Filtrowanie wszystkich postów po tagu "porady finansowe." Wyczyść filtr

Istnieją różne metody analizowania kursów walut, a wśród nich nawet nieco humorystyczne – indeksy Big Maca czy iPada. I w zasadzie na tym można by zakończyć ten wpis, gdyby nie to, że...  prognozy oparte na tych właśnie wskaźnikach często okazują się niezwykle skuteczne.

Zasada działania takich indeksów jest bardzo prosta – zbierane są ceny konkretnego produktu w różnych krajach na świecie, a następnie przelicza się wartości z waluty lokalnej np. na dolara. Jeżeli w jakimś kraju hamburger jest droższy niż w Stanach Zjednoczonych, oznacza to, że jego waluta jest przewartościowana (jej kurs jest zbyt wysoki).

W tegorocznym pomiarze – 5 stycznia, tygodnik The Economist już po raz 25. określił indeks Big Maca. Wg kursów rynkowych z tego dnia, hamburger w Turcji był droższy niż w USA, a zatem turecka lira była przewartościowana. W ciągu kilku miesięcy jej kurs osłabił się, a kanapka jest w przeliczeniu kilka centów tańsza. Nadal jednak kosztuje więcej niż w Stanach Zjednoczonych, a to oznacza, że turecka waluta powinna się w dalszym ciągu osłabiać.

Cena hamburgera w Polsce była w styczniu 2010 roku około 20 proc. niższa od tej którą płacą Amerykanie. Można więc przypuszczać, że złotówka powinna się umacniać, tymczasem w czerwcu jest kilkanaście procent słabsza niż na początku roku. Oczywiście Indeks Big Maca nie wyznacza trendów w określonym czasie i określone ruchy walut mogą być obserwowane w dłuższym terminie. Był to jednak kolejny ranking wskazujący na potencjał wzrostowy złotówki w stosunku do dolara i od wielu lat taka sytuacja pozostaje bez zmian.

Podobną analizę przygotował australijski dom maklerski Commonwealth Securities. W tym wypadku odniesieniem była jednak cena tabletu – iPad, a podstawową wadą tego zestawienia jest fakt, że jego oficjalna sprzedaż w wielu krajach jeszcze się nie rozpoczęła. Nie bez znaczenia jest także fakt, że jest to nowość, a w takim wypadku ceny mogą podlegać bardzo dużym wahaniom zależnym wprost od zainteresowania produktem na poszczególnych rynkach.

Abstrahując jednak od zastrzeżeń w stosunku do wskaźnika opartego na cenie tabletu i biorąc pod uwagę bardziej marketingowy charakter indeksów jednoproduktowych można wyciągnąć wnioski, że euro i funt są względem dolara mocno przewartościowane i także one powinny pozostać w trendzie spadkowym.

Bardziej reprezentatywny był indeks opracowany przez Commonwealth Securities w roku 2008. Tamto zestawienie oparte było na cenie odtwarzacza iPod i znalazła się w nim także Polska. Dla wielu osób szokiem może być, że w tej analizie złotówka została przedstawiona jako jedna z najmocniej przewartościowanych walut na świecie (w tym czasie indeks Big Maca wskazywał PLN jako walutę niedowartościowaną). Nasza waluta względem dolara powinna się potencjalnie osłabić o ponad 30 proc.! Teoretycznie więc wydaje się, że indeks oparty na cenie odtwarzacza muzyki okazał się trafniejszy, bo złotówka osłabiła się od tego czasu o 1/5.

Dla inwestujących w waluty – chociażby na coraz popularniejszym w Polsce Forexie nieformalne indeksy parytetu siły nabywczej (PPP) mogą być pomocne, ale generalnie nie bierze się ich do końca na poważnie. Z drugiej strony chyba każdy zdaje sobie sprawę z faktu, że gdyby istniała metoda prognozowania kursów walut sprawdzająca się w 100 proc., to w waluty inwestowałby każdy i tak samo każdy byłby już milionerem.

Kształtowanie się kursów walut opiera się na wskaźnikach ważnych i fundamentalnych, ale często określona waluta staje się przedmiotem spekulacji i niczym nie są uzasadnione jej spadki lub wzrosty. Patrząc jednak na indeks iPoda można zadać sobie inne pytanie. Dlaczego mieszkańcy bardzo bogatej Norwegii za ten sam odtwarzacz muzyki płacą 20 proc. mniej niż Polacy? To już temat na zupełnie inną dyskusję...

