć wpływ, a na część niestety nie.

Biorąc kredyt, czy wnioskując o kartę kredytową możesz ustalić dogodny dla siebie harmonogram spłat. Choćby w przypadku kredytówek - banki często proponują różne warianty cyklów rozliczeniowych.

Dobierz cykl rozliczeniowy tak, aby termin spłaty przypadał na kilka, a nawet kilkanaście dni po przewidywanym terminie wypłaty wynagrodzenia.

Pamiętaj tylko, że w przypadku karty kredytowej ostatni dzień cyklu nie oznacza dnia spłaty. Od tego czasu masz jeszcze około 24 dni (zależnie od tego jak długi okres bezodsetkowy oferuje Twój bank) na spłatę należności. Jeżeli cykl rozliczeniowy kończy się 15-tego, to dzień spłaty będzie przypadać w okolicach 10-tego dnia każdego miesiąca. Weź to pod uwagę planując swoje finanse.

Wszędzie tam, gdzie możesz, staraj się dobierać terminy zapłaty tak, aby kilkudniowe opóźnienie w otrzymaniu pensji nie oznaczało, że nie będziesz miał z czego zapłacić.

Fundusz bezpieczeństwa

Jeżeli jesteś stałym czytelnikiem tego blogu, to o funduszu bezpieczeństwa czytałeś już pewnie dobre kilka razy. Ten motyw często tu się powtarza z prostego powodu - to absolutna podstawa prawidłowo funkcjonujących finansów osobistych.

Środki pozwalające na spokojne przeżycie co najmniej dwóch miesięcy (a idealnie - sześciu) w przypadku utraty źródła dochodu, to coś, co jest wręcz niezbędne w każdym domowym budżecie.

Zacznij już dziś odkładać nawet niewielkie kwoty co miesiąc na ten cel. Z każdą kolejną wpłatą Twoje domowe finanse będą bezpieczniejsze, a płynność finansowa większa. Zwłaszcza, że nie są to środki, z których korzysa się regularnie. Tylko w przypadku sytuacji naprawdę awaryjnych, nagłych wydatków, czy chociażby opóźnienia w wypłacie pensji.

Pomysły na to, gdzie szukać takich dodatkowych pieniędzy, które mógłbyś regularnie odkładać, znajdziesz np. tu, tu i tu.

Środki gwarantujące Ci odpowiednią płynność finansową powinny być zawsze łatwo dostępne. Trzymaj je w takim banku, z którego możesz je łatwo wypłacić lub przelać na odpowiednie konto. Czyli najlepiej na takim koncie, do którego masz podpiętą kartę debetową. A na karcie takie limity, że - w razie konieczności - wypłata większej gotówki nie będzie problemem.

Z drugiej strony, taki łatwy dostęp do tych pieniędzy może oznaczać pewną pokusę by z nich skorzystać - nawet gdy sytuacja nie jest “awaryjna”. Niestety, z taką pokusą trzeba walczyć.

Fot. Flickr / √oхέƒx™

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.