Filtrowanie wszystkich postów po tagu "psychologia." Wyczyść filtr

30-dniowe wyzwania na pomoc domowemu budżetowi

Prowadzenie zrównoważonego budżetu domowego to często kwestia nawyków. Pozbywania się tych złych (np. impulsywne zakupy, nadużywanie karty kredytowej…) i budowanie tych dobrych (np. budżetowanie, robienie zakupów z listą).

A jak wprowadzić taki pozytywny nawyk w codzienne życie? Tu z pomocą przychodzą 30-dniowe wyzwania, podpatrzone na zaprzyjaźnionym blogu produktywnie.pl.

O co chodzi? Wyznaczasz sobie określoną zasadę i trzymasz się jej każdego dnia przez kolejne 30 dni. Proste.

Wprawdzie, jak wskazują badania, do wykształcenia na stałe nowego nawyku potrzeba przeciętnie 66 dni. Zatem praktycznie, te 30 dni to tylko połowa drogi, ale jednocześnie dobry czas, by sprawdzić kilka rzeczy:

  • czy ten nowy nawyk w ogóle sprawdza się w praktyce?
  • czy daje widoczne/pożądane efekty?
  • czy pasuje do twojego stylu życia?

Jeżeli po miesiącu wszystko jest w porządku, wystarczy kolejne 30 dni, by zamienić wybrane zachowanie w bezwysiłkowy nawyk, który działa na autopilocie.

Pomysły?

Pozbywanie się jednej rzeczy dziennie. Tego akurat lepiej nie przekształcać w stały nawyk na całe życie, ale na 30 dni nadaje się jak najlepiej ;). „Graty” to często rzeczy, które trzymają nas przy złych nawykach.

Większość ludzi posiada co najmniej kilka-kilkanaście rzeczy, które nie są im potrzebne, których dawno lub wcale nie używali. I nawet nie trzymają ich z jakiegoś sentymentu, ale po prostu z przyzwyczajenia. A jak się głębiej zastanowić, to lista takich „gratów” potrafi się wydłużyć do nawet kilkudziesięciu przedmiotów.

A w uporządkowanym otoczeniu, gdzie mniej rzeczy odciąga naszą uwagę, lepiej się myśli i jest się bardziej produktywnym.

Zapisywanie każdego wydatku, co do złotówki, każdego dnia. Nie prowadzisz domowego budżetu? Wypróbuj to rozwiązanie przez jeden miesiąc. Nawet jeżeli uznasz, że to nie dla ciebie, to pod koniec zostaniesz z bardzo cennym zbiorem danych: kiedy, ile i na co wydajesz. Te informacje naprawdę często się przydają!

Odkładanie 5 zł każdego dnia. Oszczędzanie warto zacząć od drobnych kroków. Jednym z nich jest… regularne odkładanie drobnych. Te 5 zł można łatwo zaoszczędzić rezygnując z pewnych drobiazgów – np. codziennej kawy po drodze do pracy.

Robienie wszystkich zakupów z wcześniej sporządzoną listą. To jedno z najlepszych lekarstw na efekt „znów tyle wydałem, a praktycznie nic nie kupiłem”.

Dlaczego to działa? Rygorystyczne trzymanie się listy znieczula na wszystkie marketowe promocje (a promocje nie służą temu, żebyś wydał mniej, tylko by sklep zarobił więcej; ewentualnie by szybciej pozbył się produktów, którym kończy się termin ważności). Poza tym, wszelkie inne wysiłki sprzedawców, mające na celu skłonienie klientów do kupowania więcej, tracą na znaczeniu – np. specyficzne ustawianie alejek sklepowych (najpotrzebniejsze rzeczy umieszczone jak najdalej) lub ustawianie kuszących drobiazgów przy kolejkach do kas.

Płacenie wyłącznie gotówką. Jeżeli masz w portfelu same karty kredytowe zadłużone pod limit, to jest to doskonałe rozwiązanie dla ciebie. Nie dość, że zaczniesz oszczędzać 20% przy każdym zakupie (brak kredytu = brak odsetek), to – jak wskazują kolejne badania – płacąc gotówką będziesz wydawać mniej.

Fot. Flickr / Lhoretsë. 