Ogólne Jak inwestować w obligacje skarbowe?

Obligacje skarbowe to papiery dłużne emitowane przez Skarb Państwa. Ich zakup dla inwestora to sposób na bezpieczne ulokowanie kapitału, a dla budżetu państwa jedna z metod finansowania potrzeb pożyczkowych.

Ze względu na niewielkie ryzyko – obligacje są gwarantowane przez Skarb Saństwa – zysk z inwestycji w tym przypadku nie należy do wysokich. Jest to jednak dobry sposób na zrównoważenie portfela inwestycyjnego, co może być szczególnie ważne w okresie gdy sytuacja na giełdzie jest mocno niestabilna.

Obligacje dzielą się na oszczędnościowe i rynkowe. Te pierwsze przeznaczone są tylko dla osób fizycznych, a ich sprzedaż odbywa się w stałej cenie – 100 zł. Mogą być one sprzedawane lub darowane innej osobie, ale obrót nimi nie odbywa się na Giełdzie Papierów Wartościowych. Sprzedaż obligacji oszczędnościowych odbywa się w sposób ciągły - można je zakupić w zasadzie codziennie.

Posiadacz obligacji oszczędnościowych może złożyć dyspozycję przedterminowego wykupu, co odpowiada zerwaniu lokaty przed terminem. Jednak w takim wypadku nie traci całości naliczonych odsetek, ale otrzymuje należną premię proporcjonalnie do okresu trwania inwestycji i pomniejszoną o 1zł za każdą sprzedanę obligację.

Obligacje rynkowe są przeznaczone dla osób fizycznych i prawnych, a obrót nimi odbywa się na Giełdzie Papierów Wartościowych. Ich cena jest zmienna i zależy od aktualnego kursu. Inną ważną różnicą jest także fakt, że obligacje rynkowe nie podlegają przedterminowemu wykupowi. Zysk z inwestycji w obligacje skarbowe - zarówno oszczędnościowe jak i rynkowe - jest pomniejszony o podatek Belki.

W Polsce najczęściej emituje się obligacje 2-, 3-, 4- i 10-letnie. Papiery o terminie wykupu do dwóch lat mają oprocentowanie stałe, natomiast w przypadku dłuższych okresów oprocentowanie jest zmienne. Zmienna stopa procentowa jest ustalana poprzez powiększenie stopy inflacji o marże – obecnie między 1,9 a 2,5 proc. Obligacje skarbowe można kupić tylko w banku PKO BP – w placówce, przez internet lub telefon.

Ogólne Mieszkanie na Dzień Matki

Dzisiaj Dzień Matki, a my z tej okazji sprawdzamy czy mamy samodzielnie wychowujące dzieci mogą  liczyć na otrzymanie kredytu hipotecznego. Banki konkurują ze sobą coraz mocniej, a dostępność kredytów powoli się zwiększa. Czy jednak samotna mama z dzieckiem także może liczyć na pozytywną decyzję banku?

Spadające oprocentowanie i marże, a nawet brak prowizji. W taki sposób instytucje finansowe kuszą nas do zaciągania kredytów hipotecznych. Sytuacja banków jest dobra, a nasze mieszkaniowe długi są spłacane lepiej niż wszystkie inne. Dlatego walka o rynek "hipotek" jest szczególnie mocna. Nasza analiza pokazuje, że mama zarabiająca średnią krajową (około 2370 zł netto) może otrzymać kredyt pozwalający na zakup mieszkania w niewielkim mieście, ale już niekoniecznie w Warszawie czy Krakowie.

W tym momencie na największą przychylność samodzielne mamy mogą liczyć w banku BZ WBK. Zaciągając kredyt na 30 lat, mogą one liczyć na kwotę 180 tys. zł. Przeanalizowaliśmy także oferty kilku innych banków. W Alior Banku można otrzymać 175 tys. zł, w Kredyt Banku 165 tys. zł, w BOŚ 160 tys. zł, a w banku BPH – 125 tys. zł.

Niezłą ofertę przygotował także MultiBank, w którym kredyt mógłby sięgnąć około 150 tys. zł. - Taka kwota, choć niewielka, pozwala na zakup 30-40 metrowego mieszkania we Wrocławiu, Toruniu, Łodzi, a nawet Krakowie czy Poznaniu. - mówi Małgorzata Matyjas z Wydziału Planów Finansowych w MultiBanku.

