Filtrowanie wszystkich postów po tagu "psychologia." Wyczyść filtr

Zacznij świadomie myśleć o swoich finansach

  • 2 sierpnia 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 4 comment

Wielu ludzi nadal myśli o swoich finansach tylko dwa razy w miesiącu. Pierwszy raz – tuż po otrzymaniu wypłaty. Część odkładają na rachunki, a z resztą ruszają na zakupy (na które czekali przecież cały miesiąc!). Drugi raz – na jakiś tydzień przed wypłatą. Pieniądze się kończą i trzeba jakoś wymyślić za co przeżyć te kilka dni – a zazwyczaj nie jest to zadanie proste.

Typowy miesiąc to spirala w dół. Od wizyty w galerii handlowej, wyjść do kina i jedzenia na mieście – do zakupów w dyskontach i częstszych obiadów i rodziców lub teściów. A potem przychodzi wypłata i cały cykl zaczyna się od nowa.

W kwestii pieniędzy warto być świadomym. Świadomym tego, na jakim etapie jesteśmy, na jakie wydatki możemy sobie pozwolić i ile nas dzieli od założonych wcześniej celów.

Jeżeli chcesz załatać swój budżet, to śledź swoje wydatki. Wszystkie i zawsze. Bądź świadomy tego, na co idą Twoje pieniądze. To jedno mniej przyjemnych uczuć, kiedy patrzysz na stan swojego konta i zastanawiasz się, starasz się sobie przypomnieć na co wydałeś swoje pieniądze. I nie możesz.

Jak zwalczyć to uczucie raz na zawsze?

Notowanie swoich wydatków to podstawa. Nie ważne jak to zrobisz – na kartce papieru, w arkuszu kalkulacyjnym, czy w naszej aplikacji do zarządzania budżetem domowym. Znajdź sposób najwygodniejszy dla siebie i taki, który będzie działał u Ciebie.

Na początku zapisywanie wydatków może wydawać się  dziwne i nawet trochę męczące, ale  po kilku dniach wejdzie Ci to w krew i nawet nie będziesz zwracał na to uwagi. O ile będziesz konsekwentny.

Tylko czy samo zapisywanie wydatków cokolwiek zmienia? Przecież to tylko kolejne liczby na kartce papieru,  czy na ekranie komputera.

Paradoksalnie, te kilka liczb zmienia bardzo wiele. Zmienia Ciebie i Twoje podejście do finansów. A jak to działa?

Już sam fakt monitorowania własnych finansów sprawia, że wydajemy mniej. Tak, to aż takie proste. W każdej chwili wiesz ile pieniędzy wydałeś (i na co) i ile pozostało Ci do dyspozycji.

Całkiem inaczej wyglądają zakupy osoby, która wchodzi do sklepu z kartą kredytową w ręku („na pewno coś jeszcze zostało na limicie”) i śmiało rusza między sklepowe alejki. A całkiem inaczej wygląda to w przypadku osoby, która wchodzi do sklepu z myślą „zostało mi tyle-a-tyle pieniędzy, kupię to czego potrzebuję [tutaj miejsce na listę zakupów] i wychodzę”.

Do tego jeden nawyk pociąga za sobą kolejny. Skoro zapisujesz wydatki, to naturalne jest, że na zakupy idziesz z listą. Jeśli konsekwentnie się jej trzymasz, to właśnie odkryłeś sposób na przechytrzenie wszystkich marketingowców i merchendiserów. Kupisz tylko to, czego potrzebujesz, zamiast tego co sklep akurat chce byś kupił. Oszczędności pojawiają się same.

Natychmiastową ulgę w portfelu poczujesz też zostawiając w domu, lub całkowicie rezygnując z karty kredytowej. Zamiast tego – gotówka. Znów chodzi o świadomość. Udowodniono naukowo, że płacąc kartą (a w szczególności kredytową) wydajemy więcej. Dlaczego? Bo w momencie zakupu nie widzimy tego, jak pieniądze znikają z konta. Akt kupowania i akt wydawania pieniędzy są rozdzielone, a związek przyczynowo-skutkowy między nimi bardziej odległy.

Dlatego, jeśli szukasz oszczędności, najlepszą metodą płatności na początek będzie gotówka. Gdy ponownie skojarzysz kupowanie z wydawaniem pieniędzy Twoje zakupy będą wyglądać całkiem inaczej. Będą świadome.

Większość z nas ma emocjonalny stosunek do pieniędzy. Lubimy kupować, ale nie lubimy wydawać pieniędzy, rozstawać się z nimi. Stąd to nieprzyjemnie uczucie kiedy płacisz gotówką przy kasie – oddajesz komuś swoje pieniądze. Efekt Twojej ciężkiej pracy. Szukając oszczędności, to uczucie jest bardzo ważne. Powstrzyma Cię przed wydawaniem za dużo!

Zakupy to jedno, ale jest jeszcze przecież całe mnóstwo obszarów życia, w których świadomość pomaga znaleźć oszczędności. I to takie, które będą widoczne bardzo szybko.

Ważne są nawet drobne detale.

Czy wiesz, że gdy jedziesz samochodem i naciskasz hamulec, to dosłownie wyrzucasz pieniądze w błoto? Marnujesz paliwo, które spaliłeś po to, by się rozpędzić. Oczywiście nie namawiam Cię do całkowitego zaprzestania hamowania, bo to może się źle skończyć ;). Ale wtedy, kiedy możesz, to hamuj silnikiem. Nie spalasz wtedy ani kropli paliwa.

To tylko dobry nawyk, który wystarczy sobie wyrobić. Nie trzeba go okupować dosłownie żadnymi wyrzeczeniami!

Możesz zacząć oszczędzać już dziś, już podczas dojeżdżania do najbliższego czerwonego światła po drodze z pracy.

To przykład na realne, konkretne działanie. Niestety często poprzestajemy na sferze abstrakcyjnych deklaracji, takich jak „będę jeździć oszczędnie”, „będę oszczędzać na ogrzewaniu” i tym podobnych. Tylko niewielki odsetek ludzi przekuwa te deklaracje na konkrety i naprawdę zaczyna jeździć ekonomicznie, czy wdrażać do swojego życia inne dobre nawyki.

Przejście od deklaracji do działania, od abstrakcji do konkretów jest trudne. Najtrudniejszy jest moment tuż przed początkiem, potem już idzie z góry.

Najlepszym sposobem na przełamanie tej bariery jest zacząć już teraz. Chcesz natychmiastowych oszczędności? – to natychmiast weź się do działania! Znajdź inne obszary swojego życia, gdzie marnujesz pieniądze tylko i wyłącznie z powodu złych nawyków. I zacznij w ich miejsce wprowadzać te dobre przyzwyczajenia. Niech to będą nawet drobne rzeczy – tak jak większa dyscyplina w gaszeniu świateł w nieużywanych pomieszczeniach, oszczędzanie wody, czy chodzenie na zakupy ze ściśle określoną listą.

Ważne, by systematycznie takie dobre nawyki wprowadzać w życie. Ich efekt będzie się kumulował i z czasem poczujesz, że faktycznie zostaje Ci więcej pieniędzy w portfelu.

