Wakacje, urlopy i wszelkie letnie wyjazdy i imprezy zazwyczaj wiążą się z dużymi wydatkami. Im większą rodzinę masz na utrzymaniu – z tym większymi kwotami trzeba się liczyć planując wakacje. Nic dziwnego, że te trzy miesiące lata to kolejny okres żniw dla firm pożyczkowych i banków oferujących szybkie kredyty gotówkowe na wakacyjne wycieczki.

Lato jeszcze nawet się nie zaczęło, a już można znaleźć całe mnóstwo reklam kredytów z wakacyjnym motywem. Wakacje to dla banków szczytowy okres, który można spokojnie porównać do tego, co dzieje się tuż przed końcem roku i świętami Bożego Narodzenia.

My na blogu Kontomierza wielokrotnie udowadnialiśmy, że od takiego napędzanego kredytami konsumpcjonizmu jest nam dość daleko. Nawet nie „dość”, a „bardzo” daleko – gdy tylko możemy, namawiamy do unikania kredytów, a zamiast tego do starannego planowania wydatków (a w przypadku dużych wydatków – planowania z dużym wyprzedzeniem) i uważnego zarządzania domowym budżetem.

Wakacyjne wydatki to doskonała okazja, by te zasady wprowadzić w życie. Oto kilka sposobów, dzięki którym można zaplanować swoje wakacje tak, by nie wymagały one posiłkowania się kredytami (a przynajmniej nie w tak dużym stopniu, jak zwykle).

Oczywiście, pierwsza rzecz, która przychodzi do głowy, to planowanie wakacyjnych wyjazdów z solidnym wyprzedzeniem. No ale mamy czerwiec, więc to rada raczej na kolejny rok. W każdym razie, zdecydowanie łatwiej jest odkładać 200 złotych co miesiąc przez rok, niż obudzić się w lipcu czy sierpniu i na ostatnią chwilę szukać w domowym budżecie trzech tysięcy na wakacyjny wyjazd.

Zależnie od tego, na jakim etapie jesteś w zarządzaniu swoimi finansami, stojąc przed „koniecznością” szybkiego znalezienia takiej kwoty, staniesz przed takimi trzema opcjami:

  1. sfinansować wyjazd ze swojego „funduszu zakupowego” (lub funduszu „celowego”, specjalnie utworzonego na potrzeby wakacyjnych wydatków) – fundusz zakupowy to pula środków, do której co miesiąc dorzuca się jakąś kwotę z perspektywą wydania tego na przyjemności/większe zakupy w przyszłości; lub jeżeli masz „celowy” fundusz przeznaczony specyficznie na wakacyjne wyjazdy, to
  2. sfinansować wakacje ze środków z „funduszu awaryjnego” – czyli tak naprawdę, to dać kredyt samemu sobie i później w ciągu roku „spłacać” go, uzupełniając z powrotem fundusz awaryjny
  3. sfinansować urlop z kredytu

Najbardziej pożądana jest oczywiście ta pierwsza opcja.

Druga oznacza już trochę sprzeniewierzanie się dobrym zasadom zarządzania domowymi finansami. Z funduszu awaryjnego powinniśmy korzystać tylko w sytuacjach podbramkowych – gdy od szybkiego uruchomienia dodatkowych pieniędzy zależy nasze „być albo nie być”. W założeniu, fundusz awaryjny to nie są pieniądze na kredytowanie bieżącej konsumpcji.

Trzecia opcja, naturalnie, zupełnie odpada – jeżeli szukamy oszczędności, to nie chcemy obciążać naszego budżetu kolejnymi odsetkami. A kredyty gotówkowe są drogie.

Zatem jeżeli opcja pierwsza jest poza naszym zasięgiem, to warto się poważnie zastanowić: czy zrezygnować z wakacji w tym roku? czy mamy możliwość znalezienia czegoś tańszego? jak inaczej możemy zorganizować sobie wolny czas latem?

Jednym z fajniejszych (a bardzo niedocenianych!) rozwiązań jest turystyka lokalna.