Rata kredytu we wszystkich powyższych bankach oscyluje w granicach 1000 zł. Bank obliczając zdolność kredytową bierze pod uwagę m.in. to, że na wychowaniu kredytobiorcy pozostaje dziecko, a także inne stałe koszty życia. - Szacując swoje możliwości przed decyzją o zakupie mieszkania, Panie powinny jednak pamiętać o tym, że alimenty nie stanowią dochodu branego pod uwagę przy wyliczaniu zdolności kredytowej – dodaje Matyjas.

Rata może zostać zmniejszona o 30-40 proc. dla korzystających z programu „Rodzina na Swoim”. Należy jednak pamiętać, że wsparcie państwa jest wypłacane tylko przez pierwszych osiem lat kredytowania. Znacząco zwiększa to jednak dostępność kredytów na rynku, a bank może wziąć pod uwagę także fakt, że za kilka lat wynagrodzenie kredytobiorcy powinno być wyższe i będzie on mógł spłacać większą ratę.

Sposobem na podwyższenie zdolności kredytowej może być dołączenie dodatkowego kredytobiorcy – np. innego członka rodziny. Warto także spłacić inne kredyty i zlikwidować nieużywane karty kredytowej. W przypadku samodzielnego kredytobiorcy każdy – nawet drobny – szczegół może mieć bardzo istotne znaczenie.

Wkrótce napiszę o innych czynnikach, które pozytywnie lub negatywnie wpływają na zdolność kredytową. A korzystając z okazji... składamy wszystkim mamom najlepsze życzenia z okazji ich święta. Wierzymy, że wszystkie marzenia - także finansowe - mogą się spełniać przez cały rok, a nie tylko w ten jeden, szczególny dzień. Liczymy na to, że z Kontomierzem będzie to jeszcze prostsze!

Ogólne Czym jest dyrektywa MiFID?

Dyrektywa ws. rynku instrumentów finansowych - MiFID (Markets in Financial Instruments Directive) ma zapewnić inwestorom bezpieczeństwo poprzez zwiększony poziom ochrony ich pieniędzy. Dyrektywa obowiązuje we wszystkich krajach UE, a także w Islandii, Norwegii i Liechtensteinie.

MiFID odnosi się m.in. do inwestycji w akcje, obligacje, bony skarbowe czy fundusze inwestycyjne. Dyrektywa narzuca na określone podmioty (banki, biura maklerskie, pośrednicy) obowiązek prowadzenia działalności w sposób rzetelny, uczciwy i profesjonalny. Przy dystrybucji określonych produktów i usług muszą wykazywać ewentualne konflikty interesów, opisywać strategie inwestycyjne, wytyczne, a także w klarowny sposób informować o ryzyku związanym z daną inwestycją.

Dyrektywa MiFID zobowiązuje instytucje finansowe do określenia czy klient ma doświadczenie w inwestowaniu oraz wiedzę o instrumentach finansowych, a także czy zdaje sobie sprawę z ryzyka i rozumie zasady działania instrumentu, w który chce zainwestować swoje pieniądze. Na tej podstawie przedsiębiorstwo powinno ocenić czy wybór klienta jest dla niego optymalny i w razie potrzeby odradzić mu inwestowanie w określone instrumenty.

Dyrektywa ws. rynku instrumentów finansowych dzieli klientów na trzy kategorie:

Uprawnieni kontrahenci – podmioty (np. banki), które posiadają długie doświadczenie i dużą wiedzę na temat instrumentów finansowych. Korzystają z minimalnej ochrony.

Klienci profesjonalni – klienci z szeroką wiedzą na temat instrumentów finansowych. Korzystają z ochrony większej niż „uprawnieni kontrahenci”, ale z mniejszej niż „klienci detaliczni”.

Klienci detaliczni – klienci nienależący do dwóch pierwszych grup. Podlegają najwyższemu poziomowi ochrony.

Klient może domagać się zmiany klasyfikacji, a instytucja finansowa po zbadaniu jego wiedzy i doświadczenia taki wniosek rozpatruje. Zdecydowana większość klientów to jednak klienci detaliczni, którym dyrektywa zapewnia dużo większe bezpieczeństwo i umożliwia korzystanie z instrumentów finansowych świadomie – co ogranicza ryzyko poniesienia dużych strat.

Ogólne Indywidualne Konto Emerytalne

Emerytura z dwóch filarów będzie odpowiadała – jak szacują eksperci – mniej więcej połowie ostatniego wynagrodzenia. To oznacza, że niemal z dnia na dzień przyszli emeryci będą musieli wydawać znacznie mniej pieniędzy. Życie nie stanie się jednak tańsze, konieczne wydaje się więc gromadzenie dodatkowych oszczędności.