Ogólne Czy też powtarzasz sobie te finansowe kłamstwa?

  • 21 czerwca 2015
  • Krzysztof Sobolewski
  • 0 comment

Lubimy czuć się dobrze. Lubimy mieć pewność, że nasze decyzje i wybory były słuszne. Lubimy mieć poczucie, że wydajemy nasze pieniądze z sensem i mamy kontrolę nad własnymi wydatkami. Czasami mamy jak najbardziej racjonalne podstawy do tego typu przekonań. To sytuacja idealna i taka, do której zdecydowanie warto dążyć.

Jednak często jest też tak, że sprawy mają się nie do końca tak, jak powinny się mieć. To nic złego! Przejmowanie kontroli nad własnymi pieniędzmi i zarządzanie swoim domowym budżetem to długotrwały proces. To, że trochę nam jeszcze brakuje do stanu pożądanego, to nic strasznego.

Gorzej jednak, gdy staramy się sobie wmówić, że jest dobrze – choć wcale nie jest. Posiadamy całe mnóstwo mechanizmów psychologicznych, które bronią naszego samopoczucia przed konsekwencjami czasem nienajlepszych decyzji. I te mechanizmy psychologiczne często sprowadzają nas na manowce.

Gdy podjęliśmy jakiś ważny (i niełatwy) wybór, to może włączyć się nam dysonans podecyzyjny, a wraz z nim mechanizmy służące redukcji tego dysonansu. Zauważamy, a wręcz wynajdujemy kolejne argumenty na rzecz podjętej przez nas decyzji i doszukujemy się kolejnych wad u alternatywy. Utwierdzamy się w przekonaniu, że podjęliśmy słuszny wybór.

Gdy zaś jesteśmy przekonani do jakiejś tezy, nawet jeśli nie jest ona do końca prawdziwa czy też racjonalna, może włączyć się tzw. confirmation bias. To swego rodzaju filtr poznawczy, przez który przepuszczane są argumenty popierające naszą tezę, zaś blokowane te, które ją podważają. W ten sposób nie dopuszczamy do siebie możliwości zmiany światopoglądu czy przekonań.

Efektem tych i szeregu innych mechanizmów psychologicznych, którym się poddajemy, są mniejsze i większe kłamstwa, których używamy do oszukiwania samych siebie, oraz wymówki. Im prędzej te mechanizmy u siebie rozpoznamy, zwłaszcza jeżeli chodzi o samooszukiwanie się w finansach, tym lepiej dla naszego portfela.

Zacznę oszczędzać od jutra

Dobrze wiesz, że nie. To mityczne jutro nigdy nie nadchodzi. Zawsze pojawi się coś, co utrudni nam zabranie się do działania. Okoliczności nigdy nie będą w 100% sprzyjające.

Zamiast czekać na jutro, spróbuj zrobić coś w tym kierunku już dziś. Jakkolwiek drobne miałoby to być działanie – zrób cokolwiek, wykonaj pierwszy krok. Otwórz konto oszczędnościowe w swoim banku i przelej tam pierwsze kilka złotych z ROR. Odwiedź strony innych banków i sprawdź oferty lokat. Wyjmij z portfela 20 złotych i włóż je do „świnki skarbonki”.

Mam jeszcze czas by oszczędzać na emeryturę

Mając dwadzieścia, trzydzieści czy też czterdzieści lat może się wydawać, że emerytura jeszcze daleko. Wszak to dopiero za kilkadziesiąt lat! W tym czasie na pewno zdążę zarabiać więcej i zacznę oszczędzać na starość.

Myśląc w ten sposób istotnie utrudniamy sobie odłożenie kwoty, która zapewniłaby nam stosunkowo komfortowe życie na emeryturze. Jeżeli chodzi o oszczędności, i to na jakikolwiek cel, zasada jest prosta – im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. I tym mniejsze będą nasze obciążenia w przyszłości. Z dobrodziejstw procentu składanego powinniśmy zacząć korzystać jak najwcześniej.

Płacę ZUS, więc nie muszę samodzielnie odkładać na emeryturę

Trudno powiedzieć jak będzie wyglądał nasz system ubezpieczeń społecznych za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Ale biorąc pod uwagę wszelkie prognozy wysokości przyszłych emerytur i trendy demograficzne, to trudno będzie się utrzymać mając do dyspozycji środki pochodzące jedynie z państwowej emerytury. Samodzielnie oszczędzanie na ten cel to dziś niemal konieczność.

Będę zarabiać coraz więcej

Praca i zarobki to coś na co mamy wpływ, jednak nie jest to wpływ całkowity. Można by nawet powiedzieć, że jest on istotnie ograniczony. W karierze zawodowej zdarzają się zwolnienia (etat), okresy braku/niewielkiej liczby zamówień (własna firma), czy konieczności zmiany pracy, a czasem przeprowadzki za pracą.

Nasza pensja nie zawsze musi rosnąć wraz z kolejnymi latami stażu zawodowego. Mogą zdarzyć się okresy, w których wypłaty nie będziemy otrzymywać wcale. Mogą zdarzyć się miesiące, czy lata, kiedy będziemy zarabiać mniej niż dotychczas.

Nie myślimy o tym, a to błąd – takie okoliczności jak najbardziej warto mieć na uwadze. I przygotować się do nich zawczasu, odkładając odpowiednią sumę pieniędzy, która pozwoli nam na przeżycie co najmniej kilku miesięcy bez stałego źródła utrzymania. Warto też planować swój budżet tak, aby co miesiąc był w nim jakiś luz. Jeżeli bilans ledwo się dopina pod koniec miesiąca, to mniejsza wypłata w kolejnym miesiącu (spowodowana na przykład chorobą) zmusi nas do sięgania po oszczędności, lub nawet po kredyt. To zdecydowanie coś, czego warto unikać.

W bankach pracują specjaliści od finansów, którzy na pewno dobrze mi doradzą

Skoro analityk w banku wyliczył moją zdolność kredytową na X tysięcy złotych, to zadłużenie się na tę sumę powinno być dla mnie bezpieczne. Wcale nie! Zadłużanie się „pod korek” i kupowanie mieszkania za tyle, na ile pozwala nam zdolność kredytowa to prosta droga do tego, aby wziąć na siebie zadłużenie, które będzie za ciężkie do udźwignięcia dla naszego domowego budżetu.

W tym przypadku powinniśmy najpierw przeanalizować swoje obecne potrzeby i na tej podstawie zadecydować jak duże mieszkanie chcemy kupić. Dopiero potem patrzmy na możliwości jakie daje nam zdolność kredytowa.

Fot. Flickr / FuFuWolf

Już za tydzień Blue Monday. Poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia przyjął się jako najbardziej depresyjny dzień roku.

To wtedy kumulują się same negatywne czynniki. Pogoda (wciąż krótki dzień, mało światła), nadchodzące raty kredytów branych w związku ze świątecznymi wydatkami, no i psychologicznie obciążająca świadomość niedotrzymania noworocznych postanowień.

Jak sobie z tym poradzić?

