Filtrowanie wszystkich postów po tagu "zakupy." Wyczyść filtr

Co jest lepsze: zakup za gotówkę czy może rozłożenie kosztów na raty? Dziś często możemy natknąć się na oferty rat 0%, które wydają się całkiem kuszącą perspektywą. Przynajmniej z punktu widzenia finansowego.

Jak zatem przedstawia się bilans zysków i strat rat 0% w porównaniu z jednorazowym zakupem za gotówkę?

Koszt psychologiczny a zysk psychologiczny

Choć nieoprocentowane raty mogą nie nieść żadnych dodatkowych kosztów finansowych, to nakładają na nas pewien koszt psychologiczny. W momencie, gdy decydujemy się na zakup ratalny, bierzemy na siebie długoterminowe finansowe zobowiązanie. Mamy do spłaty dług – nie dla każdego będzie to komfortowa sytuacja.

Ale jest też druga strona medalu. Mówiąc o rozkładaniu zakupów na raty nie sposób nie wspomnieć o niezwykle istotnej korzyści psychologicznej (i jednocześnie finansowej) – poczucia bezpieczeństwa wynikającego z większej płynności finansowej.

Na czym to polega? Gdy kupujemy za gotówkę jednorazowo pozbywamy się dużej kwoty z portfela. Tracimy możliwość, by po te pieniądze jeszcze kiedykolwiek sięgnąć, na przykład w jakiejś kryzysowej sytuacji.

W przypadku zakupu ratalnego rzecz ma się inaczej. Na koncie zostaje nam cała kwota, a co miesiąc pozbywamy się tylko 1/24 tej sumy (w przypadku rat na dwa lata). Mamy więc solidny zapas gotówki cały czas pod ręką, na wypadek jakichś nieprzewidzianych sytuacji.

Ważne jednak, by te pieniądze traktować dokładnie na takich samych zasadach jak fundusz awaryjny. Nie finansujemy z nich bieżącej konsumpcji – to środki wyłącznie służące nam do zapewnienia finansowej poduszki bezpieczeństwa.

Mniejsza zdolność kredytowa a lepsza historia kredytowa

Gdy ubiegamy się o kredyt, w jakiejkolwiek formie – gotówkowy, kartę kredytową czy kredyt hipoteczny – w formularzu zawsze znajduje się pytanie o wysokość naszych regularnych miesięcznych zobowiązań wynikających z innych kredytów, czy właśnie rat.

Jeżeli kupiliśmy coś na raty i nadal ten zakup spłacamy, to w takim wniosku kredytowym tę informację należy uwzględnić. I ta informacja ma swoją wagę – zostanie ona uwzględniona przy obliczaniu naszej zdolności kredytowej. A im więcej i im większe są nasze dotychczasowe miesięczne obciążenia, tym mniejsza będzie nasza zdolność kredytowa.

Ale tu znów jest też druga strona medalu, którą należy mieć na uwadze. Bo raty mają nie tylko wyłącznie negatywny wpływ na procedurę ubiegania się o kolejny kredyt. Jest też wpływ zdecydowanie pozytywny – budowanie wiarygodności kredytowej.

Jeżeli robiliśmy zakupy ratalne, a miesięczne płatności zawsze wykonywaliśmy w terminie, to dla banku jest to bardzo ważna informacja. To znak, że jesteśmy wiarygodnymi i rzetelnymi kredytobiorcami.

Osoby, które mają dobrą historię spłacania rat będą przez bank lepiej oceniani niż ci, którzy nigdy w życiu nie mieli żadnej formy zadłużenia.

Jeżeli w ciągu kilku najbliższych lat rozważać ubieganie się o kredyt, na przykład hipoteczny, to warto wziąć pod uwagę rozłożenie niektórych większych zakupów, które miałyby miejsce w międzyczasie, na raty (najlepiej 0%). Wpłynie to później pozytywnie na Twoją ocenę kredytową (oczywiście pod warunkiem regularnych spłat).

Utrata potencjalnych korzyści a oszczędności

Załóżmy, że dokładnie prześwietliliśmy warunki rat 0%. Faktycznie, nie ma żadnych odsetek, żadnych prowizji, czy innych dodatkowych kosztów. Czy oznacza to, że na pewno jest to najbardziej korzystny finansowo wariant?

Nie do końca! Musimy mieć na uwadze jeszcze co najmniej dwie rzeczy.

Po pierwsze, kto ma gotówkę – ten może negocjować.  Niewykluczone, że wykładając pełną kwotę na stół uda nam się przekonać sprzedawcę do udzielenia dodatkowego, kilkuprocentowego rabatu. Przy większych zakupach, a przy takich zazwyczaj rozważamy raty, zdecydowanie warto negocjować.

Po drugie, raty 0% mogą mieć inny ukryty koszt. Nie widzimy go, bo szukamy go w zapisach umowy. A tam faktycznie wszystko gra – żadnych dodatkowych opłat czy prowizji. Ale ten koszt może być zupełnie gdzieś indziej – może być już uwzględniony w cenie produktu, który kupujemy. Sklep, który oferuje rozłożenie ceny na raty 0% może mieć wyższe ceny, niż inny sklep, który takich rat nie oferuje. Zawsze warto porównywać ceny.

To koszty, ale są też zyski. Skoro kupując coś na raty nie pozbywamy się od razu całej kwoty, tylko oddajemy co miesiąc po trochu, to tę resztę możemy wykorzystać do generowania dla nas dodatkowych odsetek.

Jakiego rzędu mogą być to zyski? Niestety, raczej nie mówimy tu o dużych kwotach – ale w budżecie domowym przecież nawet małe oszczędności się liczą.