Zgodnie z założeniami przeprowadzonej przeszło 10 lat temu reformy, emeryturę na wysokim poziomie zapewniać ma gromadzenie kapitału w trzech filarach. Największą przeszkodą w realizacji tego celu jest chyba to, że obowiązkowe są tylko pierwsze dwa. Stąd też popularność ostatniego filaru – Indywidualnych Kont Emerytalnych (IKE) jest niewielka, a posiada je około miliona Polaków.

Chociaż zyski z IKE są zwolnione z podatku, to taka zachęta okazuje się być zbyt mała. Dodatkowym ograniczeniem jest limit kwoty wpłacanej na IKE – w bieżącym roku jest to 9579 zł. Każdy może posiadać przy tym tylko jedno Indywidualne Konto Emerytalne, a wypłata środków przed osiągnięciem wieku emerytalnego wiąże się z koniecznością zapłacenia podatku „Belki”.

IKE może być prowadzone w banku, towarzystwie ubezpieczeniowym, funduszu inwestycyjnym czy instytucji prowadzącej działalność maklerską. Od naszej decyzji zależy co wybierzemy – rachunek oszczędnościowy z niewielkimi, ale stabilnymi zyskami czy dużo bardziej ryzykowne fundusze akcyjne. Z uwagi na długi horyzont oszczędzania na emeryturę można sobie pozwolić – przynajmniej w pierwszych latach – na większe ryzyko. Fundusz można zmienić na mniej ryzykowny, gdy do emerytury pozostanie już tylko kilka lat.

Jakie mogą być korzyści z oszczędzania na IKE? Wszystko zależy oczywiście od stopy zwrotu, a tą przy naszych wyliczeniach przyjmiemy na poziomie 7 proc. rocznie. W poniższej tabeli znajdują się szacowane kwoty zgromadzonego kapitału w zależności od wysokości odkładanej miesięcznie sumy i długości okresu oszczędzania.
 

    35 lat   30 lat   20 lat   10 lat
100 zł / m-c  181 tys. zł  123 tys. zł  52 tys. zł  17 tys. zł
200 zł / m-c  362 tys. zł  245 tys. zł  105 tys. zł  35 tys. zł
300 zł / m-c  543 tys. zł  368 tys. zł  157 tys. zł  52 tys. zł
500 zł / m-c  906 tys. zł  614 tys. zł  262 tys. zł  87 tys. zł
800 zł / m-c  1 449 tys. zł  982 tys. zł  419 tys. zł  139 tys. zł


Pieniądze zgromadzone w IKE będzie można wypłacić na emeryturze jednorazowo lub pobierać comiesięczną wypłatę. Emerytury wypłacane z powyższych kwot będą wyższe dla mężczyzn (ze względu na krótszą szacowaną długość życia). IKE może mieć jednak wielkie znaczenie dla kobiet – ze względu na niższy wiek emerytalny, ich świadczenia z dwóch pierwszych filarów także będą niższe niż dla mężczyzn i dodatkowe pieniądze mogą być w takiej sytuacji bardzo istotne.

Warto pamiętać, że każdy dodatkowy rok oszczędzania na emeryturę znacząco zwiększa sumę zebranego kapitału. Przy założeniu, że odkładanie przez 420 miesięcy (35 lat) kwoty 800 zł pozwoli zgromadzić niemal 1,5 mln zł, to wydłużenie tego okresu o 5 lat zwiększa tę kwotę o przeszło 600 tys. zł. Emerytura wypłacana przez 25 lat zwiększy się wtedy z 4,8 tys. zł, do 7 tys. zł, a więc o niemal 1/3! Jeżeli chcemy mieć wysoką emeryturę musimy po prostu dłużej pracować, a być może niedługo zmusi nas do tego prawo - poprzez podniesienie wieku emerytalnego.

Ogólne Jak inwestować w złoto?

Wydaje się, że gorączka złota trwa w najlepsze. Rosnący od lat kurs tego kruszcu wydaje się być ciekawą alternatywą wobec rozchwianych indeksów giełdowych. Jest to też w powszechnej opinii najbezpieczniejsza lokata kapitału, od strony technicznej w praktyce niezniszczalna. Nie dziwi więc, że coraz więcej osób zastanawia się czy warto zainwestować w złoto.