Cóż, pogody nie zmienimy. Mamy jednak nadzieję, że między innymi dzięki Kontomierzowi nie macie problemów z dopięciem domowego budżetu na początek roku :). To, co jeszcze możemy zrobić, to wesprzeć Was w utrzymaniu i realizacji Waszych noworocznych postanowień.

Po pierwsze: miej plan

Plan, czyli szereg celów do wypełnienia. Ważne tylko, aby te cele – opis tego, co chcesz osiągnąć – były właściwie zarysowane. Tak aby ułatwiały, a nie utrudniały cały proces.

Wbrew temu co można znaleźć w wielu poradnikach psychologicznych, wyobrażanie sobie (wizualizacja) sukcesu wcale nie zwiększa motywacji, a wręcz przeciwnie. Efektem ponownie jest rozleniwienie. Samo wyobrażenie sukcesu potrafi bowiem działać równie nagradzająco jak sam sukces. Paradoksalnie obniża to motywację do jego osiągnięcia.

Cel aby był motywujący i skuteczny, musi spełniać kilka warunków. Musi być...

Konkretny. Cel musi jasno wskazywać na to, co chcesz osiągnąć. Nie ma tu miejsca na ogólniki typu „chcę być bogaty”. Formułując cel określ jasno do czego dążysz, dlaczego akurat właśnie do tego i w jaki sposób zamierzasz do tego dojść. Na przykład: osiągnięcie aktywów w wysokości 3 mln złotych w dzisiejszych pieniądzach.

Mierzalny. Postawiony raz cel musi podlegać od czasu do czasu weryfikacji. By móc właściwie ocenić swoje postępy musisz być w stanie je zmierzyć, określić dokładnie stan wykonania. Wyznacz własne kryteria, kamienie milowe, coś co pozwoli Ci określić na jakim etapie jesteś. Zarządzaj własnym celem.

Określony w czasie. To w sumie kontynuacja mierzalności. Cel musi mieć deadline, nie może ciągnąć się w nieskończoność. Wyznacz sobie granicę czasową, moment w którym określisz czy udało się, czy nie.

Możliwy, osiągalny. Z tym warunkiem mam pewien problem, bo to typowy „złoty środek”. Dobry cel, to taki, który nie jest ani za prosty do osiągnięcia, ani nie jest niemożliwy. Osiągnięcie go wymaga pewnego wysiłku, ale jest wykonalne.

Istotny. Musi być dla Ciebie ważny. Powinien też współgrać z wartościami jakie wyznajesz w życiu. Wbrew tematyce bloga, nie musi chodzić koniecznie o pieniądze. Warto zadać sobie kilka pytań na temat tego, co jest dla nas naprawdę istotne.

Po drugie: nie zrażaj się porażką

Zmiana nawyków finansowych, przejęcie kontroli nad własnym budżetem i budowanie bezpieczeństwa finansowego to nie są łatwe zadania. Nie wszystko będzie udawać się już od pierwszego dnia. Gdzieś przegapimy paragon, innego dnia damy się złowić na promocję i impulsywne zakupy, a ostatecznie na koniec miesiąca możemy nawet wydać więcej niż sobie założyliśmy.

Tylko, że to nie jest duży problem. To naturalny proces. Trzeba się z tym pogodzić. Początek drogi będzie trudny, ale im dłużej będziemy próbować, tym więcej wprawy nabierzemy i tym większe nasze szanse na sukces.

Po trzecie: miej swój cel zawsze na oku

Zapisz sobie swój cel. I umieść swoje postanowienia gdzieś w widocznym miejscu: przyklej samoprzylepną kartkę na ścianie nad biurkiem, przypnij magnesem do lodówki, cokolwiek… Miej swój cel zawsze na oku – tak, aby zawsze coś Ci o nim przypominało.

Po czwarte: aktywnie walcz z wymówkami

Nie pozwalaj na to, aby wymówki miały jakikolwiek wpływ na Twoje decyzje finansowe, na Twoje nawyki i realizację Twoich celów.

Bardzo łatwo znaleźć powód, dla którego się czegoś nie zrobiło. Łatwo się usprawiedliwiać, łatwo znaleźć pozornie-racjonalne uzasadnienie dla swojej bezczynności czy zaniechań.

Ale dobrze wiemy, że taka postawa w długim terminie prowadzi do jeszcze większych kłopotów.

Po piąte, być może najważniejsze: szukaj wsparcia z zewnątrz

Wszystkie nowe nawyki potrzebują czegoś, co będzie motywować do ciągłego ich podtrzymywania. Czasem będzie to nagroda – za zachowanie zgodne z nowym postanowieniem. Czasem będzie to lekkie „szturchnięcie” i przypomnienie – „hej, teraz powinieneś zrobić to i to!”

Nikt nie zrobi tego lepiej niż Twoi bliscy i znajomi, którzy w jakiś sposób towarzyszą Ci w tej pozytywnej przemianie. Szukaj wokół siebie ludzi, którzy mają na Ciebie dobry wpływ, skłaniają do działania lub po prostu swoją własną postawą dają dobry przykład.

Otaczaj się takimi ludźmi, a będzie Ci dużo łatwiej dążyć do własnego sukcesu.

Fot. Flickr / comedy_nose

Ludzka psychika potrafi działać na przedziwnych zasadach. Na przykład gdy mamy okazję do dokonania pozytywnej życiowej zmiany, to wyobraźnia mnoży przed nami przeszkody. To się nie uda, tamto nie ma sensu, tego nie warto… Bardzo łatwo sięgnąć po którąkolwiek z wymówek.

Może to działać w najróżniejszych obszarach życia. Takie wymówki można znaleźć na okazję zmiany diety na zdrowszą, na okazję częstszych ćwiczeń, częstszego czytania książek, czy na okazję rozpoczęcia oszczędzania i kontrolowania budżetu.

Niektórzy z nas boją się zmian – nawet jeżeli te zmiany mają być pozytywne.

Jak sobie poradzić z takim strachem i brakiem motywacji? Rozprawiając się z najbardziej szkodliwymi wymówkami. Oto kilka z nich – oczywiście na przykładzie oszczędzania.

Wymówka: zacznę od jutra

Oszczędzanie często zaczyna się od wielu dobrych chęci i daleko idących postanowień. I w wielu przypadkach na tym właśnie się kończy. Zdajemy sobie sprawę, że oszczędzanie jest korzystne (a samodzielne oszczędzanie na emeryturę, w obecnych warunkach, nawet nie tylko korzystne a wręcz konieczne), ale gdy z fazy rozmyślania i planowania mamy przejść do działania, to robi się trudno.

Zawsze jest jakaś okazja, by wydać te pieniądze, które w głowie zaksięgowaliśmy już jako oszczędności. Zawsze da się znaleźć jakiś (pozornie) racjonalny powód, dla którego warto odłożyć oszczędzanie na później.

Mam teraz szczególnie ciężki finansowo miesiąc – zacznę od przyszłej wypłaty.

Dziś już nie warto, jest za późno i jestem zbyt zmęczony by myśleć o pieniądzach. Jutro będę miał więcej czasu i świeży umysł - wtedy się tym zajmę.