Załóżmy, że kupujemy coś za 1500 zł i rozkładamy to na raty 0% na dwa lata. Oznacza to, że co miesiąc musimy oddać 62,50 zł. Wkładamy całą tę kwotę na konto oszczędnościowe oprocentowane na 2,5% w skali roku.

Co miesiąc dzieją się trzy rzeczy:

  • od pozostałej kwoty odejmujemy kolejną płatność = 62,50 zł
  • dodajemy odsetki z poprzedniego miesiąca
  • przez kolejne 30 dni naliczamy odsetki od kwoty (kwota początkowa – rata + poprzednie odsetki)

Jaki jest wynik po 24 miesiącach? Odsetki wygenerowały nam dodatkowe 40 zł (uwaga: obliczenia bez uwzględnienia inflacji i podatku od zysków kapitałowych).

Podsumowując: mamy szereg plusów i minusów. Jak zwykle, zalecamy aby wszystkie założenia i obliczenia odnieść dla własnej indywidualnej sytuacji. 

Fot. Flickr / Sean MacEntee

Dzień, w którym wypłata wpływa na nasze konto to jeden z najbardziej krytycznych momentów dla naszych osobistych finansów. To czas, w którym mamy okazję zastanowić się nad każdą posiadaną złotówką zanim ją jeszcze wydamy.

W nowy miesiąc możemy z jednej strony wejść bez żadnego planu. Wtedy kolejne 30 dni będzie dla nas niewiadomą i nie będziemy mieli chociażby tej przybliżonej wiedzy o tym, jak będzie wyglądał w przyszłości stan naszego konta. Pozwolenie na to, by sprawy szły swoim dowolnym biegiem i liczenie na to, że na koniec miesiąca zostanie nam mimo wszystko jakaś kwota, którą będziemy mogli zaoszczędzić, rozwiązaniem optymalnym na pewno nie jest.

Rozwiązaniem zdecydowanie lepszym jest naturalnie domowy budżet. Taki budżet to nie tylko narzędzie do gromadzenia wiedzy o naszych finansach. To nie tylko rejestr naszych historycznych wydatków. To również – w pewnym sensie – narzędzie do przewidywania i kształtowania przyszłości naszych finansów.

Dane historyczne o transakcjach gromadzimy także – a może przede wszystkim – po to, by na ich podstawie wnioskować i przewidywać o przyszłej strukturze naszych wydatków. Patrząc na to, jak układał nam się domowy budżet w poprzednich miesiącach, możemy zaplanować nasze wydatki na nadchodzący miesiąc.

W Kontomierzu służy do tego moduł „Planuj”.

Najbardziej klasycznym ujęciem planowania wydatków jest ustawienie sobie, a następnie monitorowanie limitów wydatków w poszczególnych kategoriach zakupów. To możecie ustawić sobie w zakładce „Budżety”. Kontomierz pokaże Wam wtedy jakie wydatki sobie założyliście, ile do dzisiaj realnie na tę kategorię wydaliście oraz jak wygląda zaawansowanie kosztowe w tej kategorii. Ta ostatnia rzecz mówi o tym, czy jest ryzyko, że przekroczycie swój budżet – biorąc pod uwagę dotychczasowe wydatki i to ile dni zostało jeszcze do końca miesiąca.

Tu również możecie przejrzeć swoje zdefiniowane budżety dla zeszłych miesięcy. Dzień wypłaty to dobry moment, by przyjrzeć się takim historycznym danym i zadać sobie kilka pytań, które pomogą ustawić sobie właściwe cele na kolejne dni:

  • Ile wydawałem na poszczególne kategorie wydatków w zeszłych miesiącach?
  • Czy gdzieś nie zmieściłem się w swoim budżecie?
  • Jeżeli tak, to dlaczego? Czy był to jednorazowy przypadek czy miesiąc-w-miesiąc przekraczam tu swój limit?
  • Co mogę z tym zrobić? Czy przyczyną są zbyt ambitne limity czy za mała kontrola nad wydatkami w tej kategorii?

Dzień wypłaty to też najodpowiedniejszy moment na to, aby zadbać o swoje oszczędności. To już wtedy powinniśmy wygospodarować zaplanowaną kwotę, którą chcemy odłożyć i oddzielić ją od budżetu na bieżące wydatki. Przez kolejne 30 dni powinniśmy żyć za to, co nam zostanie już po wygospodarowaniu założonej kwoty na oszczędności.

Dlaczego to takie ważne? Odłożenie odpowiednich oszczędności już na początku miesiąca daje nam przewidywalność – wiemy dokładnie o ile zwiększy się stan naszych oszczędności każdego miesiąca. Gdybyśmy zostawili to na koniec miesiąca i oszczędzanie „z tego, co zostało”, to najprawdopodobniej zróżnicowanie byłoby tu znacznie większe, zaś same kwoty odłożonych oszczędności niższe.

Wyciągnięcie sobie z budżetu kwoty na oszczędności już na początku miesiąca daje też motywację do tego, by zmieścić się w tym, co nam zostanie po takiej operacji.

To wszystko znane jest jako zasada „najpierw płać sobie”.

W Kontomierzu co miesiąc uaktualniamy nasz ranking lokat. Zatem jeżeli co miesiąc generujecie w swoich budżetach jakieś oszczędności, to nasz ranking jest bardzo dobrym źródłem informacji o tym, gdzie te pieniądze można najkorzystniej zdeponować.