O sile złota najlepiej świadczy chyba to, jak duża liczba krajów na świecie posiada rezerwy finansowe w tym kruszcu. Złoto jako "pieniądz" o ponadnarodowym charakterze w większym stopniu opiera się zawirowaniom na rynkach finansowych, a w czasach bessy zazwyczaj radzi sobie bardzo dobrze. Większość specjalistów podkreśla, że warto część swoich pieniędzy ulokować w cennym kruszcu, ale nie należy spodziewać się spektakularnych zysków.

Największym atutem złota jest jego stabilność. Szybkie i duże wahanie cen są tutaj rzadkie, choć zdarzają się np. na złotych monetach kolekcjonerskich, szczególnie tych o małych nakładach. W takich przypadkach skoki wartości mogą być potężne i sięgać nawet kilkuset procent. Cena kruszcu na światowych giełdach w ostatnich latach rosła o 15-20% rocznie, więc to i tak bardzo dobry wynik, a dodatkowo trzeba pamiętać, że od inwestycji w surowce nie płaci się podatku Belki.

Wbrew pozorom bardzo łatwo stać się posiadaczem złota. Kruszec można nabyć m.in. w NBP, Mennicy Polskiej, w kantorach, u jubilerów czy nawet w internetowych sklepach. Od naszej decyzji zależy czy pieniądze zainwestujemy w monety czy sztabki. Te dzielą się z kolei na dwa rodzaje: bulionowe i kolekcjonerskie.

Monety czy sztabki bulionowe to takie, które traktowane są jako lokata kapitału. Ich nakład zazwyczaj nie jest ograniczony, a na monetach zamiast nominału często można znaleźć informację o zawartości złota. Odmienna sytuacja występuje przy emisjach kolekcjonerskich – tutaj zadeklarowany jest nominał, a nakład często jest ograniczony. Na ich późniejszą cenę wpływ ma jednak nie tylko zawartość cennego kruszcu, ale także wartość kolekcjonerska, co dodatkowo podbija cenę.

Inwestycje w złoto nie wymagają dużych nakładów finansowych. Oczywiście zdarzają się bardzo duże zakupy - Mennica Polska podała, że rekordzista kupił w ostatnich dniach 27 kilogramów złota (o wartości – wg ceny zakupu – 3 mln zł). W sprzedaży są jednak nawet 5-gramowe sztabki w cenie 850 zł (stan na dzisiaj) i to może być dobrym początkiem "złotych" inwestycji.

Kupując złoto trzeba zwrócić uwagę na jego próbę – im jest ona wyższa, tym lepiej. Najwyższa próba – 0,999 oznacza, że w jednym gramie stopu jest 0,999g złota i tylko 0,001g innych metali. Przy próbie 0,375 jest to już tylko 0,375g złota i aż 0,625g innych składników. To oczywiście przekłada się na cenę.

Alternatywą dla fizycznego posiadania złota mogą być certyfikaty inwestycyjne lub lokaty strukturyzowane. Choć w tym przypadku nie otrzymamy złota do ręki, to jednak możemy partycypować w zyskach z tego surowca, a czasem otrzymamy np. częściową gwarancję kapitału czego inwestycje na własną rękę nie zapewniają.

Śledząc kursy złota trzeba pamiętać, że podawane ceny dotyczą 1 uncji, czyli około 31 gram. Warto patrzeć także na kursy walutowe. Osłabianie się kursu PLN do USD w ostatnich tygodniach dynamicznie zwiększało zyski z inwestycji w złoto, a tygodniowe wzrosty sięgały nawet kilkunastu procent! Trzeba jednak pamiętać, że taka sytuacja wiąże się z m.in. z kryzysem w Grecji, który motywuje do szukania alternatywnych form lokowania kapitału.

Nie ma pewności czy solidne wzrosty na złocie utrzymają się w dłuższej perspektywie, a dodatkowo przestrzegamy – jak przy każdej inwestycji opartej na rynkowych kursach, trzeba liczyć się nie tylko ze wzrostami, ale także ze spadkami. Warto posiadać złoto w swoim portfelu, ale raczej jako uzupełnienie (10-20 proc.) niż jako dominujący instrument. Jak pokazują doświadczenia, na złocie po prostu trudno jest stracić, a dla inwestorów to świetna wiadomość.

Ogólne Jeśli nie lokata, to może... hotel?

Spadające oprocentowanie lokat motywuje klientów do poszukiwania innych możliwości inwestycyjnych. Z analizy firmy Home Broker wynika, że rentowność z inwestycji w pokój hotelowy może być nawet trzy razy wyższa niż w przypadku przeciętnej lokaty bankowej.