Rozwiązanie: zacznij już teraz

Zacznij już dziś, a nawet – już teraz. Rozejrzyj się dookoła: zgaś światło w nieużywanych pomieszczeniach, dokręć kran by nie kapał, wyłącz telewizor zamiast przełączać go w tryb czuwania. To już są pierwsze oszczędności! Mało spektakularne i na pierwszy rzut oka niewidoczne, ale pamiętaj o naczelnej zasadzie oszczędzania – kropla drąży skałę.

Drobiazgi załatwione? To pójdź o krok dalej i przetnij swoją kartę kredytową, na której trzymasz zadłużenie już od wielu miesięcy.

Te rzeczy nic nie kosztują, nie wymagają ogromnych wyrzeczeń, czy wielkiej życiowej zmiany. A są już jakimś pierwszym krokiem na drodze do pełnej kontroli nad własnym budżetem.

Najgorszy jest moment tuż przed początkiem – potem idzie już łatwo.

Po prostu nie czekaj na żadną magiczną datę – na poniedziałek, na początek tygodnia, na następną wypłatę. Te wszystkie magiczne daty mają to do siebie, że zawsze są w przyszłości. Nigdy „teraz”. Jeżeli dziś podjąłeś decyzję o oszczędzaniu, to nie odkładaj działania w czasie. Idź za ciosem i już teraz zrób pierwszy krok w odkładaniu pieniędzy.

Wymówka: nie mam z czego oszczędzać

Łatwo wyobrazić sobie idealny stan i od samego początku wszystko ustawić tak, by było idealnie i optymalnie… Odkładać 20% pensji, oszczędzać energię, paliwo itp. Tylko potem szybko okazuje się, że te wszystkie założenia – przynajmniej na początku – są nie do utrzymania, a wprowadzone zmiany są zbyt gwałtowne.

Jest duża szansa na to, że jeżeli dopiero zaczynasz kontrolować swoje wydatki, to nie jeszcze masz w budżecie takiego luzu by odkładać regularnie 10% czy 20% swojej pensji. Być może nie masz nawet żadnego luzu i stąd przekonanie, że na oszczędności nie ma tu już miejsca.

Rozwiązanie: zacznij od małych kroków

Nawyk oszczędzania najlepiej wprowadzać do swojego życia powoli, bez drastycznych zmian. Tak aby nie odczuwać tych zmian we własnym stylu życia.

Chcesz zacząć działać już dziś? Zrób pierwszy mały krok i otwórz konto oszczędnościowe w swoim banku. Drugi krok – ustaw stałe zlecenie codziennego przelewu z ROR na to konto oszczędnościowe. Zacznij nawet od złotówki dziennie. W swoim portfelu tej zmiany nie odczujesz, a oszczędności zaczną powoli rosnąć.

Jeżeli to rozwiązanie się sprawdzi, to na kolejny miesiąc ustaw już stałe zlecenie na 2 złote dziennie.

Pamiętaj też, że oszczędzanie to nie tylko przelewanie pieniędzy z jednego miejsca w drugie. Chodzi o to, by było z czego to przelewać – a takie oszczędności najłatwiej znaleźć szczegółowo przyglądając się swoim wydatkom i tamując niepotrzebne wycieki z portfela.

Wymówka: nie mam czasu/ochoty by notować wszystkie wydatki

Tylko, że nie każdy na takie szczegółowe analizy ma czas i ochotę. Zresztą – gdyby chodziło tylko i wyłącznie o analizę danych, to byłoby jeszcze pół biedy. Gorzej, że te dane trzeba najpierw zgromadzić.

Trzeba pamiętać o braniu rachunku przy każdych zakupach. Trzeba pamiętać każdy najdrobniejszy wydatek. Trzeba to wszystko gdzieś wpisywać – regularnie, rzetelnie i dokładnie.

Kto dziś ma na to czas?

Rozwiązanie: pozwól technologii wykonać część pracy za Ciebie

Kontomierz powstał po to, by rozprawić się właśnie z tą wymówką. Po imporcie danych z banku większość pracy jest już wykonana: przelewy są zapisane, transakcje kartowe podliczone, a wszystkie wydatki domyślnie skategoryzowane.

Po Twojej stronie zostaje tylko lekki „tuning” tego systemu. Czyli dopisanie wszelkich wydatków gotówkowych i zweryfikowanie czy  wydatki zostały prawidłowo skategoryzowane.

Takie aplikacje do zarządzania finansami domowymi jak Kontomierz, czy podobne systemy dostępne np. w mBanku czy T-Mobile Usługi Bankowe wykonają większość pracy za Ciebie.

Wymówka: nie wierzę, że to co oszczędzę, jakkolwiek mi pomoże

Oszczędzanie pieniędzy jest mało spektakularne.

Zwłaszcza jeżeli dopiero zaczynasz i odkładasz małe kwoty. Łatwo się wtedy zniechęcić i pomyśleć, że tak naprawdę to całe odkładanie nie robi żadnej różnicy.

Tymczasem na zakupach bardzo łatwo wydać kilka złotych więcej, bo to przecież właśnie żadna różnica. Po prostu nie zauważa się tych złotówek, które uciekają z portfela – dlatego, że to takie drobne kwoty.

Jednocześnie można myśleć, że nie warto oszczędzać kilku nawet złotych dziennie, bo to nic nie da.

Rozwiązanie: ćwicz cierpliwość

Z oszczędzaniem jest tak, że efekty widać w długim terminie. Po latach.

Oszczędzanie to szkoła cierpliwości. Efekty nie przychodzą szybko – wręcz przeciwnie. Im dłużej czekasz, na tym większą „nagrodę” możesz liczyć.

Na początku wszystko będzie szło strasznie wolno. Pierwsze kilkadziesiąt złotych oszczędności nie zabezpieczy Ci emerytury ani nie przygotuje Cię na żadne nieprzewidziane wydatki. Ale wraz z kolejnymi wpłatami do „skarbonki” oszczędności będą rosły coraz szybciej. Zacznie działać procent składany, odsetki będą generować kolejne odsetki i po kilku latach „zarobisz” trzynastą pensję z samych zysków z oszczędności. A to już coś!

Fot. Flickr / 401 (K) 2013

To może oczywiste, ale początki bywają trudne. Zaczynasz świadomie zarządzać swoimi domowymi finansami, uczysz się budżetowania, szukasz miejsc gdzie możesz przyciąć jakieś wydatki… Musisz przy tym pozbyć się kilku starych szkodliwych nawyków i nabyć szereg nowych, pozytywnych.

Prawdopodobieństwo, że wszystko pójdzie gładko i bez potknięć jest raczej niewielkie. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy popełniamy błędy, podejmujemy złe decyzje itp. Dotyczy to także finansów.

Może jest Ci bliska taka sytuacja: od kilku dni, a może nawet tygodni skrupulatnie notujesz wydatki i prowadzisz domowy budżet. Ograniczasz niepotrzebne zakupy, wprowadzasz potrzebne cięcia. Żyjesz trochę skromniej niż wcześniej, ale przynajmniej budżet się spina. Tylko nagle przychodzi taki dzień, że jesteś w słabszej formie. Może to być po prostu gorszy dzień, chwilowy zły nastrój, czy jakieś typowe życiowe problemy. I w takim gorszym dniu idziesz na zakupy – i wydajesz więcej niż powinieneś. O wiele więcej.

I potem trzeba to uwzględnić w miesięcznym budżecie. Budżecie, który przez tę wpadkę może nagle przestać się spinać.

Przechodziłem to sam dobre kilka razy.

Jak sobie radzić w takich sytuacjach?

Nie unikaj odpowiedzialności. Nie chowaj głowy w piasek, nie przymykaj oczu na swoje błędy. Przyjmij za nie odpowiedzialność. Szukaj rozwiązań. W najlepszy wypadku uda Ci się zminimalizować finansowe konsekwencje takiej pomyłki. W najgorszym – wyjdziesz z tego z cennymi wnioskami na przyszłość.

Myśl trzeźwo. Nie panikuj. Nie podejmuj kolejnych finansowych decyzji na gorąco. Lepiej daj sobie czas na przemyślenie obecnej sytuacji, prześpij się z tym i zacznij szukać rozwiązania na spokojnie i z „chłodną głową”.

Nie traktuj błędu jako wymówki do popełniania kolejnych „pomyłek”. Nie wiem czy macie podobnie, ale u mnie jeden błąd otwiera furtkę do szeregu kolejnych. Mam tak z finansami, mam tak też z dietą. Na przykład jeżeli zjem coś, co jest niezgodne z moim planem żywienia, to już cały dzień uznaję za stracony. Więc równie dobrze mogę nakupować słodyczy i innych niezdrowych produktów, bo błąd już został popełniony. Podobnie z finansami – jeden nieplanowany wydatek ciągnie za sobą szereg kolejnych.

Takie psychologiczne mechanizmy i pułapki, które sami na siebie zastawiamy, warto nauczyć się rozpoznawać i starać się z nimi walczyć. Sam staram się myśleć w ten sposób: ok, popełniłem jeden błąd ale na tym koniec – wracam do normy już teraz, a nie od jutra.

Takie rozpoznawanie własnych zachowań jest bardzo istotne. Warto nauczyć się siebie pod tym kątem – w jakich sytuacjach wydaję najwięcej, co na to wpływa, kiedy górę nad moimi wydatkami biorą emocje zamiast rozsądku? Warto nauczyć się rozpoznawać takie wczesne sygnały ostrzegawcze – to istotna pomoc w tym, by w ogóle unikać popełniania kolejnych błędów.

Nie traktuj też błędów jako powodu do tego, by myśleć o sobie gorzej. Najgorsze, co możesz w takiej sytuacji zrobić to poddać się myśląc „nie nadaję się do tego, nie umiem w finanse, więc po co mi to całe budżetowanie…”. Wszyscy gdzieś się jakoś po drodze potykamy, to naturalne. Problem w tym, że taka pomyłka stawia nas jednocześnie przed dwoma rodzajami wyzwań. Po pierwsze, trzeba podjąć wysiłek i spróbować zminimalizować konsekwencje tej pomyłki. To już samo w sobie bywa trudne. A do tego jeszcze – po drugie – trzeba znaleźć w sobie siłę na to, by się podnieść i iść dalej we wcześniej obranym kierunku. Sprostanie tym dwóm wyzwaniom jednocześnie nie jest łatwe. Ale jest możliwe.

Jeżeli to możliwe – napraw swój błąd. Okej, może wziąłeś niepotrzebnie wyższy pakiet kablówki czy internetu. Może zrobiłeś większe zakupy przez internet, ale po chwili refleksji okazuje się, że to jednak był błąd i wcale tego nie potrzebujesz. To jeszcze nie koniec świata! Przy umowach zawieranych na odległość masz prawo odstąpić od swojej decyzji w ciągu 10 dni. Zwracasz towar w nienaruszonym stanie i dostajesz pieniądze z powrotem.

Jeżeli zapisałeś się na jakieś długoterminowe zobowiązanie – jakiś nowy/wyższy abonament, prenumeratę itp. – rozważ jakie masz opcje rozwiązania czy zmiany warunków umowy. Poznaj swoje prawa, przeczytaj dokładnie umowę i wszystkie regulaminy. Być może znajdziesz sposób na to, by zmniejszyć to finansowe obciążenie.

Fot. Flickr / TerranceDC

Ogólne Dobra materialne kradną nam szczęście

„Pieniądze szczęścia nie dają”, „kupuj przeżycia, nie przedmioty” – pewnie zetknęliście się z podobnymi sentencjami i radami już wiele razy. Niewykluczone, że nawet i na tym blogu. The Guardian pokazuje – powołując się na publikację psychoterapeuty Grahama Music oraz na badania prowadzone przez psychologa Tima Kassera – że to nie tylko puste słowa. Co więcej, pieniądze nie tylko nie dają szczęścia, mogą je wręcz odbierać lub przynajmniej utrudniać jego osiągnięcie.

Okazuje się bowiem, że ludzie o materialistycznym nastawieniu do życia są mniej szczęśliwi od pozostałych. Ci, którzy koncentrują się na dobrach materialnych, deklarują w badaniach mniejszy poziom satysfakcji z życia. Stoi za tym kilka psychologicznych mechanizmów.

Materializm można porównać do korzystania z używek. Nie bez powodu mówi się zresztą o zjawisku zakupoholizmu. Zakupy – w mniejszym lub większym stopniu – mogą działać na podobnej zasadzie jak narkotyk. Dają krótkotrwałą satysfakcję i poczucie zaspokojenia, natomiast w długim terminie zostawiają nas z nieprzyjemnym poczuciem niezaspokojonego głodu.

By to uczucie zaspokoić potrzebne są coraz większe i częstsze dawki naszej „używki”. Wpadamy w zaklęty krąg: radość z nowych zakupów jest coraz mniejsza i krótsza, zaś poczucie niedostatku i niepokoju coraz dłuższe i bardziej dotkliwe. Mimo, iż otaczamy się coraz większą liczbą zakupionych dóbr!

Można to także powiązać ze zjawiskiem inflacji stylu życia, o którym pisaliśmy już tu parę razy. To nieco podstępny mechanizm. Sprawia on, że im więcej pieniędzy mamy, tym więcej wydajemy.  Budżet cały czas jest napięty, mimo tego, że dostaliśmy podwyżkę czy premię. A przecież nie do końca tak powinno być. Jeżeli dotychczas żyliśmy na zadowalającym poziomie, to ewentualna podwyżka powinna raczej zwiększyć poziom naszych oszczędności. Tymczasem, zamiast oszczędności zwiększa się poziom naszych wydatków.

Materializm i konsumpcjonizm opierają się na wiecznym poczuciu niezaspokojenia.

Szczęście i pieniądze można powiązać także w inny sposób – poprzez dobroczynność i pomaganie innym. Badania Tima Kassera pokazują, że osoby o materialistycznym nastawieniu do życia charakteryzują się jednocześnie niską empatią, co z kolei prowadzi do tego, że są one mniej skłonne do pomagania innym, mniej ufne i bardziej podejrzliwe. Gdzie tu związek ze szczęściem?