Ogólne Pieniądze, dajcie mi spokój!

  • 12 czerwca 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comment

Z czym kojarzą ci się pieniądze? Z ciężką pracą? Z ostatnim dużym zakupem? Z niezapłaconymi rachunkami?

A co czujesz myśląc o pieniądzach?

Gdy robimy zakupy, oszczędzamy czy inwestujemy – lubimy myśleć, że do wszystkiego podchodzimy racjonalnie. Że uważnie liczymy zyski i koszty, rzetelnie porównujemy wszystkie opcje i oferty, i działamy według ściśle określonej strategii.

I wszystko byłoby idealne, zoptymalizowane i racjonalne, gdyby nie emocje. A te przy pieniądzach pojawiają się wyjątkowo często.

Jakie emocje towarzyszą pieniądzom?

Dobre samopoczucie i szczęście

„Pieniądze szczęścia nie dają?” – same w sobie nie, ale na pewno ułatwiają bycie szczęśliwym. Badania Daniela Kahnemana pokazują, że w Stanach, osoby o rocznym dochodzie poniżej $60 000 są nieszczęśliwe. Tym bardziej nieszczęśliwe im dalej są od tej kwoty. A powyżej tych sześćdziesięciu tysięcy? Nic się nie dzieje. Szczęście już nie wzrasta.

Związek między szczęściem i pieniędzmi nie jest liniowy. „Pieniądze nie zapewnią ci szczęścia, ale brak pieniędzy na pewno zapewni ci nieszczęście”.

Wniosek: doprowadzić do sytuacji, w których pieniądze nie przeszkadzają w osiągnięciu szczęścia. Ale nie traktować samych pieniędzy jako środka do tego celu.

Obawa i niepewność

Nie dość, że pieniądze nie dają szczęścia, to jeszcze towarzyszy im cała gama negatywnych emocji. Zaczynając od niepewności.

A tę można wywołać bardzo łatwo. Kryzys, zła sytuacja na rynku pracy, niepewny dochód, niepewna emerytura, kredyt hipoteczny na kilkaset tysięcy…

Wiele rzeczy, które opisujemy na naszym blogu, prowadzi do redukowania tej niepewności. Fundusz awaryjny pozwala nie martwić się nagłymi, niespodziewanymi wydatkami. Prowadzenie budżetu domowego daje możliwość (ograniczoną, ale jednak) możliwość planowania przyszłości. Samodzielne oszczędzanie na emeryturę daje pewność, że za kilkadziesiąt lat nie będziemy wyłącznie na łasce Państwa…

Spokój i poczucie bezpieczeństwa

Dodaj do tego jeszcze dywersyfikację źródeł dochodu (dzięki czemu jesteś w pewnym stopniu niezależny i utrata jednego źródła dochodu nie musi oznaczać katastrofy finansowej) i poczucie pełnej kontroli nad wydatkami – i pieniądze dadzą ci, dosłownie, spokój.

I stąd chyba te $60 000 u Kahnemana. Trzeba tyle zarabiać (w Stanach; ciekawe gdzie ta granica byłaby u nas?), by sobie na to wszystko pozwolić:

  • środki „na czarną godzinę”
  • odkładanie na zaplanowane wydatki
  • odkładanie na emeryturę
  • bieżąca spłata kredytu hipotecznego i wszystkich innych zobowiązań
  • codzienne życie

Dopóki o to nie zadbasz, będziesz nieszczęśliwy.

Wiem, że czasem niektórych irytuję wyliczając na ile to rzeczy trzeba odkładać pieniądze. Bo niby z czego? "Ja tu się męczę z tym, by przeżyć miesiąc za to, co mam, a ktoś mi jeszcze dorzuca do tego kilkanaście celów oszczędzania…"

Prawda jest taka, że poczucia bezpieczeństwa finansowego nie zbuduje się od razu. Jasne, tym którzy zarabiają więcej pójdzie trochę szybciej, ale to nie powód, by się zniechęcać.

No i przede wszystkim nie musisz od razu oszczędzać na wszystko.

Cały ten proces trzeba rozłożyć na etapy. W taki sposób, by ukończenie danego etapu było realne w określonym czasie.