Nie chodzi tutaj jednak o budowanie czy kupowanie całego hotelu. Na rynku funkcjonują firmy, które umożliwiają zakup jednego pokoju, a później czerpanie z tego tytułu comiesięcznych zysków. Jeden z takich hoteli powstaje właśnie w Święcicach, około 25 km od centrum Warszawy.

Potencjalny inwestor ma w tym przypadku trzy możliwości zakupu pokoju – jedno-/dwuosobowego (250 tys. zł), dwu-/trzyosobowego (290 tys. zł) i apartamentu za pół miliona złotych. Podpisując umowę w maju można skorzystać z 10 proc. rabatu, z każdym kolejnym miesiącem upust będzie coraz mniejszy.

Zakładając, że kupimy najmniejszy pokój, to po rabacie zapłacimy za niego 225 tys. zł. Taka kwota na rocznej lokacie dałaby obecnie około 10,5 tys. zł zysku w skali roku (po zapłaceniu podatku od zysków). Dla inwestycji w pokój hotelowy gwarantowany miesięczny zysk wynosi 1700 zł brutto. Rocznie po opodatkowaniu będzie to 16,7 tys. zł – przy założeniu, że rozliczenie następuje na zasadach ogólnych.

W przypadku omawianej inwestycji miesięczny gwarantowany czynsz ma być corocznie waloryzowany o inflację. Zakładając, że ceny będą rosły średnio o 2,5% w skali roku, to inwestycja zwróci się w około 12 lat. Przy czym rentowność netto z inwestycji szacujemy na około 7 – 7,5 proc., a więc zdecydowanie wyżej od najlepszych obecnie lokat. Rentowność z hotelowej inwestycji może wzrosnąć nawet do 9 proc. jeżeli otrzymamy zwrot podatku VAT, co jest możliwe nawet dla osób nieprowadzących działalności gospodarczej.

Niestety poza możliwymi zyskami, taka inwestycja niesie za sobą spore ryzyko. Przede wszystkim jako inwestycja deweloperska wymaga zaangażowania kapitału już na etapie „dziury w ziemi”. Już po uruchomieniu hotelu powstaje standardowe ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej – wszystko zależy od tego jak wielu gości zechce zarezerwować pokój w „naszym” hotelu.

Przed ewentualnym zaangażowaniem się w taki projekt trzeba bardzo dokładnie przeanalizować zapisy umowy inwestorskiej. Bardzo istotna jest kwestia gwarantowanego miesięcznego czynszu – jaka jest jego kwota i jak długo będzie on wypłacany. Niektórzy deweloperzy gwarantują comiesięczną wypłatę tylko przez kilka lat, a później zależy ona od hotelowej frekwencji. Istotna jest także kwestia kosztów utrzymania naszego pokoju – czy ponosi ją zarządzający czy też będzie to opłata pokrywana z naszego zysku. Niemniej ważna jest także sprawa statusu własnościowego zakupionego pokoju.

Nie należy ulegać także innemu złudzeniu - „lokata budowlana” nie jest tradycyjną bankową lokatą i zaangażowane pieniądze nie podlegają gwarancji Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Decyzja o hotelowej inwestycji wymaga więc porządnej analizy i sporego apetytu na ryzyko.

Ogólne Dzień spłaty kredytu

Większość banków oferuje możliwość samodzielnego określenia dnia spłaty kredytu. Jego odpowiedni wybór ma duże znaczenie i może rzutować na zdolność kredytową i szanse na kolejne kredyty w przyszłości. Jak więc wybrać najkorzystniej?

Zacznijmy od wyjaśnienia czym jest dzień spłaty kredytu. Jest to data, w której pieniądze z tytułu spłaty zadłużenia powinny znaleźć się na koncie banku. Wielu wierzycieli dopuszcza drobne opóźnienie – zazwyczaj maksymalnie 2-3 dni. Jest to wentyl bezpieczeństwa dla klientów, którzy przelew zlecają w dniu upływu terminu lub z różnych przyczyn nie są w stanie zapłacić na czas. Nie jest to jednak sztywna reguła – niektóre banki „ścigają” klientów już w dzień po upływie terminu, a zgodnie z umową kredyt powinien być spłacony bez opóźnień.