Odpowiedź dają inne badania psychologów. Między innymi Kahneman i Knetsch, czy też Dawes i Thaler badali związek dobroczynności i szczęścia. Wniosek: istnieje zależność przyczynowo-skutkowa między jednym a drugim, pomaganie innym czyni nas szczęśliwszymi. Daje poczucie moralnej satysfakcji ze zrobienia czegoś „właściwego”, prowadzi do pozytywnego myślenia o sobie (jako o osobie dobrej i uczynnej).

Podwyżka, wymarzone zakupy, czy dobra materialne wydają się być sposobem na szczęście tylko do momentu, gdy są w naszej głowie. Gdy się urzeczywistnią, dają chwilową satysfakcję, ale w ostateczności podnoszą poprzeczkę jeszcze wyżej. Kolejny raz będzie nam trudniej, by osiągnąć ten sam poziom szczęścia.

Oczywiście ten tekst nie ma na celu tego, abyśmy teraz wspólnie pochylili się z troską nad trudnym losem bogatych ludzi, którym trudniej niż nam, ludziom o przeciętnych zarobkach, osiągnąć szczęście ;). Warto natomiast we własnym zakresie rozważyć jakie mamy życiowe priorytety i jak najlepiej możemy wydać zarobione pieniądze tak, aby niekoniecznie utopić je w kolejnych materialnych zbytkach, ale przeznaczyć je na coś naprawdę ważnego.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ludzie są różni. To, naturalnie, jedno z najbardziej oczywistych zdań, od których można zacząć tekst – ale dajcie mi szansę.

Ludzie są różni, ale w tej całej różnorodności cech, zachowań i doświadczeń można zauważyć pewne prawidłowości. Prawidłowości polegające między innymi na tym, że gdy myślimy o pewnym typie ludzi – dajmy na to: o artystach, przedsiębiorcach, czy politykach – do głowy przychodzi nam pewien zestaw cech, którymi na ogół charakteryzują się przedstawiciele danej grupy.

Tak samo jest z osobami, które skutecznie i efektywnie zarządzają swoimi finansami. Nie popadają w długi, osiągnęli finansowe bezpieczeństwo, a ich budżety w każdym miesiącu się bilansują. Tych ludzi też łączą szczególne cechy.

To naturalnie pewna generalizacja, ale wydaje mi się, że bardzo blisko jej do prawdy.

1. Cierpliwość

O cierpliwości już kiedyś pisaliśmy na tym blogu – to bardzo ważna cecha. Szczególnie ten jej aspekt związany z umiejętnością odraczania gratyfikacji, czyli podejmowania działań, których pozytywne efekty będziemy mogli dostrzec dopiero w odległej przyszłości.

To niezwykle istotne przy oszczędzaniu. Zaczynając odkładać pieniądze, nagroda w postaci bezpieczeństwa finansowego (czy innego celu finansowego, który sobie wyznaczymy) jest gdzieś daleko, daleko na horyzoncie. Mimo, że ten cel wydaje się  odległy musimy umieć znaleźć w sobie siłę, by co miesiąc cierpliwie odkładać ustalone kwoty i małymi krokami, systematycznie zbliżać się do ustanowionego celu.

2. Umiejętność wyznaczania celów

Cele są jasnym wyznacznikiem tego, czy nasze działania idą w dobrym kierunku. Zbliżamy się do wyznaczonego celu – jest dobrze. Oddalamy się – robimy coś nie-tak. Cele mówią nam też o tym, po co coś robimy, do czego dążymy. To misja, którą sobie wyznaczamy. Może nie tak spektakularna jak ratowanie świata, ale ratowanie własnych finansów to też niczego sobie zadanie.

W skrócie: cel to bardzo ważny psychologiczny mechanizm, który pomaga nam podtrzymywać motywację i konsekwentnie działać na rzecz pożądanego wyniku.

Wyznaczając sobie cele dobrze pamiętać o zasadzie SMART. Mówi ona o tym, że skuteczny cel powinien być konkretny, mierzalny, ambitny – ale jednocześnie realny do osiągnięcia i wyznaczony w konkretnych ramach czasowych.

3. Samokontrola

Samo wyznaczenie sobie celu to dopiero pierwszy krok do sukcesu. Teraz trzeba wdrożyć wszystkie nasze założenia w życie i cierpliwie pracować na pozytywny wynik. Z pewnością będzie to czasem wymagać pewnych wyrzeczeń i poświęceń. I tu w grę wchodzi właśnie samokontrola.

Najprostszy przejaw samokontroli to po prostu zadanie sobie pytania przy kolejnych zakupach – „czy na pewno tego potrzebuję?” Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to znaczy, że powinniśmy poświęcić tę daną zachciankę na rzecz naszego długoterminowego celu. Takie sytuacje pewnie będą zdarzać się dość często.

Kontrola nad domowym budżetem to właśnie pilnowanie tych wszystkich małych, codziennych wydatków.

4. Odpowiedzialność

Ta kontrola to jeden z przejawów „większej” cechy – odpowiedzialności.

W domowych finansach odpowiedzialność oznacza świadomość, że długofalowe bezpieczeństwo finansowe jest ważniejsze niż krótkoterminowe zachcianki. I że trzeba na to poświęcić czas, pracę i silną wolę.

Odpowiedzialność przejawia się także w unikaniu kredytów konsumpcyjnych. Kredyty konsumpcyjne to bardzo kosztowna droga na skróty.

Odpowiedzialność to również świadomość, że to my sami odpowiadamy za stan swoich finansów. I za konsekwencje własnych finansowych decyzji. Akceptujemy tę odpowiedzialność i nie przerzucamy jej na innych, czy na państwo.

5. Umiejętność podnoszenia się po porażkach

Dążenie do wyznaczonych celów finansowych to nie jest droga usłana samymi sukcesami. Wręcz przeciwnie. Nie ma co się oszukiwać, nie zawsze będziemy podejmować trafione decyzje finansowe. Niektóre z naszych działań mogą mieć negatywny wpływ na stan naszych finansów. Możemy popaść w długi, stracić oszczędności, czy błędnie zainwestować swoje środki. Takie rzeczy się zdarzają.

Ważne, by także w tych trudnych momentach znaleźć w sobie siłę do podejmowania pozytywnych, naprawczych działań. O tym, jak znaleźć tę siłę i motywację do zadbania o swoje finanse nawet w najtrudniejszej sytuacji – na przykład podczas wychodzenia z długów – mówił ostatnio Michał Szafrański w swoim podcaście. Polecam tę rozmowę.

--

Te cechy warto w sobie pielęgnować i je trenować. Bo zarządzanie własnymi finansami to nie tylko praca na liczbach, ale też – przynajmniej w pewnym sensie – praca nad sobą.

Tym bardziej nie ma co się zrażać, jeżeli któryś cech nam brakuje. Wszystkie rzeczy z tej listy da się wypracować.

A co Wy byście jeszcze dodali do tej listy?

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Oszczędzanie to długotrwały proces (ale nie zniechęcaj się!)