Kolejnym krokiem w kierunku jak największej przewidywalności naszych miesięcznych budżetów to spisanie wydatków stałych. Czyli takich, które są stosunkowo niezmienne (i nieuniknione) z miesiąca na miesiąc. Sam wliczam tu między innymi kwoty za wynajem mieszkania, internet, gaz, energię i opłaty spółdzielni. Te trzy ostatnie rachunki mają drobne wahania kwot z miesiąca na miesiąc, ale z grubsza jestem w stanie założyć ile średnio w miesiącu wydaję na każde z tych mediów. Mogę to zrobić chociażby wyciągając średnią z danych historycznych.

Takie wydatki stałe możecie zapisać w Kontomierzu w zakładce „Planer”. Wówczas otrzymacie powiadomienie przed każdą zbliżającą się płatnością tego typu oraz ogólną informację o tym, ile ten typ wydatków Was kosztuje w danym miesiącu. Do Planera możecie też wpisać kwoty przewidywanych dochodów. Dzięki temu będziecie mieć już komplet danych i wiedzę o tym jaki jest udział wydatków stałych w Waszym miesięcznym budżecie i ile zostaje Wam na wydatki płynne.

Podsumowując, dzień wypłaty to najlepszy moment na to, aby:

  • od razu odłożyć zaplanowaną kwotę jako oszczędności
  • założyć odpowiednie kwoty wydatków stałych
  • a w przypadku wydatków płynnych, tam gdzie to wskazane, nałożyć sobie miesięczne limity i regularnie je monitorować

Fot. Flickr / comedy_nose

Wchodzimy już z impetem w okres przedświątecznych zakupów. Grudzień to nigdy nie jest łatwy miesiąc dla naszych kont i portfeli, a okazji do wydawania pieniędzy jest aż zanadto.

Już teraz, dzięki badaniom różnych firm, możemy znaleźć w sieci różne szacunki co do tego, ile przeciętnie wydamy w tym roku przy okazji świąt.

I tak według szacunków Groupona, średnio na same prezenty świąteczne wydamy 486 złotych. Z kolei Deloitte jak co roku przeprowadziło własne badania planowanych wydatków i tu – biorąc pod uwagę wszystkie zakupy związane ze świętami – przeciętna polska rodzina wyda średnio 1 158 złotych na świąteczne przygotowania. I, co ciekawe, jest to kwota wyższa o 13% niż rok wcześniej. To o tyle interesujące, że na ten wzrost wydatków w tym roku minimalny wpływ mogła mieć inflacja. Wygląda więc na to, że to my sami decydujemy, że święta 2014 będą nieco bogatsze.

Źródło: Brief.pl

Blisko 500 zł na prezenty, 1 150 zł na wszystkie świąteczne przygotowania. Jakkolwiek by na te kwoty nie patrzeć, to są to całkiem duże pieniądze. I mimo, że „przeciętny Polak” zamierza wydać na te święta więcej niż przed rokiem, to my przecież wcale nie musimy podążać za tym trendem. Nie musimy nadwerężać naszego portfela na święta, wręcz przeciwnie – mamy teraz okazję ku temu, by dużo zaoszczędzić. A co najlepsze, to wcale nie oznacza, że pod choinką będzie mniej prezentów lub będą one mniej okazałe.

Możemy wydać dużo mniej, kupując dokładnie to samo! Trzeba tylko wszystkie zakupy zaplanować wcześniej i porównać ceny.

Właśnie teraz w internecie pojawiają się kolejne świąteczne „poradniki prezentowe”. Taki też, jak co roku, przygotował serwis The Verge. I to jest istna skarbnica wiedzy o tym, jak bardzo cena tego samego produktu może różnić się między dwoma sklepami. Spójrzcie choćby na przykład tego zestawu klocków Lego Star Wars.

Tu cena z Amazonu:

A tu ten sam zestaw na stronie Lego:

136 dolarów na Amazonie i 109 dolarów na stronie producenta. 25% różnicy. Mówiąc w olbrzymim skrócie: jedno kliknięcie decyduje o tym, czy przepłacimy za dany produkt aż o jedną czwartą!

To doskonale ilustruje, jak duże możliwości mamy, jeżeli chodzi o kontrolowanie naszego świątecznego budżetu.

A do tego wcale nie trzeba patrzeć na zagraniczne serwisy, robić zakupów w Amazonie, ani nawet robić zakupów przez internet. W sklepach stacjonarnych różnice w cenie różnych zakupów świątecznych też mogą być ogromne. I to nawet w obrębie jednej galerii handlowej!

Świetne porównanie przygotował tu serwis Pieniądze.Gazeta.pl.

Powołując się ponownie na raport Deloitte, naszym bliskim najchętniej na prezent kupimy książki, kosmetyki, perfumy i słodycze. No to zobaczmy jak na przykładzie perfum mogą wyglądać różnice w cenach. Gazeta porównała ceny szarego Hugo Bossa między perfumerią Douglas, a siecią SuperPharm. Jaką obstawiacie różnicę? 30 złotych, 50…? No może maksymalnie 100 złotych? Nie – dużo więcej!

Cena w Douglasie to 479 zł, a w SuperPharm 199,99 zł. 279 zł różnicy, ponad dwa razy mniej!

Zdecydowanie polecam zapoznanie się z pełnym zestawieniem. To naprawdę otwiera oczy i pokazuje jakie mamy możliwości do zaoszczędzenia pieniędzy w tym trudnym dla portfela okresie :).

Tylko niestety dla nas – konsumentów, nie ma tu żadnej reguły. Nie jest tak, że w Amazonie jest zawsze drożej niż na stronach producentów. Nawet w tym samym poradniku prezentowym z The Verge znajdziemy przykłady, gdzie to właśnie Amazon daje najlepszą cenę. Nie jest też tak, że w Tesco czy w dyskoncie zawsze będzie taniej niż w sklepach innych sieci.

