Dlaczego małe zyski nie robią na Tobie wrażenia?

  • 29 października 2010
  • Krzysztof Sobolewski
  • 6 comments

Dlaczego małe zyski nie robią na Tobie wrażenia?Zarabiać 1 zł dziennie? Też mi coś!

5% rocznie na lokacie? Wolę fundusze, które w reklamach chwalą się kilkudziesięcioprocentowymi zyskami – oczywiście, historycznymi. Albo jeszcze lepiej – kontrakty terminowe, tam przecież w jeden dzień można zarobić całą miesięczną wypłatę, a nawet dużo, dużo więcej.

Przy okazji prywatyzacji GPW wielu moich znajomych rezygnuje, bo spodziewa się dużej redukcji i zysku co najwyżej w okolicach 100 zł na debiucie. Uważają, że nie warto.

Małe kwoty, małe zyski, małe oszczędności – choć regularne – nie mają łatwo. Są po prostu mało spektakularne.

Co innego jest powiedzieć znajomym, że „zarobiłem wczoraj na giełdzie 500 zł – w jeden dzień!”, a co innego powiedzieć „założyłem lokaty i zarabiam teraz 2 zł dziennie z odsetek”, prawda?

Oczywiście, że fajnie jest się pochwalić, co prawda jednorazowym, ale jednak zyskiem. Ale chyba nie inwestujesz tylko po to, by się chwalić?

Ludzie mają zwyczaj niedoceniania małych kwot. Dlaczego?

Nie lubimy odraczać gratyfikacji. Na ogół wolimy małą nagrodę teraz i bez wysiłku, niż większą nagrodę w przyszłości. Ta impulsywność jest tym bardziej wzmacniana przez reklamy i promocje, które wciskają nam produkty tu i teraz. Od razu.

Ten schemat działa też w przypadku oszczędzania i inwestowania. Jedynie co czwarty Polak posiada jakiekolwiek oszczędności! Natychmiastowa konsumpcja przeważa nad myśleniem o przyszłości.

Nie muszę chyba pisać, jak duży jest to błąd.

A jaka jest najczęstsza wymówka przed oszczędzaniem? „Nie mam z czego.”  A przecież można odkładać nawet złotówkę, czy pięć złotych dziennie i po kilkudziesięciu latach (ja mam przynajmniej z 30-kilka lat do emerytury) będzie z tego całkiem solidny kapitał.

Żeby co miesiąc odłożyć 100 zł miesięcznie wystarczy odkładać do słoika, skarbonki czy na konto oszczędnościowe zaledwie 3 zł dziennie (a dokładniej 3,22zł).

Czy te 100 zł to mało? Nic poważnego z tego nigdy nie uzbierasz? Spójrzmy na tę stówę z innego punktu widzenia.

Bawiłem się ostatnio kalkulatorami kredytów hipotecznych – takimi najprostszymi, gdzie wpisuje się tylko wartość nieruchomości, kwotę i walutę kredytu oraz liczbę lat na spłatę. Ale nawet takie proste narzędzie pozwala się przekonać jak wiele może dać takie 100 zł miesięcznie (czyli, przypominam – 3 zł dziennie).

Wpisałem więc w miarę standardowe wartości (w jakie sam mniej-więcej celuję) czyli 200 000 zł kredytu na nieruchomość wartą 250 000 zł.

W wersji na 30 lat mam ratę ok. 1 250 zł miesięcznie.

W wersji na 25 lat mam ratę ok. 1 350 zł miesięcznie.

Pięć lat spokojnego i nieobciążonego hipoteką życia więcej za zaledwie 100 zł miesięcznie! To mało? Jak dla mnie, to całkiem sporo.

Jak nabrać właściwej perspektywy?

Pisałem ostatnio o optymalizacji lokat i kont oszczędnościowych, tak by wycisnąć z nich jak najwięcej odsetek. No i ten dodatkowy 1 gr miesięcznie może wydać się komuś śmieszny lub niewart zachodu.

No bo co to jest, wystarczy, że znajdę złotówkę na ulicy i już mam tyle, ile ze stu dni odsetek.

Ale takie drobne zyski warto układać sobie w długoterminowej perspektywie. Sam obecnie mam 20 kont oszczędnościowych, które dają mi po 1 gr każdego dnia.

Przeciętnie 6 zł miesięcznie. 73 zł rocznie.

Ale to nie wszystko!

Sam pewnie znajdziesz u siebie kilka takich obszarów, gdzie można dokonać jakichś drobnych oszczędności. Nic radykalnego! A to zawsze będziesz gasić światło w pomieszczeniach, w których akurat nikogo nie ma, a to wymienisz kartę kredytową na taką z cashbackiem, czy zmienisz konto na darmowe.

Małe zyski kumulują się i w sumie dają całkiem poważne kwoty!

Podliczmy więc różne możliwe drobne zyski, do „uciułania” tu i tam (w ujęciu miesięcznym):

3 zł dziennie to 100 zł

optymalizacja kont oszczędnościowych to 6 zł

wyłączanie urządzeń elektrycznych zamiast zostawiania ich w trybie czuwania to kolejne 5 zł

cashback z karty kredytowej to jakieś 10 zł

zmiana konta na darmowe (prowadzenie konta i bezpłatne przelewy) to znów 10 zł

Już mamy dokładnie 131 zł w skali miesiąca. A przecież można iść dalej i odmówić sobie codziennej gazety (przecież i tak można to samo przeczytać w Internecie, +2,50 zł dziennie), przejrzeć swoje abonamenty – czy to za telefon komórkowy (na pewno wydzwaniasz wszystkie minuty?), czy za telewizję (masz czas na oglądanie tych wszystkich kanałów?), czy nawet Internet (koniecznie potrzebujesz tych 8 mb/s?).

Obniżenie takich abonamentów może dać – no nie wiem – z 30 zł miesięcznie? A nawet jeżeli nie chcesz nic ograniczać, to może akurat łapiesz się na jakąś nową promocję i dostaniesz parę złotych ekstra?

Tylko nie zrozum mnie źle, nie namawiam tutaj do jakiegoś obsesyjnego szukania jak największych oszczędności na wszystkim na czym się da. Jestem natomiast jak najbardziej za tym, by oszczędzać na rzeczach mało ważnych, lub takich, które z odrobiną wysiłku (lub całkowicie bez żadnego wysiłku) można zastąpić rzeczami bezpłatnymi.

Tak jak gazety można zastąpić Internetem, tak jak płatne konto bankowe można bez problemu zastąpić darmowym, tak jak można zrezygnować z telewizji, na którą i tak nigdy nie ma czasu… itd.

Takimi małymi krokami możemy dojść do – powiedzmy – nawet 200 zł miesięcznie.

A to już 2 400 zł rocznie, czyli coś w okolicy dodatkowej średniej krajowej pensji. To już chyba robi lepsze wrażenie? A zaczęliśmy od jednej złotówki!

Podobał Ci się ten artykuł? Zaprenumeruj blog przez kanał RSS, lub dołącz do nas na Facebooku.

Fot. SXC.HU / stabul

dodaj własny »

6 komentarze czytelników

  1. anonim

    Myślę, że jednak lepiej sobie odmówić paru małych przyjemności, niż obsługiwać 20 kont oszczędnościowych;-)

    29 października 2010 14:55

  2. Krzysztof Sobolewski

    Można i to i to. Konta oszczędnościowe, po ich założeniu, są już praktycznie bezobsługowe. Ale jak komu wygodniej :).

    29 października 2010 15:25

  3. sam

    Te male oszczednosci zaczynaja zasuwac gdy tak robimy systematycznie przez lata, to dzieki procentowi skladanemu nagle moze sie okazac ze uzbieralismy naprawde calkiem sporo, wychodza wtedy kwoty kilkuset tysiecy, pozwalajace wygenerowac z odsetek niezla emeryture.

    30 października 2010 07:30

  4. casperk

    każdy ma swój sposób na oszczędzanie.
    Na kontach oszczędnościowych bez wielkich wkładów wszystko może nam zjeść inflacja, która w czasach problemów gospodarczych może wynieść nawet tyle ile wynosi oprocentowanie rachunku oszczędnościowego. Zaletą jest brak ryzyka. Podobnie jest z obligacjami. Za optymalny uważam portfel zbudowany z instrumentów obarczonych i nieobarczonych ryzykiem. Zatem: konta oszczędnościowe i obligacje - tak, ale również giełda, fundusze i produkty strukturyzowane, aby jednak oprócz oszczędzania nauczyć się także mnożyć... :)

    22 listopada 2010 20:14

  5. Krzysztof

    Najważniejsze to aby znaleźć plan i małymi krokami dojść do kwoty 50 000 zł, która to kwota może nam pozwolić na jakieś inwestycje, np. kurs dzięki któremu znajdziemy lepszą pracę

    22 maja 2013 13:30

  6. dan_daki

    Najlepiej tuż po otrzymaniu wypłaty przelać te 100zł na konto oszczędnościowe - wtedy chcąc nie chcąc przez resztę miesiąca musimy żyć o te 100zł mniej ;) bez większego poczucia starty; a sumka nam ładnie procentuje. Sama stosuję taką metodę i bardzo ją sobie chwalę.

    30 maja 2013 21:21

Nowe zasady dotyczące cookies. Wykorzystujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce dotyczącej cookies