Zacznij od funduszu awaryjnego. Jak tak uzbierane pieniądze będą w stanie pokryć twoje jedno-/dwumiesięczne wydatki to przejdź dalej – do oszczędzania na planowane większe zakupy, a na koniec na emeryturę.

Czasem będzie to wymagać pewnych poświęceń. Prowadzenie budżetu domowego i kontrolowanie wydatków pomaga w tym, by tych poświęceń zacząć szukać wśród rzeczy, które są najmniej potrzebne i które łatwo zmienić/ograniczyć.

Strach/chciwość

A to jest chyba nierozłączna para.

Za akcje płacimy nie tylko pieniędzmi – ale także emocjami (przynajmniej tacy początkujący inwestorzy, jak ja). Gra na giełdzie często oznacza konieczność nauki panowania nad tymi emocjami.

Kiedy racjonalnie podążamy za regułą „pozwól zyskom rosnąć”, a w którym miejscu zaczyna się chciwość?

Jakie jeszcze emocje kojarzą się wam z pieniędzmi? 

Fot. Flickr / mattscoggin. 

Ogólne Szaleństwo zakupów

  • 29 listopada 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

W Czarny Piątek - wielkie święto obniżek, wyprzedaży i zakupów - Amerykanie wydali ponad 11 miliardów dolarów. O blisko 7% więcej niż przed rokiem. Kryzys? - jaki kryzys?

Dziś, gdy czytamy realcje z tego dnia w Stanach, można się nieźle przerazić tym, co ludzie potrafia zrobić dla Xboxa przecenionego o 50%. Koczowanie przed sklepem (dosłownie - pola namiotowe), wielki wyścig tuż po otwarciu, a nawet gaz pieprzowy i inne gadżety.

Oczywiście w zakupach nie ma nic złego - o ile robimy je z głową i nie rzucamy się do wyścigu z resztą hipermarketu, bo właśnie ogłosili promocję schabu…

Według badań Deloitte, w Polsce przeciętna rodzina zamierza wydać na święta Bożego Narodzenia około 2000 zł. O 200 zł więcej niż rok wcześniej.

Właśnie zaczyna się sezon świątecznych zakupów i sprzedawcy będą się mocno starać, by z tych dwóch tysięcy zgarnąć jak najwięcej dla siebie. Czasem uczciwymi promocjami, ale także stosując techniki manipulacji (lub łagodniej ujmując: wpływu społecznego), czy po prostu grając nieuczciwie.

Jako świadomi konsumenci właśnie teraz powinniśmy przełączyć się w tryb wysokiej ostrożności. I uważać na takie triki jak:

Ograniczenie czasowe. Obniżona cena obowiązuje “tylko dziś”. Ta technika narzuca nam pośpiech i nie daje wystarczająco dużo czasu na rozważenie decyzji. I jest często stosowana właśnie w przypadku droższych rzeczy (chociażby RTV/AGD), przy zakupie których wolelibyśmy się dłużej zastanowić. Na tym właśnie polega szaleństwo Czarnego Piątku.

Dobrym nawykiem jest odkładanie większych zakupów o kilka lub kilkanaście dni, by dać sobie czas na zastanowienie - zdarza się, że po tym czasie ochota na nową konsolę przechodzi.

Dwa w cenie jednego. Nie dość, że dostajemy dodatkową rzecz, której wcale nie potrzebujemy, to jeszcze przepłacamy. Typowym zjawiskiem w tej promocji jest to, że cena pojedynczego produktu w takiej “paczce” jest zawyżana. Myślisz, że płacisz za jeden, faktycznie płacisz za półtorej, dostajesz dwa.

Obniżka, która nie jest obniżką. To chwyt, który zdecydowanie przekracza granice oszustwa. Sprzedawca na dzień przed promocją zawyża cenę towaru, by potem pokazywać starą cenę jako promocyjną. Przykładowo, towar, który normalnie kosztuje 249 zł: na moment jest wyceniany na 299 zł, by potem ogłaszać wielką okazyjną obniżkę o 50 zł. Takimi rzeczami zajmuje się UOKiK.