Wszystko musimy sprawdzić sami – patrząc na ceny konkretnych produktów w konkretnych sklepach. Okazji do zaoszczędzenia nawet kilkuset złotych jest mnóstwo. Musimy tylko dać sobie czas, by móc te ceny w różnych sklepach porównać. Ostatnie kilka godzin przed Wigilią z pewnością nie wystarczy, dlatego „choinkowe” zakupy warto zacząć dużo wcześniej. W ten sposób oszczędzimy nie tylko pieniądze, ale też oszczędzimy sobie stresu i pośpiechu, które są nieodłącznie związane z robieniem zakupów na ostatnią chwilę.

Fot. Flickr / dave416

Ogólne Strategie zakupowe: Jak mądrze wydawać pieniądze?

  • 22 listopada 2014
  • Krzysztof Sobolewski
  • 7 comment

Oszczędzanie to nie tylko tamowanie wycieków z portfela, szukanie najlepszych lokat i inwestycji. To także rozsądne, przemyślane wydawanie pieniędzy.

To zdumiewające ile można zaoszczędzić jeżeli tylko ograniczy się impulsywne zakupy, a zacznie się kupować tylko to, co naprawdę potrzebne. Bez podążania za modą, bez oglądania się na znajomych – a jedynie kierując się własnym rozsądkiem i potrzebami.

Jak sprawić, aby te wydatki faktycznie były przemyślane? Warto aby nasz „proces decyzyjny” obejmował te trzy kroki:

Daj sobie czas na zastanowienie

Przede wszystkim potrzebny jest czas, byśmy w ogóle mieli kiedy te zakupy przemyśleć. Zbyt często podejmujemy decyzje pochopnie. Od drobnych decyzji zakupowych, gdy wybieramy co włożyć do koszyka (takie drobne decyzje też mają wpływ na domowe finanse!) i czasami nawet aż po większe zakupy na kilkaset, czy nawet kilka tysięcy złotych.

Czas to najlepszy sojusznik w walce z impulsywnymi zakupami i mniejszymi i większymi zachciankami. Cierpliwość popłaca.

Czas jest też pomocny w innej sprawie. Odkładając zakup z „teraz” na „później” dajemy sobie szansę na skorzystanie z obniżek, promocji i wyprzedaży. Na przykład teraz wchodzimy w okres, gdzie możemy sporo zaoszczędzić (w wybranych kategoriach produktowych, przede wszystkim w elektronice): 28 listopada przypada Black Friday, a w kolejny poniedziałek Cyber Monday. Korzystają na tym przede wszystkim klienci z zagranicy, ale i w Polsce można coś na tym ugrać (np. kupując w Amazonie lub sklepie Apple; a i być może niektóre polskie sklepy „obchodzą” to wyprzedażowe święto).

Szukaj tańszych opcji

Zwłaszcza przy droższych zakupach zawsze warto zbadać rynek i poszukać najtańszej dostępnej oferty. I wcale nie zawsze musi to oznaczać zwiedzanie każdego sklepu w okolicy. Dobrą pomocą są dla nas w tym przypadku internetowe porównywarki cen. Warto przeszukać takie serwisy jak Ceneo czy Skąpiec w poszukiwaniu produktu, który chcemy kupić.

Nawet jeżeli nie zdecydujemy się na zakupy za pośrednictwem tych porównywarek, to na pewno zyskamy jakieś rozeznanie w kwestii cen i tego, co faktycznie można uznać za korzystną ofertę.

Naturalnie, do cen należy podchodzić z pewnym dystansem. Nie zawsze najtańsza oferta będzie dla nas najkorzystniejsza. Gdy coś jest zbyt tanie, by było prawdziwe, to jest duże ryzyko, że to przekręt.

O tym jak łatwo dać się oszukać pokazuje historia sprzed ostatnich kilku dni. Sklep internetowy oferujący markową odzież okazał się być jednym wielkim oszustwem. Autorzy przekrętu zdążyli przez tylko trzy tygodnie swojej działalności wyłudzić ponad 400 tysięcy złotych!

I jeszcze jedna rzecz! Szukanie tańszych opcji to nie tylko porównywanie ofert w sklepach. Czasami oznacza to również decyzję „nowy czy używany?” Tu też jest pole do dużych oszczędności. Kupowanie „używek” oznacza jednak też więcej naszej pracy – przy weryfikacji sprzedającego jak i samego produktu.

Zobacz jak jeszcze możesz zaoszczędzić na zakupach online

Sprawdź swój budżet

Kolejnym podstawowym pytaniem, które jak najbardziej warto sobie zadać jest „czy mnie w ogóle na to stać?” I to jest moment, w którym trzeba zajrzeć do swojego domowego budżetu i to właśnie tam poszukać odpowiedzi na to pytanie.

Oto kilka sygnałów ostrzegawczych, które mogą podpowiadać, że dany zakup jest niewskazany (przede wszystkim chodzi o „duże” zakupy):

  • musisz ten zakup sfinansować kredytem
  • zakup będzie oznaczał dla ciebie kolejne zadłużenie na karcie kredytowej
  • nie uwzględniłeś tego wydatku w swoich planach finansowych, jest to coś, co pojawiło się niedawno
  • nie zbudowałeś jeszcze funduszu awaryjnego, który dawałby ci odpowiednie poczucie bezpieczeństwa finansowego
  • po tym zakupie skończysz miesiąc „na minusie”

Fot. Flickr / danielfoster437

Ogólne Zakupy w czasach kryzysu - sprawdzone porady na tańsze kupowanie

  • 15 października 2012
  • Krzysztof Sobolewski
  • 5 comment

Gdzie szukać oszczędności? W sklepach! - na codziennych zakupach. Ja co miesiąc wydaję około 1200 zł na różne zakupy „do domu” i jestem przekonany, że jest tu miejsce na jakieś oszczędności. A jeżeli masz większą rodzinę, większe wydatki to i pewnie większe pole do ewentualnych oszczędności.