W przypadku kredytów gotówkowych, hipotecznych czy samochodowych dzień spłaty jest stały – np. jest to 10 dzień każdego miesiąca. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku kart kredytowych – tutaj dzień spłaty jest ruchomy (+/- kilka dni), co wynika ze specyfiki tego produktu. Przy składaniu  wniosku o kartę kredytową w większości banków nie będziemy pytani o dzień spłaty, ale o dzień zakończenia cyklu rozliczeniowego – do niego dolicza się okres bezodsetkowy i w ten sposób otrzymuje się finalny dzień spłaty. Jest on każdorazowo wyszczególniony na comiesięcznym wyciągu.

Dzień spłaty kredytu powinien przypadać co najmniej kilka dni po dacie, w której otrzymujemy comiesięczne wynagrodzenie. Jeżeli więc pensja jest przelewana na nasze konto do 10 dnia miesiąca – to najlepiej dzień spłaty kredytu ustalić na 15 dzień miesiąca. Tych kilka dni daje większą pewność, że nawet  w przypadku opóźnienia w wypłacie pensji nie spóźnimy się z uregulowaniem zobowiązania.

Pamiętajmy, że gdy dzień spłaty kredytu wypada w dzień wolny od pracy, to przesuwa się go na następny dzień roboczy. Taka sytuacja ma miejsce przede wszystkim w weekendy, ale także w dni ustawowo wolne od pracy, których w polskim kalendarzu jest kilkanaście.

I jeszcze praktyczna porada na koniec. Ze względu na specyfikę raportowania do Biura Informacji Kredytowej należy szczególnie uważać, gdy dzień spłaty kredytu przypada w ostatnich dniach miesiąca. Jeżeli dzień spłaty kredytu został ustalony na 27 dzień miesiąca, to w lutym 2010 wypadł on w sobotę. Oznacza to, że rata została ściągnięta dopiero 1 marca. Raport do BIK-u jest jednak generowany w bankach wg stanu na ostatni dzień miesiąca. I w takiej sytuacji do Biura Informacji Kredytowej mogła zostać przekazana informacja, że za luty płatność... nie wpłynęła w terminie. I w takiej sytuacji pojawi się 2-dniowe opóźnienie, chociaż w praktyce do niego nie doszło. W takiej sytuacji należy wystąpić do naszego banku o sprostowanie danych wysłanych do Biura Informacji Kredytowej.

Ogólne Kredyt czy wynajem?

Jeden z naszych użytkowników zwrócił uwagę na porównanie opłacalności kupna mieszkania na kredyt i jego wynajmu. Prosta analiza pokazuje, że zdecydowanie bardziej opłaca się wynająć, by... później kupić.

Załóżmy, ze interesuje nas mieszkanie o wartości 450 tysięcy złotych. Za taką kwotę można w Warszawie kupić nieruchomość o powierzchni około 50-55 mkw. Rata kredytu bez wkładu własnego na 30 lat będzie wynosiła około 2980 zł miesięcznie. Łączny koszt kredytu (kwota oddana bankowi) wyniesie około 1,07 mln zł.

Bez większych problemów można wynająć identyczne mieszkanie za 2000-2200 zł miesięcznie z opłatami. Pamiętajmy, że do kosztu mieszkania na kredyt trzeba doliczyć także jego czynsz – zapewne około 400 zł miesięcznie.

Wiemy już ile będzie wynosiła rata mieszkania kupowanego na kredyt. Rozważmy wariant alternatywny – wynajem mieszkania i odkładanie zaoszczędzonej kwoty, czyli około 1300 zł. Ta kwota to różnica pomiędzy ratą kredytu powiększoną o czynsz, a kosztem wynajmu. Zwrot z oszczędności przyjmijmy na realistycznym poziomie 5% rocznie. W takim przypadku przez 5 lat zaoszczędzimy około 87 tysięcy złotych.

Zakładając, że po 5 latach takie samo mieszkanie będzie kosztowało już około 495 tysięcy złotych, to odłożone pieniądze zapewnią 17,5% wkładu własnego. Okres kredytowania skrócimy o 5 lat, przez które odkładaliśmy pieniądze.

Skalkulowany w ten sposób kredyt będzie kosztował około 2650 zł miesięcznie. Różnica wydaje się stosunkowo niewielka – około 300 zł miesięcznie. Weźmy jednak pod uwagę, że łączny koszt takiego kredytu wyniesie około 800 tysięcy złotych i będzie niemal 300 tysięcy złotych niższy od pierwszego wariantu! Różnica ta wzrośnie o kolejne 80 tysięcy złotych, gdy zdecydujemy się na raty malejące, a dalsze oszczędności mogą wynikać ze skorzystania z programu „Rodzina na swoim”.