Ścieżki zakupowe. Coś, co regularnie widać w dużych hipermarketach. Produkty (zwłaszcza te najbardziej potrzebne) w sklepie ułożone są w takich miejscach, byśmy musieli przejść jak największy dystans - po drodze oglądając jak najwięcej produktów. Lepiej planować swoje zakupy i robić je z listą - po to, aby taki wymuszony spacer nie sprawił, że kupimy coś, czego nie potrzebujemy.

Kup nawet, jeśli Cię nie stać. W sklepach coraz częściej można znaleźć stoiska obsługujące zakupy ratalne, a sieci oferują założenie karty kredytowej w partnerskim banku. Po to, abyśmy wydali pieniądze, których jeszcze nie mamy. Według wspomnianych badań Deloitte, co czwarta polska rodzina będzie finansować te święta kredytem.

Fot. Flickr / tshein

Skuteczne noworoczne postanowienia finansowe

Więc w Sylwestra postanowiłeś sobie, że zaczniesz oszczędzać, będziesz mniej wydawać na głupoty, lub przejmiesz kontrolę nad swoimi finansami?

Mam złą wiadomość – nie uda ci się.

Większość noworocznych postanowień często już po kilku dniach ląduje w koszu. Przez chwilę jest fajnie, ale stare nawyki jednak nie odchodzą tak łatwo.

I kończy się to tak, że za rok możemy złożyć sobie dokładnie to samo postanowienie, co teraz.

Ale jest też dobra wiadomość.

Jest kilka rzeczy, które możesz zrobić, aby dochować noworocznych postanowień i rzeczywiście zmienić coś na lepsze. I na stałe.

Wyznacz sobie właściwy cel

No tak, tylko co to znaczy „właściwy”?

Przyjmując noworoczne postanowienia zamieniamy się w najlepszych polityków. Nasze zobowiązania są tak ogólne i tak niejasne, że potem łatwo się z nich wycofać. Tak, jakbyśmy sobie nic nie obiecywali.

Cele typu „zacznę oszczędzać”, czy „będę wydawać mniej na zakupach” to prosta droga do klęski.

Dobry cel, czyli taki dzięki któremu możemy utrzymać wysoką motywację, składa się z kilku czynników. Powinien być mierzalny, konkretny, określony w czasie, realistyczny i istotny.

Chodzi oczywiście o regułę SMART (Amerykanie uwielbiają skróty, które układają się w słowa): specific, measureable, achievable, relevant, time framed.

Konkretny

To pierwsze wyzwanie – trzeba odrzucić wszelkie ogólniki. Są one bardzo bezpieczne, ale nie chodzi nam teraz o bezpieczeństwo, tylko o skuteczność. O coś, z czego trudno będzie się potem wycofać. Czyli nie „będę oszczędzać”, tylko „odłożę na osobne konto 10% każdej następnej wypłaty”. Nie „będę mniej wydawać” tylko „na każde zakupy będę chodzić z listą”.

Łatwo wyobrazić sobie kogoś, kto pierwszego stycznia postanowił sobie, że „będzie oszczędzać”, odmówi sobie może jednego obiadu na mieście i już będzie zadowolony z wykonanego zadania.

Mierzalny

Właściwy cel to taki, do którego na każdym etapie można się odwołać i sprawdzić, na ile udało nam się go osiągnąć. Postanowiłeś sobie oszczędzanie konkretnej części każdej wypłaty? W każdej chwili możesz sprawdzić przelewy i zobaczyć czy wszystko idzie zgodnie z planem. Ważne, aby kontrolować swoje postępy na bieżąco – da ci to nie tylko satysfakcję, że idziesz do przodu, ale także powstrzyma przed szybkim porzuceniem celu.

Dobrze jest prowadzić "dziennik" swoich postępów. Odchudzający się mogą spisywać swoją wagę, a ty możesz sprawdzać historię majątku w Kontomierzu.

Określony w czasie

Wyznacz sobie ostatnią granicę czasową, kiedy rozstrzygniesz czy cel został osiągnięty, czy nie. Tylko nie przesadzaj! Jeżeli taki moment weryfikacji swoich celów ustawisz w zbyt odległej przyszłości, to bardzo łatwo wpadniesz w pułapkę odkładania na później (bo przecież zostało jeszcze tyle czasu). Dlatego najlepiej ustalić sobie także punkty kontrolne, regularnie następujące po jakimś okresie czasu. Dzięki temu będziesz mógł na bieżąco sprawdzać w jakim stopniu wykonałeś plan.

Realistyczny

Twoim wrogiem jest abstrakcja. Cele zbyt ogólne i cele zbyt ambitne nie mają szans powodzenia. Bo to nie cele, tylko marzenia.

Tutaj niestety trzeba znaleźć „złoty środek” między rzeczą ambitną, ale zbyt trudną do wykonania, a rzeczą łatwą, ale nie dającą dużych efektów. Powinno być to coś, z czym będzie wiązał się pewien wysiłek, ale będzie to możliwe do osiągnięcia.

Jeśli więc planujesz, że w 2011 zwiększysz swoje oszczędności o „X” złotych, to nie bierz pod uwagę tylko swoich obecnych dochodów i tego, ile możesz z nich odłożyć, bo to za łatwe. Załóż, że dostaniesz podwyżkę (kolejny cel: „w kwietniu poproszę o podwyżkę, przynajmniej 10%”), lub jakąś dodatkową pracę. Postaw przed sobą konkretne wyzwanie.

Istotny

Cel, który nie ma dla ciebie większego znaczenia nie zmotywuje cię do żadnych działań. Nie będzie warto się starać. Może myślisz o tym by zwiększyć swoje oszczędności? Samo odłożenie jakiejś sumy pieniędzy na koncie nic nie da. Musisz nadać im znaczenie. Przykład? „Zapewnię swojej rodzinie bezpieczeństwo finansowe odkładając na funduszu awaryjnym kwotę trzymiesięcznych wydatków. Czas: do końca roku.”

Skoncentruj się na jednej rzeczy

Fajnie byłoby zmienić całe swoje życie z jednym zamachem. Zmienia się data w kalendarzu i budzisz się jako nowy człowiek.

Cóż - to się raczej nie stanie.

Skąd ten pesymistyczny ton? Stąd, że utrzymywanie wysokiej motywacji i kontrolowanie się na bieżąco po prostu męczy.

Chcesz kontrolować swoje wydatki („mniej wydawać”), wagę („schudnąć”), ćwiczenia („zacząć ćwiczyć”), dietę („jeść zdrowo”), sen („wstawać wcześniej”)? Imponująca lista, ale to raczej plan na kilkanaście miesięcy. Albo i kilka lat.

Łapanie się za wiele rzeczy jednocześnie zdumiewająco szybko wyczerpuje zasoby motywacji i samokontroli.

Zamiast robić wszystko naraz, skoncentruj się na jednej rzeczy. Po jakimś czasie (psychologowie mówią o ok. 30-40 powtórzeniach) nowe zachowania wejdą ci w nawyk.

Na początku zawsze jest najtrudniej, ale jeżeli konsekwentnie utrzymasz swoje postanowienie, to te nowe dobre nawyki staną się stałą częścią twojego życia. A wtedy będziesz mógł wziąć się za kolejną rzecz.

Stwórz presję

Najłatwiej negocjuje się z samym sobą. „30 minut dodatkowej drzemki? No trudno, niech będzie – ale od jutra wstaję wcześniej!”. Ileż razy sam ze sobą prowadziłem takie negocjacje… I zazwyczaj ulegałem.

Ale jest na to lekarstwo – przerzuć część samokontroli na kontrolę innych. Czyli po prostu powiedz znajomym o swoim postanowieniu. Wstyd przed publicznym uznaniem porażki motywuje całkiem nieźle.

Albo – załóż się z kimś, że dotrzymasz swojego postanowienia (albo ustal sobie z kimś podobny cel i rywalizuj kto szybciej / więcej osiągnie). Zazwyczaj odradzam hazard, ale w tym przypadku zrobię wyjątek ;). Perspektywa stracenia choćby nawet 10 zł w przyjacielskim zakładzie potrafi sprawić, że będziesz się bardziej starać.

Ale przede wszystkim (choć na końcu artykułu) – nie poddawaj się

Fot. Flickr / meddygarnet
Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.