  • 23 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

Na oszczędzanie i zarządzanie domowym budżetem warto patrzeć w dłuższej perspektywie. To proces, który trwa – i rzadko kiedy można go uznać za skończony. „Mam wszystko pod kontrolą – mogę przestać prowadzić domowy budżet”, „Mam już wystarczające oszczędności – teraz mogę zacząć wydawać” – nie, tak to chyba nie wygląda :).

Oszczędzanie wymaga czasu. Długów nie spłaci się w dwa tygodnie, bezpieczeństwa finansowego nie zbuduje się z dnia na dzień. Oto kilka rzeczy, o których warto pamiętać podczas tego długotrwałego procesu.

Male kwoty mają znaczenie

Łatwo zrezygnować z oszczędzania mówiąc sobie, że skoro dziś jestem w stanie odłożyć tylko niewielką kwotę miesięcznie, to tak naprawdę to przecież nic nie zmieni. Ludzie mają tendencję do lekceważenia małych kwot. Robią na nich wrażenie tylko duże zyski. A gdy z portfela wycieka kilka złotych, to przecież „to nic takiego”.

Myślenie o zarządzaniu budżetem w długim terminie oznacza przejęcie kontroli także nad tymi małymi kwotami. Te kilka złotych, które codziennie uciekają z portfela i te drobne zyski, które możesz uzyskać z cashbacku czy z innych promocji w swoim koncie osobistym, z czasem będą zmieniać się w coraz bardziej poważne sumy.

Niewielkie zyski i nawet nieduże kwoty – ale odkładane regularnie! – są głównym budulcem domowych oszczędności. A z czasem będą dodatkowo wzmacniane poprzez działanie procentu składanego.

Zysk = ryzyko

W ciągu kolejnych lat na pewno natrafisz na sytuacje, które będą wydawać się okazją do dobrej inwestycji. Czy to na giełdzie, czy na nieruchomościach, czy na innym rynku, który akurat jest w spektrum Twoich zainteresowań.

W podążaniu za takimi okazjami nie ma nic złego, jednak zawsze warto pamiętać, że szansa na zysk oznacza ryzyko - tym większe, im większe są obiecywane profity.

Małe cele

Brak ostatecznego celu warto zrekompensować sobie mniejszymi celami i wyraźnymi kamieniami milowymi, które będziemy mijać po drodze. Stawianie przed sobą zadań (najlepiej zgodnie z zasadami SMART) i wypełnianie ich to dobry sposób na utrzymanie stałego poziomu motywacji.

Takim krótkoterminowym celem może być np. odłożenie równowartości jednej pensji na fundusz awaryjny (a potem kolejny cel: 3 pensje), takie zarządzanie budżetem w skali roku, aby nie musieć zadłużać się na święta Bożego Narodzenia (jeżeli wcześniej było to problemem), czy ucięcie miesięcznych wydatków o 10%.

Zwiększaj dochody

Jednym z takich celów może też być znalezienie dodatkowego źródła dochodów. Wszak nie ma lepszego sposobu na oszczędzanie niż zwiększanie dochodów :).

To ważne z kilku powodów.

Oszczędzając prędzej czy później dojdziemy do ściany, do momentu, w którym tak naprawdę nie ma już czego ciąć. Ten stan może nadejść bardzo szybko, tym bardziej, że najczęściej powtarzaną wymówką przed prowadzeniem domowego budżetu jest „nie mam z czego oszczędzać”. Skoro po stronie wydatków doszliśmy do granicy, warto zwrócić swoją uwagę ku dochodom.

Dywersyfikacja jest ważna nie tylko w inwestycjach. W domowym budżecie też. Nawet małe, dodatkowe źródło dochodów jest kolejną cegiełką budującą bezpieczeństwo finansowe. Na przykład, gdy Twoja „główna” pensja opóźni się o kilka dni, środki z dodatkowego źródła dochodów pomogą przeczekać ten czas.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Czy te wymówki powstrzymują Cię przed oszczędzaniem pieniędzy?

  • 16 października 2013
  • Krzysztof Sobolewski
  • 5 comment

Przed oszczędzaniem pieniędzy może nas powstrzymywać wiele rzeczy. Część z nich to oczywiście czynniki obiektywne i jak najbardziej uzasadnione. Inne mogą być już zupełnie subiektywne – od stereotypów, przez różne przekonania, aż po wymówki.

Należy mi się

Przyznam Wam, że to jest pułapka, w którą sam często wpadam. Usprawiedliwiam się (a może nie powinienem?) tym, że tutaj ekstremalnie trudno utrzymać równowagę.

Bo z jednej strony, takie myślenie jest poniekąd uzasadnione. Przecież właśnie po to ciężko się pracuje – by móc to potem sobie wynagrodzić. Zakupami, wakacjami, nowym gadżetem czy czym tam jeszcze… Trudno po całym miesiącu pracy nie czuć, że zasługuje się na coś więcej niż tylko opłacenie mieszkania i innych podstawowych potrzeb życiowych.

Tylko, że gdzieś jest pewna granica. Wyznacza ją to, na co nas stać. Ale tu też jest problem, bo choć to z pozoru bardzo obiektywne kryterium, z jakiegoś powodu może być odbierane i interpretowanie całkowicie subiektywnie. Definicji można sobie stworzyć co najmniej kilka. „Stać mnie” to:

  • tyle, ile akurat mam na koncie lub w portfelu
  • to, co wyżej + oszczędności
  • wysokość limitu w karcie kredytowej lub limit debetu na koncie
  • trochę więcej niż mam na koncie, ale bez problemu do spłaty w kolejnych kilku miesiącach

Tymczasem, najlepszą pomocą w określeniu tego, na co nas stać, jest prosty domowy budżet. Lub konkretniej: planu finansowego, rozplanowania przyszłych wydatków. Stać mnie na to, co mam zaplanowane w swoim budżecie. I tyle.

Zarobię na to w przyszłości

Moje dzisiejsze zakupy sfinansuję z przyszłych pensji. Dopóki wszystko idzie w porządku, to takie życie na kilka pensji do przodu wydaje się całkiem nieszkodliwe. Na koniec miesiąca wszystko się bilansuje, raty są spłacone, więc gdzie jest problem?

Problemy zaczynają się wtedy, gdy po drodze przytrafi się coś nieprzewidywalnego. Nowy, nagły wydatek oznacza kolejne kredyty, kolejne raty i odkładanie tego symbolicznego momentu „wyjścia na zero” na kolejne miesiące do przodu.

Takie ciągłe życie na kredyt przyszłych pensji (mowa tu jednak nie o kredycie hipotecznym, a raczej o kredytach konsumenckich i innych pożyczkach) to częsta przyczyna wpadania w pętlę zadłużenia. Naturalnie, zależność nie jest taka prosta i nie każdy, kto żyje na kredyt skończy negocjując u komornika. Ale takie zarządzanie własnymi finansami to na pewno większe ryzyko, którego warto być świadomym.

Zacznę od poniedziałku / początku miesiąca / nowego roku

Zaraz wejdziemy w czas noworocznych postanowień i znowu się zacznie :). To niekończące się przekładanie i wszystkie pozytywne postanowienia przyspawane do sztywnych dat.

Dzień publikacji tego wpisu to 16 października, więc pewnie będzie mi trudno kogokolwiek przekonać do jakiejś zmiany nawyków związanych z pieniędzmi. Bo w końcu jaki jest sens zaczynać spisywanie wydatków i budżetowanie od połowy miesiąca? Przecież lepiej zaczekać do pierwszego.

Tylko, że nie.

Jeżeli czujesz, że z Twoimi finansami jest coś nie-tak, że pieniądze gdzieś „giną”, Twoja wypłata znika szybciej niż się spodziewasz (a przecież ani za dużo nie kupujesz, ani nie robisz jakichś specjalnie drogich zakupów); jeżeli chcesz zabrać się za (wcześniejszą) spłatę kredytów lub za oszczędzanie, to zacznij już teraz. To najlepsza decyzja, jaką możesz teraz podjąć.

Zachowaj dzisiejsze paragony z zakupów, stwórz sobie budżet w Excelu lub załóż konto w Kontomierzu, odłóż te symboliczne 5 zł do skarbonki. Cokolwiek, byle zacząć i zaangażować się w ten proces. I by jutro zrobić to samo, i pojutrze, i w kolejnych dniach. Nieważne, że dopiero połowa miesiąca.

Fot. Flickr / Tax Credits

Ogólne Przejmij kontrolę nad swoimi finansami (to proste!)

  • 4 grudnia 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comment

Widzisz, że pieniądze w jakiś magiczny sposób uciekają Ci z portfela. Pod koniec miesiąca dziwisz się, gdzie podziała się cała wypłata – przecież nie robiłeś w międzyczasie jakichś szczególnych zakupów, wszystko było tak jak zawsze. Życie od pierwszego do pierwszego już od dawna Cię męczy i chcesz w końcu coś z tym zrobić.

Tylko co?

Pierwszy krok to zbudowanie poczucia kontroli nad finansami. To jeden z wielu przykładów, gdzie drobna psychologiczna sztuczka daje wymierne efekty, przeliczalne na konkretne oszczędności. Ale o tym za moment.

W zarządzaniu domowym budżetem chodzi o to, by Twoje wydatki były dostosowane do Twoich możliwości i stylu życia. A nie styl życia do wydatków – jak to ma miejsce, gdy tydzień przed końcem miesiąca musisz ostro zaciskać pasa, bo pieniądze wydane na zakupy podczas wcześniejszych trzech tygodni tak ciążą na Twoich finansach.

Jeszcze raz: poczucie kontroli. Jak je zbudować?

Wystarczy prosty nawyk: zbieraj paragony. Wszędzie, gdzie robisz zakupy, proś o rachunek. W każdym miejscu i za każdym razem. A jeżeli akurat nie ma takiej możliwości, to stwórz swój własny „paragon” i zapisz kwotę zakupów gdzieś na kartce czy w notesie.

Tak, zbieraj rachunki nawet, gdy zakupy były na małe kwoty, kilka złotych. Tak, to ma sens, bo te kilkuzłotowe wydatki w ciągu miesiąca pewnie sumują się w co najmniej dwucyfrowe sumy. A przy napiętym budżecie i w sytuacji, gdy naprawdę potrzebujesz przyciąć swój budżet, to te kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych miesięcznie ma znaczenie. Poza tym, co to za kontrola nad wydatkami, gdy pojedyncze złotówki przeciekają przez palce?

Tak, nawet gdy wszystkie zakupy robisz kartą i masz ich pełną rozpiskę w Kontomierzu. Poczucie kontroli to nie jest zawsze racjonalny proces, to psychologia. Tu nie wystarczą ładne tabelki i wykresy. Tu leżący na biurku stos rachunków zgromadzonych w ciągu tygodnia ma po prostu zrobić na Tobie wrażenie i przypominać Ci: ile już wydałeś, ile jeszcze masz w portfelu i ile czasu zostało do końca miesiąca.

Możesz unikać logowania się do Kontomierza przez jakiś czas (i fundować sobie w ten sposób fałszywy spokój – „nie myślę o problemie, więc to tak, jakby go w ogóle nie było”), ale stertę paragonów powinieneś mieć zawsze na widoku.

Jak samo zbieranie świstków papieru ma Ci pomóc?

To w zasadzie bardzo prosty mechanizm. Działa w ten sposób: już sama świadomość, że dokładnie obserwujesz własne wydatki sprawia, że wydajesz mniej i częściej myślisz o tym, co kupujesz i za ile. Wiesz, że kontrolujesz sam siebie, więc zachowujesz się trochę inaczej niż wcześniej.

Pomyśl o tym: jak wyglądają domowe finanse, gdy nie ma nad nimi żadnej kontroli, a jak wyglądają gdy masz świadomość, że pod koniec tygodnia będziesz musiał się rozliczyć (nawet jeżeli tylko przed samym sobą!) z każdego wydatku?  Zupełnie inaczej!

No właśnie – „rozliczyć się”, czyli co potem zrobić z tymi wszystkimi paragonami?

U mnie najlepiej sprawdza się system tygodniowy. Przez siedem dni zbieram rachunki i odkładam je w widocznym miejscu na biurku. Stos rośnie i przypomina o sobie w zasadzie za każdym razem, gdy siadam do komputera.

Ostatniego dnia „rozliczam się”. Sprawdzam, czy wszystkie transakcje zapisały się w Kontomierzu. Większość zakupów robię kartą, więc zazwyczaj wszystko się zgadza, ale od czasu do czasu trafi się jakiś wydatek gotówkowy: parkometry, bilety, jakieś drobne przekąski w pracy, czy jakiekolwiek inne drobiazgi.

Wszystko zapisuję i podliczam.

Po pierwszym tygodniu miesiąca powinienem wydać coś w okolicach 25% założonych kosztów na dany miesiąc. Po dwóch – 50%. I tak dalej. O ile oczywiście nie było po drodze żadnych większych (zaplanowanych, bądź nie) wydatków. Ale w każdym „typowym” miesiącu mniej więcej tak to się u mnie układa. Jeżeli są jakieś większe odchyły od tych założeń, to znaczy, że coś jest nie tak.

U Ciebie to może wyglądać trochę inaczej. Może na początku miesiąca zawsze robisz większe zakupy „na zapas”. Wszak to też sposób na oszczędzanie – i czasu i pieniędzy. Wtedy nie jest już tak łatwo, że jeden tydzień oznacza jedną czwartą miesięcznych wydatków. Ale jeżeli Twoje nawyki zakupowe są w miarę stałe, to prędzej czy później odkryjesz swoje własne „progi ostrożnościowe”.

Najważniejsze jest to, aby wszystkie elementy się ze sobą zgadzały:

  • stan konta z wydatkami
  • wydatki z paragonami
  • paragony z zestawieniem z Kontomierza lub z jakimkolwiek innym własnym zestawieniem

 

I by nad tym wszystkim sprawować osobistą kontrolę.

Spróbuj chociaż przez jeden miesiąc i zobacz jak taki prosty nawyk przełoży się na Twój budżet (chociaż może akurat grudzień nie jest najlepszym miesiącem na takie analizy ;) ). 

Fot. Flickr / Images_of_money

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.