Jeżeli na poważnie szukasz istotnych luk w swoim budżecie domowym, to ważne, byś ograniczył zakupy do rzeczy, które są potrzebne. „Ale ja kupuję same przydatne rzeczy!” Czy na pewno?

Warto przyjrzeć się swoim zakupom, a szczególnie emocjom, które się gdzieś w okolicy pojawiają. Kupowanie tylko i wyłącznie dla poprawy humoru – to często droga do nadmiernych wydatków. Nie mówię, że dobry nastrój nie jest ważny, ale w momencie, kiedy każda złotówka oszczędności jest ważna, to coś trzeba poświęcić. Tak samo jest z zakupami dla samej przyjemności zakupów. Oszczędzając, takich przyjemności trzeba sobie częściej odmawiać.

Rób zakupy z listą. To jedna z najczęściej powtarzanych porad w tym temacie. I nie bez powodu – ona po prostu jest skuteczna. Przed wyjściem na zakupy pomyśl nad tym, co chcesz kupić (już samo to pomaga!). Nie idź do sklepu bez żadnego z planu, jedynie z myślą, że „jak trafię na coś, czego potrzebuję, to włożę to do koszyka”. Plan musisz mieć jeszcze przed wyjściem z domu – sprawdź czego brakuje, co już się kończy i wpisz to na listę zakupów. I potem trzymaj się tej listy już podczas samej wizyty w sklepie.

Jeżeli kupujesz coś, co nie jest Ci potrzebne, to to nie jest żadna „okazja”. Nawet nie zwracaj uwagi na rzeczy, których nie potrzebujesz. To kolejny krok do tego, by kupować tylko rzeczy, które są naprawdę potrzebne. Ale to nie wszystko. Ważne też, aby nie kupić za dużo.

Nie kupuj z pustym żołądkiem. Kolejny oszczędnościowy evergreen, ale też skuteczny. Jeżeli idziesz do sklepu „na głodnego” to prawie na pewno kupisz więcej niż potrzebujesz!

Nie tylko kupuj mniej. Kupuj też rzadziej. Kupowanie z mniejszą częstotliwością, ale bardziej przemyślane ma wiele zalet. Wyrabia nawyk planowania – musisz pomyśleć o tym ile czego w jakim czasie zużyjesz – i pod to dostosować swoją listę zakupów. Kupuj na zapas, ale w taki sposób, by cały ten zapas wykorzystać w zakładanym czasie. Tak, aby nic się nie zmarnowało. To oczywiste, robienie zapasów rzeczy, które się szybko psują, nie ma najmniejszego sensu.

Rzadsze robienie zakupów to jeszcze jedna korzyść – mniej okazji do ulegania pokusom i impulsywnym zakupom. No i mniej wycieczek do sklepów, więc oszczędność czasu i kosztów transportu. Za to podczas takiej jednej zakupowej wycieczki możesz odwiedzić więcej sklepów i poszczególne produkty kupować tam, gdzie są one najtańsze. W codziennych zakupach to żadna oszczędność i strata czasu, ale w zakupach robionych na cały tydzień robi się to opłacalne.

Po raz kolejny okazuje się, że w trzymaniu dyscypliny finansowej kluczowe jest planowanie. W przypadku zakupów – na kilka dni, a nawet tygodni do przodu.

Targuj się. Nie zawsze jest na to miejsce i czas i nie wszędzie się to opłaca, ale jest kilka takich okazji, kiedy można zaoszczędzić kilkadziesiąt, a nawet kilkaset złotych. Mój ulubiony przykład to sklepy z elektroniką. Można w nich wynegocjować 2-3% rabat przy zakupach – pod warunkiem, że masz w ręku gotówkę.

Zwracaj uwagę na szczegóły. Teraz, gdy producenci tak bardzo lubią bawić się w downsizing (zmniejszanie objętości opakowań przy pozostawieniu stałej ceny) to bardzo ważne: sprawdzać wielkość opakowań i porównywać ceny jednostkowe (w sklepach zazwyczaj oznaczane bardzo małą czcionką) – czyli ile zapłacimy za kilogram lub litr danego produktu.

Nie sądzę, aby to była pełna lista dobrych nawyków zakupowych – pewnie macie też swoje własne tricki na kupowanie taniej. Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach!

Fot. Flickr / Mike Behnken

Ogólne Na co Cię stać?

  • 15 grudnia 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 0 comment

Stać Cię na wszystko, ale nie na wszystko na raz.

Pytanie „czy stać mnie na to?”, czy nawet bardziej dosadne „na co Ci to?”, pojawia się od czasu do czasu przy rozważaniu większych zakupów. Jak określić tę granicę, która oddziela rzeczy, na które nas stać, od tych poza zasięgiem? Gotówką w portfelu, limitem na karcie, zdolnością kredytową?

Każdy zakup oznacza poświęcenie czegoś innego

Wydawanie pieniędzy to sztuka wyboru. Chyba nikogo z nas nie stać teraz na spełnienie wszystkich planów i marzeń. Niektóre zamierzenia trzeba odkładać, z innych rezygnować całkowicie. Po to, by realizować te najważniejsze.

Planując budżet, a potem wydając pieniądze – dokonujemy wyborów.

Przed ważniejszymi wyborami (większymi zakupami) warto zadać sobie kilka pytań. Właśnie po to, by ocenić  - czy stać Cię na to.

Jak zamierzasz sfinansować zakup?

To akurat bardzo proste kryterium – jeżeli tę nową rzecz musisz finansować kredytem lub pożyczką, to raczej Cię nie stać. Chyba, że stać Cię nie tyle na sam zakup, co na kredyt i spłatę rat co miesiąc. W przypadku mieszkania, domu to oczywiste – większość z nas nie może pozwolić sobie na kupno takiej nieruchomości za gotówkę.

Ale w przypadku kredytu konsumenckiego lub zadłużaniem się na karcie kredytowej jest trochę inaczej. To drogie kredyty, gdzie samo nominalne oprocentowanie sięga często 20% w skali roku, a RRSO o wiele więcej.

Naprawdę rzadko kiedy natychmiastowa radość z zakupu nowej zabawki jest warta tych dodatkowych kosztów.

Czy masz już jakieś długi? Czy ten zakup oznacza powiększenie istniejącego zadłużenia?

A co jeśli decydujesz się na zakup na raty – być może zmusiła Cię do tego konieczność (przecież nie wszystkie duże zakupy to zabawki, czasami trzeba kupić coś potrzebnego – lodówkę, kuchenkę itp.)?

Przy decyzji kredytowej bank weźmie pod uwagę nie tylko Twoje dochody i koszty utrzymania, ale także istniejące obciążenia kredytowe.

Najlepiej więc będzie, jeżeli Ty jeszcze przed podjęciem decyzji o zakupie na kredyt, policzysz jak to nowe zobowiązanie wpłynie na wysokość płaconych miesięcznie rat.

Kredyt na mieszkanie, kredyt na samochód, spłata karty kredytowej – wszystko zsumuj i odnieś do swoich dochodów. Ogólnie przyjęta zasada jest taka, że kredyty są bezpieczne jeśli ich spłata pochłania najwyżej 50% miesięcznego budżetu.

Czy w razie sytuacji awaryjnych będziesz mieć środki do życia?

Nigdy nie zaspokajaj swoich zachcianek środkami z funduszu awaryjnego! A jeżeli nie masz jeszcze takich środków, które zabezpieczałyby Cię finansowo przed nieprzewidzianymi wydatkami i innymi awaryjnymi sytuacjami – lepiej w pierwszej kolejności przeznacz oszczędności na ten cel.  To zawsze jest lepszy/bezpieczniejszy/praktyczniejszy wybór.

Czy wypełniasz swój finansowy plan?

Jak te nowe zakupy wpisują się w Twój finansowy plan? Czy wcześniej w ogóle planowałeś ten zakup, czy jest to wydatek spontaniczny?

W jaki sposób wpisuje się to w Twój długoterminowy plan? Finansujesz to ze środków na bieżące wydatki, czy podbierasz z części budżetu przeznaczonego na inny cel – emeryturę, mieszkanie itp.?

Czy ten zakup będzie oznaczał, że będziesz musiał odłożyć w czasie jakieś inne plany?

Czy przemyślałeś tę decyzję?

Większe zakupy zawsze warto dobrze przemyśleć. A do tego potrzebny jest czas. Im więcej go upłynie od chwili pierwszej decyzji do momentu ewentualnego zakupu, tym lepiej.

W tym czasie często ochota na zakup mija. Dochodzimy do wniosku, że to jednak nie jest nam wcale potrzebne, albo nie podoba się to już tak bardzo jak przy pierwszym wrażeniu.

Przykładowa zasada jaką można tutaj zastosować, to dać sobie jeden dzień namysłu na każde 100 zł do wydania. Choć przy naprawdę dużych zakupach może to się jednak nie sprawdzić.

--

Czasem już odpowiedź na jedno z tych pytań pomaga powstrzymać się przed niekoniecznie najwłaściwszym zakupem. I najczęściej jest to dobra decyzja. 

Fot. Flickr / SlipStreamJC

Ogólne Szaleństwo zakupów

  • 29 listopada 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 1 comment

W Czarny Piątek - wielkie święto obniżek, wyprzedaży i zakupów - Amerykanie wydali ponad 11 miliardów dolarów. O blisko 7% więcej niż przed rokiem. Kryzys? - jaki kryzys?

Dziś, gdy czytamy realcje z tego dnia w Stanach, można się nieźle przerazić tym, co ludzie potrafia zrobić dla Xboxa przecenionego o 50%. Koczowanie przed sklepem (dosłownie - pola namiotowe), wielki wyścig tuż po otwarciu, a nawet gaz pieprzowy i inne gadżety.

Oczywiście w zakupach nie ma nic złego - o ile robimy je z głową i nie rzucamy się do wyścigu z resztą hipermarketu, bo właśnie ogłosili promocję schabu…

Według badań Deloitte, w Polsce przeciętna rodzina zamierza wydać na święta Bożego Narodzenia około 2000 zł. O 200 zł więcej niż rok wcześniej.

Właśnie zaczyna się sezon świątecznych zakupów i sprzedawcy będą się mocno starać, by z tych dwóch tysięcy zgarnąć jak najwięcej dla siebie. Czasem uczciwymi promocjami, ale także stosując techniki manipulacji (lub łagodniej ujmując: wpływu społecznego), czy po prostu grając nieuczciwie.

Jako świadomi konsumenci właśnie teraz powinniśmy przełączyć się w tryb wysokiej ostrożności. I uważać na takie triki jak:

Ograniczenie czasowe. Obniżona cena obowiązuje “tylko dziś”. Ta technika narzuca nam pośpiech i nie daje wystarczająco dużo czasu na rozważenie decyzji. I jest często stosowana właśnie w przypadku droższych rzeczy (chociażby RTV/AGD), przy zakupie których wolelibyśmy się dłużej zastanowić. Na tym właśnie polega szaleństwo Czarnego Piątku.

Dobrym nawykiem jest odkładanie większych zakupów o kilka lub kilkanaście dni, by dać sobie czas na zastanowienie - zdarza się, że po tym czasie ochota na nową konsolę przechodzi.

Dwa w cenie jednego. Nie dość, że dostajemy dodatkową rzecz, której wcale nie potrzebujemy, to jeszcze przepłacamy. Typowym zjawiskiem w tej promocji jest to, że cena pojedynczego produktu w takiej “paczce” jest zawyżana. Myślisz, że płacisz za jeden, faktycznie płacisz za półtorej, dostajesz dwa.

Obniżka, która nie jest obniżką. To chwyt, który zdecydowanie przekracza granice oszustwa. Sprzedawca na dzień przed promocją zawyża cenę towaru, by potem pokazywać starą cenę jako promocyjną. Przykładowo, towar, który normalnie kosztuje 249 zł: na moment jest wyceniany na 299 zł, by potem ogłaszać wielką okazyjną obniżkę o 50 zł. Takimi rzeczami zajmuje się UOKiK.

Ścieżki zakupowe. Coś, co regularnie widać w dużych hipermarketach. Produkty (zwłaszcza te najbardziej potrzebne) w sklepie ułożone są w takich miejscach, byśmy musieli przejść jak największy dystans - po drodze oglądając jak najwięcej produktów. Lepiej planować swoje zakupy i robić je z listą - po to, aby taki wymuszony spacer nie sprawił, że kupimy coś, czego nie potrzebujemy.

Kup nawet, jeśli Cię nie stać. W sklepach coraz częściej można znaleźć stoiska obsługujące zakupy ratalne, a sieci oferują założenie karty kredytowej w partnerskim banku. Po to, abyśmy wydali pieniądze, których jeszcze nie mamy. Według wspomnianych badań Deloitte, co czwarta polska rodzina będzie finansować te święta kredytem.

Fot. Flickr / tshein

Ogólne Na co Ci impulsywne zakupy?

  • 16 marca 2011
  • Krzysztof Sobolewski
  • 5 comment

Na co ci impulsywne zakupy?

Taka historia na pewno zdarzyła się co najmniej raz każdemu. Zwykle zaczyna się niewinnie – wchodzisz do sklepu z zamysłem kupienia kilku rzeczy do domu. Kończy się jednak zdziwieniem, gdy ekspedientka nabija na kasę kolejne produkty, a suma do zapłaty jest znacznie wyższa niż to, co wcześniej zakładałeś.

Coś po drodze nie zagrało.

Tym czymś pewnie były zakupy pod wpływem impulsu. Dają co prawda przyjemną chwilową ulgę, ale w dalszej perspektywie widać niestety chudszy portfel. A i może pojawią się nawet jakieś wyrzuty sumienia…

Czas powiedzieć sobie wprost – ulegamy impulsom. I choćby nie wiem za jak silnych i odpornych na pokusy byśmy się uważali i tak od czasu do czasu trafi się jakiś słabszy dzień, kiedy dla poprawienia humoru kupimy jakąś całkiem niepotrzebną rzecz. W takich sytuacjach naszej silnej (a chwilowo osłabionej) woli przydałaby się drobna pomoc.

Sprzedawcy doskonale wiedzą jak wykorzystać takie chwilowe słabości na swoją korzyść. Drobne produkty przy kasach, eksponowanie promocji i okazji – to wszystko pułapki zastawiane na naszą silną wolę. Czasami się ugniemy, czasami nie.

Czy można zwiększyć swoje szanse w walce z impulsami? Można!

Najlepszym sojusznikiem w walce z impulsywnymi zakupami jest chwila na zastanowienie.

Tak się niefortunnie składa, że najczęściej żyjemy w pośpiechu i w taki sam sposób robimy zakupy. Do tego dochodzi zmęczenie po pracy, inne obowiązki i tak dalej… Więc w sklepie przełączamy się na autopilota.

A wtedy bardzo łatwo wrzucić do koszyka coś, czego wcale wcześniej nie planowaliśmy kupować.

Jak więc zyskać tę chwilę na zastanowienie – i oszczędzić pieniądze ograniczając impulsywne zakupy?

Ruszamy z akcją „NA CO CI TO?”

Na co ci to - karta do druku

Pomysł na tę akcję zrodził się podczas jednego z naszych ostatnich konkursów na Facebooku, gdzie Jolanta zaproponowała bardzo ciekawy sposób na ograniczanie wydatków.

Zasada jest bardzo prosta, ale skuteczna – powstrzymujemy się przed impulsywnymi zakupami zadając sobie jedno pytanie „na co ci to?”.

Takie proste pytanie naprawdę potrafi zdziałać cuda!. Wyłącza sklepowego autopilota i z powrotem przestawia nas w tryb racjonalnego myślenia. A wraz z tym włącza większą świadomość zakupową.

I nagle część rzeczy w koszyku okazuje się być zupełnie niepotrzebna. Na co mi to? – Na nic! Dobrze, gdy jest jeszcze czas, by odłożyć je z powrotem na półkę. :)

A jeżeli chcesz się poczuć jeszcze lepiej, to podczas odkładania tych zbędnych produktów podlicz ile one wszystkie w sumie kosztowały. Właśnie oszczędziłeś te pieniądze!

Przygotowaliśmy kilka takich przełączników uruchamiających racjonalne podejście do zakupów. To „przypominajki” w formacie karty kredytowej, idealnie pasujące do portfela. A na nich kluczowe pytanie: „na co ci to?”.

Na co ci to - karta do druku

Zapiszcie je sobie na dysku (prawy klik - zapisz obraz jako...), wydrukujcie i włóżcie do portfela. Dostaniecie +10 do odporności na impulsywne zakupy :).

Wystarczy rzut oka na taką przypominajkę i już wiadomo o co chodzi. To szansa na zastanowienie się nad sensownością zakupu jeszcze zanim sięgniemy po pieniądze.

Dołącz do akcji!

To naprawdę skuteczna i bezkosztowa metoda na oszczędności i lepsze samopoczucie.

Dołączcie z nami do akcji NA CO CI TO na Facebooku! Chcemy namówić jak najwięcej osób do takiego lepszego podejścia do zakupów.

Ogólne Pułapki na zakupach

Pułapki na zakupachWybierając się na zakupy stajemy do walki. Naszymi przeciwnikami są specjaliści od merchandisingu, czyli osoby które organizują działalność sklepów w ten sposób, byśmy kupowali więcej. Patrząc przy kasach na wypełnione po brzegi wózki i koszyki można dojść do wniosku, że w tej rywalizacji są oni zdecydowanie górą.

Czy można się przed tym bronić? Czy możemy wydawać mniej na zakupy, a przy tym kupować wszystko co nam naprawdę potrzebne? Oczywiście jest to możliwe – zachęcam do zapoznania się z listą 11 pułapek czyhających na kupujących. Ich poznanie ułatwi nam zwrócenie uwagi na zachowania, które generują niepotrzebne wydatki w naszych portfelach.

1. Lista – jeżeli na zakupy wybierzemy się bez listy, to z pewnością wydamy więcej niż byśmy chcieli. Robienie zakupów bez choćby ogólnego planu zazwyczaj kończy się wrzucaniem do koszyka wszystkiego co "kiedyś może się przydać".

2. Głód
– jeżeli idziemy na zakupy będąc głodnym, to z pewnością kupimy dużo więcej jedzenia niż potrzebujemy. Człowiek ma tendencje do „jedzenia wzrokiem” w związku z czym w koszyku wyląduje wszystko co chcielibyśmy akurat zjeść.

3. Układ sklepu – ułożenie towarów w sklepach nie jest przypadkowe. Przy wejściu zazwyczaj znajdziemy towary sezonowe i promocyjne. Pieczywo kupimy na końcu sklepu, bo w ten sposób w drodze po chleb zwiedzimy wiele innych alejek.

4. Ułożenie towaru - na wysokości wzroku ułożone są towary, które handlowcy chcą sprzedać w pierwszej kolejności – badania wskazują, że chętniej sięgamy po to, co rzuci się nam w oczy. Towary pierwszej potrzeby znajdziemy poniżej lub powyżej wysokości wzroku.

5. Zapach – to co często skłania nas do zakupów to przyjemny zapach. Dlatego w wielu sklepach pieczywo wypieka się na miejscu – w ten sposób nie tylko kupujemy więcej świeżych bułeczek, ale także innych towarów, bo wpadamy w nastrój zachęcający do większych zakupów.

6. Oświetlenie – na wielkość naszych zakupów ma wpływ także oświetlenie sklepów. Dzięki niemu owoce wydają się mieć bardzo intensywne kolory, a mięso zdaje się być wyjątkowo świeże.

7. Wózek – duży wózek powoduje, że nawet spora ilość towarów nie robi potężnego wrażenia. Dopiero przekładając zakupy do toreb zdajemy sobie sprawę jak dużo kupiliśmy.

8. Promocje – nie wszystko złoto co się świeci. Zdarzają się promocje, w których poprzednia, wyższa cena nigdy nie obowiązywała. Nie warto też kupować czegoś tylko dlatego, że jest tańsze niż zwykle.

9. Gratisy – często jesteśmy kuszeni także dodatkowymi towarami, które do zakupów otrzymujemy „gratis”. Niestety często okazuje się, że produkt bez gratisu jest tańszy.

10. Impulsy – stojąc w kolejce przy kasie mamy możliwość kupienia gum do żucia, batoników, czekolad i innych niewielkich towarów, które niemal same wpadają nam w ręce. To tzw. towary impulsowe, czyli takie które kupujemy pod wpływem chwili – np. wtedy gdy nudzimy się stojąc w kolejce.

11. Programy lojalnościowe
– nie warto robić zakupów w droższym sklepie tylko dlatego, że przy każdej wizycie zbieramy punkty w programie lojalnościowym. Zazwyczaj nagrody są przeciętnej jakości, a żeby je zdobyć trzeba zostawić w sklepie bardzo dużo pieniędzy.

Jakie zakupowe pułapki są Waszym zdaniem najskuteczniejsze i jak sobie z nimi radzicie? Zachęcam do zostawiania komentarzy i dyskutowania na forum!

Fot. SXC.HU / tangi

Nowe zasady dotyczące cookies. Używamy plików cookies do zapewnienia Ci wygodnego korzystania z serwisu, gromadzenia danych analitycznych i statystycznych oraz wyświetlania reklam dostosowanych do Twoich preferencji i przeglądanych treści. Kontynuując przeglądanie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies w powyższym celu przez nas (Kontomierz.pl sp. z o.o.) i naszych partnerów. Możesz zmienić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies, w tym zablokować te pliki, w ustawieniach przeglądarki. W związku z korzystaniem z serwisu przetwarzamy również dane osobowe. Zapoznaj się z polityką prywatności Kontomierz.pl, aby dowiedzieć się więcej o przetwarzaniu Twoich danych osobowych i plikach cookies.