Jak więc widać odkładając 78 tysięcy złotych (1300 zł x 60 miesięcy) możemy obniżyć koszt kredytu o przeszło 25 proc. Trzeba także dodać, że kupowanie mieszkania na kredyt z wkładem własnym jest tańsze niż finansowanie zakupu 100 proc. nieruchomości – niższe są prowizje, oprocentowanie czy składki ubezpieczeniowe.

Takie obliczenia mają jednak poważny mankament – nie wiemy jakie będą rynkowe realia za kilka lat. Trudno przewidzieć ceny nieruchomości, stopy procentowe czy samą dostępność kredytu. Jedno jednak nie powinno się zmienić – kupowanie mieszkania z wkładem własnym zawsze będzie tańsze, bo i ryzyko banku w takim wypadku jest mniejsze. Oszczędności wynikają także z innej zasady – im krótszy jest okres kredytowania tym finalny koszt kredytu jest niższy.

Ogólne Co to jest lokata strukturyzowana?

Inwestycje mogące przynieść ponadprzeciętny zysk, to skuteczna metoda na przyciągnięcie wielu klientów. W ostatnich latach produktem zdobywającym coraz większą popularność jest lokata strukturyzowana. Wiedza o strukturach jest jednak niewielka, a inwestycje wiążą się w tym przypadku z pewnym ryzykiem.

Lokata strukturyzowana to połączenie wody i ognia – bezpieczeństwa inwestycji z możliwością osiągnięcia dużych zysków. Jest to możliwe dzięki podziałowi środków zebranych od klientów – większość jest lokowana w bezpieczne papiery (np. obligacje skarbowe) lub na bankowych lokatach. Reszta (zazwyczaj 10-20 proc.) to już bardziej ryzykowna część – inwestycje w surowce, giełdowe indeksy, zazwyczaj bazujące na zakupie opcji.

Taki podział środków umożliwia zwrot z bezpiecznej części inwestycji, który równoważy ewentualne niepowodzenie w obracaniu resztą pieniędzy. Jest to o tyle ważne, że w przypadku lokat strukturyzowanych nie mamy z góry określonej stopy procentowej jak to ma miejsce w przypadku tradycyjnych lokat. Zazwyczaj struktury gwarantują tylko kwotę wpłaconego pierwotnie kapitału – chociaż nie zawsze w całości. Niektóre lokaty strukturyzowane zapewniają zwrot tylko 80-90 proc. pieniędzy klienta.

Lokaty strukturyzowane są oferowane na z góry określony czas, ale zazwyczaj jest to okres dłuższy niż przy zwykłych lokatach – standard to 3-4 lata. Kiedy lokata się kończy wyliczana jest stopa zysku, a podstawy do takich kalkulacji są określone w materiałach informacyjnych. Tutaj metody są różne – średnia arytmetyczna z odczytów indeksów, stopa wzrostu określonych walorów lub nawet bardzo skomplikowane formuły matematyczne.

Jeżeli okaże się, że inwestycja nie przyniosła żadnych zysków, to klient otrzymuje zwrot tylko gwarantowanej sumy. Nawet jeśli otrzyma 100 proc. wpłaconego kapitału, to de facto ponosi stratę, bo przez kilka lat jego pieniądze realnie straciły na wartości. Może się jednak zdarzyć, że po kilku latach jego zyski wyniosą kilkadziesiąt procent i jest to nieporównywalne ze standardową lokatą bankową. Zachętą inwestycyjną może być także fakt, że niektóre lokaty strukturyzowane są zwolnione z podatku Belki poprzez swoją (para)ubezpieczeniową formułę.

Wybierając lokatę strukturyzowaną warto zapoznać się przede wszystkim z mechanizmem wyliczania zysku. Następnie można spróbować oszacować ewentualne profity i sprawdzić czy potencjalne szanse na zarobek przeważają poziom ryzyka. Warto zapoznać się z konsekwencjami wycofania środków przed terminem – czasem prowizja za taką operację wynosić może nawet 30 proc.!

Lokata strukturyzowana nie jest cudowną maszynką do robienia pieniędzy. Ze względu na umiarkowany poziom ryzyka nie powinno się w nią inwestować całości posiadanych oszczędności. Dla odpowiedniego zrównoważenia szans i zagrożeń powinno się tworzyć własny portfel na zasadach zbliżonych do struktur – część bezpieczna powinna równoważyć ryzykowną stronę naszych inwestycji.

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.