W pobliżu własnego miejsca zamieszkania można na ogół znaleźć wiele interesujących atrakcji (pewnie łatwo mi mówić, gdy mieszkam w Sopocie… ;) ) Sam, od kiedy aktywnie jeżdżę na rowerze, poznałem okolice swojego miejsca zamieszkania od zupełnie innej strony, odwiedziłem miejsca, których inaczej nie miałbym okazji zobaczyć i dosłownie poczułem się jak turysta we własnym mieście. Nie wydając nic na podróż, nie wydając nic na pobyt.

Turystyka rowerowa to rzecz, którą zawsze będę polecał z całego serca. W Trójmieście mamy wybrzeże z jednej strony i Trójmiejski Park Krajobrazowy z drugiej, więc na brak miejsc do rowerowych wycieczek nie możemy narzekać. Ale na pewno w promieniu 20-30 kilometrów od każdego miasta i miasteczka w Polsce da się znaleźć coś ciekawego, jakiś cel choćby jednodniowej podróży. Lasy, parki, rezerwaty przyrody, czy jeziora nad które można udać się rowerem i urządzić tam piknik – możliwości jest mnóstwo.

Ale żeby poczuć się turystą we własnym mieście niekoniecznie trzeba wsiadać na rower i pędzić X kilometrów pod górę. Można to też zrobić na spokojnie i bez intensywnego, fizycznego wysiłku.

Nie wiem, czy macie podobnie, ale przed wyjazdami turystycznymi do obcych miast, staram się być dobrze przygotowanym: przeglądam przewodniki i strony internetowe szukając miejsc, które warto odwiedzić, zwiedzić, zobaczyć. Szukając atrakcji niekoniecznie położonych wśród najbardziej uczęszczanego turystycznego szlaku.

Zazwyczaj kończy się tak, że po takiej wycieczce o odwiedzonym mieście jestem w stanie powiedzieć więcej niż o moich rodzinnych stronach. Gdybyście mnie dziś spytali, co warto zobaczyć w Kaliningradzie, to z miejsca wymieniłbym szereg ciekawych rzeczy. Ale gdybyście zapytali o Sopot, to nie wiem, czy nie odpowiedziałbym po prostu „yyy… molo?”

Okazuje się, że inwestycja w przewodnik po własnej okolicy może być całkiem trafionym pomysłem. W ten sposób można odkryć nowe miejsca, o których nawet nie mieliśmy pojęcia oraz zyskać motywację do odwiedzenia tych atrakcji, które od dawna były na naszej liście „do zobaczenia”, ale jakoś nigdy nie było okazji.

Warto być też na bieżąco z letnią ofertą kulturalną własnego miejsca zamieszkania. Lato to czas różnych lokalnych festiwali, które mogą być atrakcją nie tylko dla turystów, ale też właśnie dla osób, które tym razem postanowiły spędzić wakacje w okolicy własnego miasta. A jeżeli w Waszej okolicy nie dzieje się akurat nic ciekawego, to być może któraś z miejscowości w pobliżu organizuje jakieś interesujące wydarzenie (i tu mamy np. kolejny cel dla wycieczki rowerowej).

Jeżeli muszę spędzić wakacje „w domu” – czy to z powodu oszczędności, czy dlatego, że praca nie pozwala mi na wyjazd – to to jest właśnie moja recepta na udane lato. Maksymalne wykorzystanie lokalnych atrakcji, lepsze poznanie okolic własnego miejsca zamieszkania i szukanie zupełnie nowych tras rowerowych.

A jaki jest Wasz sposób na udane lato (bez kredytów)?


dodaj własny »

1 komentarze czytelników

  1. MateuszW

    Puki jeszcze nie ma dzieci, to fajnie jest coś zwidzić poza Polską, a tu idealnym rozwiązaniem jest wyjazd w kilka osób np. 6 jednym autem. Koszt urlopu 10 dniowego dla jednej osoby to przy dobrym zaplanowaniu około 1300 zł (paliwo, zakwaterowanie, rozrywki, jedzenie) np. w Chorwacji.

    18 czerwca 2014 16:23

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies